Rozpad związku, co robiłem źle? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozpad związku, co robiłem źle?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 92 ]

1 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-08-30 10:42:12)

Temat: Rozpad związku, co robiłem źle?

Witam, chciałbym podzielić się historią mojego ponad 5-letniego związku. Mam 21 lat, związek rozpadł się już prawie rok temu. Mijają 4 lata związku, ona przychodzi do mnie i mówi mi, że nie wie czy mnie kocha. Właściwie mnie, czy jej przyjaciela. Dałem jej czas na uporządkowanie tego sobie, bez żadnych zbędnych emocji. Po jakimś czasie przyszła, powiedziała, że się pomyliła, że to było tylko zauroczenie i że zostaje ze mną. Wyjechaliśmy na studia, nie mieszkaliśmy razem bo to że studiowaliśmy w jednym mieście trochę się rozminęło w czasie, ale każdy weekend spędzałem razem z nią. I nie pamiętam żadnych problemów, dopóki nie napisał do niej kolega z gimnazjum, zapraszając ją na studniówkę (nie zgodziłem się bo była bodajże sesja, z resztą jakoś nie nalegała w ogóle. ) Potem napisał znowu, tym razem jak to bardzo ją kocha i w ogóle. I tu trochę dziwne zachowanie z jej strony, bo mówi mi o tym i pyta się co mu odpisać. No nie wiem, dla mnie było oczywiste, nawet zapytałem się przekornie czy ma u niej szanse. Nawiasem mówiąc znam go i niestety to obleśny cham i prostak o aparycji trolla, więc nie miałem go za żadne zagrożenie. Powiedziała, że nie ma więc po prostu odpisała mu to co powinna, że mnie kocha i żeby nie robił sobie nadziei. Co z tego, dał sobie spokój może z miesiąc i znowu. Od tamtej pory myślałem że ona sama da sobie z tym radę, nie interweniowałem bo nie widziałem sensu, myślałem że skoro idiota w ogóle nie okazuje mi szacunku bo wpieprza mi się w związek bo moja dziewczyna coś z tym sama zrobi. Zrobiła. Pisała z nim coraz więcej. Zaczynało mnie to denerwować oczywiście i mój stosunek do niej chyba się zmienił. Do tej pory praktycznie nigdy się nie kłóciliśmy, uważałem to za po prostu książkowy związek. I nie wiem czy to dlatego że studia, czy może po prostu straciłem cierpliwość do niej, ale zaczynały nam zdarzać się kłótnie. I odnosiłem wrażenie, że im bardziej się kłócimy tym bardziej odpycha mnie od siebie. Nigdy nawet nie podnosiłem na nią głosu,nie mówiąc o krzyczeniu, ale wtedy kilka razy mi się zdarzyło. Ale nigdy bez powodu, raz usłyszałem, że "nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu cię" lub tego typu teksty, albo robienie problemów na siłę, miałem tego po prostu dosyć czasami, jestem tylko człowiekiem. W każdym razie przyszedł czerwiec i zamieszkaliśmy ze sobą na 2tygodnie w moim małym pokoju. Nie wiem czy bała się moich współlokatorów, ale praktycznie nie wychodziła z pokoju i wszystko robiłem ja, to gotowanie, to mycie naczyń, chodzić spać trzeba było kiedy ona chce, to bądź ciszej, zrób masaż, to to, to tamto. Próby rozmowy tak jak i jeszcze wcześniej, tak jak i wtedy nic nie dawały. Zawsze to ja starłem się rozwiązywać problemy rozmową. Chyba tamten okres miała mi najbardziej za złe. Ale przyszły wakacje, mieliśmy razem pracować i co? Na początku wszystko ok, ale oczywiście presja ze strony kolegi z którym już nie tylko pisała, ale odwoził ją z pracy, czasami do pracy, a ja jeździłem sam albo z jej siostrą. Tak wszystko się toczyło, poza pracą praktycznie w ogóle nie spędzaliśmy czasu. Zaczęły się teksty "chciałabym żeby mój chłopak wydawał na mnie więcej pieniędzy" i inne naprawdę bezczelne. Nie wspomnę o tym, że padła propozycja sterylizacji. Tak, nie żartuję. Zaczęła robić prawo jazdy, zaczęły się nocne jazdy z nim, bo pomimo że zrobiłem prawo jazdy rok wcześniej to nie jeździłem i ze mną "boi się jeździć". Nie wspomnę już o porównywaniu mnie do niego czy innych rzeczach.I tu dziwna sprawa, bo pewnego dnia jeszcze raz przyszła do mnie i historia się powtórzyła, znowu nie wie czy mnei kocha, znowu chodziło o tą samą osobę o którą wcześniej, tylko narracja już była trochę inna, w ogóle nie przejmowała się tym. Po kilku tygodniach powiedziała coś o tym, że ją obraził czy coś w ten deseń i że zostaje ze mną. Nie kryła nawet że ją wystawił i że tylko dlatego zostaje ze mną. Czułem się po prostu horrendalnie ale robiłem wszystko żeby ją tylko utrzymać przy sobie. Była dla mnie wszystkim, jedyną osobą której ufałem. Właściwie wtedy już nie ufałem. Nie chcę przeciągać posta, wszystko trwało jeszcze parę miesięcy, wróciliśmy na studia, wtedy to nawet jakoś wyglądało bo studiowaliśmy w innym mieście i miała tylko mnie więc chyba stwarzała pozory, ale i tak często wracała do domu. I rozstanie, w okolicznościach zrobienia mi awantury bo nie te bułki kupiłem co chciała. Ale widać, że przygotowywała się na to długo, bo podziękowała za spędzone lata, powiedziała, że rodzice ją zabiją, że dobrze wychowany, z dobrą perspektywą na przyszłość, bla bla. I że jestem najmądrzejszym człowiekiem jakiego zna.Ale czuje się ze mną głupia i nic nie warta. A i jeszcze, zostańmy przyjaciółmi. I nawet po rozstaniu byłem na tyle naiwny że kupowałem jedzenie, pomagałem z bagażami, odbierałem z dworca jak wracała, ale przez krótki moment. Potem chyba coś w końcu we mnie drgnęło i powiedziałem, że na tę "przyjaźń" należy sobie zasłużyć. Po tym to już w ogóle się nie odzywała. Przyszły walentynki i coś mnie podkusiło, żeby napisać do niej z prośbą o pomoc, że sobie nie radzę. I wtedy powiedziała, że jest z nim, tym kolegą o którym wspomniałem wcześniej. Szok, niedowierzanie, chociaż przecież powinienem się tego spodziewać. Z takim idiotą.
Przez bardzo długi okres nie widziałem sensu życia, to że z sobą nie skończyłem to chyba tylko wizja tego że moi rodzice by tego nie przeżyli.
Ale do rzeczy, chciałbym rozwinąć dyskusję, co ja do cholery robiłem źle? Nigdy jej nie uderzyłem, nigdy nie wyzywałem, najgorszym wyzwiskiem było chyba "idiotka" i to może raz, dawno temu. Nie piję, nie palę. Ale czy dobre wnioski wyciągam? Czy faktycznie była ze mną tylko dla wygód, pieniędzy? A jak zaczynałem robić problemy to po prostu dała nogę? Czy dobrze myślę, że powinna wtedy uciąć rozmowę z nim i nie powinna dawać mi podejrzeń?Czy jej zachowanie było po prostu nie fair? Do dziś pamiętam to uczucie wykorzystywania mnie, ale czy było one słyszne. Jestem rozdarty i nie wiem już nic, moja głowa zdaje się to wszystko jakoś usprawiedliwiać, że to wszystko zaczęło się dziać z mojej winy, dlatego chciałbym poznać opinię osób postronnych.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Proszę o jakikolwiek komentarz, nie daję sobie z tym rady...

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

“Witam, chciałbym podzielić się historią mojego ponad 5-letniego związku. Mam 21 lat, związek rozpadł się już prawie rok temu. Mijają 4 lata związku, ona przychodzi do mnie i mówi mi, że nie wie czy mnie kocha. Właściwie mnie, czy jej przyjaciela. Dałem jej czas na uporządkowanie tego sobie, bez żadnych zbędnych emocji.”

Czyli czegos zaczyna juz wtedy w zwiazku brakowac.4 lata razem.... Mieliscie jakies plany? Zareczyliscie sie chociaz? 

“Po jakimś czasie przyszła, powiedziała, że się pomyliła, że to było tylko zauroczenie i że zostaje ze mną. Wyjechaliśmy na studia, nie mieszkaliśmy razem bo to że studiowaliśmy w jednym mieście trochę się rozminęło w czasie, ale każdy weekend spędzałem razem z nią. I nie pamiętam żadnych problemów, dopóki nie napisał do niej kolega z gimnazjum, zapraszając ją na studniówkę (nie zgodziłem się bo była bodajże sesja, z resztą jakoś nie nalegała w ogóle. ) Potem napisał znowu, tym razem jak to bardzo ją kocha i w ogóle. I tu trochę dziwne zachowanie z jej strony, bo mówi mi o tym i pyta się co mu odpisać. No nie wiem, dla mnie było oczywiste, nawet zapytałem się przekornie czy ma u niej szanse. Nawiasem mówiąc znam go i niestety to obleśny cham i prostak o aparycji trolla, więc nie miałem go za żadne zagrożenie. Powiedziała, że nie ma więc po prostu odpisała mu to co powinna, że mnie kocha i żeby nie robił sobie nadziei.”

Chyba ja kusilo, ale chciala byc w porzadku, wiec sie Ciebie spytala. I chciala chyba zobaczyc Twoja reakcje.

Co do trolla- nigdy nie lekcewaz nikogo. Najwiekszy blad, jaki ludzie popelniaja. Co z tego, ze troll, ale widocznie daje jej cos, czego Tobie brakuje.

Ja powiem tak: moje pierwsze malzenstwo runelo z kilku powodow. Na zewnatrz wszystko wygladalo cacy, bylismy para na okladke magazynu. A za zamknietymi drzwiami.... No coz, przemocy nie bylo, moj pierwszy maz jeszcze nie swietej pamieci byl tzw. porzadnym czlowiekiem- mial prace, nie palil, zero narkotykow, z normalnej rodziny, piwko jakies tylko bylo w weekend, jedno-dwa. Kazdy sie zdziwil, dlaczego sie rozwodzimy. A prawda byla taka, ze on mnie probowal dopasowac do wzoru Matki Polki, najlepiej, bym byla jak mamusia I zachowywala sie jak mamusia ( czyli siedziala w kuchni 3 godziny w niedziele, bu ha ha, robiac obiad trzydaniowy), prawil mi kazania na temat siostry ( mieszkalismy z mama I siostra), wysmiewal sie ze mnie na imprezach przy znajomych, wysmiewal sie ze mnie przed chrztem dziecka- w 3 miesiace po porordzie jeszcze nie zdolalam zrzucic kilku kilo, ktore przybralam w ciazy, urzadzal mi awantury o byle co, a w lozku zamiast zabireac sie za zone, bawil sie w kazania na temat mojej siostry. A gdy chcialam urozmaicenia w seksie, to ciagle slyszalam, ze to czy tamto nie wypada, a nie mialam wygorowanych zadan czy jakis pomyslow w styly Christiana Greya. Raczej to bylo cos w stylu kochania sie w aucie czy w lesie...
No I moj pierwszy maz jeszcze nie swietej pamieci zdziwil sie tak samo jak Ty, gdy zazadalam rozwodu.

“Co z tego, dał sobie spokój może z miesiąc i znowu. Od tamtej pory myślałem że ona sama da sobie z tym radę, nie interweniowałem bo nie widziałem sensu, myślałem że skoro idiota w ogóle nie okazuje mi szacunku bo wpieprza mi się w związek bo moja dziewczyna coś z tym sama zrobi.”

Zaufales jej. Piekne, tylko czasem ludzie naduzywaja zaufania innych ludzi. To sie zdarza. No coz, widocznie nie byla warta Twojego zaufania.

Jest takie powiedzenie, ktore moj pierwszy maz uslyszal od faceta, z ktorym go zdradzilam ( pewnego dnia sie spotkali, bo maz sie zastanawial, co sie stalo): Gdy suka nie da, to pies nie wezmie. Brutalne, ale prawdziwe.

“Zrobiła. Pisała z nim coraz więcej. Zaczynało mnie to denerwować oczywiście i mój stosunek do niej chyba się zmienił. Do tej pory praktycznie nigdy się nie kłóciliśmy, uważałem to za po prostu książkowy związek. I nie wiem czy to dlatego że studia, czy może po prostu straciłem cierpliwość do niej, ale zaczynały nam zdarzać się kłótnie. I odnosiłem wrażenie, że im bardziej się kłócimy tym bardziej odpycha mnie od siebie.”

Naturalna kolej rzeczy, moj drogi. Zaczales cos podejrzewac, to sie stales nerwowy. A ona zaczela to wykorzystywac, by sie odsuwac od Ciebie. I nie ma znaczenia, ze nie podnosiles glosu. Ona juz wtedy wybrala.

“Nigdy nawet nie podnosiłem na nią głosu,nie mówiąc o krzyczeniu, ale wtedy kilka razy mi się zdarzyło. Ale nigdy bez powodu, raz usłyszałem, że "nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu cię" lub tego typu teksty,”

Wykorzystywala Cie, poki byles jej przydatny. Tak czasem bywa. I odeszla, kiedy stwierdzila, ze juz wiecej na nic sie jej nei przydasz I teraz spokojnie moze odejsc. Sluchaj, ja wiem, ze to wszystko, co pisze, brzmi brutalnie, ale dla mnie to tak wlasnie wyglada, ta cala Twoja sytuacja. Jestes mlody, wiec w nastepnym zwiazku bedziesz madrzejszy. Na pewno troche straciles zludzenia- byles z nia 5 lat, swiat wydawala sie idealny, a tu lub dup krach. Ale czasem potrzeba nam, by wyobrazenia z mlodosci I idealy runely po to, bysmy mogli sie nauczyc bardziej realistycznego spojrzenia na zycie I ludzi. Ten moment, gdy wala sie idealy, jest okropny- sama plakalam na sprawie rozwodowej, on tez, I jego matka tez. Ale czasem jest to potrzebne.

“albo robienie problemów na siłę, miałem tego po prostu dosyć czasami, jestem tylko człowiekiem. W każdym razie przyszedł czerwiec i zamieszkaliśmy ze sobą na 2tygodnie w moim małym pokoju. Nie wiem czy bała się moich współlokatorów, ale praktycznie nie wychodziła z pokoju i wszystko robiłem ja, to gotowanie, to mycie naczyń, chodzić spać trzeba było kiedy ona chce, to bądź ciszej, zrób masaż, to to, to tamto. Próby rozmowy tak jak i jeszcze wcześniej, tak jak i wtedy nic nie dawały. Zawsze to ja starłem się rozwiązywać problemy rozmową. Chyba tamten okres miała mi najbardziej za złe.”

Ciasno jej bylo, dusila sie z Toba, bo juz mentalnie byla gdzie indziej, z kims innym.

“Ale przyszły wakacje, mieliśmy razem pracować i co? Na początku wszystko ok, ale oczywiście presja ze strony kolegi z którym już nie tylko pisała, ale odwoził ją z pracy, czasami do pracy, a ja jeździłem sam albo z jej siostrą. Tak wszystko się toczyło, poza pracą praktycznie w ogóle nie spędzaliśmy czasu.”

No I naturalna koleja rzeczy zwiazek zaczal sie chylic ku upadkowi.

“Zaczęły się teksty "chciałabym żeby mój chłopak wydawał na mnie więcej pieniędzy" i inne naprawdę bezczelne.”

A no widzisz, jednak bylo cos, co ja do trolla, ktorego nie doceniales, ciagnelo. Kasa. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniadze. Naucz sie tego powiedzenia. Prawdziwe I przydatne.

“Nie wspomnę o tym, że padła propozycja sterylizacji. Tak, nie żartuję.”

Po kie licho jej z Toba dzieci, skoro bylaby do Ciebie uwiazana jeszcze bardziej, mentalnie bedac z kims innym?

“Zaczęła robić prawo jazdy, zaczęły się nocne jazdy z nim, bo pomimo że zrobiłem prawo jazdy rok wcześniej to nie jeździłem i ze mną "boi się jeździć".”

Moja kolezanka okresla cos takiego : Pier..lenie o Szopenie”....

“Nie wspomnę już o porównywaniu mnie do niego czy innych rzeczach.I tu dziwna sprawa, bo pewnego dnia jeszcze raz przyszła do mnie i historia się powtórzyła, znowu nie wie czy mnei kocha, znowu chodziło o tą samą osobę o którą wcześniej, tylko narracja już była trochę inna, w ogóle nie przejmowała się tym. Po kilku tygodniach powiedziała coś o tym, że ją obraził czy coś w ten deseń i że zostaje ze mną. Nie kryła nawet że ją wystawił i że tylko dlatego zostaje ze mną.”

Na chwile sie poklocili, bo czegos tam dla niej nie zrobil/ nie kupil Pani Foch, wiec przyszla do Ciebie, bo fochow Ty nie stroiles.

“Czułem się po prostu horrendalnie ale robiłem wszystko żeby ją tylko utrzymać przy sobie. Była dla mnie wszystkim, jedyną osobą której ufałem. Właściwie wtedy już nie ufałem. Nie chcę przeciągać posta, wszystko trwało jeszcze parę miesięcy, wróciliśmy na studia, wtedy to nawet jakoś wyglądało bo studiowaliśmy w innym mieście i miała tylko mnie więc chyba stwarzała pozory, ale i tak często wracała do domu. I rozstanie, w okolicznościach zrobienia mi awantury bo nie te bułki kupiłem co chciała. Ale widać, że przygotowywała się na to długo, bo podziękowała za spędzone lata, powiedziała, że rodzice ją zabiją, że dobrze wychowany, z dobrą perspektywą na przyszłość, bla bla. I że jestem najmądrzejszym człowiekiem jakiego zna.Ale czuje się ze mną głupia i nic nie warta.”

No tak, ona zdawala sobie sprawe, ze wszyscy na nia wsiada tak, jak wszyscy swego czasu wsiedli na mnie. To byly gadki w stylu: D. taki porzadny, oszalas, zwariowalas....
Tylko ze ja przy D. czulam sie nic nie warta jako zona I matka, bo on zniszczyl kompletnie moje poczucie wartosci. I dlatego dziecko zostalo z nim, miedzy innymi.

Widocznie cos nieswiadomie robiles/ mowiles, ze tak sie przy Tobie laska czula. A nawet jesli niczego takiego nie robiles, to moze miales lepsze wyniki na studiach, moze sie latwiej uczyles,, moze Ci tego zazdroscila... nie mam zielonego pojecia. A tamten ja moze rozpieszczal, traktowal jak ksiezniczke, sam bedac prostackim trollem...Czegos widocznie w Waszym zwiazku zabraklo. I z tym sie musisz pogodzic.

