Po 8 latach związku rozstanie. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Po 8 latach związku rozstanie.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

Temat: Po 8 latach związku rozstanie.

Na początku wstęp. Mogę się trochę rozpisać, a postanowiłem tutaj przelać swoją historię bo może trochę mi ulży. Nie jest to historia tragiczna dla osób postronnych bo nikt nie zmarł, nikt nikogo nie zdradził. Nie oczekuję tutaj jakiejś pomocy. Jednak każda opinia będzie cenna. Swoją miłość będę nazywał M.

Poznaliśmy się 8 lat temu ja 22 lata ona 21. Wróciłem akurat po zawalonych studiach w Anglii, po 3 latach gdzie siedziałem w depresji, uzależniony od komputera. Nie miałem przyjaciół, znajomych z liceum też dużo nie miałem, a tych niewielu wyjechało w Polskę i miało już swoje grupy znajomych. Poznałem ją jak pracowała u moich rodziców w restauracji. U mnie w domu nigdy niczego nie brakowało, ona natomiast z rozbitej rodziny, mająca tylko mamę i babcię, żyjąca z dnia na dzień. Ja spokojny, stroniący od imprez, ona wręcz przeciwnie. Tutaj trzeba zaznaczyć, że moi rodzice zawsze byli jej przeciwni. Uważali, że powinienem mieć kogoś lepszego, (lekarz, prawnik itd). Jednak ja wiedziałem swoje. M. została w pierwszej kolejności przyjacielem. Jedynym jakiegokolwiek miałem. Ona miała koleżanki/przyjaciółki na których często się zawodziła. My trwaliśmy.

Nie był to łatwy związek, ona z poranioną duszą, ojciec odszedł jak była mała,  zawsze miała kompleksy, że pochodzi z biednej rodziny. Kiedy przyjeżdżała do nas na święta zawsze się źle czuła. Były bardzo wystawne, eleganckie no i też nie pomagał fakt, że moja mama była jej szefową i ją przy różnych okazjach strofowała. Zawsze wolała jeździć i spędzać święta w samotności ze swoją mamą na wsi.

Po roku postanowiłem zacząć studia dzienne w innym mieście. Wracałem na weekendy pomagać w firmie i widzieć się z M. Jednak po 2 latach (3 lata związku) mieliśmy pierwsze rozstanie. Związek na odległość nie działał. Ona stwierdziła, że już za mną nie tęskni jak wcześniej. Tak w skrócie. Tego samego dnia wróciłem bo studia i tak zawaliłem (m.in. przez komputer), ona musiała odejść z pracy (widzenie jej w pracy na co dzień było dla mnie torturą). Ona to rozumiała. Jednak po pół roku znowu byliśmy razem. Teraz już postanowiłem studiować na miejscu w średniej uczelni i zaocznie (kiedyś dla mnie nie do pomyślenia i moich rodziców) Ona znalazła pracę w galerii. Nasz związek trwał dalej.

Po roku stwierdziła, że się nie spełnia w pracy, w swoim zawodzie nic nie może znaleźć i chce wyjechać do Anglii. Ja po poprzednich doświadczeniach się nie zgodziłem i tak rozstaliśmy się po raz drugi. Było to nasze najdłuższe rozstanie. M. wróciła po pół roku na wesele przyjaciółki, została i wróciła do starej pracy w butiku. Po jakimś czasie zaczęliśmy znowu rozmawiać ze sobą, następnie spotykać. Po 10 miesiącach od jej wyjazdu byliśmy znowu razem.
Zaproponowała mieszkanie razem. Wynajęliśmy kawalerkę gdzie mieszkaliśmy przez rok i przygarnęliśmy kota. Później kupiłem mieszkanie. I tutaj mocno zawaliłem , gdyż było to kupno bez jej udziału za radą moich rodziców. Mocno się opierałem na ich opinii. Później zakup ten wracał w kłótniach o pieniądze. M. się nie podobało, uważała, że jest za duże i za drogie. Mimo to zamieszkaliśmy w nim. M. w końcu zdała prawo jazdy, odkupiłem od rodziców drugi samochód który dostała ode mnie do jazdy na co dzień.

Ostatnie 1,5 roku muszę trochę rozpisać, żeby ktoś mógł dokładnie to zrozumieć.

