Może to nie depresja? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Może to nie depresja?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 89 ]

Temat: Może to nie depresja?

Poczucie obniżonej wartości miałam właściwie od dziecka. Zawsze byłam samotniczką i miałam jedynie jedną dobrą przyjaciółkę, którą chciałam mieć jedynie dla siebie i bywałam o nią zazdrosna. To może jednak nie takie ważne, od 10 lat leczę się na zaburzenia depresyjno-lękowe, brałam już chyba wszystkie możliwe leki. Chodziłam na psychoterapię. Bywało lepiej i gorzej. Próbowałam wielu rzeczy: w tym liczne wolontariaty, kursy, prace zawodowe. Wszystko po pewnym czasie traci dla mnie sens. W swoim życiu coś jednak osiągnęłam, skończyłam studia, miałam dobrą pracę, teraz jestem od 11 lat na emeryturze (budżetówka). Obecnie mam 48 lat, jestem bardzo samotna, mam tylko mamę staruszkę, mam problemy w nawiązywaniu i utrzymywaniu relacji. Próbuję naprawdę wszystkiego, przez internet poznałam mężczyznę i wdałam się w toksyczny dwuletni związek. Jakoś przy pomocy mamy udało mi się go zakończyć. Ostatnio zapisałam się na angielski, żeby wychodzić gdzieś do ludzi. Od pewnego czasu mimo leków czuję się potwornie. Budzę się nad ranem i do 11.00 leżę w łóżku, żeby tylko nie wstawać, bo i po co. Przede mną tylko koszmarny, kolejny dzień. Nic mnie nie interesuje, nic nie chce mi się robić, czasem mam problem z wyjściem z domu, bo obawiam się oceny obcych ludzi. Nie chce mi się dalej żyć w takim stanie. Odczuwam pustkę i bezsens istnienia. Boję się odejścia mamy bo zostanę wtedy zupełnie sama. Nie widzę żadnej alternatywy. Nie wiem właściwie po co to piszę. Przepraszam, że zabieram Wam czas, ale poczytałam to forum i chciałam się podzielić swoją historią. Może jednak ktoś się odezwie? Pozdrawiam

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Może to nie depresja?

miss, pamiętam Cie z dawnych wpisow, nawet ostatnio mi gdzies "mignelas" i się zastanawiałam, czy może cos się zmienilo u Ciebie na lepsze.. Przykro mi, ze tak masz.

Probowalas jakos to "obniżone poczucie własnej wartości" rozlozyc na czynniki pierwsze? Z czego wynika, jak to zmienić?

Odpowiadam za to, co piszę, nie za to, co komuś sie wydaje.

3 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2018-10-10 19:39:37)

Odp: Może to nie depresja?
Benita72 napisał/a:

miss, pamiętam Cie z dawnych wpisow, nawet ostatnio mi gdzies "mignelas" i się zastanawiałam, czy może cos się zmienilo u Ciebie na lepsze.. Przykro mi, ze tak masz.

Probowalas jakos to "obniżone poczucie własnej wartości" rozlozyc na czynniki pierwsze? Z czego wynika, jak to zmienić?

Zawsze nie było różowo, ale to co dzieje się teraz, przechodzi ludzkie pojęcie. Boję się ludzi, ponieważ nie wiem o czym z nimi rozmawiaćI. Jeszcze dwa lata temu tak nie miałam,a teraz brakuje mi dosłownie "języka w gębie". Paraliżuje mnie jakiś strach i nie umiem znaleźć tematu do rozmowy. Nie potrafię rozmawiać na banalne tematy typu "pogoda, co słychać". Nie wiem, może nie mam nic do powiedzenia, bo w moim życiu nic się nie dzieje. Nie mam o kim opowiadać, o czym opowiadać. Jeszcze dwa lata temu tak się nie czułam, choć były już tego początki.
I uważam, że jestem nudna, dlatego mało wartościowa, że nie wychodzę całymi dniami z domu, nie ubieram się, nie myję (nie daję rady się zmusić do tego). Tylko, kiedy jest jakiś obowiązek do wypełnienia, to się mobilizuję. Ale też źle się czuję na ulicy, czuję się oceniana i obserwowana. Wydaje mi się, że jestem odmienna od wszystkich ludzi i to także powoduje obniżone poczucie wartości.
Szukam jakiegoś rozwiązania, biorę leki, chodzę do psychiatry, teraz ostatnio podjęłam płatną psychoterapię. Ale to nic nie daje, nie umiem się zmusić do życia, a z drugiej strony życie w takim stanie jest nie do zniesienia.

Reklama

4

Odp: Może to nie depresja?

Aż 11 lat na emeryturze? To gdzie ty pracowałaś???  smile

Odp: Może to nie depresja?

No wiadomo, w budżetówce. Takiej w znanym uniformie.

Reklama

6

Odp: Może to nie depresja?

