Proszę o pomoc w ukierunkowaniu mojego myślenia i tego co mogę zrobić.
studiuję na 5 tym roku studiów, od drugiego roku spotykam się sporadycznie z dziewczyną z grupy, nie uprawiamy seksu ale wszystkie inne rzeczy, całej historii nie będę pisał ale dziewczyna się bardzo szanuje, ma poukladane w głowie i mógłbym sobie za nią uciąć rękę.
Niestety ja ile razy próbowałem coś z nią stworzyć to zawsze rezygnowałem, mówiłem że nie jestem gotowy, że dobrze mi z nią tak jak jest i nie chce się zobowiązywać, możliwe że bylo to spowodowane wcześniejszym związkiem w którym byłem zdradzany.
Było tak parę razy i podziwiam że na przestrzeni tych lat zawsze chciała do mnie wracać. Przez moje pózniejsze rezygnowanie zawsze cierpiała.
Spotykałem się z nią we wrześniu i w październiku znów wyciszyłem kontakt, spotkałem się z dziewczyną do której po prostu napisałem na facebooku i nasza relacja skonczyła się na dwoch spotkaniach na których doszło tylko do pocałunku. W tym czasie X ( x- dziewczyna ze studiów) poprosiła żebym jej obiecał jeżeli w moim życiu będzie inna dziewczyna, a ja mimo tego flirtu zgodziłem się a nic jej nie powiedziałem.
Aczkolwiek rzuciłem kontakt z tamtą dziewczyną i zacząłem spotykać się z powrotem z moją X. Poczułem że w końcu na prawdę coś do niej czuje, widzieliśmy się codziennie i relacja wygladała inaczej niż wcześniej, czułem że się przemogłem. Niestety miałem wyrzuty sumienia i powiedziałem że raz spotkałem się z pewną dziewczyną. Jak zauważyłem jak płacze przestałem wiecej mówic , mówiąc ze było to jedno spotkanie, ja nie wiedziałem czego chcę i do niczego nie doszło.
Jakoś to przyjęła lecz nastepnego dnia wszystko ze mnie wyciągnęła, powiedziała, że czekała na mnie 3 lata i akceptowała zmiany nastroju a ja potrafiłem jej kłamać w żywe oczy i spotkać się z inną, brzydzi się mną że mogłem kogoś całowac, po paru próbach kontatku zostałem zablokowany na portalach społecznościowych i telefonie.
Z czasem zrozumiałem, że ta dziewczyna to ideał, ładna, szanująca się i inteligenta, z bardzo zdrowym podejściem do życia.
Sam jestem zły, że dopiero po fakcie dociera do mnie jak ją zraniłem i gdy zaczęło mi zależeć na 100% to przez moje poprzednie akcje wszystko zepsułem.
Uważacie, że jest to do odratowania? Wiem że jestem dupkiem, traktując tak idealną dziewczynę, wierzę, że gdyby to był formalny związek to bym tak w życiu nie robił, a wczesniej nie chciałem związku bo nie byłem na to gotowy.
Jest jakaś szansa? Co powinienem zrobic?
Jestem pewien, że teraz z nią bym coś stworzył, nie poradze sobie z tym że mi nie ufa lecz się nie dziwię.