Jak lubić siebie, gdy... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jak lubić siebie, gdy...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 55 ]

1

Temat: Jak lubić siebie, gdy...

Rozmawiałam ostatnio z Mamą i gdy stwierdziłam, że moim zdaniem nie da się lubić siebie samego bezwarunkowo, za nic, że musimy mieć jakieś podstawy do tego, żeby darzyć się sympatią i akceptacją, to on zaprzeczyła. Powiedziała, że jeśli człowiek będzie lubił siebie tylko wtedy, gdy będzie spełniać jakieś swoje oczekiwania i wymogi to jego samoakceptacja zawsze będzie chwiejna, tymczasowa, nieustannie wystawiana na próby, że skoro JA jestem jedyną osobą, od której nie mogę odejść, której nie mogę zostawić, pozbyć się to fajnie by było lubić się bezwarunkowo, tak po prostu.
Ale jak lubić siebie, jak utrzymać pewność siebie na przyzwoitym poziomie, jeśli od świata raczej dostajemy komunikaty, że wcale nie jesteśmy tacy fajni?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Zmień swój świat. Możesz być tym kim chcesz.
Zaakceptuj siebie ze swoimi zaletami, wadami i ograniczeniami. Trochę możesz się zmienić, ale na ogół jesteś jaka jesteś. Skoro twój świat cię nie akceptuje, to go zmień. Jesteś mądra/głupia/przeciętna. Więc wybierz sobie cel który masz szansę osiągnąć i do niego dąż.  Ktoś cię kocha i wspiera, trzymaj się go. Ktoś cię źle ocenia i dołuje. Pokaż mu środkowy palec. Szkoda na niego czasu. Idź z podniesiona głowa do przodu i szukaj ludzi którzy w tej wędrówce cię wesprą.
Jak będziesz w życiu osiągać wyznaczone cele i otaczać się życzliwymi ludźmi, to samoakceptacja przyjdzie sama.

3

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Dzięki za odpowiedź, trollu.
Myślę o tym, co napisałeś i dochodzę do wniosku, że to nawet nie jest tak, że ludzie mnie nie akceptują, bardzo źle traktują i tak dalej. Wydaje mi się, że ja jestem ludziom obojętna (czy mogę mieć do nich o to pretensje? Przecież nie da się nikogo zmusić do sympatii). Jak jestem to ok, ale jak mnie nie ma to też dobrze. Od 5 facetów, z którymi się spotykałam usłyszałam, że nie mam 'tego czegoś'. Może w przyjaźni, koleżeństwie 'to coś', chemia są tak samo potrzebne, konieczne? Może braku charyzmy i tego czegoś nie da się nadrobić nawet okazywaną życzliwością, lojalnością, wsparciem

Reklama

4 Ostatnio edytowany przez troll (2018-04-08 13:02:28)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Wiesz co? Myślę że to nie jest kwestia chemii. Koleżeństwo to jest trochę takie przebywanie ze sobą bez jakiejś nadmiernej spinki. Ot po prostu mamy oboje czas, to się spotykamy i gadamy o wszystkim i o niczym. Jak nie mamy czasu i ochoty, to nie. Funkcjonujemy obok siebie. Bez jakiegoś związku emocjonalnego.
Przyjaźń, to już coś głębszego. Tu jest ta tzw chemia. Musimy być sobie nawzajem potrzebni. I tu stosunek między osobami jednopłciowymi i roznoplciowymi się różni. Z moim przyjacielem muszę się co jakiś czas spotkać. Szukam kontaktu i po dłuższej przerwie tęsknię do rozmowy. Z żoną więź jest głębsza, ale dość podobna. Też jestem z nią związany przez pokrewieństwo dusz. Dochodzą do tego więzi fizyczne, ekonomiczne i społeczne, więc dlatego ta więź jest głębsza.

Ale aby nawiązać związki przyjaźni i miłości najpierw należy postarać się o grono koleżanek i kolegów z którymi po prostu miło spędzimy czas. Podzielić ich sobie na tych z którymi tylko pogadamy, tych z którymi pójdziemy na piwo i tych z którymi urżniemy się w trupa. Tych którym się zwierzymy z problemów i tych z którymi pogadamy o pogodzie, bo na zaufanie nie zasługują. Ale aby sobie to tak ułożyć należy najpierw mieć to grono znajomych. Ja mam wśród znajomych ludzi z którymi chętnie zamienię słowo przy spotkaniu i takich których chce spotykać regularnie. Mam też takich których brak odczuwam naprawdę dotkliwie. Ale aby ich tak zaszufladkować, musiałem najpierw poznać dziesiątki, czy setki ludzi i dla wszystkich być miłym. Tak po prostu przywitać się i pogadać z uśmiechem. Powiedzieć miłe słowo na dzień dobry, podać rękę przy spotkaniu.

5 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-08 18:02:24)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Calkowita akceptacja siebie nie bylaby raczej czyms dobrym, bo gdy zrobi sie cos naprawde zlego (skrzywdzi inna istote) to prawidlowym jest odczucie np. wstretu do wlasnej osoby. Zupelnie inna sprawa jest uzaleznienie tego czy samemu sie zaakceptuje czy tez nie od faktu bycia/niebycia atrakcyjnym towarzysko - to jest akurat niedobre.

Reklama

6 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2018-04-09 09:10:17)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

lilly, bo akceptacja siebie nie jest rownoznaczna z samouwielbieniem i filozofią "bravo ja", to ostatnie raczej podpada pod narcyzm.

Odpowiadam za to, co piszę, nie za to, co komuś sie wydaje.

7

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Nie jestem fachowcem od lubienia siebie. Raczej wręcz przeciwnie. Ale myślę, że Twoja mama ma tu jednak rację. Jest możliwe bezwarunkowe lubienie siebie. Tak jak jest możliwa np. bezwarunkowa miłość matki do dziecka, mimo tego, że to dziecko jest może np. mordercą, bandytą itd. Tylko, że ta bezwarunkowe lubienie siebie musi być chyba jednak połączone ze zdrowym dystansem do siebie i umiejętnością dobrej oceny sytuacji. Bo w przeciwnym razie można faktycznie popaść w głupi narcyzm.

8 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-12 16:44:31)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Moze rozwine mysl ze swojego poprzedniego postu w tym temacie, bo takie rzucanie czegos skrotowo tak naprawde niewiele pomaga: moim zdaniem uzaleznianie swojego poczucia wartosci/samoakceptacji od tego czy jest sie czlowiekiem atrakcyjnym towarzysko czy tez nie, moze byc wrecz czyms zgubnym i szkodliwym, bo czasami zdarza sie nawet ze powodem dla ktorego inna osoba dazy do kontaktu z nami czy entuzjastycznie reaguje na propozycje rozmowy/spotkania nie jest jakas nasza pozytywna cecha, a np. utwierdzanie ja w blednych przekonaniach na temat pewnej grupy ludzi, czy podtrzymywanie jej uproszczonej wizji swiata bo to wlasnie dostarcza jej na obecnym etapie zycia takich uczuc jakich potrzebuje. Na wypadek gdyby to 'czasami zdarza sie nawet' nie zostalo dostrzezone: nie jest to oczywiscie zadna regula.
Czesto tez nasza atrakcyjnosc towarzyska jest kwestia znlezienia sie w odpowiedniej grupie, miejscu i czasie.

