Nie kocham swojej zony... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie kocham swojej zony...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Nie kocham swojej zony...

Witam

Północ blisko - znowu wątpliwości i myśli nachodzą ... kogo wybrać ... A zaczynając od początku ...
Lat już ciut ponad 30, z tego 2 w małżeństwie ... dwojka dzieci,  od 4 do 6 lat ... i ta druga .... od roku
..dostałem to co chciałem w nadmiarze od którego w głowie wiruje ... i obiecaliśmy sobie na początku ... żadnego zakochiwania się ... a tu życie psikusa spłatało ... wyrosła miłość chyba większa niż z żoną ... a moze zauroczenie .... ale chyba mogę stwierdzić że pod wieloma względami jest znacznie lepiej niż z żoną ... nie tylko o seks chodzi ... mam wrażenie że znalazłem swoją drugą połówkę, tę prawdziwą  ... rozumiemy się bez słów, dajemy sobie to czego potrzebujemy, i widzimy siebie takim jakim drugie widzi ... choć "dajemy" to zła forma ... dawaliśmy ... po wakacjach ostatnich po raz ostatni "zerwaliśmy" ze sobą ... nie rozmawiamy już dwa tygodnie ... po raz ostatni bo tych zerwań już trochę było ... zawsze mówiliśmy"rozstańmy się bo będzie coraz gorzej, będzie bolało coraz bardziej" ... ale ani ja ani ona nie słuchaliśmy głosu rozsądku .... no i wyrosło ... ból który rozrywa serce... z jednej strony, rodzina, żona z drugiej ona ... cały czas o niej myślę, tej drugiej, nawet gdy kocham się z żoną mam ją przed oczami ... czy to oznacza że o zonie nie myslę? gdyby to było takie proste ... myśle, wiele razy gdy wychodziłem od niej powtarzałem sobie "stary, twoja noga więcej tu nie postanie"  .. i wdaje mi się że nie było to ot tak, w tych chwilach miałem taki NAPRAWDĘ SZCZERY zamiar ... gdy staneły mi twarze dzieci przed oczami, żony, serce mówiło "rodzinę kochasz ponad wszystko" ... ale po dwóch dniach serce już inaczej gadało ...  i teraz nie wiem, niby się rozstalismy, wiedząc że tak ciagnać dalej nie mozna, wszystko co jako kochankowie mogliśmy sobie dać - daliśmy ... dalej już tylko małżeństwo było..
jak więc jest w moim urzędowym małżeństwie, teraz ok, kłócimy się dość rzadko, rozmawiamy, śmiejemy, kochamy... tylko cały czas jest myśl, że ja jestem z niewłaściwa kobietą, czy z tamta byłoby lepiej - seksualnie o niebo, a w innych kwestiach, pewnie też tak samo, raz lepiej raz gorzej, gdy tak myślę wydaje się to takie proste, rozwód, dalej utrzymuje dzieci, widzimy się co jakiś czas ... tylko wiem ze to bardzo złudne myslenie ... nie byłoby to proste delikatnie mówiąc .... czy da się zbudować jedno szczęście niszcząc drugie? czy muszę poświęcać się aby byc z rodziną? moge sobie wmawiać że seks to nie wszystko, że przecież myślę głową, wszyscy wokół uważają nas za idealne małżeństwo, ale ... gdy przychodzi noc, w ciszy i ciemności ... nie portafię juz sam przed sobą przyznać ze jest wszystko ok, że z tą kobietą która śpi obok - zoną, chciałbym spędzić resztę moich dni ... boję się że gdy dzieci odejdą przyjdzie przeraźliwa pustka ...
da się tak żyć dalej, da pewnie, przeczekać, samo przejdzie? wątpię, może i przycichnie ale tęsknota pozostanie ...
wiele pań pewnie nazwie mnie tutaj brzydkimi słowami .. cóż, moze i zasługuje, może i ją wykorzystywałem, tę drugą ... ale w równym stopniu co ona mnie ... dawalismy sobie ogień ... żar który nie zgasł przez ten czas i trwa do teraz,to z nią poznałem i zasmakowałem czym jest orgazm mój i czym może być orgazm kobiety ...
a bez niej ... wszystko straciło smak ... żona się dopytuje czemu chodzę smutny ... wymiguje się kłopotami w pracy ...
ech .. pomóżcie, naprostujcie ... albo złamcie całkiem ... bo już nie wiem co lepsze ...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie kocham swojej zony...
koralewskikamil napisał/a:

