Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 245 ]

1

Temat: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

W czwartek, 21 września bieżącego roku, premier Beata Szydło na antenie TV Trwam stwierdziła:
- Nie słyszę głosów, które w jakikolwiek sposób krytykowałyby reformę edukacji, którą wprowadziliśmy. Wprowadzanie tej reformy przebiega bardzo sprawnie.

Jak Wy, rodzice, nauczyciele i obserwatorzy oceniacie to, co od miesiąca dzieje się w szkołach? Zgadzacie się z panią premier, że nie ma powodów do niepokoju, więc i głosów krytyki nie słychać?


-----------
Od razu zaznaczam, że to nie jest wątek polityczny, a poświęcony wyłącznie temu, co obecnie dzieje się w polskich szkołach, więc wszelkie próby upolitycznienia go, a tym bardziej słowne przepychanki, będą konsekwentnie ucinane.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Porażka i nie chodzi mi tu tylko o likwidacje gimnazjów, tylko o to czego i na jakim poziomie w szkołach uczą.

3 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2017-09-28 21:27:15)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Szczerze powiem, że gdy weszły gimnazja to mnie się to nie podobało, uważałam że dużo złego ta reforma zrobi.
I myślę, ze tak się stało. Dzieci zostały zbyt wcześnie wyrwane z podstawówki w obce im środowisko i zmuszone do relacji ze  starszymi ale jeszcze niedojrzałymi w gimnazjach.  A, że doszła do tego bezkarność wobec ucznia nawet za duże przewinienia z powodu niżu demograficznego to dochodziło do wielu zachowań krzywdzących te dzieciaki.
W ogóle z powodu niżu demograficznego, walki o ucznia bo za nim idą dofinansowania w szkole polskiej dzieje się źle.
Dodając do tego słabe przygotowanie młodych nauczycieli no to mamy to co mamy.
I żadna reforma tego nie zmieni.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

4

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

W sieci mnóstwo jest artykułów i komentarzy dotyczących zmian w szkolnictwie, ale przyznam, że chętnie poznam opinie osób, które na własnej skórze przekonują się jak w praktyce wygląda ta optymistycznie brzmiąca teoria. Czy aby na pewno ma ona pokrycie z rzeczywistością? Czy istotnie wszystko udało się na tyle sprawnie zorganizować, że w szkole nie panuje chaos, wszystko jest klarowne, zarówno dzieci, jak i ich rodzice nie czują się obecnie zagubieni, nauczyciele wiedzą w jaki sposób mają pracować, nie ma problemu z podręcznikami? Co dzieje się z dziećmi, które mają indywidualne nauczanie?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."
Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Nie mam już/jeszcze dzieci w szkole, ale od znajomych wiem, że szkoła podstawowa, do której i ja kiedyś chodziłam, jest teraz w 2 budynkach, w odległości około 2 km od siebie (budynek po gimnazjum, który na gimnazjum był przerabiany po szkole podstawowej big_smile ). Niezupełnie dociera do mnie, jaki to ma sens - przy czym nie pytałam jeszcze, w jaki sposób jest to rozwiązane, czy jedne klasy mają lekcje stale w jednym, czy jakoś na dni tygodnia jest to podzielone, spotkałam tych znajomych 4 września, jak jeszcze sami nie wiedzieli, jak to będzie wyglądać big_smile

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

6

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Moja mlodsza corka jest teraz w 4 klasie - wiec idzie nowym programem. Ja jestem zadowolona, ze zlikwidowali gimnazjum, tzn lepiej byloby gdyby wcale ich nie tworzyli, ale jak juz utworzyli, to dobrze, ze zlikwidowali. Dzieki temu dziewczyny pojda potem do 4 letniego LO, w ktorym beda mogly jakos ukierunkowac sie przyszlosciowo.

Niepotrzebne byly te reformy, bo tylko pieniadze na to poszly (mam nadzieje, ze to zdanie nie podpada pod politykę, bo taką samą opinię mialabym przy dowolnej partii rządzącej)

7

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Kleoma ja też byłam bardzo przeciwna gimnazjom, niestety się na nie załapałam, to był koszmarny okres w moim życiu. Jednak zrobienie kolejnego bałaganu niewiele nam tu pomoże, kiedy przeglądam podręczniki, czytam czego dzieci będą się uczyć to jestem przerażona.

8 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2017-09-29 12:10:08)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Olinka napisał/a:

Czy istotnie wszystko udało się na tyle sprawnie zorganizować, że w szkole nie panuje chaos, wszystko jest klarowne, zarówno dzieci, jak i ich rodzice nie czują się obecnie zagubieni, nauczyciele wiedzą w jaki sposób mają pracować,

Tego nie uda się zorganizować w żadnym systemie smile
Zaraz po studiach uczyłam w polskiej szkole przez ponad rok. Chaos miał sie dobrze, mimo braku znaczących reform. Głównym powodem takiego stanu rzeczy była dezinformacja. Wielu rodziców np w ogóle nie znało regulaminu szkoły i nie wykazywało chęci  zapoznania się. Dużo rzeczy odbywało się na zasadzie - jakoś to będzie. A potem zdziwienie, bo tego nie wolno, a tamto należy... Teraz , w trakcie transformacji, zamieszanie sie zwiększy , co jest chyba  naturalne

Generalnie rodzice i nauczyciele, z którymi miałam/mam do czynienia, w zdecydowanej większości nie przepadali za gimnazjami. Sama uczyłam w gimnazjum na krótkim zastępstwie i nie wspominam tego zbyt miło. Dlatego ja jestem za likwidacją i właściwie ciągle zastanawiam sie , czemu one miałyby niby służyć, bo uczniom też nie służyły...
Ale... moje córki nie chodzą do szkoły w Polsce więc nie mam żadnego doświadczenia , że tak powiem, empirycznego. To się jednak zmieni, gdyż niebawem zamierzam zamieszkać w Polsce na stałe, dlatego podczas ostatnich wakacji zrobiłam rozeznanie terenu...i ... miażdżąca większość osób jest na tak, tzn popierają reformę. Rozmawiałam np z sąsiadką, nauczycielką, która mówi, że teraz przyjęli do pracy nowych nauczycieli, gdyż w doszły  klasy siódme i ósme. Budynek pobliskiego gimnazjum ma być natomiast przerobiony na druga podstawówkę więc rodzice się cieszą , bo dla wielu będzie bliżej, a dzieci będą sie uczyć w mniejszych klasach. To znowu równa się więcej etatów dla nauczycieli. Cóż , w sumie nie spotkałam na tej płaszczyźnie żadnego w pełni zdeklarowanego malkontenta.

Nie wiem jak to wszytko wygląda od strony merytorycznej, ale nie sądzę , aby reforma miała jakikolwiek wpływ na kompetencje nauczycieli lub ich ewentualne niedouczenie. Nie ma czegoś takiego jak nauczyciel do gimnazjum . Każdy posiadający wykształcenie pedagogiczne + kierunkowe może uczyć 
na dowolnym szczeblu, powyżej chyba trzeciej klasy , czyli tego tzw etapu wczesnoszkolnego. Będzie więc pewnie tak jak do tej pory, czyli - albo mamy nauczyciela dobrego , albo kiepskiego. I nie ma tu chyba większego znaczenia w jakiej szkole uczy.

Zresztą, gdziekolwiek by to schować, i tak wypłynie, bo to, co zabagnione, nie daje się unicestwić, bo wszelkie niepowodzenie jest niezniszczalne.
Tove Jansson

9

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Trudno jest mowic o reformie nie zahaczajac o polityke, ale sprobuje.
Po pierwsze wprowadzenie reformy systemu edukacji w ciagu kilku miesiecy to jest chory pomysl poronionego plodu. I nie ma tu znaczenia jaki system wprowadzamy. Sam pomysl aby z dnia na dzien zlikwidowac jeden system a wprowadzic drugi jest chory. Tempo jest tak duze, ze pierwszego wrzesnia szkoly nie mialy podrecznikow. Nauczyciele nie dostali czasu na zapoznanie sie z nowymi programami i przemyslenie sposobow ich realizacji. Uczniowie w polowie edukacji zmieniaja system ksztalcenia, czytaj kolejne roczniki czegos sie nie beda uczyc w ogole, bo w starym systemie sie na to jeszcze nie zalapali, a w nowym juz to przegapili. Nauczyciele stare, sprawdzone rozklady materialu, systemy oceniania itd. wywalili do kosza po to zeby napisac nowe. I jak to zawsze w Polsce, w swoim wolnym czasie i na swoim prywatnym sprzecie i materialach. To oznacza miliiony zlotych w formie zmarnowanego papieru, prac "spolecznych" itd. Dobre podreczniki z bibliotek poszly na makulature, za to zakupiono nowe. Czy lepsze? Napisane w kilka miesiecy na kolanie, wiec raczej nie.
Ktos tu napisal ze mlodzi nauczyciele sa niedouczeni. Nauczyciele sa jedna z najlepoej wyksztalconych grup zawodowych w Polsce. Wielu ma doktoraty, wiekszosc kilka fakultetow, lub przynajmniej studiow podyplomowych. I zawsze sie im wypomina 18 czy 19 godzinny etat. Tyle ze nikt nie wspomina poprawiania klasowek w czasie poza etatem, obowiazkowych dwoch godzin prac spolecznych do etatu, zebran z rodzicami, rad pedagogicznych i przygotowania do lekcji ktore zajmuja naogol znacznie wiecej niz godziny "klasowe".
Polskie szkolnictwo przez kolejne rzady i ich reformy, mimo wysilku setek tysiecy pedagogow, zostalo skazane na zaglade, bo narodem glupcow jest po prostu latwiej rzadzic. Kolejne zmiany, rozszerzanie wymiaru godzinowego przedmiotow politycznych i likwidacja przedmiotow wiedzowych spowodowalo ze zrownalismy sie z poziomem amerykanskiej szkoly publicznej ktora slynie z najnizszego poziomu nauczania.
Dodam, ze zlikwidowano tzw karte nauczyciela i za kilka lat bedziemy mieli gromady starcow usilujacych nawiazac jakis kontakt z mlodzieza dla ktorej beda czyms na ksztalt dinozaurow. Jak niby prawie siedemdziesiecioletni facet, czy szescdziesiecioletnia babcia ma zlapac kontakt ze zbuntowanymi pietnastolatkami?
Polska szkola umarla i jedyne co nam pozostaje to zapalic swieczke na jej grobie. Nauczyciele sa zmeczeni i wypaleni, rodzice i ich dzieci roszczeniowi, a wszystkie instytucje okolooswiatowe skoncentrowane nie na edukacji czy wychowaniu, a na statystyce.

10

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

zawsze byłam przeciw gimnazjom (moje dzieci, niestety zalapaly sie na ten twór) i cieszy mnie, ze je zlikwidowano. Może teraz na poczatku być trochę zamieszania, normalne,  ale w perspektywie to wszystkim wyjdzie na dobre.

11

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
MamaMamusia napisał/a:

Ale... moje córki nie chodzą do szkoły w Polsce więc nie mam żadnego doświadczenia , że tam powiem, empirycznego. To się jednak zmieni, gdyż niebawem zamierzam zamieszkać w Polsce na stałe, dlatego podczas ostatnich wakacji zrobiłam rozeznanie terenu...i ... miażdżąca większość osób jest na tak, tzn popierają reformę.

Moja, ucząca w technikum jednego z największych miast w Polsce koleżanka, dodam, że pasjonatka, twierdzi, że od początku nowego roku szkolnego atmosfera w pokoju nauczycielskim jest co najmniej grobowa. Szwagierka ucząca w dwóch szkołach też całość ocenia negatywnie - mówi, że wszystko jest niedopracowane, a oni bładzą jak we mgle. Zarzuca też brak elastyczności i sztywne ramy, w których nauczyciele programowo mają się poruszać - do tej pory istaniała tu zdecydowanie większa dowolność wynikająca z zaufania do nauczyciela. Sama mam dyplom pedagogiczny (nauczanie zawodu), więc siłą rzeczy spora część moich koleżanek uczy w szkołach - głosów zachwytu nie słyszę.

Ogólnie twierdzi się, że reformę należało przełożyć co najmniej o rok i ją dopracować.

Wspomniałaś o dodatkowycyh etatach, a przecież nie są żadna tajemnicą liczne zwolnienia, których zgodnie z zapewnieniami pani minister miało nie być.

Małpo, już od kilku miesięcy wypowiadają się kolejne autorytety w dziedzinie edukacji, wskazując na rażące niedopatrzenia, a nawet błędy w podstawie programowej, ale... nikt ich nie słuchał. Teraz w sieci krąży mnóstwo takich kwiatków, nad którymi nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać.

Mówicie też o gimnazjach - osobiście jestem ich ogromną zwolenniczką, ale nie ukrywam, że w swojej ooinii bazuję na własnych, subiektywnych odczuciach, bo dla nas gimnazjum okazało się zbawiennym rozwiązaniem. Niemniej zdaję sobie sprawę, że tutaj opinie mogą być różne. Niemniej sami pracownicy edukacji wypowiadali się, że kiedy po tych kilkunastu latach "nauczyli się" jak pracować w gimnazjach, to teraz się je na powrót likwiduje. Jednym słowem "zabawa" zaczyna się od nowa.

Trollu, zdaję sobie sprawę, że zupełnie od polityki tutaj nie uciekniemy, chodzi wyłącznie o to, aby zachować daleko idący umiar i nie wywoływać politycznej awantury, a z czego to wynika - chyba wszyscy doskonale wiemy wink.

Edit:

MamaMamusia napisał/a:

Budynek pobliskiego gimnazjum ma być natomiast przerobiony na druga podstawówkę więc rodzice się cieszą , bo dla wielu będzie bliżej, a dzieci będą sie uczyć w mniejszych klasach.