9

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Nie ma co komplikować prostych rzeczy. Dobrze jest czuć się dobrze że sobą, tylko aby nie popaść w narcyzm. Poza tym mam wrażenie że samoakceptacja to jakieś sztuczne słowo wyrwane z podręcznika dla psychologa-amatora. Poza tym to słowo jakoś wiąże się z kompleksami. Niby "samoakceptacja", tylko że kompleksów się nie akceptuje, one z samej definicji są fałszywe i szkodliwe. Je się niszczy w zarodku poprzez argumentację.

10

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Rozmawiałam ostatnio z Mamą i gdy stwierdziłam, że moim zdaniem nie da się lubić siebie samego bezwarunkowo, za nic, że musimy mieć jakieś podstawy do tego, żeby darzyć się sympatią i akceptacją, to on zaprzeczyła. Powiedziała, że jeśli człowiek będzie lubił siebie tylko wtedy, gdy będzie spełniać jakieś swoje oczekiwania i wymogi to jego samoakceptacja zawsze będzie chwiejna, tymczasowa, nieustannie wystawiana na próby, że skoro JA jestem jedyną osobą, od której nie mogę odejść, której nie mogę zostawić, pozbyć się to fajnie by było lubić się bezwarunkowo, tak po prostu.
Ale jak lubić siebie, jak utrzymać pewność siebie na przyzwoitym poziomie, jeśli od świata raczej dostajemy komunikaty, że wcale nie jesteśmy tacy fajni?

Myślę, że mama ma rację.
Ale rzeczywiście to trudne, gdy czuje się coś innego  w stosunku do samej siebie.
Mogą w tym pomóc przynajmniej na początek poradniki. I na pewno nie stanie się to od razu
Na początek ... smile
http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/245000/245867/352527-352x500.jpg

11

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Myślę, że tę bezwarunkową akceptację z pierwszego posta należałoby zamienić na pojęcie 'zdrowa akceptacja', wtedy nie będziemy popadać w skrajności.

Ja na przykład akceptuję się taką jaką jestem, ale się samą sobą nadmiernie nie zachwycam, widzę swoje wady i dzięki temu mam możliwość nad nimi pracować. Oczywiście, że jestem niedoskonała, ale całkiem mi z tą niedoskonałością fajnie. Wydaje mi się jednak, że ogromną rolę, przynajmniej w moim przypadku, odgrywa tak zwana samoświadomość, która pozwoliła mi zrozumieć pewne mechanizmy, które rządzą moim zachowaniem, jak również mają wpływ na akceptację tego, czego zmienić w sobie nie mogę.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

12

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Dzięki wszystkim za odpowiedź, może na razie odniosę się do tego co napisał troll.

troll napisał/a:

Ale aby nawiązać związki przyjaźni i miłości najpierw należy postarać się o grono koleżanek i kolegów z którymi po prostu miło spędzimy czas. Podzielić ich sobie na tych z którymi tylko pogadamy, tych z którymi pójdziemy na piwo i tych z którymi urżniemy się w trupa. Tych którym się zwierzymy z problemów i tych z którymi pogadamy o pogodzie, bo na zaufanie nie zasługują. Ale aby sobie to tak ułożyć należy najpierw mieć to grono znajomych. Ja mam wśród znajomych ludzi z którymi chętnie zamienię słowo przy spotkaniu i takich których chce spotykać regularnie. Mam też takich których brak odczuwam naprawdę dotkliwie. Ale aby ich tak zaszufladkować, musiałem najpierw poznać dziesiątki, czy setki ludzi i dla wszystkich być miłym. Tak po prostu przywitać się i pogadać z uśmiechem. Powiedzieć miłe słowo na dzień dobry, podać rękę przy spotkaniu.

Też staram się być miła dla znajomych (i nieznajomych). Nie zamęczać ich swoimi problemami. Pamiętać o urodzinach. Sama wychodzić z inicjatywą spotkania. Ale miałam ileśtam takich sytuacji, których zupełnie nie rozumiem, mianowicie ktoś przestawał się do mnie odzywać, reagować na moje telefony. Opiszę może dwie sytuacje. Jakiś czas temu olała mnie tak dobra, jak sądziłam, koleżanka. W dniu urodzin złożyłam jej życzenia, powiedziałam, że mam dla niej prezent, bardzo się ucieszyła, miałyśmy się spotkać, zaproponowałam jej jakieś 2 terminy, powiedziała, że akurat wtedy niestety nie da rady, ale innego dnia bardzo chętnie, na moją kolejną propozycję już nie odpowiedziała i przestała się w ogóle odzywać, zostałam sama z prezentem, wszystko działo się w sierpniu 2017, do dzisiaj się nie odezwała. Druga sytuacja - inna, jeszcze bliższa koleżanka (jak sądziłam) bardzo chciała mnie zeswatać ze swoim kolegą, na początku wszystko zapowiadało się ok, ale skończyło bardzo źle, ja to trochę przeżyłam, o czym ona wiedziała i od tamtej pory ani sama się nie odzywa, ani nie reaguje na żadne moje próby nawiązania kontaktu. Boli mnie to szczególnie w kontekście tego, że sama strasznie mnie zachęcała, namawiała, żebym dała szansę tamtemu chłopakowi, a kiedy nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że to on nie chce to nawet w żaden sposób mnie nie wsparła tylko zostawiła samą, zaczęła olewać. Nie wiem już, czy to ze mną jest coś nie tak, że ludzie wobec mnie tak się zachowują, czy...

13

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Dzięki wszystkim za odpowiedź, może na razie odniosę się do tego co napisał troll.

troll napisał/a:

Ale aby nawiązać związki przyjaźni i miłości najpierw należy postarać się o grono koleżanek i kolegów z którymi po prostu miło spędzimy czas. Podzielić ich sobie na tych z którymi tylko pogadamy, tych z którymi pójdziemy na piwo i tych z którymi urżniemy się w trupa. Tych którym się zwierzymy z problemów i tych z którymi pogadamy o pogodzie, bo na zaufanie nie zasługują. Ale aby sobie to tak ułożyć należy najpierw mieć to grono znajomych. Ja mam wśród znajomych ludzi z którymi chętnie zamienię słowo przy spotkaniu i takich których chce spotykać regularnie. Mam też takich których brak odczuwam naprawdę dotkliwie. Ale aby ich tak zaszufladkować, musiałem najpierw poznać dziesiątki, czy setki ludzi i dla wszystkich być miłym. Tak po prostu przywitać się i pogadać z uśmiechem. Powiedzieć miłe słowo na dzień dobry, podać rękę przy spotkaniu.

