Ponad miesiąc temu poznałem przez internet dziewczynę. Od razu przyciągnął mnie do niej jej charakter. Mieliśmy podobny tok myślenia, żart, umiejętność droczenia i nadawaliśmy na jednej fali. Jako, że mieszkamy od siebie kawałek - niecała godzina drogi to przed spotkaniem rozmawialiśmy godzinami przez telefon. Tak wspaniale się nam rozmawiało, że nie mogliśmy zakończyć szybko rozmowy.
Po dwóch tygodniach takich rozmów spotkaliśmy się i było jeszcze lepiej. Pasowaliśmy do siebie charakterem, iskrzyło. Głaskaliśmy się, całowaliśmy. Podobało się mi to że mogłem do czegoś nawiązać, o czym rozmawialiśmy wcześniej, albo podroczyć się zaczepiając o to co mówiła, a ona to rozumiała.
Po spotkaniu ponownie rozmawialiśmy przez telefon by po tygodniu spotkać się ponownie.
Wówczas zagrały emocje i było to coś. Spędziliśmy wspaniały wieczór i jeszcze lepszą noc.
W kolejnym tygodniu wieczorami rozmawialiśmy przez telefon.
Spotkaliśmy się w piątek. Wszystko było wspaniale. Byliśmy na spacerze, przytulaliśmy się, droczyliśmy, dziewczyna mnie sama całowała, informując że na nią działam i się jej podobam.
Potem poszliśmy do niej.
Później zadzwoniła koleżanka prosząc o przysługę. Wyjątkowo kończyła pracę po 24 i nie miała jak wrócić do domu. Dziewczyna - ta moja, zapytała czy pojadę z nią, przytaknąłem.
Kiedy nadeszła pora by wyjść popełniłem mnóstwo błędów.
Dziewczyna ma 172 cm wzrostu, a ja mam 167. Chodzę w butach na grubej podeszwie, żebym miał te 170. Do tego stawiam włosy do góry i wydaję się wyższy niż jestem. W domu będąc na boso jestem od niej wyraźnie niższy. Krępowałem się tego i to doprowadziło mnie do porażki.
Dziewczyna chciała żebym wstał, wiem że powinienem był to zrobić, ale krępowałem się wstać. Powiedziałem że - jeszcze trochę sobie poleżę.
Wtedy usłyszałem - lubię jak facet jest zdecydowany, że mówi ok zrobimy to, a nie się leni.
Dziewczyna stanęła przed lustrem i powiedziała abym ją przytulił. Odmówiłem. Dziewczynie zrobiło się przykro. Następnie odwróciła się i chciała abym się ubrał.
Stała, wiedziałem że zauważy że jest ode mnie wyższa. Udałem więc że się wstydzę przy niej ubierać jak patrzy. Skrzywiła się. Następnie kiedy poszła do łazienki pokoju, a ja się ubrałem, przyszła i stojąc chciała się przytulić. Skoczyłem na nią tak żeby wrzucić ją na łóżko, ale ją przy tym coś zabolało. Przeprosiłem, ale i tak niesmak został.
Później pytała mnie jaki jestem - jaki jesteś?
Nie odpowiedziałem.
Później kiedy odwieźliśmy koleżankę, dziewczyna była nieswoja.
Rano oświadczyła, że po południu mam się zbierać bo ma wrażenie, że do siebie nie pasujemy, że nie ma między nami zrozumienia.
Później zaczęliśmy normalnie rozmawiać, żartować, przytulać się i było jak dawniej.
Zdania nie zmieniła i odwiozła mnie na dworzec.
Powiedziała, że nie wie co czuje, że chce ode mnie odpocząć, przemyśleć wszystko, że nie chce w nic chodzić czego nie jest pewna i odezwie się w piątek.
Wtrąciła również, że chyba do siebie nie pasujemy bo np. chciała żeby jej facet wstał i powiedział, ok powiedźmy koleżankę, a nie żeby z tym zwlekał.
Ja to w taki sposób chciałem zrobić tylko że się wstydziłem tego, że jestem niższy od niej.
Czy uważacie że powodem zmiany jej zachowania wobec mnie była moja postawa?
Powinienem czekać do piątku na kontakt? A może lepiej wsiąść w pociąg w środku tygodnia, przyjechać z kwiatami i wyjaśnić że nadajemy na jednej fali, tylko jednorazowo kompleksy wpłynęły na moje zachowanie?
Nie wiem co mam zrobić, bo mi na niej zależy.