Niedawno dowiedziałam się że mój mąż miał/ma romans. Już od jakiegoś czasu widziałam że coś jest nie tak, w końcu wystarczył biling z jego telefonu i wszystko jasne. Przyznał się dopiero jak go przyparłam do muru i pokazałam niepodważalne dowody. Mówi, że kocha mnie i dzieci, że nie wyobraża sobie życia bez nas, ale nadal kontaktuje się z tamtą kobietą. Jego wytłumaczenie jest zawsze takie samo: jestem z Wami tu i teraz, to z Tobą zasypiam, przy Tobie się budzę, gdybym chciał byłbym z nią itd itd ( ta druga jest z innego, nieco oddalonego miasta). Czy ja się czepiam? Czy jestem dziwna chcąc żeby zakończył definitywnie tamtą znajomość? On zachowuje się tak jakby uważał że jak mówi że nie ma drugiej kobiety to jej nie ma. A to nieprawda, bo ona ciągle jest w jego życiu, ciągle do niej pisze i do niej dzwoni (dla niepoznaki używając komunikatora internetowego). Myślę o rozstaniu ale przeraża mnie lęk przez samotnością, nie mam wielu przyjaciół, jestem raczej typem samotnika i ciężko mi myśleć o samotnych wieczorach i weekendach. Z drugiej strony trzeba mieć szacunek do samej siebie, ile można dawać się oszukiwać. Sama nie wiem co robić, wkurza mnie to wszystko.
To powiedz mu iż zdrada to brak szacunku do drugiej osoby czyli też miłości. jeśli uważasz inaczej to zgódź się na mój romans
Tym zatkasz mu gębę.
Ma facet tupet..... Zdradza i jeszcze wmawia, że to nic takiego, bo przy Tobie się kładzie i budzi.
Oczywiście, że nie przesadzasz. On zdradza i co najgorsze, nie ma wyrzutów sumienia.
Typowy układ - w domu żona i dzieci, poza domem kochanka.
Tacy kolesie chcą mieć ciastko i zjeść ciastko. Jeśli zechcesz rozwodu, przygotuj się, że nie będzie chciał Cię wypuścić. Z tamtej też nie zrezygnuje.
Niektórzy faceci to socjopaci.
Problem w tym ze ja go ciagle kocham. Gdyby z mojej strony nie bylo uczucia to decyzja bylaby latwa, a tak nie jest
A czujesz, że on Ciebie kocha?
Zyc ze swiadomoscia ze Cie zdradza to gorsze od samotnosci.Mysle ze predzej czy pozniej i tak wybuchniesz wiedziac ze dotykasz go tam gdzie ona rowniez to robi.Powiem ci ze jak dla mnie to porazka.Mysle o sobie przede wszystkim a opcja tych ciastek jak ktos wczesniej pasuje mu jak najbardziej.Odwroc kota ogonem i zadaj mu pytanie jak on by sie zachowal w odwrotnej sytuacji gdybys to ty miala kochanka.
Problem w tym ze ja go ciagle kocham.
bla, bla , bla.... stara śpiewka... Tak przeważnie mówią zony alkoholików, przemocowców i zdradzaczy. Dodaj jeszcze, że kiedyś był taki cudowny i namiętny, tak sie starał i było tak cudownie...
A siebie nie kochasz?
chyba nie skoro pozwalasz sie tak upodlać..
Gdyby z mojej strony nie bylo uczucia to decyzja bylaby latwa, a tak nie jest
Wszystko byłoby łatwe gdyby nie uczucia ... tylko że takich decyzji i sytuacji nie ma. Emocje są zawsze. Twoja w tym głowa, aby to nie one tobą kierowały, a ty nimi. Co konkretnie do niego czujesz? Na czym polega ta wielka miłość. Nazwij to dokładnie, przyziemnie, bez truizmów i sentymentów.
Możesz wierzyć w te jego bzdury o wspólnym zasypianiu i możesz sobie żyć w świecie jakichś iluzji stworzonych przez jego giętki język, tylko nie licz, ze ktoś razem z tobą będzie tu wzdychał - o jak romantycznie! o jak cudownie, że przy tobie sie budzi!