Mimo że M. była moim najlepszym, ale i tak na prawdę jedynym przyjacielem, to nie potrafiłem się przed nią też otworzyć na 100%. Przez długi czas nie wiedziała, że biorę leki antydepresyjne, od których dopiero rok temu się uwolniłem. Wszystkie problemy z pracy czy z nią zamykałem w sobie i siedziałem w komputerze przy grach odreagowując. Ogólnie byłem zamkniętą osobą i nie potrafiłem z nikim rozmawiać o problemach, o wątpliwościach. Z ojcem nigdy nie miałem kontaktu, a z moją mama o życiu prywatnym nie rozmawiałem 2 lata. Z M. rozmawialiśmy powierzchownie o moich problemach. Mimo, że zawsze pytała ja ją odtrącałemi innych i uważałem, że sam sobie poradzę. Przez ostatni rok były 2 sytuacje gdy M. była gotowa odejść. Uważała że jesteśmy z przyzwyczajenia, że nie mamy planów na przyszłość, że jest dla mnie tylko przeczekaniem aż znajdę kogoś lepszego, że nie myślę o małżeństwie itd. Mówiłem, że się zmienię, że tak na prawdę myślę o tym wszystkim, ale nie rozmawiałem z nią o tym. Nie chciałem jej stracić. Kochałem ją bardzo mocno, ale cały czas miałem jakieś głupie rozterki, jak sobie poradzimy bez pieniędzy (biznes z roku na rok coraz gorzej się kręci), kiedy byłem przyzwyczajony do życia w jakimś standardzie. Zazdrość, że inni wyjeżdżają a my nie. Było dużo takich różnych problemów (teraz nic nie znaczących) które siedziały mi w głowie. I jak sobie z tym radziłem? Siadałem do komputera.

W końcu 3 miesiące temu po głupiej kłótni, się wyprowadziła. Zabrała naszego kota, swoje rzeczy. Po namowie kolegi jeszcze w akcie desperacji się jej oświadczyłem. Dla niej to było wymuszone i nieszczere. Pierwszy raz od 8 lat naszej znajomości poczułem, że to może być nasz koniec na dobre. I chyba to tak na prawdę zapoczątkowało moją prawdziwą przemianę. Pierwszy raz w życiu zwróciłem się do Boga, bez jakiegoś przymusu. Poszedłem na pielgrzymkę. Wyjechałem ze znajomymi na 2 tygodniowy urlop m.in. do Medjugorie gdzie też przeżyłem swoje. Wszystko to w sezonie wakacyjnym kiedy tak na prawdę u nas w gastronomii jest największy ruch i od 6 lat nie dało się wziąć więcej niż 3 dni wolnego. O co M.
zawsze do mnie miała pretensje. Pierwszy raz od 2-3 lat miałem szczerą rozmowę z moja mamą. Wyrzuciłem z siebie wszystko. Płakaliśmy razem. Ogólnie otworzyłem się na świat, zmiany. Wiedziałem, że muszę zacząć inaczej żyć. Zacząłem rozmawiać ze znajomymi o całej sytuacji o problemach. I nagle się okazało, że wszyscy wokół wiedzieli co się dzieje i chcieli pomóc mi i służyć radami jednak zawsze ich zlewałem i zbywałem.

Tydzień temu po powrocie z urlopu zaprosiłem ją na kolację. Odmówiła i powiedziała, że przyjedzie pogadać i zabrać resztę rzeczy z mieszkania. Powiedziała, że ciężko jej było ale jednak przez te 3 miesiące była szczęśliwa, żyła ze mną w niepewności co do przyszłości i że w końcu to ustąpiło. Że za wiele razy próbowaliśmy. Widzi, że zaczęliśmy się zmieniać, że było jej ciężko na początku, ale w modlitwach i i kościele znalazła ukojenie. Że to wszystkie zmiany by nie nastąpiły gdybyśmy się nie rozeszli, że jest nam lepiej bez siebie, że odżyliśmy. Z przekąsem też zwróciła uwagę na fakt, że gdybyśmy byli razem to nigdy bym sobie nie pozwolił na tyle urlopu jak bez niej. Na koniec powiedziała, że 3 tygodnie temu zaczęła się z kimś spotykać. Nie wie co będzie ale na tą chwilę czuje że tak ma być. Nie chciała ze mną tracić kontaktu ale stwierdziłem, że nie mógłbym spotkać się z nią wiedząc, że z kimś jest. Powiedziałem, że ostatecznie zawsze może na mnie liczyć jak się znajdzie w jakiejś trudnej sytuacji. Popłakaliśmy się, przytuliliśmy i się pożegnaliśmy.

