Pustka egzystencjalna po rozstaniu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pustka egzystencjalna po rozstaniu

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

Hej wszystkim. Zarejestrowałem się tutaj, bo poczułem że mam potrzebę opowiedzenia swojej historii, nie wiem czy to w czymś pomoże, ale może chociaż komuś się wygadam i poczuję się lepiej. Widzę tutaj wiele podobnych wątków i pewnie już nikogo nie zaskoczy jak powiem, że mieliśmy idealny związek a ona nagle powiedziała "to koniec". 

Mam 25 lat ona 21. Obaj uważaliśmy, że nasz związek jest oczywiście idealny, inny niż reszta związków, bardziej żywy. Kochaliśmy się na zabój. Sam bym za nią w ogień poszedł. Byliśmy razem 2 i pół roku. Po połowie roku zamieszkaliśmy razem. Nasz związek był niczym z bajki. Bardzo mocno się kochaliśmy, czułem jakby łączyła nas jakaś więź duchowa. Mieliśmy swoje sprzeczki, ale nigdy nic poważnego i zawsze o tym dyskutowaliśmy, w końcu komunikacja jest najważniejsza. Mówiliśmy sobie wszystko, ona mi ufała, ja jej, znaliśmy o nas najróżniejsze sekrety. Snuliśmy wielkie plany, ona mówiła, że nigdy mnie nie opuści, mieliśmy już nawet wybrane imiona dla naszych dzieci. Wymyślaliśmy na siebie nawzajem coraz to śmieszniejsze określenia, mieliśmy prawie że własny język. Ja ją przytulałem, ona mnie zaczepiała jak pracowałem. Wiodło nam się bardzo dobrze, była przy mnie gdy otrzymałem swoją wymarzoną pracę (pomagała mi pisać meila), ona prawie już kończyła studia. Mieliśmy tyle wspomnień, pięknych chwil, tylko naszych, których nikt inny nie wiedział. Podróżowaliśmy po wielu krajach, jeszcze niedawno mówiła mi "a pamiętasz jak byliśmy tam...". Nie wiedziałem, że można być tak szczęśliwym, w życiu nie zbliżyłem się nawet do połowy takiego szczęścia, to było coś jak raj na ziemi. Tylko my razem. Nasze rodziny lubiły nas i już tylko pytały kiedy ślub. Planowałem w tym roku się oświadczyć....

Nagle pewnego dnia wstała jakby inna osoba. Była jakaś nieobecna, nawet na mnie nie spojrzała. Nic wcześniej nie wyczuwałem, wszystko wydawało się być w porządku, jeszcze kilka dni wcześniej wrzuciła zdjęcie na fb razem.
Powiedziała że się śpieszy na uczelnię, pytałem co się stało, mówiła że nic takiego. Wróciła z tej uczelni i dalej jakby udawała zabieganą, a to w komputerze coś pisała, a to w telefonie, dalej się pytałem czy wszystko w porządku, bo jest jakaś smutna. Za każdym razem mówiła, że nic takiego, że nie mam się co martwić.

W końcu nastała noc. Serce mi się rozrywa jak to piszę. Położyła się i od razu się odwróciła. Drążyłem temat co się stało, w końcu zacząłem zadawać bardziej precyzyjne pytania, czy coś w rodzinie, znajomi, ona? my? - "nie wiem, może" - odparła. Mnie zamurowało. Wpadłem w panikę. Ale jak to? Zacząłem chodzić po pokoju, napiłem się wody, kilka wdechów, uspokoiłem się i usiadłem koło niej. Teraz już nie darowałem. Mów mi co się stało.
"Chcę żebyś był szczęśliwy"... Wiedziałem już co to znaczy... Ale jak to? Coś zrobiłem nie tak? Czy to jest coś, co można naprawić? Czy już ci się nie podobam? Odparła, że to będzie bardzo trudne dla mnie... ale... nie czuje już do mnie namiętności. Że nie czuła już tego czegoś od dłuższego czasu, ale nie wiedziała co to jest. Czuła że się oddala ode mnie.  Że coraz częściej myśli o zdradzie, że podoba jej się gdy z kimś obcym rozmawia, podoba jej się flirt, do mnie już tego nie czuje. Powiedziała, że potrzebuje kogoś bardziej ekstrawertycznego... Mówiła całą noc, a ja milczałem. Pierwszy raz od dziecka się popłakałem żywymi łzami... Oka nie zmrużyłem.

Pierwsze 3 dni to był istny koszmar na ziemi. Nie wiedziałem kompletnie co się dzieje, gdzie się znajduję. Co ze mną będzie? Na drugi dzień się wyprowadziłem do rodziców. Nie rozmawialiśmy. Wiedziałem, że to nie ma sensu i nic nie pomoże, ponieważ ja dawałem z siebie wszystko, całego siebie, wszyscy to widzieli... i jeśli ona po tym stwierdziła, że nie czuje już tego, to jest to już sytuacja bez wyjścia.

Wszyscy mi mówili, żeby odciąć kontakt i tak zrobiłem. Jednak te wspomnienia, te wszystkie wspólne zdjęcia, z Norwegii, Krety, Paryża... Tyle chwil. Całe swoje 2 lata spakowałem, skopiowałem na inny dysk, a na swoim zostawiłem tylko te neutralne zdjęcia (niewiele ich zostało). Posegregowałem wszystkie papiery... jakieś zagubione paragony ze wspólnych zakupów, jakieś jej notatki na studia, listy zakupów, pierwsza pocztówka z 2014 roku z podpisem "Twoja .... <3 ".
Jak można być tak okrutnym, powiedzcie mi, jak tak można? Nie byłem typem nachalnego faceta, który jej tylko siedział na głowie. Ufaliśmy sobie, nie mieliśmy problemu by któreś z nas wyszło wieczorem ze znajomymi. I nagle wszystko tak z dnia na dzień, runęło.. jak domek z kart.

Po 2 tygodniach jeszcze do niej wpadłem zabrać ostatnie rzeczy. Jakaś iskierka nadziei się tliła, że może coś przemyślała (nigdy nie rozstawaliśmy się dłużej niż na tydzień), może ją sentymenty jakieś wzięły. Nic. Kompletnie jak obca osoba. Usiadłem i zacząłem mówić, że ciężko mi teraz, nie wiem co teraz będzie, może chciałaby coś jeszcze powiedzieć, albo przynajmniej mnie jakoś pocieszyć. Koiła mnie sama jej obecność, ale ona nic nie chciała mówić. Odpowiedziała jedynie coś w stylu "że to nie ma sensu i to tylko pogorszy". Wstałem bez słowa i wyszedłem.

Teraz po 2 tygodniach od tamtego zdarzenia trawi mnie pustka. Nie jestem typem, który łatwo wpada w depresję. Mam swoje pasje, zajęcia, zainteresowania, spotykam się ze znajomymi, pracuję, ale wewnątrz czuję przerażającą pustkę, próżnię. Wszystko nagle straciło swój sens. Dużo myślę, kontempluję. Mam swoje marzenia, ale nie mam już dla kogo żyć. Ona była tą jedyną. Tą z którą wiązałem już całą swoją przyszłość. Nie zrozumcie mnie źle, nie byłem typem skaczącego pieska, miałem swoje zdanie, ale to wyglądało jak zerwanie z powodu, że tak ją kochałem, albo kogoś nagle sobie znalazła (co bardzo podejrzewam, ale to już nie ma znaczenia).