Też staram się być miła dla znajomych (i nieznajomych). Nie zamęczać ich swoimi problemami. Pamiętać o urodzinach. Sama wychodzić z inicjatywą spotkania. Ale miałam ileśtam takich sytuacji, których zupełnie nie rozumiem, mianowicie ktoś przestawał się do mnie odzywać, reagować na moje telefony. Opiszę może dwie sytuacje. Jakiś czas temu olała mnie tak dobra, jak sądziłam, koleżanka. W dniu urodzin złożyłam jej życzenia, powiedziałam, że mam dla niej prezent, bardzo się ucieszyła, miałyśmy się spotkać, zaproponowałam jej jakieś 2 terminy, powiedziała, że akurat wtedy niestety nie da rady, ale innego dnia bardzo chętnie, na moją kolejną propozycję już nie odpowiedziała i przestała się w ogóle odzywać, zostałam sama z prezentem, wszystko działo się w sierpniu 2017, do dzisiaj się nie odezwała. Druga sytuacja - inna, jeszcze bliższa koleżanka (jak sądziłam) bardzo chciała mnie zeswatać ze swoim kolegą, na początku wszystko zapowiadało się ok, ale skończyło bardzo źle, ja to trochę przeżyłam, o czym ona wiedziała i od tamtej pory ani sama się nie odzywa, ani nie reaguje na żadne moje próby nawiązania kontaktu. Boli mnie to szczególnie w kontekście tego, że sama strasznie mnie zachęcała, namawiała, żebym dała szansę tamtemu chłopakowi, a kiedy nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że to on nie chce to nawet w żaden sposób mnie nie wsparła tylko zostawiła samą, zaczęła olewać. Nie wiem już, czy to ze mną jest coś nie tak, że ludzie wobec mnie tak się zachowują, czy...

Najlepszym testem na znajomość jest pozwolić innym na działanie (lub jego zaniechanie).

Bywa tak, że nam tylko się wydaje, że ktoś nas bardzo lubi, a jest po prostu uprzejmy. To taki paradoks, ale właśnie tak bywa: im druga osoba jest mniej lubiana, tym bardziej ta osoba stara się maskować swoją niechęć uprzejmością.

Dlatego lepiej jest od czasu do czasu pozwolić innym przejmować pałeczkę w podtrzymywaniu znajomości wink

14

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Iceni, masz rację. Mam takich znajomych, którzy nigdy pierwsi nie wyjdą z propozycją spotkania i to jest dość jednoznaczne. Ale akurat w przypadku tych dwóch koleżanek, dopóki nie przestały się odzywać, panowała równowaga, raz ja coś proponowałam, innym razem one. Co tylko sprawia, że jeszcze bardziej nie rozumiem, dlaczego tak nagle zerwały ze mną kontakt...

15

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Rozmawiałam ostatnio z Mamą i gdy stwierdziłam, że moim zdaniem nie da się lubić siebie samego bezwarunkowo, za nic, że musimy mieć jakieś podstawy do tego, żeby darzyć się sympatią i akceptacją, to on zaprzeczyła. Powiedziała, że jeśli człowiek będzie lubił siebie tylko wtedy, gdy będzie spełniać jakieś swoje oczekiwania i wymogi to jego samoakceptacja zawsze będzie chwiejna, tymczasowa, nieustannie wystawiana na próby, że skoro JA jestem jedyną osobą, od której nie mogę odejść, której nie mogę zostawić, pozbyć się to fajnie by było lubić się bezwarunkowo, tak po prostu.
Ale jak lubić siebie, jak utrzymać pewność siebie na przyzwoitym poziomie, jeśli od świata raczej dostajemy komunikaty, że wcale nie jesteśmy tacy fajni?



Nie przejmuj się światem,bo sama widzisz ile w nim zła,a Twoja mama ma rację ,nie możesz siebie krytykować,musisz zacząć siebie postrzegać w innym lepszym świetle.Zacznij myśleć o sobie pozytywnie,bo z pewnością jesteś wiele warta,tylko Ty nie chcesz tego zauważać.Polub siebie taką jaka jesteś,a z pewnością wszystko się ułoży. W świecie nie dzieje się nic dobrego i komunikatami z tego świata nie musisz się przejmować,bo ktoś zapewne chce abyś tak myślała.Głowa do góry i nie przejmuj się opiniami innych.Słuchaj mamy,bo ona z całą pewnością wie co mówi,bo tylko ona zna Ciebie najlepiej. smile

Nawet mały gest życzliwości nigdy się nie marnuje
- Ezop -

16

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Dzięki wszystkim za odpowiedź, może na razie odniosę się do tego co napisał troll.

troll napisał/a:

Ale aby nawiązać związki przyjaźni i miłości najpierw należy postarać się o grono koleżanek i kolegów z którymi po prostu miło spędzimy czas. Podzielić ich sobie na tych z którymi tylko pogadamy, tych z którymi pójdziemy na piwo i tych z którymi urżniemy się w trupa. Tych którym się zwierzymy z problemów i tych z którymi pogadamy o pogodzie, bo na zaufanie nie zasługują. Ale aby sobie to tak ułożyć należy najpierw mieć to grono znajomych. Ja mam wśród znajomych ludzi z którymi chętnie zamienię słowo przy spotkaniu i takich których chce spotykać regularnie. Mam też takich których brak odczuwam naprawdę dotkliwie. Ale aby ich tak zaszufladkować, musiałem najpierw poznać dziesiątki, czy setki ludzi i dla wszystkich być miłym. Tak po prostu przywitać się i pogadać z uśmiechem. Powiedzieć miłe słowo na dzień dobry, podać rękę przy spotkaniu.

Też staram się być miła dla znajomych (i nieznajomych). Nie zamęczać ich swoimi problemami. Pamiętać o urodzinach. Sama wychodzić z inicjatywą spotkania. Ale miałam ileśtam takich sytuacji, których zupełnie nie rozumiem, mianowicie ktoś przestawał się do mnie odzywać, reagować na moje telefony. Opiszę może dwie sytuacje. Jakiś czas temu olała mnie tak dobra, jak sądziłam, koleżanka. W dniu urodzin złożyłam jej życzenia, powiedziałam, że mam dla niej prezent, bardzo się ucieszyła, miałyśmy się spotkać, zaproponowałam jej jakieś 2 terminy, powiedziała, że akurat wtedy niestety nie da rady, ale innego dnia bardzo chętnie, na moją kolejną propozycję już nie odpowiedziała i przestała się w ogóle odzywać, zostałam sama z prezentem, wszystko działo się w sierpniu 2017, do dzisiaj się nie odezwała. Druga sytuacja - inna, jeszcze bliższa koleżanka (jak sądziłam) bardzo chciała mnie zeswatać ze swoim kolegą, na początku wszystko zapowiadało się ok, ale skończyło bardzo źle, ja to trochę przeżyłam, o czym ona wiedziała i od tamtej pory ani sama się nie odzywa, ani nie reaguje na żadne moje próby nawiązania kontaktu. Boli mnie to szczególnie w kontekście tego, że sama strasznie mnie zachęcała, namawiała, żebym dała szansę tamtemu chłopakowi, a kiedy nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że to on nie chce to nawet w żaden sposób mnie nie wsparła tylko zostawiła samą, zaczęła olewać. Nie wiem już, czy to ze mną jest coś nie tak, że ludzie wobec mnie tak się zachowują, czy...


Paradoksalnie, doświadczenie dokładnie tego, co Ty opisujesz, pozwoliło mi uwierzyć w siebie i polubić siebie bezwarunkowo. Oczywiście, są momenty, kiedy czuję się lepiej czy gorzej ze sobą, ale oceniając, czy uważam siebie za fajną, dobrą, ciekawą, inteligentną, godną szacunku, przyjaciół osobę - najczęściej uważam, że tak.