Wszystko co napisałem jest i tak w ogromnym skrócie. Nie da się 8 lat zamknąć w kilkunastu zdaniach. Starałem się nie pisać chaotycznie, pisarzem też nie jestem więc mam nadzieję, że wybaczycie mi jakieś błędy. Podsumowując bardzo się kochaliśmy mimo, że może nie opisałem tego już tak dokładnie jak te rozstania czy problemy jakie nas dręczyły. Teraz brakuje mi jej bardzo mocno. Każda część życia przypomina mi ją. Najbardziej brakuje mi jej jako przyjaciela. Wiem, że niczego nie cofnę i nie warto się zadręczać błędami, ale ciężko pozbyć się myśli i złości na siebie. Że ta przemiana następuje dopiero teraz. Ze to jak wracaliśmy do siebie to były zmarnowane próby. Ja sobie i jej wmawiałem, że się zmienię, a wracałem w ten sam schemat. Jestem zły, że dopiero teraz tak naprawdę zobaczyłem swoje błędy. Wiem, że teraz już nic nie mogę zrobić tylko być dalej otwartym na zmiany. Cały czas jednak mam nadzieję, (być może złudną i niepotrzebną) że nasze drogi się jeszcze zejdą.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-09-16 16:11:56)

Odp: Po 8 latach związku rozstanie.
siema87 napisał/a:

Wszystko co napisałem jest i tak w ogromnym skrócie. Nie da się 8 lat zamknąć w kilkunastu zdaniach.

Da się, uwierz. W zasadzie twój problem sprowadza się do jednego zdania, które mogłoby brzmieć mniej więcej tak:

"Poznaliśmy się w wieku dwudziestu lat i przeżyliśmy wspólnie kolejnych osiem w związku, który z czasem obojgu nam zaczynał już ciążyć,
więc w końcu się rozstaliśmy i każde poszło w swoją stronę, no ale wakacje się skończyły i tak sobie pomyślałem, że może jednak się zejdziemy,
lecz tutaj spotkała mnie przykra niespodzianka, bo moja laska od miesiąca spotyka się z innym, koniec."

Tak naprawdę cała reszta twojego wpisu, to są mało ważne duperele i nieistotne detale, nad którymi nie ma sensu się w ogóle rozwodzić.
Oboje się męczyliście w tym związku, oboje chcieliście go zakończyć. Po jakimś tam czasie ty zatęskniłeś, a ona nie. Klasyka gatunku i banał.
Jeśli chcesz zapytać o to co masz teraz zrobić, żeby ją odzyskać, to odpowiedź może być tylko jedna - zapomnij.
Jak ją koleś wystawi do wiatru, to może sama do ciebie wróci. W obecnym układzie choćby skały srały nie ma szans, żebyś ją przekonał.
Zresztą podejrzewam, że nawet jak oni się rozejdą, to i tak nic nie wskórasz, bo poznaliście się za małolata, przeżyliście razem kupę czasu,
ona teraz zobaczyła że istnieje obok inne życie, poczuła oddech wolności i prawdopodobnie straciłeś ją na zawsze, ale taka jest kolej rzeczy
i na każde 100 podobnych przypadków (długoletnich związków z partnerami poznanymi w tak młodym wieku) może 1 czy 2 kończą się tak,
że żyli długo i szczęśliwie, bla bla bla... Cała reszta się rozwala "z przyczyn naturalnych" i partnerzy już do siebie nigdy nie wracają,
bo poznają innych i innych, idą w świat, zakładają rodziny i żyją własnym życiem, nie myśląc nawet o tych z którymi kiedyś tam "chodzili".

P.S.
Tak wiem, wasza historia jest inna, niepowtarzalna i wyjątkowa...
Nie jest. Tylko na tym jednym forum w ciągu tylko jednego roku czytałem identycznych przynajmniej ze sto albo i więcej.
Serio.

3

Odp: Po 8 latach związku rozstanie.

Masz zapewne dużo racji w tym co napisałeś. Ja jednak też patrzę na to trzeźwym okiem teraz i niczego obecnie już nie oczekuję od tej osoby i oczywiście nie mam zamiaru nic robić. Czasem przechodzą myśli, że coś może kiedyś, ale wiem że to jest głupie  złudzenie na tą chwilę wink

4

Odp: Po 8 latach związku rozstanie.

Witam!
Moim zdaniem nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ty próbowałeś tego kilkukrotnie i nic z tego nie wyszło. A o M. zapomnij nawet jeśli kiedykolwiek będziecie chcieli spróbować być znów razem wrócicie do starych schematów. Nic na siłę.
Pozdrawiam

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Po 8 latach związku rozstanie.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024