Witam..
Ja mam 24 lata mój były 26.
Byliśmy ze sobą 4 lata, w tym 3 mieszkaliśmy ze sobą zaczynając od akademika...
Mój były pochodził z rozbitej rodziny gdzie zawsze ojciec powtarzał, że nie chciał być z matką itd a w końcu ją zdradził i się rozstali... Ogólnie pochodził z innego miasta, ale dla mnie został tam gdzie studiował ..Studia się skończyły, zaczęła się praca i życie...
Z moim byłym bywało różnie wiadomo były cudowne chwile, ale też były te gorsze..
Wiem, że ja też nie zawsze byłam OKEJ - byłam powodem wielu kłótni niepotrzebnych no i pretensji, ale potem zawsze jakoś żałowałam i się godziliśmy...
Niestety mój były to facet typu - ja zawsze mam rację. Po prostu zawsze i wszędzie wiedział, że on wie wszystko najlepiej. To zawsze ja byłam powodem wielu kłótni i to zawsze ja robiłam problemy..
Niestety nie potrafił też szczerze rozmawiać o problemach w związku. Zawsze czułam, że zostaje z wszystkim sama..
Ale okej każdy ma wady.. wiadomo..
Nastał listopad. Ja zachorowałam na zapalenie jelit- wrzodziejące. Aby nie siedzieć sama w mieszkaniu, a rodziców miałam 12 km - pojechałam do rodzinnego domu.. Mój były z zawodu policjant miał praktyki i widzieliśmy się tylko na weekendy. Na początku okej przyjeżdżał do mnie, zabierał mnie nawet do mieszkania abyśmy spędzili trochę czasu sam na sam. Jednak w połowie miesiąca coś się wydarzyło... Trochę się posprzeczaliśmy, ale nikt nikogo nie wyzwał ani nic..Sama do końca nie wiem czy to była kłótnia, ale on przestał się odzywać..... Pisałam do niego dlaczego się nie odzywa... że jak nie chce to okej, ale żeby napisał POWÓD.. i jeszcze parę innych smsów. Ale on nic...cisza... przyszedł pierwszy weekend od czasu nieodzywania się...nawet nie dał znać czy przyjeżdża..
Okej.. mija drugi weekend i też cisza, ja próbowałam jeszcze pisać o co chodzi itd.. że szkoda, że nie potrafi się odezwać- ale on też olewka.
Nawet nie interesował się już moim zdrowiem. Aż w końcu pod koniec miesiąca napisałam :,, bardzo dziekuję'' a pech chciał, że akurat on przyjechał na kilka dni i zamiast odwiedzić mnie poszedł do znajomego - o czym dowiedziałam się w późniejszym terminie.
No i dostałam w nocy wiadomość od połowy miesiąca .... ,, że albo mam przyjechać zrobić mu LODA, albo mam WYPIER..''
oczywiście nie mogłam w to uwierzyć, że jak to mam wypier.. po 4 latach.. jak na początku miesiąca mówił, że mnie kocha.. trochę godności, napisałam mu, że zabiorę rzeczy następnego dnia (pewnie go to nie ruszyło bo podczas kłótni kiedyś też to powiedziałamm.. ) on znowu wyjechał nic nie odpisał, nawet nie przeprosił... To słowo stało się czynem i niestety pojechałam zabrać rzeczy... miałam dosyć tego nieodzywania się z jego strony, no i w końcu miałam wypierd.....
Okej za pare dni on wrócił już na stałe, zobaczył, że nie ma moich rzeczy- myślałam, że coś napisze! DOTRZE COŚ DO NIEGO! Jednak on 3 dni po powrocie założył już sobie konto na badoo...
Dziwne facet miał zapisane pierścionki zaręczynowe a tak mnie potraktował... Kompletnie nie rozumiem jego zachowania przez co nie mogę dojść do siebie.... Czuje, że to ja i moje pretensje zniszczyły ten związek...