Witajcie,
Mam problem w relacji z chłopakiem, z którym się spotykałam. Nie wiem, co z tym zrobić. Ale może od początku.
Poznaliśmy się na początku roku w internecie. Zakładając konto w tej aplikacji nie miałam jednak wcale na celu znalezienia partnera. W zasadzie, to był on pierwszym i jedynym facetem, z którym złapałam tak świetny kontakt, szybko przenieśliśmy rozmowę na fb, pisaliśmy codziennie. W końcu postanowiliśmy się spotkać, wszystko jak najbardziej się udało, spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, jednak zawsze na stopie koleżeńskiej.
W pewnym momencie poczułam, że coś jest inaczej, mniej rozmawialiśmy, aż w końcu on zupełnie przestał się odzywać. Okazało się, że oczekiwał czegoś więcej, jednak stwierdził, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć, bo nie widział u mnie zainteresowania jego osobą. Rzeczywiście, trzymałam dystans podczas naszych spotkań, ale jedynie dlatego, że po jednej z naszych rozmów myślałam, że to właśnie on nie chce niczego więcej, a mnie tak naprawdę zaczęło zależeć.
Postanowiliśmy, że spotkamy się jeszcze raz i będziemy zachowywać się już tak, jak czujemy. Od tego czasu wszystko bardzo dobrze się układało, zaczęliśmy się spotykać, zbliżyliśmy się do siebie, ustaliliśmy, że chcemy wyłączności i wszystko między nami idzie w dobrym kierunku.
Podczas ostatniego spotkania mówił mi, że dobrze mu ze mną, nic nie wskazywało na to, coś miałoby się popsuć.
Później ja wróciłam do rodzinnego miasta, on wieczorem miał wyjść ze znajomymi. Następnego dnia, niby na żarty opowiadał mi, że super się wybawił i wytańczył, co nie do końca mi się spodobało, on odebrał to jednak w sposób, że przeszkadza mi, ze wychodzi ze znajomymi, a oczywiście tak nie było.
Po tym niewielkim spięciu nie mieliśmy przez chwilę kontaktu, bo oboje wyjechaliśmy, a on stwierdził, żebym odpoczywała, a nie spędzała czas na fb. Odezwałam się więc pod koniec wyjazdu z zamiarem spotkania się po moim powrocie. Nie umówiliśmy się jednak, bo był chory.
Na początku tygodnia ustaliliśmy, że zobaczymy się na weekendzie. W międzyczasie rozmawiało nam się dobrze, aż do pewnego momentu, kiedy mieliśmy małą wymianę zdań. Zaczęłam się nieco żalić na studia, on stwierdził, że za bardzo narzekam. Następnego dnia nie odzywaliśmy się, później potwierdziliśmy tylko weekendowe spotkanie, ale kolejnego dnia napisał do mnie jak zwykle i wszystko było w porządku. Do czasu.
Poprosiłam go o pomoc z komputerem, on wyśmiał to, czego nie potrafię zrobić, zdenerwowałam się i znowu pojawiło się spięcie. Później po przemyśleniu, ze zbyt impulsywnie zareagowałam przeprosiłam go, a on na to odpisał mi, że to chyba nie ma sensu i sobie odpuści. Przeprosiłam znowu, że jestem ostatnio nieco rozdrażniona, zaproponowałam, ze może przez chwilę nie będę się odzywała, a spotkamy się na weekendzie. Odpowiedział, że nie ma ochoty, jeśli tak to ma wyglądać.
Dzień przed spotkaniem odezwałam się do niego, powiedziałam, ze chciałabym miło spędzić z nim wieczór. Nie spodziewałam się, że w odpowiedzi dostanę informację, że on nie chce się więcej ze mną spotykać, bo nie, bo nie chce, bo czasem tak bywa, bo nie czuje że chciałby się ze mną spotykać, bo ostatnie dni dały mu do myślenia, bo to nie to i nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Każde moje pytanie o konkretny powód kończyło się własnie takimi odpowiedziami. Nie chciał mi wyjaśnić dlaczego z dnia na dzień postanowił wszystko przekreślić, nie było dla niego w tym nic dziwnego. Kompletnie nie rozumiem co się stało, gdzie popełniłam błąd, czy to możliwe, żeby najpierw mówił mi, że mu ze mną dobrze, umawiał się, rozmawiał jak zwykle, a po dwóch dniach, bez żadnego powodu napisał mi, że to koniec.
Na moje ostatnie prośby wyjaśnienia nawet nic już nie odpisał. Nie wiem, czy powinnam próbować jeszcze do niego pisać i spróbować walczyć, czy odpuścić. Wiem, że wciąż mi zależy. Jestem rozbita...
Co myślicie o tej sytuacji? Co mogło się wydarzyć? Czy powinnam odpuścić?