O właśnie, opinie widziane oczami rodziców wydały mi się ważne, kiedy zdecydowałam się założyć temat.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

12

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Olinka napisał/a:
MamaMamusia napisał/a:

Ale... moje córki nie chodzą do szkoły w Polsce więc nie mam żadnego doświadczenia , że tam powiem, empirycznego. To się jednak zmieni, gdyż niebawem zamierzam zamieszkać w Polsce na stałe, dlatego podczas ostatnich wakacji zrobiłam rozeznanie terenu...i ... miażdżąca większość osób jest na tak, tzn popierają reformę.

Moja, ucząca w technikum jednego z największych miast w Polsce koleżanka, dodam, że pasjonatka, twierdzi, że od początku nowego roku szkolnego atmosfera w pokoju nauczycielskim jest co najmniej grobowa. Szwagierka ucząca w dwóch szkołach też całość ocenia negatywnie - mówi, że wszystko jest niedopracowane, a oni bładzą jak we mgle. Zarzuca też brak elastyczności i sztywne ramy, w których nauczyciele programowo mają się poruszać - do tej pory istaniała tu zdecydowanie większa dowolność wynikająca z zaufania do nauczyciela. Sama mam dyplom pedagogiczny (nauczanie zawodu), więc siłą rzeczy spora część moich koleżanek uczy w szkołach - głosów zachwytu nie słyszę.

Rozumiem.
Wszystko zależy więc pewnie od tego, kogo pytasz. Komuś tam reforma dopiekła więc wypowiada się negatywnie, a komuś coś ułatwiła wiec jest zachwycony. Jak zwykle - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W moim otoczeniu jest więcej głosów pozytywnych.

Proponuje jednak odłożyć tą dyskusję na kilka lat, bo dopiero wtedy będziemy mogli ocenić efekty reformy. Na razie nie wiemy jeszcze czy ona przyniesie więcej szkód, czy korzyści i możemy sobie jedynie gdybać na podstawie naszych, subiektywnych zresztą , przemyśleń i domysłów. Chaos natomiast i "błądzenie we mgle" wpisałabym w koszty, jako zjawisko raczej naturalne w przypadku tak dużej zmiany.

Zresztą, gdziekolwiek by to schować, i tak wypłynie, bo to, co zabagnione, nie daje się unicestwić, bo wszelkie niepowodzenie jest niezniszczalne.
Tove Jansson

13

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
MamaMamusia napisał/a:

Proponuje jednak odłożyć tą dyskusję na kilka lat, bo dopiero wtedy będziemy mogli ocenić efekty reformy. Na razie nie wiemy jeszcze czy ona przyniesie więcej szkód, czy korzyści i możemy sobie jedynie gdybać na podstawie naszych, subiektywnych zresztą , przemyśleń i domysłów. Chaos natomiast i "błądzenie we mgle" wpisałabym w koszty, jako zjawisko raczej naturalne w przypadku tak dużej zmiany.

Odlozenie dyskusji o chaosie ktory teraz wprowadzil rzad jest absurdem. Niewielu jest takich ktorzy skrytykuja likwidacje gimnazjow. Za kilka lat wszxstko zapewne sie juz ulozy.

A co z ta mlodzieza ktora TERAZ traci bezpowrotnie mozliwosc poznania czesci materialu nauczania. Nie wolno mowic jakos to bedzie. To sa ludzie ktorych pani Beata Szydlo skreslila mowiac- najwazniejsze zebysmy my, pisiory, postawili na swoim. Odpowiedzialny rzad, dodam ze ostatni taki byl na pod koniec lat szescdziesiatych, wprowadza reforme szkolnictwa stopniowo. Najpierw nalezy ja dobrze przemyslec, potem spisac wyniki tych przemyslen w formie jakiegos harmonogramu, potem przeszkolic nauczycieli, potem rocznik po roczniku zmieniac uczniom organizacje ich toku nauczania. Tylko tak moznaby to zrobic bez robienia krzywdy uczniom. Tymczasem nasz nierzad wprowadzil reforme szkolnictwa w kilka miesiecy. Ktos kto mowi zrobmy, jakos to bedzie i robi to kilkuset tysiacom polskich dzieci jest zdrajca tego panstwa i narodu.
Ktos kto mowi to jest dobra reforma bo likwiduje zlo jakim sa gimnazja nie rozumie istoty nauczania. To jest proces wieloletni. Wymaga spokoju, stabilizacji i nie moze wprowadzac u dzieci poczucia zagrozenia i braku pewnosci tego co bedzie jutro.

Nie ma najmnieszego znaczenia jakie intencje mial ten nierzad. Sposob wprowadzenia tej reformy powoduje ze jest ona nie do przyjecia. Ciekawe co byscie zrobili jakby ministerstwo finansow zmienilo w cztery miesiace prawo podatkowe nie oferujac ksiegowym zadnych szkolen, dzienniki ustaw publikujac miesiac po wejsciu w zycie nowego prawa i nasylajac na firmy masowe kontrole. Nowe prawo, czy lepsze czy gorsze, spowodowaloby upadek wielu firm, zwiekszylo w efekcie bezrobocie itd.. Czy wtedy tez powtarzalibyscie ze za kilka lat ocenimy ta reforme czy powiedielibyscie ze takie dzialanie to zdrada stanu?

14 Ostatnio edytowany przez polis (2017-09-30 09:23:52)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Nie wiem, czemu miała służyć ta ekspresowa reforma, poza tym, że była chyba robiona na zasadzie: „Wróćmy do tego co było kiedyś, albowiem trawa w przeszłości była bardziej zielona, a niebo było bardziej niebieskie.”

Co do tego, że w gimnazjach była przemoc, to z tego co wiem z badań wynikło, że to nie w gimnazjach było najgorzej pod tym względem, a w podstawówkach.

Straszne gimnazja? To w podstawówkach jest gorzej

Zgodnie z obiegową opinią gimnazja są pod względem przemocy najgorszym typem szkół. Jak się okazuje i to medialne mniemanie nie ma związku z rzeczywistością. Bowiem w największym stopniu przemoc szkolna dotyczy uczniów szkół podstawowych, mniejsza jest jej skala w gimnazjach, a jeszcze mniejsza w szkołach ponadgimnazjalnych.

Gimnazja przodują jedynie jeśli chodzi o przemoc elektroniczną (badanie „Szkoła bez Przemocy” z 2011 r.). Doznała jej co najmniej raz jedna czwarta gimnazjalistów, a wśród uczni szkół podstawowych i szkół ponadgimnazjalnych – mniej niż jedna piąta.

Artykuł: Przemoc w polskiej szkole – jak naprawdę wygląda można znaleźć na stronie Instytutu Badań Edukacji.

15

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Idea likwidacji gimnazjow jest ze wszech miar sluszna. Przy dotychczasowym systemie edukacji klasy byly mieszane co trzy lata. Dzieci nie byly w stanie nawiazac prawdziwych wiezi emocjonalnych, stworzyc sensownej grupy, bo co trzy lata te grupy byly rozbijane. To bylo zle.
Ale tak jak to mieszanie niszczylo w dzieciach poczucie bezpieczenstwa i stabilizacji niezbedne w wychowaniu, tak zniszczyla je ta reforma ktora jasno dzieciom dala do zrozumienia ze nie moga byc niczego pewne, a jakis oszolom z ministerstwa moze im dla kaprysu wywrocic zycie do gory nogami i nikt oraz nic ich nie obroni.

16

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
troll napisał/a:

Idea likwidacji gimnazjow jest ze wszech miar sluszna. Przy dotychczasowym systemie edukacji klasy byly mieszane co trzy lata. Dzieci nie byly w stanie nawiazac prawdziwych wiezi emocjonalnych, stworzyc sensownej grupy, bo co trzy lata te grupy byly rozbijane. To bylo zle.
Ale tak jak to mieszanie niszczylo w dzieciach poczucie bezpieczenstwa i stabilizacji niezbedne w wychowaniu, tak zniszczyla je ta reforma ktora jasno dzieciom dala do zrozumienia ze nie moga byc niczego pewne, a jakis oszolom z ministerstwa moze im dla kaprysu wywrocic zycie do gory nogami i nikt oraz nic ich nie obroni.

Moje dzieci stwierdziły, że to wcale nie było złe, bo dzięki temu poznały więcej osób. Dodatkowe mieszanie w grupach mają na językach, a w liceum tworzą się nieraz całkiem nowe klasy przy wybieraniu rozszerzeń. Pewno to jednak zależy od dziecka, na ile łatwo mu nawiązywać kontakty.

17

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
troll napisał/a:

Idea likwidacji gimnazjow jest ze wszech miar sluszna. Przy dotychczasowym systemie edukacji klasy byly mieszane co trzy lata. Dzieci nie byly w stanie nawiazac prawdziwych wiezi emocjonalnych, stworzyc sensownej grupy, bo co trzy lata te grupy byly rozbijane. To bylo zle.

Niekoniecznie złe. Niektóre z dzieci w określonej grupie nie umiały się zaadaptować, czuły się zepchnięte na margines, a w nowe środowisko wchodziły z czystą kartą i bez tego balastu świetnie dawały sobie radę. Zresztą jeśli komuś zależało, to spokojnie mógł wybrać takie gimnazjum, do którego wybierali się koledzy, tym samym nie tylko już na starcie czuł się pewniej, ale też zawiązane w szkole podstawowej przyjaźnie można było kontynuować.

Polis, moje osobiste obserwacje pokazują dokładnie to, co wynika z Twojego artykułu. O ile zetknęłam się z przemocą w szkołach podstawowych, o tyle wśród znajomych mam tylko jedną sytuację przemocy, jakiej doświadczył syn jednej z moich koleżanek uczący się na poziomie gimnazjum. Z kolei szkoły ponadgimnazjalne są pod tym względem najbezpieczniejsze, nawet te naprawdę duże, jak wieloprofilowe technikum mojego syna. Tam też widać było największą chęć współpracy i tolerancję dla odmienności.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

18

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Olinka napisał/a:

Od razu zaznaczam, że to nie jest wątek polityczny, a poświęcony wyłącznie temu, co obecnie dzieje się w polskich szkołach, więc wszelkie próby upolitycznienia go, a tym bardziej słowne przepychanki, będą konsekwentnie ucinane.

I bardzo dobrze. Jestem za merytorycznymi wypowiedziami na pytania, które konkretnie są formułowane w tytułach wątków.

Ja tylko krótko o nowej podstawie programowej dla klas 1-8 na podstawie rozmów z osobami bezpośrednio związanymi z edukacją, a więc znanych mi nauczycieli i trenerów.

Dawna SP to 6 lat, a GIM 3, co oczywiście daje 9 lat nauki. Obecnie ministerstwo dokręca śrubkę uczniom, nauczycielom i rodzicom każąc zrealizować to, co się realizowało przez 9 lat w 8. Zabiera się jeden rok. A warunki realizacji, a więc m.in. liczebność dzieci w klasach, wyposażenie pracowni, pozostają bez zmian.

Wnioski?...

Te "stare" i "nowe" podstawy programowe to jedna wielka ściema. Różnią się drobiazgami i zmienia się tylko język opisywanych wymagań. Nic więcej.

19

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
I_see_beyond napisał/a:
Olinka napisał/a:

Od razu zaznaczam, że to nie jest wątek polityczny, a poświęcony wyłącznie temu, co obecnie dzieje się w polskich szkołach, więc wszelkie próby upolitycznienia go, a tym bardziej słowne przepychanki, będą konsekwentnie ucinane.

I bardzo dobrze. Jestem za merytorycznymi wypowiedziami na pytania, które konkretnie są formułowane w tytułach wątków.

Ja tylko krótko o nowej podstawie programowej dla klas 1-8 na podstawie rozmów z osobami bezpośrednio związanymi z edukacją, a więc znanych mi nauczycieli i trenerów.

Dawna SP to 6 lat, a GIM 3, co oczywiście daje 9 lat nauki. Obecnie ministerstwo dokręca śrubkę uczniom, nauczycielom i rodzicom każąc zrealizować to, co się realizowało przez 9 lat w 8. Zabiera się jeden rok. A warunki realizacji, a więc m.in. liczebność dzieci w klasach, wyposażenie pracowni, pozostają bez zmian.

Wnioski?...

Te "stare" i "nowe" podstawy programowe to jedna wielka ściema. Różnią się drobiazgami i zmienia się tylko język opisywanych wymagań. Nic więcej.

Czyli to ze do tej pory byla przyroda, a teraz jest biologia, geografia itd. to twoim zdaniem tylko taka sciema. Zmienia sie nie tylko ilosc lat nauki, ale cala organizacja szkoly i przedmiotow nauczania.
Nie zmienia sie, moze, wf ktory i tak nie ma zadnego toku nauczania, ale wszystkie przedmioty wiedzowe byly zorganizowane tak ze kazdy etap edukcji to byla zamknieta calosc. Potem wiadomosci, na kolejnym etapie, byly rozszerzane i rozwijane. Teraz etapow jest mniej i sa wydluzone wiec sila rzeczy beda roczniki ktore "cos ominie". Po prostu jak dodawanie mialo byc w szostej klasie, a teraz jest w piatej to uczen musi to sam uzupelnic. A daje glowe ze nie ma takich ktorzy to zrobia.

20

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
I_see_beyond napisał/a:

Wnioski?

troll napisał/a:

Czyli to ze do tej pory byla przyroda, a teraz jest biologia, geografia itd. to twoim zdaniem tylko taka sciema. Zmienia sie nie tylko ilosc lat nauki, ale cala organizacja szkoly i przedmiotow nauczania.
Nie zmienia sie, moze, wf ktory i tak nie ma zadnego toku nauczania, ale wszystkie przedmioty wiedzowe byly zorganizowane tak ze kazdy etap edukcji to byla zamknieta calosc. Potem wiadomosci, na kolejnym etapie, byly rozszerzane i rozwijane. Teraz etapow jest mniej i sa wydluzone wiec sila rzeczy beda roczniki ktore "cos ominie". Po prostu jak dodawanie mialo byc w szostej klasie, a teraz jest w piatej to uczen musi to sam uzupelnic. A daje glowe ze nie ma takich ktorzy to zrobia.

