Cześć. Postanowiłam założyć ten temat bo czuję się wyczerpana emocjonalnie, może pisanie mi pomoże. Będę wdzięczna również za wasze opinie, rady oraz krytykę.
Mam 24 lata, obu poznałam w pracy (tej samej), z obiema relacjami mam problemy.
On jest moim chłopakiem, nasza relacja rozwijała się bardzo powoli z
powodu jego niedoświadczenie i mojego dystansu. Jestem z natury chłodna i potrzebuję trochę czasu aby się przed kimś w pełni otworzyć pomimo że mogę uchodzić za osobę otwartą, wręcz ekstrawertyczną. Jest to jednak tylko część mnie, prawdziwej siebie nie pokazuję wszystkim.
Z Nią dzięli mnie spora różnica wieku (Ona jest młodsza o kilka dobrych lat), różnica światopoglądów, priorytetów, sposobu życia. Jesteśmy różne jak tylko się da, ja jestem ambitną, chłodną studentką poważnego kierunku a Ona dziecinną 'smarkulą', której zależy na popularności, uwadze. Pomimo pierwotnej obopólnej niechęci traf chciał że rozmawia nam się ze sobą świetnie, nasze pierwsze rozmowy nie miały końca, wspólna wymiana zdań, refleksji, cudowny przepływ energii... coś co wydawać by się mogło nie ma racji bytu. Pracowaliśmy wszyscy razem w wakacje, zrezygnowałam z pracy z powodu powrotu na studia do innego miasta. Z Nią nie kontaktowałam się przez dobrych kilka miesięcy, przez przypadek odnowiłyśmy kontakt, rozmawiało nam się na tyle dobrze że z Jej inicjatywy spotkałyśmy się, zwyczajnie, aby pogadać. Jak można się domyśleć rozmowa była na tyle długa i przyjemna, że nie udało nam się jej dokończyć. Potrafiłyśmy rozmawiać bez przerwy przez wiele godzin (np przez komunikatory), wspólnie zwierzałysmy się z własnych problemów, myśli, rozważań, idei, związków (obie kogoś miałyśmy, ja jego, Ona była w niestabilnym związku z dziewczyną). Rozmawiałyśmy nawet podczas spotkań z naszymi drugimi połówkami w walentynki (zupełnie niewinna rozmowa). Nasz kontakt wyglądał tak że przez kilka dni potrafiłyśmy rozmawiać bez przerwy po czym wszystko powoli ucichało, jakoś naturalnie. Potem znów któraś chciała się spotkać i znów to samo, niekończące się rozmowy, które powoli wygasały. Podczas jednej z takich nocnych, intensywnych rozmów Ona stwierdziła że ze mną czuje się tak jak ze swoją pierwszą miłością (niespełnioną), że przy mnie czuje się tak samo... mnie to stwierdzenie bardzo zaskoczyło, trochę przeraziło, trochę ucieszyło... po intensywnych rozmowach, podczas których Ona chciała wydusić ze mnie informację co do jej osoby powiedziałam jej że cokolwiek jest między nami to i tak nic z tego nie będzie (moja moralność mi na to nie pozwala/ła).
Teraz wiem że to był błąd, zupełnie bezmyślny. W międzyczasie Ona zerwała ze swoją dziewczyną, dzień po naszej intensywnej internetowej rozmowie napisała mi że myśli że się zakochała... w dopiero co poznanej dziewczynie z tindera. Pomyślałam sobie, co się k.... dzieje? Pisała mi jaka to tamta nie jest świetna, że mogą rozmawiać bez końca, czułam że odchodzę na dalszy plan, z jednej strony chciałam walczyć ale z drugiej czułam się oszukana, zdradzona, czułam że ktoś się mną bawi. Postanowiłam się zdystansować, odciąć od tych niezdrowych emocji, fascynacji. Słuchałam wciąż jak to ta nowa ją intryguje, że to wielkie uczucie będzie, że Ona może dla niej rzucić dosłownie wszystko aby tylko z nią być. We mnie wrzało.
Ona bardzo chciała się ze mną spotkać, potrzebowała wsparcia i rady w sprawie swojej nowej fascynacji. Spotkałyśmy się, było dziwnie, Ona bardzo chciała wydusić ze mnie jakąś deklarację, ja bardzo tego nie chcialam, unikałam odpowiedzi na bardzo bezpośrednie pytania, nie chciałam dać się wciągnąć w jakieś intrygi, nie chciałam być w sytuacji bez wyjścia. Pózniej nasza relacja się ochłodziła, nie mogłam znieść tego że tak szybko weszła w jakąś toksyczną relację, tak intensywną, że była gotowa rzucić wszystko by być z tą nową.... postanowiłam się emocjonalnie odciąć, czułam się bardzo zraniona, odrzucona, postanowiłam bardziej angażować się w swoj związek z Nim, jeszcze wierzyłam że uda mi się w Nim zakochać. Miałyśmy sporadyczny kontakt internetowy, dowiedziałam się że tamta się nią bawi, porzuca, manipuluje, przez tamtą w sumie trafiła na oddział zamknięty do szpitala psychiatrycznego, nie zdała klasy i nie mogla podejść do matury. Nastał czas egzaminów, znów odnowiłysmy kontakt ale nie poruszałysmy tematu naszej relacji, Ona postanowiła wrócić do swojej pierwszej poważnej dziewczyny (co mnie bardzo zdziwiło, przecież jej nie kochała), ja postanowiłam angażować się w związek z Nim (czemu Ona była bardzo przeciwna, w sumie od samego początku). Niestety z jej winy kontakt znów się nam urwał, co znów mnie zabolało. Teraz ostatecznie chciałam uciąć kontakt, ta relacja męczyła mnie emocjonalnie, nie wiedziałam czego się spodziewać, na co liczyć. Po tej decyzji poczułam się bardzo dobrze, o dziwo.