Emerytura w wieku 37 lat ? Pracowałaś w mundurówce ? Po twoim wpisie to jednak depresja i to w zaawansowanym stadium. Radzę się udać do psychiatry a potem zacząć brać życie  we własne ręce i coś zmieniać. Pasje, hobby, jakiś sport ? Może kolejne studia ? Szkoła tańca ? Jest wiele możliwości. Może to ta przedwczesna emerytura tak działa ?

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."
Odp: Może to nie depresja?
Mordimer napisał/a:

Emerytura w wieku 37 lat ? Pracowałaś w mundurówce ? Po twoim wpisie to jednak depresja i to w zaawansowanym stadium. Radzę się udać do psychiatry a potem zacząć brać życie  we własne ręce i coś zmieniać. Pasje, hobby, jakiś sport ? Może kolejne studia ? Szkoła tańca ? Jest wiele możliwości. Może to ta przedwczesna emerytura tak działa ?

No chodzę do psychiatry od lat. Zapisałam się na angielski, ale to nie pomaga. Mam problemy z wychodzeniem z domu i nic mnie nie cieszy. Jak tu mówić o pasjach.

8

Odp: Może to nie depresja?

Z tego, co opisujesz, to wygląda na depresje, tylko pewnie ta wiedza niewiele ci się przydaje w tym, jak się czujesz. 

Nie odpuszczaj z tą psychoterapię, - tak negatywne myslenie o sobie i lek przed oceną nie wziął się znikąd, może warto przesledzic wpływy z dzieciństwa - czasem się wydaje, ze nasze dzieciństwo było ok, a potem okazuje się, ze to tylko fasada, ukrywajaca rozne złe wydarzenia i stłumione, zamrozone emocje. To wszystko da się przepracować, uwierz.

Odpowiadam za to, co piszę, nie za to, co komuś sie wydaje.

9

Odp: Może to nie depresja?
missnowegojorku napisał/a:
Mordimer napisał/a:

Emerytura w wieku 37 lat ? Pracowałaś w mundurówce ? Po twoim wpisie to jednak depresja i to w zaawansowanym stadium. Radzę się udać do psychiatry a potem zacząć brać życie  we własne ręce i coś zmieniać. Pasje, hobby, jakiś sport ? Może kolejne studia ? Szkoła tańca ? Jest wiele możliwości. Może to ta przedwczesna emerytura tak działa ?

No chodzę do psychiatry od lat. Zapisałam się na angielski, ale to nie pomaga. Mam problemy z wychodzeniem z domu i nic mnie nie cieszy. Jak tu mówić o pasjach.

No to może warto zmienić na innego. Kluczowy jest dobór odpowiednich antydepresantów. Robiłaś jakieś badania na hormony, nadnercza, TSH i (OH)D25 ?

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

10

Odp: Może to nie depresja?

Może czas na zmianę psychiatry i psychoterapeuty. Oczywiście to wymaga wysiłku, na który obecnie nie masz ochoty. Pewnie musisz trochę ze sobą powalczyć - pytanie, czy chcesz. Czy gdzieś jest tam nadzieja na to, że może być fajnie, ciekawie, z ludźmi, z radością. Bo jeśli gdzieś nadal o tym marzysz, to warto zawalczyć. Warto się zdobyć na wysiłek i zmobilizować do kolejnej próby. To Twoje życie i Ty nim kierujesz. W tym momencie masz pod górkę. Jest ciężko. Ale decyzję o zmianie podejmujesz codziennie.

Jeśli ta psychoterapia i terapia farmakologiczna NIC nie zmieniają, to znaczy, że są nieskuteczne  - może warto poszukać innej. Innego terapeuty z innym podejściem czy osobowością. Może zrobić coś totalnie głupiego i wyjechać na misje na kilka miesięcy? Zacząć nową pracę?

Wierzę, że jak człowiek znajdzie jakiś cel w tym co robi, jak będzie komuś pomagał na przykład, i widział efekty swojego działania, to wpłynie to pozytywnie na jego samopoczucie. Więc może w tę stronę. Ale też warto zajrzeć w głąb siebie i dbać o siebie - zadawać sobie pytania "czego dziś potrzbuuję, jak to osiąnąć? Jak mogę o siebie zadbać, żebym dobrze się czuła, i jakie są do tego kroki".

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

11 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2018-10-10 20:44:30)

Odp: Może to nie depresja?