Moim zdaniem tak. Jest to ściema pod nazwą "reforma systemu edukacji". Wprowadzana byle jak i na szybko, bez ładu i składu.

Nie czuję się kompetentna, aby rozwijać Twoją myśl o organizacji tego procesu jako całości. Myślę, że i pomysłodawcy tej reformy mogliby wykazać się podobną refleksją do mojej (o kompetencji).

Aczkolwiek wnioski wysnuł pan słuszne. "Old School"?... wink

I zapytam o kolejne wnioski wynikające z TEGO wniosku.

21

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Wnioski?
Wniosek jest tylko jeden. Nie da sie niepolitycznie, bo dotyczy on polityki prowadzonej przez rzad(y), a wiec politykow. Banda niekompetentnych bawołów wprowadza cos o czym nawet ja, laik mam wieksze pojecie niz oni. Efektem tego jest totalny chaos, a jedyni ktorzy probuja nad tym zapanowac to nauczyciele, ktorzy chca jakos ratowac polskie dzieci i mlodziez przed skutkami tej degrengolady.
Nie jestem nauczycielem. Nigdy nie bylem. Ale pochodze z nauczycielskiej rodziny, wzenilem sie w druga nauczycielska rodzine, wiec mam wglad w to wszystko troche z boku, a troche z wewnatrz. Nigdy nie bylo dobrze, ale to co zrobil pis, to jest jak lanie benzyny na plonacy budynek.

22 Ostatnio edytowany przez Excop (2017-10-02 22:55:03)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Niestety, Troll ma rację moim zdaniem.
Nie da się uniknąć w dyskusji politycznego kontekstu tzw. reformy napisanej na kolanie, by zadośćuczynić obietnicom wyborczym bez pokrycia.
Według takiego sposobu myślenia, prezentowanego ustami nieudacznej pani minister, trudno opędzić się od wrażenia, że tylko wymarcie pokolenia oportunisty Piszczyka powstrzymało autorów kosztownej manipulacji systemem oświaty publicznej przed wprowadzeniem pięciooddziałowej szkoły powszechnej dla kmiecego przychówku na biednej prowincji.
Myślę, że Jarosław i tak wymyśli gimnazja. Nowe, oczywiście
Te "prawdziwe". Według Żeromskiego. Albo Makuszyńskiego. Trzeba dać mu nieco czasu tylko.
I czerpanej z naszych kieszeni kasy. Nieco więcej, niż trochę. smile

facet po przejściach

23

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Poziom nauczania z każdym rokiem jest coraz niższy, albo inaczej, "produkty" krajowego systemu szkolnictwa z roku na rok są coraz gorszej jakości i moim zdaniem bynajmniej to nie wina edukacji, a raczej postępującego skretynienia. Wystarczy popytać wykładowców akademickich z czym się borykać, gdy na studia przychodzą kolejne młode roczniki. Tu chyba nikt nie ma wątpliwości?? Poza tym, chyba co niektórzy tu się wypowiadający, zdecydowanie przeceniają ilość/jakość materiału przyswajanego dotychczas w gimnazjach.
Reforma,  oczywiście, że nie była dobrze przygotowana, ale tu akurat rządzący chyba nie spodziewali się, że będą mieć praktycznie pełnię władzy w swoich rękach i że będą musieli/chcieli swoje obietnice realizować. A czemu teraz?? Hmmm...to bardzo proste, wystarczy wziąć do ręki kalendarz, żeby stwierdzić, że dla obecnej ekipy (obecnej kadencji), to jedyny dopuszczalny termin, dlatego wygląda to wszystko tak jak wygląda.
Aha...i jeszcze co do reakcji rodziców na sprawność wprowadzanych zmian itd. już z lokalnego podwórka, nie spotkałem się z głosami niezadowolenia, a wręcz przeciwnie, oczywiście tak samo u znajomych nauczycieli szkół średnich.

24

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
troll napisał/a:

Nie zmienia sie, moze, wf ktory i tak nie ma zadnego toku nauczania, ale wszystkie przedmioty wiedzowe byly zorganizowane tak ze kazdy etap edukcji to byla zamknieta calosc. Potem wiadomosci, na kolejnym etapie, byly rozszerzane i rozwijane. Teraz etapow jest mniej i sa wydluzone wiec sila rzeczy beda roczniki ktore "cos ominie". Po prostu jak dodawanie mialo byc w szostej klasie, a teraz jest w piatej to uczen musi to sam uzupelnic. A daje glowe ze nie ma takich ktorzy to zrobia.

Dodawanie jest "trochę" wcześniej niż w szóstej klasie. Mój starszy jest właśnie w szóstej klasie i potem już nowym systemem do ósmej klasy. Z mojego punktu widzenia żadnej różnicy specjalnie nie ma. Gimnazjum i tak miałby w tym samym budynku tylko na innym piętrze. Czemu dzieciom miałyby szkodzić podstawówki 8 klasowe specjalnie nie wiem. Kończyłem taką i nie widziałem w niej nic strasznego. To raczej reformę wprowadzającą gimnazja widziałem jako fanaberię ale ponieważ zawsze komuś się może nudzić i lubi coś pozmieniać żeby i tak było jak dawniej, to mnie to nie dziwiło. Teraz wajcha w drugą stronę, za parę lat...

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

25

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
assassin napisał/a:

Poziom nauczania z każdym rokiem jest coraz niższy, albo inaczej, "produkty" krajowego systemu szkolnictwa z roku na rok są coraz gorszej jakości i moim zdaniem bynajmniej to nie wina edukacji, a raczej postępującego skretynienia. Wystarczy popytać wykładowców akademickich z czym się borykać, gdy na studia przychodzą kolejne młode roczniki. Tu chyba nikt nie ma wątpliwości??

To nie jest skretynienie spoleczenstwa. Statystycznie kretynow jest tyle samo ile bylo wczesniej. W 1990 roku bylo 403 tysiace studentow. W 2005 juz 1.950 tysiecy. Uczelnie najpierw postanowily przyjac wszystkich kretynow, a potem jecza ze studiuja kretyni. Za studentem idzie kasa, wiec uczelnie, aby przetrwac, musza przyjmowac nawet najglupsze bydle ktore sie zgodzi studiowac.

Spoleczenstwem kretynow rzadza kretyni. Kolejne rzady byly oklaskiwane za niszczenie szkolnictwa na wszystkich jego etapach, wiec efekty mamy takie jak widac. Trzy czwarte spoleczenstwa ma dyplom ukonczenia studiow ktorym tak naprawde mozna sobie podetrzec bo nie swiadczy on o niczym. Jego wartosc jest nizsza niz wartosc dawnego swiadectwa maturalnego. Za to swiadectwo maturalne ma juz kazdy kto w miare systematycznie zdawal z klasy do klasy. Czyli swiadczy ono juz nie o inteligencji, a jedynie o systematycznosci w uczeszczaniu na zajecia. Niewielu zapewne pamieta jak to zlikwidowano matematyke na maturze, bo jej uczniowie nie zdawali, jak wprowadzono ponownie, aby za chwile uznac ze niedostateczny na maturze z matematyki nie powoduje niezaliczenia matury.

snake napisał/a:

Dodawanie jest "trochę" wcześniej niż w szóstej klasie. Mój starszy jest właśnie w szóstej klasie i potem już nowym systemem do ósmej klasy. Z mojego punktu widzenia żadnej różnicy specjalnie nie ma

Nie skumales metafory... Faktycznie dla twojego starszego system edukacji nie ma znaczenia.

Niestety. Obowiazek szkolny zostal wydluzony o trzy lata. Nauczyciele sa karani za nieprzepuszczenie ucznia z klasy do klasy. Kolejne reformy (a w wiekszym badz mniejszym wymiarze sa srednio co trzy, cztery lata) wprowadzaja chaos. W efekcie poziom nauczania musi spadac, bo na kazdym etapie nauczyciel, czy wykladowca musi go dostosowywac do najglupszych w grupie.
Malo kto to ogarnia, bo kazdy widzi tylko swoje dzieci.

Nie chce chwalic poprzedniej reformy bo wprowadzenie gimnazjow bylo bledem, ale przynajmniej wprowadzono je w sposob cywilizowany. Nowe roczniki szly nowym systemem, stare dokonczyly edukacje po staremu. Bylo to trudniesze organizacyjnie dla szkoly, lepsze dla ucznia.
Gdyby obecny rzad wprowadzil taka reforme tez nikt by nie mogl sie z niej wycofac, a ja powiedzialbym ze powrot do starego systemu jest madrym pomyslem. Tak jak to zrobili to jest zbrodnia. Szkoda ze tak niewielu to rozumie, bo to swiadczy ze faktycznie spoleczenstwo skretynialo juz do reszty.

26

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
troll napisał/a:

Nie skumales metafory... Faktycznie dla twojego starszego system edukacji nie ma znaczenia.

Skumałem. Podkreśliłem ten fragment, bo wydawało mi się, że w takich dyskusjach powinni się wypowiadać ludzie mający wiedzę o tym co się dzieje w szkole. Twój skrót myślowy świadczy, że nie wiesz kiedy dzieci omawiają takie elementy arytmetyki, albo jest ci to obojętne więc cała reszta argumentacji o jakichś różnicach programowych jest wątpliwa. Masz rzeczywisty, konkretny przykład, to proszę bardzo, a nie taki wzięty z... metafory.

troll napisał/a:

To nie jest skretynienie spoleczenstwa. Statystycznie kretynow jest tyle samo ile bylo wczesniej. W 1990 roku bylo 403 tysiace studentow. W 2005 juz 1.950 tysiecy. Uczelnie najpierw postanowily przyjac wszystkich kretynow, a potem jecza ze studiuja kretyni. Za studentem idzie kasa, wiec uczelnie, aby przetrwac, musza przyjmowac nawet najglupsze bydle ktore sie zgodzi studiowac.

Nie uczelnie postanowiły tylko taki był zamiar i skutek całokształtu reform wprowadzonych przez państwo. Uczelnie tylko musiały ten zamiar realizować. Zresztą problemem nie jest większa "przepustowość" starych uczelni tylko powstanie szeregu tzw. "uczelni", których jedynym celem jest zarabianie pieniędzy na produkcji magistrów z dyplomami "byleczego".

troll napisał/a:

Za to swiadectwo maturalne ma juz kazdy kto w miare systematycznie zdawal z klasy do klasy. Czyli swiadczy ono juz nie o inteligencji, a jedynie o systematycznosci w uczeszczaniu na zajecia. Niewielu zapewne pamieta jak to zlikwidowano matematyke na maturze, bo jej uczniowie nie zdawali, jak wprowadzono ponownie, aby za chwile uznac ze niedostateczny na maturze z matematyki nie powoduje niezaliczenia matury.

Tak? A mnie się zdawało, że trzeba osiągnąć pewien wymagany procent punktów, przy braku zaliczenia poprawka. Zdawalność matury na poziomie ok. 85% Podobnie jak za czasów mojej szkoły średniej, dawno temu.

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

27 Ostatnio edytowany przez troll (2017-10-03 07:11:24)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Snake napisał/a:

A mnie się zdawało, że trzeba osiągnąć pewien wymagany procent punktów, przy braku zaliczenia poprawka. Zdawalność matury na poziomie ok. 85% Podobnie jak za czasów mojej szkoły średniej, dawno temu.

Hmmm. Zdawalnosc powiadasz...
W 1995 roku wyksztalcenie conajmniej srednie mialo ok 8 mln Polakow. W 2009 juz 12 mln. Przy spadajacej populacji to wzrost o ponad 50%.

Wybacz, ale nie bede analizowal szkolnych rozkladow materialu. Nie ogarniasz danych statystycznych, to i tego bys nie ogarnal, a mnie taka analiza zajelaby kilka godzin bo trzeba te plany znalezc, najlepiej z kilku przedmiotow, z kilku roznych wydawnictw, zeby nie wyszlo ze np geografia czy biologia sa nieistotne itd. , albo komu potrzebna trygonometria, albo ze to wydawnictwo to w jakims wojewodztwie to margines.
Jesli pisze ze jest inny rozklad materialu, to dlatego ze wiem iz moja zona, uczac kilku przedmiotow, tudziez jej kolezanki uczace innych przedmiotow, w innych szkolach, z kazdego przedmiotu nauczania ma do przerobienia cala dokumentacje bo zmienil sie calkowicie rozklad materialu i nauczane przedmioty (poziom podstawowka-gimnazjum). Nawet indywidualne plany nauczania dla ucznia zdolnego i opoznionego, musza zostac zmienione, bo w kolejnych klasach sa inne tresci programowe.

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

A gdyby .. . A GDYBY przyszło Wam drodzy interlokutorzy wyedukować społeczeństwo/założyć nowe szkoły   kompletnie od zera, zakładając że wszystko jest możliwe - czy taka organizacja / program/efekt końcowy zadowalałby was ? Bo mnie obecnie przeraża PRIMO - że z obecnej nauki w głowach zostają ochłapy wiedzy SECUNDO że nie ma przedmiotu uczącego szacunku do drugiego człowieka - porozumiewania sie z nim TERTIO że sam wykorzystuję wiedzę szkolną minimalnie bo wiekszości musiałem nauczyć sie po szkole.  Obecnie mam dzieci w gimnazjum i na studiach.

29

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Piotr Introwertyk napisał/a:

PRIMO - że z obecnej nauki w głowach zostają ochłapy wiedzy SECUNDO że nie ma przedmiotu uczącego szacunku do drugiego człowieka - porozumiewania sie z nim TERTIO że sam wykorzystuję wiedzę szkolną minimalnie bo wiekszości musiałem nauczyć sie po szkole.