Przyszły wakacje, znów wróciłam do miasta rodzinnego. Ale mój spokój niestety został naruszony... odezwała się do mnie Ona, po miesiącu milczenia, z tłumaczeniem że nie wiedziała że napisałam (?), że koniecznie musimy się spotkać, że bardzo tęskni (?)itp. Z jednej strony baaaaaardzo zależało mi na spotkaniu, z drugiej znów na własne życzenie chciałam popsuć sobie swoją wizję życia, popsuć swój wewnętrzny spokój, podważyć swoją decyzję o ucięciu kontaktu.
Ale postanowiłam się spotkać, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Było... tak jak zwykle, nie mogłyśmy przestać rozmawiać, żąglowałyśmy tematami, znów ten sam cudowny przepływ energii. Późno w nocy, obie już mocno pijane, weszliśmy znów na temat naszej relacji.... tzn Ona weszła, ja nie miałam zamiaru do tego wracać. Powiedziała mi znów, tym razem prosto w oczy, że czuje się ze mną jak ze swoją pierwszą wielką miłością (ja - znów szok), że gdyby powiedziała że jej się podobam to byłoby kłamstwo... bo to jest za mało. Że ją intryguję, że robię na niej wrażenie, że jej imponuję. Widziałam po jej twarzy że mówi prawdę. Ja nie robiłam jej wyznań, uznałam że z mojej strony jest wszystko jasne, powiedziałam jej że też czuję niezwykłość tej relacji. W następnych dniach Ona znów zerwała z dziewczyną, zaczęła spotykać się z kilkoma (jak nie więcej) nowymi dziewczynami - fascynacjami (o czym oczywiście nie zapominała mi wspominać, łącznie z pikantnymi szczegółami), ja tylko czułam setki małych igiełek wbijanych prosto w serce, miałam wrażenie że się nade mną pastwi. Obstrahując od jej miłosnego życia (I mojego), zaczęłyśmy rozmawiać praktycznie non stop, do późna w nocy, w rozmowie przeszkadzała nam praktycznie wyłącznie praca, sen, spotkania z naszymi połówkami. Kolejny raz weszliśmy na temat naszej relacji... tzn znów Ona weszła. Stwierdziła, że jest miedzy nami połączenie, więź. Że jestem obecnie dla niej najbliższą osobą. Po czym napisała mi, że bała się że się we mnie zakocha. Ale
Pomimo roku naszej znajomosci to się nie stało i się nie wydarzy, bo jestem chłodna, bo stawiam wokół siebie mur, że nasza relacja jest beznamiętna. Po przeczytaniu tego mną wstrząsnęło..... wszystko co się dzieje miedzy nami nie ma znaczenia, bo i tak nic z tego nie będzie.... kolejny raz prosto w serce. Następnego dnia wyjeżdżałam wcześnie na wakacje, zakończyliśmy rozmowę, ja musiałam to wszystko przemyśleć. Ona odezwala się pierwsza, jakaś dziewczyna chciała się z nią umówić. Ja, irracjonalnie, zbagatelizowałam to, chciałam wyjaśnić poprzednią rozmowę.
Napisałam szczerze to co myślę, że boję się że się mną będzie bawić, jak tymi wieloma innymi dziewczynami (z którymi wciąż się spotyka, zostawia, rozkochuje i porzuca), że dlatego utrzymuję dystans. Napisałam też, pierwszy raz, że mi na niej zależy. Ona stwierdziła że od początku miała wobec mnie czyste intencje, że też jej zależy. Ale co z tego kiedy nic z tego nie wychodzi? Ona spotkała się z tą nową, która do niej napisała, kolejny raz jest zafascynowana (i mi to mówi, opowiada ze szczegółami!), chce być z tą nową w związku, znów kompulsywnie robi jakieś głupoty, sprowadza na siebie kłopoty, pije i wgl przeżywa miliony emocji... Ona wie, co ja czuję, a czuję się okropnie, jakby ktoś wbijał mi setki igiełek w serce i polewał sokiem z cytryny.
Czy ktoś mi moze wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi? Jak nie oszaleć, jak nie dawać się krzywdzić i nie krzywdzić drugiej strony? Znów się odciąć?
Wybacie mi chaos, widzę jak bardzo beznadziejnym stylem to opisałam ale emocje zaburzają mi moje poczucie estetyki i harmonii ![]()