On źle zrobił, że zamiast dac sobie czas na odżałowanie byłej i psychiczne ustabilizowanie się, od razu zaczał szukać nowego związku. Powinien pobyć jakiś czas sam, a nie robić sobie z kogoś plasterek. Bo to jest egoistyczne, przynajmniej ja tak uważam. Obarczać kogoś całym tym swoim smutkiem i chcieć dzielić z kimś w zasadzie te jedne z najgorszych chwil w zyciu. Przecież mógłby troche odczekać, nie wiem, pół roku, rok, a jak trzeba to nawet jeszcze dlużej. Byleby psychika doszła do siebie i można było zaczynać relację z kimś nowym w jakimś normalnym stanie umyslu. Ale nie, bo po co cierpieć w samotności, skoro można część tego cierpienia zrzucić na kogoś
Jak ja nie mogę być szczęśliwy, to niech jeszcze zatruję humor innej osobie, co nie? 
No to teraz, skoro weszłaś w związek z facetem, który po prawdzie do żadnego zdrowego związku na ten moment się nie nadaje, to się albo przyzwyczajaj do roli podpórki i plasterka dla "biednego misia", a także pogódź się z tym, że facet jest skupiony na byłej, a nie na Tobie, albo cóż... możesz jeszcze próbowac z nim poważnie pogadać, jakoś nim potrząsnąć, spróbować uświadomić pewne sprawy... Ale też mi sie wydaje, że to pewnie niewiele da. Chociaż sprobować moze jednak warto. Choćby dla siebie samej, żebyś sobie sama mogła powiedzieć "próbowałam go uświadamiać, rozmawiałam, tłumaczyłam co robi źle. A jak nie dotarło, nie podziałało, no to cóż, zrobiłam ile mogłam dla ratowania tego, a wiecej już nic nie poradzę". Wtedy sama zobaczysz, czy nic sie nie zmienia i jeśli nie, to po prostu będziesz wiedziała, że nic już więcej nie zrobisz. Bo do budowania zwiazku to potrzeba żeby dwie osoby chciały i sie starały.
Tak że, o ile Ci zależy na tym facecie, to spróbuj może z nim jeszcze pogadać, tylko konkretnie i jasno mu wyjaśnij, co Ciebie boli i co powinien zmienić. Ale raczej nie nastawiaj sie na duże sukcesy, bo jak tu Ci już koleżanka wyżej napisała, to właśnie chodzi o te jego emocje, z którymi on sobie nie radzi, a wątpię, żeby on to potrafił zmienić samym tylko swoim "chceniem". Chyba żeby uderzał do psychologa jakiegoś? Choć to też jest praca na całe miesiące, a czasem lata nawet. Więc zanim będzie jakaś poprawa w jego myśleniu i emocjach, to ciężko powiedziec ile to potrwa.
A nie wiem czy Ty, sama mając depresję i która potrzebujesz raczej swoją psychikę traktowac dobrze, chronić ją, jesteś tu odpowiednią podpórką dla cudzej psychiki. Bo ile taka podpórka wytrzyma? Sama siebie ledwo dźwigając, a tu dodatkowy ciężar się na nią zwala... To już sama siebie znasz
Zastanów się, czy chcesz walczyć o ten związek, czy podołasz i udźwigniesz niańczenie faceta z problemami? Ja Ci nie powiem czy go masz zostawić, czy nie, bo ja Ciebie nie znam, sama powinnaś wiedzieć na ile jesteś w stanie pewne sprawy znosić i tolerować, i na ile sama będziesz komuś pozwalać. Czy masz też ochotę być taką "pielęgniarką" i pocieszycielką, która o sobie i swoich potrzebach ma zapomnieć, tylko żyć pod kogoś. Bo przecież biedny misio cierpi...