Witam,
Z góry przepraszam, bo podejrzewam, że kobieca natura zrodziła pewnie milion podobnych tematów.. Ale zwyczajnie nie mam się komu wygadać, więc zwracam się do Was.
Jestem z moim obecnym chłopakiem od dwóch lat, oboje jesteśmy w tym samym wieku (23). I o ile na początku były amory, śmiechy chichy, to mam wrażenie, że z jego strony to wszystko jakoś ucieka.. Zawsze staram się być jak "wzorowa żona", dogadzac w każdy możliwy sposób, śniadania do łóżka, obiad po pracy, mówić i pokazywać ile dla mnie znaczy, jak mi się podoba i tak dalej.. Z resztą, zgodnie z prawdą.
No i staram się dla delikwenta wyglądac jak tap madl, czy to za dnia czy w alkowie... Ale to się spotka z reakcją.. Zerową. Zero wrażenia, efektu wow, tego spojrzenia jak Edward na bellę, rolnik na żonę, pies na szynkę, co kto woli. Nic. Null. Error 404 uwielbienie not found. Faceci na ulicy się oglądają, samochody nagle zwalniają, a mój mężczyzna rzuci co najwyżej schematyczne "pięknie wyglądasz" jak już poślę mu to spojrzenie pod tytułem "no powiesz coś w końcu czy nie"...
Chciałabym widzieć w jego spojrzeniu, że jestem tą jedyną, że mnie pragnie tak bardzo jak ja jego.. A czuję się jakbym musiala się o wszystko dopraszać, a słowa były tylko słowami, bez żadnego pokrycia w rzeczywistości.
Rozmów na ten temat było już pewnie z 50, każda kończyła się dokładnie tak samo, wszystko miało się zmienic, poprawić bla bla bla... Staję dla niego na rzęsach, czy w zamian oczekuję tak wiele? Chcę się czuć doceniona i piękna w jego oczach, thats it.
Męczy mnie to okrutnie...
Nie wiem już jak walczyć kobitki.. Jakieś rady, pomysły?