Jak sobie z tym poradzić? Wszelkie poradniki prawią, że żeby mieć szczęśliwy związek, trzeba się nauczyć być szczęśliwym samemu.. Ale co to za życie w pojedynkę?  Ja się już "wyszalałem" w swoim życiu jako singiel. Chcę rodziny, dzieci, wspólnego domu z garażem, razem podróżować po świecie. Jeszcze niedawno sama mi mówiła, że szczęście jest wtedy kiedy masz z kim je dzielić... Czy jestem zbyt mało męski, że po prostu potrzebuję miłości, by mieć dla kogo żyć? Czy tacy faceci są dziś postrzegani jako "needy", a ci "prawdziwi", to tacy którzy nie potrzebują nikogo i cieszą się życiem? Czy to jest prawdziwe życie? że ona teraz sobie znajdzie jakiegoś ekstrawertyka, który będzie ją olewał, przeleci i zostawi, a ja będę miesiącami a może latami szukać tej kolejnej specjalnej, której będę mógł zaufać? Czy będę w stanie jeszcze jakiejś kobiecie zaufać? Czemu tak jest, czy jest jakiś złoty środek na udany związek? Czemu nasi rodzice potrafią żyć razem przez 25 lat i dłużej, a w naszym pokoleniu średnia żywotność związków to jakieś 4 lata? Jestem zagubiony sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

Skoro masz 25 lat i przez ostatnie 2 i pół roku byłeś z tą panną to kiedy Ty się tak wyszalałeś jako singiel ?? Ty jesteś teraz na "związkowym" detoksie. Wygląda na to, że przez te 2,5 roku byłeś na permanentnym haju. To całkiem normalne jak się jest mocno zakochanym. Ale minusem tego stanu jest to, że on mocno zaburza odbiór sytuacji (jak to na haju). Prawdopodobnie symptomy tego, że coś się dzieje gorzej między Wami były już wcześniej, ale niestety przez ten haj tego nie dostrzegłeś. A co do Twojej byłej, to ona po prostu jeszcze nie dorosła. Też była na takim haju jak Ty, tylko że  jej to szybciej minęło. Pomyliło jej się zakochanie z prawdziwą miłością i jak ją przestało "smyrać" w brzuszku to stwierdziła, że to znak, że to już nie to. Być może faktycznie tak było, ale każdy powinien sobie uświadomić, że w związku zawsze przychodzi czas, że "smyranie" w brzuszku się kończy. To jest normalna kolej rzeczy. Twoja była albo sobie to w końcu uświadomi, albo będzie przez całe życie skakała z kwiatka na kwiatek. Dobrze, że nie zdążyłeś się oświadczyć, bo małżeństwo by ją najwyraźniej całkiem przerosło.
Każdy detoks boli, ale przejdzie Ci smile Jesteś już przecież dużym chłopcem, wyszalałym jako singiel.

3

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
ps911 napisał/a:

Nie wiedziałem, że można być tak szczęśliwym, w życiu nie zbliżyłem się nawet do połowy takiego szczęścia, to było coś jak raj na ziemi.

Właśnie to jest w tym wszystkim fajne. Dane Ci było doświadczyć czegoś, o czym marzy bezskutecznie większość osób, będąc w beznamiętnych związkach. Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale wiele osób chciałoby poczuć, jak to jest. Poznać ten stan. Niestety, nici z tego smile Nie czyń z tego jakiegoś cierpiętniczego kolca w Twoich czterech literach. To powinno być dla Ciebie jak dla niektórych dzieciństwo - cudowne wspomnienie, za którym nie ma sensu rozpaczać, za to do którego warto się czasem uśmiechnąć.

ps911 napisał/a:

Jak sobie z tym poradzić? Wszelkie poradniki prawią, że żeby mieć szczęśliwy związek, trzeba się nauczyć być szczęśliwym samemu.. Ale co to za życie w pojedynkę?  Ja się już "wyszalałem" w swoim życiu jako singiel. Chcę rodziny, dzieci, wspólnego domu z garażem, razem podróżować po świecie. Jeszcze niedawno sama mi mówiła, że szczęście jest wtedy kiedy masz z kim je dzielić... Czy jestem zbyt mało męski, że po prostu potrzebuję miłości, by mieć dla kogo żyć? Czy tacy faceci są dziś postrzegani jako "needy", a ci "prawdziwi", to tacy którzy nie potrzebują nikogo i cieszą się życiem? Czy to jest prawdziwe życie? że ona teraz sobie znajdzie jakiegoś ekstrawertyka, który będzie ją olewał, przeleci i zostawi, a ja będę miesiącami a może latami szukać tej kolejnej specjalnej, której będę mógł zaufać? Czy będę w stanie jeszcze jakiejś kobiecie zaufać? Czemu tak jest, czy jest jakiś złoty środek na udany związek? Czemu nasi rodzice potrafią żyć razem przez 25 lat i dłużej, a w naszym pokoleniu średnia żywotność związków to jakieś 4 lata?

Być może poczuła się nieco osaczona tymi dziećmi i domem z garażem? mówimy o 21-latce w końcu.

Najlepiej, jeśli nie będziesz starał się formułować prawideł filozoficznych i socjologicznych na podstawie tego, że Twoja eks Cię porzuciła. Mężczyźni są różni, różnie są postrzegani, różne cechy są uznawane za atrakcyjne. Jedyną "prawdziwą" męską cechą jest stanowczość i asertywność (nie spotkałem jeszcze kobiety, która tego nie oczekuje od mężczyzny), ale skoro taki właśnie jesteś, to możesz przestać obwiniać siebie.

Pamiętaj, że zakochanie mija. U Twojej eks minęło i okazała się niestety niedojrzała, gdyż najwyraźniej nie dociera jeszcze do niej fakt, że z następnym motylki też w końcu odlecą. Być może uspokoi się po kilku związkach i z kimś zostanie, a być może całe życie będzie gonić motylki, skacząc ze związku na związek. Nie ma sensu dłużej się nad nią zastanawiać, niemniej. Bo to, co ona teraz robi, nie ma znaczenia.

Nasi rodzice błyskawicznie płodzili dzieci, na ślub były potężne naciski społeczne, a rozwód był wyjątkowo źle postrzegany, co nie znaczy, że z automatu byli szczęśliwi a zdrada nie istniała. Wręcz przeciwnie.

Nie ma złotego przepisu na udany związek.

Swoje niestety musisz odcierpieć, ale skoro nie łazisz za nią na kolanach, nie błagasz i nie masz kontaktu, to jesteś na dobrej drodze.

4

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
ps911 napisał/a:

Czemu nasi rodzice potrafią żyć razem przez 25 lat i dłużej, a w naszym pokoleniu średnia żywotność związków to jakieś 4 lata?

Czemu?
Temu, że w czasach naszych rodziców nie było komputerów, telefonów komórkowych, mało kto miał własne auto, nie było też gdzie za bardzo iść.
Generalnie samo spotkanie kogoś nowego i nawiązanie jakiejkolwiek relacji było poważnie utrudnione w porównaniu do czasów współczesnych.
Dzisiaj łatwość z jaką można poznawać innych ludzi oraz jakaś kretyńska moda na zmienianie partnerów co kilka miesięcy, bo z jednym to nuda,
plus inne czynniki jak na przykład czerpanie wzorców z telewizji, lansującej bycie jak najdłużej wiecznym singlem jako mega super cool i trendy...
robi galaretę z mózgu i sprawia, że tzw. "bycie w związku" jest tylko stanem przejściowy pomiędzy kolejnymi etapami bycia singlem.
Dlatego decyzje o opuszczeniu partnera przychodzą lżej i podejmuje się je dużo łatwiej niż 25 lat temu, kiedy perspektywa zostania starą panną
czy starym kawalerem, to był dramat osobisty każdego 30-latka, a dzisiaj nawet po 40-tce "bycie wolnym" dla wielu jest atrybutem zajebistości.
Wyobraź sobie świat bez internetu i fejsbuka, bez komórek i esemesów, bez 200 programów TV i seriali, bez klubu nocnego na każdym rogu...
Jeszcze 25 lat temu tak właśnie wyglądało życie ludzi w PL. Jak papier toaletowy, szaro nudno i do dupy. Łapało się co było i cieszyło tym co miało.
A nie szukało nie wiadomo czego i nie skakało z łóżka do łóżka, bo bycie singlem jest takie super, bo ciągle coś się dzieje, bo ciągle są emocje...
Dzisiaj słucham np. na siłowni o podbojach chłopaków w wieku mojego syna lat 23, albo jak się prowadzą dziewczyny w wieku mojej córki lat 19
jak obecnie wygląda "normalny" związek dwudziestoparolatków, o kilkunastolatkach już z litości nie wspominając... Masakra, po prostu masakra.