“A i jeszcze, zostańmy przyjaciółmi. I nawet po rozstaniu byłem na tyle naiwny że kupowałem jedzenie, pomagałem z bagażami, odbierałem z dworca jak wracała, ale przez krótki moment. Potem chyba coś w końcu we mnie drgnęło i powiedziałem, że na tę "przyjaźń" należy sobie zasłużyć. Po tym to już w ogóle się nie odzywała.”

No bo po co ona ma sie o Ciebie starac, skoro ona juz byla z nim? Chciales dawac jej cokolwiek, to brala. Zbuntowales sie, to Twoj problem, sral Cie pies. Olala, skoro nie chciales dodatkowym chlopcem na posylki.

“Przyszły walentynki i coś mnie podkusiło, żeby napisać do niej z prośbą o pomoc, że sobie nie radzę. I wtedy powiedziała, że jest z nim, tym kolegą o którym wspomniałem wcześniej. Szok, niedowierzanie, chociaż przecież powinienem się tego spodziewać. Z takim idiotą”

Widzisz, on jednak w jakis sposob ja owinal sobie wokol palca I Ci odebral. Jednak nie jest az takim idiota. Moze nie ma studiow, ale widocznie ma cos, czego braklo Tobie. Mowie Ci, nie patrz na ludzi z gory. Najgorszy blad, jaki ktos moze popelnic, to niedocenianie drugiej osoby. To jest cos, co po angielsku okresla sie czasownikiem : underestimate. Google it, babe.

Znasz angielski? Jesli tak, napisze Ci: You have underestimated “the troll.”

“Przez bardzo długi okres nie widziałem sensu życia, to że z sobą nie skończyłem to chyba tylko wizja tego że moi rodzice by tego nie przeżyli. Ale do rzeczy, chciałbym rozwinąć dyskusję, co ja do cholery robiłem źle? Nigdy jej nie uderzyłem, nigdy nie wyzywałem, najgorszym wyzwiskiem było chyba "idiotka" i to może raz, dawno temu. Nie piję, nie palę. Ale czy dobre wnioski wyciągam? Czy faktycznie była ze mną tylko dla wygód, pieniędzy? A jak zaczynałem robić problemy to po prostu dała nogę? Czy dobrze myślę, że powinna wtedy uciąć rozmowę z nim i nie powinna dawać mi podejrzeń?Czy jej zachowanie było po prostu nie fair? Do dziś pamiętam to uczucie wykorzystywania mnie, ale czy było one słyszne. Jestem rozdarty i nie wiem już nic, moja głowa zdaje się to wszystko jakoś usprawiedliwiać, że to wszystko zaczęło się dziać z mojej winy, dlatego chciałbym poznać opinię osób postronnych.”

Sluchaj, odpowiedzialam Ci powyzej. Na pewno zrobiles pare bledow. Na pewno tez ona byla winna- zawsze jest wina po obu stronach: fifty-fifty.
U mnie tez byla wina po obu stronach. On zrobil swoje bledy, ja zrobilam swoje. I tez bylo krach  lub dup. Moj byly mysli do dzis, ze tylko ja jestem I bylam wszystkiemu winna, ale to jest jego problem, nie moj. I ostatnio troche go oswiecilam, po 11 latach, co mi nie pasowalo.  I tak jeszcze nie wie przynajmniej polowy, bo by chyba zawalu dostal, gdyby wszystko uslyszal. Ciesz sie chlopie, ze nie macie dzieci. Poszla w sina dal, nic Cie z nia nie wiaze juz, wiec daj jej odejsc z Twojej glowy. Ciesz sie, ze nie musiales wydawac na rozwod.

Do tanga trzeba dwojga, jak spiewa Budka Suflera. Nie watpie, ze czujesz sie fatalnie. Owszem, wspolczuje Ci, ze zwiazek sie rozwali dlugoletni I ze straciles jakies mlodziencze idealy. To zawsze boli.

Przestan ja przede wszystkim usprawiedliwiac. “Poszla w pizdu”, wiec nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem, niech sie teraz z nia troll meczy ;-). Sluchaj, kazdy spotka swoja karme. Ona tez. Ja swoje problemy z karma w wiekszosci rozwiazalam, zostal mi jeszcze jeden w postaci problemow z dzieckiem, ale to tez rozwiaze, bo jestem uparta. Juz troche jest lepiej, a ze jestem uparta, to bedzie lepiej.
Moj byly spotkal swoja karme w postaci obecnej zony. Dokladnie jak mamusia lubi rzadzic, ujada od rana do wieczora, jest krzykaczem, robi awantury o byle co..  I narobila mu wielkiego syfu w zeszlym roku, wkurzajac mnie – syfu, ktory do dzis po niej wszyscy sprzatamy, razem z nim.... Spotkal swoja Nemezis. I Twoja byla laska tez spotka swoje Nemezis, zapewniam Cie.

Skup sie na sobie, idz gdzies z kolegami, wyjedz gdzies sie rozerwac, poszalec, wyrwij kogos na jedna noc, idz do kina posmiac sie...Jeszcze masz miesiac chyba do roku akademickiego, tak? To wykorzystaj ten miesiac dobrze. Zrob porzadek po niej w swoich rzeczach, zrob ognisko z jej rzeczy I zapros kolegow na kielbaski nad ogniskiem. Albo oddaj jej rzeczy do second handu. Potem przewietrz dom  po porzadkach symbolicznie, walnij cos sobie mocniejszego, wyspij sie I zacznij nastepnego dnia nowy rozdzial.
Tego kwiatu to pol swiatu, kochany. Spotkasz jeszcze niejedna fajna laske. Moze idz do jakiejs pracy na niepelny etat, zarob cos, jedz na jakis gap-year- czyli wez sobie dziekanke I pozwiedzaj troche.. Mlody jestes, swiat przed Toba. Moze wykorzystaj jakis program typu Erasmus do zwiedzania za pieniadze panstwowe I ksztalcenie sie za granica... Mlody jestes, ucz sie, zdobywaj swiat. Powodzenia.

4 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-08-31 11:29:18)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Dziękuję za odpowiedź. Nie, nie zaręczyliśmy się, jeszcze, bo myślałem o tym, jak tylko trochę zarobię, po to była mi praca między innymi. Są jeszcze inne powody na których rozwiązanie czekałem, niezwiązane ze związkiem, ale to już nieważne. Z tym, że nie zrozumiała mnie Pani, osoba, "troll" z którym teraz jest a osoba między którą się wahała to dwóch różnych facetów.Zwłaszcza, że Pani mówi o sobie jako tej, która była wykorzystywana do pracy w domu. Ja nigdy tego bym jej nie zrobił, źle bym się czuł widząc że ona robi coś za mnie...  Było wręcz odwrotnie, ale to już nieważne. Nigdy się wzajemnie nie obrażaliśmy, przynajmniej ja, bo również źle bym się z tym czuł, dla mnie zawsze była idealna, pod praktycznie każdym względem. Może to było tylko złudzenie, sam już nie wiem.. Śmieszny jest ten jej tekst, że czuła się nic nie warta, bo jeśli ktoś tak się czuł to tylko ja.
A tego pierwszego faceta wręcz obrażała, że "fu co ty sobie wyobrażasz, jak ja mogłabym się z nim całować" etc, poza tym to moje "niedocenianie" nie było bezpodstawne, jak można pójść do kogoś kto "zakochał się na odległość" i wpieprza się w czyjś związek,  bo przecież tak to było, jak można pójść do kogoś, z kim zna się tyle lat i nagle coś się dzieje. Wiem, że powinienem jej chyba współczuć, bo wiem że kochała tego drugiego, nawet mówiła o tym swojej przyjaciółce (niestety dorwałem się do jej facebooka po wszystkim). Jest ze mną, kocha drugiego, a idzie do trzeciego. Tylko dlaczego? Czy dobrze zdaję sobie, że to nie była żadna miłość, że wszystko mi się tylko wydawało? Naprawdę zawsze starałem się rozmawiać, zmieniać siebie dla niej, w granicach rozsądku oczywiście. Tylko chyba trafiłem na osobę, u której ma być tak, jak ona chce, bez żadnej większej empatii. Chcę po prostu wyciągać dobre wnioski, tylko dlatego piszę tego posta. Główny problem leży w tym, że pewnie dałbym sobie radę gdyby nie fakt, że chyba poznałem siebie, jestem słaby, nie mam praktycznie nikogo, ona zawsze mi wystarczała. Mam kilku przyjaciół, ale po liceum rozjechali się po całej Polsce i tylko co jakiś czas się widujemy. No i nie jestem tzw. podrywaczem, to był mój pierwszy związek i ciężko mi w ogóle myśleć o następnym, nie mówiąc o innych sprawach...

5

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Widzisz człowiek uczy się na własnych błędach. Wyciągnij wnioski i spójrz obiektywnie na całą sytuację. Dziewczyna pomiatała(łagodnie mówiąc) Tobą na prawo i lewo, a Ty dalej zaślepiony jej osobą dawałeś szanse i przytakiwałeś. UZALEŻNIŁEŚ swoje szczęście od jej osoby, to był poważny błąd. Powinieneś mieć pasje, znajomych z którymi się widujesz a nie tylko partnerka i świata poza jej osobą nie masz. Prawdziwego faceta można poznać nie po tym jak zaczyna a jak kończy. Wyjdź z tej sytuacji mocniejszy nie tylko psychicznie ale i fizycznie (siłka działa cuda). Najbardziej boli strata pierwszej dziewczyny, ale czas i zdobywane doświadczenie pozwala eliminować błędy jakie popełniałeś. SIŁA!

6 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-08-31 11:35:37)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Tak, to prawda, staram się teraz skupić na sobie, wróciłem do siatkówki, którą z paru powodów rzuciłem, nigdy źle nie wyglądałem, jestem, przynajmniej mi się wydaje sprawny fizycznie, nigdy nie stroniłem od sportu, ale zacząłem również ćwiczyć. Jeśli dalej mówić o pasjach to kolejny błąd, nie akceptowała kompletnie tego, że uwielbiam gry komputerowe. Zdaję sobie sprawę, że chyba głównym powodem mojego cierpienia jest samoocena której mi brakuje..

7

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Ty nie akceptowałeś jej SZLAJANIA się z tym kolesiem i tak robiła to dalej... więc jak lubisz grać to graj ale pamiętaj o świecie zewnętrznym. Ja pomimo swojego wieku nadal czasem odpalę playstation i chwycę dobry browar i się po relaksuje smile Fakt samoocena jest mega ważnym aspektem aby wyjść na prostą, ale za razem to jest rzecz nad którą możesz łatwo popracować.

8

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Swoją drogą, czy źle zrobiłem, nie interweniując, nie pisząc do tego gościa żeby się odpieprzył? Myślę, że patrzenie na ręce swojej partnerce nawet nie powinno istnieć, bo nie powinna dawać powodów do żadnych podejrzeń.

9

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Zapewne tamten by się poskarżył Twojej byłej i byś miał opierdziel, że stręczysz jej "kolegę". Powiedziałeś jej, że Ci to nie pasuje i ona doskonale wiedziała o tym. Twoja ewentualna interwencja wtedy po prostu by przyspieszyła rozpad związku.

10

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Tylko dalej dziwią mnie te sprzeczne sygnały. Kiedy w końcu mnie złamała i zacząłem robić to co chce, nawet znalazł się czas dla mnie, nagle zdała sobie sprawę, że nie mamy naszej piosenki i musimy jakąś znaleźć, zaproponowała wyjazd na event esportowy, fakt że nie było jak dawniej, ale przynjmniej już nie byłem ostatnim śmieciem. Tylko dalej nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, co, jest z tym kto po prostu da więcej? Tak wygląda normalny związek?...

11

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Taki typ kobiety musi czasem zadbać o swojego "pieska" aby nie zdechł.... To nie był normalny związek. Odetnij się od tego i nie analizuj. Przeczytaj jeszcze raz post Mamy Emigrantki wszystko świetnie opisała.

12

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

"Dziękuję za odpowiedź. Nie, nie zaręczyliśmy się, jeszcze, bo myślałem o tym, jak tylko trochę zarobię, po to była mi praca między innymi. Są jeszcze inne powody na których rozwiązanie czekałem, niezwiązane ze związkiem, ale to już nieważne. Z tym, że nie zrozumiała mnie Pani, osoba, "troll" z którym teraz jest a osoba między którą się wahała to dwóch różnych facetów.Zwłaszcza, że Pani mówi o sobie jako tej, która była wykorzystywana do pracy w domu. Ja nigdy tego bym jej nie zrobił, źle bym się czuł widząc że ona robi coś za mnie... "

Drogi Darku, no jesli gdzies czegos nie doczytalam, to przepraszam. Widocznie jeszcze wtedy rano nie do konca bylam obudzona :-), gdy pisalam mojego posta. No chwala Ci za to, ze jej nie wykorzystywales jakkolwiek.

"Było wręcz odwrotnie, ale to już nieważne. Nigdy się wzajemnie nie obrażaliśmy, przynajmniej ja, bo również źle bym się z tym czuł, dla mnie zawsze była idealna, pod praktycznie każdym względem. Może to było tylko złudzenie, sam już nie wiem.. Śmieszny jest ten jej tekst, że czuła się nic nie warta, bo jeśli ktoś tak się czuł to tylko ja."

To, co tu piszesz, to jest z Twojego punktu widzenia. Ona widocznie inaczej Cie odbierala i na pewno byl ku temu jakis powod. Juz nie ma sensu nawet sie teraz zastanawiac, dlaczego. Pewnego dnia, gdy bedziesz z kims innym, moze bedzie jakas podobna sytuacja jakiegos dnia i wtedy Cie oswieci, jesli nowa dziewczyna zwroci Ci na cos uwage.

"A tego pierwszego faceta wręcz obrażała, że "fu co ty sobie wyobrażasz, jak ja mogłabym się z nim całować" etc,"

Kochany, mlody jestes i chyba nie byles w zadnym innym zwiazku wczesnije> inaczej bys wiedzial, ze takei rzeczy to strona oszukujaca mowi celowo, by nie rzucac na siebie podejrzen.

"poza tym to moje "niedocenianie" nie było bezpodstawne, jak można pójść do kogoś kto "zakochał się na odległość" i wpieprza się w czyjś związek,  bo przecież tak to było, jak można pójść do kogoś, z kim zna się tyle lat i nagle coś się dzieje."

No widocznie mozna. Jeszcze duzo zycie napisze i pokaze Ci scenariuszy, ktorych sobie nie wyobrazales. Jaks Szkspir kiedys powiedzial: "Zycie jest dziwniejesze niz mozemy sobie wyobrazic. "......

"Wiem, że powinienem jej chyba współczuć, bo wiem że kochała tego drugiego, nawet mówiła o tym swojej przyjaciółce (niestety dorwałem się do jej facebooka po wszystkim). Jest ze mną, kocha drugiego, a idzie do trzeciego. Tylko dlaczego?"

Dlaczego? No w jakis sposob miala zryty beret. Kto ja tam wie, dlaczego. Ze jej na to wszyscy pozwalali, to robila ze wszystkimi, co chciala, niestety.

"Czy dobrze zdaję sobie, że to nie była żadna miłość, że wszystko mi się tylko wydawało?"

Z Twojej strony bylo na pewno prawdziwe uczucie, nie watpie. Co jej sie wydawalo, juz dzis nikt sie nie dowie. I zostaw to tak. Nie przeszukuj fb jej kolezanek- to bez sensu. Kiedys uslyszalam swietne zdanie: nie ruszaj gowna, bo smierdzi. Zostaw to, chlopie. Nie zadreczaj sie, pozwol jej odejsc z Twojej glowy. Ona juz ma to w czterech literach teraz, ze Ty sie jeszcze meczysz. Skoro ona twoje obecne meki ma w czterech literach, to Ty tez sie przestan zadreczac. Nie warto. Moze zacznij brac jakies tabletki/  herbatki ziolowe, by spokojnie spac. gdy troche Ci sie nastroje ureguluja, to odstawisz.

"Naprawdę zawsze starałem się rozmawiać, zmieniać siebie dla niej, w granicach rozsądku oczywiście. Tylko chyba trafiłem na osobę, u której ma być tak, jak ona chce, bez żadnej większej empatii."

I widocznie tak bylo. Trudno, rozczarowales sie strasznie co do pierwszej kobiety, z ktora byles tak dlugo. Bolesne, wiem. Ale teraz bedziesz madrzejszy i nie dopuscisz, by sie to zdarzylo ponownie, prawda? I to nie znaczy, ze zamkniesz sie przed ludzmi, czy szansa na zwiazek kolejny-  po prostu zaczniesz na babki patrzec szeroko otwartymi oczami. Przy tej babce chyba bylo jak w tytule filmu z Kidman: Eyes wide shut. Moze wkradlo sie przyzwyczajenie, rutyna, nie mam pojecia. Ale gdzies nie zauwazyles wczesniej, ze szykowala sie katastrofa. No bywa. ja tez mialam klapki na oczach w stosunku do paru ludzi i tez musialam te lekcje odrobic.

"Chcę po prostu wyciągać dobre wnioski, tylko dlatego piszę tego posta. Główny problem leży w tym, że pewnie dałbym sobie radę gdyby nie fakt, że chyba poznałem siebie, jestem słaby, nie mam praktycznie nikogo, ona zawsze mi wystarczała."

No to chyba czas na zmiany, dojrzaly czlowiek nie uzaleznia swojego zycia od polegania na kims innym. Owszem, posiadanie drugiej polowki jest mile, ale czlowiek musi byc szczesliwy sam ze soba, by zbudowac dobre relacje z otoczeniem. ja wiem, ze ona Ci byla "calym swiatem", ale chyab powinienes troche inaczej ustawic nastepnym razem proporcje. Owszem, zwizek dwojga ludzi powinien byc priorytetem, ale jesli bedziesz cos robic wbrew sobie, to nie bedziesz zadowolony. Musisz sobie wywazyc jakos proporcje miedzy nastepnym zwiazkiem, miec odskocznie w postaci kilku kolegow, by czasem z nimi troche meskiego czasu spedzic i czas dla siebie.

"Mam kilku przyjaciół, ale po liceum rozjechali się po całej Polsce i tylko co jakiś czas się widujemy. No i nie jestem tzw. podrywaczem, to był mój pierwszy związek i ciężko mi w ogóle myśleć o następnym, nie mówiąc o innych sprawach..."

No coz, cwicz, ucz sie, wyjezdzaj, poznawaj ludzi. Nikt Ci nie kaze pchac sie w kolejny zwiazek szybko. Co nagle, to po diable.
"Jeśli dalej mówić o pasjach to kolejny błąd, nie akceptowała kompletnie tego, że uwielbiam gry komputerowe. Zdaję sobie sprawę, że chyba głównym powodem mojego cierpienia jest samoocena której mi brakuje.."

Ona szybciej Cie wyczula niz Ty ja. No trudno. To pracuj nad soba, jak radzi Markuss. Tyel mozesz zrobic. A moze nastepna laske poznasz na jakims zlocie dla komputerowcow? A nie ma jakichs lasek na forach o grach? Kto szuka podobnych, ten znajdzie, albo sie znajda sami, gdy stworzysz ku temu okazje....

