Jestem z Agnieszką 4 lata po rozwodzie wiele od tego czasu sie zmieniło w naszych "oddzienych" życiach. Ja nowa praca troche zmiany w sobie, ona nowe mieszkanie, praca. Jednak od rozwodu ciągle jesteśmy razem tak na odleglosc., ale wydaje mi sie ze jednak razem. Codzienne esemesy rozmowy telefoniczne, wizyty u dzieci rozmowy z nią o wszystkim. Cały czas kocham Age i dobrze wiem czym i jak bardzo Ją zraniłem. Wiem ze tego mi nie zapomni i nie wybaczy. Ale potrafi z tym żyć. Potrafi dalej funkcjonować ze mna w takich relacjach jakie mamy teraz. Bardzo chce tego abyśmy znów byli razem dla siebie i dzieci. Jeszcze nie dawno ona tez tego chciała. I tu rodzi sie dylemat.
Od paru miesięcy ma kogos i wie że ja o nim wiem. Twierdz ze to tylko znajomość na zasadzie przyjaźni kolezenstwa. Dla mnie wygląda to inaczej. Pisują ze sobą rozmawiają przez tel. spotykają sie po kryjomu. No i tu jest drugi dylemat on jest od niej dużo starszy ma zone i dzieci i wiem ze nie opuści ich. Nie chce być zaborczy nie chce Agnieszki tylko dla siebie, wiem ze ma prawo ułożyć sobie życie od nowa, ale wiem ze nie uda to sie jej z żonatym facetem. Mówi mi ze jak jej pokaże ze naprawdę mi na niej zależy to z czasem moze będziemy razem ze on nic nie znaczy w "naszym związku" i ze ja muszę chcieć.
Ja jestem na jej prośby o pomoc w tym lub czymś innym cały czas otwarty. Chce i pomagam Jej we wszystkim. Płacę alimenty oplacam dodatkowe zajęcia syna. Uczestniczę w życiu dzieci na tyle na ile mi czas pozwala. Jestem przy nich przy dzieciach i Adze cały czas.
I tu jest pytanie o tą manipulacje.
Robię wszystko co chce Aga we wszystkim pomagam, ona ma innego ale nie wie jak sie ułoży co będzie dalej czy się im uda, więc jestem blisko pod ręką aby w razie "W" mieć dalej we mnie wsparcie.
Co mam o tym myśleć jak dalej żyć kocham Ją bardzo i chce dla niej dobrze.
Jestem z Agnieszką 4 lata po rozwodzie wiele od tego czasu sie zmieniło w naszych "oddzienych" życiach.
Wspomnienia o złych chwilach wyblakły i chciałbyś znowu spróbować. Rozwodu ludzie nie biorą bez powodu tak samo ślubu....pamiętaj...
Ja nowa praca troche zmiany w sobie, ona nowe mieszkanie, praca. Jednak od rozwodu ciągle jesteśmy razem tak na odleglosc., ale wydaje mi sie ze jednak razem.
Wydaje Ci się
Codzienne esemesy rozmowy telefoniczne, wizyty u dzieci rozmowy z nią o wszystkim. Cały czas kocham Age i dobrze wiem czym i jak bardzo Ją zraniłem. Wiem ze tego mi nie zapomni i nie wybaczy. Ale potrafi z tym żyć. Potrafi dalej funkcjonować ze mna w takich relacjach jakie mamy teraz. Bardzo chce tego abyśmy znów byli razem dla siebie i dzieci. Jeszcze nie dawno ona tez tego chciała. I tu rodzi sie dylemat.
Czyżby doszło do zdrady? uważam, że potrafi żyć w takiej "relacji" z Tobą ze względu na dzieci..
Od paru miesięcy ma kogos i wie że ja o nim wiem. Twierdz ze to tylko znajomość na zasadzie przyjaźni kolezenstwa. Dla mnie wygląda to inaczej. Pisują ze sobą rozmawiają przez tel. spotykają sie po kryjomu. No i tu jest drugi dylemat on jest od niej dużo starszy ma zone i dzieci i wiem ze nie opuści ich.
Znajomość na zasadzie przyjaźni - dobre sobie
dlatego spotykają się jak to napisałeś "po kryjomu". Mówiąc Tobie prawdę, że weszła z nim w głębsza relacje , sprawiła by że nie było by już codziennych smsów,rozmów i pomocy/skakania wokół niej. Duże prawdopodobieństwo, że są FF.
Nie chce być zaborczy nie chce Agnieszki tylko dla siebie, wiem ze ma prawo ułożyć sobie życie od nowa, ale wiem ze nie uda to sie jej z żonatym facetem. Mówi mi ze jak jej pokaże ze naprawdę mi na niej zależy to z czasem moze będziemy razem ze on nic nie znaczy w "naszym związku" i ze ja muszę chcieć.
Nie znam waszego powodu rozwodu, ale jesteś tu furtką , którą czasem naoliwi tekstem "może będziemy razem".