Północ blisko - znowu wątpliwości i myśli nachodzą ... kogo wybrać ... A zaczynając od początku ...
Lat już ciut ponad 30, z tego 2 w małżeństwie ... dwojka dzieci,  od 4 do 6 lat ... i ta druga .... od roku
..dostałem to co chciałem w nadmiarze od którego w głowie wiruje ... i obiecaliśmy sobie na początku ... żadnego zakochiwania się ... a tu życie psikusa spłatało ... wyrosła miłość chyba większa niż z żoną ... a moze zauroczenie .... ale chyba mogę stwierdzić że pod wieloma względami jest znacznie lepiej niż z żoną ... nie tylko o seks chodzi ... mam wrażenie że znalazłem swoją drugą połówkę, tę prawdziwą  ... rozumiemy się bez słów, dajemy sobie to czego potrzebujemy, i widzimy siebie takim jakim drugie widzi ... choć "dajemy" to zła forma ... dawaliśmy ... po wakacjach ostatnich po raz ostatni "zerwaliśmy" ze sobą ... nie rozmawiamy już dwa tygodnie ... po raz ostatni bo tych zerwań już trochę było ... zawsze mówiliśmy"rozstańmy się bo będzie coraz gorzej, będzie bolało coraz bardziej" ... ale ani ja ani ona nie słuchaliśmy głosu rozsądku .... no i wyrosło ... ból który rozrywa serce... z jednej strony, rodzina, żona z drugiej ona ... cały czas o niej myślę, tej drugiej, nawet gdy kocham się z żoną mam ją przed oczami ... czy to oznacza że o zonie nie myslę? gdyby to było takie proste ... myśle, wiele razy gdy wychodziłem od niej powtarzałem sobie "stary, twoja noga więcej tu nie postanie"  .. i wdaje mi się że nie było to ot tak, w tych chwilach miałem taki NAPRAWDĘ SZCZERY zamiar ... gdy staneły mi twarze dzieci przed oczami, żony, serce mówiło "rodzinę kochasz ponad wszystko" ... ale po dwóch dniach serce już inaczej gadało ...  i teraz nie wiem, niby się rozstalismy, wiedząc że tak ciagnać dalej nie mozna, wszystko co jako kochankowie mogliśmy sobie dać - daliśmy ... dalej już tylko małżeństwo było..
jak więc jest w moim urzędowym małżeństwie, teraz ok, kłócimy się dość rzadko, rozmawiamy, śmiejemy, kochamy... tylko cały czas jest myśl, że ja jestem z niewłaściwa kobietą, czy z tamta byłoby lepiej - seksualnie o niebo, a w innych kwestiach, pewnie też tak samo, raz lepiej raz gorzej, gdy tak myślę wydaje się to takie proste, rozwód, dalej utrzymuje dzieci, widzimy się co jakiś czas ... tylko wiem ze to bardzo złudne myslenie ... nie byłoby to proste delikatnie mówiąc .... czy da się zbudować jedno szczęście niszcząc drugie? czy muszę poświęcać się aby byc z rodziną? moge sobie wmawiać że seks to nie wszystko, że przecież myślę głową, wszyscy wokół uważają nas za idealne małżeństwo, ale ... gdy przychodzi noc, w ciszy i ciemności ... nie portafię juz sam przed sobą przyznać ze jest wszystko ok, że z tą kobietą która śpi obok - zoną, chciałbym spędzić resztę moich dni ... boję się że gdy dzieci odejdą przyjdzie przeraźliwa pustka ...
da się tak żyć dalej, da pewnie, przeczekać, samo przejdzie? wątpię, może i przycichnie ale tęsknota pozostanie ...
wiele pań pewnie nazwie mnie tutaj brzydkimi słowami .. cóż, moze i zasługuje, może i ją wykorzystywałem, tę drugą ... ale w równym stopniu co ona mnie ... dawalismy sobie ogień ... żar który nie zgasł przez ten czas i trwa do teraz,to z nią poznałem i zasmakowałem czym jest orgazm mój i czym może być orgazm kobiety ...
a bez niej ... wszystko straciło smak ... żona się dopytuje czemu chodzę smutny ... wymiguje się kłopotami w pracy ...
ech .. pomóżcie, naprostujcie ... albo złamcie całkiem ... bo już nie wiem co lepsze ...