"Swoją drogą, czy źle zrobiłem, nie interweniując, nie pisząc do tego gościa żeby się odpieprzył? Myślę, że patrzenie na ręce swojej partnerce nawet nie powinno istnieć, bo nie powinna dawać powodów do żadnych podejrzeń."

Powinna, nie powinna, to juz nie ma znaczenia. Po prostu kochaj nasteonym razem, a oczy miej szeroko otwarte. A gdy zauwazysz cos, co Ci nie pasuje, mow otwarcie. Nie ma innej drogi tutaj.

"Tylko dalej nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, co, jest z tym kto po prostu da więcej? Tak wygląda normalny związek?..."

To nie jest normalne. Mowilam Ci juz, ze laska ma zryty beret. Darku, wez sie ogarnij, wykorzystaj ten miesiac przed rokiem akademickim na odpoczynek,relaks i przestan sie zastanawiac dlaczego gowno bylo gownem. Moze taka natura gowna byla, bo inaczej jej Pan Bog nie stworzyl. Niektorzy ludzie nie sa w stanie przezwyciezyc wlasnych ograniczen. Ludzi epojawiaja sie w zyciu albo zeby nas uszczesliwic, albo zeby nas czegos nauczyc. To byla lekcja doodrobienia, a szczescie prawdziwe dopiero przed Toba. I tak mysl.

13

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Dziękuję bardzo za cenne uwagi, na pewno wezmę je sobie do serca. Chyba właśnie tego potrzebowałem, jakiegoś oczyszczenia czy coś w tym rodzaju. Jeszcze raz ślicznie dziękuję!

14

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Cala przyjemnosc po mojej stronie :-).

15

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Jak można się pomylić w kwestii kochania kogoś, przecież to absurd , daj sobie spokój , nie warto zaprzątać sobie głowy kimś kto cię nie kocha .

16

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Ciężko dać sobie spokój po tylu latach, zwłaszcza przy takim przywiązaniu, poza tym to nie jest takie proste zauważyć zmianę, czy ktoś jeszcze kocha czy już nie smile

17 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-08 14:02:31)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Ostatnimi czasy znowu fatalnie się czuję, nie wiem nawet jak to nazwać, tęsknota? Żal? Tylko za czym, wszyscy mi tu już wszystko wyjaśnili a ja dalej o niej myślę, mija tyle czasu... Nie wiem, ktoś może mi powiedzieć jak się z tego wyrwać? Przecież zdałem sobie sprawę, że to był tylko jednostronny toksyczny związek, który praktycznie zniszczył mi psychikę a mimo to nie potrafię iść dalej... Czy to możliwe że toksyczność tego związku doszła tak daleko że moja samoocena była oparta wyłącznie na niej, cokolwiek by robiła? I teraz kiedy jej nie ma po prostu trafia mnie szlag? Bo dalej coś mnie dręczy, ale jak można być idealnym dla kogoś kto robi takie rzeczy, jak nie wie na czym się stoi.. Czy ze mną jest coś nie tak do cholery?..

18 Ostatnio edytowany przez Remind (2017-09-09 12:29:34)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Słuchaj chłopie, widzę że ktoś musi Tobą potrząsnąć i powiedzieć jak to wygląda z boku. Od tego momentu wątpliwości ten związek był skończony, została z Tobą bo gość ją najzwyczajniej kopnął w dupę, takie są realia, co z resztą pokazała za drugim razem, że wcale to nie było jakieś zauroczenie, tylko coś więcej, chociaż i tego bym nie był pewny bo nie sądzę, czy ona w ogóle odczuwa cokolwiek więcej niż miłość do samej siebie. Tak jak mówisz, zaczął pisać kolejny typek, to się zaczęła bawić, na pewno stała się bardziej bezczelna jak chodzi o roszczenia w stosunku do Ciebie i na tym tle nikt normalny nie dziwiłby się, że stałeś się nerwowy. Ale dla niej problemem nie było to, że jesteś nerwowy przez nią, tylko że w ogóle to robisz. Nie widziała własnych błędów i zwalała je na Ciebie. A to jest idiotyzm, ignorancja i brak jakiejkolwiek empatii. Manipulowanie kimś, żeby wzbudzić w kimś fałszywe poczucie winy i osiągnąć tym jakieś korzyści to szczyt skur**synstwa, zwłaszcza w związku. Stawiałeś się, parę kłótni i do widzenia, po co ma się dalej "starać", skoro jest następny. I ja wiem jak to wygląda, może nawet robiła to nieświadomie, ale ja jako facet wiem że jak ktoś się wpieprza w związek i druga osoba nie widzi nic w tym złego, przeciwnie wręcz, to jest to cholernie parszywe uczucie. To się musiało stać, nie było wyjścia, choćbyś nie wiem jak dobry był, dalej chciałaby więcej. Wykończyłbyś się, chociaż w sumie i tak widzę, że jesteś wykończony nawet po tak długim czasie. Może gdybyś od razu uderzył pięścią w stół i jasno postawił sytuację, to wszystko by się jakos wyklarowało, a tak dałeś się zniszczyć, wykorzystać i upokorzyć. Współczuję Ci bardzo, bo z tego co piszesz pokochałeś ją, prawdziwie, bezinteresownie. Niestety bez wzajemności. Tu NIE MA mowy o żadnej miłości, sam widzisz, poszła do gościa "kochając" innego, sam to powiedziałeś. Chłopie naprawdę, czy chciałbyś być z taką dziewczyną? Wiem, że chciałbyś jakiejś sprawiedliwości, ale na tym świecie tego nie znajdziesz. Niech ktoś potwierdzi to co tu napisałem, może to chłopakowi pomoże. Trzymaj się, dasz sobie radę, na pewno!

19 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-13 19:38:18)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

No właśnie o to chodzi, że czuję się nic nie warty, że moje słabości nigdy nie zostaną zaakceptowane. Chodzi mi głównie o to, że akurat w tamtym okresie, kiedy poszedłem na studia wszystko zaczęło się walić pewnie dlatego, że zacząłem bardzo oszczędzać bo studia kosztują i myślałem, że zrozumie. Zacząłem czuć się wykorzystywany pod każdym względem, mam wyrzuty sumienia, że nie powinienem. I jak prosiłem o to, żeby sama wykazała inicjatywę i zapłaciła chociaż za własne zakupy to bulwers, że ona musi jeszcze płacić.  I to zachciało jej się kwiaty, cały czas przypominając gdzie one są, to pierścionek, bo nic nie dostała na rocznicę i mam jej kupić, bo tak. Tylko co z tego że nasza ostatnia rocznica wypadła akurat w takim momencie sesji gdzie najmniej myślałem o tym, poza tym wtedy właśnie zamieszkaliśmy razem i właśnie wtedy traciłem praktycznie zmysły a ona mi o pierścionkach. A czy ja bym kiedykolwiek zapytał co JA od niej dostałem? I kiedy w ogóle to było? Lata temu. I zawsze to ja miałem być jej oparciem, zawsze musiałem wszystkiego wysłuchiwać, ale kiedy przyszedł MÓJ słabszy moment to nara, do widzenia. Wiem, że mam problemy z samym sobą, ale właśnie przez lata one się pogłębiały, coraz bardziej czułem się jej cieniem i kiedy nawet prosiłem, żeby popracowała ze mną nad moimi słabościami. Bo przecież właśnie po to jest bliska osoba, żeby wysłuchać, pomóc, prawda? Nie, masz być x, masz robić y. Nie wspomnę już o komplementach, miłych słowach. Moje totalne przeciwieństwo, bo czasem wydaje mi się, że z tym przesadzałem, ale jakoś przychodziło mi to naturalnie, po prostu mówiłem co w danej chwili myślę, każdy kto mnie zna mówi mi że nie ma bardziej szczerej osoby ode mnie.  I mówię o tym z perspektywy czasu, bo przecież wpoiła mi, że facet ma być twardy, zawsze i wszędzie. Jak bardzo się zdziwiłem miesiąc po rozstaniu kiedy się widzieliśmy i powiedziała mi, że dobrze wyglądam. I kto tu się czuł się nic nie warty? Naprawdę nie wiem jak wytrzymałem to wszystko i dlaczego nie mogłem powiedzieć sobie dość. Nie wiem, czy to kwestia wiary w siebie, czy za bardzo wszystko wyolbrzymiam, ale nie radzę sobie z tym, ciągle myślę, że nie spotka mnie już nic lepszego, to cały czas wraca a już tyle czasu minęło. Po prostu boję się przyszłości jak cholera... Mam straszną ochotę wykrzyczeć jej to w twarz ( czego oczywiście nie zrobię ), poza tym, po wszystkim i tak się żaliłem w tej sposób, czego teraz żałuję. Oczywiście usłyszałem, że ją obrażam. Ironio losu...

20

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Mlody jestes i wszystko przed toba. Jeszcze nie raz sie zakochasz i odkochasz. Kazdy z nas tak samo przezywal rozstania ale z czasem bylo juz tylko lepiej. Wyplacz sie, upij sie tylko glupot nie rob bo na stare lata bedziesz sie z tego smial. Ty chciales tak a ona inaczej i niech sobie zyje po swojemu. Zabierz sie teraz za siebie a panny ustawia sie do Ciebie sznurem. Glowa do gory.

21

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

No właśnie o to chodzi, że czuję się nic nie warty, że moje słabości nigdy nie zostaną zaakceptowane. Chodzi mi głównie o to, że akurat w tamtym okresie, kiedy poszedłem na studia wszystko zaczęło się walić pewnie dlatego, że zacząłem bardzo oszczędzać bo studia kosztują i myślałem, że zrozumie. Zacząłem czuć się wykorzystywany pod każdym względem, mam wyrzuty sumienia, że nie powinienem. I jak prosiłem o to, żeby sama wykazała inicjatywę i zapłaciła chociaż za własne zakupy to bulwers, że ona musi jeszcze płacić.  I to zachciało jej się kwiaty, cały czas przypominając gdzie one są, to pierścionek, bo nic nie dostała na rocznicę i mam jej kupić, bo tak. Tylko co z tego że nasza ostatnia rocznica wypadła akurat w takim momencie sesji gdzie najmniej myślałem o tym, poza tym wtedy właśnie zamieszkaliśmy razem i właśnie wtedy traciłem praktycznie zmysły a ona mi o pierścionkach. A czy ja bym kiedykolwiek zapytał co JA od niej dostałem? I kiedy w ogóle to było? Lata temu. I zawsze to ja miałem być jej oparciem, zawsze musiałem wszystkiego wysłuchiwać, ale kiedy przyszedł MÓJ słabszy moment to nara, do widzenia. Wiem, że mam problemy z samym sobą, ale właśnie przez lata one się pogłębiały, coraz bardziej czułem się jej cieniem i kiedy nawet prosiłem, żeby popracowała ze mną nad moimi słabościami. Bo przecież właśnie po to jest bliska osoba, żeby wysłuchać, pomóc, prawda? Nie, masz być x, masz robić y. Nie wspomnę już o komplementach, miłych słowach. Moje totalne przeciwieństwo, bo czasem wydaje mi się, że z tym przesadzałem, ale jakoś przychodziło mi to naturalnie, po prostu mówiłem co w danej chwili myślę, każdy kto mnie zna mówi mi że nie ma bardziej szczerej osoby ode mnie.  I mówię o tym z perspektywy czasu, bo przecież wpoiła mi, że facet ma być twardy, zawsze i wszędzie. Jak bardzo się zdziwiłem miesiąc po rozstaniu kiedy się widzieliśmy i powiedziała mi, że dobrze wyglądam. I kto tu się czuł się nic nie warty? Naprawdę nie wiem jak wytrzymałem to wszystko i dlaczego nie mogłem powiedzieć sobie dość. Nie wiem, czy to kwestia wiary w siebie, czy za bardzo wszystko wyolbrzymiam, ale nie radzę sobie z tym, ciągle myślę, że nie spotka mnie już nic lepszego, to cały czas wraca a już tyle czasu minęło. Po prostu boję się przyszłości jak cholera... Mam straszną ochotę wykrzyczeć jej to w twarz ( czego oczywiście nie zrobię ), poza tym, po wszystkim i tak się żaliłem w tej sposób, czego teraz żałuję. Oczywiście usłyszałem, że ją obrażam. Ironio losu...


Darek, ona nie byla Ciebie warta.  Wyssala, przezula i wyplula. To nie jest Twoja wina, ze ona taka byla. Widocznie wyniosla z domu jakies gowniane wzorce.

To normalne, ze tluka Ci sie rozne mysli po glowie, bo czlowiek po rozstaniu przechodzi przez rozne etapy. Jets ulga, euforia, potem dol, ze niekogo nei znajdziesz, nei jestes nic wart, zadawanie sobie pytan, gniew, zal, potem w innym dniu postawa "a smolic to", taka sinusoida uczuc. Przejdzie z czasem, gdy caly czas bedziesz dbac o siebie i isc do przodu.

To byl toksyczny zwiazek. A toksyczny zwiazek jest jak palenie papierosow i odtruwanie sie po tym. Gdy przyczyna trucia pluc znika, organizm zaczyna sie oczyszczac. Zaczynasz sie czuc lepiej przez wiekszosc czasu, ale poniwaz toksyny nadal w organizmie sa, bo wpuszcaales je dluzszy czas, to niejeden raz zbiera sie flegma w plucach, ktora trzeba odkaszlec. I tak odbieram Twoje posty teraz- musisz to z siebie wyrzucic i odkaszlec. To normalne.

Na swiecie jest pelno kobiet, ktore Cie docenia. Nie martw sie, tego kwiatu to pol swiatu, jak to mowia. Ale nie pedz w nastepny zwiazek na sile szybko, tylko daj sobie czas, by sie Twoj organizm odtrul i oczyscil :-). I gdy bedzie widac po Tobie pozytywna zmiane, gdy Ci sie mysli rozjasnia po tym odtruciu i bedziesz miec to wypisane na czole ( a aure kazdego mysli  po czlowieku widac, zapewniam Cie), to przyciagniesz jakas fajna babke jak cme do swiatla :-).

22

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Po raz kolejny Pani dziękuję, potrafi Pani podtrzymać na duchu. Staram się nie myśleć teraz o tym że ona jest sobie szczęśliwa, co oni robią bo bym chyba zwariował, ale czasem jest ciężko. To tym bardziej boli. Jest tak jak Pani mówi, w tych najgorszych chwilach nawet chciałbym żeby dalej była ze mną, ale jak się nad tym zastanowić to przecież to totalny idiotyzm... Nie wiem dlaczego ja po tym wszystkim dalej poza nią nic nie widzę. Jeszcze jakby to tylko mnie upokorzyła, ale jeszcze moją mamę, która traktowała jak córkę, a okazało się, że jest fałszywa, tak jak i ja... I faktycznie jak mówi Pani o wzorcach z domu to może i to jest problem, chyba byłem ślepy, powinienem się tego po niej spodziewać...

23

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Nie spoglądaj przez ramię za siebie, liczy się to co jest i co będzie. Liczę, że żadnego kontaktu z ową panną nie masz.

24

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Nie, żadnego kontaktu już od ponad pół roku. Jeszcze jak byliśmy teoretycznie razem już gdy chciałem tylko pogadać, nic więcej, nawet na wyjście z mieszkania nie miała dla mnie czasu. Potem odzywała się tylko kiedy mnie potrzebowała, więc po kilku razach próby tej "przyjaźni" wkurzyłem się i powiedziałem, że trzeba sobie na nią zasłużyć, no to urwała kontakt, bo przecież ją obrażam tym, że mam do niej najzwyczajniejszy żal. Tylko po to żeby się kiedyś odezwać że zostawiła u mnie książkę, którą notabene jej kupiłem na urodziny i żebym ją jej oddał. Staram się być silny, ale bywa właśnie jak Pani wyżej napisała, raz jest super, chce się żyć, nagle coś się przypomni, coś co nawet niekoniecznie jest z nią związane i wszystko trafia szlag.

25 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2017-09-15 05:37:04)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Będziesz miał jeszcze takie wahania, to normalne.
Ale proszę Cię, nie myśl o sobie tak źle. To, że pozwoliłeś siebie tak traktować, nie oznacza, że jesteś frajerem, któremu można pluć w twarz. Po prostu byłeś nieświadomy, że trzeba walczyć o siebie, nawet w związku. A to, że byłeś tego nieświadomy, to już nie Twoja wina. Wiesz mógłbyś tak o sobie myśleć, gdyby to się zdarzyło kolejny raz. Gdybyś po raz kolejny wszedł w toksyczny związek, kobieta by Cię źle traktowała, a Ty byś się na to zgadzał.
Teraz nie masz za co się winić, bo zwyczajnie wymykało Ci się to spod kontroli. Nie jesteś frajerem, nie jesteś naiwny, jesteś facetem po przejściach, którego dużo złego spotkało ze strony dziewczyny.
Ty wiesz co robiłeś źle w tym związku, ale nie katuj się za to, tylko patrz w przyszłość. Teraz już wiesz na co masz zwracać uwagę, czego unikać, na co sobie nie pozwalać od samego początku. Głowa do góry, masz mnóstwo wspaniałych cech, pamiętaj o tym i na tym skup swoje myśli, nie na błędach, które z nieświadomości popełniłeś.

26 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-15 23:34:05)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Prawda, jedyny problem jest we mnie, teraz wiem że pewnie okoliczności w jakich zaczęliśmy się spotkać sprawiły, że ona stała się moim poczuciem wartości. I pewnie tylko dlatego nie mogłem sam odejść, przecież widziałem żółte światło już bardzo dawno temu, nie mówiąc o czerwonym. A teraz kiedy jej nie ma czuję się słaby. Wiem, że to głupie i nierozsądne, ale tak się już stało. I wiem też, że przez lata przesuwałem granice, walcząc z samym sobą jednocześnie nigdy nie będąc do końca zaakceptowanym takim jaki jestem.Nie wytrzymałem presji. Dlatego to tak boli, bo wszystko dociera w spowolnionym tempie, już nawet nie mówiąc o tych ostatnich miesiącach bo tego szkoda komentować. Teraz sobie zdaję sprawę w jak toksycznym związku, z jaką egoistką o sztucznie nadmuchanym ego byłem. Jak bardzo musiała się cieszyć widząc, że zrobię wszystko byle być z nią, nawet ledwo wytrzymując i będąc w skrajnych nerwach, wbrew sobie. To się chyba nazywa przemoc emocjonalna, prawda? I chyba to najbardziej boli, to to że z nim. Pewnie jakby mnie zostawiła dla tego pierwszego zrozumiałbym i pogodził się z tym. Ale w tym wypadku... Ciężko to przełknąć.

27

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

“Prawda, jedyny problem jest we mnie, teraz wiem że pewnie okoliczności w jakich zaczęliśmy się spotkać sprawiły, że ona stała się moim poczuciem wartości. I pewnie tylko dlatego nie mogłem sam odejść, przecież widziałem żółte światło już bardzo dawno temu, nie mówiąc o czerwonym. A teraz kiedy jej nie ma czuję się słaby. Wiem, że to głupie i nierozsądne, ale tak się już stało. I wiem też, że przez lata przesuwałem granice, walcząc z samym sobą jednocześnie nigdy nie będąc do końca zaakceptowanym takim jaki jestem.”

