Mętlik w głowie. już nie wiem co robię dobrze co źle.to jest toksyczne.Opiszę w dużym skrócie bo potrzebuję pomocy, mamy dwójkę dzieci.
Jesteśmy w związku ponad 16lat, małżeństwo od 10. 14-15 lat temu nie zawsze byłam szczera wobec mojego wtedy jeszcze chłopaka. Pierwszy rok dwa naszego związku był bardzo burzliwy, on tak kończył swój poprzedni związek, że nadal się z nią spotykał. Pisał. Rozmawiał. I z pewnością coś więcej. Ja też swoje mam swoje za uszami, byłam kokietka i nie raz zdarzyło mi się poflirtowac czy coś. Oszukiwalam go nie mówiąc że z kimś byłam na piwie itp. Z jednym z kolegów spotkałam się kilka razy, raz nawet u niego w domu. Do niczego nigdy nie doszło. Z nikim nawet się nie calowalam, ani nic z tych rzeczy. Po prostu lubiłam czuć się adorowana, bawiło mnie to że komuś się podobam.
Mój mąż od zawsze wściekal się na mnie o moje kokietowanie itp. Po jakimś czasie powiedziałam mu o tych moich piwach, spotkaniach, spotkaniu u tego znajomego w domu itd. On nigdy nie uwierzył mi że do niczego nigdy nie doszło. On generalnie nikomu nie wierzy. Wszyscy są podejrzani, a ja nigdy nie byłam dobrym materiałem na żonę jak to mówi. I zawsze kłamię. Owszem zdarzało mi się nie przyznawać od początku do wszystkich swoich nie fair zachowań, ale koniec końców o wszystkim mu powiedziałam. Czasem jednak do dnia dzisiejszego cos jemu się przypomni, o czym zwyczajnie zapomniałam, i wtedy mówi że ja nadal kłamie.
I takie rozmowy na temat moich zachowań sprzed 14-15 lat ciągną się do dzisiaj. Po drodze wzięliśmy ślub i mamy dwoje dzieci.
Do tego dochodzi regularne wyzwanie mnie w złości, wypominanie tych błędów przy byle okazji, nie okazywanie uczuć od 15lat, nie szanowanie, brak zaufania, czułości, nawet głupich życzeń nigdy nie dostałam ani na urodziny czy imieniny czy święta, tak jakby ciągłe karanie za przeszłość.
Wczoraj on oświadczył że nasz związek to katastrofa i że on nigdy mi nie uwierzy. Ze jestem zaklamana i zawsze będę. I że mamy się rozwiezc. I że ja mam wymyślić jak to teraz będzie dalej.
Sytuacja o tyle jest trudna że są dzieci. On straszy mnie ze je zabierze. Mieszkamy w jego domu na kredyt. Splacany w 95proc przeze mnie, bo on od 9 lat nie na stałej pracy. Ja utrzymuje dom, nas, dzieci itd.
Najgorsze w tym wszystkim, że ja od lat walczę o jego zaufanie. Nie oszukuje go. Nie spotykam się z nikim, nawet ze znajomymi pozrywalam kontakty, z rodziną widzę się sporadycznie, z pracy z nikim się nie umawiam, żadnych spotkań firmowych, czy wyjazdów. Żeby nie miał podstaw do awantury.
Ale on zawsze znajdzie. Ostatnio powodem był źle postawiony garnek.
A ja głupia chce w tym nadal tkwić. Ratować. Chcę żeby mnie kochał. Ufal. Brałam ślub na całe życie a nie żeby się rozwodzić.
A on mną gardzi.
Czy naprawdę nie można wybaczyć przeszłości? Uwierzyć? Ja ten etap z jego byłą dawno zamknelam za sobą.. A on ciągle chce rozmawiać a to ile razy się z nim spotkałas? a gdzie? A chciałaś odejść ode mnie? Całował cię? Itd i tak w kółko od lat
Czasem nie wiem dlaczego chcę z nim być.. Może mam nadzieję że to wszystko się zmieni?
Czy on w ogóle mnie kocha?
Czy to wszystko przeze mnie?
Czy da się to uratować?
On uważa że to ja spier.....ten związek