Cześć, to mój pierwszy post tutaj.
Mój problem polega na tym , że nie potrafię przestać myśleć o pewnym chłopaku.
Cała historia zaczęła się trzy lata temu gdy poznałam Marcina. Po około dwóch miesiącach spotykania się zaczęło między nami iskrzyć. Marcin był wtedy w toksycznym związku. Jego dziewczyna nie szanowała go , robiła mu często wyrzuty o pierdoły , była zazdrosna o znajomych. Niejednokrotnie Marcin wypłakiwał mi się po ich awanturach i nieprzyjemnych sytuacjach.
Cały czas jednak próbował utrzymać ten związek. Ja tymczasem starałam się mu pomóc i żyłam nadzieją że uda mi się go oderwać od tej jędzy. Nieświadoma sytuacji coraz bardziej wciągałam się w grę Marcina. Z jednej strony płakał jak to mu źle w związku i jak bardzo mu zależy na mnie , robił mi nadzieję że będziemy razem. Z drugiej strony , gdy tylko między nimi poprawiało się , wracał do niej a do mnie się dystansował. W tym miejscu powinnam kazać mu się określić. Niestety , byłam zakochana po uszy , zaślepiona i mimo sytuacji bałam się stracić go. Nie pomogły także wyraźne sygnały od przyjaciółki , że oni się nie rozejdą i lepiej odpuścić.
Dopiero po roku podjęłam decyzję. Zrozumiałam że nie wyjdziemy nigdy poza kumplowanie się , więc czas rozejrzeć się za kimś innym. Po jakimś czasie poznałam Pawła. Szybko zakochaliśmy się w sobie a ja zredukowałam kontakty z Marcinem niemal do zera. Poczułam ulgę. On w tym czasie zakończył swój związek.
Po roku jednak zaczęłam częściej widywać Marcina (mamy wspólnych znajomych , bywamy na tych samych imprezach). Wszystko wróciło
Zaczęłam tęsknić , myśleć o nim , w sercu odżyło mimo iż byłam w szczęśliwym związku z Pawłem. Tym czasem ze strony Marcina nie było nic więcej niż chęć kumplowania się. Zaczęłam potwornie męczyć się psychicznie. Zdawałam sobie sprawę , że Marcin nie jest facetem dla mnie. Byłam świadoma jego wad. Mimo to ciągnęło mnie do niego i ciągnie nadal.
On wszedł niedawno w nowy związek. Rzadko się odzywa a ja czuję ból że znów „straciłam go” Przeżywam że przytula się do innej i już mnie nie chce. Czuję się odtrącona. Są takie dni gdy jest mi to obojętne , ale zazwyczaj cały czas o tym myślę. Boję się że popadłam w jakąś obsesje na jego punkcie. Jestem wykończona , zaczęłam mieć myśli samobójcze , przestałam angażować się we własny związek.
Wiem że w takiej sytuacji należy zerwać kontakt. To jest niestety niemożliwe. Pracujemy w tym samym budynku , mieszkamy niedaleko siebie, widujemy się podczas imprez , mamy wspólnych znajomych , a przede wszystkim nie potrafię , jestem na to za słaba. Nie potrafię nawet nie odpisać na jego smsa… Zastanawiałam się nad pójściem do psychologa a nawet na hipnozę. Jak sprawić by stał się dla mnie neutralny?