Autorze moze jednak zdecyduj sie na cos. Albo nie kochasz zony, albo

koralewskikamil napisał/a:

gdy staneły mi twarze dzieci przed oczami, żony, serce mówiło "rodzinę kochasz ponad wszystko"

Poza tym, przede wszystkim uswiadom sobie ze twój romans nie jest niczym wyjatkowym. Twój opis brzmi dokładnie tak jak 99% tutaj. Tak, tak, w domu nudna zona, dzieci, obowiazki, nie zmyte talerze, jak w pracy, co u dzieci itp. A z kochanka OGIEŃ!
Zapominasz tylko ze kochanka jest od czasu do czasu, w ukryciu, z adrenalinka. I nie ma problemów dnia codzinnego. Jedynym Waszym problemem jest to zeby nikt sie nie dowiedzial.
Idąc dalej powiem Ci, ze ludzie którzy bedac w zwiazku faktycznie uznaja, ze spotkali wlasnie milosc swojego zycia odchodza od partnera szybciutko, nie dbajac o koszty i nie wykrecajac sie dziecmi. Bo wlasnie tak dziala milosc.
Cala reszta to fascynacja. I nic wiecej. Odwlekaja odejscie, graja na dwa fronty jak najdluzej, jak juz musza to byc moze odejdą ale później ze lzami w oczach balgaja o powrót.
Mimo wszystko mam szczera nadzieje, ze Twoja zona o wszystkim sie dowie i bedzie miala szanse ulozyc sobie zycie zz kims kto ja szanuje i kocha prawdziwie. Tobie tez zycze zejscia sie z kochanka "legalnie" zebys mogl prawdziwie posmakowac tego miodu.

3

Odp: Nie kocham swojej zony...
koralewskikamil napisał/a:

Witam

Północ blisko - znowu wątpliwości i myśli nachodzą ... kogo wybrać ... A zaczynając od początku ...
Lat już ciut ponad 30, z tego 2 w małżeństwie ... dwojka dzieci,  od 4 do 6 lat ... i ta druga .... od roku
..dostałem to co chciałem w nadmiarze od którego w głowie wiruje ... i obiecaliśmy sobie na początku ... żadnego zakochiwania się ... a tu życie psikusa spłatało ... wyrosła miłość chyba większa niż z żoną ... a moze zauroczenie .... ale chyba mogę stwierdzić że pod wieloma względami jest znacznie lepiej niż z żoną ... nie tylko o seks chodzi ... mam wrażenie że znalazłem swoją drugą połówkę, tę prawdziwą  ... rozumiemy się bez słów, dajemy sobie to czego potrzebujemy, i widzimy siebie takim jakim drugie widzi ... choć "dajemy" to zła forma ... dawaliśmy ... po wakacjach ostatnich po raz ostatni "zerwaliśmy" ze sobą ... nie rozmawiamy już dwa tygodnie ... po raz ostatni bo tych zerwań już trochę było ... zawsze mówiliśmy"rozstańmy się bo będzie coraz gorzej, będzie bolało coraz bardziej" ... ale ani ja ani ona nie słuchaliśmy głosu rozsądku .... no i wyrosło ... ból który rozrywa serce... z jednej strony, rodzina, żona z drugiej ona ... cały czas o niej myślę, tej drugiej, nawet gdy kocham się z żoną mam ją przed oczami ... czy to oznacza że o zonie nie myslę? gdyby to było takie proste ... myśle, wiele razy gdy wychodziłem od niej powtarzałem sobie "stary, twoja noga więcej tu nie postanie"  .. i wdaje mi się że nie było to ot tak, w tych chwilach miałem taki NAPRAWDĘ SZCZERY zamiar ... gdy staneły mi twarze dzieci przed oczami, żony, serce mówiło "rodzinę kochasz ponad wszystko" ... ale po dwóch dniach serce już inaczej gadało ...  i teraz nie wiem, niby się rozstalismy, wiedząc że tak ciagnać dalej nie mozna, wszystko co jako kochankowie mogliśmy sobie dać - daliśmy ... dalej już tylko małżeństwo było..
jak więc jest w moim urzędowym małżeństwie, teraz ok, kłócimy się dość rzadko, rozmawiamy, śmiejemy, kochamy... tylko cały czas jest myśl, że ja jestem z niewłaściwa kobietą, czy z tamta byłoby lepiej - seksualnie o niebo, a w innych kwestiach, pewnie też tak samo, raz lepiej raz gorzej, gdy tak myślę wydaje się to takie proste, rozwód, dalej utrzymuje dzieci, widzimy się co jakiś czas ... tylko wiem ze to bardzo złudne myslenie ... nie byłoby to proste delikatnie mówiąc .... czy da się zbudować jedno szczęście niszcząc drugie? czy muszę poświęcać się aby byc z rodziną? moge sobie wmawiać że seks to nie wszystko, że przecież myślę głową, wszyscy wokół uważają nas za idealne małżeństwo, ale ... gdy przychodzi noc, w ciszy i ciemności ... nie portafię juz sam przed sobą przyznać ze jest wszystko ok, że z tą kobietą która śpi obok - zoną, chciałbym spędzić resztę moich dni ... boję się że gdy dzieci odejdą przyjdzie przeraźliwa pustka ...
da się tak żyć dalej, da pewnie, przeczekać, samo przejdzie? wątpię, może i przycichnie ale tęsknota pozostanie ...
wiele pań pewnie nazwie mnie tutaj brzydkimi słowami .. cóż, moze i zasługuje, może i ją wykorzystywałem, tę drugą ... ale w równym stopniu co ona mnie ... dawalismy sobie ogień ... żar który nie zgasł przez ten czas i trwa do teraz,to z nią poznałem i zasmakowałem czym jest orgazm mój i czym może być orgazm kobiety ...
a bez niej ... wszystko straciło smak ... żona się dopytuje czemu chodzę smutny ... wymiguje się kłopotami w pracy ...
ech .. pomóżcie, naprostujcie ... albo złamcie całkiem ... bo już nie wiem co lepsze ...

