Mam problem z wspolokatorem. Oboje jesteśmy zajętymi osobami i widujemy się rzadko, w zasadzie tylko się mijamy. Właściwie można powiedzieć, ze się nie znamy. Kiedyś podslyszalam jego rozmowę z współlokatorka, ze mu się podobam, ale się mnie wstydzi. Ogólnie nie wygląda na nieśmiałego, ze współlokatorka ma dobry kontakt, jest dość głośny. Wiem ze spotykał się z kilkoma dziewczynami, głównie dla jednorazowego seksu. Natomiast mi mówi tylko cześć. Z tego co tez usłyszałam, irytuje go fakt, ze nigdy do niego nie podejdę, nie porozmawiam. Próbował dłużej siedzieć w kuchni i czekał aż przyjdę. Tylko jeśli nawet wtedy wejdę do kuchni, to siedzi na telefonie ale zero zainteresowania moja osoba. Raz się przełamałam i do niego podeszłam porozmawiać, miałam wrażenie ze był trochę zawstydzony. Minęło trochę czasu, mam wrażenie ze próbował kilka razy do mnie podejść, ale nigdy się nie odezwał. Nie ukrywam ze chciałabym go poznać, ale średnio mam ochotę być tylko strona inicjująca kontakt, a nie chce wyjść na łatwa, mi nie zależy tylko na zaliczeniu. Czy waszym zdaniem facet może być aż tak zawstydzony, ze nie zrobi tego pierwszego kroku czy brak inicjatywy oznacza ze poprostu mu nie zależy?
Mam problem z wspolokatorem. Oboje jesteśmy zajętymi osobami i widujemy się rzadko, w zasadzie tylko się mijamy. Właściwie można powiedzieć, ze się nie znamy. Kiedyś podslyszalam jego rozmowę z współlokatorka, ze mu się podobam, ale się mnie wstydzi. Ogólnie nie wygląda na nieśmiałego, ze współlokatorka ma dobry kontakt, jest dość głośny. Wiem ze spotykał się z kilkoma dziewczynami, głównie dla jednorazowego seksu. Natomiast mi mówi tylko cześć. Z tego co tez usłyszałam, irytuje go fakt, ze nigdy do niego nie podejdę, nie porozmawiam. Próbował dłużej siedzieć w kuchni i czekał aż przyjdę. Tylko jeśli nawet wtedy wejdę do kuchni, to siedzi na telefonie ale zero zainteresowania moja osoba. Raz się przełamałam i do niego podeszłam porozmawiać, miałam wrażenie ze był trochę zawstydzony. Minęło trochę czasu, mam wrażenie ze próbował kilka razy do mnie podejść, ale nigdy się nie odezwał. Nie ukrywam ze chciałabym go poznać, ale średnio mam ochotę być tylko strona inicjująca kontakt, a nie chce wyjść na łatwa, mi nie zależy tylko na zaliczeniu. Czy waszym zdaniem facet może być aż tak zawstydzony, ze nie zrobi tego pierwszego kroku czy brak inicjatywy oznacza ze poprostu mu nie zależy?
Raz jeden do niego zagadałaś i to jest ta ciągła inicjatywa z Twojej strony?
Jeżeli Ci zależy to spróbuj jeszcze i kilka razy, a wtedy okaże się czy coś się okaże
Przy czym potraktuj te rozmowy jako drogę do poznania go i przekonania się czy Ty chcesz mieć z nim coś więcej do czynienia. Na razie wiedzę o nim masz bardzo powierzchowną. Poznaj go po prostu, a potem dokonasz naturalnego wyboru czy chcesz z nim być. Być może spotkacie się w połowie drogi, a być może nie. Jeśli nie postarasz się go bliżej poznać nie przekonasz się. Co zas do tego kto jaki powinien być, to odrzuć ten tok myślenia, bo nie przystaje on do rzeczywistości. Patrz na ludzi takimi jakimi są, a nie jakimi powinni być, a dzięki temu stworzysz naprawdę bliskie relacje z tymi z którymi będziesz chciała je stworzyć.
Tak wiem, ale zastanawia mnie to, że on nie próbuje mnie poznać, tylko liczy na mój krok. Czy zainteresowany facet też nie powinien wyjść z jakaś incjatywa? Wiem, że to też nie jest wytłumaczenie, ale ta jego pewność siebie mnie trochę onieśmiela, ja jestem dość nieśmiała i boje się ze mnie wyśmieje.
boje się ze mnie wyśmieje.