W jaki sposób jest to związane z tym, że ludzie mnie olali? Miałam takich sytuacji 4. Raz przyjaciel ksiądz, drugi - bliski facet, który był mi jak mentor, raz przyjaciółka z gimnazjum (nasza przyjaźń trwała 5 czy 7 lat, miała przetrwać wszystko i planowałyśmy, co będziemy robić jako staruszki), i ostatnia sytuacja to mój brat (jest tu na forum mój wątek, gdy zmagałam się właśnie z tą sytuacją).

Ostatecznie odkryłam, że nie potrzebuję tych ludzi, żeby czuć się dobrze. Że skoro nie chcą mojej cennej, bo porządnej i skorej do poświęceń i pomocy przyjaźni, skoro zachowują się tak chamsko i bez taktu, to znaczy, że to z nimi jest coś nie tak. To oni nie potrafią docenić drugiego człowieka, to im - z jakiegoś względu - nie zależy.
Nie ma to żadnego związku ze mną - kim jestem, jaka jestem - to jest ich decyzja. Nie miałam na nią wpływu. O ile pielęgnowanie przyjaźni to praca obu stron, to kiedy jedna osoba nie chce - druga już NIC nie zdziała. W sumie tak samo w miłości.

Dlaczego tamte osoby mogły się przestać do Ciebie odzywać? Z ich poczucia, że zachowali się głupio, źle, że zapomnieli, albo mieli gorszy czas w życiu a potem było im głupio po tak długim czasie się odezwać, że sprowadzili cię na złą drogę, być może nie potrafią sobie poradzić z faktem, że wywołali w tobie przykre uczucia, że cię rozczarowali. W takiej sytuacji niektórym ludziom łatwiej jest zamieść problem pod dywan - nie rozmawiać, nie rozgrzebać, nie dyskutować, zostawić, niech sobie samo umrze. To łatwiejsze niż konfrontacja. I w ogóle to nie ma związku z tobą -  tylko z ich własną słabością i strachem i brakiem umiejętności do radzenia sobie w takich sytuacjach.

To takie moje zdanie.

Czy da się lubić siebie bezwarunkowo? Myślę, że tak. Po prostu jest mi dobrze, czy jestem sama czy z kimś, czy mam pracę czy nie, czy studiuję czy pracuję czy radzę sobie czy nie; dlatego uznaję, że nie muszę mieć zewnętrznego czynnika, który jest mi potrzebny do akceptowania siebie.

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

17

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Dzięki za odpowiedź, Monoceros.
Ja niestety zawsze raczej szłam w dołujące wytłumaczenia takiego stanu rzeczy. Myślałam sobie, że skoro tyle osób mnie olało to znaczy, że musiałam sobie na to zasłużyć, że jest we mnie coś takiego co sprawia, że ludzie nie biorą mnie poważnie itd. Generalnie, że przyczyna tkwi we mnie. Strasznie egocentryczne, prawda? Widzę to i wydaje mi się to dość żałosne, ale mimo to trudno raz na zawsze pozbyć się takich myśli.

18

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Dzięki za odpowiedź, Monoceros.
Ja niestety zawsze raczej szłam w dołujące wytłumaczenia takiego stanu rzeczy. Myślałam sobie, że skoro tyle osób mnie olało to znaczy, że musiałam sobie na to zasłużyć, że jest we mnie coś takiego co sprawia, że ludzie nie biorą mnie poważnie itd. Generalnie, że przyczyna tkwi we mnie. Strasznie egocentryczne, prawda? Widzę to i wydaje mi się to dość żałosne, ale mimo to trudno raz na zawsze pozbyć się takich myśli.

Masz wielkie wymagania co do siebie. Raz na zawsze i pewnie szybko i bezboleśnie? smile wiem, ładna wizja, ale to tak nie działa. Przekonania o sobie - że jestem taka, owaka - oraz przekonania o ludziach - oni zawsze tacy czy inni - da się zmienić, ale to praca czy samodzielnie czy w terapii. To myślenie nie przyszło bez powodu, wina dzieciństwa czy innych doświadczeń, ale teraz jesteś dorosła i to jest twoja decyzja, co z tym zrobisz.

Wyjaśniasz sobie zignorowanie cię "nie biorą mnie na poważnie" podczas gdy wyjaśnień może być 100. Przed chwilą dziewczyna założyła wątek "zapomniałam przez 2 tygodnie odpisać na smsa". Równie prawdopodobne wyjaśnienie może być, że ten człowiek - nie miał ochoty na kontakt, nie miał siły na kontakt, zapomniał, nadal planuje to zrobić, ale głupio. Ma inne sprawy na głowie. Nasza znajomość jest dla tej osoby trudna z jakiegoś niezwiązanego ze mną względu. Czegoś się obawia. Ma złe doświadczenie, boi się powtórki i ucieka. Odezwał się a wiadomość nie doszła. Twoja wiadomość nie doszła. Ktoś tej osobie wywrócił świat do góry nogami. Może się zakochał i nic innego nie ma znaczenia.

Przypadki można mnożyć i mnożyć. Zastanów się następnym razem - mimo że w emocjach oczywiście będzie to samo (nie bierze mnie na poważnie) - to pomyśl o możliwej przyczynie i zachowaj się tak, jakbyś zachowała się, wiedząc że przyczyna jest taka (np. uznajesz, że ktoś ma inne sprawy na głowie). Jak zareagujesz wtedy - ignorując swoje przygniatające myśli? Ja - gdyby zależało mi na relacji - napisałabym, że widzę, że jest zajęty i gdyby potrzebował w czymś pomocy, to jestem do dyspozycji. A potem zajęła się sobą.

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

19

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Monoceros napisał/a:
Nya napisał/a:

Dzięki za odpowiedź, Monoceros.
Ja niestety zawsze raczej szłam w dołujące wytłumaczenia takiego stanu rzeczy. Myślałam sobie, że skoro tyle osób mnie olało to znaczy, że musiałam sobie na to zasłużyć, że jest we mnie coś takiego co sprawia, że ludzie nie biorą mnie poważnie itd. Generalnie, że przyczyna tkwi we mnie. Strasznie egocentryczne, prawda? Widzę to i wydaje mi się to dość żałosne, ale mimo to trudno raz na zawsze pozbyć się takich myśli.