Chyba nie ma wyjścia z mojej sytuacji i tak już chyba pozostanie do końca. Do fajnej pracy nie mam szans się dostać, bo nie mam żadnego zawodu, ani jakichś charakterystycznych umiejętności. Poza tym mój wiek także nie ułatwia pozycji na rynku pracy. Do sprzątania raczej się nie nadaję i nie chciałabym tego robić. Na misję nie pojadę, bo nie mam sił się umyć i ubrać, a co dopiero wnikać w nowe środowisko. Poza tym mam dwa psy i jak wyjadę na misję, to zdechną z głodu, bo przecież do schroniska ich nie oddam. To stare psy i tylko do mnie przywiązane, nie mam serca ich maltretować. Poza tym ja mam problem wyjść z domu, żaden wyjazd daleko nie wchodzi w grę. Wyczynem dla mnie było pojechać na jeden dzień do Władysławowa.
Odnośnie innego psychiatry, to u takowego byłam, nawet prywatnie. Powiedział, że mam dobrze ustawione leki i innych mi nie zapisze. Toteż nie ma sensu zmieniać obecnego psychiatry, bo inny też nie dał mi nadziei.
Do psychologa, terapeuty chodzę z kolei trzeciego już i nie wiem na jakiego mogłabym go zmienić. Jakoś żaden mi nie daje rady. Nie mogę tak ciągle zmieniać, bo to chyba nie ma sensu. Obecnemu mówię o swoich problemach z normalnym funkcjonowaniem, to każe mi przytulać wewnętrzne dziecko, chodzić samej do kina (dwa razy byłam) i czyta mi bajki np. o pękniętym dzbanie. Czy to może mi pomóc uporać się z moją wegetacją, bo inaczej tego nazwać nie umiem?
Dlatego sobie myślę, że skoro żadne leki nie działają to chyba to nie jest depresja, tylko coś innego.

12

Odp: Może to nie depresja?

Może jednak spróbuj iść do jakiejś pracy. Skoro oprócz poczucia obowiązku nie potrafisz się zmusić do zrobienia czegoś. Może pomyśl o pracy na przykład na kasie w jakimś supermarkecie. Z ludźmi wtedy rozmawiać jak nie masz ochoty nie musisz, oprócz podania kwoty do zapłaty, ewentualnego zapytania się o drobne. Dodatkowo jest to wyczerpująca fizycznie praca, no bo wiadomo - towar się sam nie rozpakuje. Po takim dniu pracy prawdopodobnie będziesz myślała już tylko o tym, żeby się walnąć do łóżka i zasnąć. A jak stwierdzisz, że to jednak nie to, masz ten komfort, że zawsze możesz zrezygnować. Ale zawsze będzie to jakaś próba wyjścia z tego marazmu w którym tkwisz obecnie i który Cię powoli wyniszcza.

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

13

Odp: Może to nie depresja?
missnowegojorku napisał/a:

Nie mogę tak ciągle zmieniać, bo to chyba nie ma sensu. Obecnemu mówię o swoich problemach z normalnym funkcjonowaniem, to każe mi przytulać wewnętrzne dziecko, chodzić samej do kina (dwa razy byłam) i czyta mi bajki np. o pękniętym dzbanie. Czy to może mi pomóc uporać się z moją wegetacją, bo inaczej tego nazwać nie umiem?

Nie wiem czy to pomoże czy nie pomoże, ale jakby mi ktoś kazał przytulać wewnętrzne dziecko, to uznałbym go za dziwaka z urojeniami. Kino może być fajne, tak samo jak basen, siłownia, muzeum, teatr i wiele innych fajnych miejsc do których można się udać. Jak kto woli. A bajki to się czyta dzieciom na dobranoc.

missnowegojorku napisał/a:

Dlatego sobie myślę, że skoro żadne leki nie działają to chyba to nie jest depresja, tylko coś innego.

Czy to nie jest przypadkiem tak, że w tym nadmiarze wolnego czasu nie wiesz, co masz ze sobą zrobić? Ale bardzo chciałabyś coś zrobić? Bo ja po sobie wiem, że taki stan rodzi różne frustracje i napięcia na ciele.

missnowegojorku napisał/a:

Wydaje mi się, że jestem odmienna od wszystkich ludzi i to także powoduje obniżone poczucie wartości.

To jak myślisz, co Cię odróżnia od innych ludzi? Jak się takie coś wie, to łatwiej się potem rozmawia z innymi ludźmi i w ogóle egzystuje w społeczeństwie.

missnowegojorku napisał/a:

Ale też źle się czuję na ulicy, czuję się oceniana i obserwowana.

Jak ktoś się na Ciebie patrzy to tak, ktoś taki może oceniać świadomie bądź nieświadomie. Ale ktoś inny obserwując Cię może być Ciebie ciekawy. A to co innego niż ocenianie.

14

Odp: Może to nie depresja?

Byłam dziś na wizycie u psychiatry. Proponował szpital ale się nie zgodziłam. Mam dwa psy i nie mam co z nimi zrobić na ten czas. Dołożył jeszcze jeden lek i mnóstwo suplementów diety. Kwasy omega tłuszczowe, witaminy z grupy B, D, lecytynę, kwas foliowy.

15 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2018-10-11 18:05:51)

Odp: Może to nie depresja?
missnowegojorku napisał/a:

Byłam dziś na wizycie u psychiatry. Proponował szpital ale się nie zgodziłam. Mam dwa psy i nie mam co z nimi zrobić na ten czas. Dołożył jeszcze jeden lek i mnóstwo suplementów diety. Kwasy omega tłuszczowe, witaminy z grupy B, D, lecytynę, kwas foliowy.