I dlatego, drogi Darku, nie wolno budowac swojego poczucia pewnosci siebie ani swojego szczescia na  kims innym, tylko powinno to wyplywac z Ciebie samego. Twoje poczucie pewnosci siebie buduj na tym, ze znasz swoje zalety,, znasz swoje wady, pracujesz nad swoimi wadami, wiesz ile jestes wart ( chwilowo wyglada na to, ze nie, ale dojdziesz do tego :-)))  ), wiesz czego chcesz, dokad zmierzasz (do tego tez dojdziesz). A juz dobrym punktem wyjscia jest okreslenie, czego nie chcesz juz wiecej w zwiazku. To juz jest poczatek do okreslenia, czego chcesz :-).

Bycie szczesliwym- to samo- sklada sie z cieszenia z drobiazgow kazdego dnia, z radosci, gdy przezwyciezamy wlasne slabosci I robimy malenkie kroki do przodu. Szczescie nie jest czyms, co pewnego dnia zostanie nam podane na talerzu ani zjawi sie nagle z pojawieniem odpowiedniej osoby. NIE. Bycia zadowolonym z siebie I wlasnego zycia kazdy uczy sie sam.

A pozytywne myslenie mozna wycwiczyc. Nauka bywa trudna, ale na dluzsza mete oplacalna- mniej zmarszczek na czole, lepsza aura, ktora potem promienieje z czlowieka I przyciaga innych zadowolonych ludzi, w tym kobiety. Oczywiscie tez znajda sie pasozyty, ktore beda chcialy wyssac Twoja dobra aure, gdy ja wytworzysz, ale teraz bedziesz bardziej ostrozny, wiec szybko bedziesz potrafil to rozpoznac, prawda?
A poza tym czlowiek sie czuje sam lepiej ze soba, gdy mysli pozytywnie. I zapewniam Cie, ze przyciaga wiecej fajnych zdarzen w zyciu, bo myslenie pozytywne nakreca nasz mozg do tego, by sie pozytywne rzeczy zdarzaly- juz pisalam kiedys tu o mechanizmie samospelniajacego sie proroctwa.

Darku, jedni ludzie przychodza do naszego zycia, by je poprawic, drudzy, by dac nam lekcje do odrobienia. Reszta jest bezbarwnym tlumem mijajacym nas kazdego dnia. To byla akurat lekcja. Z tego, co widze, wyciagasz bardzo dojrzale wnioski, wiec wiem, ze bedziesz w stanie nie powtorzyc juz dotychczasowych bledow.

“Nie wytrzymałem presji. Dlatego to tak boli, bo wszystko dociera w spowolnionym tempie, już nawet nie mówiąc o tych ostatnich miesiącach bo tego szkoda komentować. Teraz sobie zdaję sprawę w jak toksycznym związku, z jaką egoistką o sztucznie nadmuchanym ego byłem. Jak bardzo musiała się cieszyć widząc, że zrobię wszystko byle być z nią, nawet ledwo wytrzymując i będąc w skrajnych nerwach, wbrew sobie. To się chyba nazywa przemoc emocjonalna, prawda? I chyba to najbardziej boli, to to że z nim. Pewnie jakby mnie zostawiła dla tego pierwszego zrozumiałbym i pogodził się z tym. Ale w tym wypadku... Ciężko to przełknąć.”

No boli, boli, a z czasem przestanie, jesli zrodla bolu juz nie ma. Bol tylko sie utrzymuje, gdy go zywimy jego przyczyna. To jest przemoc emocjonalna, zgadza sie. Nie trzeba czasem nikogo bic, zeby czlowieka wykonczyc dokumentnie. Wiem to sama po sobie, bo moj byly maz idealnie pasowal do opisu pod haslem “bullying” czyli przemocy emocjonalnej.

Te gorzkie pigulki potrafia byc naprawde gorzkie, wierze. Ale z drugiej strony czasem nawet nie warto sie starac zrozumiec czyjegos zachowania, bo niektore osoby nieswiadomie nie wykazuja zadnej logiki w swoim zachowaniu, tylko kieruja sie czysto emocjami. Moze wiec nie warto tracic czasu na zrozumienie kogos, kto  dzialal chaotycznie pod wplywem emocji? I moze lepiej przeznaczyc ten czas na wlasny rozwoj, spotkanie z kumplem/ rodzina/ pojscie do kina/ fajna ksiazke?

A jesli masz warunki na zajecie sie jakims zwierzakiem, to kup sobie zwierzaka do towarzystwa. Nic tak nie odciaga mysli od toksycznych ludzi w czasie przeszlym jak koniecznosc zajecia czyms zywym, patrzacym nam prosto w oczy tuz obok nas. Jesli nie mozesz przygarnac psa (maly chodzacy antydepresant), to moze chomika albo papuzke, ktora wytrenujesz? Kota, bo nie trzeba wyprowadzac, tylko potrzeba mu kuwety? Cokolwiek, co bedzie sie cieszyc na Twoj widok, mozna poglaskac, przytulic I poprawi Ci humor po przyjsciu do domu. Zareczam Ci, ze od razu nie bedziesz miec czasu na roztrzasanie przeszlosci, gdy bedziesz musial sie skupic na terazniejszosci garnacej sie do Ciebie :-).

Yesterday is a history. Tomorrow is a mystery. And today is a gift. That's why they call it the present . :-).  Ciesz sie tym prezentem, Darku.

28

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

I nie pamiętam żadnych problemów, dopóki nie napisał do niej kolega z gimnazjum, zapraszając ją na studniówkę (nie zgodziłem się bo była bodajże sesja, z resztą jakoś nie nalegała w ogóle. ) Potem napisał znowu, tym razem jak to bardzo ją kocha i w ogóle. I tu trochę dziwne zachowanie z jej strony, bo mówi mi o tym i pyta się co mu odpisać. (...)nawet zapytałem się przekornie czy ma u niej szanse.
nie interweniowałem bo nie widziałem sensu, myślałem że skoro idiota w ogóle nie okazuje mi szacunku bo wpieprza mi się w związek bo moja dziewczyna coś z tym sama zrobi. Zrobiła. Pisała z nim coraz więcej.
kolegi z którym już nie tylko pisała, ale odwoził ją z pracy, czasami do pracy, a ja jeździłem sam albo z jej siostrą. Tak wszystko się toczyło, poza pracą praktycznie w ogóle nie spędzaliśmy czasu.
Po kilku tygodniach powiedziała coś o tym, że ją obraził czy coś w ten deseń i że zostaje ze mną. Nie kryła nawet że ją wystawił i że tylko dlatego zostaje ze mną. .

Wszystko to, co zacytowałam a szczególnie wytłuszczone zdanie pokazuje, że laska niemal oficjalnie, bez ukrywania się, wprost - nie za plecami szukała sobie nowego fagasa, a Ty nie reagowałeś. Zero reakcji na to, że ktoś jej miłość wyznaje, taki byłeś pewny siebie, że jeszcze sobie żartowałeś...

Idiota dalej się wpieprzał w związek, wyznawał miłość, a Ty co robiłeś? Pewnie myślałeś, że nie musisz się już starać, wyznawać miłości, zabiegać?

Ich relacja postępuje - już nie tylko piszą, ale i jeżdżą razem do pracy - a Ty dalej nic. Na dokładkę nie spędzacie razem czasu, a to już jest zabójcze dla związku samo w sobie, nawet jak nie ma nikogo innego na horyzoncie.

W końcu się poprztykali i laska łaskawie została z Tobą, taka dobra - wprost Ci o tym powiedziała, że jesteś opcją tymczasową, zapasową. A Ty dalej nic, pewnie się ucieszyłeś?

Pretensje miej do siebie. Zgubiła Cię nadmierna pewność siebie, myślenie, że nikt nie stanie Wam na drodze, zgubiło Cię to, że się nie starałeś, nie interesowałeś nią. Zgubił Cię brak jakiejkolwiek reakcji, na to, że ona z nim się spotyka, jeździ do pracy - jakby Cię to w ogóle nie obchodziło. Sam nie spędzałeś z nią czasu.

W sumie, to nie wiem, co Cię tak dziwi, że dziewczyna odeszła, czego tu nie rozumiesz. Olewałeś ją po całości. Miała prawo myśleć, ze masz ją gdzieś.

29

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Ekhm

Twoja dziewczyna potrzebowała atencji i poszłaby w kierunku tego który by jej to zapewnił. Ty się już zużyłeś to że była ważna w Twoich oczach już nie dawało jej takiego łechtania ego jak kiedyś. Dlatego poleciała do jednego drugiego a i pewnie by i do trzeciego poleciała tylko że go nie było.

Nie uważam abyś zrobił coś złego czy aby problem był w Tobie. Problem był w niej.

Dziewczyna pokazała Ci że osoba mniej atrakcyjna od Ciebie jest dla niej więcej warta niż Ty. Jak masz się czuć? To naturalne. Ona nie zerwała z Tobą i potem po dłuższym czasie z kimś się związała. Nie ona traktowała Cię jako opcje zapasową. Rzuciła Cie dla niego. Nie wierzysz w te bułki nikt by nie wierzył to tylko pretekst był.

Uważam że za jakiś czas 5 10 lat będziesz miał normalną, dojrzałą, kochającą Cię zonę i dziecko. A Twoja była? Ona prawdopodobnie nie najlepiej skończy.

To normalne że jak masz problemy finansowe to nie wydajesz na drugą osobę. Ona powinna to zrozumieć to normalne. Ba powinna Ci pomóc gdybyś Ty takiej pomocy potrzebował a ona mogła jej udzielić. Widzisz że tutaj nie miałbyś na co liczyć.

30 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-16 17:15:23)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

@CatLady
Zastanawiam się, czy Pani umie czytać ze zrozumieniem. To były 2 różne osoby, o których mówiłem, z resztą już wcześniej to tłumaczyłem.
"Po kilku tygodniach powiedziała coś o tym, że ją obraził czy coś w ten deseń i że zostaje ze mną" <---- to zdanie jest o tym jej przyjacielu do którego CHCIAŁA iść wcześniej ale prawdopodobnie kopnął ją w dupę/sama nie wiedziała czego chce/sama domyśliła się, że nic z tego nie będzie i to tylko zauroczenie, nie wiem, nie chcę wiedzieć co jej po głowie chodziło.
Nadmierna pewność siebie tak? Aha, to wcale nie pisałem, że ona sama zerwała z nim ( tym drugim, bo chyba nie do każdego dociera) kontakt, z resztą sam to widziałem jak do niego pisze. Po miesiącu znowu, nie wiem czy ona czy on do niej napisał, od tamtej pory możliwe że ona mu powiedziała że raz na jakiś czas wraca do domu, pewnie wspaniałomyślnie, a jakże zaproponował że ją będzie odwoził jak już przyjedzie busem, do domu czy tam gdziekolwiek. CO miałem zrobić, prosiłem, nalegałem nie rób tego bo tak nie można. CO miałem robić, jeździć z nią wszędzie, patrzyć na ręce? A że akurat gdzieś w tamtym okresie zaczynałem się stawiać bo zaczynało jej odpieprzać to co, miałem PORAZ KOLEJNY podkulić ogon i tańczyć jak mi zagra? WYSTARCZAJĄCO się upokarzałem JUŻ WTEDY a Pani mi tu mówi o nadmiernej pewności siebie? Czy nie tak ma wyglądać związek, że ma się do siebie pełne zaufanie i jeśli ona mówi mi że to tylko kolega to powinienem być spokojny prawda? Fakt, bulwersowało mnie to, fakt pewnie przez to byłem bardziej nerwowy ale to była sytuacja bez wyjścia, teraz o tym wiem.
Poza tym oni się znali jeszcze przed tym, jak MY się poznaliśmy, bo chodzili do jednej klasy w gimnazjum. Myślałem, że się pozna na gościu który desperacjo szuka laski do wyrwania, bo gdybym ja otrzymał wiadomość od koleżanki sprzed lat, że nagle się mnie zakochała przez telefon, miałbym ją za idiotkę. Myślałem że jest na tyle mądra, że nawet na niego nie spojrzy, tu pomijam wygląd, inteligencję bla bla bo to nie ma nawet w tym odniesieniu znaczenia. I myślałem że teksty od niego w jej stronę, żeby "powiększyła sobie cycki" przy okazji ich rozmowy o operacjach plastycznych, czy tego typu wystarczą żeby zerwała kontakt. Tak się nie stało. Nie wiem, może niepotrzebnie wymagałem szacunku do siebie, skoro nie ma go do samej siebie?

Pisze Pani, że nic nie zrobiłem, w takim razie co miałem robić, skakać jeszcze bardziej niż do tej pory? Każdy weekend spędzany razem z nią, ja robiłem zakupy, ja gotowałem, zmywałem naczynia, robiłem masaże, śniadania, nie chce mi się dalej wyliczać. Bez przesady że tylko ja bo czasem robiliśmy to razem, ale naprawdę zdaję sobie sprawę że wiele dziewczyn dałoby wiele za takiego chłopaka. Nie mówię już o służeniu radą, pomocą finansową czy w nauce. Przecież jestem "najmądrzejszym człowiekiem jakiego zna", tego też Pani nie doczytała, prawda? I najważniejsze. NIE MAJĄC NIC W ZAMIAN. Kiedy ja dostałem coś od niej, kiedy to ona słuchała moich problemów, czy przejmowała się tym, że chcę oszczędzać i nie mogę jej utrzymywać.  Bo to takie szlachetne, prawda? Niczego praktycznie nie wymagać. Fakt, może nie wydawałem pieniędzy na prezenty, bo miałem wtedy ważniejsze sprawy na głowie, z resztą nie napisałem jak kiedy to się wszystko zaczynało zachciało jej się kwiaty, niech to będzie przykładem. W przeszłości kupiłem jej kwiaty, czerwone róże na dzień kobiet, pierwszy  dzień kobiet w naszym związku, nie wiem ile miałem lat, 15? I wie Pani co otrzymałem w zamian? Spojrzenie jak na gówno za przeproszeniem i że to może być na zaręczyny a nie na dzień kobiet. Od tamtej pory tylko zrywałem jej stokrotki, bo wiem że je lubiła.  I tu wracamy do czasów o których mówię, to jest dziwne że sam z siebie nie kupowałem kwiatów? Proszę, mówię, że może kupię jej coś co jej jest potrzebne, coś co się jej przyda. W końcu przy kolejnych jękach że może pójdziemy oboje, żeby sobie wybrała bo nie wiem jakie lubi. To NIE BO ONA CHCE KWIATKI. Bo to JA mam wykazać inicjatywę, ja mam się postarać. Kolejna sprawa, jak mówiłem że nie mam na coś pieniędzy, nie ważne czy dla mnie czy dla niej, zawsze był ten sam tekst, że moja siostra wyciąga od moich rodziców, to ja też mogę. Czy to jest normalne? Zaglądanie w portfel rodzicom swojego partnera? Przecież to jest manipulacja, po raz kolejny. No ale fakt, ona tak swoich rodziców traktowała to oczekiwała, że ja też będę, dla swojej korzyści, ale przecież mogłem wydawać WIĘCEJ, prawda?

Ja rozumiem, że 5-letni związek ciężko opisać, ale ja poruszyłem w pierwszym poście tylko 1 rok, ten ostatni. I rozumiem, że chronologia dla Pani nie istnieje  i że jak zwykle się pogarsza to Z CZASEM a nie odwrotnie. Mówi Pani że szukała atencji, tak?
Wspomniałem już o tym dużo razy, ale powtórzę, NIKT kogo znam nie komplementował tak swojej dziewczyny, nie ma Pani pojęcia o czym Pani chyba mówi. Ona była dla mnie WSZYSTKIM a Pani mówi że ją olewałem? Że kiedy do cholery jasnej? Koleżanki z pracy, do której przez wakacje uczęszczaliśmy mówiły jej, żeby się mnie trzymała bo jestem naprawdę dobrym chłopakiem, bo widziały co dla niej robię chociaż ta mnie olewa, bo już wtedy było źle. KAŻDY kto nas zna i się dowiedział że już nie jesteśmy razem wytrzeszczał oczy ze zdumienia, tyle lat, że przecież byłem dla niej taki dobry. Nie uważam też, że byłem jakoś bardzo ZA dobry, bo teoretycznie mogłem być lepszy. Tylko to by się spotkało z upodleniem, wydawaniem pieniędzy na nią zamiast siebie, bycie na każde zawołanie. To co się działo pod koniec związku i mało nie zrujnowało mi psychiki, byleby utrzymać ją przy sobie. Tak miałem robić?

To że miała mnie za śmiecia to i NIE CHCIAŁA mi poświęcić czasu, a nie że to ja nie chciałem to już pewnie też nie ma znaczenia, prawda? Bo to przecież MOJA WINA, to ja olewałem. Ona poszła do jednego, kochając drugiego, będąc ze mną. Czy to jest normalne?

Tu nie było wyjścia, powinienem uderzyć pięścią w stół i zażądać określenia się już dawno temu, wiem, spieprzyłem, nie myślałem o tym. Ale tak to jest jak się kocha bezgranicznie.Nie miałem siły zobaczyć się samemu, bez niej, to też trudno zrozumieć, no tak. I fakt, źle sformułowałem tytuł tego posta, powinienem zapytać DLACZEGO tak się stało, a nie co zrobiłem źle, powód a nie przyczyna.
Swoją drogą, dogadałybyście się doskonale, widzę identyczny tok myślenia. Ta "kobieca solidarność", bo to facet jest zawsze wszystkiemu winien. Ona NIE WIEDZIAŁA czego chce, proszę jeszcze raz przeczytać, że tam były 2 osoby, nie jedna. Cały czas mówiła, że na w dupie tego z którym teraz jest, nie wiem czy tak faktycznie było i tylko dlatego że "pocieszacz" w końcu stał się lepszą opcją bo po co ktoś kto robi problemy, czy to że oszukiwała mnie od początku. To nie ma znaczenia. Okłamywała mnie, wykorzystała i wypluła, ale to ja jestem winien. Doprowadziła mnie do stanu rośliny, pod koniec związku i przez pół roku po praktycznie nie okazywałem żadnych emocji, żadnych. Nie potrafiłem się nawet uśmiechnąć, bo nie miało to dla mnie sensu. Od początku studiów miałem stany depresyjne, zero pomocy z jej strony, tylko roszczenia. To też moja wina. Depresja która stała się tak głęboka że myślałem tylko o tym, żeby z sobą skończyć, to zapewne też moja wina. Czy ja chciałem od niej tak wiele? Zaufania, szacunku do tego co dla niej robię, tylko tyle, czy to jest tak dużo? Na pewno popełniałem błędy, ale to że ktoś popełnia błędy to znaczy że trzeba mu pokazać środkowy palec, powiedzieć cześć, ale najpierw upodlić i potraktować gorzej niż zwierzę? A to, że ona nie widziała swoich i nie chciała z nimi nic zrobić, że nie było żadnych kompromisów, rozmowy nie pomagały, że wszystko miało być tak jak ona chce to też moja wina, prawda? Tylko własnie o to chodzi, DLACZEGO tak się stało?