Ja jestem na jej prośby o pomoc w tym lub czymś innym cały czas otwarty. Chce i pomagam Jej we wszystkim. Płacę alimenty oplacam dodatkowe zajęcia syna. Uczestniczę w życiu dzieci na tyle na ile mi czas pozwala. Jestem przy nich przy dzieciach i Adze cały czas.
Pamiętaj chociaż byś nie wrócił do Agi i ona nawet jakimś cudem związała się z tamtym facetem to dzieci muszą być dla Ciebie priorytetem.
I tu jest pytanie o tą manipulacje.
Robię wszystko co chce Aga we wszystkim pomagam, ona ma innego ale nie wie jak sie ułoży co będzie dalej czy się im uda, więc jestem blisko pod ręką aby w razie "W" mieć dalej we mnie wsparcie.
Co mam o tym myśleć jak dalej żyć kocham Ją bardzo i chce dla niej dobrze.
Rada na koniec.... zacznij żyć... nie siedź na dupie i nie czekaj na to czy wróci czy nie... dbaj o dzieci ale i siebie. Nie możesz orbitować cały czas wokół byłej żony...
Nie ani ja ani ona nie zdradzilismy sie nawzajem. Nie byłem takim mężem i ojcem jakim mialem być.
Czy manipulacją jest dawanie komuś nadziei, trzymanie go jako koło zapasowe(w razie gdyby z innym nie wyszło, tudzież: skończyło się)?
Jak myślisz?
Markuss88 mądrze pisze.
Nie potrafię przejść obojętnie obok niej będąc u dzieci. Ale nie chce być tym drugim zapasowym. Jakoś nie bardzo przeszkadza mi to ze jestem sam. A co do dzieci to zawsze mówiła i mówi mi ze mam lepszy kontakt z nimi niż z Nią.
Najwyraźniej kochasz za dwoje, a to się nie może udać.... nie dawaj więcej niż sam otrzymujesz od byłej żony.... bo mimo że nie chcesz być kołem zapasowym to aktualnie jesteś. Życzę Ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że święta spędzisz w rodzinnej atmosferze.
Niestety wigilię spedzam u niej. Z jednej strony dobrze bo z dziećmi z drugiej strony Ona.
I nadszedł ten dzień. Ostatnie dwa tygodnie byłem ciągle po pracy u Niej z dziećmi. Chodziła na popołudnie do pracy a maludy były na zmianę chore. Opiekowałem sie dziećmi, pomogłem posprzatac dom na swieta w przygotowaniach do wigili. Po pracy kolacja dla niej lub obiad. Pomoc w dekorowaniu na swieta. Codziennie do 11 / 12 wieczorem u Niej byłem. Nie wiem jak ogarne dzisiejszy dzień nie potrafię nie spojrzeć na Nią i nie widzieć w Niej tego co czuje. Tego nie idzie ogarnąć z mojej strony esek na dziendobry i dobranoc to normalność , chęć rozmowy bycia z Nią. Jak to zdusić w sobie jak nie być tylko pomocną dłonią. Nie zrozumcie mnie źle, chce jej pomagać być dla dzieci i z dziećmi. Ale to mnie coraz bardziej wypala, wiem ze faceci tez uronią łzę, ale ja ostatnio wręcz rycze. Jak to zmienić jak pogodzić wszystko ze sobą jak żyć z dziećmi dla dzieci, ale bez Niej?
Z drugiej strony "bez Niej" dla Agi moze znowu znaczyć ze sie poddalem i ze tylko
tak mówiłem ze ją kocham? Że to znów puste słowa.
Wszystkim na forum i każdemu z osobna życzę, zdrowych i spokojnych świąt, aby minęły w ciepłym rodzinnym lub przyjacielskim gronie.
Z drugiej strony "bez Niej" dla Agi moze znowu znaczyć ze sie poddalem i ze tylko
tak mówiłem ze ją kocham? Że to znów puste słowa.
Rozumiem, że ona też się nie poddała i walczy o WAS, o jakąś namiastkę rodziny ?! czy po prostu jest wygodnicka i jej tak lepiej, że wpadniesz ogarniesz wszystko ?
Chłopie wesołych i spokojnych świąt, niech ten czas będzie dobrym momentem dla Ciebie na przemyślenia dokąd zmierza Twoje życie i czy jesteś oby na dobrym kursie.
? ? ?
Wiesz to wygląda, że ona w Tobie widzi przede wszystkim ojca Waszych dzieci i pomocną dłoń. W pewnym stopniu na pewno Cię wykorzystuję no i ten klasyk: jestem z kimś ale to nic nie znaczy, ale jak będziesz się starać to będę z Tobą... Sam przyznasz, że brzmi to śmiesznie..
Raczej jesteś kołem zapasowym albo po prostu kimś do pomocy.
Chce być ojcem naszych dzieci i byłem mam nadzieje. Mysle cały czas nad tym jak pozbyć sie tego bólu gdy Ją widze słyszę.
To jest najtrudniejsze, to najbardziej mnie trapi często widuje i jestem u dzieci. I z tego powodu nie moge jej nie widywać.
