w dużym skrócie:
Od półtora roku próbujemy stworzyć związek partnerski.
Ona ma dwójkę dzieci, ja mam dwójkę.
Ona mieszka z dziećmi, moje mieszkają daleko .
Kocham ją, ona twierdzi, że kocha mnie .. to w czym problem ?
W tym, że ponoć jestem "niedowartościowany" ... bo przeszkadza mi wszechobecność byłego męża.
Rozumiem, że wychowywanie wspólnych , małoletnich dzieci wymaga obojga rodziców, ale jest granica ...
Na początku były mąż wpadał rano do jej domu i jadł z dziećmi śniadanie, potem zawoził do szkoły.
Wpadał do nich kiedy chciał i o której chciał.
Nigdy nie zabiera dzieci do siebie do mieszkania (twierdzę, że tak mu wygodniej, bo nie musi robić śniadań, obiadków, kolacji, prać itd).
To wszystko robi jego była żona a moja partnerka.
Ciężko mi zaakceptować również ich spędzanie świąt razem, czy to Wigilia czy Wielkanoc ...
Nie bardzo wiem jakie jest moje tam miejsce.
W maju jeden z synów miał komunię. Nie zostałem zaproszony. Chciałem skończyć tez "związek" bo czuję się niestety jak jakiś dodatek a nie prawdziwy partner.
Ale uczucie nie pozwoliło.
Ostatnio przez przypadek zobaczyłem ich zdjęcia z komunii i aż mną tąpnęło !
Piękna romantyczna poza : ona siedzi , on za nią, obejmuje ją ręką, ona swoją ręką jego szyję .. !
Szlag mnie trafił, ale ona ciągle tłumaczy, że to tylko pozowane zdjęcia, nic nie znaczące.
Okazało się, że na FB też umieściła zdjęcie z komunii, gdzie są razem ze swoim byłym mężem i dziećmi... szczęśliwi, chodzący po parku ...
Nie można było umieścić zdjęć jej z dziećmi bez męża ?
Naszych wspólnych, czy moich zdjęć nie umieszcza ...
co sądzicie o takich relacjach i naszym związku ? jakie rokowania ?
nie ukrywam, że bardzo mnie te sytuacje wnerwiają (delikatnie mówiąc)