Mogę się założyć, że gdybym był kobietą, to zwymyślałaby Pani ją od najgorszych, ale przecież facet jest wszystkiemu winien, to on musi się starać, skakać, a kobieta sobie będzie leżeć i pachnieć.

Dziękuję za roztrzęsienie mnie, dawno już nie odczuwałem takiej złości na kogoś, bo przecież mało mi emocji w ostatnim czasie, prawda?

31

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

To NIE JEST Twoja wina.

Dla mnie tekst "powiększ sobie cycki" byłby momentalny deal breakerem. Dla Twojej dziewczyny nie był. Dlaczego? C**** wie.

Twoja była dziewczyna jest emocjonalną puszczalską nie widzisz tego? Kocha tego, tamtego etc pozwól że zacytuje "serce pojemne jak przedwojenna wanna" Hey 4 pory roku.

Do tego drama Quenn. Z tym jest tamtego kocha kolejnego nie wiadomo co. WTF? Życie naprawdę takie trudne? -_-

Nie stworzysz dojrzałej relacji z niedojrzałą osobą. Ona skończy za parę lat nie najlepiej o ile nie będziesz na tyle głupi by do niej wrócić.

Ona jest niedojrzała dlatego ta relacja tak się zakończyła. Lepiej że się zakończyła. Właściwie to ona zrobiła Ci tym przysługę bo sam byś jej nie zostawił a dalej znosił.

Nie wolałbyś móc liczyć na przyszłą partnerkę? Że ona zrozumie Cie i wesprze? Że zobaczy  doceni to co w Tobie najlepsze? (przykładowo że chcesz być samodzielny finansowo i nie obarczać nikogo czytaj brać hajsu od rodziców. To zaleta nie wada...) Nie chciałbyś aby zajeła się Tobą gdy Tobie źle? Mówisz ze miałeś słaby okres. Nie chciałbyś aby zaproponowala Ci wizyty u psychologa i że może Cię umówić i z Tobą pójść? Oczywiście nie naciskała ale zaproponowała?

32

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Sam nie wiem, dlaczego to dla niej nie było wystarczające. Może dlatego że byli kolegami i ona traktowała to właśnie tak, przynajmniej na początku. Dokładnie, jak mam ją zrozumieć. Było tak jak napisałem, przed studiami mówi że nie wie czy mnie kocha, jeden facet. Zostaje ze mną, pojawia się drugi niby nic, spoko, między nami się psuje przychodzą wakacje, ona znowu stara śpiewka. Po czym dalej kochając tamtego rzuca mnie dla trzeciego.  I wiem że go kochała dalej nawet będąc już z nim pewnie w związku, pisałem o tym gdzieś wyżej. A i tak podczas rozstania mówiła jak to jej będzie ciężko i że jeszcze długo nie będzie w związku. Nieformalnie już w nim będąc. Tak, wiem, sam dostrzegam czego stałem się częścią.
Tylko że od tamtego momentu, może nawet wcześniej niż do niej zaczął pisać zaczęła się zachowywać coraz bardziej bezczelnie, o czym właśnie wspomniałem. Miałem trzy wybory, uderzyć pięścią w stół i zażądać określenia się, zachowywania się normalnie, tak jak się zachowywałem patrząc też na własne potrzeby i próbując ją ogarniać, albo od razu zachowywać się jak piesek na smyczy, tak jak zacząłem robić kiedy zauważyłem że ją tracę. Który byłby dobry? Prawdopodobnie ten pierwszy, ale nawet po tym co już odwaliła miałem do niej zaufanie. Jakieś. Które z biegiem czasu stało się zerowe. I co z tego, że widziałem co się dzieje skoro nie potrafiłem przejść do opcji nr1? Widać za bardzo mi zależało, tylko i wyłącznie ona i świata poza nią.
Żyłem w jakiejś utopii, w której chciałem stworzyć z nią rodzinę, dom w którym problemy rozwiązywalibyśmy wspólnie, do którego nie bałbym się wracać z myślą o kolejnych roszczeniach, do mojej żony, do której zawsze mogę się zwrócić o pomoc i ona zawsze może liczyć na moją. Bo chyba tak powinien wyglądać związek, prawda? Szkoda tylko że nie widziałem że ona tego nie chce. Przecież w pewnym momencie nie kryła nawet, że jest materialistką, prosto w oczy mi to powiedziała. To jest jeszcze bardziej śmieszne bo do dzisiaj mam w pamięci wspomnienie kiedy już dawno temu puściła mi piosenkę Eneja "kamień z napisem love", której morał jest po krótce taki, że pieniądze ani prezenty nie są ważne. Jaka to jest ironia losu...

33

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Nie pozwoliłabym aby żaden kolega tak do mnie powiedział. To jest intymne nie uważasz? Pomińmy już słownictwo. (Zresztą komukolwiek, może gdyby facet z którym bym była powiedziałby mi to w inny sposób ale musisz przyznać że to bardzo delikatna kwestia i wolałabym tego nie usłyszeć(nawet jeśli by tak myślał) chyba że miałabym mnóstwo kasy i zastanawiała się nad operacją plastyczną wtedy nie było by to takie ekhm )

Ona wiedziała że on jest nią zainteresowany. Powinna mocno ochłodzić relacje i dla Twojego dobra i tego kolegi. Oczywistym było do czego on dąży i tak wcale mu nie zależało jak na koleżance. Podtrzymywanie tej relacji z strony Twojej byłej było nijako zgodą na wtrącenie się pomiędzy wami. Nie uważasz? Ona nie powinna na to pozwolić.

"nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu cię" To jej stosunek do Ciebie.

34 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-16 19:35:45)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

No właśnie. Pomijając, że ja nigdy, przenigdy bym tak do niej nie powiedział. Nie liczył się rozmiar, ważne że były mojej ukochanej dziewczyny, to się liczy...
Kolejna ironia losu, bo konkluzją największej kłótni między nami , kiedy to się wszystko zaczynało były właśnie te słowa. Chodziło o to że ja kupuję bilety żeby przyjechać do niej autobusem, że fajnie by było gdyby czasem ona przyjechała do mnie na weekend zamiast mnie, skoro ma miesięczny żeby dojeżdżać na uczelnię (ja nie potrzebowałem, wszędzie chodziłem pieszo). Pomijając pokrętną logikę, z byle powodu wyszła kłótnia, ale przynajmniej powiedziała własnie to, zapytałem czy nie ma nic przeciwko wykorzystywaniu mnie. Odpowiedziała, że nie bo skoro ona płaci za bilet miesięczny, to ja też mogę i nie ma nic przeciwko... Wiem że chyba za ostro zareagowałem, zwłaszcza że to było przez telefon, może ona po prostu nie zrozumiała (znowu pokrętna logika) ale to był chyba pierwszy raz kiedy podniosłem głos. I właśnie o ten okres, kiedy wszystko zaczęło się sypać mi najbardziej chodzi, co było powodem. Bo to co się działo później nie ma znaczenia, wszystko i tak zmierzało ku upadkowi i nawet się z tym nie kryła.

35

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

To nie jest tak że zaczeło się sypać z tego powodu.

Jesteś tylko człowiekiem nie herosem. Ludzką rzeczą jest  być wytrąconym z równowagi. To nie była też sprawa tylko tego biletu i tych paru złotych a dużo głębsza.

Twoja partnerka nie szanowała Twojej decyzji o oszczędzaniu a robiłeś to również dla niej ponieważ poważnie myślałeś o waszej przyszłości. Czułeś że wkładasz w ten związek więcej niż ona a ona niezbyt Ci pomaga. Co było faktem.

Twoja partnerka miała problem w rozumieniu sytuacji z drugiej perspektywy. Patrzyła głównie na siebie. To było powodem początku rozpadu waszego związku jej egocentryzm i brak wystarczających umiejętności społecznych.

Twój powód był logiczny ona zamiast przyznać to to zaprzeczyła temu w sposob godny 5 latka. Ona kupuje bilet miesieczny to Ty też możesz. Nawet za bardzo nie ma co spokojnego i merytorycznego odpowiedzieć. Takie teksty mogą wyprowadzić z równowagi ukazują też jej głębię a raczej jej brak.

Z jej perspektywy byłeś skąpy i patrzyłeś tylko na pieniądze.  To absurdalne bo każdy może mieć gorszy okres finansowy również. Nie kupiłeś miesięcznego bo wolałeś zaoszczędzić chodząc pieszo. Ona tego nie rozumiała. Była roszczeniowa.

Mam wrażenie że Ty trochę traktowałeś wszystko w kategorii "nasze" a ona w kategorii "moje".

Tak poniosło Cie trochę z tym wykorzystywaniem wtedy ale widać tak trochę się czułeś i to nie przez tą jedną sytuację. Przedstawiłeś swój punkt widzenia, liczyłeś na zrozumienie nie otrzymałeś go. Otrzymałeś wkurzającą odpowiedź.

Będąc w bliższej relacji z drugim człowiekiem nie ważne czy przyjacielskiej czy damsko-męskiej. Powinno się brać pod uwagę też tą drugą osobę. Ona tego nie robiła. To była bardziej jednostronna relacja. Ważne jest zrozumienie uczuć i potrzeb drugiej osoby. Jeśli załóżmy potrzebowałbyś 600 zł na leczenie kanałowe zęba Twoja partnerka nie powinna wydać tych pieniędzy na ja wiem? Depilator(są tak drogie?), kosmetyki, perfumy etc. Nie powinna też być obrażona ani mówić że mogłeś wcześniej chodzić do dentysty. Powinna sama chcieć abyś poszedł do tego dentysty abyś miał dłużej zdrowe zęby aby Tobie było lepiej a jej potrzeby są mniej naglące więc bezproblemu możecie je spełnić kiedy indziej.

Miałeś potrzebę oszczędzania i chciałeś aby Ci pomogła bo nic na tym nie traciła. Odmówiła i Cie sprowokowała bo mimo że nie podniosła głosu taki styl wypowiedzi jest daleki od pożądanego.

36 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-17 20:12:17)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Oczywiście, że to nie był powód przez który wszystko zaczęło się sypać. Ja już naprawdę byłbym skłonny uwierzyć, że ostatni rok był tak naprawdę przystankiem dla niej i chwyciłaby się kogokolwiek, mając mnie w zanadrzu bo przecież jest na tyle głupi że daje i nie prosi o nic w zamian. Powodów było wiele i były one na wielu płaszczyznach, szkoda, że je prawdopodobnie bagatelizowałem aż do pewnego momentu. I to pewnie jest powód główny, mianowicie zacząłem się budzić.

Tak, widzę że dobrze się rozumiemy smile Patrzyłem na "nasze", nie moje. Odwrotnie niż ona. Kiedyś nawet widząc co się odwala, gdzieś w połowie roku akademickiego zaproponowałem ideę "wspólnych pieniędzy" żeby nie pytać kto płaci (domyślnie ja) tylko po prostu się wzajemnie uzupełniać. Oczywiście nic z tego nie wyszło, nie pamiętam dokładnie czy w ogóle cokolwiek na tą propozycję odpowiedziała.

Może faktycznie kiedyś będę się śmiał ze swojej głupoty. Nie wiem, wszystko w moich rękach, ale na razie jest ciężko w ogóle myśleć o sobie z inną kobietą. Może to kwestia czasu.

Co do tej kłótni to akurat problemem było to, że chciałem jej za wszelką cenę wyjaśnić mój punkt widzenia, nienawidzę niedopowiedzeń,(i rozmów przez telefon, bo nie można patrzyć komuś w oczy, co jest dla mnie istotne w tego typu rozmowach) potem z tego rodzą się nieporozumienia, żale i fochy, więc zawsze staram się rozmowę doprowadzić do końca. Fakt, w tym przypadku jej pokrętna logika sama powinna mi powiedzieć żeby dać sobie spokój, ale naprawdę uderzał mnie idiotyzm jej myślenia (nie po raz pierwszy, ale pierwszy raz w tak drastyczny sposób). I to zdanie, które tak mocno wytrąciło mnie z równowagi. Ale i tak poleciałem do niej, złapałem ostatni autobus mimo że było gdzieś po 22. I to ja przepraszałem, jak z resztą zawsze, to ja przepraszałem, za uzasadniony gniew czy za to że coś mi nie pasuje, byleby było dobrze...

37

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Czas zdjąć różowe okulary. Uświadomić sobie definicję budowy związki dwojga ludzi. Motylki odlatują po jakimś czasie. Pozostaje zaufanie i akceptacja, fizyczność. A najważniejszy jest balans, jesteś facetem, kiedy trzeba jesteś romantyczny, ale też męski. Z własnym zdaniem. Wszelkie zdrady i odejścia pomijając choroby psychiczne mają swoje podstawy właśnie tam. Skoro dziewczyna kręciła takie numery od dawna, znaczy że przestałeś być dla niej atrakcyjny pod tym względem, dlatego wybrała jak to określiłeś trolla. To jest taka rada na przyszłość, naucz się tej równowagi.

Aktualnie polecam Ci zająć się sobą. Rozwijaj hobby, ciesz się ze znajomymi, zwracaj uwagę na czas teraźniejszy a nie przeszły. Wspominanie nie leczy a pogłębia rany, zastanów się czy Twoje życie jest diamtralnie inne od tego, które pamiętasz przed poznaniem jej.

Ja Ci odpowiem: nie. Pozostałeś tym samym człowiekiem z trochę większym bagażem doświadczeń. Zrób z tego użytek i pracuj nad sobą. Kiedy masz gorsze chwile to koncentruj się na sobie. Jest tu i teraz, decyzje podjęte już zapadły. Czas płynie nie zważając na nasze błędy, trzeba się koncentrować na tym żeby wykorzystać go najlepiej wlasnie teraz. Zamknij tamte drzwi za sobą, to do niczego nie prowadzi.

38 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-20 20:59:47)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Właściwie nie zaglądałem tu kilka dni i miałem czas na finalne poukładanie sobie tego wszystkiego.

Mogę zacząć od tego, to że przestałem sobie pozwalać a właściwie jej pozwalać na wchodzenie mi na głowę stało się problemem, bo nagle przestałem dawać wszystko czego chce. Prawdopodobnie w rzeczywistości to nie wyglądało tak jak można wnioskować z tego co pisałem, a na pewno nie w 100% bo to jest moja subiektywna ocena, to się pogarszało z dnia na dzień od dłuższego czasu. Nie wierzę, że to co pierwszy raz odwaliła było serio. W każdym razie wierzę że chciała się tego pozbyć i pozbyła, ale do momentu kiedy przestało być dobrze, czyli tak naprawdę to nie miało znaczenia. I akurat moje zdanie jak to podkreślił przedmówca miało znaczenie, nie mam w tym miejscu poczucia że ustępowałem jej pola. Przeciwnie. Potrafiłem być stanowczy, zawsze byłem. Tylko po prostu na tle tego co się działo zaczynałem tracić cierpliwość i tak jak mówię, podnosiłem głos, ironizowałem etc. Że ona była na tyle głupia, (bo chyba nie ma innego dobrego określenia na to) i nie wiedziała dlaczego tak robię, kiedy prośby, rozmowy i wszystkie te duperele nie skutkowały kiedyś musiałem pęknąć. Chyba nie powinienem się z nią tak cackać, przywykła do tego zbyt bardzo. Nie wierzę też, że do "trolla" - jak już go tu nazywamy, chciała pójść, że był dla niej pod jakimkolwiek względem atrakcyjniejszy. Po prostu nie dałem jej wyboru. Z jednej strony ja, który robi problemy a z drugiej gość, który na pewno nie wiadomo co by jej nie powiedział byleby przejąć na swoją stronę. Ale co mogłem zrobić, znowu przejawia mi się niechęć do niej pod tym względem, zamiast porozmawiać ze mną prawdopodobnie wypłakiwała się do innego, ale samo to chyba sprawia że nie powinienem tej sytuacji żałować, prawda?

Bardziej prawdopodobne jest to, że po prostu przestał jej odpowiadać jej typ mojej osobowości. To, że bardziej wolę siedzieć w domu niż robić wypady na miasto, że twardo stąpam po ziemi, że nie lubię tańczyć, a raczej nie lubiłem bo wstydziłem się swoich ruchów tanecznych, (swoją drogą głównie przez nią, chociaż sama tak naprawdę też dobrze nie tańczy). I chyba przez to że wiedziałem jaki jestem, przez cały ten związek chciałem jej wynagrodzić w inny sposób swoje braki. Głupota, albo mnie akceptujesz takim jakim jestem albo wypad. Dziewczyna chyba nie wiedziała czego chce i tutaj trzeba szukać problemu..

Ten temat powinien chyba pojawić się na tym forum kiedy to wszystko zaczynało się dziać, ale miałem fałszywe poczucie kontroli, szkoda bo mógłbym darować sobie upokorzenie i cierpienie które mnie dotknęło.

W odpowiedzi na własne pytanie w tytule posta mogę sobie dziś odpowiedzieć - zostałeś, próbowałeś naprawiać coś czego nikt normalny by się nie podjął. Budować coś co miało już od dawna upaść. Za wszelką cenę chciałem być z nią, bo nie widziałem a właściwie nie chciałem widzieć alternatyw. Cholerna głupota. Dzisiaj sam zauważam, że inni (porównując jak ona to robiła) mają po prostu KOCHAJĄCE dziewczyny, które troszczą się o swoich facetów. Ja, tak jak już wspomniałem nie byłem pod tym względem rozpieszczany.

Mój dziadek mawiał swojego czasu, "nie ma nic gorszego jak z dziada zrobi się pan". Bardzo fajnie pasuje do tego przypadku. Dałem jej dużo, naprawdę dużo, a otrzymałem jeszcze więcej roszczeń. Jakby to u niej w domu była tak bardzo rozpieszczana.
Przysłonił mi ją obraz pięknej, sympatycznej i inteligentnej dziewczyny, a nie widziałem co się dzieje w moim własnym związku.

Próbowałem sobie porównać, czy byłbym w stanie kupić coś jej, w porównaniu do innej osoby. W tym pierwszym przypadku od razu gdzieś w środku uruchamia się we mnie blokada. I to jest to, o czym przedmówcy wspominali, że czułem w sobie od dawna, że to ja wkładam do tego związku dużo więcej niż ona i ta chęć buntu prawdopodobnie sprawiła, że byłem w jej oczach skąpcem. Ale do jasnej cholery ja miałem jeszcze wtedy 19 lat, dalej uważam się za gówniarza na utrzymaniu rodziców, nie jestem w stanie w trakcie roku akademickiego pracować ze względu na po prostu brak czasu, nikt nie przyjmie kogoś na kilka godzin w tygodniu, a dochodzi nauka. Może jeszcze dodatkowo doszedł szok dużej ilości wydawanych pieniędzy, bo przecież sam się musiałem utrzymać z tych pieniędzy które miałem, rodzice już nie robili zakupów przykładowo tylko wszystko załatwiałem sobie sam.