Na początek przestań do niej pisać na dzień dobry i dobranoc. Dzieciaki możesz zabierać do siebie. Jeśli nadal będziesz do niej codziennie zaglądał- niczego tym nie zdusisz. Odnoszę wrażenie, że ona wykorzystuję Twoja dobroć i fakt, że jesteś w nią zapatrzony.
Poddałeś? Ha, ha, dobre. Po prostu odpuścisz, skoro Twoje starania nic nie dają. Gdybyście się mieli zejść, pewnie już byście się zeszli.
Zdrowych i Wesołych Tobie również
14 2017-12-24 11:12:00 Ostatnio edytowany przez mari0 (2017-12-24 11:16:08)
Chce być ojcem naszych dzieci i byłem mam nadzieje. Mysle cały czas nad tym jak pozbyć sie tego bólu gdy Ją widze słyszę.
To jest najtrudniejsze, to najbardziej mnie trapi często widuje i jestem u dzieci. I z tego powodu nie moge jej nie widywać.
Wiesz 4 lata od rozwodu to długi okres. 4 lata temu to ja poznawałem swoją żonę z którą aktualnie się rozwodzę i wydaje się to być bardzo dawno temu
Nie przerobiłeś tego rozstania, nie wyciągnąłeś wniosków i wciąż Twoje życie uzależnione jest od niej. W Twoim przypadku jest to rzeczywiście trudne bo macie wspólne dzieci ale z drugiej strony tak jak pisała autorka posta wyżej sms-ki na rano i dobranoc i spotykanie sie u niej nie poprawiają sytuacji.
Wesołych Świąt również życzę ![]()
15 2017-12-24 13:15:23 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2017-12-24 13:15:56)
... wiem ze ma prawo ułożyć sobie życie od nowa, ale wiem ze nie uda to sie jej z żonatym facetem.
Nic Ci do tego.
Ja jestem na jej prośby o pomoc w tym lub czymś innym cały czas otwarty. Chce i pomagam Jej we wszystkim.
To przestań. Jedyna pomoc z Twojej strony, powinna tyczyć się dziecka. Co do Twojej osoby to czas ruszyć dalej.
Chce być ojcem naszych dzieci i byłem mam nadzieje. Mysle cały czas nad tym jak pozbyć sie tego bólu gdy Ją widze słyszę.
To jest najtrudniejsze, to najbardziej mnie trapi często widuje i jestem u dzieci. I z tego powodu nie moge jej nie widywać.
Być może w Jej zachowaniu doszukujesz się "znaku", którego Ona Ci nie daje tylko chce utrzymywać dobre relacje z ojcem Jej dzieci?
Może tu jest problem? Ona nie zdaje sobie sprawy z Twoich uczuć?
Nie doczytałam się, abyś powiedział Jej jak się w tej całej sytuacji czujesz... dla mnie to typowa sytuacja friendzone: jedna strona widzi w drugiej przyjaciela, a druga wręcz przeciwnie. Zatem ktoś mimowolnie będzie ranił. Powodem jest brak szczerości i podejście "domyśl się" - masz problem to porozmawiaj
.
17 2017-12-25 02:29:59 Ostatnio edytowany przez blady1979 (2017-12-25 02:42:29)
Dobrze wie co do niej czuje i nie raz o tym ostatnio rozmawialismy. Lecz kończy sie tak samo ona potrzebuje czasu.
Lecz ten czas mnie dobija.
Nie potrafię być friend dla kogos kogo kocham.
Źle napisałem. Jestem może za bardzo przyjacielem bo chce dla Tej jedynej osoby jak najlepiej.
Po wigili dzis z dziećmi i jej rodzicami nie było widać z zewnątrz ze to tylko przyjaźń. Nawet dzieci widziały cos więcej niż tylko tata przyszedł do nas. Syn stwierdzil ze dawno nas takich nie widział i jest mu z tego powodu miło i jeszcze bardziej cieszy sie z świąt.
Dobrze wie co do niej czuje i nie raz o tym ostatnio rozmawialismy. Lecz kończy sie tak samo ona potrzebuje czasu.
Lecz ten czas mnie dobija.
Nie potrafię być friend dla kogos kogo kocham.
Źle napisałem. Jestem może za bardzo przyjacielem bo chce dla Tej jedynej osoby jak najlepiej.
Po wigili dzis z dziećmi i jej rodzicami nie było widać z zewnątrz ze to tylko przyjaźń. Nawet dzieci widziały cos więcej niż tylko tata przyszedł do nas. Syn stwierdzil ze dawno nas takich nie widział i jest mu z tego powodu miło i jeszcze bardziej cieszy sie z świąt.
To wóz, albo przewóz
. Jeśli Ona nie chce podjąć decyzji to Ty zamiast narzekać zrób to.
Podjąć decyzje jest łatwo gdy obydwie strony dokładnie wiedza czego chcą. Tym razem jedna strona robi wszystko by bylo dobrze druga jest w zawieszeniu.
Aga stara sie być mila dla mnie pozwala sie piescic całować, ale jednak zachowuje dystans chce abym dal jej czas na to abym pokazał ze mi zależy.
