trudne sprawy odc 56684 - pomocy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 42 ]

Temat: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Cześć wszystkim,

Założyłam tu konto, bo po prostu muszę się wygadać, muszę posłuchać opinii ludzi, którzy byli kiedyś w podobnej sytuacji, bo sama już sobie nie radzę i nie wiem co robić, choć rozmawiałam już z wszystkimi bliskimi osobami - myślę, że obiektywna opinia innych mi jakoś pomoże.

Z moim niebieskim byliśmy dość udaną parą przez prawie 3 lata. Wspólne wyjazdy, wycieczki, zakup mieszkania i remont, wszystko układało się idealnie. Wiadomo, że były wzloty i upadki, jesteśmy tylko ludźmi, ale kiedy wracałam do domu i patrzyłam na niego wiedziałam, że to właśnie ten. Nie mamy dzieci, ale on zawsze bardzo ich chciał i mnie namawiał, więc w sumie wszystko zaczęło się od listopada - u mnie w pracy pasmo niepowodzeń, kolejne urodziny, ciśnienie na dzieci z jego strony, a ja rozszarpana i rozdarta, że nie jestem pewna czy powinnam zająć się karierą i czy jestem gotowa na macierzyństwo. Zawsze byłam człowiekiem, który wie czego chce, a tu nagle: zonk, co ze sobą zrobić, w którą stronę iść? Wiedziałam, że jeśli nie dam mu dziecka to go stracę, poczucie paniki wewnętrznej mnie przygniotło i wpadłam w deprechę. Zaczęliśmy się oddalać od siebie, przestaliśmy rozmawiać i spędzać wspólnie czas. Plus tyraliśmy oboje jak osły: praca, praca, praca, a weekendy jeszcze jeździł na uczelnię, więc nie było trudno oddalić się od siebie. W wigilię podjęłam temat i rozmowę. Powiedziałam co mnie boli, jak to widzę, że martwi mnie to, że jesteśmy od siebie dalej. Powiedziałam, że jestem rozdarta i nie wiem co mam zrobić - on mówił niewiele. Widziałam, że po tej rozmowie niezbyt wiele się zmieniło, poczułam jakiś chłód z jego strony. Ale potem w sylwestra prosił mnie o to, żebyśmy postarali się o dziecko. Poprosiłam o czas na przemyślenie tej decyzji. Finansowo dalibyśmy radę ze spokojem, ale dziecko to nie chomik tylko reorganizacja całego życia.
Fakt - zamknęłam się w sobie, mam ogromne poczucie winy, że zabłądziłam. Ale on zamiast wyciągnąć mnie w górę - poszukał szczęścia gdzie indziej i wdał się we flirt, który odkryłam w nowy rok. Bez zbliżeń co prawda, ale jednak cholernie zabolało, że nazywał ją tak jak zwykle nazywał mnie, że robił zdjęcia jedzenia, które przygotowywał dla mnie i wysyłał do niej, że spotkali się dwa razy na kawę, wreszcie, że kupił jej prezent na gwiazdkę, że mimo mojej szczerej rozmowy z nim dalej to kontynuował - to było za dużo, więc zrobiłam awanturę. Rozmawialiśmy przez tydzień - nie umiał mi powiedzieć czego chce, jak zapytałam czy żałuje odpowiedział tylko, że "nie jestem z tego dumny" i tak wyglądały te rozmowy. Ja szalałam z rozpaczy i doskonale o tym wiedział, ale nie zrobił prawie nic (poza kwiatami na drugi dzień), żebym mogła odzyskiwać pewność i zacząć odbudowywać zaufanie. Stanęło na tym, że on mi obiecał, że temat tej dziewczyny jest zakończony, a ja mu obiecałam, że nie będę już poruszać tego tematu. Chwilę było dobrze. Poszliśmy nawet na imprezę do klubu, wrócił seks, rozmawialiśmy. Ale mimo wszystko wyczuwałam jakieś napięcie, jakąś sztuczność w tym wszystkim i brak pewności z jego strony. Wiedziałam, że jak zapytam to mogę nie uzyskać szczerej odpowiedzi, więc znów sprawdziłam jego wiadomości i okazało się, że dalej coś do siebie piszą. Co prawda bez przesadnej słodkości, ale rozmawiał z nią o naszym narzeczeństwie i że coś się nie układa między nami, proponował jej wspólne oglądanie filmu. Znów - tego było za wiele, kolejny cios. Powiedziałam więc, że skoro sam nie umie podjąć decyzji i wybrać - podejmuję ją za niego i się rozstajemy. W całej tej kłótni powiedział mi, że nie wie jak ma to poukładać, że ma dosyć, że ciągle do tego wracam, ale jakby nie zrozumiał, że klamka zapadła, bo na drugi dzień zadzwonił do mnie jak zwykle po pracy, jakby nic się nie stało. Kiedy wrócił do domu powiedziałam, że nie żartowałam, łzy stanęły mu w oczach. Zaczęliśmy rozmawiać. Powiedziałam, że nie chce być trzecia w tym związku, że dopóki nie poczuje, że on jest pewien swojego uczucia do mnie to ja też tego nie poczuję i to nigdy nie wróci do normalności. Na moje pytanie o to czy chce się rozstać zdecydowanie odpowiedział, że nie. Ale jak zapytałam czy chce spróbować to łatać - odparł, że nie wie. Jestem osobą, która lubi wiedzieć na czym stoi, która czuje się pewnie tylko wtedy kiedy ma stały grunt pod nogą, on wyrwał z tego gruntu jedną cegiełkę i czuję, że się chwieje i gibam, i w próżni wiszę. Stanęło na tym, że wyprowadzi się do kumpla na tydzień, żeby to wszystko przemyśleć i się zastanowić. Na odchodne powiedziałam mu jeszcze, żeby nie martwił się o to czy to się da naprawić - w końcu nie z takich jaj ludzie wychodzili obronną ręką, nie takie rzeczy udało się wybaczyć - ale do tego potrzeba czasu, cierpliwości i pewności. Zostałam w domu sama ze swoimi myślami i tak bardzo uświadomiłam sobie jego brak, że przy winie i lodach przeryczałam te kilka dni. On się dalej zastanawia, on nie wie. Wczoraj co prawda do mnie napisał, zapytał co u mnie. Odparłam zdawkowo, dowiedziałam się tylko tyle, że powoli jakieś wnioski mu się pojawiają. Wieczorem też przesadziłam z winem, coś mi strzeliło do głowy i napisałam, że tęsknię, a on dalej nic, jak niewzruszony głaz, powtarzał mi tylko, żebym nie zakładała najgorszego scenariusza. Teraz żałuję, że napisałam, bo wyszłam na zrozpaczoną desperatkę, ale jak wiadomo z alkoholem się nie dyskutuje, to on dyskutuje z nami...
Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.
Z jednej strony myślę, że jest tchórzem, że bał się to zakończyć sam i przedłużył moje męki o kolejny tydzień tylko po to, żebym sama podjęła te decyzję. Do tego dochodzi fakt, że prawdopodobnie dalej ze sobą piszą (kto wie może się nawet spotkali), chociaż zapewniał mnie, że nie chodzi o nią i ona nic dla niego nie znaczy. To mi faktycznie daje powód, żeby go znienawidzić, ale mimo wszystko kocham gnojka nadal, ciężko mi wymazać z pamięci ten szmat - bądź co bądź - fajnego czasu.
Z drugiej strony myślę, że przyzwyczaił się do wygodnego życia - posprzątany dom, obiadek i nie będzie chciał z tego rezygnować i wracać do matki.
Z trzeciej strony myślę, że gdyby faktycznie mnie kochał to walczyłby o to od razu - a nie stękał i się zastanawiał.
Z czwartej strony myślę, że się pogubił i może faktycznie potrzebuje tego czasu.
Z piątej strony jeszcze myślę, że bada grunt i sprawdza czy tamta wpuści go do swojego życia - i decyzja w sumie należy do niej. Jak go nie wpuści to wróci tu z podkulonym ogonem.
Z szóstej strony myślę, że ich flirt trwał tylko ok miesiąca, więc faktycznie może mniej znaczyć niż to co wspólnie budowaliśmy przez te lata.
Z siódmej strony boję się, że jeśli tu wróci to tylko z litości (bo przecież jestem nieuleczalną kretynką i musiałam napisać, że tęsknię, nie! Ach!).
Z ósmej strony myślę, że boi się to naprawiać i nie wie jak to ugryźć - dla nas to nowa sytuacja.
Z dziewiątej strony myślę, że faktycznie coś między nim a mną (nie odwrotnie na pewno) zdechło, a wiadomo pierwiosnka na betonie nie posiejesz.
A z dziesiątej strony to ja już sama nie wiem czy faktycznie to będzie dobrze jeśli tu wróci.
A z jedenastej to może tydzień to za mało? Może nie uda mu się podjąć żadnej decyzji (bo ma za dużo na głowie, sesja, magister, teraz jeszcze zmiana miejsca pracy, bo firma się przenosi do innego miejsca) i wróci tu kłamiąc i łżąc, że mnie kocha, żeby dać sobie więcej czasu?

