Hej, jestem w chłopakiem od niespełna roku i jesteśmy dla siebie "pierwsi". Przed nami ostatni rok na naszej uczelni i on ma zamiar iść do pracy, a ja chciałabym wyjechać do innego miasta by dalej studiować. I tak zaczęły pojawiać się myśli o przyszłości- czy zamieszkać razem? Czy iść za chłopakiem, czy może patrzeć na siebie? Wiem, że mogę teraz brzmieć egoistycznie, ale przyczyną tego jest to, że jeszcze ani razu nie usłyszałam od chłopaka "kocham cię" i z braku doświadczenia w związkach nie wiem, czy jest to coś, czym powinnam się przejmować, czy też nie. Po pół roku sama mu to raz napisałam, nie tylko dla tego, że miałam taką potrzebę, ale też po to, by sprawdzić jego reakcję i może trochę "ośmielić" żeby też zaczął mówić. Od początku związku wiedziałam, że nie jest zbyt wylewny, dlatego staram się bardziej patrzeć na czyny. I jeśli o to chodzi, to nie mam się do czego przyczepić. Zawsze znajdzie dla mnie czas, przedstawił mnie wszystkim znajomym chociaż przez dłuższy czas nie znał nikogo ode mnie. Tak samo z rodzicami. Nawet sam dopytywał, kiedy pozna kogoś ode mnie. Spytałam kiedyś, czy jestem dla niego ważna- potwierdził. Spytałam czy traktuje mnie poważnie, czy jest zadowolony z naszego związku- usłyszałam, że gdyby było coś nie tak, to by już dawno to zakończył i czy jest zadowolony ze mnie- powiedział, że bardzo. No i niby wszystko świetnie, ale nasłuchałam się już trochę o tym, jak niektórzy są z dziewczyną/chłopakiem, bo im po prostu wygodnie, niekoniecznie z prawdziwej miłości. Miałam też kiedyś niemiłą sytuację z pewnym chłopakiem (nie byliśmy w związku, ale bardzo się przyjaźniliśmy), który mówił, że mnie kocha, chciałby żebym została jego żoną i żebyśmy mieli dzieci. Jednak to były puste słowa, bo widziałam, że za bardzo nie zależy mu na tym, by nasza znajomość jak najdłużej przetrwała, wiele razy się na nim zawiodłam, no i w końcu kontakt urwał się na dobre. Dlatego staram się nie robić wielkiego problemu z tego braku "kocham cię", ale jeśli za kilka miesięcy mam zacząć podejmować już konkretne decyzje co dalej, to jednak trochę mnie zastanawia, czy taki stan jest normalny. Chciałabym za kilka miesięcy poruszyć temat wspólnej przyszłości, spytać, czy chciałby żebyśmy razem zamieszkali, albo chociaz zamieszkali w tym samym miescie (najprawdopodobniej to ja musialabym ''isc za nim''), czy byłby zdolny do tego, by pojechać gdzieś ze mną lub ja z nim, a nie chcę za bardzo pytać, czy mnie kocha, bo nie chcę, żeby odpowiedział "tak", bo zostanie przyciśnięty do ściany... czy może myślicie, że to nic złego i mogę spytać?
PS. jeszcze tylko chcialam dodac, ze przejmuje sie ta przyszloscia, poniewaz on bedzie mial prace, przez ktora nie bedzie go w miescie, a prawdopodobnie nawet i w kraju przez kilka dni pod rzad, wiec sporo czasu bylabym sama, dlatego tez gdybym miala myslec tylko o sobie, to chcialabym pojsc do miasta, w ktorym mialabym kogos znajomego...