"..dostałem to co chciałem w nadmiarze od którego w głowie wiruje "

Pamiętam to zdanie. Z innego wątku. Czytałam już tę historię. Musiałeś pisać pod innym nickiem. 

Krótko odnosząc się do tematu. Najpierw zalatwia się jedno, potem sie bierze za drugie. Ciagniecie obu relacji jest nie tylko nieuczciwe. Właśnie to rodzi chaos emocjonalny. Potworny. Sam sobie szkodzisz.

4

Odp: Nie kocham swojej zony...

Zenujace... Nie wiem co dla Ciebie jest miloscia.? Mam wrażenie ze ty mylisz milosc z pierd... lenien.  Ja Ci tak źle, nie kochasz żony, przykladny tatus spotka sie z dziećmi raz na jakiś czas,jak to gdzies napisałeś. To na co ty jeszcze czekasz przeciez tam czeka na Ciebie taki ogień. Sprowadzasz wszystko do jednego,i myslisz ze ty zbudowane jest życie.

5

Odp: Nie kocham swojej zony...

Autorze

Każde brzuszne motyle z czasem zdychają. Dzisiejsza kobieta twojego życia jutro bedzie wspomnieniem.

6

Odp: Nie kocham swojej zony...

Każdy człowiek w życiu ma prawo się zagubić, chodzi o to by stawić teraz czoła problemom. Nie możesz nieustannie przeciągać tej sytuacji, czas podjąć decyzję. Niestety w tym przypadku nie wybierzesz tak by kogoś nie zranić. Zastanów się dlaczego ci się z żoną nie układa, pomyśl jak było z nią na początku ( czy nie tak samo jak z ta nową ) Masz rodzinę czy naprawdę ta nową kobieta jest warta żeby rozdzielić małżeństwo? Czy będziesz potrafił sam powiedzieć swoim dzieciom że odchodzisz ? Teraz jesteś z żoną załóżmy na 4 etapie a z kochanką na 1, ale wiedz że ten etap 4 z kochanką i tak nastąpi czy będzie on lepszy niż z żoną ? Jeśli naprawdę jesteś nieszczęśliwiy to odejdź życie ma się tylko jedno, a z dziećmi wcale nie musisz tracić kontaktu. I ostatnia prośba odemnie nie strzelaj plemnikami jak nie jesteś pewny swojej przyszłości.

7

Odp: Nie kocham swojej zony...