W każdym razie jestem zrozpaczona, skołowana i w totalnej rozsypce. Może są tu jacyś mężczyźni, którzy bywali w "separacji" i pochwalą się do jakich wniosków wtedy dochodzili? Może Wy dziewczyny miałyście podobnie? Wybaczcie te litanię, ale to wszystko tak mnie gniecie, że musiałam się wygadać.
Pomocy.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Nie usprawiedliwiam go, ale zdrada zawsze z czegoś wynika, czasami z zachowania partnera, czasami partner nie ma nic do rzeczy. I żeby była jasność za samą zdradę winny jest zdradzający, nawet jak dzieje się źle w związku, trzeba o tym pogadać, a nie od razu lecieć zdradzać.  On może zdradził bo nie chciałaś się dalej angażować (nie usprawiedliwiam, tylko próbuję zgadnąć w jaki sposób on sobie wkręcił chęć zdrady). chodzi o to, że  jeżeli chcesz ratować ten związek, najpierw musisz z nim pogadać, albo zastanowić się dlaczego do takiej sytuacji doszło, czy Ty miałaś na to wpływ i czy nadal chcesz postępować tak jak do tej pory, jeżeli tak to wszystko ok, bo to Twoje życie, po prostu wtedy wiadomo, że nie ma co się szarpać z naprawą związku. To tyle co Ty możesz zrobić. Reszta leży po jego stronie, to on ma się starać i walczyć o Ciebie i Twoją przychylność, a jeżeli on już na wstępie mówi nie wiem i nadal z nią pisze to ja bym raczej się w to dalej nie bawiła, szczególnie, że nie masz z nim dzieci.

3

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Nirvanka87 napisał/a:

On może zdradził bo nie chciałaś się dalej angażować (nie usprawiedliwiam, tylko próbuję zgadnąć w jaki sposób on sobie wkręcił chęć zdrady). chodzi o to, że  jeżeli chcesz ratować ten związek, najpierw musisz z nim pogadać, albo zastanowić się dlaczego do takiej sytuacji doszło, czy Ty miałaś na to wpływ i czy nadal chcesz postępować tak jak do tej pory, jeżeli tak to wszystko ok.

Problem właśnie w tym, że widzę również winę po swojej stronie. On co prawda też, bo nigdy nie był zbyt wylewny i nie umiał mówić otwarcie o tym co siedzi w głębi jego duszy; to zawsze ja byłam tą która się otwierała, bo jestem taka, że jak coś mnie wkurza to mówię, że coś mnie wkurza, a nie, że "duch mój dupą na rozżarzone węgle usiadł". Ale fakty są takie, że pod nawałem różnych życiowych historii też uciekłam, zamknęłam się, przygniotły mnie życiowe porażki, odsunęłam go na bok. Po noworocznej akcji dałam z siebie 150%, żeby mu udowodnić i pokazać, że mi ciągle zależy, że mogę żyć i postępować inaczej i, że mam świadomość błędów jakie popełniłam. I wybaczyłam mu to  i on wie, że ja też chcę to zmienić i wrócić do tego co było i jacy byliśmy szczęśliwi.  Problem w tym, że mam ogromne poczucie straty po tym jak on nie dał z siebie 150%. Ja kiedy tylko sobie uświadomiłam, że mogę go stracić ocknęłam się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a on nie. Pytanie dlaczego? Czy faktycznie już mnie nie kocha, tak ot? Czy to kochanie tylko z przyzwyczajenia? Czy tamta młodsza jest fajniejsza niż ja? Czy może on nie wie jak ma to naprawić?

4

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Najbardziej- jak dla mnie- prawdopodobna jest trzecią i piąta strona (jak kochał- powinien walczyć i bada grunt).
A 'nie wiem' to też odpowiedź z 'nie' na początku.

5

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Na pewno tamta inna nie jest fajniejsza wink Po prostu dla niego ta nowa jest nowa, czyli do odkrycia. Po pierwsze aż tak bardzo to Ty się nie obwiniaj, każdy żyje według swoich zasad, każdy ma problemy, gorsze dni, a partnerzy są po to żeby wspierać, a nie od razu lecieć do innej. Wiesz, też mnie najbardziej niepokoi to, że on trochę olał sprawę, po zdradzie jest jakaś mikronadzieja, jak facet od razu to naprawia, a on nie wyraża ochoty. Może na razie tamta zawróciła mu tak w głowie, wiesz on taki biedny miś, narzeczona nierozumie jego potrzeb, a tutaj, młoda, chętna dziewczyna, która go wspiera bo przecie on taki biedny. Większość facetów i tak wraca do żon/ dotychczasowych partnerek, jak zauroczenie mija. Ale ja na takiego bym nie czekała. Wiem, że jest Ci przykro, ale pomyśl, że on Cię zwyczajnie w konia robił i że ten związek mimo, że był taki fajny, to jednak nie był skoro on kłamał.