Ten czas miała zawsze ciągle byłem i jestem obok. To nie jest tak ze żyje tylko marzeniem o niej i na niczym innym mi nie zalerzy. Mam prace znajomych. Często sie z nimi widze i spotykamy. Hobby swoje tez mam. Lecz to wszystko jest nie pełne bez Niej i dzieci.
Juz wczesniej o Nia walczylem i wczesniej chciałem być z moja rodzina razem. Teraz gdy miała romański czy jak to tam nazwać. Twierdzi ze robie to tylko dla tego bo niby z kimś była ze jak by nie to to ja bym był w zawieszeniu.
20 2017-12-25 14:31:18 Ostatnio edytowany przez mari0 (2017-12-25 14:32:10)
Wybacz za szczerość ale ta sytuacja jest trochę chora. Niby jesteście po rozwodzie, niby się teraz rozumiecie, spędzacie ze sobą dużo czasu, niby ona też coś chce ale potrzebuje czasu.. wszystko mam wrażenie wszystko jest takie niby.
Znacie się wiele lat, rozstaliście się 4 lata temu to kupa czasu a babracie się w tym jakbyście się poznali 2 miesiące temu.
Postaw sprawę jasno i idź albo w prawo albo w lewo bo to na prawdę jest chore i prędzej czy później wykończy Cie to psychicznie. Sam wczoraj napisałeś:
Ale to mnie coraz bardziej wypala, wiem ze faceci tez uronią łzę, ale ja ostatnio wręcz rycze.
21 2017-12-25 18:27:38 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-12-25 18:29:25)
Podjąć decyzje jest łatwo gdy obydwie strony dokładnie wiedza czego chcą. Tym razem jedna strona robi wszystko by bylo dobrze druga jest w zawieszeniu.
Zawsze jest łatwo podjąć decyzję jeśli ktokolwiek wie czego oczekuje - jak ma to wszystko wyglądać. To nie jest tak, że jedna osoba zwodzi, a druga biedna zmuszona jest czekać. Ta druga strona ma wolną wolę i może kiedy tylko chce postawić wyraźną granicę w relacji. Ty natomiast nie chcesz tego zrobić. Żyjesz oczekiwaniami, czyli zmianą Jej podejścia i masz pretensje, że tego nie robi. Moim zdaniem pretensje możesz mieć tylko do siebie, że nie potrafisz jasno zareagować na Jej podejście.
Tutaj zarówno Ty jak i Ona robicie sobie krzywdę. Ona nie wie czego chce, a Ty swoją postawą pokazujesz że jesteś w stanie tak żyć.
Aga stara sie być mila dla mnie pozwala sie piescic całować, ale jednak zachowuje dystans chce abym dal jej czas na to abym pokazał ze mi zależy.
Ten czas miała zawsze ciągle byłem i jestem obok. To nie jest tak ze żyje tylko marzeniem o niej i na niczym innym mi nie zalerzy. Mam prace znajomych. Często sie z nimi widze i spotykamy. Hobby swoje tez mam. Lecz to wszystko jest nie pełne bez Niej i dzieci.
Juz wczesniej o Nia walczylem i wczesniej chciałem być z moja rodzina razem. Teraz gdy miała romański czy jak to tam nazwać. Twierdzi ze robie to tylko dla tego bo niby z kimś była ze jak by nie to to ja bym był w zawieszeniu.
Jesteście strasznie zagubieni. Z jakiś powodów nie ufa w Twoją przemianę (wcześniej napisałeś, że odeszła, bo nie potrafiłeś być odpowiednim ojcem i mężem). Tutaj nikt z forum Ci nie pomoże to są Wasze bardzo osobiste podejścia.
Chyba nie potrafisz doszukać się Jej oczekiwań. Może zaproś Ją na kawę i pozwólcie sobie na chwilę refleksji nad Waszym życiem. Czego Ona oczekuje i co Ty oczekujesz.
Wybacz za szczerość ale ta sytuacja jest trochę chora. Niby jesteście po rozwodzie, niby się teraz rozumiecie, spędzacie ze sobą dużo czasu, niby ona też coś chce ale potrzebuje czasu.. wszystko mam wrażenie wszystko jest takie niby.
Znacie się wiele lat, rozstaliście się 4 lata temu to kupa czasu a babracie się w tym jakbyście się poznali 2 miesiące temu.
Postaw sprawę jasno i idź albo w prawo albo w lewo bo to na prawdę jest chore i prędzej czy później wykończy Cie to psychicznie. Sam wczoraj napisałeś:Ale to mnie coraz bardziej wypala, wiem ze faceci tez uronią łzę, ale ja ostatnio wręcz rycze.
Osobiście w Jej zachowaniu widzę zawód. Tzn. jest uczucie, ale musiała poważnie zawieść się na Nim i teraz nie chce szybkiego powrotu. Nie robi dobrze, bo jeśli chcą odbudować związek to razem.
