Kochani,
chyba musze byc juz niezle zdesperowana, ze pisze o tym, co mnie spotkało na forum w internecie, ale psychicznie dotknęłam takiego dna, ze zwyczajnie sama sobie z tym nie radzę.
Byłam 1,5 roku w związku jak z bajki - z przystojnym, ambitnym i wydawałoby mi sie - odpowiedzialnym i dojrzałym mężczyzna. Byliśmy świetna para - niczego nam nie brakowało i mieliśmy rowniez perspektywy na przyszłość. Byłam tak szczesliwa jak nigdy wcześniej.
Dokładnie 3 tygodnie temu on przyszedł do mojego (naszego) mieszkania i oznajmił mi ze łzami w oczach, ze ten związek nie funkcjonuje, on mnie kocha, ale presja otoczenia na ślub, dziecko itd. jest zbyt silna i on sobie z tym nie radzi i w ogole nie wie, czy kiedykolwiek na taki krok bedzie gotowy, wiec aby nie marnować mi życia uznał, ze lepiej bedzie sie rozstać. Na koniec sie popłakał, przytulił mnie mocno, pocałował w rękę i wyszedł. Poszedł do domu i oznajmił rodzinie, ze cieżko sie rozstawać jak sie kocha. Na to jego mama i siostry przyjechaly do mnie, aby sie mna zajac. Na drogi dzien pod wieczor on wrocil i powiedzial, ze zdal sobie sprawe, ze mnie tak mocno kocha, ze nie potrafi zyc beze mnie i zrobi wszystko, aby walczyc z tymi demonami, ktore go przesladuja. Nie zrobil nic. Potem juz sie nie widzielismy. Nie kontaktuje sie ze mna. Zostawil u mnie swoje rzeczy, ma nadal klucze do mojego mieszkania.
Schudlam 5kg w bardzo krotkim czasie, o niczym innym nie mysle, wszystko analizuje, nie potrafie sie na niczym skupic. Dzisiaj i w piatek mam egzaminy na uczelni i tez nie wierze w jakis spektakularny sukces. Kazdy Dzien jest makabra. Nie mam sily wstac, ubrac sie, ogarnac. Przerabialam juz alkohol, srodki nasenne i psychotropowe. Nic mi nie pomaga. Boje sie kazdego dnia, bo nie wiem, ile ten stan moze trwac - a znajac mnie bardzo dlugo.
Mam prawie 30 lat. Bylam pewna, ze znalazlam tego wlasciwego mezczyzne ma zycie. Boje sie, ze w tej chwili nie tylko sie z tego nie pozbieram, to jeszcze nikomu nie bede w stanie zaufac. Nie potrafie sie odciac od tego i przekreslic wszystkiego, co bylo.
No dobra, ale ile konkretnie on się już z Tobą nie kontaktuje ? Od przedwczoraj ? Najwyraźniej nie było jeszcze definitywnego rozstania, więc może za wcześnie trochę na histerię ? A gdyby nawet było to owszem, one zawsze bolą, ale jak świat światem to naprawdę nie jest jeszcze aż taka tragedia. Nie macie dzieci, nie macie olbrzymiego kredytu hipotecznego. Twój strach, że nikomu nie zaufasz jest bez sensu, bo najwyraźniej jesteś kobietą, która jak już wpada to po szyję. Wystarczy, że znów spotkasz jakiegoś księcia. A skoro masz dopiero prawie 30 to jeszcze spotka Cię nie jedno.
Sorry, że jak tak piszę może mało pocieszająco z Twojego punktu widzenia, ale Ty jesteś teraz na związkowym detoksie i masz trochę zachwianą ocenę sytuacji. To Ci minie. Nie panikuj.
To wszystko jest zbyt świeże. Daj czas zarówno jemu jak i sobie. Być może pogubił się i potrzebuje chwili na dojście do ładu sam ze sobą. Ty znasz go najlepiej- to Ty powinnaś wiedzieć, skąd takie zachowanie może wynikać.