6

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Rozum mówi mi dokładnie to samo. Największy problem polega na tym, że nie wiem co w tym jego pustym łbie siedzi, ale ta niepewność i zawieszenie w próżni doprowadza mnie do obłędu. Gdyby tylko dało się cofnąć czas...

7

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Zastanów się nad tym co w jego glowie siedzi w ten sposób:
zadaj pytanie : "dlaczego on mi to zrobił?"
a teraz wypisz, pomyśl odpowiedzi:
-
-
-
-
a po każdej zastanów sie, czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje i czy przy którejś się cczujesz lepiej.
Wiesz zdradzeni zastanawiają się dlaczego, ale żadna odpowiedź nie jest tą dobrą, żadne drążenie nie daje dobrych rezultatów, wręcz dobija osobę zdradzoną bo na nowo to przeżywa. Każdy zdradzony musi sobie znaleźć swój spośób na poradzenie sobie z tym, co nie jest łatwe jest też bardzo czasochłonne.

8

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

Z szóstej strony myślę, że ich flirt trwał tylko ok miesiąca, więc faktycznie może mniej znaczyć niż to co wspólnie budowaliśmy przez te lata.

Podobno tylko flirt i podobno tylko miesiąc, podobno mniej znaczy od tego co tworzyliście przez trzy lata, a jednak jego nie ma z Tobą i on nie stara się z całych sił o kontynuację waszego związku... Jego odpowiedź "nie wiem" oznacza nie. Momentami dobrze wyczuwasz, że on na razie szuka wygodnego ustawienia w tym wszystkim siebie i tu już wcale nie chodzi o was, bo was już nie ma.
Twoja postawa zemści się na Tobie, bo on nie odczuł konsekwencji tego co zrobił tak naprawdę. Wyprowadził się, ale czy uważasz, że to aż tak straszna konsekwencja dla niego? wink Obecnie trwa hulaj dusza piekła nie ma po jego stronie boiska. A po Twojej jest to właściwe piekiełko... Powiedziałaś biednemu misiowi, że nie z takich rzeczy ludzie wychodzili, żeby podniósł uszka i uśmiechnął się tongue Rzeczywiście uśmiecha się, bo wie, że u Ciebie ma nie tylko furtkę, ale i całą bramę otwartą choćby nie wiem co zrobił... Szanuj się, bo z czasem ten brak szacunku do siebie będzie Cię gryzł bardziej niż fakt rozstania.

9

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Opcje są dwie.
Albo facet doszedł do wniosku, że marnuje z Tobą czas i już nigdy tego dziecka nie zobaczy, a niestety latka lecą i młodszy nie będzie,
jednak zbyt dużo was łączy, żeby ot tak jednym cięciem zakończyć sprawę i pewnie jeszcze go szarpie, dlatego odwleka koniec...
Albo facet się zabujał w innej i czeka na znak sygnał z tamtej strony, a Ciebie już tylko zwodzi, żeby zyskać jeszcze trochę na czasie,
bo może tamtej się odwidziało jak zapukał do jej drzwi z walizką, a może sama też ma jeszcze jakieś nieuregulowane sprawy...

P.S.
Gdybym miał coś doradzić, to radziłbym działać, bo zostawienie tego w zawieszeniu może się skończyć tak jak u mnie.
Po wyprowadzce z domu (nikogo nie miałem, pokłóciliśmy się o starszego syna mojej żony, któremu przydzwoniłem w baniak)
przez cztery miesiące mieszkałem u siebie i czekałem, kiedy przyjdzie mnie przeprosić. W końcu któregoś dnia dowiedziałem się
od naszego wspólnego dziecka, że jakiś wujek u nich śpi w jednym łóżku z mamą. I tak się skończyło moje 8 letnie małżeństwo.
Pewnie gdybym sam ruszył dupę wcześniej i załatwił sprawę jak należy, to dzisiaj już nikt by o tym nie pamiętał i nigdy bym tu nie trafił smile

10

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

Ale potem w sylwestra prosił mnie o to, żebyśmy postarali się o dziecko. Poprosiłam o czas na przemyślenie tej decyzji. [...] poszukał szczęścia gdzie indziej i wdał się we flirt, który odkryłam w nowy rok.

Gdyby dała zielone światło dla starań o dziecko obecnie znajdowałaby się w tej samej sytuacji, tyle, że byłaby w ciąży...
Szuka na siłę winy w sobie, żeby mogła się pokajać i przeprosić i żeby wszystko wróciło jak najszybciej do normy. Dlaczego? Bo wie, że z jego strony na szybkie czy też jakiekolwiek przepraszam raczej liczyć nie może. A żeby było dobrze ktoś przeprosić musi, więc czemu by nie ona wink

11

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Tak, wiem jestem kretynką, wiem to, bo cały rozum tak do mnie przemawia. Problem w tym, że cała ta sytuacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i działałam, i nadal działam pod wpływem silnych emocji, nad którymi nie umiem zapanować. Każdy kto chociaż raz się wściekł to chyba zna to z doświadczenia. Dałam mu popalić przynajmniej słownie i choć wtedy żałowałam, to dziś cieszę się, że mimo wszystko ostre słowa z mojej strony też padły. Przynajmniej "mój" niebieski ma świadomość tego jak bardzo mnie zranił i skrzywdził. Niestety cały czas we mnie tli się nadzieja, bo myślę sobie, że każdy z nas jest inny i reaguje inaczej. Może sam poczuł się tym przygnieciony, może uznał, że zrypał sprawę i nie wie jak ma to naprawić, a nawet jeśli spróbuje to naprawiać to jak zacząć i co z tego wyniknie? Nie wiem, pojęcia nie mam, za cholerę tego nie rozumiem i chyba nigdy już nie pojmę po cholerę mu ten czas. Ale dzięki Wam wiem już na pewno, że jeśli nie przyjedzie tu wcześniej, tylko będzie czekał do końca na umówiony termin - to naprawianie tego związku może nie mieć sensu. Chyba im szybciej sobie to uświadomię tym lepiej.

12 Ostatnio edytowany przez Klio (2018-01-26 16:07:51)

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

Może sam poczuł się tym przygnieciony, może uznał, że zrypał sprawę i nie wie jak ma to naprawić, a nawet jeśli spróbuje to naprawiać to jak zacząć i co z tego wyniknie?