Na pewno się na mnie zawiodła i nigdy przed nikim tego nie negowałem. Rozwód nie był potrzebny przypuszczam ,starczyłaby separacja ,mielibyśmy czas na przemyślenie swych zachowań.Lecz nie mogłem na Niej tego wymóc , tylko rozwód w tym czasie Ją interesował, tylko i wyłącznie.Mało tego miał być i był z mojej winy.Wiele osób razem z Agą znamy nawet w rodzinie mamy osoby po rozwodzie ale bez orzekania o winie, wszyscy chcieli jak najszybciej załatwić tę sprawę, wiadomo winę trzeba udowodnić.Sprawy mogą się ciągnąć w nieskończoność.Aga miała tylko jeden cel dostać rozwód i już.Bez patrzenia w przeszłość przyszłość na nic.Na drugiej rozprawie w ciągu dwóch i pół miesiąca była wolna.Zgodziłem się na moją winę i wszystko co sąd zasądził.Wtedy dopiero ujrzałem Ją zadowoloną, przed rozwodem miałem utrudniane widzenia z dziećmi , każdy mój krok ,każde me słowo każdy czyn był brany i uważany za atak na Nią za utrudnianie we wszystkim.Jej znajomi rodzina byli za Nią ona miała w każdym pomoc, ja byłem sam i nie zawalczyłem.Teraz po czterech latach mi to wypomniała NIE WALCZYŁĘŚ. Lecz chwile po rozwodzie wszystko się zmieniło to ja miałem znajomych i osoby które pomagały mi się pozbierać wyjść jakoś na prostą,u Niej wprost przeciwnie znajomości ,przyjaźnie POMOCNE osoby przy rozwodzie zaczęły się wykruszać.Zastała rodzina ,dzieci i JA ten zły. Dla tego piszę Wam drodzy forumowicze że zawsze od rozwodu byłem w Jej życiu .Dla niej dla dzieci.Gdy prawie wszystkich straciła nie miała nikogo z kim mogła pogadać ,wyżalić się ,wyryczeć byłem ja.Moje twierdzenie że mieszkaliśmy oddzielnie ,a żyliśmy prawie razem właśnie tym popieram.To właśnie była ta separacja która miała być od początku.Teraz gdy teoretycznie nie byliśmy RAZEM i nie było mowy o tym że mnie zdradziła z nim ,gdy powiedziałem jej że wiem i przeczuwam co się święci, to znów jestem ten zły. Bo znów nie zrobiłem tego czy tamtego, że znów robię coś na pokaz czy aby jej utrudnić.Że od razu rozpowiem wszystkim o tym i bedzie miała kłopoty.Mogłem to zrobić znam tego gościa znam jego żonę dzieci.Co to by zmieniło jeszcze więcej osób na tym by ucierpiało.Znów stwierdziła że nie myślała że tak postąpie że inny by się zemścił lub coś.Rozmawialiśmy o tym flircie romansiku czy jak to jeszcze inaczej nazwać,rozmowa była ciężka ale na temat ICH i Jej życia nie było rozmowy wtedy o Nas.Teraz jak rozmawiamy o Nas jestem znów postrzegany jako osoba niosąca pomoc a nie wróg, znów tylko mnie ma aby o tym rozmawiać.Wychodzę z założenia że jestem Jej jedynym Przyjacielem i powiernikiem . Przyjaźń i empatia do drugiej osoby jest bardzo ważna lecz u mnie jest jeszcze ta bezwarunkowa miłość do Agi i do dzieci.U Niej na pewno też jest ta przyjaźń bo inaczej by mi nie mówiła tego wszystkiego tylko nie wie jak określić czy jak nazwać to co czuje do mnie.Mówicie abym odizolował się od Niej. Nie potrafię zostawić PRZYJACIELA lub nazwijcie sobie Ją jak chcecie, nie umiem nie pomóc.Taki jestem dla każdej osoby którą darzę mianem przyjaciela.Czy przez to cierpię i będę cierpiał trudno widać właśnie to jest mi pisane.
Dziękuję za Wasze wsparcie za trud jaki włożyliście w czytanie mych wypocin,lecz jednak pozostanę w swoim toku myślenia i tym co robię bo uważam że tak trzeba. Jeszcze raz życzę Wszystkim spokojnych zdrowych i pogodnych świąt , dorzucę teraz jeszcze szczęśliwego nowego roku.
Dziękuję za Wasze wsparcie za trud jaki włożyliście w czytanie mych wypocin,lecz jednak pozostanę w swoim toku myślenia i tym co robię bo uważam że tak trzeba.
Masz do tego absolutne prawo. To Twoje życie i nikt za Ciebie go nie przeżyje. Daj czasem znać co u Ciebie i jak się miewają sprawy. Życzę wszystkiego dobrego! ![]()
Jesteś przykładem rogacza pozamałżeńskiego. Robisz za ojca dzieci i przyjaciela byłej żonki, która w tle seksuje się z żonkosiem. Ona jest zaspokojona w każdym względzie. Piękny układ.