Może rodzina wywierała na nim presje? Może Ty sama? A może stoi za tym osoba trzecia?
Lepiej że teraz odszedł niż jakby miał cie zostawić pzred samym slubem. Albo jakbyscie się pobrali, a on po paru miesiącach by zdezerterował i byscie się rozwiedli. Jesli raz juz taki numer wywinął, to gdybyście do siebie wrócili, to może się powtórzyć historia. On nie jest gotowy. O jej, ale biedny... Taki nacisk na niego... Pieprzy bzdury. Nawet cie nie kocha. Jak się kocha, to się takich rzeczy drugiej osobie nie robi. Twój szok kiedys minie, pozbierasz się ![]()
5 2017-03-22 12:07:59 Ostatnio edytowany przez Travelina30 (2017-03-22 12:10:53)
No dobra, ale ile konkretnie on się już z Tobą nie kontaktuje ? Od przedwczoraj ? Najwyraźniej nie było jeszcze definitywnego rozstania, więc może za wcześnie trochę na histerię ? A gdyby nawet było to owszem, one zawsze bolą, ale jak świat światem to naprawdę nie jest jeszcze aż taka tragedia. Nie macie dzieci, nie macie olbrzymiego kredytu hipotecznego. Twój strach, że nikomu nie zaufasz jest bez sensu, bo najwyraźniej jesteś kobietą, która jak już wpada to po szyję. Wystarczy, że znów spotkasz jakiegoś księcia. A skoro masz dopiero prawie 30 to jeszcze spotka Cię nie jedno.
Sorry, że jak tak piszę może mało pocieszająco z Twojego punktu widzenia, ale Ty jesteś teraz na związkowym detoksie i masz trochę zachwianą ocenę sytuacji. To Ci minie. Nie panikuj.
Od prawie 3 tygodni nie mamy ze sobą kontaktu. Uważam, ze nawet jeżeli nie ma kredytu i dzieci, to jeszcze wcale nie oznacza, ze rozstanie boli mniej. To prawda, ze jestem jeszcze na detoksie i nie potrafię mimo najszczerszych chęci spojrzeć na to wszystko z innej strony.
Skoro Cie kocha i mówi to tak otwarcie, to ja bym sie nie przejmowała.. Mój przy rozstaniu dał mi jasno do zrozumienia że już mnie nie kocha, nie chce.. To dopiero był ból podczas kiedy ja mogłam śmiało oddać za niego życie.
Faceci czasem tacy są, boją sie odpowiedzialności. Daj mu czas. Nie pisz, nie dzwoń, nic. Niech poczuje że nie ma Cie w jego życiu. Musisz być teraz silna
(wiem łatwo mówić, ale przechodziłam to samo). Zaciśnij zęby i pięści i niech poczuje co stracił.
A jeśli nie poczuje, to masz czarno na białym, że to nie był twój książe. Chyba każda by chciała mieć chłopaka który jest w nas zapatrzony, zakochany na zabój, z pewnością ze nas nie zostawi..
Głowa do góry!
Nie martw się nie ma czym, minie. Byłam w podobnej sytuacji kilka tygodni temu, z tym że u mnie już po zaręczynach było i sala zarezerwowana. A on po prostu zaczął mieć wątpliwości. Radziłabym Ci dać sobie z nim spokój, raz na zawsze. Jeśli mówi takie rzeczy to na pewno coś się dzieje, nawet jeśli będzie chciał wrócić to poważnie zastanowiłabym się na tym, bo może później wywinąć gorszy numer. A uwierz można żyć potem, ja już w miarę funkcjonuję, nawet powoli zaczynam cieszyć się życiem, i dziękuję losowi że to stało się teraz a nie później. I jestem dumna z siebie, bo tak naprawdę ja to zakończyłam. A też mam prawie 30 lat i myślałam że znalazłam mężczyznę swojego życia ale widocznie to jeszcze nie ten.
A gdyby wrócił - to czy w dalszej perpektywie potrafiłabyś przejść nad tym do porządku że umiał Cię w taki sposób opuścić ?