@PRIMO, na podstawie własnych doświadczeń powiem, że wynika to z przeładowanych treściowo programów, które ciągle kładą zbyt duży nacisk na pamięciowe opanowanie materiału; mało jest praktycznego UTRWALANIA wiadomości. Pędzi się i pędzi z realizacją programu i ja zadaję pytanie wiedząc jak działa pamięć (krótkotrwała, długotrwała) - ile w niej zostaje przez to wszystko?

@SECUNDO, "przedmiot uczący szacunku do drugiego człowieka" nie ma racji bytu, moim zdaniem. Szacunku człowiek uczy się przez OBSERWACJĘ ludzi. Najpierw w domu , bo pierwszymi nauczycielami dziecka są rodzice. Potem w szkole, na podwórku, na ulicy, w sklepie, w mediach, itp.

@TERTIO, mnie też uczono wiele różnych rzeczy. Specjalizacja zawodowa i zainteresowania zawęziły naturalnie zakres tej wiedzy.

Natomiast to Ty, Piotrze, poniekąd wysnułeś jako pierwszy wniosek, o który mi chodziło. System edukacji jest od dawna niewydolny i ...braki z niego wynikające uzupełnia się PO szkole. Często odpłatnie. A to i część tej dyskusji, i osobny temat jednocześnie.

30

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Piotr Introwertyk napisał/a:

A gdyby .. . A GDYBY przyszło Wam drodzy interlokutorzy wyedukować społeczeństwo/założyć nowe szkoły   kompletnie od zera, zakładając że wszystko jest możliwe - czy taka organizacja / program/efekt końcowy zadowalałby was ? Bo mnie obecnie przeraża PRIMO - że z obecnej nauki w głowach zostają ochłapy wiedzy SECUNDO że nie ma przedmiotu uczącego szacunku do drugiego człowieka - porozumiewania sie z nim TERTIO że sam wykorzystuję wiedzę szkolną minimalnie bo wiekszości musiałem nauczyć sie po szkole.  Obecnie mam dzieci w gimnazjum i na studiach.

System ktory wprowadzil pis sam w sobie nie jest zly. Trzebaby zmienic troche filozofie polskiej szkoly, doprowadzic do tego aby szeroko rozumiane przedmioty przyrodnicze byly bardziej powazane, ale idea 8+4 jest jak najbardziej prawidlowa. Tyle ze nalezaloby zmniejszyc ilosc szkol ogolnoksztalcacych, wrocic do zawodowych, bo potrzeba znacznie wiecej elektrykow, hydraulikow, czy murarzy niz psychologow, socjologow, czy filologow.

Do tego trzebaby odciazyc nauczycieli od debilnych prac ktore wykonuja, tak zeby zajeli sie tym do czego zostali wyuczeni i co robia najlepiej. Skoro szkola nie zatrudni budzetowego pracownika do kserowania, przeklepywania danych i prostych analiz w excellu, to musza to zrobic nauczyciele. To kosztuje czas i sily, ktore w efekcie nie ida na dydaktyke. Nauczyciel ktory ma osiagniecia dydaktyczne- np olimpijczykow, laureatow konkursow przedmiotowych, powinien z automatu dostawac wyzsze pobory. Tymczasem w malych osrodkach rzadza uklady i ukladziki w urzedzie gminy, w miastach uklady z dyrektorem. A rezultaty nauczania nikogo nie obchodza. Uczniow mozna zwolnic z lekcji, ale o dziwo nie wf, bo trzeba nosic stoly, czy kibicowac na meczu. Dyrektor ktory do tego dopuszcza powinien automatycznie tracic prace. Tymczasem za ladne imprezy robione dla miasta, dzielnicy, gminy, szkola dostaje wyzsza dotacje.

Puchary sportowe stoja w kazdej gablocie. Dyplomu za kangura matematycznego nikt nie wiesza, za olimpiade biologiczna czy geograficzna tym bardziej. Za malo zlote. Poki spoleczenstwo nie zrozumie ze wyksztalcenie mlodziezy jest wazniejsze nawet od autostrad, to bedziemy wybierac idiotow niszczacych szkoly. Poki bedziemy ich wybierac, poty nie bedzie dobrej szkoly, gospodarka bedzie do dupy, a ludzie beda z Polski uciekac bo nie beda widzieli tu perspektyw.

31

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
troll napisał/a:

Hmmm. Zdawalnosc powiadasz...
W 1995 roku wyksztalcenie conajmniej srednie mialo ok 8 mln Polakow. W 2009 juz 12 mln. Przy spadajacej populacji to wzrost o ponad 50%.

Może nie ogarniam statystyki ale ślepe posługiwanie się statystyką bez ogarniania kontekstu jest chyba jeszcze gorsze wink Kończyłem szkołę średnią w 1992 r. gdzie normalnym zjawiskiem było, że część uczniów nie podchodziła nawet do matury. Nawet w moim, dobrym liceum były takie osoby. No i wtedy funkcjonował cały, duży system szkół zawodowych, których większość uczniów nie miała nawet w planach czegoś takiego jak matura. Większość tych szkół zawodowych została zlikwidowana reformą w 1999 r., bo ktoś sobie wymyślił, że Polacy mają być wykształceni, i że przejawem tego wykształcenia ma być matura i dyplom magistra. Byle czego ale magistra. Tak więc jak już coś analizujesz statystycznie, to może sprawdź co porównujesz?

troll napisał/a:

Wybacz, ale nie bede analizowal szkolnych rozkladow materialu. Nie ogarniasz danych statystycznych, to i tego bys nie ogarnal, a mnie taka analiza zajelaby kilka godzin bo trzeba te plany znalezc, najlepiej z kilku przedmiotow, z kilku roznych wydawnictw, zeby nie wyszlo ze np geografia czy biologia sa nieistotne itd. , albo komu potrzebna trygonometria, albo ze to wydawnictwo to w jakims wojewodztwie to margines.

Zapewne nie ogarniam ale dyskutując o szkole wiem, że sześcioklasista uczy się ułamków, a podstaw arytmetyki uczył się w I klasie. Jeśli byś taką wiedzą dysponował, to moglibyśmy tu podyskutować czy ułamki powinny być w 6 klasie, może w 5, a może w 7. Ale jak rzucasz taki argument z metafory wzięty, to sam stawiasz w wątpliwym świetle resztę swojej argumentacji.

troll napisał/a:

Jesli pisze ze jest inny rozklad materialu, to dlatego ze wiem iz moja zona, uczac kilku przedmiotow, tudziez jej kolezanki uczace innych przedmiotow, w innych szkolach, z kazdego przedmiotu nauczania ma do przerobienia cala dokumentacje bo zmienil sie calkowicie rozklad materialu i nauczane przedmioty (poziom podstawowka-gimnazjum). Nawet indywidualne plany nauczania dla ucznia zdolnego i opoznionego, musza zostac zmienione, bo w kolejnych klasach sa inne tresci programowe.

Och, bardzo współczuję. Normalnie pogrążam się w smutku czy niemalże depresji z tego powodu. Jako, że również pochodzę z nauczycielskiej rodziny, dalej mam wśród bliskiej rodziny, przyjaciół nauczycieli czy pedagogów, to zdążyłem się przyzwyczaić, że oni zawsze mają źle lol

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

32

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Snake napisał/a:

   

troll napisał/a:

Hmmm. Zdawalnosc powiadasz...
        W 1995 roku wyksztalcenie conajmniej srednie mialo ok 8 mln Polakow. W 2009 juz 12 mln. Przy spadajacej populacji to wzrost o ponad 50%.

    Może nie ogarniam statystyki ale ślepe posługiwanie się statystyką bez ogarniania kontekstu jest chyba jeszcze gorsze wink Kończyłem szkołę średnią w 1992 r. gdzie normalnym zjawiskiem było, że część uczniów nie podchodziła nawet do matury. Nawet w moim, dobrym liceum były takie osoby. No i wtedy funkcjonował cały, duży system szkół zawodowych, których większość uczniów nie miała nawet w planach czegoś takiego jak matura. Większość tych szkół zawodowych została zlikwidowana reformą w 1999 r., bo ktoś sobie wymyślił, że Polacy mają być wykształceni, i że przejawem tego wykształcenia ma być matura i dyplom magistra. Byle czego ale magistra. Tak więc jak już coś analizujesz statystycznie, to może sprawdź co porównujesz?

Dane statystyczne- są niedobre dlatego że są złe. Czemu? Są jakieś inne dane? Nie. Jest twoje przekonanie o słuszności twoich tez.
Oznajmiłeś że nie ma więcej ludzi po maturze, bo zdawalność wynosi 85%. Jest więcej? Ależ to wina rządu. I nie jest istotne że twoja teza upadła. Twój adwersarz przytoczył dane które należy ośmieszyć.

Snake napisał/a:

   

troll napisał/a:

Wybacz, ale nie bede analizowal szkolnych rozkladow materialu. Nie ogarniasz danych statystycznych, to i     tego bys nie ogarnal, a mnie taka analiza zajelaby kilka godzin bo trzeba te plany znalezc, najlepiej z kilku przedmiotow, z kilku roznych wydawnictw, zeby nie wyszlo ze np geografia czy biologia sa nieistotne itd. , albo komu potrzebna trygonometria, albo ze to wydawnictwo to w jakims wojewodztwie to margines.

Zapewne nie ogarniam ale dyskutując o szkole wiem, że sześcioklasista uczy się ułamków, a podstaw arytmetyki uczył się w I klasie. Jeśli byś taką wiedzą dysponował, to moglibyśmy tu podyskutować czy ułamki powinny być w 6 klasie, może w 5, a może w 7. Ale jak rzucasz taki argument z metafory wzięty, to sam stawiasz w wątpliwym świetle resztę swojej argumentacji.

Po pierwsze szóstoklasista, a nie sześcioklasista. Człowiek po dobrym liceum powinien to wiedzieć.
Po drugie czepianie się słówek świadczy trochę o skrajnej desperacji.
Chcesz konkretnych faktów to skup się. Wprawdzie tego nie ogarniesz, bo to trudne, ale spróbuj:
PunBB bbcode test
No to ktoś skończył podstawówkę. Miał przed sobą cztery godziny fizyki w gimnazjum. Teraz ma dwie (siódma i ósma klasa). Cztery geografii, teraz dwie, cztery biologii, teraz dwie. To takie najprostsze porównanie dla tych po dobrym liceum.

Nb jak widać nie wracamy do dawnego systemu, tylko tworzymy nowy, lepszy. Taki w którym nauczymy jeszcze mniej niż nic. Zlikwidowano 1/3 godzin przedmiotów przyrodniczych, a ktoś tu narzekał że nauczyciele "lecą" z materiałem. Mają mniej czasu na przekazanie tych samych, bardzo trudnych informacji.

Snake napisał/a:

   

troll napisał/a:

Jesli pisze ze jest inny rozklad materialu, to dlatego ze wiem iz moja zona, uczac kilku przedmiotow, tudziez jej kolezanki uczace innych przedmiotow, w innych szkolach, z kazdego przedmiotu nauczania ma do przerobienia cala dokumentacje bo zmienil sie calkowicie rozklad materialu i nauczane przedmioty (poziom podstawowka-gimnazjum). Nawet indywidualne plany nauczania dla ucznia zdolnego i opoznionego, musza zostac zmienione, bo w kolejnych klasach sa inne tresci programowe.

Och, bardzo współczuję. Normalnie pogrążam się w smutku czy niemalże depresji z tego powodu. Jako, że również pochodzę z nauczycielskiej rodziny, dalej mam wśród bliskiej rodziny, przyjaciół nauczycieli czy pedagogów, to zdążyłem się przyzwyczaić, że oni zawsze mają źle lol

No tak. Jak się nie ma sensownego argumentu, to najlepiej wyśmiać.

Mam dość dyskusji z tobą. Napiszesz jeszcze sto postów z argumentami których logicznie myślący człowiek by nie przytoczył, bo sam sprawdziłby dane, fakty, liczby, żeby się nie ośmieszyć. Ty masz swoje zdanie i nikt ci nie wmówi że białe jest białe, a czarne jest czarne.

Ktoś kiedyś napisał Nie dyskutuj z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swego poziomu, a potem pokona doświadczeniem. Wstyd mi że zawsze dam się wciągać w takie durne przepychanki.

33

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
troll napisał/a:

Dane statystyczne- są niedobre dlatego że są złe. Czemu? Są jakieś inne dane? Nie. Jest twoje przekonanie o słuszności twoich tez.
Oznajmiłeś że nie ma więcej ludzi po maturze, bo zdawalność wynosi 85%. Jest więcej? Ależ to wina rządu. I nie jest istotne że twoja teza upadła. Twój adwersarz przytoczył dane które należy ośmieszyć.

Tam gdzie uczą statystyki zazwyczaj uczą też logiki, a z tą coś u ciebie krucho. Może mniej emocji? Może mnije stosuj sztuczek odpowiednich do twojego nicka? Na przykład nie wciskaj mi, że twierdziłem, że nie ma więcej ludzi po maturze. Napisałem, że zdawalność jest podobna. Rozumiesz różnicę? Procent zdanych matur, a ilość uczniów przystępujących do matury? Zadanie z zakresu pewnie podstawówki: jeśli w roku 1992 do matury przystąpiło 100 tys. uczniów, z czego 85 tys. zdało maturę, a w roku 2009 przystąpiło 200 tys. uczniów z czego zdało 170 tys. to:
- procent zdawalności się zmienił czy nie?
- ilość absolwentów z maturą zwiększyła się/zmniejszyła/pozostała bez zmian? 

troll napisał/a:

Po pierwsze szóstoklasista, a nie sześcioklasista. Człowiek po dobrym liceum powinien to wiedzieć.

Och dziękuję, szczerze. Szczególnie w kontekście tego co piszesz poniżej lol Bo ja się nie czepiałem słówek tylko z metafory wziętych przykładów. Już tak się nie desperuj. Rozumiem, że może życie rodzinne ci się zaburzyło, małżonka chodzi zła i tobie się obrywa ale luzik... wink

troll napisał/a:

Po drugie czepianie się słówek świadczy trochę o skrajnej desperacji.