I widzę, że moje zachowanie było niejako ochroną przed jej fochami i roszczeniami, teraz to wszystko jasne. Nie widziałem że mam do czynienia z najbardziej egocentryczną osobą jaką znam. Nie wiem czy to ukrywała czy po prostu tego nie widziałem. I jeszcze nawiązując do poprzedniego posta, być męski. Fajnie, kiedy po prostu niewzruszenie postawiłem na swoim, kiedy praktycznie każdą kłótnię na argumenty wygrywałem ja, bo tak było, to był płacz. I jak tu żyć normalnie kiedy ktoś manipuluje twoimi emocjami, jak w końcu puszczą ci nerwy to już jest po tobie. Cokolwiek zrobisz i tak przegrasz.

Nie wiem w co już wierzyć ale intuicja mówi mi że te 2 lata temu przed studiami została tylko dlatego że byłem jej potrzebny. I to że kiedy zapytałem co złego robię, że ma wątpliwości, że odpowiedziała nic, że jestem cudowny bla bla to chyba tylko zasłona dymna... A ja głupi uwierzyłem. A potem już tylko chciała mnie się pozbyć, nie wiem czy poprawnie odczytuję znaki. Nie wiem tylko po co podczas rozstania, kiedy mówiłem jej że jeszcze nie tak dawno myślałem o oświadczynach powiedziała, że by się nie zgodziła, ale wcześniej oczywiście, tylko wszystko zepsułem. I jak to o niej świadczy? ...

Wrzucę tu jeszcze kilka jej powiedzonek, że z nim może się śmiać, bo czasami gada takie niewyobrażalne głupoty, bo bardzo często sobie dowalają wzajemnie i jest śmiesznie. Że też chciałaby żebym jej dowalił, bo praktycznie nigdy tego nie robię. (jak to się ma do powodu rozstania i to że "źle ją traktuję" ???) Nie mówiąc o tym że nie jeżdżę samochodem i wydaję za mało pieniędzy o czym wspomniałem już z resztą.

Po raz kolejny robiąc sobie w głowie symulację pytam siebie, czy dalej trwałbym w związku który wyglądałby tak jak ten. Czy w ogóle chciałbym mieć dziewczynę taka jak ona i widzieć w tym jakąkolwiek przyszłość. Na oba pytania odpowiedź jest banalna, wiadomo że nie. I to jest chyba ten najbardziej optymistyczny punkt tego złego, wiem już jak to jest być samotnym i nie będę się bał jeśli będę musiał podjąć taką decyzję po raz drugi.

Są osoby, które mówiły mi że pewnie nie traktowałem jej źle, tylko sama wiedziała co robi i wiedziała jak się powinna czuć. Może. A może już skrajna niechęć do niej i tego co robi okazała się silniejsza, nie wiem. W każdym razie przestałem już się obwiniać i chyba czuję, że będzie dobrze smile Nie mam czego żałować, facet nie jest tylko od dawania, a kobieta nie jest po to, żeby ją utrzymywać przy sobie, to daje mi dużo do myślenia. I nikt o zdrowych zmysłach nie trwałby w takim związku i dawno by się jej pozbył. A gość który z nią jest nawet nie wie, że był na pocieszenie tak jak ja kiedyś. Niech się teraz z nią męczy. Niech ktoś jeszcze utwierdzi mnie w tym przekonaniu proszę smile

Temat chyba do zamknięcia, chyba że znowu coś mnie tknie i zapytam o coś. Mam nadzieję, że nie.
Dziękuję każdemu z osobna, bardzo mi pomogliście.

39

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Powodzenia i pamiętaj aby iść zawsze wyprostowany i pewnym krokiem przez życie smile

40 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-28 11:39:42)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Myślałem, że zdołam zamknąć ten temat raz na zawsze bo czułem że jest coraz lepiej, tymczasem znowu czuję się podle i nie mam ochoty żyć...
Zauważyłem, że to się dzieje zawsze przed jakimiś ważniejszymi bądź stresującymi wydarzeniami, tym razem pewnie rozpoczęcie roku, pierwszy raz sam.
Znowu przytłacza mnie jakieś poczucie winy, mimo to że z tyłu głowy coś mi podpowiada że nie zrobiłem nic złego, to cały czas żal i poczucie że nigdy nie będę już tak szczęśliwy totalnie mnie ogarnia. Nie wiem, może nawet znowu za nią tęsknię, ironio losu...
Czytałem dużo postów na tym forum, oddalając zagrożenie od siebie i prawda, jest wiele ludzi w teoretycznie gorszej sytuacji, po ślubie czy po dłuższych związkach, które się porozpadały jak domek z kart. W każdym zauważam coś z mojego, albo zaczyna się podobnie, albo kończy.
Dotarło też czego tak się zachowywałem, tzn ogólnie jaki byłem w związku, zarzucano mi że zbyt uległy, że zbyt dobry. A jaki miałem być. Mam mętlik w głowie i totalny chaos.
Zaczynam po prostu mieć wrażenie że chciałem jej wynagradzać w ten sposób to, że pewnie nie do końca byłem taki jakim chciała żebym był, to się z biegiem lat czuło. Wiem, że to się wszystko działo jak jeszcze byliśmy gówniarzami, ale kiedyś ja, dusza towarzystwa, z pewnych względów (i tu kolejne traumatyczne przeżycie) wszystko straciłem, praktycznie cały kontakt z rówieśnikami z gimnazjum, chociaż przed tym wszystkim byłem praktycznie "bossem" że tak się wyrażę smile Niektórzy mówią, że to właśnie przez nią, przez zazdrość innych o nią, z którą nie mogłem sobie poradzić, którą powinienem ignorować, czy cokolwiek zrobić a tylko pogorszyłem sytuację. I tu po raz kolejny uciekałem do niej, chociaż jakoś nigdy nie manifestowała że jest po mojej stronie czy jakoś mnie bardzo nie wspierała. Po prostu była i to mi wystarczało.
I tak samo w liceum, które wybrałem ze względu że ona tam poszła. Stroniłem jakoś od bliższych kontaktów z ludźmi, do dzisiaj jestem wdzięczny mojej grupie przyjaciół, którzy mnie "przygarnęli" i dołączyłem w miarę do takiej paczki, z którą do dzisiaj się spotykamy mimo że rozjechaliśmy się po całej Polsce. Ale i tak do dzisiaj żałuję, że mogłem z nimi nawiązać silniejszą więź, tylko sam nie wiem, nie chciałem, bałem się braku akceptacji? Trudno powiedzieć. Ona nigdy czegoś takiego nie miała, grupka bliższych znajomych z gimnazjum a w liceum praktycznie tylko narzekała na koleżanki. Powielam temat, za bardzo uzależniłem swoje szczęście od niej, pewnie dlatego nie chciałem widzieć jej wad, które mi przeszkadzały. Typowe wyparcie. Ale nawet teraz ciężko mi je zauważyć na tle ogólnego wrażenia. Cholera sam już nie wiem co robić. Czuję żal, że nie potrafiłem być taki, żeby być z nią szczęśliwy.Że za bardzo oszczędzałem, że studia tak mnie przytłoczyły. Kolejna rzecz, nie lubię tańczyć, były 2 wesela i studniówka. Na weselach nie tańczyłem w ogóle, na studniówce tańczyłem z nią parę razy, ale jak widziałem jej wyraz twarzy to po prostu odechciewało mi się żyć. Mam małą wiarę w siebie, nie zawsze ale przeważnie. Przed tą całą błazenadą prosiłem wielokrotnie, żebyśmy potańczyli, poćwiczyć cokolwiek żebym się oswoił z tym, bo bardzo tego potrzebowałem, tej pewności siebie, żeby mnie pochwaliła, cokolwiek. Nie, masz tańczyć - słyszałem. Robiłem to wbrew sobie i tylko dla niej, a to otrzymałem w zamian. Taki już mam charakter, jak się sparzę to tego w przyszłości unikam, ona tego nie rozumiała. Z resztą co ona rozumiała....
I tu jest cały szkopuł, chyba nie akceptuję samego siebie. Że jakoś nie wiem, przy niej nie czułem się wystarczająco komfortowo? I ten znak zapytania nie bez przyczyny bo było parę takich sytuacji pod koniec związku, że "dowiedziałem się" parę rzeczy o sobie. Że nie mam dystansu do siebie, że ze mną nie potrafi się tak śmiać jak z nim i podobne. Tylko ja nigdy czegoś takiego od nikogo nie słyszałem, w życiu. Zawsze uchodziłem za największego śmieszka w klasie czy to w tej szkole czy innej. Nie wiem, czy to jest normalne? Ale to wciąż wraca, żal że nie byłem dla niej odpowiedni. Wiem, że to głupota, wiem że to dziecinada i niemęskie zachowanie. Ale nic nie potrafię na to poradzić...
Czytałem na tym forum, że są typy kobiet, które są zaborcze i jak to ktoś określił stawiają faceta w akcie dokonanym, co podobno obcina przysłowiowe "jaja". Tylko czemu się potem dziwi że ich nie mam? Nie wiem czy ja już powoli wariuję, czy ten związek totalnie wyprał mi mózg?
Wiem, że nie powinienem babrać się w przeszłości, wiem że powinienem iść do przodu, ale nie potrafię, nie wiem co robić.
Wpisy na tym forum pomagają, pozwalają mi wyrzucić to z siebie, bo nie mam komu się wyżalić, rodzicom nawet boję się o tym wspominać bo i tak pewnie mają już mnie za czubka. Tylko na ile to wyrzucanie z siebie da. Nie wiem czy ktokolwiek może mi coś jeszcze powiedzieć, wyjaśnić, uświadomić, po prostu jestem w kropce, mimo to że cały czas jestem praktycznie zajęty i staram się pracować, zająć czymś głowę, ale to nie pomaga na dłuższą metę. Nie chcę, żeby to wracało..

41

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Darku mam trochę podobną sytuację do Twojej. Również staż około 5 lat. Podejmujesz jakieś kroki w celu odzyskania jej? Ja napisałem list, ale odpisała, że i tak nie wróci...

Powielam temat, za bardzo uzależniłem swoje szczęście od niej, pewnie dlatego nie chciałem widzieć jej wad, które mi przeszkadzały. Typowe wyparcie. Ale nawet teraz ciężko mi je zauważyć na tle ogólnego wrażenia. Cholera sam już nie wiem co robić. Czuję żal, że nie potrafiłem być taki, żeby być z nią szczęśliwy.

U mnie identycznie.

42

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Nie, nie podejmuję żadnych kroków, bo już podjąłem dawno temu. Straciłem już resztki godności prosząc, błagając żeby wróciła nawet po tym całym świństwie po byciu jedną z kilku opcji, po szlajaniu się po nocach po jeżdżeniu do niego do domu, po obrażaniu mojej rodziny od fałszywych i nie tylko, mimo to że traktowali ją jak córkę, mogę tak wymieniać.
Jednocześnie brakuje mi jej, a właściwie przeszłości a z drugiej strony nienawidzę.
Nie ma jak jej odzyskać, ona tam sobie jest szczęśliwa bo ma faceta z samochodem, pewnie więcej pieniędzy na nią wydaje i w ogóle. Zbyt bardzo się poniżyłem i zbyt dużo żalu wylałem żeby pozostawić jakiekolwiek dobre wrażenie o sobie. Nie mam z nią żadnego kontaktu usunąłem ją na face, nr telefonu, zdjęcia, wszystko cokolwiek by mi ją przypominało czy z nią wiązało. Do tego nie ma powrotu, nawet jakby nie wiem, zerwała z nim dzisiaj. To wiem co robili razem, znam ją, pewnie od razu mu wskoczyła do łóżka, nie potrafiłbym jej nawet dotknąć... Szlag mnie trafia jak widzę swoje życie i swoją sytuację...

43

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

Nie, nie podejmuję żadnych kroków, bo już podjąłem dawno temu. Straciłem już resztki godności prosząc, błagając żeby wróciła nawet po tym całym świństwie po byciu jedną z kilku opcji, po szlajaniu się po nocach po jeżdżeniu do niego do domu, po obrażaniu mojej rodziny od fałszywych i nie tylko, mimo to że traktowali ją jak córkę, mogę tak wymieniać.
Jednocześnie brakuje mi jej, a właściwie przeszłości a z drugiej strony nienawidzę.
Nie ma jak jej odzyskać, ona tam sobie jest szczęśliwa bo ma faceta z samochodem, pewnie więcej pieniędzy na nią wydaje i w ogóle. Zbyt bardzo się poniżyłem i zbyt dużo żalu wylałem żeby pozostawić jakiekolwiek dobre wrażenie o sobie. Nie mam z nią żadnego kontaktu usunąłem ją na face, nr telefonu, zdjęcia, wszystko cokolwiek by mi ją przypominało czy z nią wiązało. Do tego nie ma powrotu, nawet jakby nie wiem, zerwała z nim dzisiaj. To wiem co robili razem, znam ją, pewnie od razu mu wskoczyła do łóżka, nie potrafiłbym jej nawet dotknąć... Szlag mnie trafia jak widzę swoje życie i swoją sytuację...

U mnie identycznie, z tym, że moja nie odeszła do innego. Albo być może już ktoś jest na horyzoncie, ale jeszcze o tym nie wiem. Również prosiłem, błagałem, jeździłem, guzik to dało. Milczenie również guzik dało. Twierdzi, że mnie kocha, ale nie wróci i koniec. Nie widzieliśmy się od ponad 2,5 miesiąca. Wczoraj nie wytrzymałem i znów zainicjowałem kontakt. Po raz kolejny zostałem olany, dlatego pojawiłem się tutaj.

Najgorsze jest, że zostałem sam jak palec, potraciłem znajomych, jestem na etapie szukania pracy. Wstałem dziś rano i stwierdziłem, kurcze jak mnie nie chce to trudno. Wierz mi, że stawałem dla niej na głowie, nic to nie przyniosło. Musimy żyć dalej Darku, głowa do góry wink

44

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Przynajmniej kocha, nie wiem czy to lepiej czy gorzej. Mi już jakieś 4 miesiące przed rozstaniem mówiła prosto w twarz że jej nie zależy. Ale wyciągać hajsu to nie przeszkadzało. Dlatego rozdzielam ostatni rok związku od momentu kiedy pierwszy raz zaczęła się zastanawiać do momentu kiedy zaczęła pisać z drugim, potem kłótnie, roszczenia, zamieszkanie z sobą co było dla mnie ledwo do zniesienia, potem powrót do domu, wspólna praca, coraz gorzej i gorzej, w końcu znowu powtórka, identycznie, że chodzi o tego pierwszego, mimo że odechciewało mi się żyć, dostała czego chciała, w te ostatnie 3-4 miesiące wydałem na nią grubo ponad 1000zł, a przypomnę że byłem, dalej jestem gówniarzem na utrzymaniu rodziców i tylko w wakacje mogę dorabiać. I co? "mam więcej niż o co prosiłam, ale jest za późno". Wiele tu tego typu chorych tekstów, które już wyżej przytaczałem... I jak w tym wszystkim zachować spokój, cierpliwość o którą codziennie się od roku modliłem... Stąd ten żal, że mogłem faktycznie wyciągać od rodziców hajs na nią wtedy kiedy jeszcze za późno nie było, ale czy o to chodzi w związku do jasnej cholery? Wiem że to nie było bezpośrednim powodem rozstania ani może nawet pośrednim ale na pewno trochę zmieniło stosunek do niej. Zawsze od 5 lat to ja byłem tym który płaci za kino za wyjścia, jak wychodziliśmy coś zjeść. Ten jeden raz ja potrzebowałem wsparcia w trudnym momencie i dostałem w zamian depresję i rozgoryczenie.

45

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

Przynajmniej kocha, nie wiem czy to lepiej czy gorzej. Mi już jakieś 4 miesiące przed rozstaniem mówiła prosto w twarz że jej nie zależy. Ale wyciągać hajsu to nie przeszkadzało. Dlatego rozdzielam ostatni rok związku od momentu kiedy pierwszy raz zaczęła się zastanawiać do momentu kiedy zaczęła pisać z drugim, potem kłótnie, roszczenia, zamieszkanie z sobą co było dla mnie ledwo do zniesienia, potem powrót do domu, wspólna praca, coraz gorzej i gorzej, w końcu znowu powtórka, identycznie, że chodzi o tego pierwszego, mimo że odechciewało mi się żyć, dostała czego chciała, w te ostatnie 3-4 miesiące wydałem na nią grubo ponad 1000zł, a przypomnę że byłem, dalej jestem gówniarzem na utrzymaniu rodziców i tylko w wakacje mogę dorabiać. I co? "mam więcej niż o co prosiłam, ale jest za późno". Wiele tu tego typu chorych tekstów, które już wyżej przytaczałem... I jak w tym wszystkim zachować spokój, cierpliwość o którą codziennie się od roku modliłem... Stąd ten żal, że mogłem faktycznie wyciągać od rodziców hajs na nią wtedy kiedy jeszcze za późno nie było, ale czy o to chodzi w związku do jasnej cholery? Wiem że to nie było bezpośrednim powodem rozstania ani może nawet pośrednim ale na pewno trochę zmieniło stosunek do niej. Zawsze od 5 lat to ja byłem tym który płaci za kino za wyjścia, jak wychodziliśmy coś zjeść. Ten jeden raz ja potrzebowałem wsparcia w trudnym momencie i dostałem w zamian depresję i rozgoryczenie.

Owszem Darku mówi, że kocha, ale to zupełnie nie idzie w parze z jej czynami. Może błędnie myślę, ale uważam, że jeśli się kogoś kocha, to robi się wszystko, żeby naprawić relacje z tą osobą, a nie się od niej odcinać. Ja niestety jestem od 3 miesięcy konsekwentnie olewany lub spławiany smsami w stylu "nie chce się po raz kolejny angażować".

A wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Podobnie jak Ty byłem chłopakiem na każde zawołanie. Woziłem ją samochodem, zapewniałem rozrywki, jednym słowem zawsze to mi bardziej zależało. Doszło nawet do tak absurdalnych sytuacji, że jeździłem do niej, a ona się obrażała, bo musiała wyjść z domu i otworzyć mi bramę. Wyobrażasz to sobie? Ja w to sam nie wierzę.

Twierdzisz, że potrzebowałeś wsparcia w trudnym momencie i dostałeś depresję i rozgoryczenie. To jest chyba swoisty schemat u pewnej części kobiet, gdyż ja miałem IDENTYCZNIE. Tuż przed obroną pracy magisterskiej stwierdziła, że chce przerwy. Na nic moje prośby i błagania, że akurat w tym momencie swojego życia potrzebuje jej pomocy. Nie otrzymałem jej. Co więcej, nie zapytała nawet jak poszła mi obrona tej mojej pracy magisterskiej. Wyobrażasz sobie coś takiego po pięciu latach związku? Moi znajomi nie wierzą do tej pory.

Powiem Ci więcej. Ja pomimo tego wszystkiego nadal szukałem porozumienia z tą dziewczyną. Zacząłem chodzić do kościoła, modlić się. Jednak wczoraj coś we mnie pękło. Rozmawiając z nią przez telefon, słysząc jej zimny głos, odczułem, że ma swego rodzaju satysfakcję, że ja się tak poniżam. Powiedziałem sobie dosyć.