Ty się martwisz o psy. Zacznij się martwić o siebie. Jak człowiek nie chce to zawsze znajdzie jakąś wymówkę. Albo weźmiesz życie we własne ręce albo nadal będziesz tylko narzekać. Potem będzie coraz gorzej. Skoro nie chce się tobie nic. Nawet wychodzic do ludzi to znaczy, że leki są źle dobrane albo ich nie bierzesz.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

16

Odp: Może to nie depresja?

To psy mam oddać do schroniska?

17

Odp: Może to nie depresja?

Może skontaktuj się np. z wolontariuszami działającymi u Was w schronisku albo z jakąś miejscową fundacją, pomogą Ci znaleźć dom tymczasowy dla psów na czas Twojego pobytu w szpitalu smile
A o siebie musisz zadbać smile

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

18

Odp: Może to nie depresja?

Zgadzam się z Pietruszką. Pora zacząć myslec o sobie, miss, - z psami na pewno jakies wyjście się znajdzie.

Odpowiadam za to, co piszę, nie za to, co komuś sie wydaje.

19

Odp: Może to nie depresja?

Boję się szpitala, znajoma była trzy razy i nic jej nie pomogło. Tam tylko leki dają i nie ma nic do roboty. Najlepiej się czuje we własnym domu. Dziś byłam w dkf, ale tam same studenciaki. Mimo to się zapisałam.

20 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2018-10-12 17:34:53)

Odp: Może to nie depresja?
bbasia napisał/a:

Może jednak spróbuj iść do jakiejś pracy. Skoro oprócz poczucia obowiązku nie potrafisz się zmusić do zrobienia czegoś. Może pomyśl o pracy na przykład na kasie w jakimś supermarkecie. Z ludźmi wtedy rozmawiać jak nie masz ochoty nie musisz, oprócz podania kwoty do zapłaty, ewentualnego zapytania się o drobne. Dodatkowo jest to wyczerpująca fizycznie praca, no bo wiadomo - towar się sam nie rozpakuje. Po takim dniu pracy prawdopodobnie będziesz myślała już tylko o tym, żeby się walnąć do łóżka i zasnąć. A jak stwierdzisz, że to jednak nie to, masz ten komfort, że zawsze możesz zrezygnować. Ale zawsze będzie to jakaś próba wyjścia z tego marazmu w którym tkwisz obecnie i który Cię powoli wyniszcza.

                             To bardzo stresująca praca, tam ma się do czynienia z pieniędzmi. A jak bym miała dopłacać to co? Miałabym stres jak nie wiem. Moja terapeutka powiedziała mi że szpital zaleca  się przy myślach samobójczych. Ze tam nic się nie dzieje poza farmakologia i to nie dla mnie.

Odp: Może to nie depresja?

Autorko doskonale Cię rozumiem chociaż ja chyba depresji nie mam albo mam ale nie w takim stopniu. Chodzę do pracy na zakupy ogarniam mieszkanie. Ale jestem samotna i nie chce mi się już samej nigdzie wychodzić czy wyjeżdżać. Mało co mnie juz interesuje. Boję się że to się kiedyś pogłębia i np będę miała problem z pójściem do pracy.

22

Odp: Może to nie depresja?

Miss- strasznie przykro czytać Twój wątek, pamiętam jak pisałaś tutaj jakiś czas temu. Piszesz o braniu leków- jak długo je bierzesz ? Doskonale wiesz, że aby zaczęły działać potrzeba czasu, nawet kilka tygodni. Jeśli leki zaczną działać poczujesz więcej chęci i siły do funkcjonowania, a wtedy to już możesz szukać terapeuty.
Piszesz, że kilka razy zmieniałaś terapeutę, więc taka naprawdę nie ukończyłaś żadnej terapii ?
Wspominasz o szpitalu- dlaczego nie oddział dzienny ? Odpada problem co z psami, nie ma Cię kilka godzin w ciągu dnia, na oddziale są inni ludzie. Mieszkasz w dużym mieście, w Twoim stanie nie będziesz czekać długo na przyjęcie.
Chciałam Ci też zasugerować wzięcie psa ze schroniska, ale Ty masz już dwa smile Od kiedy ja mam psa moja samotność jest zupełnie inna, mam dla kogo żyć.
Trzymaj się.I pisz, zobacz ile dostajesz tu wsparcia, nie zostawimy Cię.

Odp: Może to nie depresja?

Ja bym poszedl do pracy moze byc nawet sprzatanie. Praca juz teraz zapewnia mi regularny żywot- jak mam jej za malo to marudzę.  Prace tez wyszukuje po godzinach jako pomoc dla znajomych cokolwiek za darmo.