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

34 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2017-10-03 11:02:56)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Tez pochodze z rodziny nauczycielskiej, i jakos tak dziwnie swojsko sie poczulam czytajac powyzsza wypowiedz trolla wink.

Akurat to, ze bedzie mniej godzin lekcyjnych w tygodniu to moim zdaniem dobry krok - co z tego, ze teraz te dzieci siedza w szkole godzinami, jak i tak na 8 godzinie np,  nie kumaja ani w ząb. Jesli ma byc mniej godzin, to ja sie tylko ciesze, bo kiedy dochodza rozne zajecia dodatkowe - treningi, szkola muzyczna, - to sa dni, ze prawie dzieci nie widze. Trzeba zmienic jakosc nauczania, a nie chwalic sie duzą iloscia godzin lekcyjnych. 

Szkola ma w nazwie - podstawowa. Wiec ma edukowac w zakresie podstawowym.

edit - literowki i stylistyka big_smile

35

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
troll napisał/a:

A co z ta mlodzieza ktora TERAZ traci bezpowrotnie mozliwosc poznania czesci materialu nauczania. Nie wolno mowic jakos to bedzie. To sa ludzie ktorych pani Beata Szydlo skreslila mowiac- najwazniejsze zebysmy my, pisiory, postawili na swoim. Odpowiedzialny rzad, dodam ze ostatni taki byl na pod koniec lat szescdziesiatych, wprowadza reforme szkolnictwa stopniowo. Najpierw nalezy ja dobrze przemyslec, potem spisac wyniki tych przemyslen w formie jakiegos harmonogramu, potem przeszkolic nauczycieli, potem rocznik po roczniku zmieniac uczniom organizacje ich toku nauczania. Tylko tak moznaby to zrobic bez robienia krzywdy uczniom. Tymczasem nasz nierzad wprowadzil reforme szkolnictwa w kilka miesiecy. Ktos kto mowi zrobmy, jakos to bedzie i robi to kilkuset tysiacom polskich dzieci jest zdrajca tego panstwa i narodu.

A miało być bez polityki...
Dramatyzujesz troll. Każdy z nas wcześniej czy później staje się częścią jakiegoś eksperymentu , w którym coś się traci ,a coś zyskuje , albo wydaje się , że tak jest, a jest na odwrót. Generalnie jakoś dajemy sobie z tym radę.
Pierwsze lata mojej edukacji przebiegały w atmosferze kultu wobec wyzwoleńczej armii czerwonej. Lepiliśmy z plasteliny popiersie Lenina i uczyliśmy się rosyjskich piosenek propagandowych. Potem nadeszła transformacja i nagle na początku któregoś tam nowego roku szkolnego okazało się , że wszytko czym nas karmiono do tej pory jest be, bohaterami stali się Wałęsa i papież , a o mrocznej przeszłości edukacyjnej kazano nam zapomnieć. Też straciliśmy trochę czasu na kwestionowanie tamtej wiedzy i zdobywanie nowej, czyli też mieliśmy okrojony program. Też nad nami ubolewano, bo co to będzie z was biedne dzieci po takiej edukacji? A jednak dziś w większości mamy się dobrze. Tak samo będzie prawdopodobnie   z "ofiarami " obecnej reformy.

Podobnie jak Snake, nie rozumiem w jaki sposób ośmioletnia podstawówka skrzywdzi dzieci. Też taką kończyłam i nie widzę u siebie szczególnych uszczerbków z tego powodu. Nie sądzę również , aby system w którym sie kształciłam czegokolwiek mnie pozbawił i spowodował jakieś tajemnicze niedouczenie. Byłam dobrą uczennicą, więc poszłam do ogólniaka. Musiałam zdawać dodatkowe egzaminy żeby dostać się  do tzw najlepszej klasy, czyli z rozszerzonymi językami obcymi itp. Ogólniak nie daje zawodu , więc jego naturalną konsekwencją są studia, dlatego też nie było łatwo. Uczyłam się w zapomnianym już dzisiaj systemie, w którym nauczyciel był belfrem, miał zawsze rację i mówiło się do niego "panie profesorze" (choć oczywiście był tylko magistrem). Gdybym wyleciała wtedy z jakimiś swoimi prawami z kosmosu, to nauczycielka biologii albo geografii chyba zabiłaby mnie śmiechem, bo w szkole z tamtych czasów rządził właśnie nauczyciel, a nie uczeń, jak to ma miejsce obecnie. Owszem , uczyliśmy sie podręczników na pamieć, wkuwaliśmy daty, wzory i regułki . Jednak dzisiaj nie uważam, aby było to takie złe, gdyż dzięki temu posiadam wiedzę ogólną  w dziedzinach, w których sie nie wyspecjalizowałam akademicko. Nie pamiętam wszystkiego, ale pamiętam dużo.

Na gimnazja narzeka masa osób. Naprawdę mało jest zwolenników tego sytemu. W dużych miastach wygląda to pewnie nieco lepiej, gdyż tam jest jakaś możliwość decyzyjności. Można wybrać gimnazjum położone w pobliżu domu, albo to leżące dalej, ale lepsze. Nie ma tragedii gdy będzie się dojeżdżać piętnaście kilometrów zamiast pięciu. Ale na prowincji?? Proszę cie.. Jest jedno gimnazjum w sąsiedniej wsi , do którego idą wszyscy, jak jeden mąż, i dziewczynki kujonki, i genialne umysły ścisłe , i chłopaki od piłki. Nikt się nie zastanawia , czy to jest dobre czy złe rozwiązanie, bo po prostu nie ma innej alternatywy.
Nie dziw się więc , że rodzice, którzy teraz dostają szanse na to aby dzieci uczyły się w ośmioletniej szkole położonej bliżej domu, cieszą sie i pochwalają reformę bez zastanawiania sie nad jej dziejowymi konsekwencjami.
Zresztą, nie wydaje mi sie, aby w tym przypadku, była konieczność aż tak wielkiego użalania się nad losem dzieci. Bądźmy dobrymi rodzicami, kochajmy je mądrze i wychowujmy rozsądnie, a one sobie poradzą , nawet mimo uszczerbków w programie edukacyjnym

Zresztą, gdziekolwiek by to schować, i tak wypłynie, bo to, co zabagnione, nie daje się unicestwić, bo wszelkie niepowodzenie jest niezniszczalne.
Tove Jansson

36

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
MamaMamusia napisał/a:

Zresztą, nie wydaje mi sie, aby w tym przypadku, była konieczność aż tak wielkiego użalania się nad losem dzieci.

Przecież wiesz, że w tym przypadku nie chodzi o los biednych dzieci tylko los biednych nauczycieli wink Nawet o zgrozo pensum muszą ciułać po różnych szkołach. Dojeżdżać! Kto to widział!

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

37

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Snake napisał/a:
MamaMamusia napisał/a:

Zresztą, nie wydaje mi sie, aby w tym przypadku, była konieczność aż tak wielkiego użalania się nad losem dzieci.

Przecież wiesz, że w tym przypadku nie chodzi o los biednych dzieci tylko los biednych nauczycieli wink Nawet o zgrozo pensum muszą ciułać po różnych szkołach. Dojeżdżać! Kto to widział!

To ciekawe... bo właściwie reforma edukacji jest w związku z tym dla nauczycieli korzystna. Ośmioletnia podstawówka równa się przecież większej liczbie godzin w jednej szkole. Rozwiązuje to poniekąd problem dojeżdżania i dorabiania w placówce innej niż macierzysta. O co więc ten hałas?

Zresztą, gdziekolwiek by to schować, i tak wypłynie, bo to, co zabagnione, nie daje się unicestwić, bo wszelkie niepowodzenie jest niezniszczalne.
Tove Jansson

38

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
MamaMamusia napisał/a:
troll napisał/a:

A co z ta mlodzieza ktora TERAZ traci bezpowrotnie mozliwosc poznania czesci materialu nauczania. Nie wolno mowic jakos to bedzie. To sa ludzie ktorych pani Beata Szydlo skreslila mowiac- najwazniejsze zebysmy my, pisiory, postawili na swoim. Odpowiedzialny rzad, dodam ze ostatni taki byl na pod koniec lat szescdziesiatych, wprowadza reforme szkolnictwa stopniowo. Najpierw nalezy ja dobrze przemyslec, potem spisac wyniki tych przemyslen w formie jakiegos harmonogramu, potem przeszkolic nauczycieli, potem rocznik po roczniku zmieniac uczniom organizacje ich toku nauczania. Tylko tak moznaby to zrobic bez robienia krzywdy uczniom. Tymczasem nasz nierzad wprowadzil reforme szkolnictwa w kilka miesiecy. Ktos kto mowi zrobmy, jakos to bedzie i robi to kilkuset tysiacom polskich dzieci jest zdrajca tego panstwa i narodu.

A miało być bez polityki...
Dramatyzujesz troll. Każdy z nas wcześniej czy później staje się częścią jakiegoś eksperymentu , w którym coś się traci ,a coś zyskuje , albo wydaje się , że tak jest, a jest na odwrót. Generalnie jakoś dajemy sobie z tym radę.
Pierwsze lata mojej edukacji przebiegały w atmosferze kultu wobec wyzwoleńczej armii czerwonej. Lepiliśmy z plasteliny popiersie Lenina i uczyliśmy się rosyjskich piosenek propagandowych. Potem nadeszła transformacja i nagle na początku któregoś tam nowego roku szkolnego okazało się , że wszytko czym nas karmiono do tej pory jest be, bohaterami stali się Wałęsa i papież , a o mrocznej przeszłości edukacyjnej kazano nam zapomnieć. Też straciliśmy trochę czasu na kwestionowanie tamtej wiedzy i zdobywanie nowej, czyli też mieliśmy okrojony program. Też nad nami ubolewano, bo co to będzie z was biedne dzieci po takiej edukacji? A jednak dziś w większości mamy się dobrze. Tak samo będzie prawdopodobnie   z "ofiarami " obecnej reformy.

Podobnie jak Snake, nie rozumiem w jaki sposób ośmioletnia podstawówka skrzywdzi dzieci. Też taką kończyłam i nie widzę u siebie szczególnych uszczerbków z tego powodu. Nie sądzę również , aby system w którym sie kształciłam czegokolwiek mnie pozbawił i spowodował jakieś tajemnicze niedouczenie. Byłam dobrą uczennicą, więc poszłam do ogólniaka. Musiałam zdawać dodatkowe egzaminy żeby dostać się  do tzw najlepszej klasy, czyli z rozszerzonymi językami obcymi itp. Ogólniak nie daje zawodu , więc jego naturalną konsekwencją są studia, dlatego też nie było łatwo. Uczyłam się w zapomnianym już dzisiaj systemie, w którym nauczyciel był belfrem, miał zawsze rację i mówiło się do niego "panie profesorze" (choć oczywiście był tylko magistrem). Gdybym wyleciała wtedy z jakimiś swoimi prawami z kosmosu, to nauczycielka biologii albo geografii chyba zabiłaby mnie śmiechem, bo w szkole z tamtych czasów rządził właśnie nauczyciel, a nie uczeń, jak to ma miejsce obecnie. Owszem , uczyliśmy sie podręczników na pamieć, wkuwaliśmy daty, wzory i regułki . Jednak dzisiaj nie uważam, aby było to takie złe, gdyż dzięki temu posiadam wiedzę ogólną  w dziedzinach, w których sie nie wyspecjalizowałam akademicko. Nie pamiętam wszystkiego, ale pamiętam dużo.

Na gimnazja narzeka masa osób. Naprawdę mało jest zwolenników tego sytemu. W dużych miastach wygląda to pewnie nieco lepiej, gdyż tam jest jakaś możliwość decyzyjności. Można wybrać gimnazjum położone w pobliżu domu, albo to leżące dalej, ale lepsze. Nie ma tragedii gdy będzie się dojeżdżać piętnaście kilometrów zamiast pięciu. Ale na prowincji?? Proszę cie.. Jest jedno gimnazjum w sąsiedniej wsi , do którego idą wszyscy, jak jeden mąż, i dziewczynki kujonki, i genialne umysły ścisłe , i chłopaki od piłki. Nikt się nie zastanawia , czy to jest dobre czy złe rozwiązanie, bo po prostu nie ma innej alternatywy.
Nie dziw się więc , że rodzice, którzy teraz dostają szanse na to aby dzieci uczyły się w ośmioletniej szkole położonej bliżej domu, cieszą sie i pochwalają reformę bez zastanawiania sie nad jej dziejowymi konsekwencjami.
Zresztą, nie wydaje mi sie, aby w tym przypadku, była konieczność aż tak wielkiego użalania się nad losem dzieci. Bądźmy dobrymi rodzicami, kochajmy je mądrze i wychowujmy rozsądnie, a one sobie poradzą , nawet mimo uszczerbków w programie edukacyjnym

bardzo sensownie napisane. Uważam, ze powody do dramatyzowania są wydumane i glownie maja kontekst polityczny. Zawsze to kolejny powód, żeby ponarzekać na nielubiana władze.

39 Ostatnio edytowany przez polis (2017-10-03 20:23:30)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Czyli jak reforma jest źle i na szybko przeprowadzona to mamy po prostu pogodzić się z losem i niczego nie oczekiwać? Żadnych elementarnych wymagań nie stawiać rządowi? Niech robią co chcą i jak chcą, a my sobie jakoś radźmy?

40

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
troll napisał/a:
Piotr Introwertyk napisał/a:

A gdyby .. . A GDYBY przyszło Wam drodzy interlokutorzy wyedukować społeczeństwo/założyć nowe szkoły   kompletnie od zera, zakładając że wszystko jest możliwe - czy taka organizacja / program/efekt końcowy zadowalałby was ? Bo mnie obecnie przeraża PRIMO - że z obecnej nauki w głowach zostają ochłapy wiedzy SECUNDO że nie ma przedmiotu uczącego szacunku do drugiego człowieka - porozumiewania sie z nim TERTIO że sam wykorzystuję wiedzę szkolną minimalnie bo wiekszości musiałem nauczyć sie po szkole.  Obecnie mam dzieci w gimnazjum i na studiach.

