Hej wszystkim.. Chcialabym sie was poradzić. Otóż byłam z pewnym chlopakiem (M) 3 lata. Rozstalismy sie ogólnie w zgodzie, nie układalo nam sie przez pewien czas, przestało "iskrzyć". Doszło do tego w lipcu 2016r. Wcześniej też mieliśmy rozstania, jedno na miesiąc, drugie na dwa ale zawsze do siebie wracaliśmy. To troche taka moja bratnia dusza, te same zainteresowania, poczucie humoru itp. Tęskniłam, nawet chciałam raz go odzyskać ale spotkaliśmy sie kilka razy (październik) i widziałam ze on jednak nie chce tego tak samo jak ja. I tak mijał czas, mieliśmy jako taki kontakt (wychodzilismy ze wspolnymi znajomymi, jakos przynajmniej raz na miesiąc jakaś styczność byla). No i jakos w lutym on zaproponował mi seks bez zobowiązań. Najpierw myslalam, ze moze powinnam powiedziec tak, potem sie nie zgodziłam. Ale jakos na poczatku marca cos we mnie pękło i poczułam ze jednak powinnam sie zgodzić. Nie wiem czemu.. Zgodziłam sie teraz, ale jeszcze do tego nie doszlo, jestesmy na etapie "umówienia się".. I szczerze nie wiem czy dobrze robię..
Co myślicie o seksie z byłym, który był waszą miłością? Nie chce słyszeć o moralności, szacunku itp bo uwazam ze seks z osoba którą zna sie na wylot nie jest jakimś nieposzanowaniem siebie. Bardziej chodzi mi o aspekt czy to dobry pomysł?
Wczoraj spotkaliśmy sie u mnie żeby pogadać jakoś, do niczego nie doszło bo jak potem napisał "miał zawahania, bo tyle wspomnień"...
Mam taki mętlik w głowie, bo sama nie wiem czy ja go nadal kocham. Wydaje mi sie że nie, ale mam wrażenie że podświadomie chcialabym zeby ten seks nas zbliżył.
Czuje sie jak głupia zakochana nastolatka. Macie jakieś rady?
Z góry wam dziękuję