24

Odp: Może to nie depresja?
Mahika napisał/a:

Miss- strasznie przykro czytać Twój wątek, pamiętam jak pisałaś tutaj jakiś czas temu. Piszesz o braniu leków- jak długo je bierzesz ? Doskonale wiesz, że aby zaczęły działać potrzeba czasu, nawet kilka tygodni. Jeśli leki zaczną działać poczujesz więcej chęci i siły do funkcjonowania, a wtedy to już możesz szukać terapeuty.
Piszesz, że kilka razy zmieniałaś terapeutę, więc taka naprawdę nie ukończyłaś żadnej terapii ?
Wspominasz o szpitalu- dlaczego nie oddział dzienny ? Odpada problem co z psami, nie ma Cię kilka godzin w ciągu dnia, na oddziale są inni ludzie. Mieszkasz w dużym mieście, w Twoim stanie nie będziesz czekać długo na przyjęcie.
Chciałam Ci też zasugerować wzięcie psa ze schroniska, ale Ty masz już dwa smile Od kiedy ja mam psa moja samotność jest zupełnie inna, mam dla kogo żyć.
Trzymaj się.I pisz, zobacz ile dostajesz tu wsparcia, nie zostawimy Cię.

Na oddział dzienny starałam się o przyjęciu w maju, ale odmówiono mi, za dużo już razy byłam na oddziale dziennym i nic nie pomogło mi to. Zalecane mi terapię indywidualna, na którą obecnie chodzę, ale jakoś też na razie nie pomaga. Leki nie biorę kilka tygodni, a 5 miesięcy bo od maja. Do pracy nie czuję się na siłach iść, pewnie poszłabym że dwa razy i więcej nie. Mam straszną niechęć i lęk. Z ledwoscia zmuszam się do chodzenia na terapię i angielski.

25

Odp: Może to nie depresja?

Skoro od maja je bierzesz i żadnej poprawy nie widzisz to chyba czas na zmianę leków ? nie wierzę, że Twój lekarz pozostaje obojętny na Twoje sugestie jak się czujesz. A jeśli tak, to może czas na zmianę psychiatry ? Na kogoś kto spojrzy na Ciebie świeżym okiem? Terapia indywidualna wymaga czasu, w miesiąc tego nie wypracujesz, a  Ty teraz raczej chyba potrzebujesz wsparcia na tu i teraz ??
A co motywuje Cię rano w ogóle do wstania z łóżka ? Pewnie psy, ale może coś jeszcze ?

26

Odp: Może to nie depresja?
Mahika napisał/a:

Skoro od maja je bierzesz i żadnej poprawy nie widzisz to chyba czas na zmianę leków ? nie wierzę, że Twój lekarz pozostaje obojętny na Twoje sugestie jak się czujesz. A jeśli tak, to może czas na zmianę psychiatry ? Na kogoś kto spojrzy na Ciebie świeżym okiem? Terapia indywidualna wymaga czasu, w miesiąc tego nie wypracujesz, a  Ty teraz raczej chyba potrzebujesz wsparcia na tu i teraz ??
A co motywuje Cię rano w ogóle do wstania z łóżka ? Pewnie psy, ale może coś jeszcze ?

Dziękuję Ci za uwagę i zainteresowanie. Boję się już tu pisać za bardzo, że zostanę skrytykowana za ciągle bycie <na nie. W moim przypadku jest o tyle trudniej, że już brałam chyba większość leków dostępnych na rynku i żaden definitywnie nie zadziałał. Lecze się bowiem już od wielu lat, ale nigdy nie było jeszcze tak źle jak teraz. Nie miałam problemów z wychodzeniem z domu i ubieraniem się i myciem. Tak, pewnie terapia nie pomoże od razu. Teraz dostałam takie zadanie domowe, że mam napisać jak chciałabym żeby wyglądało moje dzieciństwo. Taka historie idealnego dzieciństwa. Ponoć mózg ma to przyjąć za prawdę. Właśnie napisałam te historie, ale jakoś nie czuję aby coś się zmieniło w moim samopoczuciu. Jakoś nie wierzę w tą całą terapię, nie bardzo rozumiem jak to mogłoby mi to pomoc w moim samopoczuciu. Nie rozumiem procesu psychoterapii, jest taka mglista i przypomina przysłowiowe lanie po ścianie. Ale nic mi już nie pozostało, żadnej nadziei, więc chodzę i płace. Co do psychiatry, to byłam u innego, którego poleciła mi psychoterapeutka i ta lekarz powiedziała, że mam zapisane bardzo dobre leki i innych brać już nie mogę, bo wszystkie mam wypróbowane. Mój lekarz bardzo się stara i to naprawdę doświadczony psychiatra. Pytasz jak wstaje z łóżka? No cóż wstaje późno, bo o 10, 10.30, wcześniej wychodzę z psami i znowu się kładę. Potem wstaje bo nie mogę już wylezec w łóżku. Takie dziwne dreszcze mnie przechodzą i odczuwam wewnętrzny niepokój jak leżę. Chyba te leki jednak trochę działają bo nie mogę wylezec. Ale z kolei całe dnie siedzę na kanapie bo nie mam siły ubrać się i umyć. Chodzę jeszcze dwa razy w tygodniu na angielski, raz w miesiącu do dyskusyjnego klubu książki, a teraz zapisałam się do dyskusyjnego klubu filmowego. Ale to jest ciągła walka, aby wyjść na te zajęcia. Tak mnie to męczy, że mam wrażenie, iż już dłużej nie dam rady. Właściwe ludziom postronnym nie zwierzam się że swoich stanów psychicznych, bo mi wstyd. Tak, że nie wiele osób wie o moim stanie. Tylko jedna znajoma z oddziału dziennego i moja mama.