System ktory wprowadzil pis sam w sobie nie jest zly. Trzebaby zmienic troche filozofie polskiej szkoly, doprowadzic do tego aby szeroko rozumiane przedmioty przyrodnicze byly bardziej powazane, ale idea 8+4 jest jak najbardziej prawidlowa. Tyle ze nalezaloby zmniejszyc ilosc szkol ogolnoksztalcacych, wrocic do zawodowych, bo potrzeba znacznie wiecej elektrykow, hydraulikow, czy murarzy niz psychologow, socjologow, czy filologow.

Ależ kształci się elektryków, hydraulików czy murarzy, a przynajmniej się próbuje to robić. Z tym że moim zdaniem wartość takiego wykształcenia została skutecznie zdeprecjonowana przez media, popkulturę,a także w bardzo dużej mierze przez gospodynie tego forum.

troll napisał/a:

Do tego trzebaby odciazyc nauczycieli od debilnych prac ktore wykonuja, tak zeby zajeli sie tym do czego zostali wyuczeni i co robia najlepiej. Skoro szkola nie zatrudni budzetowego pracownika do kserowania, przeklepywania danych i prostych analiz w excellu, to musza to zrobic nauczyciele. To kosztuje czas i sily, ktore w efekcie nie ida na dydaktyke. Nauczyciel ktory ma osiagniecia dydaktyczne- np olimpijczykow, laureatow konkursow przedmiotowych, powinien z automatu dostawac wyzsze pobory. Tymczasem w malych osrodkach rzadza uklady i ukladziki w urzedzie gminy, w miastach uklady z dyrektorem. A rezultaty nauczania nikogo nie obchodza. Uczniow mozna zwolnic z lekcji, ale o dziwo nie wf, bo trzeba nosic stoly, czy kibicowac na meczu. Dyrektor ktory do tego dopuszcza powinien automatycznie tracic prace. Tymczasem za ladne imprezy robione dla miasta, dzielnicy, gminy, szkola dostaje wyzsza dotacje.

Puchary sportowe stoja w kazdej gablocie. Dyplomu za kangura matematycznego nikt nie wiesza, za olimpiade biologiczna czy geograficzna tym bardziej. Za malo zlote. Poki spoleczenstwo nie zrozumie ze wyksztalcenie mlodziezy jest wazniejsze nawet od autostrad, to bedziemy wybierac idiotow niszczacych szkoly. Poki bedziemy ich wybierac, poty nie bedzie dobrej szkoly, gospodarka bedzie do dupy, a ludzie beda z Polski uciekac bo nie beda widzieli tu perspektyw.

Póki co PiS nie "dorwał" się jeszcze do pełni władzy w małych ośrodkach, więc te układy to dzieło innych opcji, a szczególnie pewnej również z trzyliterowym skrótem smile I szczerze, to nie spotkałem się z tego typu sytuacjami jak tu opisujesz, ale nie przeczę, że takowe mają miejsce.
Spójrz na to z innej strony, nauczyciel pracuje w placówce z renomą, do której ciągną najlepsi z okolicy. Czy naprawdę to aż taki wielki wkład danego pedagoga w sukces zdolnego ucznia, czy może jednak wyłączną zasługą jest nie zmarnowanie talentu młodego?? Ot takie pytanie ku refleksji. Może na szczególne uznanie zasługuje pedagog, który na totalnym ugorze stworzył coś z niczego??
Wyobraź sobie, że i w mojej byłej szkole średniej i w pobliskich gimnazjach są gabloty zarówno z osiągnięciami z olimpiad "wiedzowych" jak i sportowych...taki szok.

41

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
MamaMamusia napisał/a:

Pierwsze lata mojej edukacji przebiegały w atmosferze kultu wobec wyzwoleńczej armii czerwonej. Lepiliśmy z plasteliny popiersie Lenina i uczyliśmy się rosyjskich piosenek propagandowych. Potem nadeszła transformacja i nagle na początku któregoś tam nowego roku szkolnego okazało się , że wszytko czym nas karmiono do tej pory jest be, bohaterami stali się Wałęsa i papież , a o mrocznej przeszłości edukacyjnej kazano nam zapomnieć. Też straciliśmy trochę czasu na kwestionowanie tamtej wiedzy i zdobywanie nowej, czyli też mieliśmy okrojony program. Też nad nami ubolewano, bo co to będzie z was biedne dzieci po takiej edukacji? A jednak dziś w większości mamy się dobrze. Tak samo będzie prawdopodobnie   z "ofiarami " obecnej reformy.

Tutaj się rozmijamy, bo moje zdanie jest takie, że to, że my czegoś doświadczyliśmy, nie jest w tym przypadku żadnym wytłumaczeniem i nie można mówić, że kolejnemu pokoleniu nic się nie stanie, jeśli będzie się na nim eksperymentować. Bo może lepiej byłoby uczyć się na błędach z przeszłości i już ich nie powielać niż przeprowadzać eksperymenty na organizmie żywym? Pytanie: czy aby na pewno o młodzież w tym wszystkim chodzi? Ja mam swoją teorię, ale że o polityce miało nie być, zresztą na moją własną prośbę, to pominę to milczeniem, zahaczając wyłącznie o podstawy programowe, czyli jakie treści są w nich przemycane, a jakie konsekwentnie usuwane. Wystarczy uważnie prześledzić sieć i podręczniki, aby zorientować się o czym piszę.
Ja naprawdę miałam nadzieję, że to wszystko mamy już za sobą i naprawdę cieszę się, że mój syn właśnie rozpoczął studia, więc nas ten temat od strony praktycznej omija.

I nie rozumiem dlaczego nie słuchano autorytetów, które wyraźnie wskazywały na błędy i niedopatrzenia w podstawach programowych. Dosyć głośne były na przykład wypowiedzi dotyczące historii i fizyki.

Co prawda na etapie szkoły średniej, kiedy to dochodziliśmy do historii współczesnej, moja nauczycielka też kazała nam zamykać poręczniki i ze słowami "teraz będziemy uczyć się prawdziwej historii" mówiła jak było naprawdę, a nie co napisano w naszych podręcznikach, ale czy o to w tym chodzi, żeby całą nadzieję pokładać w nauczycielach? Nawiasem mówiąc z samego założenia oni dziś i tak mają zdecydowanie mniej swobody w zakresie przekazywanej wiedzy niż miało to miejsce do tej pory (elastyczność jest bardzo ważna), choć w zasadzie to podobno nie mają jej wcale.

I teraz tak - likwidacja trzyletnich gimnazjów i powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej spowoduje skrócenie edukacji ogólnej o rok – mówi się, że ze szkodą dla uczniów. Zamiast uczyć umiejętności program nauczania kładzie nacisk na opanowanie szczegółowej wiedzy z powiększonej liczby przedmiotów, za to znacząco słabnie podejście interdyscyplinarne - po co to zmieniać, jeśli do tej pory się sprawdzało? Na siłę, żeby zmienić dla samej zmiany?

assassin napisał/a:

Z tym że moim zdaniem wartość takiego wykształcenia została skutecznie zdeprecjonowana przez media, popkulturę,a także w bardzo dużej mierze przez gospodynie tego forum.

Możesz to wyjaśnić, bo zupełnie nie widzę związku?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

42 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2017-10-04 12:04:20)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Olinka napisał/a:
MamaMamusia napisał/a:

Pierwsze lata mojej edukacji przebiegały w atmosferze kultu wobec wyzwoleńczej armii czerwonej. Lepiliśmy z plasteliny popiersie Lenina i uczyliśmy się rosyjskich piosenek propagandowych. Potem nadeszła transformacja i nagle na początku któregoś tam nowego roku szkolnego okazało się , że wszytko czym nas karmiono do tej pory jest be, bohaterami stali się Wałęsa i papież , a o mrocznej przeszłości edukacyjnej kazano nam zapomnieć. Też straciliśmy trochę czasu na kwestionowanie tamtej wiedzy i zdobywanie nowej, czyli też mieliśmy okrojony program. Też nad nami ubolewano, bo co to będzie z was biedne dzieci po takiej edukacji? A jednak dziś w większości mamy się dobrze. Tak samo będzie prawdopodobnie   z "ofiarami " obecnej reformy.

Tutaj się rozmijamy, bo moje zdanie jest takie, że to, że my czegoś doświadczyliśmy, nie jest w tym przypadku żadnym wytłumaczeniem i nie można mówić, że kolejnemu pokoleniu nic się nie stanie, jeśli będzie się na nim eksperymentować. Bo może lepiej byłoby uczyć się na błędach z przeszłości i już ich nie powielać niż przeprowadzać eksperymenty na organizmie żywym? Pytanie: czy aby na pewno o młodzież w tym wszystkim chodzi? Ja mam swoją teorię, ale że o polityce miało nie być, zresztą na moją własną prośbę, to pominę to milczeniem, zahaczając wyłącznie o podstawy programowe, czyli jakie treści są w nich przemycane, a jakie konsekwentnie usuwane. Wystarczy uważnie prześledzić sieć i podręczniki, aby zorientować się o czym piszę.
Ja naprawdę miałam nadzieję, że to wszystko mamy już za sobą i naprawdę cieszę się, że mój syn właśnie rozpoczął studia, więc nas ten temat od strony praktycznej omija.

I nie rozumiem dlaczego nie słuchano autorytetów, które wyraźnie wskazywały na błędy i niedopatrzenia w podstawach programowych. Dosyć głośne były na przykład wypowiedzi dotyczące historii i fizyki.

Co prawda na etapie szkoły średniej, kiedy to dochodziliśmy do historii współczesnej, moja nauczycielka też kazała nam zamykać poręczniki i ze słowami "teraz będziemy uczyć się prawdziwej historii" mówiła jak było naprawdę, a nie co napisano w naszych podręcznikach, ale czy o to w tym chodzi, żeby całą nadzieję pokładać w nauczycielach? Nawiasem mówiąc z samego założenia oni dziś i tak mają zdecydowanie mniej swobody w zakresie przekazywanej wiedzy niż miało to miejsce do tej pory (elastyczność jest bardzo ważna), choć w zasadzie to podobno nie mają jej wcale.

I teraz tak - likwidacja trzyletnich gimnazjów i powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej spowoduje skrócenie edukacji ogólnej o rok – mówi się, że ze szkodą dla uczniów. Zamiast uczyć umiejętności program nauczania kładzie nacisk na opanowanie szczegółowej wiedzy z powiększonej liczby przedmiotów, za to znacząco słabnie podejście interdyscyplinarne - po co to zmieniać, jeśli do tej pory się sprawdzało? Na siłę, żeby zmienić dla samej zmiany?

Ja z kolei uważam ,że krzywdę zrobiono dzieciom wprowadzając gimnazja i że tamta reforma nosiła znamiona nieludzkiego eksperymentu w dużo większym stopniu niż obecna.
W wielu przypadkach całe to przejście do gimnazjum oznaczało jedynie przeniesienie uczniów do innego budynku , bez możliwości wyboru, bez jakiejkolwiek innej alternatywy. No to po co to w ogóle było? I czy na pewno chodziło w tym o dobro dzieci?
Gimnazja ,mówiąc wprost , psuły młodzież i wielu nauczycieli oraz rodziców wypowiadało sie jeszcze do niedawna w tym własnie tonie. Teraz bardzo dużo zależy od upodobań politycznych i niestety często jest tak, że krytykuje sie reformę tylko dlatego, że to pomysł rządu, tego rządu (nie mówię, że to akurat ty Olinko)
Co do autorytetów... to że ktoś jest autorytetem dla jednych nie oznacza , że będzie nim dla wszystkich. Dla kogoś autorytetem będzie papież , a dla kogoś innego Korwin-Mikke. Władza ma swoich ekspertów, a opozycja swoich. Bitwa na argumenty nie jest niczym nowym. Kiedy wprowadzano gimnazja też huczało w społeczeństwie. Co ciekawe - protestowali również ci , którzy dziś z takim zapałem bronią gimnazjów. I też były autorytety po obydwu stronach barykady. Władza zrobiła co chciała, podobnie jak teraz.
Bez wojny nie obyłoby sie również gdyby reforma trwała latami. Taka sama masa malkontentów grzmiałaby z jakiegoś innego powodu, tyle że dłużej .Gdyby podczas wprowadzania zmian sugerowano się chęcią zadowolenia wszystkich do dziś tkwilibyśmy w epoce kamienia łupanego, albo i jeszcze głębiej.
Stwierdzono, że tamten system się nie sprawdził i postanowiono go zlikwidować, że ostrym cięciem...cóż, taki mamy obecnie w polityce klimat.
Nawet jeśli rządzącym nie chodzi w tym wszystkim o dobro dzieci, to tym "opłakującym" i "ubolewającym" nad straconym pokoleniem tym bardziej.

Zresztą, gdziekolwiek by to schować, i tak wypłynie, bo to, co zabagnione, nie daje się unicestwić, bo wszelkie niepowodzenie jest niezniszczalne.
Tove Jansson

43

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Bardzo fajnie się z Tobą dyskutuje, zresztą nie po raz pierwszy, bo choć w pewnych kwestiach się ze sobą nie zgadzamy, to nie widać jakiejś silnej potrzeby forsowania własnego zdania, za to podajesz argumenty, nad którymi trudno przejść obojętnie i się nad nimi nie zastanowić.