5

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

Wiadomo, że trawa jest najbardziej zielona w okresie naszej młodości wink

Natomiast zdrady w PRL-u były równie powszechne, jak dziś. Tylko rozwodów było mniej.

6 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-03-21 18:06:47)

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
anderstud napisał/a:
ps911 napisał/a:

Czemu nasi rodzice potrafią żyć razem przez 25 lat i dłużej, a w naszym pokoleniu średnia żywotność związków to jakieś 4 lata?

Czemu?
Temu, że w czasach naszych rodziców nie było komputerów, telefonów komórkowych, mało kto miał własne auto, nie było też gdzie za bardzo iść.
Generalnie samo spotkanie kogoś nowego i nawiązanie jakiejkolwiek relacji było poważnie utrudnione w porównaniu do czasów współczesnych.
Dzisiaj łatwość z jaką można poznawać innych ludzi oraz jakaś kretyńska moda na zmienianie partnerów co kilka miesięcy, bo z jednym to nuda,
plus inne czynniki jak na przykład czerpanie wzorców z telewizji, lansującej bycie jak najdłużej wiecznym singlem jako mega super cool i trendy...
robi galaretę z mózgu i sprawia, że tzw. "bycie w związku" jest tylko stanem przejściowy pomiędzy kolejnymi etapami bycia singlem.
Dlatego decyzje o opuszczeniu partnera przychodzą lżej i podejmuje się je dużo łatwiej niż 25 lat temu, kiedy perspektywa zostania starą panną
czy starym kawalerem, to był dramat osobisty każdego 30-latka, a dzisiaj nawet po 40-tce "bycie wolnym" dla wielu jest atrybutem zajebistości.
Wyobraź sobie świat bez internetu i fejsbuka, bez komórek i esemesów, bez 200 programów TV i seriali, bez klubu nocnego na każdym rogu...
Jeszcze 25 lat temu tak właśnie wyglądało życie ludzi w PL. Jak papier toaletowy, szaro nudno i do dupy. Łapało się co było i cieszyło tym co miało.
A nie szukało nie wiadomo czego i nie skakało z łóżka do łóżka, bo bycie singlem jest takie super, bo ciągle coś się dzieje, bo ciągle są emocje...
Dzisiaj słucham np. na siłowni o podbojach chłopaków w wieku mojego syna lat 23, albo jak się prowadzą dziewczyny w wieku mojej córki lat 19
jak obecnie wygląda "normalny" związek dwudziestoparolatków, o kilkunastolatkach już z litości nie wspominając... Masakra, po prostu masakra.


Rozumiem, że wolałbys, żeby twoje dzieci żyły w rzeczywistości szarej, nudnej i do dupy, zwiazaly sie z kims z sasiedniej ulicy, bo dalej trudno siegnac i przez kolejne 30 lat tkwily razem z baraku innych perspektyw.

Wtedy to by nie byla masakra...


-------------
Problemy miłosne, zdrady, rozstania zdarzaly się ZAWSZE  i nasi rodzice wcale w tym nie byli lepsi, roznica jedynie polega na tym, że kiedys opieka socjalna lezala i kwiczala, a rozwody byly w powijakach wiec malzenstwa byly "trwale" bo nie bylo dokad odejsc.

W seksie nic sie nie zmienilo.

7

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

Dziękuję wam wszystkim za słowa otuchy!

wilczysko72

Skoro masz 25 lat i przez ostatnie 2 i pół roku byłeś z tą panną to kiedy Ty się tak wyszalałeś jako singiel ??"

Przed tym związkiem. Bardzo długo nie mogłem znaleźć dziewczyny, ale w końcu się udało i obaj od początku byliśmy w sobie zakochani.

Być może poczuła się nieco osaczona tymi dziećmi i domem z garażem? mówimy o 21-latce w końcu.

Właśnie problem w tym, że sama pierwsza podsuwała te pomysły, pomysł z zamieszkaniem razem też był jej, ale mi się to bardzo podobało i tylko się jeszcze bardziej nakręcaliśmy.

Może po prostu czar prysł, kiedy okazało się, że nie ma już czego we mnie zdobywać? Że jestem "pewnikiem", że wszystko szło zbyt dobrze...

Pamiętaj, że zakochanie mija. U Twojej eks minęło i okazała się niestety niedojrzała, gdyż najwyraźniej nie dociera jeszcze do niej fakt, że z następnym motylki też w końcu odlecą.

O to to to! Ostatnimi czasy dużo mówiła o tych motylkach, u jej koleżanek, u siostry, która też zerwała z chłopakiem i znalazła sobie nowego. Mówiłem jej, że nigdy bym swojego uczucia miłości nie zamienił za jakieś chwilowe motylki. Wydawała się całkiem dojrzała i inteligentna. Studiowała psychologię i sama powinna znać te mechanizmy, a zachowała się zupełnie jak dziecko. "Nie ma już tych motylków", "potrzebuję nowych wrażeń", "potrzebuję kogoś ekstrawertycznego" Tak mi mówiła na samym końcu....

anderstud
Właśnie ona trochę taka była. Pierw marzyła o wielkiej stabilnej miłości, chciała zapewnień że jej nigdy nie zostawię, a z drugiej strony cały czas miała nos w telefonie. Musiała być na bierząco o wszystkim co się działo u jej koleżanek, cały czas czytała jakieś pierdoły w internecie i porównywała nasz związek do tych złotych rad.

Ale właśnie ten detoks, z jej decyzją już prawie się pogodziłem, ale przerażające wydawało mi się, czy teraz już cały czas będę czuł tę pustkę (bo wiem jak smakuje "pełnia" bycia w związku), ale jeden mój znajomy mówił mi, że też to czuł na początku ale już mu przeszło, także to mnie trochę uspokoiło. Dostrzegam też jak moje samopoczucie zależyu od punktu spojrzenia, gdy uświadomię to sobie, że każdy miał podobne uczucie i z czasem ono przechodziło to aż nagle przestaję się tym martwić i "pustka" znika. Pewnie jutro i w kolejne dni dalej będę jeszcze coś podobnego czuć, ale ważne by mieć tę świadomość że to mija. smile

8

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

Jesteś chyba jednym z nielicznych 25latków, którzy chcą stabilizacji, domu, rodziny , garażu...jesteś w mniejszości. W tym wieku, po studiach, ludzie dopiero zaczynają szaleć...ona młodsza o 4 lata, 21 lat...czy założyłeś, że ona już będzie chciała tylko ciebie do końca życia? Dla ciebie była tą jedyną, ale ty dla niej? Na pewno nie...bo widzisz, przed nią jakieś 15 lat szukania, eksperymentowania, może wtedy dopiero zechce domu, rodziny, garażu...oczywiście trochę generalizuję, ale nie zakładaj,że osoba tak młoda zostanie z jednym mężczyzną do konca zycia...to się oczywiście zdarza, ale...

9

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
ps911 napisał/a:

Pewnie jutro i w kolejne dni dalej będę jeszcze coś podobnego czuć, ale ważne by mieć tę świadomość że to mija. smile

Nie tylko mija, ale i zostawia wspomienia, do których będziesz się kiedyś uśmiechał smile

a Twoja eks pewnie zmądrzeje... za 10 lat. Niektórzy muszą na własnej skórze odczuć, że motylki odfruwają niezależnie od maczowatości partnera.