27

Odp: Może to nie depresja?
missnowegojorku napisał/a:

Jakoś nie wierzę w tą całą terapię, nie bardzo rozumiem jak to mogłoby mi to pomoc w moim samopoczuciu. Nie rozumiem procesu psychoterapii, jest taka mglista i przypomina przysłowiowe lanie po ścianie. Ale nic mi już nie pozostało, żadnej nadziei, więc chodzę i płace.

I dopóki nie uwierzysz, to psychoterapia nie zadziała... spróbuj o tym z terapeutą porozmawiać - że nie rozumiesz. Bo z tego, że sobie chodzisz i płacisz nie wyniknie nic. Efekty psychoterapii zależą od Ciebie, to nie cudowny lek...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

28 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2018-10-15 17:18:15)

Odp: Może to nie depresja?
santapietruszka napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Jakoś nie wierzę w tą całą terapię, nie bardzo rozumiem jak to mogłoby mi to pomoc w moim samopoczuciu. Nie rozumiem procesu psychoterapii, jest taka mglista i przypomina przysłowiowe lanie po ścianie. Ale nic mi już nie pozostało, żadnej nadziei, więc chodzę i płace.

I dopóki nie uwierzysz, to psychoterapia nie zadziała... spróbuj o tym z terapeutą porozmawiać - że nie rozumiesz. Bo z tego, że sobie chodzisz i płacisz nie wyniknie nic. Efekty psychoterapii zależą od Ciebie, to nie cudowny lek...

Mówiłam terapeutów o tym, to nic konkretnego nie odpowiedziała. Jeśli nie ma się tej wiary, to jak ja zyskać? To jest jak wiara w Boga, albo jest albo jej nie ma. Mam sobie wmawiać, że wierzę. Wg mnie na logikę powinno ty być niezależne od mojej wiary. Bo jeśli to ma podstawy rozmumowe, to jako metoda działania powinno działać, jak antybiotyk na zapalenie płuc. Na razie robię co mogę, chodzę, słucham, odrabiam prace domowe, ale w moim samopoczuciu nic się nie zmienia. Nie wiem za bardzo co mówić na tej terapii. Odpowiedziałam o swoim życiu na dwóch sesjach i mam wrażenie, że tematy się wyczepaly. Bo ileż mogę w koło Macieju opowiadać o swoim złym samopoczuciu i niechęci do wszystkiego. U mnie nic się nie dzieje, nie mam żadnych znaczących relacji, ani konfliktowej pracy. Naprawdę to męka te 60 minut, siedzę jak na gwoździach i często milczę, bo w głowie mam pustkę. Teraz miałam zrobić rysunek jak wyobrażam sobie moje życie i napisałam to opowiadanie o dobrym dzieciństwie. Co jeszcze mogę zrobić? Aha, teraz sobie przypomniałam. Powiedziała, że w terapii lecząca jest sama relacja z terapeuta.

29

Odp: Może to nie depresja?
missnowegojorku napisał/a:

(...) Co jeszcze mogę zrobić?

Przestać gadać, zacząć przeżywać.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

30

Odp: Może to nie depresja?
Wielokropek napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

(...) Co jeszcze mogę zrobić?

Przestać gadać, zacząć przeżywać.

Ale co mam przeżywać? Przeżywam cały czas ze moje istnienie jest bez sensu. Ze zmarnowalam swoje życie, bo nie mam dzieci, rodziny i to już nie da się naprawić. Ale mam w kółko powtarzać to samo? Przeżywam to każdego dnia.

31 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-10-15 17:25:44)

Odp: Może to nie depresja?
missnowegojorku napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Jakoś nie wierzę w tą całą terapię, nie bardzo rozumiem jak to mogłoby mi to pomoc w moim samopoczuciu. Nie rozumiem procesu psychoterapii, jest taka mglista i przypomina przysłowiowe lanie po ścianie. Ale nic mi już nie pozostało, żadnej nadziei, więc chodzę i płace.

I dopóki nie uwierzysz, to psychoterapia nie zadziała... spróbuj o tym z terapeutą porozmawiać - że nie rozumiesz. Bo z tego, że sobie chodzisz i płacisz nie wyniknie nic. Efekty psychoterapii zależą od Ciebie, to nie cudowny lek...