46

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

No ja miałem podobną sytuację, gdzieś tydzień, dwa przed rozstaniem. Na drugim roku mieszkaliśmy ulicę koło siebie, tak jak przed pierwszym rokiem tak tutaj pojechałem z nią żeby pomóc jej szukać tego mieszkania, wtedy jeszcze było ok. Pewnie jakbyśmy mieszkali tak blisko siebie wtedy to byłoby o kilka nieporozumień i kłótni mniej ale mniejsza o to. Było już bardzo źle ale zaprosiła mnie normalnie do siebie i powiedziała że zrobi obiad. O dziwo bo nie potrafiła nigdy gotować, zawsze jak spędzaliśmy razem te weekendy ja gotowałem, a ona coś tam w miarę pomagała. Spóźniłem się jedną minutę, a powtarzam, ze mieszkaliśmy jedną ulicę obok siebie, dosłownie 2 minuty drogi i jak przyszedłem, otworzyła mi bramkę weszliśmy do jej pokoju na stancji ogólnie bez słowa żadnego cześć, cokolwiek. I wydarła się na mnie, że co ja sobie myślę, że będzie stać i czekać przy bramce żeby mi otworzyć, tego typu wiązanki potem jeszcze powiedziałem że wracam prosto z zajęć ale nie jestem szczególnie głodny co było prawdą, a ona że oczywiście że nie chcę zjeść bo ona robiła i żebym wypierdalał. Nie poznawałem jej w tym momencie po prostu stałem jak wryty.

Czasami myślę sobie że to co tu piszę jest zbyt osobiste i rzucające się w oczy i jakby to przeczytała wiedziałaby że to ja, ale już chyba o to nie dbam więc dowalę więcej.

Z tym oszczędzaniem prawda jest taka, że poszedłem na studia płatne, rodzice mnie przekonali we wrześniu, dosłownie w ostatniej chwili przy ostatnim naborze. 20 koła za rok. To jest kupa pieniędzy. W innym mieście było 6 koła taniej, ale chciałem studiować w tym samym mieście co ona. Dziwne, że zacząłem może nawet chorobliwie oszczędzać? No chyba nie, ale ona tego nie rozumiała. To jest główny problem chyba, że po prostu czułem się wykorzystywany ale nie chciałem tego przyznać, rozmowy nic nie dawały bo tylko foch, to samo z tym że nie dawałem sobie rady z obarczaniem mnie wszystkimi jej problemami, podejrzane zachowania, straciłem w ogóle poczucie że chce dla nas dobrze. "Co z ciebie za chłopak, któremu nie mogę powiedzieć co mnie dręczy". A potem jeszcze gorzej, bo czujesz się winny, a ona już nic nie mówi. Był taki moment że chciałem zapisywać sobie co ode mnie pożyczyła żeby jej pokazać... Zaproponowałem nawet "wspólne pieniądze" żeby nie mieć z tym kłopotów, ale gdzie ona by coś dla mnie kupiła czy zapłaciła za mnie. Oczywiście mówię jeszcze o czasie z początku 1 roku, bo potem to już żal mi siebie co dawałem z sobą robić.
Nie wiem czy słusznie w ogóle rozdzielam te okresy, związek jest związkiem i powinno się cały czas zachowywać w porządku a jak nie pasuje to odejść a nie pastwić się na kimś i poniewierać we wszystkie strony, ale to wiem dopiero po fakcie.

47

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Jedyne co mogę Ci napisać, to to, że ja również popełniłem wszystkie możliwe błędy. Widzisz moja dziewczyna twierdzi, że jest sama, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. W końcu nie widziałem się z nią około 2,5 miesiąca, więc w tym czasie mogło się u niej sporo zmienić.

Nawet w zeszłym roku miała jakieś krzywe akcje, przez które straciliśmy zaplanowaną wcześniej wycieczkę do Krakowa. Jednak wtedy po dwóch tygodniach wróciła z podkulonym ogonem, prosząc o przebaczenie. Może to był błąd, że dałem jej wrócić.

Chłopaku czego ja nie robiłem, jakich ja słów nie używałem, żeby ją sumienie ruszyło. Myślisz, że coś podziałało? Nic zupełnie. Dlatego daje mi to do myślenia, bo czy naprawdę kogoś kochając można tak postępować? Z drugiej strony czy warto wierzyć w słowa, które stanowią opozycję do zachowań?

48

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Nie wiem już nic, mam nawet wrażenie, że od bardzo długiego czasu już mnie nie kochała, zostało przyzwyczajenie a jak już skacze i spełnia zachcianki, jest po prostu dobrym chłopakiem to zostanie, a co jej tam. Jak tak do cholery można. Zwłaszcza że widziała, jak bardzo mi zależy i jak bardzo się zaangażowałem. Cały czas chciałbym wierzyć w to, że że z tym pierwszym było tylko zauroczenie, z resztą nieraz mówiła o nim jako swoim przyjacielu, znali się dłużej niż ja z nią. Może nawet od początku byłem tylko drugą opcją i to niekoniecznie o niego chodziło bo przede mną miała paru chłopaków. Ale nieporównywalnie długo była ze mną w porównaniu do poprzednich związków. Chciałbym wierzyć w to co mówiła o tym drugim, że to tylko kolega, bo niby wszystko na to wskazywało ale przecież są teraz razem.  Rozsądek mówi mi że chciała mnie wykorzystać, nie wiem, ukarać za to że się stawiałem, a potem odejść? Ale i tak mi jej brakuje co jest chore, już nic nie wiem...

49

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Jeszcze nam zaświeci słoneczko Darku, bądźmy dobrej myśli wink

50

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Po prostu zawsze myślałem, że dawałem jej to co najważniejsze, czego nie można kupić za pieniądze, troskę, poczucie bezpieczeństwa i że zawsze może na mnie liczyć. Że nie opuszczę jej w potrzebie. No i się przejechałem, po co takie rzeczy doceniać...

51 Ostatnio edytowany przez hamaczo (2017-09-28 21:48:22)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

Po prostu zawsze myślałem, że dawałem jej to co najważniejsze, czego nie można kupić za pieniądze, troskę, poczucie bezpieczeństwa i że zawsze może na mnie liczyć. Że nie opuszczę jej w potrzebie. No i się przejechałem, po co takie rzeczy doceniać...

Myślałem podobnie, a okazało się, że wiele rzeczy jej przeszkadzało.

Wyobraź sobie taką sytuację. Rok temu byłem z moją dziewczyną na pewnej rodzinnej imprezie. Tam się trochę pokłóciliśmy. Moja dziewczyna nigdy nie była skłonna do tego, żeby pierwsza wyciągać rękę na zgodę, gdyż była zwyczajnie uparta (jedynaczka). W związku z faktem, że wkrótce miała bardzo ważne egzaminy, to ustaliliśmy, że zrobimy sobie około tygodniową przerwę. Ochłoniemy po kłótni, a ona w spokoju będzie się uczyć.

Generalnie chodziłem po ścianach. Każdego dnia myślałem co tam u niej słychać, jak to wszystko znosi i jak sobie z tym radzi. Nie kontaktowaliśmy się jednak, tak jak ustaliliśmy. Dzień przed tymi egzaminami napisałem jej smsa, że życzę powodzenia. Podziękowała, ale generalnie była chłodna.

Pomyślałem sobie, że pojadę do niej na uczelnię (miałem niedaleko od siebie) i dam jej coś na szczęście. Tak też zrobiłem. Wyobraź sobie, że spotkałem ją. Zadowoloną i radosną. Wyobrażasz sobie? Ja zachodziłem w głowę co u niej, a ona zachowywała się jakby się nic nie stało. No i dałem jej to coś na szczęście, życzyłem powodzenia. Podziękowała, a ja myślałem, że wszystko będzie ok. Jak bardzo się myliłem. Koniec końców pogodziliśmy się.

Posłuchaj jednak dalej. Jak się rozstaliśmy (3 miesiące temu), to w trakcie przepełnionej emocjami rozmowy zapytałem jej jak to jest, że ja do niej jadę i życzę powodzenia, a ona nie jest w stanie nawet napisać mi smsa z pytaniem czy wszystko zdałem. Mało tego. Powiedziała, że owszem zrobiło jej się miło, ale uwaga NIKT MNIE O TO NIE PROSIŁ i niepotrzebnie przyjeżdżałem, gdyż rozbudziłem w niej emocje, a ona miała egzaminy.

Wyobrażasz sobie coś takiego? Moja rada, przestań analizować. To nie ma sensu, tego nie pojmiesz. Ja robiłem to przez ostatnie 3 miesiące. Zamykałem się w łazience i płakałem. Facet - 25 lat. Myślałem, że jak będę milczał, to zatęskni. Coś Ty. Rozmawiając z nią przez telefon czułem się jakbym rozmawiał z kimś obcym, a nie z osobą, z którą dzieliłem ostatnie 5 lat.

52 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-29 14:25:06)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Widzisz, to że nie odeszła do innego diametralnie różni te sytuacje. Ty nie byłeś oszukiwany przez nie wiadomo jak długi okres czasu. Nie neguję tego co przeszedłeś, wręcz przeciwnie, ale sądzę, że nie zasłużyłem na takie potraktowanie.
Rozumiem, że mogła się odkochać, jakkolwiek infantylnie to zabrzmi. Ale czego po prostu nie mogła mi tego wprost powiedzieć, że nie chce mnie ranić, że cały czas kochała jednego czy tam drugiego i odchodzi - znowu chora sytuacja. Ja się pytam dlaczego? Bolałoby o wiele krócej i w inny sposób bo przynajmniej nie czułbym się zdradzony. Nie miałbym wizji co oni robią kiedy jeżdżą po nocach. A ja głupi z telefonem w ręce nie mogłem spać i wydzwaniałem to jeszcze pretensje że nie może jeździć.

Czy naprawdę z tego wszystkiego nie było wyjścia i jedyne co powinienem to ją zostawić po tym jak straciłem zaufanie? To był ten błąd którego szukam już tak długo? Tylko jak odejść kiedy jest się słabszym niż się kiedykolwiek było i tej osoby najzwyczajniej w świecie się potrzebuje, po raz pierwszy mogła pokazać jak jej na mnie zależy, odwdzięczyć się za te wszystkie lata, gdzie nic nie musiała robić, wystarczyło że była. Czym ja sobie na to zasłużyłem, że w zamian za walkę o ten związek dostałem po twarzy.

Nie wiem, czy ta sytuacja się innym wydaje tak śmieszna że już nikt tego nie chce skomentować? ...

53 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-09-29 17:10:35)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

Dotarło też czego tak się zachowywałem, tzn ogólnie jaki byłem w związku, zarzucano mi że zbyt uległy, że zbyt dobry. A jaki miałem być. Mam mętlik w głowie i totalny chaos.

Nie ma czegoś takiego "byłam/byłem za dobry". To nigdy nie jest zła cecha, wręcz przeciwnie ona zespala związek. Problem leży w innych współistniejących zachowaniach/cechach jak: uległość, jednopoziomowy tok myślenia, brak zrozumienia uczuć drugiej strony (sądzenie, że robiło się coś dla kogoś dobra, a tak naprawdę to nasz punkt widzenia), małe zaangażowanie (często bierność jako skutek strachu przed ewentualnym zranieniem drugiej strony).

darek123 napisał/a:

Na weselach nie tańczyłem w ogóle, na studniówce tańczyłem z nią parę razy, ale jak widziałem jej wyraz twarzy to po prostu odechciewało mi się żyć. Mam małą wiarę w siebie, nie zawsze ale przeważnie. Przed tą całą błazenadą prosiłem wielokrotnie, żebyśmy potańczyli, poćwiczyć cokolwiek żebym się oswoił z tym, bo bardzo tego potrzebowałem, tej pewności siebie, żeby mnie pochwaliła, cokolwiek. Nie, masz tańczyć - słyszałem. Robiłem to wbrew sobie i tylko dla niej, a to otrzymałem w zamian. Taki już mam charakter, jak się sparzę to tego w przyszłości unikam, ona tego nie rozumiała. Z resztą co ona rozumiała.... I tu jest cały szkopuł, chyba nie akceptuję samego siebie.

Brawo znalazłeś swój problem smile. Masz niską samoocenę, która doprowadziła do braku akceptacji własnego "ja". Jestem w szoku, że tak przeżywasz Jej słowa/miny typu: "nie tańcz". Szczególnie, że mieliście po naście lat smile. Wtedy jeszcze młodzi ludzie nie mają wykształconego tego toksycznego "nie potrafi tego, ale nie będę jej ranił i w prost tego nie okażę". Ja tam nie potrafię śpiewać i niejednokrotnie słyszałam (i na pewno usłyszę tongue) "lepiej tego nie rób" i co? Przecież to nie kłamstwo, a jeśli chciałabym się nauczyć to lepiej ćwiczyć z profesjonalistami, niż męczyć biednych ludzi. Ale rozumiem byłeś młody, byle pierdółka potrafiła wbić szpilkę w serce. Ale dlaczego nadal tak jest? Moim zdaniem ty nie jesteś gotowy na związek, bo uważasz, że związek partner-partnera działa na tych samych zasadach co rodzic-dziecko. Z tobą trzeba jak z jajkiem, abyś się nie rozpadł, a w związku trzeba prosto z mostu okazywać co idzie dobrze, a co źle. Aby było jasne nie usprawiedliwiam Jej, ale właśnie może bała się powiedzieć Ci co naprawdę czuje, bo nie wiedziała jakbyś zareagował? No właśnie, a w takim wypadku jak radzisz sobie w pracy z komentarzami pod Twoim adresem?

darek123 napisał/a:

Czytałem na tym forum, że są typy kobiet, które są zaborcze i jak to ktoś określił stawiają faceta w akcie dokonanym, co podobno obcina przysłowiowe "jaja".

Przykro mi, ale żadna kobieta nie jest w stanie żadnemu mężczyźnie obciąć jaj smile.
Raczej ktoś kto w związku potrafi się przebić (okazywać emocje i współpracować - jest aktywny) to nie jest zagrożony. Tak samo jak kobieta wchodzi w toksyczny związek - to nie tak, że przed nim było ok, po prostu teraz wychodzą pewne sprawy których nie była świadoma np. nie miała możliwości sprawdzić swojej reakcji w takiej sytuacji.

darek123 napisał/a:

Tylko czemu się potem dziwi że ich nie mam? Nie wiem czy ja już powoli wariuję, czy ten związek totalnie wyprał mi mózg?
Wiem, że nie powinienem babrać się w przeszłości, wiem że powinienem iść do przodu, ale nie potrafię, nie wiem co robić.
Wpisy na tym forum pomagają, pozwalają mi wyrzucić to z siebie, bo nie mam komu się wyżalić, rodzicom nawet boję się o tym wspominać bo i tak pewnie mają już mnie za czubka. Tylko na ile to wyrzucanie z siebie da. Nie wiem czy ktokolwiek może mi coś jeszcze powiedzieć, wyjaśnić, uświadomić, po prostu jestem w kropce, mimo to że cały czas jestem praktycznie zajęty i staram się pracować, zająć czymś głowę, ale to nie pomaga na dłuższą metę. Nie chcę, żeby to wracało..

Jesteś wrażliwy i wszystkie niepowodzenia odbierasz zbyt personalnie. Może ludzie z Twojego otoczenia nie potrafią odczytać, które odczucia odzwierciedlają prawdziwą istotę rzeczy. Kiedy przesadzasz, kiedy rzeczywiście jest źle.
Popracuj nad sobą, bo Twój były związek był dość typowy tj. miał dość typowe problemy jak na ludzi w tym wieku. Oczywiście pomijam fakt tego, że odeszła do innego (jeśli dobrze zrozumiałam).

54 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-29 17:43:55)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Problem z tym tańczeniem nie jest samym problemem z sobą. Tu chodzi o to, że strasznie naciskała, mimo tego że wiedziała o tym, że nie lubię/nie potrafię/wstydzę się przez co czułem się jeszcze bardziej paskudnie. Walka z samym sobą, destruktywna. Tu nie o to że powiedziała mi że źle tańczę, tego nigdy nie słyszałem. Tylko zniechęcała mnie mimo to że naciskała żebym to robił, to się wzajemnie wyklucza przecież. A ile razy po takich sytuacjach prosiłem żebyśmy poćwiczyli to nie. Tak, może i jestem wrażliwy i jak chodzi o tą pierdołę to akurat nie potrafię/potrafiłem się wyluzować. Przy ludziach którzy mnie nie znają mniejszy problem, a już tańczenie samemu praktycznie żaden, o czym niedawno się przekonałem.

Co do okazywania uczuć, co idzie dobrze a co źle. Zawsze tak robiłem, zawsze prosto z mostu, ale po jakimś czasie praktycznie przestałem, chodzi mi tu o ostatni rok, nie wiem czy przeczytała Pani poprzednie moje wpisy ale zawsze to ja byłem tym, który starał się rozmawiać, ale ile można skoro jeśli coś mi nie pasuje i o tym powiem, to... no po prostu się nie dało. Bo czułem że jej zrobię tym przykrość albo strzeli focha czego nienawidzę albo jeszcze w ogóle mnie nie zrozumie i odwróci przeciwko mnie.
Nie wiem, może faktycznie nie wiem jak powinien wyglądać związek, może za bardzo podpasowywałem się do niej i to w końcu wyszło. Poza tym to nie jest tak, że nie wszystko musi się nam podobać? Przecież nie ma związków idealnych.
Potrafię przyjąć krytykę, naprawdę. Byleby była konstruktywna. I tu można nawiązać znowu do poprzedniej kwestii, mianowicie jak ktoś mi coś mówi to staram się poprawić, dojść do tego co robię źle.To jest dla mnie normalne zachowanie. U niej było to co napisałem wyżej. Czyli to że na to się godziłem było głupotą? Opisałem w tym temacie wiele że tak powiem "interakcji" z nią, to się chyba wszystko powinno samo wyjaśniać.. Może faktycznie było tak że chciałem żeby za wszelką cenę była ze mną szczęśliwa nie patrząc na równowagę tego czy ona chce tego samego..

55 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-30 12:53:07)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Wczoraj wróciłem do miasta gdzie studiuję, dziś rano wstaję i kompletnie nie wiem co z sobą zrobić. Siedzę praktycznie przy komputerze cały czas, w domu przynajmniej zawsze było coś do roboty. Bardzo rzadko miewam sny a dzisiaj... Znowu ona, jakbym cofnął się w czasie o kilka lat, szczęśliwy, jeszcze..
Czuję że zamiast oddalać się od niej ona się przybliża, przez tego typu sytuacje. Ale nawet te sny czy inne rzeczy uświadamiają mnie, że naprawdę nie wiem co robiłem źle...
Czy to już nie trwa zbyt długo? Co robić?

56

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

Wczoraj wróciłem do miasta gdzie studiuję, dziś rano wstaję i kompletnie nie wiem co z sobą zrobić. Siedzę praktycznie przy komputerze cały czas, w domu przynajmniej zawsze było coś do roboty. Bardzo rzadko miewam sny a dzisiaj... Znowu ona, jakbym cofnął się w czasie o kilka lat, szczęśliwy, jeszcze..
Czuję że zamiast oddalać się od niej ona się przybliża, przez tego typu sytuacje. Ale nawet te sny czy inne rzeczy uświadamiają mnie, że naprawdę nie wiem co robiłem źle...
Czy to już nie trwa zbyt długo? Co robić?

