Witam, mam problem chyba z samym sobą bo powoli zbliża się 30stka a ja tak naprawdę nigdy nie byłem w
związku i czuję się po prostu samotny jak nigdy.
Od początku mojego życia byłem dziwnym i upartym dzieckiem i bardzo nieśmiały bardzo się czerwieniłem
do dziewcznym przez całą podstawówke i gimnazjum nie miałem nawet koleżanki.
W czasie liceum bardzo podobnie jak na mój pech trafiłem do klasy gdzie sami faceci byli a ja wtedy
miałem kompleksy związane z trądzikiem, krzywymi zębami i niski byłem 1,7 m. Nie dbałem o siebie cały
czas chodziłem w tym samym i byłem nie uczesany a jak byłem u fryzjera to mówili w końcu wyglądasz
normalnie. Nie komfortowo czułem się w towarzystwie dziewczynami przez moją nieśmiałość. Nigdy nie
potrafiłem zagadać. Koleżanki od znajomych chciały mnie poznać ale ja się wstydziłem.
Przez całe swoje życie sam cały czas sam czy to na weselach czy urodzinach itd. na studiówce nie byłem
nawet. Też wiele razy słyszałem, że jestem zbyt nieśmiały.
W końcu na sylwestrze jak miałem 20-kilka lat nie pamiętam dokładnie poznałem niską bardzo ładną
dziewczyną od której poprosiłem o numer i zgadaliśmy się na wyjście.
Moja pierwsza randka się skończyła, że jakiś od niej znajomy mi ją odebrał z mojej winy bo byłem ciamajdą a ja skończyłem z jej koleżanką w
łóżku... Dla mnie to było bardzo dziwne przeżycie bo nigdy nie miałem dziewczyny nie tak sobie to
wyobrażałem i było mi z tego powodu bardzo smutno potem ale nie ukrywam, że też przyjemnie było.
Wcale to nie pomogło w mojej nieśmiałości :-/
Potem się umawiałem przez portal randkowy większość dziewczyn się chciało spotkać ponownie ale ja je
olałem bo nie było tego czegoś potem po 6-7 spotkaniach z dziewczynami to skończyłem z umawianiem
przez internet.
Potem byłem świadkiem jak dziewczyna jedna czy druga same mnie podrywają na grillach.
Przez ten czas zrobiłem sobie zęby i wyglądają bardzo fajnie musiałem wydać kilkanaście tysięcy złotych :-/
Potem to tak trochę zrezygnowałem i nie "szukałem" dziewczyny a lata leciały bardzo szybko...
Jak już poznawałem dziewczyny głownie na wyjazdach dalekich które mieszkaja daleko odemnie.
Nie czuję się samotny bo mam z kim jeździć na narty w alpy itp. czy iść na pizze, kino, kreglę itd.
Tylko to są w wiekszości cały czas ci sami ludzie brak nowych kontaktów takie zakmnietę środowisko
których bardzo lubię.
Czyli nie poznaję nowych dziewcznym nawet w ciągu roku żadnej nowej dziewczny mogę nie poznać a jak
poznaje zapominam poprosić o numer albo jest zajęta.
Jestem tym faktem załamany i jak się mam dziwić potem,że jestem samotny i brak mi kobiety.
Ostatnio byłem na dyskotece z rok temu które mnie inne środowisko wyciągneło i pierwsza zagadała do
mnie sama ładna trzeźwa dziewczyna czemu się nie bawię i ona też jest pierwszy raz i mnie zatkało nie
wiedziałem co zrobić i co powiedzieć strasznie zdziwiony byłem :-/ Do moich kolegów nie zagadała.
U mnie chyba już nie ma tego instynktu męskiego podrywania :-( Męskie ego ucierpiało.
Czasem jak gdzieś idę to gadają "smacznego", "fajny co nie", "fajny ale ma syfki" albo pijane "ty
jesteś fajny" ,"wy się znacie", " przystojny jesteś" to też mnie krępuje bo mam zakodowane z
dzieciństwa, że nie jestem fajny i ten kompleks gorszego chyba wpojony. Mam tak samo jak słyszę
komplementy od fryzjerki np.
Teraz chyba lepiej wyglądam jak nie mam już tyle trądziku, zęby zrobione, fryzura i lepiej ubrany.
Ludzie mi mówią, że mam fajną cerę bo szybko robię się brązowy.Tylko niski jestem 1,7 ale co tam
trudno.
No i na 30 lat bardzo młodo wyglądam ale to dla mnie zaleta nikt nigdy nie zgadł ile mam lat. Ostatnio się boję, że mogę zostać starym
kawalerem.
Teraz nie mam gdzie poznać nowych dziewczyn chętnie bym poznawał nawet jak by mi kosza dawały tylko
gdzie? cały czas praca i dom?
Co poradzicie ?