10

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
ps911 napisał/a:

Jak sobie z tym poradzić? Wszelkie poradniki prawią, że żeby mieć szczęśliwy związek, trzeba się nauczyć być szczęśliwym samemu.. Ale co to za życie w pojedynkę?  Ja się już "wyszalałem" w swoim życiu jako singiel. Chcę rodziny, dzieci, wspólnego domu z garażem, razem podróżować po świecie. Jeszcze niedawno sama mi mówiła, że szczęście jest wtedy kiedy masz z kim je dzielić... Czy jestem zbyt mało męski, że po prostu potrzebuję miłości, by mieć dla kogo żyć? Czy tacy faceci są dziś postrzegani jako "needy", a ci "prawdziwi", to tacy którzy nie potrzebują nikogo i cieszą się życiem? Czy to jest prawdziwe życie? że ona teraz sobie znajdzie jakiegoś ekstrawertyka, który będzie ją olewał, przeleci i zostawi, a ja będę miesiącami a może latami szukać tej kolejnej specjalnej, której będę mógł zaufać? Czy będę w stanie jeszcze jakiejś kobiecie zaufać? Czemu tak jest, czy jest jakiś złoty środek na udany związek? Czemu nasi rodzice potrafią żyć razem przez 25 lat i dłużej, a w naszym pokoleniu średnia żywotność związków to jakieś 4 lata? Jestem zagubiony sad

To czas do jakiego trwa zauroczenie. Albo przeradza się w coś więcej, albo nie. Widocznie panna poszukuje silniejszych emocji, Ty chyba nie.
Pokolenia nie mają tutaj nic do rzeczy. To tylko błędne wyobrażenia. Co do samego uczucia z czasem Ci minie. Może i wpadnie Ci w oko kolejna osoba i znowu będzie Ci się wydawało, że tylko wy się liczycie i nigdy czegoś takiego nie czułeś. Takie to działanie umysłu. Zajmij się sportem, pracą, kup psa. Generalnie najgorzej jest siedzieć i skupiać się nad czymś na co już wpływu nie masz.

11 Ostatnio edytowany przez ps911 (2017-03-22 01:45:06)

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

No właśnie ja jestem typem osoby (może to dziwne, dla mnie to się właśnie wydaje normalne), któremu nie zależy aż tak na bogatych doświadczeniach z wieloma partnerkami, a odnalezieniu tej jedynej właściwej osoby, z którą mógłbym dzielić całe życie. Dlatego przez tak długi czas (do 23 roku życia) nie mogłem sobie nikogo znaleźć, bo nie wyobrażałem sobie jak mogę być z kimś, z kim i tak będę musiał kiedyś zerwać, bo się różnimy światopoglądowo.

"Jesteś chyba jednym z nielicznych 25latków, którzy chcą stabilizacji, domu, rodziny , garażu...jesteś w mniejszości. W tym wieku, po studiach, ludzie dopiero zaczynają szaleć...ona młodsza o 4 lata, 21 lat...czy założyłeś, że ona już będzie chciała tylko ciebie do końca życia?"

Noo... tak tongue Teraz widzę, że chyba błędem było też zbyt romantyczne podejście do sprawy. Może też to, że sam się zadaję ze starszymi od siebie osobami, które już powoli biorą śluby, rozmawiają o wspólnym życiu, ja tego chcę. Sam na studia nie poszedłem, ale mam dobrą pracę z perspektywami.. Tak samo zainteresowania, hobby itd. Niczego mi nie brakuje. Ona w kwiecie studenckiego życia, imprezy, koleżanki, plotki... wkurzało mnie to, ale przymykałem oko, mówiłem sobie, przejdzie jej to.. ale okazało się że ją jednak bardziej ciągnęło w tamtą stronę.. mnie na odwrót.

Albo po prostu za dużo już analizuję i nie było żadnego specjalnego powodu, znudziłem się i tyle;p

W każdym razie, tyle dobrego, że czuję, że "odrobiłem pracę domową" i tak, mam teraz mnóstwo zajęć, staram się nie pogrążać w melancholii. Muszę jedynie jakoś luźniej patrzeć na życie, bo mam tendencje do romantyzowania przyszłości, a to co nam los przyniesie nie zawsze da się zaplanować.

12

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

Witaj,
doskonale Cie rozumiem i wiem, co czujesz w tym momencie, ponieważ jestem niemalże w identycznej sytuacji. Tylko to mnie chłopak porzucił - tez z nienacka, deklarując, ze nadal kocha, ale presja otoczenia na ślub i dziecko jest za duża, on sobie z tym nie radzi i nie jest w stanie tego udźwignąć.
Tez nie rozumiem tej całej sytuacji, analizuje i jest mi cholernie cieżko. Wiem, ze robisz to samo i jesli sie nadal kocha, to tak szybko to wszystko nie minie. Ból, ktory temu towarzyszy jest nie do przeskoczenia. I nie mam tez rady jak sobie z nim poradzić. Kiedys uciekałam do innych krajów, ale teraz sama pracuje za granica, wiec moge uciec dopiero na jesieni. Nie wiem, czy to pomoże. Trzymaj sie mocno, uważaj na siebie a w razie czego napisz. Chętnie Cie wesprę, bo jestem w takiej samej sytuacji jak Ty. Paulina

13

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
Travelina30 napisał/a:

Witaj,
doskonale Cie rozumiem i wiem, co czujesz w tym momencie, ponieważ jestem niemalże w identycznej sytuacji. Tylko to mnie chłopak porzucił - tez z nienacka, deklarując, ze nadal kocha, ale presja otoczenia na ślub i dziecko jest za duża, on sobie z tym nie radzi i nie jest w stanie tego udźwignąć.
Tez nie rozumiem tej całej sytuacji, analizuje i jest mi cholernie cieżko. Wiem, ze robisz to samo i jesli sie nadal kocha, to tak szybko to wszystko nie minie. Ból, ktory temu towarzyszy jest nie do przeskoczenia. I nie mam tez rady jak sobie z nim poradzić. Kiedys uciekałam do innych krajów, ale teraz sama pracuje za granica, wiec moge uciec dopiero na jesieni. Nie wiem, czy to pomoże. Trzymaj sie mocno, uważaj na siebie a w razie czego napisz. Chętnie Cie wesprę, bo jestem w takiej samej sytuacji jak Ty. Paulina

No właśnie, może jesteście sobie z ps911 pisani smile ? Macie podobne podejście do życia. To już coś.

14

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

tacy faceci jak Ty są na wagę złota - uwierz ;-) !!!!
i proszę obiecaj że ta sytuacja nie zmieni twojego podejścia do życia i nie spowoduje, że zamienisz się w  "olewczego" zimnego drania bo niby kobiety takich wolą. Guzik prawda ! takich wolą  niedojrzałe dziewczyny, które potrzebują jeszcze mocnych wrażeń i sparzenia się aby zrozumieć na czym prawdziwy związek polega.