Zrobiłeś kolego jeden podstawowy błąd życiowy. Z byłymi nie rozmawiamy, stosunki ograniczamy tylko do dzieci. Co pozwala przejść żałobę po rozwodową i powrót do normalnego życia. Otwarcie na związki z innymi kobietami.
A tu mamy rozkminy zakochanego rogacza, który dusi się w oparach swojej naiwności i złudzeń.
Odniosę się do pytania, jakie postawiłeś w tytule swojego wątku; "Czy to manipulacja?"
Moim zdaniem - tak. Twój ostatni post wiele mówi o zachowaniu Twojej żony i jej stosunku do Ciebie.
Nie wiem, co takiego zrobiłeś, że sąd orzekł Twoją winę, jako przyczynę rozwodu, ale zastanawiam się, czy już wtedy nie podłożyłeś się dla świętego spokoju, tylko po to, żeby nie stracić szansy na ewentualne, ponowne zejście się.
Chciałeś separacji, a ją satysfakcjonował tylko rozwód z orzeczeniem Twojej winy i zanim do tego doszło, żona utrudniała Ci kontakt z dziećmi!
Już wtedy Tobą manipulowała. Od 4 lat!, żyjesz w zawieszeniu, pod dyktando żony. Pozbawiła Cię nawet prawa do swobody wypowiedzi, bo gdy tylko poruszasz temat dla niej niewygodny, "stajesz się zły i utrudniasz jej życie".
Tak, pozwoliłeś zmanipulować się i sprowadzić do roli pieska na uwięzi uczuć. Jej wolno żyć pełnią życia, romansować, cieszyć się wolnością, Tobie wolno służyć.
Obawiam się, że gdybyś zaczął spotykać się z inną kobietą, zemsta nastapiłaby szybko, oczywiście w postaci utrudnionego kontaktu z dziećmi.
4 lata, to naprawdę wystarczający okres czasu, żeby się określić, tymczasem Twojej żonie taka sytuacja odpowiada i myślę, że ona nie ma zamiaru niczego zmieniać.
Jest bardzo pewna siebie i Ciebie.
Nie sądzę, żeby zaczęła się o Was starać, gdybyś np zdystabsował się, predzej obarczyłaby Cię winą i zarzuciła górą pretensji, a przecież teoretycznie jestes wolny.
Nawet, jeśli jakimś cudem dopuściłaby Cię do siebie, to Twoja pozycja w domu byłaby nie do pozazdroszczenia.
Współczuję Ci tego niszczącego Cię uzależnienia i życzę, żebyś w końcu przejrzał na oczy.
Odnoszę wrażenie, że swoją decyzję przykryłeś płaszczykiem "w imię przyjaźni"- Twoje prawo. Sęk w tym, że przyjaciele nie myślą tylko o sobie, nie manipulują i potrafią też wysłuchać, dawać (pomoc, czas), a czasem urwać kontakt, kiedy widzą, że druga strona się męczy.
Pozostaje mi życzyć: powodzenia i wszystkiego dobrego
czasem tylko napisz, co u Ciebie.
Niech wczorajszy szampanski nastrój trwa kolejne 365 dni, a Nowy Rok niech Wam da pełnię szczęścia, a do tego ogrom zdrowia by to szczęście udźwignąć.
Wszelkiej pomyślności życzy Blady.
Myślałem że tak szybko tu nie wrócę ale los jednak co do mojej osoby ma inne plany.
Kilka dni przed sylwestrem będąc jak zwykle u dzieci po południu bo Aga była na popołudnie w pracy. Dostałem od Niej esemesa ze gdy wróci to czy mógłbym zostać troche dluzej bo chciała by porozmawiać. Wie ze mialem inne plany, ale bardzo Jej zależy. Zostałem jak zwykle dostała gotową kolacje i ogarnięty dom. Gdy dzieci juz spały zaczęła prosto z mostu rozmowę o nim. Ze od dłuższego czasu a dokładnie od czasu gdy "życzyłem" Jej szczęścia na nowej drodze w nowym związku, to w ich relacjach zaczęło sie psuć. Twierdzi że byli bardziej bliskimi przyjaciolmi niż parą ze Ona nie chciała być tak bardzo blisko z nim jak on by chciał i od tego właśnie czasu chciała tylko od niego znajomości na zasadzie przyjaźni i tylko przyjaźni. Zgodził się bo wie ze nic nie może jej zaoferować że nie odejdzie od żony. Ta "Przyjaźń" trwała 2 miesiące i zaczął jej robić wymowki mieć pretensje. W dzień mojej rozmowy z Agą od rana przez jeden niedopowiedziany, nie dopisany esemesa z Jej strony stał sie dla niej nie miły a wręcz wredny. Pokazała mi wszystkie eski z tego i poprzednich dni. Powiedziała o co jej chodziło w tym esemesie do niego i spytała jak ja to widze. Poprosiła bym z Nią o tym porozmawiał ze zależy Jej na mojej opinii. To był czwartek wieczór, przegadalem