Cześć,
jestem Marek mam 26 lat. Zwracam się do Was drogie Panie (i ewentualnie Panowie) z prośbą o pomoc w podjęciu działania/decyzji. Na wstępnie napiszę tylko, że ogólnie to jestem raczej nieśmiały, ale wiem czego chce i traktuję życie dość poważnie.
Jakieś 3 m-c temu poznałem przez internet dziewczynę. Bardzo dobrze nam się ze sobą początkowo pisało, nie wiązałem jakiś większych nadziei miło się rozmawia i tyle. Ale po pewnym czasie zaproponowałem spotkanie, które trwało do późnych godzin, odprowadziłem na autobus. Ogólnie wszystko było fajnie. Relacja się rozwijała, zaczęliśmy się spotykać, dodatkowo pisaliśmy ze sobą cały czas.
Były wiadomo jak to w życiu jakieś przerwy, ale ogólnie cały czas zostawaliśmy w kontakcie. Byłem zadowolony, bo pierwszy pocałunek, pierwsze przytulenie, pierwsze złapanie za rękę. Starałem się być ostrożny, powoli małymi krokami budować i rozwijać naszą znajomość. (Oboje jesteśmy po dłuższych, wydaje się poważnych związkach). Ogólnie miałem wrażenie, że "nadajemy na tych samych falach" i pomimo, że się nie znaliśmy wcześniej jesteśmy do siebie bardzo podobni (jemy podobne dziwne potrawy, lubimy podobnie spędzać wolny czas).
Wszystko było na prawdę super, aż do weekendu majowego. Chciałem się wybrać wspólnie gdzieś w Polskę. Niestety nie miałem wolnego całego weekendu, jedynie pierwszą jego część (obowiązki w pracy). Ale spędziliśmy wg mnie świetne 3 dni. Rozmawialiśmy, spacerowaliśmy, spaliśmy w jednym łóżku (ale bez zbliżenia, wydawało mi się, że to jeszcze za szybko).
No i po powrocie trach ciach, tak jakby urwanie kontaktu. Próbowałem pisać, dostaje jakieś pojedyncze odpowiedzi, że nie ma czasu, ma dużo pracy. Ja tego nie rozumiem, bo jestem typem człowieka, który jak mu zależy to znajdzie choćby tą godzinę dziennie/na dwa dni żeby się zobaczyć. Spędzić wspólnie czas.
Minęły już dwa tygodnie i w sumie nie wiem. Mam kilka rozważań:
1) Na prawdę miała straszny zamęt i po prostu nie miała czasu.
2) Liczyła na jakieś moje bardziej zdecydowane kroki, wydaje mi się, że ewidentnie jej też zależało - ale nie padły jakieś deklaracje.
3) Do tej pory widywaliśmy się maksymalnie kilka godzin dziennie, 3 dni nonstop pokazały jej, że np. jestem beznadziejny i dała sobie spokój.
Ogólnie mi osobiście zależy i chciałbym się spotkać po rozmawiać, ale jakoś nie możemy się zdzwonić. Tylko nie wiem, czy po prostu odpuścić. Czy to jakieś głupie sprawdzenie z jej strony. Zdaje mi się, że jeżeli chciałaby zakończyć znajomość to powinna mi to powiedzieć prosto z mostu, a nie zostawiać, ale że przeżyłem już swoim życiu trochę to wiem, że jest to możliwe.
Bardzo proszę o pomoc i doradzenie ew. co mógłbym w tej sytuacji zrobić, co ona może myśleć?
Pozdrawiam
Marek!