Moi rodzice są 28 lat razem, kochają się jakby poznali się wczoraj, każdego dnia pokazują sobie nawet małymi gestami jak bardzo sie szanują i są za sobą.
Pomimo że sama zostałam niedawno porzucona przez faceta z którym spędziłam ponad 6 lat życia z powodu podobnego jak Ty, czyli ja chcę stabilizacji, domu z ogródkiem, dzieci ... a on jeszcze nie dorósł do tego momentu i wolałby związek bardziej partnerski tzw. każdy robi co chce i nie liczy się z uczuciami i planami drugiej osoby ;-) też go nie ograniczałam, wręcz wspierałam go w jego pasji i dopingowałam za każdym razem. Powtarzałam że cokolwiek zrobi, gdziekolwiek będzie ja będę na niego czekała i wspierała go w jego celach - sama też miałam swoją przestrzeń, pracę, pasję, znajomych więc u nas również związek nie był jakaś symbiozą ;-)

pomimo to nie mam zamiaru zmieniać swojego podejścia i zostać zimną s .... która tylko będzie wykorzystywała facetów i się nimi bawiła bo niby za takimi faceci biegają ... także proszę obiecaj że Twoje podejście po tej sytuacji się nie zmieni ;-)

Nie wmawiaj sobie, że coś źle zrobiłeś, że powinieneś być bardziej "szalony" zimny, olewczy czy gorzej ją traktować żeby została ... poprostu jesteście na zupełnie innych etapach rozwoju, ona widocznie się nie wyszalała i potrzebuje spotkac na swojej drodze kilku drani żeby po czasie docenić prawdziwych mężczyzn. Prawdziwy mężczyzna czyli dobry, kochający, wierny, potrafiący iść na kompromis - do relacji z takimi osobami też trzeba dojrzeć, jak widać Twoja była jeszcze do nich nie dojrzała.

Moge się założyć o sporą sumę! ;-D, że po jakimś czasie pół roku? rok? odezwie się i będzie chciała odnowić kontakt a następnie do Ciebie wrócić, Ci ekstrawertycy dadzą jej w kość i zrozumie, że straciła kogoś bardzo wartościowego i zacznie żałować swojej decyzji.
Tylko z taką osobą nie ma już przyszłosci, straciła Twoje zaufanie i pomimo, że wiem jak cięzko to zaakceptować - tamto życie z nią powinieneś uznać za zakończone i rozpocząć nowy rozdział ... już bez niej. Trafisz na kobietę o podobnych poglądach i wartościach uwierz mi ;-) bo sama podobne zasady wyznaje i obecnie "szukam" kogoś kto spojrzy w podobnym kierunku co ja.
W związku z powyższym tacy faceci jak Ty absolutnie nie są postrzegani jako "needy" a wręcz przeciwnie tak jak na początku napisałam SĄ NA WAGE ZŁOTA !;-D

15

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
angel92 napisał/a:

tacy faceci jak Ty są na wagę złota - uwierz ;-) !!!!
i proszę obiecaj że ta sytuacja nie zmieni twojego podejścia do życia i nie spowoduje, że zamienisz się w  "olewczego" zimnego drania bo niby kobiety takich wolą. Guzik prawda ! takich wolą  niedojrzałe dziewczyny, które potrzebują jeszcze mocnych wrażeń i sparzenia się aby zrozumieć na czym prawdziwy związek polega.

Moi rodzice są 28 lat razem, kochają się jakby poznali się wczoraj, każdego dnia pokazują sobie nawet małymi gestami jak bardzo sie szanują i są za sobą.
Pomimo że sama zostałam niedawno porzucona przez faceta z którym spędziłam ponad 6 lat życia z powodu podobnego jak Ty, czyli ja chcę stabilizacji, domu z ogródkiem, dzieci ... a on jeszcze nie dorósł do tego momentu i wolałby związek bardziej partnerski tzw. każdy robi co chce i nie liczy się z uczuciami i planami drugiej osoby ;-) też go nie ograniczałam, wręcz wspierałam go w jego pasji i dopingowałam za każdym razem. Powtarzałam że cokolwiek zrobi, gdziekolwiek będzie ja będę na niego czekała i wspierała go w jego celach - sama też miałam swoją przestrzeń, pracę, pasję, znajomych więc u nas również związek nie był jakaś symbiozą ;-)

pomimo to nie mam zamiaru zmieniać swojego podejścia i zostać zimną s .... która tylko będzie wykorzystywała facetów i się nimi bawiła bo niby za takimi faceci biegają ... także proszę obiecaj że Twoje podejście po tej sytuacji się nie zmieni ;-)

Nie wmawiaj sobie, że coś źle zrobiłeś, że powinieneś być bardziej "szalony" zimny, olewczy czy gorzej ją traktować żeby została ... poprostu jesteście na zupełnie innych etapach rozwoju, ona widocznie się nie wyszalała i potrzebuje spotkac na swojej drodze kilku drani żeby po czasie docenić prawdziwych mężczyzn. Prawdziwy mężczyzna czyli dobry, kochający, wierny, potrafiący iść na kompromis - do relacji z takimi osobami też trzeba dojrzeć, jak widać Twoja była jeszcze do nich nie dojrzała.

Moge się założyć o sporą sumę! ;-D, że po jakimś czasie pół roku? rok? odezwie się i będzie chciała odnowić kontakt a następnie do Ciebie wrócić, Ci ekstrawertycy dadzą jej w kość i zrozumie, że straciła kogoś bardzo wartościowego i zacznie żałować swojej decyzji.
Tylko z taką osobą nie ma już przyszłosci, straciła Twoje zaufanie i pomimo, że wiem jak cięzko to zaakceptować - tamto życie z nią powinieneś uznać za zakończone i rozpocząć nowy rozdział ... już bez niej. Trafisz na kobietę o podobnych poglądach i wartościach uwierz mi ;-) bo sama podobne zasady wyznaje i obecnie "szukam" kogoś kto spojrzy w podobnym kierunku co ja.
W związku z powyższym tacy faceci jak Ty absolutnie nie są postrzegani jako "needy" a wręcz przeciwnie tak jak na początku napisałam SĄ NA WAGE ZŁOTA !;-D

Nie podkręcaj go, bo wpadnie w samozachwyt. Niestety życie rzadko kiedy jest czarno-białe. Znasz tylko jego punkt widzenia. Wszelkie rozstania w związkach to są historie zawsze dwóch osób i dwa punkty widzenia. Może kolega ma przegięcie w jedną stronę z tym planowaniem rodziny, wybieraniem imion dla dzieci itp. ? Może ma przytłaczającą, zbyt dominującą osobowość ? Aby sobie wyrobić realistyczne zdanie na ten temat to wypadałoby też wysłuchać jak to widzie jego panna.
Jak słyszę historię typu, "wszystko było jak w bajce, piliśmy sobie z dziubków i nagle ona odeszła" to zapala mi się czerwona lampka.

16

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
wilczysko72 napisał/a:
angel92 napisał/a:

tacy faceci jak Ty są na wagę złota - uwierz ;-) !!!!
i proszę obiecaj że ta sytuacja nie zmieni twojego podejścia do życia i nie spowoduje, że zamienisz się w  "olewczego" zimnego drania bo niby kobiety takich wolą. Guzik prawda ! takich wolą  niedojrzałe dziewczyny, które potrzebują jeszcze mocnych wrażeń i sparzenia się aby zrozumieć na czym prawdziwy związek polega.

Moi rodzice są 28 lat razem, kochają się jakby poznali się wczoraj, każdego dnia pokazują sobie nawet małymi gestami jak bardzo sie szanują i są za sobą.
Pomimo że sama zostałam niedawno porzucona przez faceta z którym spędziłam ponad 6 lat życia z powodu podobnego jak Ty, czyli ja chcę stabilizacji, domu z ogródkiem, dzieci ... a on jeszcze nie dorósł do tego momentu i wolałby związek bardziej partnerski tzw. każdy robi co chce i nie liczy się z uczuciami i planami drugiej osoby ;-) też go nie ograniczałam, wręcz wspierałam go w jego pasji i dopingowałam za każdym razem. Powtarzałam że cokolwiek zrobi, gdziekolwiek będzie ja będę na niego czekała i wspierała go w jego celach - sama też miałam swoją przestrzeń, pracę, pasję, znajomych więc u nas również związek nie był jakaś symbiozą ;-)

pomimo to nie mam zamiaru zmieniać swojego podejścia i zostać zimną s .... która tylko będzie wykorzystywała facetów i się nimi bawiła bo niby za takimi faceci biegają ... także proszę obiecaj że Twoje podejście po tej sytuacji się nie zmieni ;-)

Nie wmawiaj sobie, że coś źle zrobiłeś, że powinieneś być bardziej "szalony" zimny, olewczy czy gorzej ją traktować żeby została ... poprostu jesteście na zupełnie innych etapach rozwoju, ona widocznie się nie wyszalała i potrzebuje spotkac na swojej drodze kilku drani żeby po czasie docenić prawdziwych mężczyzn. Prawdziwy mężczyzna czyli dobry, kochający, wierny, potrafiący iść na kompromis - do relacji z takimi osobami też trzeba dojrzeć, jak widać Twoja była jeszcze do nich nie dojrzała.