Biduś wink Przytul do piersi. Tylko daj mu znać, że chcesz go przytulić, bo kolejka się zrobiła...
A może korzysta z wolności, wiedząc, że przytulny kątek, ciepłe kapcie i chętna obecna/była czekają? Po co więc się śpieszyć? wink

13

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Klio napisał/a:
aneymone napisał/a:

Ale potem w sylwestra prosił mnie o to, żebyśmy postarali się o dziecko. Poprosiłam o czas na przemyślenie tej decyzji. [...] poszukał szczęścia gdzie indziej i wdał się we flirt, który odkryłam w nowy rok.

Gdyby dała zielone światło dla starań o dziecko obecnie znajdowałaby się w tej samej sytuacji, tyle, że byłaby w ciąży...
Szuka na siłę winy w sobie, żeby mogła się pokajać i przeprosić i żeby wszystko wróciło jak najszybciej do normy. Dlaczego? Bo wie, że z jego strony na szybkie czy też jakiekolwiek przepraszam raczej liczyć nie może. A żeby było dobrze ktoś przeprosić musi, więc czemu by nie ona wink

Tego nie wiemy w 100%, bo jeżeli w JEGO głowie naprawdę chodziło o dziecko to myślę, że zerwałby tę znajomość, ale jeżeli chodziło o zupełnie co innego to owszem, zostałaby z problemem i jeszcze w ciąży.

Autorko nie usprawiedliwiaj go, jak zdradzacz chce walczyć to zaczyna od razu, a nie idzie sobie i mówi papa, ja muszę pomyśleć, tu nie ma o czym myśleć w kwestii decyzji, myślimy owszem ale o tym JAK naprawiać, a nie CZY naprawiać.

14 Ostatnio edytowany przez Klio (2018-01-26 16:16:28)

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Nirvanka87 napisał/a:

Tego nie wiemy w 100%, bo jeżeli w JEGO głowie naprawdę chodziło o dziecko to myślę, że zerwałby tę znajomość, ale jeżeli chodziło o zupełnie co innego to owszem, zostałaby z problemem i jeszcze w ciąży.

I gdzie w tym wszystkim byłaby ona, oni, uczucie między nimi? Gdzie tu związek, skoro prośba o danie czasu na namysł była dla niego zielonym światłem dla szukania dalej na boku? Dziecko to tylko wymówka.
Argument, że zrywam znajomość bo dziecko w drodze uznałabyś za w porządku jeśli chodziłoby o Twój związek? Tylko to miałoby spajać tę dwójkę?

15

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
anderstud napisał/a:

Opcje są dwie.
Albo facet doszedł do wniosku, że marnuje z Tobą czas i już nigdy tego dziecka nie zobaczy, a niestety latka lecą i młodszy nie będzie,
jednak zbyt dużo was łączy, żeby ot tak jednym cięciem zakończyć sprawę i pewnie jeszcze go szarpie, dlatego odwleka koniec

Ta opcja raczej nie wchodzi w grę - ponieważ on wie i rozmawialiśmy na te tematy setki razy, że ja też chce mieć dziecko, ale jeszcze nie teraz i sprawa się trochę może odwlec. Inna kwestia, że nie zabezpieczaliśmy się od dłuższego czasu - to powinien być znak sygnał dla niego, że jednak też coś takiego mi po głowie chodzi, ale zamiast planowania i starania oddaję te kwestie w ręce losu. A że mam świadomość, że moje TSH (obecnie jestem pod kontrolą endokrynologa) nie pozwoli mi zajść w ciążę to już inna bajka.

"Mój" niebieski jest ode mnie młodszy o 4 lata. To trochę typ hulaki, lubi wyjść z kolegami na miasto. Ja jestem typem, który znajduje spokój w domu, ale też czasami lubię wyjść i się pobawić, więc nie sądzę, żeby on myślał o "stabilizacji" w życiu mocniej niż ja. Tu też może być pies pogrzebany, że przy okazji dramatu zastanawia się czy nie lepiej byłoby to uciąć skoro myślimy trochę inaczej o przyszłości. Tylko jakie to popieprzone - on chciał dziecka i ślubu, a to chyba są oznaki chęci stabilizacji? Czy to możliwe, żeby w wieku 25 lat facet przeżywał drugą młodość, cholera jasna? Bo tak to wygląda, tylko tak umiem to sobie tłumaczyć.

16

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

JA tylko piszę, że nie mamy 100% pewności więc nie możemy szafować tak łatwo wyrokami. Równie dobrze on sobie może myśleć ona kazała mi czekać, aż podejmie decyzję w sprawie dziecka, to ja teraz zrobie jej tak, że ona będzie czekać na moją decyzję czy chcę z nią być. Nie mówię, że tak jest, czy że to mądre i ok, ale gdybać sobie możemy do woli, a chodzi o to, żeby pomóc Autorce uporać się z jej problemem.

17

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:
anderstud napisał/a:

Opcje są dwie.
Albo facet doszedł do wniosku, że marnuje z Tobą czas i już nigdy tego dziecka nie zobaczy, a niestety latka lecą i młodszy nie będzie,
jednak zbyt dużo was łączy, żeby ot tak jednym cięciem zakończyć sprawę i pewnie jeszcze go szarpie, dlatego odwleka koniec

Ta opcja raczej nie wchodzi w grę - ponieważ on wie i rozmawialiśmy na te tematy setki razy, że ja też chce mieć dziecko, ale jeszcze nie teraz i sprawa się trochę może odwlec. Inna kwestia, że nie zabezpieczaliśmy się od dłuższego czasu - to powinien być znak sygnał dla niego, że jednak też coś takiego mi po głowie chodzi, ale zamiast planowania i starania oddaję te kwestie w ręce losu. A że mam świadomość, że moje TSH (obecnie jestem pod kontrolą endokrynologa) nie pozwoli mi zajść w ciążę to już inna bajka.

"Mój" niebieski jest ode mnie młodszy o 4 lata. To trochę typ hulaki, lubi wyjść z kolegami na miasto. Ja jestem typem, który znajduje spokój w domu, ale też czasami lubię wyjść i się pobawić, więc nie sądzę, żeby on myślał o "stabilizacji" w życiu mocniej niż ja. Tu też może być pies pogrzebany, że przy okazji dramatu zastanawia się czy nie lepiej byłoby to uciąć skoro myślimy trochę inaczej o przyszłości. Tylko jakie to popieprzone - on chciał dziecka i ślubu, a to chyba są oznaki chęci stabilizacji? Czy to możliwe, żeby w wieku 25 lat facet przeżywał drugą młodość, cholera jasna? Bo tak to wygląda, tylko tak umiem to sobie tłumaczyć.


Nie, on przeżywa pierwszą młodość. Spaliście bez gumki, idź się zbadaj dobrze Ci radzę, ja bym zrobiła cały komplet: z krwi: hiv, hcv, hbv, kiła, z wymazu chlamydia, rzeżączka, hpv i zrób sobie od razu cytologię.