Masz wielkie wymagania co do siebie. Raz na zawsze i pewnie szybko i bezboleśnie? smile wiem, ładna wizja, ale to tak nie działa. Przekonania o sobie - że jestem taka, owaka - oraz przekonania o ludziach - oni zawsze tacy czy inni - da się zmienić, ale to praca czy samodzielnie czy w terapii. To myślenie nie przyszło bez powodu, wina dzieciństwa czy innych doświadczeń

Ja bym powiedziała, że to TE doświadczenia (tzn. urywanie kontaktu, nieodzywanie się bardzo długi czas przez ludzi, których naprawdę wyjątkowo lubiłam/lubię) wpłynęły na takie moje przekonania o sobie. Dzieciństwo miałam fajne. Masz rację, mogą być miliony powodów, dla których przestali się odzywać, i oczywiście mieli do tego prawo. I dlatego znów siedzę sama w domu smile

20

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Proponuję przejrzeć listę kontaktów i ludzi na fejsie (jeśli masz fejsa) i wybrać trzy osoby, z którymi nie miałabyś oporów się spotkać - i zagadać. Czemu trzy? Żeby nie było tak, że jak ktoś przez nieuwagę nie odpisze, to się zniechęcisz. Czemu Ty masz napisać, a nie czekać? Bo jesteś kowalem swojego losu, to Ty nim kierujesz, to Ty decydujesz o Tym, czy w nadchodzącym  miesiącu bilans spotkań będzie taki sam, jak w poprzednim. To Ty decydujesz. Jest taki ładny rysunek i chciałabym, żebyś wzięła sobie go do serca.
https://img.besty.pl/images/372/54/3725413.jpg

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

21

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Powiem Ci, że nad samoakceptacją trzeba pracować.To ważny czynnik.Trudno jest odnalezć w sobie miłość do samego siebie, kiedy od dziecka wpajano nam niedociągniecia...Twoja mama ma całkowicie racje.Tolerowanie i patrzenie na siebie z sympatią, to klucz do zrzucenia balastu porównań z innymi.

22

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Kiedyś ten problem spędzał mi sen z powiek. Jednak akceptacja to fajna rzecz. Jak się już raz człowiek przekona jak ten mechanizm działa to nie ma problemów aby go utrzymać. Po prostu jakoś tak sam mechanizm ducha i ciała dąży do tego komfortu jakim jest akceptacja.
Tylko jak wszędzie tak i tu są dwie strony medalu. Można popaść w drugą skrajność i akceptować w sobie to co jest faktycznie do zmiany.
Ten złoty środek to umiejętność radości. Cieszenia się z tego co mamy i ze stawiania sobie celów w życiu. Taki sens, który daje nam zadowolenie.

23

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
dagmara.beres napisał/a:

Kiedyś ten problem spędzał mi sen z powiek. Jednak akceptacja to fajna rzecz. Jak się już raz człowiek przekona jak ten mechanizm działa to nie ma problemów aby go utrzymać. Po prostu jakoś tak sam mechanizm ducha i ciała dąży do tego komfortu jakim jest akceptacja.
Tylko jak wszędzie tak i tu są dwie strony medalu. Można popaść w drugą skrajność i akceptować w sobie to co jest faktycznie do zmiany.
Ten złoty środek to umiejętność radości. Cieszenia się z tego co mamy i ze stawiania sobie celów w życiu. Taki sens, który daje nam zadowolenie.

W przypadku samoakceptacji.I podniesienia jej u siebie.Działa, to tak, że człowiek nabiera w wiary i siły i jest śmiały.Jednak, gdy się przestanie pracować nad nia.Bo ze względów oczywistych przychodzi, taki moment.To wtedy ona trwa długo.Czujemy się pewnymi siebie ludzmi z wartosciami. jednak, gdy dochodzą z zewnątrz sytuacje, które wbijają się w nas, odbierając nam, marzenia, a czasem, to co zyskaliśmy...To powiem Ci, że ponownie zaczyna maleć, miłość do samego siebie...wtedy trzeba zaczynać od nowa krok po kroku...Nie wiem, czy proces ponowny, trwa tak samo długo...ale z całą świadomością jest on potrzebny.

24

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Droga Nya,
Uważam, że jesteś inteligentną i wrażliwą osobą. Dodatkowo jesteś bardzo odważna, co już kiedyś Ci napisałem w prywatnej korespondencji. Każdą z tych opinii jestem w stanie poprzeć dosyć obszernymi argumentami. Potraktuj to jako komunikat, że jesteś, jak to ujęłaś, fajną osobą.
Jeśli chodzi o teorię, to mogę tylko powtórzyć opinię Ericha Fromma, do którego przeczytania już kiedyś Cię zachęcałem. Właściwie rozumiana miłość jest zainteresowaniem, pasją i wysiłkiem w celu rozwoju jej obiektu. Miłość jest w tym ujęciu aktem twórczym, a każda twórczość jest po prostu chęcią aktywnego działania we własnym życiu. Aktywne działanie we własnym życiu, jego afirmacja i dążenie do jego rozwoju jest miłością do samego siebie. Stąd wniosek Fromma, że warunkiem koniecznym miłości jest miłość do samego siebie. Człowiek jest zdolny do miłości w takim stopniu, w jakim kocha siebie i swoje życie. W ogóle zdaniem Fromma nie ma w ogóle podziału na miłość do innych i na miłość własną. Miłość jest całościową relacją do rzeczywistości.
Poza tym Fromm był komunistą, a ja staram się Cię pocieszyć, bo Cię lubię i czytam z uwagą to, co piszesz.

25

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Niestety tak jest i nie ma co z tym walczyć Trzeba to po prostu zaakceptować bo bez tego ani rusz.

26 Ostatnio edytowany przez marakujka (2018-05-05 12:56:37)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Lubienie, akceptacja siebie powinny być bardziej bezwarunkowe, niż warunkowe. Bo jeśli nie będą bezwarunkowe, to jaka będzie granica, przed którą nie lubisz, a za którą już lubisz siebie? Czy tą granicą będzie "zbałamucenie" do siebie jakichś człowieków? A może zdanie kolejnego certyfikatudyplomu? A może awans? A może przeczytanie kolejnej książki/obejrzenie kolejnego film/wysłuchanie kolejnej płyty, aby poczuć się mundrzejszym? A może pociśnięcie na siłce, aby te pięć kilo mnie było? A moze tamten ciuch? O, w tamtym ciuszku to bym się dopiero lubiła! wink
Ta granica, zauważ, będzie cały czas ruchoma i tym samym cały czas będziesz znajdować się (razem ze swoim nastrojem) pod wpływem różnych, często zupełnie niezależnych od siebie samej czynników.


A od świata przeróżne komunikaty dostajemy i nie zawsze ich podstawą jest twoje świadome zachowanie. Obojętność ludzi wobec ciebie może mieć różne przyczyny. Poczynając od "twardych" czynników, jak światopogląd, różnice w poziomie inteligencji, inne wrażliwości, sposób zachowania, charakter, po takie duperele, jak np. lepszy gust, lepsza uroda, czy choćby dźwięk głosu (np. ja unikam ludzi mających wysoki i skrzekliwy głos, bo on mnie organicznie drażni).
Z mojej perspektywy napiszę, ze najlepszym czynnikiem sklejającym ludzi ze sobą jest jakiś kontekst, jakaś wspólna aktywność, jakieś wspólne cele. Takie, aby obie strony były usatysfakcjonowane wspólnym spędzeniem czasu w JAKIŚ sposób i coś z tego wyniosły.
Więc jeśli nie masz żadnej pasji, nie pojawiasz się w miejscach, gdzie tę pasję możesz realizować, to trudno będzie znaleźć tobie znajomych.
I co jeszcze odnośnie znajomych. Ktoś dobrze napisała, ze znajomych się kategoryzuje. Jeden o podobnej wrażliwośći i pasji ma szansę stać się twoim przyjacielem, inny pozostanie tylko znajomych do pogaduch przy kawce w pracy, a jeszcze inny będzie tak głupi, ale za to wesoły  i imprezowy, że na pewno nada się na wyjścia na imprezy, ale nie nada się na przyjaciela. wink

Aha, i co jeszcze. Więc z tym (nie)lubieniem siebie, to przede wszystkim pomyśl, czy sama masz za co siebie nie lubić. I jeśli znajdziesz cos takiego u siebie co cię irytuje, drażni, to postaraj się to powoli zmienić. A jeśli stwierdzisz, że nie masz sobie nic do zarzucenia, to to będzie właśnie dobrą podstawą do zmiany własnych uczuć i oceny siebie samej.