Ludzie, gdybyście lepiej rozumieli sami siebie to żylibyśmy jak w raju...
Nie znam cię, nie zamierzam oceniać twojego postępowania, bo jesteśmy tylko słabymi ludźmi podatnymi na pokusy.
Zastanów się jak wyglądały początki z twoją żoną, czy byłeś w niej zakochany czy to był związek z rozsądku. Pomyśl o tym, co w niej naprawdę lubisz. Co ci się w niej podoba.
Rozumiem, że jesteś rozdarty, bo w tamtej niby się zakochałeś. Widzisz - po pierwsze człowiek nie jest istotą monogamiczną. To, że ludzie wchodzą w związki małżeńskie, które de facto mają  trwać po kres to tylko i wyłącznie wybór takiej osoby. WYBÓR podyktowany uczuciem, chęcią stabilizacji z tą osobą. Wybierasz małżeństwo na dobre i na złe. Wydaje mi się, że jak ktoś ma jaja się żenić (bo jak dla mnie to jest jedna z trudniejszych decyzji w życiu) to powinien przyjąć pełną odpowiedzialność za to, co może wydarzyć się później. Chyba nie myślałeś, że motylki i haj będą trwały wiecznie?
I jak podejmujesz decyzje o małżeństwie to musisz mieć  świadomość, że nie zawsze będzie różowo, że będą problemy, kłótnie, że czasami będziesz miał dość, że na horyzoncie mogą pojawić się atrakcyjniejsze panny. Ale o tym chyba też wiedziałeś?
Niestety, wiele osób do małżeństwa nie dorasta. I jasne, można różnie patrzyć na definicję małżeństwa. Ja patrzę tak, że jak się na nie decydujesz to jesteś pewny tej osoby, kochasz ją i chcesz z nią trwać mimo wszystko, i będziesz się starał, żeby było w tym małżeństwie dobrze.
Mój post może mieć trochę negatywny wydźwięk, ale mimo wszystko autorze, nie ganie cię za romans. Nie ty pierwszy i ostatni. Ale uświadom sobie, że takie zauroczenia są normalne. Bo jak masz rutynę w życiu, problemy, obowiązki, mniej czasu na wszystko to taki romans jest odskocznią od tej nudy. To jest takie wow, coś super atrakcyjnego i nęcącego. I nie dziwię się wcale, że ludzie łatwo dają się na takie coś łapać. Wszystko to co zakazane i nieznane smakuje przecież najlepiej...
Pewnie wydaje ci się, że z tamtą kobieta byłoby ci lepiej. Pewnie byłoby przez jakiś czas. A później znowu pojawiło by się to samo co teraz.
Nie znam twojej sytuacji, więc musisz sobie odpowiedzieć na te pytania, które ci napisałam. Jeżeli kochałeś swoją żonę kiedykolwiek to spróbuj zawalczyć o to małżeństwo (na które sam się zdecydowałeś), przegadajcie problemy, powiedz jej co byś chciał zmienić, czego ci brakuje, sam zacznij się starać. O miłość trzeba dbać, bo inaczej usycha. Jeżeli nie dasz rady, jeśli żony już nie kochasz i nie chcesz nawet się o to starać - to lepiej odejdź. Ale miej świadomość, że później już nic nie będzie takie samo.

8

Odp: Nie kocham swojej zony...

Ktoś... kto używa... tysiąca... wielokropków by wyrazić... swoje myśli...musi mieć jakieś... zaburzenia emocjonalne...
Normalna osoba... zauważyłaby...że...wygląda to...nienaturalnie.

Polecam psychoterapię.

9

Odp: Nie kocham swojej zony...

Albo ma się w nosie czytelnika i jego męczarnie przy czytaniu. smile Znaczy pisał egoista.

10

Odp: Nie kocham swojej zony...

Wpadles w dolek ktory sam sobie wykopales. Miec ciastko i zjesc ciastko to najlepiej by ci odpowiadalo ale tak sie nie da. Wiadomo ze tak dlugo nie pociagniesz i na twoim miejscu bym zdecydowal Co robic dalej. Wow albo przewoz. Zony juz tak naprawde nie kochasz i jest bo jest.