18

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Nirvanka87 napisał/a:

Równie dobrze on sobie może myśleć ona kazała mi czekać, aż podejmie decyzję w sprawie dziecka, to ja teraz zrobie jej tak, że ona będzie czekać na moją decyzję czy chcę z nią być.

Byłby to idealny kandydat na ojca i partnera wink
Zresztą powyższy post Aneymone mnie wyjaśnił już wszystko jeśli chodzi o tego mężczyznę i wychodzi na to, że pasowałby do niego opisany przez Ciebie tok rozumowania wink Ale w tym przypadku raczej nie o to tu chodzi. Szkoda, że dla kogoś takiego Aneymone jest gotowa się poświęcać i jego powrót przyjęłaby z pocałowaniem ręki.

19 Ostatnio edytowany przez anderstud (2018-01-26 16:27:39)

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

Może sam poczuł się tym przygnieciony, może uznał, że zrypał sprawę i nie wie jak ma to naprawić...

Może, może, może... dobrze Ci tu dziewczyny piszą, że to wszystko nie są powody do wyprowadzki, bo co to ma niby rozwiązać?
U mnie było inaczej, bo żona nastrzelała mnie po pysku i kazała wypier*alać z mieszkania, które było akurat jej, no to co tak będę stał,
ubrałem się i poszedłem. U Ciebie jest inaczej, bo to on sam postanowił się wynieść, aby w ciszy i spokoju kontemplować ból istnienia.
Ja wszystkim na tym forum zawsze mówię to samo, że "potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć i wszystko sobie poukładać"
to jest tylko wyświechtany banał z podręcznika sztuki dyplomacji i oznacza mniej więcej tyle, co powiedzieć komuś "spierdalaj"
ale w taki sposób, żeby poczuł podniecenie przed czekającą go podróżą. Niestety to samo powiem i Tobie, no bo co mam Ci powiedzieć.
Jedynie ta wzmianka o dziecku budzi moje pewne wątpliwości, dlatego dla świętego spokoju weź i z nim na ten temat pogadaj.
Jak zacznie coś kręcić i wydziwiać, to przynajmniej będziesz miała pewność, że to nie o żadne dziecko chodzi, tylko w dupie mu się odwróciło.

EDIT
Dopiero przeczytałem twój ostatni wpis, co raczej powinno rozwiać wszelkie wątpliwości.
A co z tym waszym mieszkaniem? Czyje ono faktycznie jest? Wasze wspólne czy tylko twoje?

20

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Klio napisał/a:
aneymone napisał/a:

Może sam poczuł się tym przygnieciony, może uznał, że zrypał sprawę i nie wie jak ma to naprawić, a nawet jeśli spróbuje to naprawiać to jak zacząć i co z tego wyniknie?

A może korzysta z wolności, wiedząc, że przytulny kątek, ciepłe kapcie i chętna obecna/była czekają? Po co więc się śpieszyć? wink

Nie wydaje mi się - rozmawiałam z jego matką, której mam wsparcie, bo obie bardzo się lubimy i mówiła, że całe dnie spędza w robocie. Zresztą jak do mnie napisał to mówił, że "wszystko jest jakoś do dupy", że "samopoczucie średnio". Ofc nie wiem na ile w tym szczerości, a na ile upewniał się, że ma gdzie wracać, na ile chciał zagrać zbitego psa, a na ile nie chciał nie mi sprawiać przykrości, że ja tu siedzę sama jak kołek a on ma fajne życie kawalerskie z kolegą, no ale tego się pewnie nie dowiem. Zawsze traktowałam go jako człowieka, który obiera cel i do niego dąży - to w sumie mnie w nim uwiodło i zaczynam być zawiedziona tym, że zachowuje się jak miękka piczka.

21

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Tak, mamy zawsze wiedzą dokładnie co się dzieje w życiu swoich dzieci, zwłaszcza jeśli chodzi o miłość i seks wink Mama na pewno wie co i z kim robi big_smile
Znowu biedny miś. Nic tylko go pogłaskać, pocieszyć i wesprzeć w tym trudnym momencie życiowym, kiedy to się nie wie czy być ze „starą” czy „nową” wink Biedny miś nie wie...

22

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
anderstud napisał/a:

Ja wszystkim na tym forum zawsze mówię to samo, że "potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć i wszystko sobie poukładać"
to jest tylko wyświechtany banał z podręcznika sztuki dyplomacji i oznacza mniej więcej tyle, co powiedzieć komuś "spierdalaj"
ale w taki sposób, żeby poczuł podniecenie przed czekającą go podróżą.

No nawet sobie śmiechłam!

Ok. Skoro tak, to po cholerę mi mówił i pisze, że "nie będzie tak źle", "nie zakładaj najgorszego scenariusza"? Po cholerę i w co on gra?

23

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

Po cholerę i w co on gra?

Gra na czas bo małpa trzyma się dwóch gałęzi i nie wie która lepsza.

24

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Klio ja się z Tobą zgadzam co do tego, że facet jest skreślony, tylko piszę, że nie ma co tak jednoznacznie oceniać jego pobudek bo tego nie wiemy jakie były. Co nie zmienia faktu, że ja bym go kopnęła w odwłok, że by zakrętu nie złapał i nie dlatego, ze zdradził, ale dlatego, że nie ma wyrzutów sumienia i nie walczy



anderstud napisał/a:

Ja wszystkim na tym forum zawsze mówię to samo, że "potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć i wszystko sobie poukładać"
to jest tylko wyświechtany banał z podręcznika sztuki dyplomacji

Pięknie napisane, jak się coś spieprzyło, a nam zależy to od razu się to naprawia, nawet jak nieudolnie nam to wychodzi to przynajmniej widać, że się człowiek stara i walczy.

25

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Nirvanka87 napisał/a:

jak się coś spieprzyło, a nam zależy to od razu się to naprawia, nawet jak nieudolnie nam to wychodzi to przynajmniej widać, że się człowiek stara i walczy.

Dokładnie. Tu tego nie ma, a zamiast tego wysyłane są wiadomości jak to biednemu misiowi jest smutno i źle i jak to jakoś to będzie wink Smuty na odwal się.

26

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

A może on po prostu chce się upewnić, że mnie kocha i, że to to? Sprawdzić czy będzie tęsknił, czy wyobraża sobie życie osobno, bo jak ktoś już wcześniej napisał za dużo nas łączy, żeby tak po prostu pieprznąć drzwiami i wyjść? Umrę chyba, a się nie dowiem i tego nie wykminię.

27

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

A może on po prostu chce się upewnić, że mnie kocha i, że to to? Sprawdzić czy będzie tęsknił, czy wyobraża sobie życie osobno, bo jak ktoś już wcześniej napisał

https://media3.giphy.com/media/1tHzw9PZCB3gY/giphy.gif

Jeśli wróci to tylko dlatego, że tamta gałąź była zbyt krucha...