Moge się założyć o sporą sumę! ;-D, że po jakimś czasie pół roku? rok? odezwie się i będzie chciała odnowić kontakt a następnie do Ciebie wrócić, Ci ekstrawertycy dadzą jej w kość i zrozumie, że straciła kogoś bardzo wartościowego i zacznie żałować swojej decyzji.
Tylko z taką osobą nie ma już przyszłosci, straciła Twoje zaufanie i pomimo, że wiem jak cięzko to zaakceptować - tamto życie z nią powinieneś uznać za zakończone i rozpocząć nowy rozdział ... już bez niej. Trafisz na kobietę o podobnych poglądach i wartościach uwierz mi ;-) bo sama podobne zasady wyznaje i obecnie "szukam" kogoś kto spojrzy w podobnym kierunku co ja.
W związku z powyższym tacy faceci jak Ty absolutnie nie są postrzegani jako "needy" a wręcz przeciwnie tak jak na początku napisałam SĄ NA WAGE ZŁOTA !;-D

Nie podkręcaj go, bo wpadnie w samozachwyt. Niestety życie rzadko kiedy jest czarno-białe. Znasz tylko jego punkt widzenia. Wszelkie rozstania w związkach to są historie zawsze dwóch osób i dwa punkty widzenia. Może kolega ma przegięcie w jedną stronę z tym planowaniem rodziny, wybieraniem imion dla dzieci itp. ? Może ma przytłaczającą, zbyt dominującą osobowość ? Aby sobie wyrobić realistyczne zdanie na ten temat to wypadałoby też wysłuchać jak to widzie jego panna.
Jak słyszę historię typu, "wszystko było jak w bajce, piliśmy sobie z dziubków i nagle ona odeszła" to zapala mi się czerwona lampka.

lepiej go właśnie podkręcić biorąc pod uwagę etap w którym obecnie jest, wiele osób gdy zostanie porzuconych w imię zasady "jesteś za dobry" albo "potrzebuję kogoś bardziej rozrywkowego" zmienia swoje podejście i staje się swoim przeciwieństwem bo stwierdzają, że bycie dobrym człowiekiem z rozwiniętym kręgosłupem moralnym i zasadami to coś co można jedynie piętnować i najzupełniej się nie "opłaca".

biorąc pod uwagę młody wiek dziewczyny jestem w stanie uwierzyć, że chłopak był dla niej dobrym i dojrzałym partnerem a jej się to znudziło i stwierdziła, że potrzebuje jeszcze poeksperymentować zanim zdecyduje się na 1 faceta. Pierwsze 2,5 roku znajomości może być rajem szczególnie gdy nie ma jeszcze problemów, nie wkradła się rutyna a wolny czas spędza się na podróżowaniu i poznawaniu swoich ciał ;-)

17

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
angel92 napisał/a:

wolałby związek bardziej partnerski tzw. każdy robi co chce i nie liczy się z uczuciami i planami drugiej osoby ;-)

dziewczyno! skad Ty wytrzasnelas taka definicje związku partnerskiego??
to co opisujesz to nie jest zwiazek partnerski.
to w ogole nie jest zaden zwiazek, ani nawet relacja.

sorry,musialam,bo jak czytam takie rzeczy to mi sie slabo robi.

18

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
angel92 napisał/a:
wilczysko72 napisał/a:
angel92 napisał/a:

tacy faceci jak Ty są na wagę złota - uwierz ;-) !!!!
i proszę obiecaj że ta sytuacja nie zmieni twojego podejścia do życia i nie spowoduje, że zamienisz się w  "olewczego" zimnego drania bo niby kobiety takich wolą. Guzik prawda ! takich wolą  niedojrzałe dziewczyny, które potrzebują jeszcze mocnych wrażeń i sparzenia się aby zrozumieć na czym prawdziwy związek polega.

Moi rodzice są 28 lat razem, kochają się jakby poznali się wczoraj, każdego dnia pokazują sobie nawet małymi gestami jak bardzo sie szanują i są za sobą.
Pomimo że sama zostałam niedawno porzucona przez faceta z którym spędziłam ponad 6 lat życia z powodu podobnego jak Ty, czyli ja chcę stabilizacji, domu z ogródkiem, dzieci ... a on jeszcze nie dorósł do tego momentu i wolałby związek bardziej partnerski tzw. każdy robi co chce i nie liczy się z uczuciami i planami drugiej osoby ;-) też go nie ograniczałam, wręcz wspierałam go w jego pasji i dopingowałam za każdym razem. Powtarzałam że cokolwiek zrobi, gdziekolwiek będzie ja będę na niego czekała i wspierała go w jego celach - sama też miałam swoją przestrzeń, pracę, pasję, znajomych więc u nas również związek nie był jakaś symbiozą ;-)

pomimo to nie mam zamiaru zmieniać swojego podejścia i zostać zimną s .... która tylko będzie wykorzystywała facetów i się nimi bawiła bo niby za takimi faceci biegają ... także proszę obiecaj że Twoje podejście po tej sytuacji się nie zmieni ;-)

Nie wmawiaj sobie, że coś źle zrobiłeś, że powinieneś być bardziej "szalony" zimny, olewczy czy gorzej ją traktować żeby została ... poprostu jesteście na zupełnie innych etapach rozwoju, ona widocznie się nie wyszalała i potrzebuje spotkac na swojej drodze kilku drani żeby po czasie docenić prawdziwych mężczyzn. Prawdziwy mężczyzna czyli dobry, kochający, wierny, potrafiący iść na kompromis - do relacji z takimi osobami też trzeba dojrzeć, jak widać Twoja była jeszcze do nich nie dojrzała.

Moge się założyć o sporą sumę! ;-D, że po jakimś czasie pół roku? rok? odezwie się i będzie chciała odnowić kontakt a następnie do Ciebie wrócić, Ci ekstrawertycy dadzą jej w kość i zrozumie, że straciła kogoś bardzo wartościowego i zacznie żałować swojej decyzji.
Tylko z taką osobą nie ma już przyszłosci, straciła Twoje zaufanie i pomimo, że wiem jak cięzko to zaakceptować - tamto życie z nią powinieneś uznać za zakończone i rozpocząć nowy rozdział ... już bez niej. Trafisz na kobietę o podobnych poglądach i wartościach uwierz mi ;-) bo sama podobne zasady wyznaje i obecnie "szukam" kogoś kto spojrzy w podobnym kierunku co ja.
W związku z powyższym tacy faceci jak Ty absolutnie nie są postrzegani jako "needy" a wręcz przeciwnie tak jak na początku napisałam SĄ NA WAGE ZŁOTA !;-D

Nie podkręcaj go, bo wpadnie w samozachwyt. Niestety życie rzadko kiedy jest czarno-białe. Znasz tylko jego punkt widzenia. Wszelkie rozstania w związkach to są historie zawsze dwóch osób i dwa punkty widzenia. Może kolega ma przegięcie w jedną stronę z tym planowaniem rodziny, wybieraniem imion dla dzieci itp. ? Może ma przytłaczającą, zbyt dominującą osobowość ? Aby sobie wyrobić realistyczne zdanie na ten temat to wypadałoby też wysłuchać jak to widzie jego panna.
Jak słyszę historię typu, "wszystko było jak w bajce, piliśmy sobie z dziubków i nagle ona odeszła" to zapala mi się czerwona lampka.