z Nią o tym do 3 rano. W piątek od rana pisała do mnie co on Jej pisze co ona mu odpisuje jak to widzę co ma mu napisać i w ogóle. Wieczorem znów byłem u dzieci i znów gdy wróciła rozmawialiśmy o tym do 2 czy 3 rano. W sobotę powtórka poprzednich dni. Za każdym razem starałem się jakoś pomóc ale wiele razy mówiłem że ja nie jestem odpowiednią osobą aby jej doradzać w kwestii ich "związku / przyjaźni". Twierdziła że tylko ze mną może i chce o tym porozmawiać. W sylwestra jak co roku byłem puszczać z dziećmi fajerwerki. Gdy Je odprowadziłem byli juz u niej jej rodzice. Poprosiła bym został. I tak spędziłem sylwestra z Nią dziećmi i bylymi teściami. Była bardzo miła i troskliwa nic nie musiałem robić wszystko robiła za mnie skakala w koło mnie, dzieci i rodziców jak w ukropie. Gdy tylko była okazja tulila sie i okazywała potrzebę abym i ja ją tulił i całował. Tak minął Sylwester dzieci poszły spać koło 3 teście też poszli do domu. Zostałem z Nią sam. Juz w tym nowym roku dostałem od niej jeszcze dokładke tego co robiła przez caly poprzedni wieczór. Bylo bardzo namiętnie i dziko. Poprosiła bym został na resztę nocy. Że dzieci ucieszą sie gdy będę z nimi od rana że Ona chce tego bardzo. Poszedłem jednak do siebie. Dziś od rana eski od Niej jak sie czuję jak wspominam poprzedni wieczór i noc. Kiedy przyjdę bo Ona i dzieci juz chcą abym przyszedł.
Od Nowego roku nowy a może ten sam dylemat. Czym to wszystko było, czym to wszystko jest?
Kolejny dzień minął na rozmowach. Tym razem odbyły sie one na moich zasadach.
Poszedłem po dzieci aby jak co roku iść z nimi na koncert noworoczny. Też chciała iść z nami. Za moja namową została w domu z zadaniem. Miała pomyśleć czym był ich związek dla niej, czym był ich związek dla niego,a na koniec czym lub kim w tym wszystkim byłem ja.
Koncert niecała godzina spacer z dziećmi druga godzina. Telefon od Niej z prośbą abym jeszcze nie wracał z dziećmi do domu bo nie chce aby widziały ja w takim stanie. Glos jej się łamał płakała "ryczala", nie szło jej zrozumieć. Wizyta u mojej matki, wizyta u jej rodziców. Maludy 5 godzin po za domem. Eska ze sie ogarnęła i możemy wracać.
W domu na stole kolacja, chata ogarnięta, ona odświeżona i wystrojona.Dzieciaki w szoku ja w szoku. Dziewiątą wieczorem wszystko posprzątała maludy rano juz do szkoły wiec też zostały wydelegowane do spania.
Pierwszy raz w życiu dostałem kwiaty od kobiety. Cztery białe róże. Takie jaki lubię i takie hoduje. Na każdej róży liścik w każdym lisciku przeprosiny. Za rozwód, za brak wiary we mnie, za próby utrudniania mi życia. Czwarty był prawie pusty " przepraszam za to wszystko co tu wpiszesz". Zaprowadziła mnie do garderoby w jej sypialni w połowie pustej, powiedziała ze to miejsce na moje rzeczy, zresztą wszędzie w mieszkaniu były jakieś puste miejsca przygotowane dla mnie.
Rozmowa była krótka tym razem. Powiedziała ze potrzebowała osoby która będzie dla niej przyjacielem, kochankiem, wszystkim tym czym w naszym związku to gdzieś umarło, zanikło. On natomiast chciał tylko jednego. Nic wiecej od niego nie otrzymała.
Moje miejsce w tym wszystkim opisała krótko. Jedyna osoba której jeszcze na wszystkim zależało jedyna osoba która cokolwiek próbowała zmienić.
Resztę wieczoru i troche nocy spedziliśmy na kanapie. Tylko wtuleni bez żadnego slowa w ciszy. W nocy poszedłem do siebie nie próbowała mnie zatrzymać, powiedziała tylko że kocha i chce abym wypełnił te puste przeszczenie sobą.
Mam teraz okazje aby znów uczestniczyć w ich życiu. Pewnie z niej skorzystam lecz nie wejdę tam tak z marszu. Będę siebie wprowadzał tam cząstkami.
Mi się wydaję, że z tamtym nie wyszło (o czym prowadziliście godzinne debaty), więc zdecydowała się na Ciebie. Jestem pod wrażeniem jej zagrywek- niezła jest. I jeszcze te róże.
Sorry, ale właśnie tak to widzę, a mogę się mylić- jak jest to tylko ona wie.