28 Ostatnio edytowany przez Nirvanka87 (2018-01-26 16:39:51)

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Ale po co kminić? zdradził bo chciał i już. To jest jedyna prawdziwa odpowiedź. Dlaczego nie walczy? Bo nie wie czy chce. Dlaczego nie wie czy chce? bo mu aż tak już nie zależy. Kurde jak się kogoś kocha, albo przynajmniej nam zależy na kimś to się walczy o tę osobę, co to za sprawdzanie czy kocham? JAk można to sprawdzić:
Pospotykam się z jakimiś laskami/ facetami i jak z 5/10/20 będzie gorzej niż z Tobą to znaczy, ze Cię kocham. Kurde to tak nie działa.

29

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Macie rację, ale to dalej nie zmienia faktu, że nie wiem co robić. Nie chcę całe życie zadawać sobie pytania "co by było gdybym mu wtedy wybaczyła", a wiem, że każde kolejne moje niepowodzenie w związku do tego się będzie sprowadzać. Wiem, że naprawa tego to trudna i wyboista droga, ale mimo wszystko przy dobrych wyjaśnieniach i argumentacji z jego strony chyba bym się na to zgodziła. Niestety coraz bardziej przypuszczam, że sam tu przyjedzie po resztę rzeczy, ale przynajmniej dzięki Wam wiem, że to nie będzie najgorsze rozwiązanie.

30

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

A może on po prostu chce się upewnić, że mnie kocha i, że to to?
Sprawdzić czy będzie tęsknił, czy wyobraża sobie życie osobno...

No dobra, a jeśli nawet, to jak myślisz w jakim celu miałby to robić?

31 Ostatnio edytowany przez Klio (2018-01-26 17:04:15)

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

Macie rację, ale to dalej nie zmienia faktu, że nie wiem co robić. Nie chcę całe życie zadawać sobie pytania "co by było gdybym mu wtedy wybaczyła", a wiem, że każde kolejne moje niepowodzenie w związku do tego się będzie sprowadzać. Wiem, że naprawa tego to trudna i wyboista droga, ale mimo wszystko przy dobrych wyjaśnieniach i argumentacji z jego strony chyba bym się na to zgodziła. Niestety coraz bardziej przypuszczam, że sam tu przyjedzie po resztę rzeczy, ale przynajmniej dzięki Wam wiem, że to nie będzie najgorsze rozwiązanie.

Aneymone tak naprawdę wiesz co chciałabyś zrobić, ale on Ci na to nie pozwala wink Nie tyle „dobrej argumentacji”, a jakiejkolwiek wink Bardzo chcesz mu wybaczyć, ale on nie prosi o wybaczenie... Dlatego idziesz w kierunku przyjęcia całej odpowiedzialności za powstałą sytuację na siebie i skończy się na tym, że sama będziesz przepraszała. Do tego właściwie sprowadza się większość Twoich wypowiedzi na tym wątku.
Zrobisz jak będziesz uważała dla siebie za słuszne, ale mnie szkoda byłoby życia, żeby tak rozmieniać się na drobne...

32

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
anderstud napisał/a:
aneymone napisał/a:

A może on po prostu chce się upewnić, że mnie kocha i, że to to?
Sprawdzić czy będzie tęsknił, czy wyobraża sobie życie osobno...

No dobra, a jeśli nawet, to jak myślisz w jakim celu miałby to robić?

Ponieważ tak jak już pisałam - też się czuję trochę winna w tej sytuacji i mam świadomość tego, że to ja przez swoje problemy odsunęłam go na bok, a nie on mnie.

33

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Klio napisał/a:

Dlatego idziesz w kierunku przyjęcia całej odpowiedzialności za powstałą sytuację na siebie i skończy się na tym, że sama będziesz przepraszała. Do tego właściwie sprowadza się większość Twoich wypowiedzi na tym wątku.
Zrobisz jak będziesz uważała dla siebie za słuszne, ale mnie szkoda byłoby życia, żeby tak rozmieniać się na drobne...

Biorę na siebie tę odpowiedzialność, ale on o tym nie wie i wiedzieć nie będzie. Owszem, powiedziałam mu podczas jednej z rozmów, że tak, faktycznie jest w tym także trochę mojej winy, bo życie mnie skopało po żebrach w ostatnich miesiącach, ale to go nie usprawiedliwia, bo partner powinien być wsparciem, a on zamiast mi pomóc w trudnych chwilach szukał szczęścia gdzie indziej. Tyle wie on, więcej nie musi i na pewno za nic przepraszać go nie będę. Ostatnia szara komórka by wówczas wzięła widły i mnie zajumała.

34

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Nie musi wiedzieć, że uważasz, że Ty za to odpowiadasz, choć skłaniam się do zdania, że jest tego świadomy.  Jeśli zdecyduje się na powrót otrzymasz standardową mieszankę, która sprowadzać się będzie do: wiem, że zrobiłem źle, ale Ty mnie do tego popchnęłaś itd. 10% jego winy, 90% Twojej. Ty na to przystaniesz, bo w kierunku takiego toku myślenia idziesz. Uznasz, że on „odrobił pańszczyznę” wybąkując „przepraszam i moja wina, ale”, a on wróci praktycznie bez problemów na stare śmieci. Wilk syty i owca cała. Wszyscy zadowoleni i przystępujemy do robienia dziecka, bo to ocali ten wiekopomny związek wink O to przecież chodziło, nie? wink A tu będzie kuku, bo nie o to chodziło... To „ale” będzie miało konsekwencje dla Ciebie w przyszłości, bo tu nie ma żadnego ale.

35

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Klio napisał/a:

Nie musi wiedzieć, że uważasz, że Ty za to odpowiadasz, choć skłaniam się do zdania, że jest tego świadomy.  Jeśli zdecyduje się na powrót otrzymasz standardową mieszankę, która sprowadzać się będzie do: wiem, że zrobiłem źle, ale Ty mnie do tego popchnęłaś itd. 10% jego winy, 90% Twojej. Ty na to przystaniesz, bo w kierunku takiego toku myślenia idziesz. Uznasz, że on „odrobił pańszczyznę” wybąkując „przepraszam i moja wina, ale”, a on wróci praktycznie bez problemów na stare śmieci. Wilk syty i owca cała. Wszyscy zadowoleni i przystępujemy do robienia dziecka, bo to ocali ten wiekopomny związek wink O to przecież chodziło, nie? wink A tu będzie kuku, bo nie o to chodziło... To „ale” będzie miało konsekwencje dla Ciebie w przyszłości, bo tu nie ma żadnego ale.