lepiej go właśnie podkręcić biorąc pod uwagę etap w którym obecnie jest, wiele osób gdy zostanie porzuconych w imię zasady "jesteś za dobry" albo "potrzebuję kogoś bardziej rozrywkowego" zmienia swoje podejście i staje się swoim przeciwieństwem bo stwierdzają, że bycie dobrym człowiekiem z rozwiniętym kręgosłupem moralnym i zasadami to coś co można jedynie piętnować i najzupełniej się nie "opłaca".

biorąc pod uwagę młody wiek dziewczyny jestem w stanie uwierzyć, że chłopak był dla niej dobrym i dojrzałym partnerem a jej się to znudziło i stwierdziła, że potrzebuje jeszcze poeksperymentować zanim zdecyduje się na 1 faceta. Pierwsze 2,5 roku znajomości może być rajem szczególnie gdy nie ma jeszcze problemów, nie wkradła się rutyna a wolny czas spędza się na podróżowaniu i poznawaniu swoich ciał ;-)

Litości, ale jak ktoś się zmienia o 180 stopni, bo mu panna na odchodnym strzeliła tekstem, że "jest za dobry" to najwyraźniej jest mocno niedojrzały emocjonalnie. Nie bądźmy naiwni. Tekst "jesteś za dobry" to zwykła ściema, gdy nie chce się podać prawdziwego powodu rozstania. Można by to raczej odczytać jako "jesteś za nudny". A to już jest jakiś powód, przynajmniej dla takiej młodej panny. Są ludzie, którzy potrzebują w życiu adrenaliny i po prostu taki ich urok. Najwyraźniej nie byli z autorem tak kompatybilni jak mu się wydawało. I dobrze, że rozstali się teraz, a nie np. po ślubie, albo kiedy dorobiliby się dzieci.

19

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
wilczysko72 napisał/a:
angel92 napisał/a:
wilczysko72 napisał/a:

Nie podkręcaj go, bo wpadnie w samozachwyt. Niestety życie rzadko kiedy jest czarno-białe. Znasz tylko jego punkt widzenia. Wszelkie rozstania w związkach to są historie zawsze dwóch osób i dwa punkty widzenia. Może kolega ma przegięcie w jedną stronę z tym planowaniem rodziny, wybieraniem imion dla dzieci itp. ? Może ma przytłaczającą, zbyt dominującą osobowość ? Aby sobie wyrobić realistyczne zdanie na ten temat to wypadałoby też wysłuchać jak to widzie jego panna.
Jak słyszę historię typu, "wszystko było jak w bajce, piliśmy sobie z dziubków i nagle ona odeszła" to zapala mi się czerwona lampka.

lepiej go właśnie podkręcić biorąc pod uwagę etap w którym obecnie jest, wiele osób gdy zostanie porzuconych w imię zasady "jesteś za dobry" albo "potrzebuję kogoś bardziej rozrywkowego" zmienia swoje podejście i staje się swoim przeciwieństwem bo stwierdzają, że bycie dobrym człowiekiem z rozwiniętym kręgosłupem moralnym i zasadami to coś co można jedynie piętnować i najzupełniej się nie "opłaca".

biorąc pod uwagę młody wiek dziewczyny jestem w stanie uwierzyć, że chłopak był dla niej dobrym i dojrzałym partnerem a jej się to znudziło i stwierdziła, że potrzebuje jeszcze poeksperymentować zanim zdecyduje się na 1 faceta. Pierwsze 2,5 roku znajomości może być rajem szczególnie gdy nie ma jeszcze problemów, nie wkradła się rutyna a wolny czas spędza się na podróżowaniu i poznawaniu swoich ciał ;-)

Litości, ale jak ktoś się zmienia o 180 stopni, bo mu panna na odchodnym strzeliła tekstem, że "jest za dobry" to najwyraźniej jest mocno niedojrzały emocjonalnie. Nie bądźmy naiwni. Tekst "jesteś za dobry" to zwykła ściema, gdy nie chce się podać prawdziwego powodu rozstania. Można by to raczej odczytać jako "jesteś za nudny". A to już jest jakiś powód, przynajmniej dla takiej młodej panny. Są ludzie, którzy potrzebują w życiu adrenaliny i po prostu taki ich urok. Najwyraźniej nie byli z autorem tak kompatybilni jak mu się wydawało. I dobrze, że rozstali się teraz, a nie np. po ślubie, albo kiedy dorobiliby się dzieci.

nie wiemy jaki jest autor i jak wpłynie na niego to rozstanie, sam na końcu postu zapytał czy jego podejście do związku jest normalne i czy tylko faceci z olewatorskim podejściem są interesujący. Skoro pyta domniemam że powątpiewa czy jego podejście jest dobre i czy nie powinien go zweryfikować dlatego w moim mniemaniu trzeba było go uświadomić że wszystko z nim jak najbardziej ok ;-)

20

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
angel92 napisał/a:
wilczysko72 napisał/a:
angel92 napisał/a:

lepiej go właśnie podkręcić biorąc pod uwagę etap w którym obecnie jest, wiele osób gdy zostanie porzuconych w imię zasady "jesteś za dobry" albo "potrzebuję kogoś bardziej rozrywkowego" zmienia swoje podejście i staje się swoim przeciwieństwem bo stwierdzają, że bycie dobrym człowiekiem z rozwiniętym kręgosłupem moralnym i zasadami to coś co można jedynie piętnować i najzupełniej się nie "opłaca".

biorąc pod uwagę młody wiek dziewczyny jestem w stanie uwierzyć, że chłopak był dla niej dobrym i dojrzałym partnerem a jej się to znudziło i stwierdziła, że potrzebuje jeszcze poeksperymentować zanim zdecyduje się na 1 faceta. Pierwsze 2,5 roku znajomości może być rajem szczególnie gdy nie ma jeszcze problemów, nie wkradła się rutyna a wolny czas spędza się na podróżowaniu i poznawaniu swoich ciał ;-)

Litości, ale jak ktoś się zmienia o 180 stopni, bo mu panna na odchodnym strzeliła tekstem, że "jest za dobry" to najwyraźniej jest mocno niedojrzały emocjonalnie. Nie bądźmy naiwni. Tekst "jesteś za dobry" to zwykła ściema, gdy nie chce się podać prawdziwego powodu rozstania. Można by to raczej odczytać jako "jesteś za nudny". A to już jest jakiś powód, przynajmniej dla takiej młodej panny. Są ludzie, którzy potrzebują w życiu adrenaliny i po prostu taki ich urok. Najwyraźniej nie byli z autorem tak kompatybilni jak mu się wydawało. I dobrze, że rozstali się teraz, a nie np. po ślubie, albo kiedy dorobiliby się dzieci.

nie wiemy jaki jest autor i jak wpłynie na niego to rozstanie, sam na końcu postu zapytał czy jego podejście do związku jest normalne i czy tylko faceci z olewatorskim podejściem są interesujący. Skoro pyta domniemam że powątpiewa czy jego podejście jest dobre i czy nie powinien go zweryfikować dlatego w moim mniemaniu trzeba było go uświadomić że wszystko z nim jak najbardziej ok ;-)

Sorry zasugerowałem się, że autor ma 25 lat. Mój błąd.
No więc autorze nie zmieniaj się. Przynajmniej nie o 180 stopni smile .... I tak by Ci to nie wyszło big_smile

21

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu

wow ale tu się rozwinęło. Bardzo dziękuję za wasze odpowiedzi!

Wydaje mi się, że gdybym nawet napisał, że teraz się zmienię i będę taki a taki, to i tak w rzeczywistości dalej pozostanę sobą. Myślę że taki mam charakter i nawet gdybym chciał, to nie potrafię grać roli jakiegoś Travolty.