Może jakiś sport?

57 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-30 16:17:33)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

To swoją drogą, czekam do poniedziałku na trening siatkówki, ale mam tak zajęcia w tym roku że nie będę mógł trenować tyle ile chcę... To mi w tamtym roku dawało dużo radości, nic, muszę czekać.

58

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Psychologowie mówią, że zawsze najgorszy jest pierwszy rok po rozpadzie związku z takim stażem. Pierwsze święta bez tej osoby, pierwsze urodziny, pierwsza rocznica itp. To boli jak cholera, sam o tym wiem. W dniu gdy byłaby 8 rocznica mojego związku ja siedziałem w domu i zamulałem, ona siedziała u przyjaciółki i płakała i taka to kuriozalna sytuacja. Co nie zmienia faktu, że z pewnością za rok już tak nie będzie, nie wiem czy ten dzień minie mi tak całkiem niezauważenie, ale takich emocji na pewno już nie będzie wink
Obaj koledzy @darek123 i @hamaczo jesteście w analogicznej do mojej sytuacji. U mnie też odeszła pod jakimś byle pretekstem i też nikogo do tej pory nie znalazła, a minęło już kilka miesięcy. I też tak jak wy przez długi okres czasu łudziłem się nadzieją, że może coś się jednak odmieni. Starałem się zagadywać, szukałem drugiego dna w jej zachowaniach, chwytałem się każdej, nawet najgłupszej nadziei, że oto może jednak wróci. Dziś mogę powiedzieć, że mi już przeszło. Nie wiem czy wróci czy nie, życie toczy się różnie i nigdy nie należy niczego wykluczać. Ale po prostu nie myślę o tym, nie analizuję, żyję sobie dalej, a co ma być to będzie. Życzę wam żebyście jak najszybciej osiągnęli ten stan, to serio pozytywnie wpływa na psychikę wink

59 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-09-30 18:52:25)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

Problem z tym tańczeniem nie jest samym problemem z sobą. Tu chodzi o to, że strasznie naciskała, mimo tego że wiedziała o tym, że nie lubię/nie potrafię/wstydzę się przez co czułem się jeszcze bardziej paskudnie. Walka z samym sobą, destruktywna. Tu nie o to że powiedziała mi że źle tańczę, tego nigdy nie słyszałem. Tylko zniechęcała mnie mimo to że naciskała żebym to robił, to się wzajemnie wyklucza przecież. A ile razy po takich sytuacjach prosiłem żebyśmy poćwiczyli to nie.

Dlaczego opisując wcześniej tą samą sytuację o tym nie napisałeś? To zmienia postać rzeczy. Jednak z drugiej strony nie wiem dlaczego w takim wypadku nadal to rozpatrujesz tylko na Jej niekorzyść. Może to będzie w Twoim przypadku zbyt ostre co napiszę (jesteś wrażliwy), ale powinno pomóc: dlaczego nie powiedziałeś kategorycznego nie jeśli tak źle się w tej całej sytuacji czułeś oraz czy zdajesz sobie sprawę, że jedno myślałeś, a inne sygnały Jej wysyłałeś. Przecież po Jej minach od razu mogłeś powiedzieć "nie będę tańczył i już", a jednak wysłałeś sygnał "próbujmy dalej = chcę tego". Dlatego jak na niedojrzałe osoby przystało - gdy coś nie szło po Jej myśli to bezpardonowo to okazywała, tutaj minami. Niedojrzałe, ale na litość Pańską Ona miała naście lat smile. Nie rozumiem dlaczego Sama nie wyszła z inicjatywą zakończenia tego cyrku, ale nie wiem jak to wyglądało z Jej perspektywy. Może właśnie chciała, ale słysząc, że nadal chcesz to robiła (uwaga) dla Ciebie.

darek123 napisał/a:

Co do okazywania uczuć, co idzie dobrze a co źle. Zawsze tak robiłem, zawsze prosto z mostu, ale po jakimś czasie praktycznie przestałem, chodzi mi tu o ostatni rok, nie wiem czy przeczytała Pani poprzednie moje wpisy ale zawsze to ja byłem tym, który starał się rozmawiać, ale ile można skoro jeśli coś mi nie pasuje i o tym powiem, to... no po prostu się nie dało. Bo czułem że jej zrobię tym przykrość albo strzeli focha czego nienawidzę albo jeszcze w ogóle mnie nie zrozumie i odwróci przeciwko mnie.

Przeczytałam. Jednak jak ma się to co napisałeś powyżej do tego: "może za bardzo podpasowywałem się do niej i to w końcu wyszło"
To co pogadałeś i to wszystko? Czyli sugerujesz, że jak coś powiesz to brak egzekwowania własnych praw to wina drugiej strony? Bo co? Mamy tutaj poważniejszy problem, albowiem druga strona słuchając tego co masz do powiedzenia bierze pod uwagę jeszcze swoje zdanie w tej sprawie. Może dojść do wniosku, że przesadzasz, albo źle sądzisz i już. Jeśli ulegasz tzn. że Ci tak bardzo nie zależy - bierność dla osób z określonymi cechami jest atrakcyjna, bo jak coś nie wyjdzie to winna zrzucana jest na stronę aktywną (powtarzam rozmowa bez dalszych działań to jak nastawianie wody na herbatę, ale bez zaparzenia). Jak już wcześniej napisałam to jest relacja partner-partnerka, a nie rodzic-dziecko.
Nie ma czegoś takiego się nie dało. Wszystko się da, jeśli ma się na to dobry sposób. Ogólnie chyba obydwoje byliście/jesteście wrażliwymi ludźmi i zbyt przeżywaliście opinię drugiej strony - odbieraliście to jako atak na własne zdanie zamiast dostrzec głębsze problemy w związku.
Byliście młodzi za x razem dowiesz się o co chodzi.

darek123 napisał/a:

Nie wiem, może faktycznie nie wiem jak powinien wyglądać związek, może za bardzo podpasowywałem się do niej i to w końcu wyszło.
Czekaj to jak wreszcie było? Miałeś to własne zdanie, czy nie? Wiesz w związku dwóch bardzo młodych ludzi uczą się oni jak zachowywać się/stawiać granice, aby nie ranić drugiej strony przy zachowaniu własnych zasad czy po prostu samego siebie.
Poza tym to nie jest tak, że nie wszystko musi się nam podobać? Przecież nie ma związków idealnych.
Potrafię przyjąć krytykę, naprawdę. Byleby była konstruktywna. I tu można nawiązać znowu do poprzedniej kwestii, mianowicie jak ktoś mi coś mówi to staram się poprawić, dojść do tego co robię źle.To jest dla mnie normalne zachowanie. U niej było to co napisałem wyżej. Czyli to że na to się godziłem było głupotą? Opisałem w tym temacie wiele że tak powiem "interakcji" z nią, to się chyba wszystko powinno samo wyjaśniać.. Może faktycznie było tak że chciałem żeby za wszelką cenę była ze mną szczęśliwa nie patrząc na równowagę tego czy ona chce tego samego..

Według mnie nic, a nic nie wyjaśniło - to co napisałeś jest mieszanką subiektywnych i obiektywnych uczuć. Oczywiście to nie problem, bo każdy tak robi... dlatego próbuję krok do kroku dojść jaki jesteś. Twój obraz jej zamazany. Ta sama sytuacja, ale przedstawiasz ją w paru odcieniach.
Kiedy według Ciebie uwaga jest konstruktywna w związku? Jak w rolę wchodzi logika, uczucie, oczekiwania?
Nadal nie rozumiesz - głupotą jest przeżywanie tego i odczuwanie żalu względem Niej jeśli się na to wszystko godziłeś. Nikt Ciebie nie zmusił być w związku, byłeś bo Ci to odpowiadało i jak widać Jej też. Każdy z Was, z osobna spełniał się w różnych aspektach to wszystko.

Aby nie było nie uważam Ciebie za jakiegoś toksyka i winnego rozpadu związku smile. Jednak próbuję Ci uświadomić jak ważne jest zdawanie sobie sprawy, że kij ma zawsze dwa końce. Dlatego wielu ludzi, gdy "jest po wszystkim" nie potrafi dostrzec o co tej drugiej stronie chodziło.

60

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

To co tutaj piszę to to, co mi się "odbija" i to jak to widzę z perspektywy czasu. Wtedy nie robiłem problemów, po prostu to wszystko mnie przygniotło. I żadne prośby, rozmowy żeby coś zmienić, że nie daję sobie rady nic nie dawały. Gówno ją to obchodziło. Czułem to zachwianie równowagi w związku, to był podstawowy problem.
Może niepotrzebnie wspominam o tym tańcu, ale przypomniało mi się to, jak pod koniec związku mi to wypomniała. W sumie jaka dziewczyna chce mieć chłopaka, który nie tańczy. Dlatego mnie to bolało, czułem że jestem jakiś nienormalny i chciałem to zrobić dla niej, z jej pomocą. Ale jej postawa była taka że wcale mi w tym nie pomogła, to staram się przekazać.
Tak samo ciężko mi przekazać to, że zawsze to ja ją wspierałem, ja jej pomagałem praktycznie we wszystkim, przez tyle lat, problemy w domu - pisała do mnie. Nauka - do mnie. Wszystko. I nie było to dla mnie problemem. Cieszyłem się, że mogę jej pomóc. Czy oczekiwałem tak dużo kiedy sam tej pomocy potrzebowałem?
To że się godziłem. Nie miałem wyboru. Powtarzam, chciałem sobie oszczędzić jęków i obrażania się, bo i tak by nie zrozumiała. Miała charakterek. Kiedyś po wszystkim rozmawiałem z moją matką, dowiedziałem się, że kiedyś w rozmowie z nią powiedziała jej zdanie "wszystko musi być tak jak ja chcę". Nie wyrwane z kontekstu, po prostu. Chyba problem był taki że przestałem być potulnym chłopcem do bicia i zacząłem się stawiać, to staram się przekazać. Pod presją i w skrajnych emocjach każdy może w końcu nie wytrzymać, zwłaszcza jak się widzi pozornie nieszkodliwą osobę trzecią, czy czwartą w tym wypadku.
Dlatego nie wiem czy ja jestem jakiś nienormalny, w czym leży problem tego że nie potrafię pójść dalej, wyrzucić ją z pamięci nawet jak któraś z kolei osoba mówi mi że do siebie nie pasowaliśmy, nie potrafię tego przyjąć do wiadomości.

61

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

darek z kolegą tak ładnie sobie poklepują smutne plecki, czy mogę Was pocieszyć?

te dziewczyny były Wam wręcz konieczne. powinniście im podziękować, bo zrobiły wiele, żeby Wam coś ważnego pokazać i byłaby szkoda, gdyby ta okazja się zmarnowała i musiała powtórzyć w kolejnym związku.

te partnerki to Wasze lustra. co w nich widzicie? smutnych, użalających się chłopaków, którzy byli w stanie zrobić dużo za dużo, byle czuć się kimś wyjątkowym. w ferworze tych zabiegów nie zauważyliście, że panny odeszły w siną dal - Wy ciągle żyjecie tym, jak się wtedy, za dobrych czasów, czuliście.

bo to o te emocje chodzi, nie o partnerki. przytaczacie mnóstwo przykładów, jakie to one były niedobre i jak dziwni masochiści chcecie jeszcze i jeszcze, znowu i znowu, byle było poczucie, że jest się dla kogoś ważnym.

to jest działanie od pupy strony. nikt nie może wziąć na siebie odpowiedzialności za dobrostan drugiej osoby. odczepcie się od tych dziewczyn i zacznijcie pracować nad poczuciem własnej wartości. zaprzyjaźnijcie się z sobą, polubcie, pokochajcie się takimi, jakimi jesteście. to jest pierwszy krok do dobrego związku i do udanych relacji z ludźmi w ogóle.

na szczęście jesteście jeszcze bardzo młodzi i macie szansę zmienić swoje życie - ale Wy, a nie kobiety, na których uwiesicie cały swój świat. nikt normalny nie udźwignie takiego ciężaru. zadbajcie o siebie, doceńcie, poczujcie w pełni swoją wartość, a w razie czego rozpoznacie od razu, kiedy równowaga w relacji zaczyna się mocno chwiać i nie dopuścicie do powtórki z poprzednich historii.

to co, płaczecie dalej czy bierzecie się do roboty? ;-)

62 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-09-30 20:09:08)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

To nie jest tak, że ja się na niej uwiesiłem. Po raz kolejny powtarzam, że wszystko co o czym teraz mówię, mówię z perspektywy czasu. Ona tego nie odczuła, bo nie było czego odczuwać. Zawsze starałem się być twardy i mówić o swoich problemach ale innych nimi nie obarczać.
Mądre słowa, nikt nie może wziąć na siebie odpowiedzialności za dobrostan drugiej osoby. Czytała Pani wszystko? Właśnie poczucie własnej wartości zaczęło się we mnie odzywać i zaprotestowało w formie buntu na to, że nie będę dłużej jej podnóżkiem. No to zawinęła się ku mojemu zaskoczeniu, tego nie rozumiem. Tej arogancji, niesprawiedliwości i braku wdzięczności. Nie można tego oczekiwać?

Naprawdę staram się nie użalać, jakkolwiek to zabrzmi ale szukam jakiegoś wewnętrznego spokoju które to forum w jakimś stopniu mi daje, mówi mi że nie jestem sam.

63

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?
darek123 napisał/a:

To nie jest tak, że ja się na niej uwiesiłem. Po raz kolejny powtarzam, że wszystko co o czym teraz mówię, mówię z perspektywy czasu. Ona tego nie odczuła, bo nie było czego odczuwać. Zawsze starałem się być twardy i mówić o swoich problemach ale innych nimi nie obarczać.
Mądre słowa, nikt nie może wziąć na siebie odpowiedzialności za dobrostan drugiej osoby. Czytała Pani wszystko? Właśnie poczucie własnej wartości zaczęło się we mnie odzywać i zaprotestowało w formie buntu na to, że nie będę dłużej jej podnóżkiem. No to zawinęła się ku mojemu zaskoczeniu, tego nie rozumiem. Tej arogancji, niesprawiedliwości i braku wdzięczności. Nie można tego oczekiwać?

Naprawdę staram się nie użalać, jakkolwiek to zabrzmi ale szukam jakiegoś wewnętrznego spokoju które to forum w jakimś stopniu mi daje, mówi mi że nie jestem sam.

ponad pół roku temu zniknęła z Twojego życia, a Ty nadal to przerabiasz i marnujesz energię na bezproduktywne rozpamiętywanie.
to nie jest uwieszenie?

zdrowa emocjonalnie osoba skończyłaby ten związek dużo wcześniej, bo jej poczucie wartości nie pozwoliłoby na takie lekceważenie. Ty to znosiłeś. wyciągnij z tego wreszcie wnioski i odrób tę lekcję. dla siebie, bo jej to już nic nie obchodzi.

problem nie leży w jej zachowaniu - robiła tak, bo chciała i mogła. problemem jest to, że Ty jej na to pozwoliłeś. weź wreszcie swoją część odpowiedzialności za to, czego doświadczyłeś i daj odejść dziewczynie w spokoju. zajmij się sobą, ona da sobie radę.

64

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

odczepcie się od tych dziewczyn i zacznijcie pracować nad poczuciem własnej wartości. zaprzyjaźnijcie się z sobą, polubcie, pokochajcie się takimi, jakimi jesteście. to jest pierwszy krok do dobrego związku i do udanych relacji z ludźmi w ogóle.

Masz rację. Ona nawet sama swoimi czynami i słowami mówiła mi, że mam się od niej odczepić, gdyż czuje się osaczona. Co do poczucia wartości, to również się zgadzam. Zresztą ona mi mówiła podobnie jak mnie zostawiała. Żebym wyszedł do ludzi, żebym uwierzył w siebie.

65 Ostatnio edytowany przez darek123 (2017-10-01 10:08:26)

Odp: Rozpad związku, co robiłem źle?

Moim problemem jest to że chyba za bardzo patrzę na jej dobre cechy, wypierając to co było złe, bo tak teoretycznie było łatwiej, prawda? Zamiast szukać innej osoby (wiem że to chyba brzmi głupio) lepiej starać się zaakceptować.
Faktycznie, niepotrzebnie szukam czegoś co mogłem zrobić żeby być bardziej szczęśliwy, żeby temu zapobiec. Po prostu nie mieści mi się w głowie, że żadne rozmowy o tym, że nie jestem w stanie udźwignąć tego ciężaru nie dawały rezultatu, ona była praktycznie od początku nastawiona, że to ja mam wykazywać zawsze inicjatywę, zawsze ją gdzieś zapraszać, zawsze za wszystko płacić i do pewnego czasu mi to nie przeszkadzało, dopóki nie zacząłem oszczędzać.
Po prostu chciałem żeby to był związek naprawdę na zasadach bycia partnerami i chyba się przejechałem, bo nie widziałem mimo oczywistych zachowań że ona tego nie chciała. I jeszcze jakby nie robiła z tego powodu problemów, że "znowu jemy w maku", czy by chciała zjeść w restauracji". Jeszcze jakbym wtedy zarabiał, to wtedy jasne, czemu nie, ale też z rozwagą. A czy zapłaciłaby za siebie chociaż widząc że ja nie mogę? Skąd. I nie zawsze tak było, tzn kiedyś potrafiła się dołożyć, nie było to dla niej problemem. Nie mówiąc o tym, że gdzieś od półtora roku nic od niej nie dostałem, tak jako prezent. Nigdy to nie były jakieś wielkie rzeczy, przeciwnie, ale dawały poczucie że jej na mnie zależy i pamięta. A tutaj narracja że ja mam dawać, a ona brać. I tyle.
Stąd moje zachowanie w stosunku niej bo jak raz drugi trzeci to się zdarza to człowiek ma dość. Czyli wychodzi na to, że powinienem ją zostawić, już dawno? Nie powiem, że w najgorszych momentach nie chodziło mi to po głowie, oczywiście że tak i to od dłuższego czasu, zwłaszcza już jak się pojawiły osoby trzecie. Nie miejcie mnie za kompletnego ślepego idiotę. Nie miałem siły, a ona to wykorzystała.
I znowu przejechałem się na tym, myśląc, że "ja bym jej tego nie zrobił, więc ona mi na pewno też nie, bo przecież mnie kocha". Do czego zmierzam? Że chyba chciałbym prawdy, już TO chyba mi się należy. Chyba dałbym sobie totalny spokój jakby mi powiedziała prosto w twarz wszystko co miało miejsce, całą prawdę i to, czego mogę tylko się domyślać, mianowicie że została ze mną przez ten ostatni rok tylko dlatego że byłem jej potrzebny. Ale tego nigdy nie dostanę bo ona nigdy się nie ukorzy i nie powie prawdy, chociażby dlatego że nie chce wyjść na taką jaką i tak już jest.

Posty [ 1 do 65 z 92 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozpad związku, co robiłem źle?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024