W każdym razie, odkładając emocje na bok, wiem, że to "ale" też mnie czegoś nauczyło i wyciągam wnioski na przyszłość. W ogóle ta cała sytuacja sprawiła, że stałam się zupełnie innym człowiekiem - już tak to widzę. Zawsze sobie powtarzałam, że jestem twarda i nieustępliwa, a teraz widzę jak ludzie są różni, jak różnie reagują, i że nie każdy musi myśleć tak jak ja.

Właśnie do mnie zadzwonił - a więc przed umówionym terminem. Jutro się widzimy. Za cholerę nie wiem co z tego będzie, to będzie pijana noc.

36

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Zrób sobie lepiej trzeźwą noc i nie rozklejaj się. Teraz szczególnie powinnaś trzymać się w garści i uważnie wsłuchać przede wszystkim w to co będzie miał do powiedzenia. Pozwól mu mówić. Nie ciągnij za język. Nie naprowadzaj na to co chcesz usłyszeć aby było dobrze. Zobaczysz wtedy na co go stać, co chce przekazać i na tej podstawie pomyślisz co dalej, choć dla mnie sprawa byłaby jasna już teraz. Ale jak sama stwierdziłaś różni są ludzie, różnie żyją, różnie wybierają.

37

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
anderstud napisał/a:

Dopiero przeczytałem twój ostatni wpis, co raczej powinno rozwiać wszelkie wątpliwości.
A co z tym waszym mieszkaniem? Czyje ono faktycznie jest? Wasze wspólne czy tylko twoje?

Dopiero teraz zauważyłam, że edytowałeś post. Mieszkanie jest moje, ale nie ukrywam, że utrzymywanie go w pojedynkę może być dla mnie cholernie trudne, bo jeszcze przez 28 lat będę je spłacać. To też mi sen z powiek spędza.

38

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Klio napisał/a:

Zrób sobie lepiej trzeźwą noc i nie rozklejaj się. Teraz szczególnie powinnaś trzymać się w garści i uważnie wsłuchać przede wszystkim w to co będzie miał do powiedzenia. Pozwól mu mówić. Nie ciągnij za język. Nie naprowadzaj na to co chcesz usłyszeć aby było dobrze. Zobaczysz wtedy na co go stać, co chce przekazać i na tej podstawie pomyślisz co dalej, choć dla mnie sprawa byłaby jasna już teraz. Ale jak sama stwierdziłaś różni są ludzie, różnie żyją, różnie wybierają.

Bo ja wiem, że on gdzieś tam w głębi serca mnie dalej kocha. I nie to, nie jest gdybanie, mam tego pełną świadomość i tego jest pewna. Nie wiem jak bardzo, nie wiem czy to nie kochanie z przyzwyczajenia, nie wiem co postanowi. Biorę też pod uwagę fakt, że to człowiek, który potrzebuje iskry w życiu, jest młodszy, trochę inaczej widzi świat. Ona mnie odsunęła - wdała się rutyna, nie ma iskry, nie ma nowych bodźców, nudzi mi się, odpierdolę coś. To człowiek z owsikiem w dupie - musi się coś dziać, musi mieć jakiś cel i go gonić, bo inaczej się znudzi i pójdzie w drugą stronę. A ja przestałam sypać pomysłami z rękawa, odsunęłam go, z powodu deprechy ciapnęłam coś raz czy dwa, że żadnego ślubu nigdy nie będzie i to mu też dało do myślenia, stąd to uczucie przygasło. Mam nadzieję, że dalej się tli. Nie usprawiedliwiam go, jak juz powiedziałam cholernie zawiodłam się na tym, że nie był dla mnie oparciem w złym czasie, cholernie mnie zranił i zafundował najgorszy tydzień w moim życiu. Jestem serio wściekła, że jak napotkał problem to poleciał poskarżyć się innej zamiast złapać mnie za fraki i mną potrząsnąć, żebym wzięła się w garść. Ale czytając to forum i inne przekonałam się, że nie po takich rzeczach ludzie wychodzili na prostą i wybaczanie nie zawsze jest złym rozwiązaniem. Pozostaje mi mieć nadzieję, że on też z tej historii wyciągnie jakieś wnioski. Zakładając, że w ogóle będzie chciał wrócić. Jak ze mną rozmawiał przez telefon odniosłam wrażenie, że tak, ale czy nie zmieni zdania, czy mu się lewy zwój nie wywinie na drugą stronę, czy ona go nie zwiedzie w tym czasie - nie wiem.

39 Ostatnio edytowany przez Klio (2018-01-26 18:59:26)

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
aneymone napisał/a:

Bo ja wiem, że on gdzieś tam w głębi serca mnie dalej kocha. I nie to, nie jest gdybanie, mam tego pełną świadomość i tego jest pewna. Nie wiem jak bardzo, nie wiem czy to nie kochanie z przyzwyczajenia, nie wiem co postanowi. Biorę też pod uwagę fakt, że to człowiek, który potrzebuje iskry w życiu, jest młodszy, trochę inaczej widzi świat. Ona mnie odsunęła - wdała się rutyna, nie ma iskry, nie ma nowych bodźców, nudzi mi się, odpierdolę coś. To człowiek z owsikiem w dupie - musi się coś dziać, musi mieć jakiś cel i go gonić, bo inaczej się znudzi i pójdzie w drugą stronę. A ja przestałam sypać pomysłami z rękawa, odsunęłam go, z powodu deprechy ciapnęłam coś raz czy dwa, że żadnego ślubu nigdy nie będzie i to mu też dało do myślenia, stąd to uczucie przygasło. Mam nadzieję, że dalej się tli. Nie usprawiedliwiam go, jak juz powiedziałam cholernie zawiodłam się na tym, że nie był dla mnie oparciem w złym czasie, cholernie mnie zranił i zafundował najgorszy tydzień w moim życiu. Jestem serio wściekła, że jak napotkał problem to poleciał poskarżyć się innej zamiast złapać mnie za fraki i mną potrząsnąć, żebym wzięła się w garść. Ale czytając to forum i inne przekonałam się, że nie po takich rzeczach ludzie wychodzili na prostą i wybaczanie nie zawsze jest złym rozwiązaniem. Pozostaje mi mieć nadzieję, że on też z tej historii wyciągnie jakieś wnioski. Zakładając, że w ogóle będzie chciał wrócić. Jak ze mną rozmawiał przez telefon odniosłam wrażenie, że tak, ale czy nie zmieni zdania, czy mu się lewy zwój nie wywinie na drugą stronę, czy ona go nie zwiedzie w tym czasie - nie wiem.

Czyli wasze życie razem musi być ciągiem atrakcji, pozytywnych i tylko pozytywnych chwil, bodźców, zero słabości, żadnych potknięć z Twojej strony, bo jeśli nie będziesz jego „cyrkową akrobatką” choćby przez chwilę, to biduś się znudzi i zniechęci... Cóż, sama tak wybierasz i jak najbardziej usprawiedliwiasz go na całej linii wyciągając argumenty coraz to "cięższego kalibru"... Nie mój cyrk jak to mówią.