27 Ostatnio edytowany przez Nya (2018-05-06 10:52:14)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Droga Monoceros, wcieliłam Twoją radę, ale chyba nie wyszło dobrze hmm Od każdego dostałam odpowiedź w stylu "dam znać jak będę wolniejsza/y". I od tamtej pory cisza. Jakiś czas temu spotkałam kumpla, który sam z siebie powiedział, że musimy się spotkać, że fajnie by było jeszcze przed majówką i żebyśmy się spisali na dniach. Kilka dni później odezwałam się do niego, napisałam kiedy mi najbardziej pasuje w najbliższym czasie i zapytałam jak to wygląda u niego, nie odpowiedział. Po paru dniach napisałam żartobliwą wiadomość z pytaniem, czy dostał smsa z moimi propozycjami grafikowymi, ale na to też nie odpowiedział. Przedwczoraj urodziny miała moja koleżanka, z którą jakiś czas temu przez pewien okres byłam dość blisko, ale nasza znajomość się rozjechała jakoś, z niczyjej winy w sumie. Pomyślałam, że jej urodziny to dobra okazja, żeby odnowić kontakt. Wysłałam życzenia i napisałam, że mam coś dla niej. Za życzenia podziękowała, ale do prezentu się nie odniosła. Napisałam więc, że musimy się umówić na wręczenie prezentu, ale żadnej odpowiedzi się nie doczekałam.

marakujka napisał/a:

Z mojej perspektywy napiszę, ze najlepszym czynnikiem sklejającym ludzi ze sobą jest jakiś kontekst, jakaś wspólna aktywność, jakieś wspólne cele. Takie, aby obie strony były usatysfakcjonowane wspólnym spędzeniem czasu w JAKIŚ sposób i coś z tego wyniosły.
Więc jeśli nie masz żadnej pasji, nie pojawiasz się w miejscach, gdzie tę pasję możesz realizować, to trudno będzie znaleźć tobie znajomych.

Mimo że bywam na konferencjach, panelach dyskusyjnych, otwartych seminariach to i tak jest trudno. Próbuję (bo to nie jest tak, że tylko czekam, naprawdę) ale i tak nie wychodzi, tzn. mam wrażenie, że ludzie po prostu nie są mną zainteresowani. Chyba nie mam tego czegoś, wydaje mi się, że nudzę ludzi smile Chodzę raz w miesiącu na spotkania o literaturze austriackiej, na których bywa też straszny fajny facet, który kilka lat temu był moim wykładowcą. W grudniu 2017 jakoś tak się złożyło, że po seminarium chwilę rozmawialiśmy i przeszliśmy na 'ty'. Pomyślałam, że wyślę mu na @ życzenia noworoczne (adres mam stąd, że i w czasach studiowania, i później pisałam do niego czasem z pytaniami o dziedzinę, którą się zajmuje), że to będzie taka neutralna, niezobowiązująca próba nawiązania jakiegoś kontaktu. Ale nie odpisał. Niedługo będzie ostatnie z tego cyklu spotkanie przed wakacjami. Chciałabym z nim pogadać, poznać go lepiej, nawet nie w celu skierowania tej znajomości na jakieś romantyczne tory, tak po prostu, bo brakuje mi rozmów z fajnymi ludźmi. Ale nie wiem jak to zrobić, co powiedzieć.

28 Ostatnio edytowany przez marakujka (2018-05-06 14:36:14)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Mimo że bywam na konferencjach, panelach dyskusyjnych, otwartych seminariach to i tak jest trudno. Próbuję (bo to nie jest tak, że tylko czekam, naprawdę) ale i tak nie wychodzi, tzn. mam wrażenie, że ludzie po prostu nie są mną zainteresowani. Chyba nie mam tego czegoś, wydaje mi się, że nudzę ludzi smile Chodzę raz w miesiącu na spotkania o literaturze austriackiej, na których bywa też straszny fajny facet, który kilka lat temu był moim wykładowcą. W grudniu 2017 jakoś tak się złożyło, że po seminarium chwilę rozmawialiśmy i przeszliśmy na 'ty'. Pomyślałam, że wyślę mu na @ życzenia noworoczne (adres mam stąd, że i w czasach studiowania, i później pisałam do niego czasem z pytaniami o dziedzinę, którą się zajmuje), że to będzie taka neutralna, niezobowiązująca próba nawiązania jakiegoś kontaktu. Ale nie odpisał. Niedługo będzie ostatnie z tego cyklu spotkanie przed wakacjami. Chciałabym z nim pogadać, poznać go lepiej, nawet nie w celu skierowania tej znajomości na jakieś romantyczne tory, tak po prostu, bo brakuje mi rozmów z fajnymi ludźmi. Ale nie wiem jak to zrobić, co powiedzieć.


Akurat konferencje czy panele w ogóle nie są dobrym miejscem od nawiązywania znajomości prywatno-przyjacielsko-koleżeńskich, bo służą do nawiązywania współpracy. A panele chyba służą do słuchania kogoś z ambony. (Tak samo jak praca - można oczywiście w miejscu pracy poznać kogoś, z kim relację przeniesie się na pozapracowy grunt, ale nie jest to regułą, bo są tam ludzie przypadkowi).

Szło mi bardziej o jakieś hobbystyczne rzeczy albo jakieś sekcje sportowe - a na pewno o miejsca dość kameralne, aby ten nastrój niezbędny do prowadzenia luźnych niezobowiązujących pogaduch stworzyć. Lub takim kontekstem może być choćby to lub inne forum - są ludzie, których takie fora łączą.
Choć i tak najważniejsze w tym wszystkim to nie roić sobie, co moze być, nie nastawiać się i robić coś, co wynika tylko z własnej przyjemności i co tej przyjemności służy.

Co do tych spotkań o lit. austriackiej, to nie wiem, jak tam jest, ale jeśli jest tam mało formalny nastrój i niewiele osób, i pomimo tego nie możesz się z kimś zgadać, to... Nie wiem. A czy posiadasz świadomość, jak odbierają cię ludzie? Może z jakichś powodów nie czują się dobrze w twoim towarzystwie lub sprawiasz wrażenie jakiejś znerwicowanej/której za bardzo zależy/wyniosłej/przemądrzałej/"ani me, ani be"? A co do twojego znajomego, to nieładnie zrobił. Wypadało mu odpisać, tym bardziej, że wcześniej nie miał z tym problemów. No chyba że zmienił nagle adres lub cuś innego.