Kochani,/.../
Schudlam 5kg w bardzo krotkim czasie, o niczym innym nie mysle, wszystko analizuje, nie potrafie sie na niczym skupic. Dzisiaj i w piatek mam egzaminy na uczelni i tez nie wierze w jakis spektakularny sukces. Kazdy Dzien jest makabra. Nie mam sily wstac, ubrac sie, ogarnac. Przerabialam juz alkohol, srodki nasenne i psychotropowe. Nic mi nie pomaga. Boje sie kazdego dnia, bo nie wiem, ile ten stan moze trwac - a znajac mnie bardzo dlugo.
Mam prawie 30 lat. Bylam pewna, ze znalazlam tego wlasciwego mezczyzne ma zycie. Boje sie, ze w tej chwili nie tylko sie z tego nie pozbieram, to jeszcze nikomu nie bede w stanie zaufac. Nie potrafie sie odciac od tego i przekreslic wszystkiego, co bylo.
Polecam,skoro Masz problemy ze spaniem, lekturę wątku, który jest doskonałym poradnikiem dla tych, co po rozstaniu: http://www.netkobiety.pl/t67911.html
Czytaj od początku, co prawda wątek założył facet, ale potem dopisuję się kobiety. Zwróć szczególną uwagę na posty Elle88, thepass i życzliwego.
A gdyby wrócił - to czy w dalszej perpektywie potrafiłabyś przejść nad tym do porządku że umiał Cię w taki sposób opuścić ?
Wiesz...ja mam metlik w glowie. Wszystko zalezy od tego, na ile "ogarniety" by wrocil. Ja mam swiadomosc tego, ze mezczyzni (kobiety z reszta tez) boja sie w dzisiejszych czasach powaznych decyzji i brania na siebie odpowiedzialnosci. Ja nie mam watpliwosci co do jego uczuc, ale on musi zdac sobie sprawe z tego, ze to nie inni ludzie a my - TYLKO MY - mamy prawo decydowac o naszym wspolnym zyciu.
Poki co milcze- nie dzwonie, nie pisze, jestem bierna na portalach spolecznosciowych. Daje mu szanse pozyc beze mnie. A wtedy niech sam zdecyduje, w ktorym "zyciu" bylo mu jednak lepiej.
random.further napisał/a:A gdyby wrócił - to czy w dalszej perpektywie potrafiłabyś przejść nad tym do porządku że umiał Cię w taki sposób opuścić ?
Wiesz...ja mam metlik w glowie. Wszystko zalezy od tego, na ile "ogarniety" by wrocil. Ja mam swiadomosc tego, ze mezczyzni (kobiety z reszta tez) boja sie w dzisiejszych czasach powaznych decyzji i brania na siebie odpowiedzialnosci. Ja nie mam watpliwosci co do jego uczuc, ale on musi zdac sobie sprawe z tego, ze to nie inni ludzie a my - TYLKO MY - mamy prawo decydowac o naszym wspolnym zyciu.
Poki co milcze- nie dzwonie, nie pisze, jestem bierna na portalach spolecznosciowych. Daje mu szanse pozyc beze mnie. A wtedy niech sam zdecyduje, w ktorym "zyciu" bylo mu jednak lepiej.
Nie chciałabym wylać Ci zimnego wiadra na głowę i namącić.
Chyba powinnaś jednak mieć wątpliwości co do jego uczuć - wiem, że każdy może się 'poplątać' ale niektórzy, Ci zdecydowani sie nie plączą, mnie by zdystansowało w takiej sytuacji - co nie znaczy, że przekreśliłabym mężczyznę.
W tej chwili ponad wszystko chcesz aby wrócił - to jedyna opcja jak na razie - nie analizujesz co sie stało bo jeszcze nie możesz, dajesz Jemu szansę na decyzję - gdzie Twoja decyzja co do Niego ?
Szczerze życzę aby wrócił i odkręcił sytuację - ale też życzę Ci rozważenia tego co zaszło i jak to się może przełożyć na przyszłość, może powinnaś wnikliwiej go poznać ?