Mówiłam terapeutów o tym, to nic konkretnego nie odpowiedziała. Jeśli nie ma się tej wiary, to jak ja zyskać? To jest jak wiara w Boga, albo jest albo jej nie ma. Mam sobie wmawiać, że wierzę. Wg mnie na logikę powinno ty być niezależne od mojej wiary. Bo jeśli to ma podstawy rozmumowe, to jako metoda działania powinno działać, jak antybiotyk na zapalenie płuc. Na razie robię co mogę, chodzę, słucham, odrabiam prace domowe, ale w moim samopoczuciu nic się nie zmienia. Nie wiem za bardzo co mówić na tej terapii. Odpowiedziałam o swoim życiu na dwóch sesjach i mam wrażenie, że tematy się wyczepaly. Bo ileż mogę w koło Macieju opowiadać o swoim złym samopoczuciu i niechęci do wszystkiego. U mnie nic się nie dzieje, nie mam żadnych znaczących relacji, ani konfliktowej pracy. Naprawdę to męka te 60 minut, siedzę jak na gwoździach i często milczę, bo w głowie mam pustkę. Teraz miałam zrobić rysunek jak wyobrażam sobie moje życie i napisałam to opowiadanie o dobrym dzieciństwie. Co jeszcze mogę zrobić?

Może pomyśl nad zmianą terapeuty? Zapytaj psychiatry, może inna metoda psychoterapii będzie dla Ciebie korzystniejsza, może coś doradzi? Według mnie to, co teraz robisz, to tylko strata czasu i kasy dla Ciebie, skoro nic z tego nie wynika, a tylko Cię to męczy. Psychoterapia ma, owszem, podstawy rozumowe, ale są różne jej metody, może akurat ta nie jest dla Ciebie?

Nie umiem Ci powiedzieć, jak "uwierzyć" w psychoterapię. Po prostu Ty sama musisz chcieć poczuć się lepiej i zobaczyć, że w tym, co robisz z terapeutą, jest jakiś sens i do czegoś to prowadzi smile Jeśli tego sensu nie widzisz i według Ciebie nie ma żadnych efektów, to widocznie coś nie pyka i trzeba coś zmienić smile
Tylko pamiętaj - psychoterapia to jest praca nad sobą przy pomocy terapeuty. Bez Twojego udziału żaden psychoterapeuta Cię nie wyleczy, to nie cudotwórcy smile
Trzymam kciuki smile

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

32

Odp: Może to nie depresja?

Między mówieniem o uczuciach a kontaktem i konfrontacją z nimi jest różnica. Istotna.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

33

Odp: Może to nie depresja?

Nie jestem terapeutką, ale nie trzeba nią być, żeby zobaczyć jak bardzo bronisz się przed mówieniem o emocjach, o tym co czujesz. Piszesz o wstydzie przed otwarciem się i jest to zrozumiałe. Ale gdy piszesz, że w trakcie terapii nie masz o czym mówić, bo przecież nic się nie dzieje w Twoim życiu- myślę sobie- ależ Ona jest przyblokowana !
Zaden terapeuta nie odblokuje Cię jeśli Ty sama nie zdobędziesz się na pierwszy krok. Mam wrażenie, że terapię traktujesz się jak zadanie do odhaczenia- na przecież chodzę i zadania odrabiam, czego wy ode mnie chcecie ?
Myślę ,że tu tkwi duży problem- w szczerym wyrażaniu swoich emocji. I szkoda, że nie wykorzystujesz do tego terapeuty.

34

Odp: Może to nie depresja?
Wielokropek napisał/a:

Między mówieniem o uczuciach a kontaktem i konfrontacją z nimi jest różnica. Istotna.

Dokładnie właśnie tak !

35 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2018-10-15 17:57:40)

Odp: Może to nie depresja?

Kiedy opowiadałam o swoim życiu to nawet się popłakałam. Więc chyba przeżywam. Ale nie widzę sensu w dalszym uzalaniu się nad swoim samopoczuciem. Co mi da, że będę w kółko powtarzać jak podle się czuje, jaki bezsens istnienia odczuwam, jaką mam pustkę w sobie. Odczuwam żal nad nieudanym życiem, złość, że nie spotkało mnie w nim nic dobrego. Tylko co to da, jak będę się nad tym przez te 60 minut zastanawiać i uzalac. Robię to praktycznie przez całe dnie. Tam, tzn na terapii chciałabym poznać sposoby jak mam swoim problemom przeciwdziałać, a nie po razc kolejny przeżywać swoje codzienne frustrację. Naprawdę przeżywam koszmar każdego dnia i z wytesknieniem czekam na czas snu. Najlepiej chciałabym zażyć jakieś tabletki i spać cały Boży dzień, żeby nie przeżywać koszmaru. Więc przeżywam. Nie chcę zmieniać kolejnego terapeuty, ponieważ to już jest trzeci z kolei. Najpierw była pani od terapii skierowanej na rozwiązanie, kazała mi stawiać torebkę na stole, aby wyjść z domu i się ubrać. Potem była poznawcza behawiorystka, ale kazała mi na okrągło zapisywać jak się czułam podczas każdej wykonywanej czynności, wychodzić z domu, jeździć tramwajem i spacerować po ulicy. Nie dałam rady. Ta terapia obecna jest ericksonowska. Teraz pracuje że mną nad wewnętrznym dzieckiem. Mam je przytulać, wyobrażać sobie, że ktoś się mną opiekuje, bawi się, no i miałam narysować rysunek jak wyobrażam sobie swoje przyszłe życie. Myślę że takie ciągle zmienianie terapeuty nie jest dobre, bo ciągle mi coś będzie nie odpowiadać i tak będę zmieniać aż do śmierci.