Co do autorytetów, choć może właściwsze będzie tu słowo ekspertów, w zasadzie mogłabym się zgodzić, że jedna strona ma swoich, druga swoich, zawsze tak jest, sporo było jednak głosów zainteresowanych przede wszystkim poziomem nauczania i dobrem dzieci/młodzieży (wystarczy wspomnieć Związek Nauczycielstwa Polskiego), głosy te pojawiły się zupełnie w oderwaniu od polityki. Ponadto ogromne watpliwości budzi fakt, że nie wysłuchano społeczeństwa, bo jednak doskonale wiemy, że wniosek o referendum, pod którym notabene podpisało się znacznie więcej osób niż przepisy tego wymagają, został - nieładnie mówiąc - wyrzucony do kosza. Dlaczego? Czyżby ktoś obawiał się jego wyniku? <pytanie retoryczne> Jeśli reforma była solidnie przygotowana, była uzasadniona i służyła wyłącznie dobru dzieci, to takich obaw nie powinno być.

Teraz to wszystko trzeba po prostu przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza, ufać w rozsądek nauczycieli, mądrość dzieci i mieć nadzieję, że jeśli coś się nie sprawdzi, to będą korekty.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

44

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Olinka napisał/a:

Ponadto ogromne watpliwości budzi fakt, że nie wysłuchano społeczeństwa, bo jednak doskonale wiemy, że wniosek o referendum, pod którym notabene podpisało się znacznie więcej osób niż przepisy tego wymagają, został - nieładnie mówiąc - wyrzucony do kosza. Dlaczego? Czyżby ktoś obawiał się jego wyniku? <pytanie retoryczne

To po prostu taka tradycja parlamentarna. Z tym wyrzucaniem do kosza. Mój głos za referendum też wyrzucono do kosza, czy też zmielono. I zrobili to ponoć najwięksi czy też najgłośniejsi obecnie obrońcy demokracji i prawa do głosu obywateli. Takżeten....

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

45

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
Olinka napisał/a:

Bardzo fajnie się z Tobą dyskutuje, zresztą nie po raz pierwszy, bo choć w pewnych kwestiach się ze sobą nie zgadzamy, to nie widać jakiejś silnej potrzeby forsowania własnego zdania, za to podajesz argumenty, nad którymi trudno przejść obojętnie i się nad nimi nie zastanowić.

Dziękuję bardzo ! Zdecydowanie to samo mogę powiedzieć o tobie.



ufać w rozsądek nauczycieli, mądrość dzieci

Właśnie w takich zamieszaniach dzieci są tym ogniwem , w które wierzę najbardziej, tzn ufam, że są raczej odporne wobec wszelkich doktryn i ideologii. Dzieci z reguły nie lubią szkoły i to jest w tym przypadku błogosławieństwo, bo po pierwsze jest im wszystko jedno gdzie smutny obowiązek edukacji się odbywa i w jakim systemie, a po drugie mają ochotę szkołę odbębnić beż głębszego zastanawiania sie kto za tym wszystkim stoi i pociąga za sznurki. Kurcze, pamiętam jak czasem w szkole były strajki... Nauczyciele nam opowiadali o co w tym wszystkim chodzi i zachęcali do łączenia sie z nimi w bólu, a my sie cieszyliśmy, że nie ma lekcji wink Pod tym względem raczej nic się nie zmieni.I dobrze.
Nie ma i nie będzie apolitycznych szkół państwowych. Wszyscy byliśmy w takich systemach edukowani i nic nam się nie stało. Nasze dzieci też sobie poradzą..
Poza tym doceniam również siebie jako rodzica zaangażowanego. Wierzę, że nawet naszpikowane ideologią podstawy programowe nie skrzywdzą moich dzieci, bo sama , jako rodzic, jestem ich pierwszym wychowawcą i nauczycielem .
Zawsze wiedziałam, że kiedyś na stałe zamieszkam w Polsce ,a moje dzieci będą tam kontynuować edukację i nie wpadałam w panikę na myśl, że załapią sie na gimnazja , kiedy jeszcze nie było mowy o żadnych reformach. Natomiast teraz nie ukrywam, iż cieszę się, że to będzie jednak ośmioletnia podstawówka.

Zresztą, gdziekolwiek by to schować, i tak wypłynie, bo to, co zabagnione, nie daje się unicestwić, bo wszelkie niepowodzenie jest niezniszczalne.
Tove Jansson

46 Ostatnio edytowany przez polis (2017-10-04 23:16:35)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Gimnazja ,mówiąc wprost , psuły młodzież i wielu nauczycieli oraz rodziców wypowiadało sie jeszcze do niedawna w tym własnie tonie. Teraz bardzo dużo zależy od upodobań politycznych i niestety często jest tak, że krytykuje sie reformę tylko dlatego, że to pomysł rządu, tego rządu

Ja na razie widzę krytykę głownie tego, w jaki sposób ta reforma została wprowadzona. Część osób nawet otwarcie powiedziała, że pomysł z gimnazjami im się nie podobał, ale nie podoba im się też nowa reforma za ekspresyjne tempo. Rządowi się obrywa, bo to on zdecydował się ją wprowadzić tak szybko.

Natomiast moim zdaniem w szkole powinno się przede wszystkim uczyć logicznego myślenia i analizowania, bo w dzisiejszym świecie takie bezsensowne zakuwanie na pamięć nie ma sensu i ma go jeszcze mniej niż kiedyś. Po pierwsze dlatego, że wiedza jest znaczniej bardziej dostępna niż kiedykolwiek (Internet), po drugi szybciej się dezaktualizuje (zwłaszcza w niektórych dziedzinach jak np. IT), po trzecie dlatego, że ważniejsza jest wiedza jak zdobyć rzetelne informacje i je zweryfikować, żeby w razie czego mieć bieżące wiadomości, a nie informacje sprzed X lat.

Jeśli wiem, jak zdobyć informacje i że są mniej lub bardziej rzetelne źródła informacji i umiem je zweryfikować, to w razie jak jest mi coś potrzebne mogę sobie znaleźć i wyszukać coś na dany temat, a nie polegać na tym co zapamiętałam np. 20 lat temu w liceum, co może już od dawna być nieaktualne.

47

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
polis napisał/a:

Natomiast moim zdaniem w szkole powinno się przede wszystkim uczyć logicznego myślenia i analizowania, bo w dzisiejszym świecie takie bezsensowne zakuwanie na pamięć nie ma sensu i ma go jeszcze mniej niż kiedyś. Po pierwsze dlatego, że wiedza jest znaczniej bardziej dostępna niż kiedykolwiek (Internet), po drugi szybciej się dezaktualizuje (zwłaszcza w niektórych dziedzinach jak np. IT), po trzecie dlatego, że ważniejsza jest wiedza jak zdobyć rzetelne informacje i je zweryfikować, żeby w razie czego mieć bieżące wiadomości, a nie informacje sprzed X lat.

Jeśli wiem, jak zdobyć informacje i że są mniej lub bardziej rzetelne źródła informacji i umiem je zweryfikować, to w razie jak jest mi coś potrzebne mogę sobie znaleźć i wyszukać coś na dany temat, a nie polegać na tym co zapamiętałam np. 20 lat temu w liceum, co może już od dawna być nieaktualne.

To jak powinna wygladac szkola, podobnie jak to jak powinno przebiegac leczenie, wie kazdy. To dwie dziedziny na ktorych kazdy sie zna.
Uczyc logicznego myslenia, powiadasz. Bez solidnych podstaw wiedzowych nie bedzie nad czym myslec. Weryfikowac zrodla informacji? A jak to zrobic skoro nie ma sie wiedzy? Sprawdzic czy im sie poca rece?

Wspomnialas IT. Ta dziedzina szybko sie zmienia. To jest m. in. powod dla ktorego w firmach szkoleniowych najwiecej jest szkolen IT. Jak kazda, tak i ta dziedzina wymaga solidnej wiedzy. I to bardzo rozleglej. To ze windows wyewoluowal od wersji 98 do wersji 10 i 2016 serwer, to nie znaczy ze nie musze o nim nic wiedziec. Aby na nim pracowac musialem posiasc bardzo dokladna, specjalistyczna wiedze. Linux ewoluuje podobnie. Ale to nie zwalnia mnie z obowiazku posiadania bardzo konkrernej wiedzy na temat jego dzialania. Czesc wiedzy sie zmienia, czesc nie, ale niezaleznie od tych zmian, ta wiedze trzeba posiadac. Dopiero na jej podstawie mozna miec umiejetnosc rozwiazywania problemow, wprowadzania nowych koncepcji itd.

Piszesz o logice. Logika to bardzo konkretna nauka wymagajaca wiedzy. Czesc tej wiedzy jest przemycana na lekcjach matematyki. Ale aby logicznie myslec trzeba miec o czym myslec, a tu klania sie wiedza.
Aby nie robic bledow gramatycznych, interpunkcyjnych i ortograficznych wymagana jest wiedza. Znajomosc bardzo konkretnych zasad gramatyki, interpunkcji, ortografii.

Jesli slyszysz o straszliwym huraganie na karaibach, to tylko dlatego nie uciekasz do piwnicy, bo wiesz ze karaiby sa dosc daleko. Skad? Z geografii. Bo tam zmuszono cie do przyswojenia bodaj podstaw tej nauki.

Szkola nie uczy umiejetnosci tylko tych ktorzy nie sa w stanie ich posiasc. Nauczyciel mowi na lekcji gdzie uczniowie znajda informacje ktorych potrzebuja. Tyle ze czesc baranow nie potrafi nawet zajrzec do podrecznika, co dopiero wyszukac w internecie, bibliotece publikacjach prasowych.

48

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

troll, ja rozumiem, że pewien zakres wiedzy jest potrzebny, chodziło mi o to, że w polskiej szkole powinien być większy nacisk na uczenie analizowania i logicznego myślenia, a z tym jest bardzo różnie i zależy mocno od nauczyciela. Jeden będzie wymagał myślenia, zastanowienia się i kojarzenia faktów, a drugi zakucia jakichś formułek, dat, czy innej bzdury typu jaki kolor butów miała bohaterka lektury X etc.

A skoro tak dużo zależy od nauczyciela, to należałby się może zastanowić co zrobić, żeby do zawodu przyciągnąć jak najwięcej takich osób i jak najlepiej je przeszkolić i że może ode tego bardziej zależy poziom edukacji niż to, czy uczeń skończy sześć czy osiem klas podstawówki.

49

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Zgadzam sie ze duzo zalezy od nauczyciela. Dlatego nalezy promowac tych ktorzy maja obiektywne wyniki nauczania. Olimpiady przedmiotowe, egzaminy panstwowe, niezalezne osrodki badajace wyniki.
Jak juz wspomnialem- odciazyc nauczycieli od debilnych zajec ktore kosztuja czas i sily. Moja zona, nauczycielka, przez moja prywatna drukarke na poczatku kazdego roku szkolnego przepuszcza ok trzech tysiecy kartek papieru na przerozna szkolna dokumentacje. W firmie gdzie pracuje ja moje biurko sprzata sprzataczka, moj magazyn rowniez. Drrukowanie, kserowanie, kopertowanie korespondencji itd zalatwia sekretarka za dwa tysiace miesiecznie, bo informatyk za piec tysiecy, handlowiec za dziesiec, czy kierownik za osiem sa na to zbyt kosztowni. Nauczyciel przygotowuje i drukuje materialy dla ucznia w domu, kseruje w pracy, do tego dyzuruje na korytarzu, sprzata zaplecze pracowni. Za wyjazdy sluzbowe mam kilometrowke lub auto sluzbowe, diety, hotele. Nauczyciel ma zaszczyt wyjechac z uczniem na wlasny koszt.

Ja mam gorsze wyksztalcenie, bo tylko jeden fakultet, zona dwa i dwie podyplomowki i zarabiam dwa razy tyle ile ona. Ja po pracy czasem poczytam ciekawostki z branzy. Ona pracuje jeszcze w domu 4-5 godzin dziennie.

Ciekawe czemu nie garnie sie do nauczycielstwa elita informatykow, matematykow, fizykow. Czemu na uczelniach technicznych nie ma najlepszych inzynierow, a tylko odpad ktorego nie chcial przemysl? Moze dwa i pol- trzy tysiace po trzydziestu latach pracy to troche malo na te wymagania ktore bysmy chcieli stawiac?

50

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

W temacie poziomu pracy nauczycieli - kończyłam studium pedagogiczne, które swego czasu miało mnie przygotować do pracy z młodzieżą (potem to już nie wystarczało, trzeba było wykształcenie uzupełnić o studia wyższe) i do dziś pamiętam, jakie głąby (przepraszam za wyrażenie, ale tylko ono oddaje istotę tego, co chciałam przekazać) ze mną chodziły. Przecież toto ani nie umiało porządnie pisać, ani liczyć, nie wspominając o przyswojeniu podstawowej wiedzy z dydaktyki, psychologii i pokrewnych. Wiem, że część z tych osób poszła wybraną drogą i pracują w szkołach do dziś. Powiedzcie mi - jak to jest możliwe? I jak w szkole może być dobrze, jeśli ludzie, którym przekazuje się młode pokolenie, ledwo prześlizgują się z klasy do klasy, a na koniec obrona dyplomu okazuje się nie lada wyzwaniem?

Oczywiście nie uogólniam, bo byłoby to bardzo krzywdzące, ale wystarczy, aby w gronie nauczycielskim znalazło się kilka takich osób, a już zaczyna mnie ten fakt niepokoić. Dla mnie nauczyciel to zawód z powołaniem, profesja wymagająca ponadprzeciętnej inteligencji, także tej emocjonalnej, a jak jest - każdy widzi i zapewne każdy w trakcie swojej edukacji trafił na kogoś, kto nigdy nie powinien stanąć za nauczycielskim biurkiem.