Co nie zmienia faktu, że życzę Ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku i oby było po Twojej myśli ![]()
Jest niezła i powiedziałem jej że za to zagranie dostała by Oskara lub inną równorzędną nagrodę. Nie była z tego zadowolona i się popłakała. Ale tez to tak odczułem. Czy im nie wyszło? Na pewno ten "związek" był już na samym początku skazany na porażkę. Znam charakter Agi i wiem czego oczekiwała po takim związku. W żaden sposób jej nie chce wybielać zrobiła co zrobiła. Czy chce teraz ze mną być tylko dla tego ze nic nie wyszło? Pewnie w jakimś sensie tak. Nie powiedziałem definitywnie tak wprowadzam się w twoje życie od nowa.Zostawiła otwarte drzwi mam przyzwolenie na to, lecz to ja o tym zdecyduje. Nie chcę tego spieprzyc wiec wszystko rozciąganie się w czasie. I ja i ona będziemy mieli dużo rzeczy do przemyślenia i rozważenia wszystkie za i przeciw. Ja oprócz tęsknoty za Nimi i miłości do nich jeszcze nic w jej mieszkaniu nie zostawiłem.
Jestem pod coraz większym wrażeniem. Rozpłakała się? Kolejna dobra zagrywka.
Miłość i tęsknota- bardzo dużo u nich zostawiłeś.
Przemyśl temat, aby nie było tak, że za jakiś czas pozna innego pana i stwierdzi, że jednak jesteście (Ty i ona) przyjaciółmi. Pośpiech nie jest więc wskazany.
Przemyśl temat, aby nie było tak, że za jakiś czas pozna innego pana i stwierdzi, że jednak jesteście (Ty i ona) przyjaciółmi. Pośpiech nie jest więc wskazany.
Temat juz dawno temu przemyślałem i tak jak napisałem już wcześniej nie wprowadzam się do niej już od razu. Trochę to potrwa. Pewnie jako dla mnie "samca" było by to na rękę miałbym wszystko na miejscu. Dom, dzieci,, rodzinę, kobietę do wiadomych celów.
Jednak są w tym wszystkim nasze dzieci, to one znów najbardziej by ucierpiały na takim moim i jej zachowaniu. Jak na razie jest dla nich lepiej że rodzice ze sobą rozmawiają chcą być ze sobą. Boli bardzo gdy od dawna słyszy się pytanie tato kiedy z nami znów zamieszkasz?
Wiem ze nigdy człowiek nie może być pewny przyszłości że życie ma dla niego uszykowane niezliczone ilości kłód i wiader zimnej wody. To jednak nie znaczy ze nie ma się mieć nadzieji na lepsze jutro. Na to że było tak, a nie inaczej na to że jednak może być lepiej.
To co u Nich w domu pozostawiłem, tę tęsknotę i miłość do nich, to było to dawno temu gdy tylko Aga odeszła. Miłość do Agi we mnie była i jest nadal, nie idzie jej się tak pozbyć z serca. Czy jest ona taka jak przed ślubem w czasie gdy się poznalismy, czy taka jak w czasie małżeństwa, czy taka jak po rozwodzie? Nie za każdym razem jest była i będzie inna lecz jedna rzecz w tej miłości zostanie taka sama. Dla mnie jest to takie ziarenko miłości gdzie kiedyś tam w człowieku się ulokowało. Przeszło juz ono wiele dało plony, było koszone, podlewane, deptane a ono ciągle w człowieku jest. Nie wiem może źle myślę ale nie można kogoś przestać kochać. Obojętnie co się nie stanie to ziarno da kiedyś znać o sobie w ten czy inny sposób. To ziarno ma jeszcze jedna ważna cechę to ono niesie ze sobą tę tęsknotę. Można się do wielu rzeczy i osób przyzwyczaić, lecz niektóre osoby, miejsca i rzeczy są dla człowieka ważniejsze to właśnie przez to co ma się w sercu.
blady ja bym za wiele nie kombinował, bo przekombinujesz, pamiętaj że druga strona , też może jednak swoje starania odpuscić. Jeśli jesteś w stanie tak żyć , sprawia ci to szczęście. To porwij sieuczuciu. Podobno mało zwiazków po czymśtakim wraca do siebie , ale te którym sieuda są dużo mocniejsze, czego wam życzę.
Po pierwsze, nie przeciągaj struny .....jeśli chcesz wrócić to zrób to.
Po drugie sprwawdź czy była nie jest w ciąży.....bo licho nie śpi :-)
blady ja bym za wiele nie kombinował, bo przekombinujesz, pamiętaj że druga strona , też może jednak swoje starania odpuscić. Jeśli jesteś w stanie tak żyć , sprawia ci to szczęście. To porwij sieuczuciu. Podobno mało zwiazków po czymśtakim wraca do siebie , ale te którym sieuda są dużo mocniejsze, czego wam życzę.
Wiem że trudno jest odbudować związek. Wiem także z życia ze jest to możliwe. Osobiście znam takie osoby i średnia powrotów do siebie jest wręcz powalająca 5 na 6. Wygraly związki z dłuższym stażem. Nie chcę tego brać za pewnik tylko odnośnik że można. Czy mi, inaczej czy Nam się uda ? ? ? Czas pokaże. Nie kombinuje nie przeciagam struny chce powrotu i pewnie to nastąpi niebawem, lecz tak jak piszecie tu na forum wszystko trzeba brać pod uwagę.