W Stanach jest taka religia - Testy MBTI. Bosz, jak ludzie w to głęboko wierzą, chyba nawet bardziej niż nasi w horoskopy... Może zrób sobie?

Aha, dopiszę jeszcze.
Nya: bo brakuje mi rozmów z fajnymi ludźmi. Ale nie wiem jak to zrobić, co powiedzieć.

Znajomości zaczynają się często od rozmów o pogodzie, czyli o wszystkim co jest bez znaczenia. I często są takie: "... Ona coś powie, ja coś domyślę; ona się pomyli, aja jeszcze bardziej. I tak na zmianę" (cyt. "Ucho Prezesa") wink
Mam nadzieję, ze o takich rozmowach piszesz (i nie myślisz o górnolotnych rozważaniach nt. czegośtam, bo od tego to każdy ma encyklopedię)

A najlepiej takie zagajające rozmowy wychodzą, gdy są kontekstowe -grupka ludzi w kółku szycia firanek z łatwością o nich sobie pogawędzi, w sekcji tańca towarzyskiego naturalne będą pogaduchy o tańcu.

29

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
marakujka napisał/a:

Szło mi bardziej o jakieś hobbystyczne rzeczy albo jakieś sekcje sportowe - a na pewno o miejsca dość kameralne, aby ten nastrój niezbędny do prowadzenia luźnych niezobowiązujących pogaduch stworzyć.

Poznałam trochę osób przez sport, ale zawsze okazywało się, że poza sympatią dla jakiejś dyscypliny nic nas właściwie nie łączy... Nawet tutaj na forum pisałam gdzieś, że jakiś czas temu na lodowisku poznałam chłopaka, który przez jakiś czas wydawał mi się bardzo fajny, ale z czasem coraz bardziej zaczęła mnie nudzić jego przyziemność, to, że jego zainteresowania ograniczają się właściwie tylko do tego co go bezpośrednio dotyczy, do jego prywatnych spraw.

30

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

To jeszcze może dodam

marakujka napisał/a:

Akurat konferencje czy panele w ogóle nie są dobrym miejscem od nawiązywania znajomości prywatno-przyjacielsko-koleżeńskich, bo służą do nawiązywania współpracy. A panele chyba służą do słuchania kogoś z ambony

Z moich obserwacji wynika, że wręcz przeciwnie wink Wielokrotnie obserwowałam jak po czyimś referacie, wystąpieniu czy innym spotkaniu o literaturze ktoś podchodził do kogoś kogo nie znał i zaczynał rozmowę, tak po prostu nawiązując do jakiegoś tematu, żeby wyrazić poparcie dla pewnych pomysłów interpretacyjnych albo wręcz przeciwnie - żeby się z czymś nie zgodzić. Takie spotkania często się przeciągają, później rozmowy schodzą na inne, luźniejsze tematy. Serio, znam sporo osób, które poznały się w tego typu okolicznościach i nawiązały bardzo przyjacielskie relacje.
Na spotkaniach o Austriakach jest bardzo luzacko i egalitarnie, jest darmowy alkohol wink Bo ponad dwóch godzinach rozmów o literaturze uczestnicy zostają w sali i dalej gadają. Próbowałam się wkręcić, czasami nawet mi jakoś wychodziło, zamieniłam z kimś kilka zdań, aale... pytasz, czy wiem jak mnie odbierają ludzie. No właśnie mnie się wydaje, że uważają mnie za... nudną, nieciekawą, po prostu.

31

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Hmmm... jak tak piszesz, to ja Ci wierzę, że się starasz i zastanawiam się co  z tymi ludźmi jest nie tak, bo brzmisz tutaj na rozsądna i ciekawą osobę. Gratuluję Ci podjętego działania, super, że coś robisz, bo tak łatwo jest zamknąć się w swoim poczuciu żalu do świata i stracić całkiem motywację.

Nie wiem, może potrzeba jakichś konkretów? W sensie, do ilu osób napisałaś i po ilu dniach uznałaś, że nic z tego? Po ilu dniach jesteś skłonna ponowić propozycję?

Druga kwestia, to że mówisz, że nie wiesz co powiedzieć. Kiedyś miałam ten sam problem i wizja swobodnej rozmowy z ludźmi mnie przerastała. Do tej pory nawiązywanie znajomości jest dla mnie trudne, bo jeśli nie mam podpórki - w postaci wspólnej aktywności, wspólnego celu, albo tego samego hobby, to zupełnie nie umiem rozmawiać z ludźmi. Ba! Nawet z własnym współlokatorem mam problem, bo jak nie oglądamy razem serialu, to zupełnie, zupełnie nie mamy o czym rozmawiać, mimo że się dwoję i troję. Ale tutaj zdecydowanie do tanga trzeba dwojga, a mi się wydaje, że on mną zainteresowany nie jest jako znajomą. Więc... trudno, męczę się nieco mieszkaniem z nieznajomym, zwłaszcza w moim wieku xD Ale nie zmuszę go, trudno, jego strata też, bo mogło być fajnie w mieszkaniu. Czasem ludzie tacy są-  nie chcą z nami relacji. Mam taką jedną znajomą, która do mnie regularnie co pół roku piszę, czy się spotkamy, ale jej nie lubię, więc nie odpowiadam na wiadomości, i jest mi z tego powodu strasznie głupio, ale można by pomyśleć, że po 5 latach od ostatniego spotkania  zrozumiałaby, że nie mam ochoty się z nią widzieć?
Jej wina polega na tym, że mówi tylko i wyłącznie o sobie. O niczym innym, niczym więcej, a najczęściej o swoich chłopakach. Ehh.

Do czego zmierzałam...

Żebyś się nie poddała. A po drugie, podpieranie się wspólnym hobby, wspólną aktywnością, celem nie jest złe. Wszystkie moje znajomości tak się zaczęły i niektóre na tym etapie się zakończyły, a niektóre po latach spotykania się np. na koloniach, przerodziły się w większą zażyłość.

Może jakiś przykład tego, jak prowadzisz rozmowę, może jest coś, co piszesz, co brzmi nie tak?

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

32

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Nya

No to nie wiem. Nie wiem.
Tutaj jakoś dajesz radę "pogaworzyć".
Może się spinasz? Jak to się mawia - może poluzuj gacie, jeśli cisną? Może tylko wydaje ci się, ze jesteś dla nich nudna, a w rzeczywistości o coś innego chodzi? Bo jeśli piszesz o ludziach plus minus z własnej działki, którym nieobce są tematy, które ciebie rajcują, to niechęć wobec twojej osoby odniosłabym do jakichś twoich cech osobowościowych.
Ni wim, więcej pomóc nie umimc smile

33

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Nya, teraz tak mi wpaldło do głowy.
Fryzjer, kosmetyczka, kilka dobrych kosmetyków kolorowych i do ciała, nowy ciuszek z buciami i torbunią, jakaś powabna biżuteria i "dajesz". wink
Jestem pewna, ze poczujesz się tak bardzo seksi, kobieco, świeżo, nowo i lekko, ze na pewno tą swoją seksi energią kogoś zachęcisz do rozmowy. smile A później - tylko podtrzymywać tę energię, jak tylko się da.