11

Odp: Nie kocham swojej zony...
koralewskikamil napisał/a:

Witam

Północ blisko - znowu wątpliwości i myśli nachodzą ... kogo wybrać ... A zaczynając od początku ...
Lat już ciut ponad 30, z tego 2 w małżeństwie ... dwojka dzieci,  od 4 do 6 lat ... i ta druga .... od roku
..dostałem to co chciałem w nadmiarze od którego w głowie wiruje ... i obiecaliśmy sobie na początku ... żadnego zakochiwania się ... a tu życie psikusa spłatało ... wyrosła miłość chyba większa niż z żoną ... a moze zauroczenie .... ale chyba mogę stwierdzić że pod wieloma względami jest znacznie lepiej niż z żoną ... nie tylko o seks chodzi ... mam wrażenie że znalazłem swoją drugą połówkę, tę prawdziwą  ... rozumiemy się bez słów, dajemy sobie to czego potrzebujemy, i widzimy siebie takim jakim drugie widzi ... choć "dajemy" to zła forma ... dawaliśmy ... po wakacjach ostatnich po raz ostatni "zerwaliśmy" ze sobą ... nie rozmawiamy już dwa tygodnie ... po raz ostatni bo tych zerwań już trochę było ... zawsze mówiliśmy"rozstańmy się bo będzie coraz gorzej, będzie bolało coraz bardziej" ... ale ani ja ani ona nie słuchaliśmy głosu rozsądku .... no i wyrosło ... ból który rozrywa serce... z jednej strony, rodzina, żona z drugiej ona ... cały czas o niej myślę, tej drugiej, nawet gdy kocham się z żoną mam ją przed oczami ... czy to oznacza że o zonie nie myslę? gdyby to było takie proste ... myśle, wiele razy gdy wychodziłem od niej powtarzałem sobie "stary, twoja noga więcej tu nie postanie"  .. i wdaje mi się że nie było to ot tak, w tych chwilach miałem taki NAPRAWDĘ SZCZERY zamiar ... gdy staneły mi twarze dzieci przed oczami, żony, serce mówiło "rodzinę kochasz ponad wszystko" ... ale po dwóch dniach serce już inaczej gadało ...  i teraz nie wiem, niby się rozstalismy, wiedząc że tak ciagnać dalej nie mozna, wszystko co jako kochankowie mogliśmy sobie dać - daliśmy ... dalej już tylko małżeństwo było..
jak więc jest w moim urzędowym małżeństwie, teraz ok, kłócimy się dość rzadko, rozmawiamy, śmiejemy, kochamy... tylko cały czas jest myśl, że ja jestem z niewłaściwa kobietą, czy z tamta byłoby lepiej - seksualnie o niebo, a w innych kwestiach, pewnie też tak samo, raz lepiej raz gorzej, gdy tak myślę wydaje się to takie proste, rozwód, dalej utrzymuje dzieci, widzimy się co jakiś czas ... tylko wiem ze to bardzo złudne myslenie ... nie byłoby to proste delikatnie mówiąc .... czy da się zbudować jedno szczęście niszcząc drugie? czy muszę poświęcać się aby byc z rodziną? moge sobie wmawiać że seks to nie wszystko, że przecież myślę głową, wszyscy wokół uważają nas za idealne małżeństwo, ale ... gdy przychodzi noc, w ciszy i ciemności ... nie portafię juz sam przed sobą przyznać ze jest wszystko ok, że z tą kobietą która śpi obok - zoną, chciałbym spędzić resztę moich dni ... boję się że gdy dzieci odejdą przyjdzie przeraźliwa pustka ...
da się tak żyć dalej, da pewnie, przeczekać, samo przejdzie? wątpię, może i przycichnie ale tęsknota pozostanie ...
wiele pań pewnie nazwie mnie tutaj brzydkimi słowami .. cóż, moze i zasługuje, może i ją wykorzystywałem, tę drugą ... ale w równym stopniu co ona mnie ... dawalismy sobie ogień ... żar który nie zgasł przez ten czas i trwa do teraz,to z nią poznałem i zasmakowałem czym jest orgazm mój i czym może być orgazm kobiety ...
a bez niej ... wszystko straciło smak ... żona się dopytuje czemu chodzę smutny ... wymiguje się kłopotami w pracy ...
ech .. pomóżcie, naprostujcie ... albo złamcie całkiem ... bo już nie wiem co lepsze ...

Czyli tak, najpierw obiecales: bez zakochiwania się  - fuck bez miłości. Obrzydliwe, to jak pójście na prostytutki. Zdrada fizyczna. Później się zakochałes- zdrada emocjonalna. Brrrrrrr
Najbardziej krzywdzisz siebie, bo nie masz szacunku do siebie. Wiesz co takie coś zostawia w psychice? Już zawsze będziesz żył albo w ukryciu albo z przeświadczeniem, że ktoś kogo kochasz właśnie Cię zdradza. Smutny jesteś? Oooooo

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie kocham swojej zony...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024