Za to po prostu chcę być bardziej świadomy i myślę, że związek jak i zerwanie dało jakieś tam doświadczenie.

- Travelina30 dzięki, ja właśnie planuję pojechać w maju za granicę na parę tygodni w celu zresetowania się i zdobycia nowych pozytywnych wrażeń. smile

- angel92 to bardzo miłe co piszesz i dodało mi trochę wiary. Właśnie wiem, że są tacy rodzice, którzy obaj po równo się kochają (u mnie to bardziej mama kocha, przynajmniej to okazuje) i to moje największe marzenie by po 25 i 50 latach dalej czuć to samo, co po 2 latach związku. Sama moja ex pytała czy też tacy będziemy gdy widziała parę staruszków trzymających się za rękę, a ja odpowiadałem, że oczywiście. Sam się temu dziwiłem, ale byłem świadomy, że uczucie po czasie gaśnie, ale u mnie cały czas było na tym samym poziomie. Sama przerwa w pracy, albo po pracy, przyjście do niej i posiedzenie razem było tak miłym uczuciem, jak unoszenie się na wodzie. Nigdy nie rozumiałem jak facet może przyjść z pracy i nie mieć ochoty posiedzieć z żoną. Przecież, żeby było to uczucie trzeba dać coś z siebie, a nie tylko czekać aż nam będą wszystko podawać. Z drugiej zaś strony, inni mi mówią, "młody jesteś, po 10 latach inaczej będziesz gadał"....

- wilczysko72 Myślę że masz rację i zgadzam się z tym stwierdzeniem, za dobry=za nudny. Myślę, że nie było jakichś konkretnych złych powodów w moim zachowaniu, bo ona zawsze mówiła mi o każdej rzeczy, która jej się we mnie nie podoba (w stylu zostawianie po sobie bałaganu, niepatrzenie na ceny, to czy tamto) ale potrafiłem to zmienić i w końcu nie miała do mnie już żadnych uwag. Dokładnie to mówiła: "nie wiem co to jest, bo jak czytałam różne rzeczy o idealnym związku, to my to wszystko spełniamy i ty jesteś wspaniałym człowiekiem, ale ja po prostu nie czuję namiętności". Też jak już mam być szczery, to z seksem nam średnio szło. Na początku się kochaliśmy bardzo często, ale z czasem zaczęły się pojawiać u niej coraz częściej wymówki. Prawie w ogóle nie miała ochoty. Mi to też się nie podobało, ale w ostateczności i tak ją kochałem i sam bym jej nie zostawił z tego powodu. Proponowałem byśmy nad tym popracowali, może nawet seksuolog, ale ona nie i koniec.
Także nie wiem, czy to już kwestia mojego błędu w podejściu, zachowaniu, czy po prostu samoistnie miłość się wypaliła. Może w niektórych sprawach byłem za miękki ale w tamtym momencie i tak bym tego nie zmienił, bo nie miałem żadnego doświadczenia w byciu z kimś i żaden pojedynczy przypadek by tego nie zmienił.

22

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
ps911 napisał/a:

wow ale tu się rozwinęło. Bardzo dziękuję za wasze odpowiedzi!

Wydaje mi się, że gdybym nawet napisał, że teraz się zmienię i będę taki a taki, to i tak w rzeczywistości dalej pozostanę sobą. Myślę że taki mam charakter i nawet gdybym chciał, to nie potrafię grać roli jakiegoś Travolty.

Za to po prostu chcę być bardziej świadomy i myślę, że związek jak i zerwanie dało jakieś tam doświadczenie.

- Travelina30 dzięki, ja właśnie planuję pojechać w maju za granicę na parę tygodni w celu zresetowania się i zdobycia nowych pozytywnych wrażeń. smile

- angel92 to bardzo miłe co piszesz i dodało mi trochę wiary. Właśnie wiem, że są tacy rodzice, którzy obaj po równo się kochają (u mnie to bardziej mama kocha, przynajmniej to okazuje) i to moje największe marzenie by po 25 i 50 latach dalej czuć to samo, co po 2 latach związku. Sama moja ex pytała czy też tacy będziemy gdy widziała parę staruszków trzymających się za rękę, a ja odpowiadałem, że oczywiście. Sam się temu dziwiłem, ale byłem świadomy, że uczucie po czasie gaśnie, ale u mnie cały czas było na tym samym poziomie. Sama przerwa w pracy, albo po pracy, przyjście do niej i posiedzenie razem było tak miłym uczuciem, jak unoszenie się na wodzie. Nigdy nie rozumiałem jak facet może przyjść z pracy i nie mieć ochoty posiedzieć z żoną. Przecież, żeby było to uczucie trzeba dać coś z siebie, a nie tylko czekać aż nam będą wszystko podawać. Z drugiej zaś strony, inni mi mówią, "młody jesteś, po 10 latach inaczej będziesz gadał"....

- wilczysko72 Myślę że masz rację i zgadzam się z tym stwierdzeniem, za dobry=za nudny. Myślę, że nie było jakichś konkretnych złych powodów w moim zachowaniu, bo ona zawsze mówiła mi o każdej rzeczy, która jej się we mnie nie podoba (w stylu zostawianie po sobie bałaganu, niepatrzenie na ceny, to czy tamto) ale potrafiłem to zmienić i w końcu nie miała do mnie już żadnych uwag. Dokładnie to mówiła: "nie wiem co to jest, bo jak czytałam różne rzeczy o idealnym związku, to my to wszystko spełniamy i ty jesteś wspaniałym człowiekiem, ale ja po prostu nie czuję namiętności". Też jak już mam być szczery, to z seksem nam średnio szło. Na początku się kochaliśmy bardzo często, ale z czasem zaczęły się pojawiać u niej coraz częściej wymówki. Prawie w ogóle nie miała ochoty. Mi to też się nie podobało, ale w ostateczności i tak ją kochałem i sam bym jej nie zostawił z tego powodu. Proponowałem byśmy nad tym popracowali, może nawet seksuolog, ale ona nie i koniec.
Także nie wiem, czy to już kwestia mojego błędu w podejściu, zachowaniu, czy po prostu samoistnie miłość się wypaliła. Może w niektórych sprawach byłem za miękki ale w tamtym momencie i tak bym tego nie zmienił, bo nie miałem żadnego doświadczenia w byciu z kimś i żaden pojedynczy przypadek by tego nie zmienił.

No widzisz, angel nie potrzebnie się o Ciebie martwiła smile 
Sorry, że to powiem, ale przecież to była 21-letnia "siksa", a Ty jej wyjechałeś z wizytą u seksuologa ? Podszedłeś do sprawy bardzo dojrzale, ale to kompletnie nie te klimaty smile Nie w tym przedziale wiekowym. W tym wieku raczej się nie kombinuje nad związkami. Coś nie pasuje to dziękuję i wysiadam - Taka jest filozofia. Panna może się zwierzała swoim "psiapsiółkom" z Waszych łóżkowych problemów i chyba można się łatwo domyśleć, co one jej poradziły. "Młoda jesteś, nie trać czasu. Widocznie to nie to". Ja Ci nie piszę tego, żebyś się "krzyżował", że coś jest z Tobą nie tak w tym temacie. Po prostu nie byliście w seksie wystarczająco kompatybilni. Dobrze, że to wyszło teraz, a nie później, bo z czasem byłoby tylko gorzej.

23

Odp: Pustka egzystencjalna po rozstaniu
Iceni napisał/a:

Rozumiem, że wolałbys, żeby twoje dzieci żyły w rzeczywistości szarej, nudnej i do dupy, zwiazaly sie z kims z sasiedniej ulicy, bo dalej trudno siegnac i przez kolejne 30 lat tkwily razem z baraku innych perspektyw.

Serio? Tyle właśnie zrozumiałaś z tego co tam jest napisane? No cóż, przykro mi.

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pustka egzystencjalna po rozstaniu

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024