Bo odezwiesz się do kogoś z kim MIESZKASZ w jednym mieszkaniu.
Czy aby trochę nie przesadzasz?
A może jakiś mężczyzna doradzi jak to wyglada z jego perspektywy? Nie probowalibyscie zagadać do dziewczyny, która Wam się podoba, odpuscilibyscie?
6 2018-04-02 23:09:10 Ostatnio edytowany przez Iceni (2018-04-02 23:10:16)
1. To jest twoje mieszkanie?
2. Jak długo mieszkacie razem?
7 2018-04-03 00:26:01 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-04-03 00:28:38)
a nie chce wyjść na łatwa, mi nie zależy tylko na zaliczeniu.
Takie rozkminy, mają jedynie kobiety.
Czy waszym zdaniem facet może być aż tak zawstydzony, ze nie zrobi tego pierwszego kroku
Tak.
czy brak inicjatywy oznacza ze poprostu mu nie zależy?
W czwartym zdaniu, Twojego pierwszego postu, masz odpowiedź.
kiedyś podslyszalam jego rozmowę z współlokatorka, ze mu się podobam, ale się mnie wstydzi.
Oboje wynajmujemy, mieszkamy razem ok. roku i tak, nie mamy żadnego kontaktu.
Jako kobieta musisz mieć świadomość, że nawet z czysto statystycznego punktu widzenia - dużo więcej kobiet podoba się mężczyznom niż kobietom facetów. To z kolei oznacza, że dużo łatwiej dostać kosza od kobiety i być wyśmianym niż na odwrót. Podsłyszałaś, że mu się podobasz, więc jakąś pewność masz. On jej nie ma, nie wie, czy Ci się podoba czy nie. Z Twojej strony nie widzi żadnych chęci nawiązania kontaktu, więc to ON ma większe powody, by nie robić pierwszego kroku z obawy, że go wyśmiejesz.
Tak, ale mam tylko obawy związane z tym, ze pierwszy krok zazwyczaj robi mezczyzna. Wiem, ze to może już staroświeckie poglądy;)
A ja to tak z innej beczki - jak można z kimś mieszkać od roku i go nie znać na tyle, żeby chociaż czasem z nim nie rozmawiać? Nie, żebym się czepiała, ale to tak się serio da? Np. zapytać, czy nie ma pożyczyć herbaty, bo Ci się skończyła, a do sklepu daleko? Albo nie wiem, o pogodzie i że trzeba umyć okna albo nabłocone jest gdzieś tam we wspólnej części? Przecież to nie byłoby od razu zaproszenie na randkę, a tym bardziej oświadczyny?
Więc tak... wchodzenie w relację ze wspołlokatorem to jak romans z szefem. Zanim się zacznie trzeba miec opracowany plan ewakuacyjny.
Co zrobisz jesli sie uda... ale na krótko.
Co zrobisz, jesli bedzie super- extra-mega...ale przez 3 miesiace?
Bedziesz z nim dalej mieszkać i rozkminiasz czy juz spotyka sie z nowa dziewczyna? Czy przyprowadzi przypadkowa laske z klubu na noc?
Bedziesz sie z nim mijać w kuchni po każdej sprzeczce nie majac gdzie się schowac?
Skoro mieszkajac iles tam czasu razem nie nawiązaliście jeszcze kumplowskiego kontaktu, to jako para tez nie będziecie umieli rozmawiac. To nie spada z nieba z orgazmami.
Masz plan B? - wal smialo.
Nie masz? Zastanow sie dwa razy czy warto ryzykowac dla wspołlokatora stabilność sytuacji.
A ja to tak z innej beczki - jak można z kimś mieszkać od roku i go nie znać na tyle, żeby chociaż czasem z nim nie rozmawiać? Nie, żebym się czepiała, ale to tak się serio da? Np. zapytać, czy nie ma pożyczyć herbaty, bo Ci się skończyła, a do sklepu daleko? Albo nie wiem, o pogodzie i że trzeba umyć okna albo nabłocone jest gdzieś tam we wspólnej części? Przecież to nie byłoby od razu zaproszenie na randkę, a tym bardziej oświadczyny?
Albo o czynszu, albo kto tym razem wynosi śmieci, albo o grafiku na sprzątanie w przyszłym tygodniu...