40

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

A ja widzę, że Ty cały czas zastanawiasz się, co się dzieje w jego pustej głowie- jak to określasz- jak można tak mówić o swoim facecie- nie pojmuję- zamiast zastanowić się co Ty do niego czujesz, i jak sobie wyobrażasz Wasze dalsze EWENTUALNE MAŁO PRAWDOPODOBNE życie.
Chyba się trochę jednak rozmijaliście w oczekiwaniach i nie byłaś mu tak bliska, skoro nie wiesz, co się w jego głowie dzieje.
Zrozumienie znalazł gdzie indziej, u Ciebie próbował- nie udało się, może z niczyjej winy. Zobaczył to wyraźnie i nie zrezygnuje z tamtej znajomości.
Ewentualnie jest możliwa opcja o której Anderstud pisze- że czeka na sygnał z drugiej strony, a jak go nie będzie, to wróci do Ciebie- dla Ciebie to marne pocieszenie.
Może się ze mną drogie Panie nie zgodzicie, ale wydaje mi się, ze w dłuższych związkach kobieta chce mieć dziecko ze swoim facetem, a nie odwleka tego dla kariery..albo ja nie z tego pokolenia..
Póżniej piszesz, że hulaka, taki owaki-- moze jak się trochę zastanowisz nad sobą a nie nad nim, to dojdziesz do wniosku, że wcale Ci na nim nie zależało, tak jak sobie wmawiasz..

41 Ostatnio edytowany przez aneymone (2018-01-26 23:46:52)

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy
Ela210 napisał/a:

A ja widzę, że Ty cały czas zastanawiasz się, co się dzieje w jego pustej głowie- jak to określasz- jak można tak mówić o swoim facecie- nie pojmuję- zamiast zastanowić się co Ty do niego czujesz, i jak sobie wyobrażasz Wasze dalsze EWENTUALNE MAŁO PRAWDOPODOBNE życie.
Chyba się trochę jednak rozmijaliście w oczekiwaniach i nie byłaś mu tak bliska, skoro nie wiesz, co się w jego głowie dzieje.
Zrozumienie znalazł gdzie indziej, u Ciebie próbował- nie udało się, może z niczyjej winy. Zobaczył to wyraźnie i nie zrezygnuje z tamtej znajomości.
Ewentualnie jest możliwa opcja o której Anderstud pisze- że czeka na sygnał z drugiej strony, a jak go nie będzie, to wróci do Ciebie- dla Ciebie to marne pocieszenie.
Może się ze mną drogie Panie nie zgodzicie, ale wydaje mi się, ze w dłuższych związkach kobieta chce mieć dziecko ze swoim facetem, a nie odwleka tego dla kariery..albo ja nie z tego pokolenia..
Póżniej piszesz, że hulaka, taki owaki-- moze jak się trochę zastanowisz nad sobą a nie nad nim, to dojdziesz do wniosku, że wcale Ci na nim nie zależało, tak jak sobie wmawiasz..

Ok, w kwestii kilku wyjaśnień - sytuacja trwa od kilku dni, a ponieważ przebywam na zwolnieniu lekarskim miałam masę czasu na zastanowienie się nad sobą i nad tym czy chcę go w swoim życiu. Ponieważ doszłam do wniosku, że chcę, że kocham jak cholera, że zależy mi na tym człowieku jak na nikim innym dotąd, to zaczęłam się zastanawiać o tym co myśli, co nim kieruje i analizować dwa możliwe scenariusze: wraca i nie wraca. Skąd mogę wiedzieć co się dzieje w jego głowie, skoro mi tego nie powie? Wyczuwam intuicyjnie pewne rzeczy, umiem odbierać pewne znaki, ale nie jestem jasnowidzem i, jak już mówiłam, sytuacja jest dla mnie zupełnie nowa i skomplikowana. Dla niego również, więc czy to takie dziwne, że nie wiem czego się spodziewać? Sama przekonuje się w życiu, że pewne sytuacje są dla mnie zaskakujące, a moje reakcje niekoniecznie takie jakich można byłoby się spodziewać. Zawsze powtarzałam sobie, że jak facet mnie zdradzi to jest spalony i nie ma do czego wracać, a tu proszę. Kilka przemyśleń, rachunek sumienia, emocje i wiem, że będę mogła mu to wybaczyć. Potrwa, ale wiem, że znajdę w sobie tę siłę. W przypływie adrenaliny i silnych emocji ludzie reagują różnie. A "pusta głowa"... cóż, czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas.

Co do odwlekania dziecka... Mam szansę dostać awans w pracy i zarabiać podwójnie, zwolnienie macierzyńskie to przekreśla. Nie zaczekałabyś? Oczywiście sytuacja nie jest pewna i klarowna, może potrwać, może się udać, może nie. I jeśli czytałaś wątek uważnie to mówiłam już, że ja również chciałam mieć z nim dzieci, ale dziecko to nie zakup chomika, to sprawa którą trzeba dobrze przemyśleć i zaplanować, jeśli jest się odpowiedzialnym człowiekiem i nie chce się, żeby wychowywało się w ubogiej albo rozbitej rodzinie. Niestety, tak to widzę.

Moim problemem tutaj jest to, że za bardzo go kocham, staram się usprawiedliwiać i szukać pocieszenia, zamiast dopuścić zdrowy rozsądek do głosu. Miałam momenty wściekłości, chodziłam po domu i sama się nakręcałam, że nie chcę go tutaj, że nie chcę być z kimś kto mi zadał tyle bólu, a potem zadzwonił. Mimowolnie rozjarzyłam się jak słoneczko z Teletubisiów. No, nieuleczalna ze mnie kretynka, no.

EDIT
I nie, nie próbował znaleźć zrozumienia u mnie, bo podczas gdy ja zauważyłam, że coś jest nie halo i podjęłam z nim rozmowę w wigilię - długą i szczerą, bez podnoszenia głosu i dzikich jazd, po prostu rozmawialiśmy - to wówczas nie powiedział mi o tym co się dzieje i co się święci. Nie mówił, że coś jest nie tak i coś robię nie tak, mimo, że niejednokrotnie pytałam. Ale cóż no, miał już z kim o tym porozmawiać.

42 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-01-27 00:04:51)

Odp: trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Aneymone, współczuję sytuacji.
Zdaje się, że jesteś kolejną na tym forum osobą, która PRZECENIA to jak źle i jak długo będzie się czuła po rozstaniu, dlatego decyduje się „walczyć” o związek, w którym partner złamał podstawowe zasady, na jakich buduje się związki.
Szkoda, że strach i niepewność wygrywają u ciebie z dbałością o szacunek dla siebie.

Posty [ 42 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » trudne sprawy odc 56684 - pomocy

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024