Wspomniana przez Trolla, odciągająca uwagę i marnująca cenny czas biurokracja, to już zupelnie inna bajka, ale rzeczywiście to jest prawdziwy horror. Na przykład moja szwagierka, nauczycielka, kiedy przychodzi do domu, to wyciąga stertę dokumentów i je uzupełnia, coś tam przy okazji wklepując do komputera. Jakieś okienka, które mogłaby poświęcić uczniom, też poświęca na papierologię. W rezultacie ona jest w pracy dosłownie od rana do wieczora z małymi przerwami na życie osobiste. W końcu zmęczony umysł musi kiedyś zacząć się buntować, a na tym w rezultacie cierpi młodzież.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

51

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
polis napisał/a:

Jeden będzie wymagał myślenia, zastanowienia się i kojarzenia faktów, a drugi zakucia jakichś formułek, dat, czy innej bzdury typu jaki kolor butów miała bohaterka lektury X etc.

Bez zakucia odpowiedniej ilości dat powiązanych z wydarzeniami uczeń nie będzie w stanie zrozumieć procesów historycznych. Wyrwie sobie coś z kontekstu (czytaj z internetu) ale tego nie skojarzy z czymś innym, szerszym,  czyli nie wyciągnie logicznych wniosków.
Nie zrozumie poezji Baczyńskiego jeśli nie zapamięta jego daty urodzenia i nie nauczy się czym była druga wojna światowa. Powiem więcej nie zrobi tego bez podręcznikowych wiadomości na temat Hitlera oraz sytuacji geopolitycznej Polski w tamtym czasie. A z kolei do ogarnięcia tego ,będzie mu potrzebna przyswojona wcześniej wiedza na temat pierwszej wojny światowej, odzyskania przez Polskę niepodległości, Piłsudskiego, zaborów i tak dalej ,i tak dalej...aż do osady w Biskupinie.
Nie zrozumie w jaki sposób oddycha skóra jeśli nie nauczy sie na pamięć jej budowy z obrazka umieszczonego w podręczniku.
Nie pojmie co to jest grawitacja tylko dlatego , że rzuci piłką do góry i zobaczy jak spada w dół, bo bez znajomości reguł nie będzie wiedział dlaczego tak sie dzieje.
Logika jest oparta na wiedzy. Uczenie sie to nie tylko sadzenie kwiatuszków i przyglądanie sie jak rosną, to także naukowa, nudna, oklepana wiedza na temat tego dlaczego rosną i dlaczego są zielone. Nie można logicznie kojarzyć faktów jeśli sie ich nie zna.
Co do koloru butów  bohaterki lektury... W jaki inny niż zadawanie szczegółowych pytań sposób nauczyciel może sprawdzić poziom znajomości lektury? Jak ma to zrobić w dzisiejszych czasach gdy streszczenie każdy sobie wygoogluje w pięć minut? Moja polonistka w liceum robiła nam kartkówka przed omawianiem każdej lektury. Pięć pytań. Odpowiadało  sie jednym słowem. Szczegółowe i bzdurne , ale jak sie czytało to się wiedziało, a jak nie to nie i wszystko było jasne.

Jeśli chodzi o pracę nauczyciela... Uczyłam prawie dwa lata, zaraz po studiach. Miałam wychowawstwo itp. Owszem poświęcałam czas na pracę poza szkołą, ale papierologię w stylu dziennik raczej ogarniałam na okienkach. Natomiast to , co było dla mnie najtrudniejsze, to bardzo ograniczone pole w kwestii narzędzi pedagogicznego dyscyplinowania uczniów, słabiutko rozwinięty system kar i nagród oraz wyniesiony niejednokrotnie z gimnazjum lub z domu brak szacunku do nauczyciela. Żeby postawić krnąbrnemu uczniowi np najprostszą uwagę z zachowania, należało przejść całą procedurę upomnień, przedstawiania konsekwencji , próśb o zmianę postawy itp. Powtarzam , chodzi o uwagę z zachowania, nie o daleko idące sprawy jak np usuniecie ze szkoły
Na to , że będę za darmo pracować po godzinach byłam przygotowana, gdyż powiadomiono mnie tym na studiach pedagogicznych. Cóż, taki zawód sama wybrałam. Dlatego zetknięcie się z pełną buty i braku szacunku  mentalnością było dla mnie o wiele trudniejsze niż papierologia

Zresztą, gdziekolwiek by to schować, i tak wypłynie, bo to, co zabagnione, nie daje się unicestwić, bo wszelkie niepowodzenie jest niezniszczalne.
Tove Jansson

52 Ostatnio edytowany przez polis (2017-10-05 14:51:29)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Przecież napisałam, że wiedza jest potrzebna, więc nie rozumiem. Zwróciłam tylko uwagę, że za mało się uczy takich umiejętności jak analiza czy logiczne myślenie.

Natomiast co do zrozumienia poezji jeśli uczeń nie będzie umiał sobie wyobrazić w jakich czasach żył i co mógł czuć poeta, itd., to nie zrozumie. Im więcej będzie wiedział, tym powinno być łatwiej, ale sama data urodzenia nie jest aż tak istotna.

Co do lektur, większe znaczenie ma to, co się wyniesie z książki, przemyślenia, własne obserwacje, etc. Niech dzieciaki mówią co im się nie podoba i dlaczego, argumentują swoje zdanie i dyskutują ze sobą nawzajem i próbują bronić swojego zdania. Wiadomo, że nie będzie to krytyka literacka najwyższych lotów i początki będą ciężkie, ale od czegoś trzeba zacząć i na czymś trzeba się uczyć. Wyrobią sobie w ten sposób gust i nauczą się myśleć i analizować. A jak się na lekcji stworzy dyskusje i to tak będzie widać, kto czytał.

Jak się nie będzie się dzieciom pozwalać na wyrażanie własnej opinii, tylko wymagać mówienia dlaczego X wielkim poetą był, czyli w gruncie rzeczy powtarzania cudzego zdania często bez przekonania, to jest to bez sensu.

To samo z historią, najważniejsze jest pokazać związek przyczynowo-skutkowy. Lepiej jest spytać o przyczynę/skutek danego wydarzenia/bitwy niż po prostu pytać o datę. Wiadomo, że im więcej uczeń wie tym wypowiedź jest pełniejsza i tym lepsza, ale nie jest to bezsensowne kucie dat, które koniec końców nic nie daje samo w sobie.

53 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2017-10-05 15:30:46)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami
polis napisał/a:

Przecież napisałam, że wiedza jest potrzebna, więc nie rozumiem. Zwróciłam tylko uwagę, że za mało się uczy takich umiejętności jak analiza czy logiczne myślenie.

Natomiast co do zrozumienia poezji jeśli uczeń nie będzie umiał sobie wyobrazić w jakich czasach żył i co mógł czuć poeta, itd., to nie zrozumie. Im więcej będzie wiedział, tym powinno być łatwiej, ale sama data urodzenia nie jest aż tak istotna.

Co do lektur, większe znaczenie ma to, co się wyniesie z książki, przemyślenia, własne obserwacje, etc. Niech dzieciaki mówią co im się nie podoba i dlaczego, argumentują swoje zdanie i dyskutują ze sobą nawzajem i próbują bronić swojego zdania. Wiadomo, że nie będzie to krytyka literacka najwyższych lotów i początki będą ciężkie, ale od czegoś trzeba zacząć i na czymś trzeba się uczyć. Wyrobią sobie w ten sposób gust i nauczą się myśleć i analizować. A jak się na lekcji stworzy dyskusje i to tak będzie widać, kto czytał.

Jak się nie będzie się dzieciom pozwalać na wyrażanie własnej opinii, tylko wymagać mówienia dlaczego X wielkim poetą był, czyli w gruncie rzeczy powtarzania cudzego zdania często bez przekonania, to jest to bez sensu.

To samo z historią, najważniejsze jest pokazać związek przyczynowo-skutkowy. Lepiej jest spytać o przyczynę/skutek danego wydarzenia/bitwy niż po prostu pytać o datę. Wiadomo, że im więcej uczeń wie tym wypowiedź jest pełniejsza i tym lepsza, ale nie jest to bezsensowne kucie dat, które koniec końców nic nie daje samo w sobie.

No w przypadku Baczyńskiego akurat data urodzenia jest istotna, bo identyfikuje go z Pokoleniem Kolumbów, ale mniejsza z tym...
Zresztą w każdej  innej sytuacji też jest raczej ważne, aby określać jakąś tam czasoprzestrzeń. Jeśli umieścisz Mickiewicza w piętnastym wieku, to na nic ci się zda umiejętność interpretacji i odczytywania intencji autora. Czyli logika i tak poleci na łeb na szyję.

Dyskusja jest fajnym pomysłem na lekcję i uczniowie uwielbiają tą formę, bo dużo można tu ugrać tzw gadaną i laniem wody. Dla nauczyciela to też jest ok , bo podzieli klasę na grupy, każe coś analizować i ma zawsze jakieś 15 minut żeby dziennik powypełniać.  Taki system się sprawdza jedynie pod warunkiem, że uczniowie wiedzą o czym dyskutują, czyli znają fakty, a znają je tylko wtedy gdy je sobie w jakiś tam sposób przyswoili wcześniej. Czyli wszystko sprowadza się do wkuwania...sorry.
Uczeń raczej nie przeczyta lektury tylko po to, żeby zabłysnąć podczas dyskusji, ale fakt , że pani zrobi kartkówkę, albo przepyta z treści już może go przekonać. Dzieci z reguły same z siebie nie pożądają wiedzy. Najpierw kartkówka z treści, potem dyskusja i wypowiadania swoich opinii - to jest dla mnie dobra kolejność.

Jak uczeń, który nie potrafi umiejscowić wydarzenia historycznego w czasie , czyli mówiąc wprost, nie zna daty, będzie mógł ocenić to wydarzenie w perspektywie przyczynowo skutkowej? No jak?

Zresztą, gdziekolwiek by to schować, i tak wypłynie, bo to, co zabagnione, nie daje się unicestwić, bo wszelkie niepowodzenie jest niezniszczalne.
Tove Jansson

54 Ostatnio edytowany przez polis (2017-10-05 17:51:11)

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Sądzę, że nauczyciel powinien być w taką dyskusję zaangażowany, a nie robić wtedy co innego, ale rozumiem, że nauczyciele są zawaleni robotą, więc nie oceniam i nie potępiam, bo nie ich wina, że organizacja pracy jest taka a nie inne i że spycha się na nich bezsensowną robotę.

Co do motywacji, nie wystarczy stawiać plusy/dobre oceny tym, którzy są aktywni? Pamiętam, że u mnie w szkole takie podejście działało.

Jak uczeń, który nie potrafi umiejscowić wydarzenia historycznego w czasie , czyli mówiąc wprost, nie zna daty, będzie mógł ocenić to wydarzenie w perspektywie przyczynowo skutkowej? No jak?

Pamiętając, kiedy miało miejsce mniej więcej i co się działo przed i potem? Ja do dat nigdy specjalnie pamięci nie miałam, ale jakoś dawałam radę.

Poza tym, jest różnica pomiędzy pytaniem podaj przyczyny wydarzenia X, gdzie znajomość dat może być pomocnicza, ale nie jest kluczowa. A pytaniem: podaj, kiedy wydarzenie X miało miejsce, gdzie sama znajomość daty jest kluczowa i nie musisz nawet pokazać, czy potrafisz te wydarzenie umiejscowić w jakimś szerszym kontekście. Ktoś może tego nie wiedzieć, a na sprawdzianie to nawet nie wyjdzie.

55

Odp: Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

A co powiecie na nowy pomysł Ministerstwa Edukacji Narodowej, które ma zamiar wprowadzić należącą do dyrekcji szkół ocenę postawy moralnej nauczycieli? Zgodnie z założeniem ocena miałaby odbywać się co trzy lata i to między innymi od niej będzie zależeć awans zawodowy i wysokość pensji nauczyciela.

To ideologizacja pracy pedagogów - grzmi opozycja i związkowcy. Będziemy jeszcze konsultować kształt tego zapisu - uspokaja Ministerstwo Edukacji Narodowej. Zapis o tym, że "prezentowanie postawy moralnej i etyczne postępowanie nauczyciela" będzie przedmiotem stałej oceny przez dyrektora znalazł się w projekcie ustawy o... finansowaniu zadań oświatowych. Co ma wspólnego moralność nauczycieli z systemem finansowania oświaty? Okazuje się, że ma. Bo od tego, jak zostanie oceniona postawa moralna pedagoga, zależy jego awans zawodowy, a w konsekwencji także uznaniowa premia - potoczne nazywana "nauczycielskim 500 plus" - która ma być przyznawana niektórym nauczycielom po 2019 roku. Moralność w ustawie o pieniądzach Rządowy projekt ustawy w tej sprawie został 3 października przyjęty przez podkomisję nadzwyczajną. A po przyjęciu przez stałą komisję edukacji (posiedzenie zaplanowano na wtorek wieczór) ma trafić pod obrady Sejmu. Zapis o tym, że jednym z kryteriów oceny nauczyciela będzie jego postawa moralna i etyczne postępowanie, znajduje się w projekcie rozporządzenia do tej ustawy. Projekt rozporządzenia ministra edukacji również trafił do wiadomości posłów jako załącznik do druku. Trafił i od razu wzbudził kontrowersje. Bo postawa moralna to bardzo szerokie pojęcie. Projekt nie definiuje, według jakiego systemu moralności będą oceniani nauczyciele i czy świadectwo moralności dyrektorzy wystawią im tylko z zachowania w szkole, czy również z tego, jak prowadzą się prywatnie. - To daje olbrzymie pole do nadużyć i manipulacji - mówi nam była minister edukacji, obecnie posłanka opozycyjnej Platformy Obywatelskiej Krystyna Szumilas. - Przypomina mi to czasy PRL. Nauczyciela będzie oceniał dyrektor, a dyrektora - kurator oświaty powoływany z klucza politycznego. Ten mechanizm jasno pokazuje, że od nauczyciela będzie wymagana postawa moralna akceptowana przez obecną władzę.
(źródło: tvn24.pl)

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

Posty [ 1 do 55 z 245 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Reforma szkolnictwa widziana naszymi oczami

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018