(Ale jeśli takie "dbanie o siebie" jest u ciebie normą, no to ja już naprawdę nie wiem hmm)

34

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

pytasz, czy wiem jak mnie odbierają ludzie. No właśnie mnie się wydaje, że uważają mnie za... nudną, nieciekawą, po prostu.

E, chyba nie ma czegos takiego, jak jednolity odbior przez wszystkich - poza tym z tą nuda, to sprawa jest troche bardziej skomplikowana, - to, co dla jednego jest superciekawe, dla kogos innego bedzie meganudne, i odwrotnie.

Odpowiadam za to, co piszę, nie za to, co komuś sie wydaje.

35 Ostatnio edytowany przez Nya (2018-05-13 14:06:06)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Monoceros napisał/a:

Czasem ludzie tacy są-  nie chcą z nami relacji.

No właśnie, może to jest odpowiedź. Może lubię ludzi bez wzajemności, być może dla tych, z którymi chciałabym się zakumplować nie jestem tak interesująca i fajna jak oni dla mnie. Sama przecież nie przepadam za niektórymi znajomymi, którzy mnie lubią. Wiem, że to brzmi okropnie. Od jakiegoś czasu odzywa się do mnie dwóch takich kolegów, o jednym już wspominałam, drugi zapraszał mnie ostatnio do teatru, ale ja się nudzę i męczę w ich towarzystwie. Może ci, z którymi spędza mi się czas przyjemnie, lekko i ciekawie reagują na mnie tak uczuleniowo jak ja na tamtych.

marakujka napisał/a:

Nya, teraz tak mi wpaldło do głowy.
Fryzjer, kosmetyczka, kilka dobrych kosmetyków kolorowych i do ciała, nowy ciuszek z buciami i torbunią, jakaś powabna biżuteria i "dajesz". wink
Jestem pewna, ze poczujesz się tak bardzo seksi, kobieco, świeżo, nowo i lekko, ze na pewno tą swoją seksi energią kogoś zachęcisz do rozmowy.

Tylko, że problem polega na tym, że ja się przez większość czasu czuję się głupia, niedouczona, z brakami w wiedzy i nieinteresująca intelektualnie i towarzysko, a nie brzydka i niezadbana. Pisałam o swoich zainteresowaniach, ale rzecz w tym, że jestem raczej typem biernego słuchacza niż aktywnego rozmówcy, wydaje mi się, że rozmowy ze mną mogą być dla wielu ludzi zwyczajnie nudne, nijakie, nic nie wnoszące. Moje ciało to chyba jedyna wartość jaką reprezentuję wink Odkąd zaczęłam regularnie uprawiać sport to jestem naprawdę zadowolona z tego jak wyglądam. Tylko, że to nie rozwiązuje innych moich problemów.
Ciekawa rzecz - dwie osoby mi ostatnio powiedziały, że czasami sprawiam wrażenie kogoś bardzo niepewnego siebie, wystraszonego, wręcz nielubiącego siebie. Wiem, że to może  zniechęcać, tylko, że ja naprawdę nie przepadam za sobą. Nie lubię tego, że jestem melancholijna, że nie jestem tak otwarta jak bym chciała, że nie znam się na literaturze tak jak mi się to marzy, że mam ogromne braki lekturowe, że nie rozumiem i nie czuję kina, że nie jestem dobrym dyskutantem oraz to, że brakuje mi energii i silnej woli, ażeby z tymi moimi brakami jakoś walczyć, że nawet jeśli mam jakiś potencjał to go zaprzepaszczam przez swoje lenistwo i niekonsekwencje.
Usłyszałam ileś tam razy (od osób, które cenię, w tym od mojej mamy, która bardzo we mnie wierzy), że jestem mądra, że potrafię ciekawie opowiadać o rzeczach, które mnie interesują, ale to i tak nie sprawia, że czuję się lepiej, bo przecież doskonale wiem ile nie wiem, nie rozumiem, na ile tematów nie mam zdania, jak wiele razy zachowałam się głupio, żałowałam czegoś i byłam z siebie niezadowolona.


Chyba tak naprawdę wiem, co powinnam zrobić. Popracować nad tym, czego w sobie nie lubię, a co zmienić mogę, bo jest to w mojej mocy. A reszta dobrych rzeczy przyjdzie później.

36

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Tylko, że problem polega na tym, że ja

Ale u ciebie zawsze jakiś problem na czymś polega. Zauważyłaś? Jak wiesz gdzie leży problem, to działaj, aby go rozwiązywać.

Tylko dlaczego uważasz, że aby być szczęsliwym, to tzra mieś  przeczytane od deski do deski coś tam? Lub że postawą do dobrej i sprawiającej radość rozmowy potrzeba jakiegoś, bóg wie jakiego, obeznania w jakimś temacie? Będziesz z kimś dyskutować nad jakąś pracą/projektem to owszem, czy po prostu z koleżanką lub lubym w łóżku zejdziecie na jakiś poziom dyskusji, to owszem, jak najbardziej. Ale tak "na ulicy"? Spójrz na niektórych ludzi - mimo ze ich wiedza jest bardzo nikła, to świergotają między sobą w kółkach wzajemnej adoracji i jest im fajno. Ba, wiedza, jak wiedza, tę zawsze można nabyć i potem ją tylko przywoływać, troszkę gorzej z inteligencją i jakąś taką poradnością.
A i czasem trafisz na taką pyszną "hihihi-hahaha-lalę" lub kurdupla z problemami emocjonalnymi, którzy też w sumie na żaden temat "ani me ani be" jeszcze z pięcioma odmianami dysleksji, o cio? No są super we własnym pojęciu. Da się? No da! wink

Chodzi o to, żeby płynąć. Żeby była chemia w czasie rozmowy, a dopóki sama do siebie tej chemii nie poczujesz, to z nikim jej nie poczujesz, bo nikt nie lubi przebywać wśród osób wiecznie smęcących i wiecznymi problemami. I, tak jak już ci pisałam wyżej - przede wszytskim w tym budowaniu swojej własnej chemii do siebie samej spójrz wpierw na siebie samą - najpierw oceń, czy jesteś fair wobec ludzi, czy nie jesteś pyszna, przemądrzała etc. czy wykazuje się właściwą postawą, , a potem zajmij się własnym działaniem we własnej sprawie - jeśli ta literatura cię w ogóle rajcuje (bo moze to co robisz właśnie cię w ogóle nie rajcuje, a robisz to tylko po to, aby komuś coś udowodnić), to działaj. Douczaj się/pisz felietony/whatever, czerp z tego przyjemnosć i bądź konsekwentna. Ale nie nastawiaj się, że przedumanymi, górnolotnymi opowieściami na temat "Nostromo" i neokolonializmu zrobisz na kimś wrażenie, gdy sama na sobie nie zrobisz wpierw tym wrażenia.

Nya, no to nie powinnaś mieć nicka Nya, lecz Akrasia. Póki co. wink

37

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
marakujka napisał/a:

Jak wiesz gdzie leży problem, to działaj, aby go rozwiązywać.

Za leniwa chyba jestem. Raczej zacznę od jutra, albo lepiej od pojutrza wink

38

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

ok

Posty [ 1 do 38 z 55 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jak lubić siebie, gdy...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018