36 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-10-15 18:32:11)

Odp: Może to nie depresja?

A gdybyś tak nie poprzestała na użalaniu się i złości i zajrzała pod spód, by zobaczyć jakie inne uczucia skrzętnie ukrywasz przed samą sobą?

missnowegojorku napisał/a:

(...) poznawcza behawiorystka, ale kazała mi na okrągło zapisywać jak się czułam podczas każdej wykonywanej czynności (...)

Była to próba skonfrontowania Cię z własnymi uczuciami.

(...) ciągle mi coś będzie nie odpowiadać (...)

Stare porzekadło: W tym szaleństwie jest metoda.







***
A tak poza (na pewno?) tematem.

(...) teraz jestem od 11 lat na emeryturze (budżetówka). Obecnie mam 48 lat (...)

Emerytura w wieku 37 lat? Policja/wojsko?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

37

Odp: Może to nie depresja?
missnowegojorku napisał/a:

Kiedy opowiadałam o swoim życiu to nawet się popłakałam. Więc chyba przeżywam. Ale nie widzę sensu w dalszym uzalaniu się nad swoim samopoczuciem. Co mi da, że będę w kółko powtarzać jak podle się czuje, jaki bezsens istnienia odczuwam, jaką mam pustkę w sobie. Odczuwam żal nad nieudanym życiem, złość, że nie spotkało mnie w nim nic dobrego. Tylko co to da, jak będę się nad tym przez te 60 minut zastanawiać i uzalac. Robię to praktycznie przez całe dnie. Tam, tzn na terapii chciałabym poznać sposoby jak mam swoim problemom przeciwdziałać, a nie po razc kolejny przeżywać swoje codzienne frustrację. Naprawdę przeżywam koszmar każdego dnia i z wytesknieniem czekam na czas snu. Najlepiej chciałabym zażyć jakieś tabletki i spać cały Boży dzień, żeby nie przeżywać koszmaru. Więc przeżywam. Nie chcę zmieniać kolejnego terapeuty, ponieważ to już jest trzeci z kolei. Najpierw była pani od terapii skierowanej na rozwiązanie, kazała mi stawiać torebkę na stole, aby wyjść z domu i się ubrać. Potem była poznawcza behawiorystka, ale kazała mi na okrągło zapisywać jak się czułam podczas każdej wykonywanej czynności, wychodzić z domu, jeździć tramwajem i spacerować po ulicy. Nie dałam rady. Ta terapia obecna jest ericksonowska. Teraz pracuje że mną nad wewnętrznym dzieckiem. Mam je przytulać, wyobrażać sobie, że ktoś się mną opiekuje, bawi się, no i miałam narysować rysunek jak wyobrażam sobie swoje przyszłe życie. Myślę że takie ciągle zmienianie terapeuty nie jest dobre, bo ciągle mi coś będzie nie odpowiadać i tak będę zmieniać aż do śmierci.

O tej ostatniej terapii słyszałam pozytywne opinie smile Może nie ma co przekreślać od razu. Ile czasu chodzisz na tą terapię?

38 Ostatnio edytowany przez interfire (2018-10-16 16:06:36)

Odp: Może to nie depresja?
missnowegojorku napisał/a:

Powiedziała, że w terapii lecząca jest sama relacja z terapeuta.

Tak powiedziała, bo Ci ludzie reprezentują sobą wiarę w bliżej nieokreślone bóstwo pod tytułem „Terapia”.  Według nich jest to bóstwo uzdrawiające psychikę. A taki terapeuta jest pośrednikiem pomiędzy bóstwem a klientem tworząc „Relację Terapeutyczną”. To nie ma nic wspólnego z nauką. To jest mniej więcej to samo, co robi ksiądz na kazaniu.


Chciałem tylko powiedzieć, że będąc w podobnej beznadziei, samo dążenie do czegoś co mi coś da w przyszłości dawało spokój ducha. Co powiesz na własny biznes? Odnoszę wrażenie, że lubisz psy. To może pomyślisz o założeniu hodowli jakiejś rasy psów? To tylko jedna z opcji, bo możliwości jest wiele.

Posty [ 1 do 38 z 89 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Może to nie depresja?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018