Prawda jest bowiem taka , że gość sobie bzyka na boku bez konsekwencji nie tracąc przy tym ciepełka domowego ogniska... Czyli generalnie jest kólem życia... a jedynym uzywanym w tym celu srodkiem jest banalna gadka... A ty nawet nie masz okazji żeby to wszystko porządnie przepracować
Ty nie zastanawiasz się czy mu wybaczyć, bo w ogóle nie czujesz sie skrzywdzona.
nie ma co, sprytny facet
9 2017-03-17 17:36:04 Ostatnio edytowany przez Córka Saturna (2017-03-17 17:37:02)
"Problem w tym ze ja go ciagle kocham."
"bla, bla , bla.... stara śpiewka... Tak przeważnie mówią zony alkoholików, przemocowców i zdradzaczy." - w samo sedno
Dwa ostatnie posty bardzo dosadne aczkolwiek nie do konca trafiajace w sedno. Oceniacie mnie stereotypowo ze uzalezniona od alkoholika/przemocowca itp a tak nie jest. Zal mi tych wspolnie spedzonych lat, zastanawiam sie czy jest sens walczyc. Gdzies przeczytalam ze nie nalezy brac rozwodu gdy pojawi sie pierwszy powod ku temu ale wtedy gdy upadnie ostatni powod aby byc razem. I to mnie wlasnie dreczy, ktory to jest powod?
11 2017-03-18 16:48:08 Ostatnio edytowany przez masajka (2017-03-18 16:48:51)
Ty chcesz walczyć????????? Ty?????????
Przecież to on powinien walczyć o Ciebie, błagać o przebaczenie, a Ty ewentualnie wtedy mogłabyś się zastanawiać,czy dać szansę Waszemu małżeństwu.
A on nawet nie ma wyrzutów sumienia, nie widzi żadnego problemu . Jemu jest dobrze. Ma w domu żonę, poza domem kochankę. Nieźle się ustawił......
Napiszę ze swojego doświadczenia. Jak byłam w pierwszej ciąży mój mąż też znalazł sobie pocieszycielkę. Tylko, że ja dowiedziałam się o tym jak romans dobiegł końca, gdyż tamtej k....y mąż się o tym dowiedział. Oczywiście mój mąż tak mnie udobruchał, że dałam sobie spokój nad rozmyślaniem. Stwierdziłam, że może to jednak tak jak on mówił. Było to jakieś 8 lat temu. Dziś jestem 12 lat po ślubie, mam 3 dzieci, a mój mąż złożył pozew o rozwód bo nie kocha itp. Nagle wszyscy moi znajomi mi mówią, że tamten romans nie był jedynym, że doprawiał mi rogi na każdym kroku, ale oczywiście wszystkiego się wypiera. A teraz na 99% jestem pewna, że chce ode mnie odejść bo ma inną babę. Jestem wściekła na samą siebie, że wtedy nie dowiedziałam się więcej i nie kopnęłam chu.... w dupę.
I uwierz mi ją też nadal kocham męża. Pomimo wszystko. Jest mi żal ze wyrzucił mnie ze swojego życia ot tak. Życzę Ci abyś podjęła dobra decyzję i jej nigdy nie żałowała. Ponoć jak ktoś raz sobie znajdzie kogoś na boku to zrobi to jeszcze nie jeden raz. Ale pewnie wyjątki się zdarzają.
Dwa ostatnie posty bardzo dosadne aczkolwiek nie do konca trafiajace w sedno. Oceniacie mnie stereotypowo ze uzalezniona od alkoholika/przemocowca itp a tak nie jest. Zal mi tych wspolnie spedzonych lat, zastanawiam sie czy jest sens walczyc. Gdzies przeczytalam ze nie nalezy brac rozwodu gdy pojawi sie pierwszy powod ku temu ale wtedy gdy upadnie ostatni powod aby byc razem. I to mnie wlasnie dreczy, ktory to jest powod?
Źle mnie zrozumiałaś... Nie chodzi mi o to że on jest alkoholikiem/przemocowcem. Miałam na myśli to, że należysz do pewnej grupy kobiet, które są w stanie bronić swojego wyboru za wszelka cenę. Koronnym argumentem jest wówczas właśnie owa bliżej nieokreślona i abstrakcyjna "wielka miłość". To łączy cię w pewnym sensie z żoną alkoholika, ale w żaden sposób z alkoholikiem nie utożsamia twojego męża.
Gdzieś przeczytałaś, że nie należy brać rozwodu, gdy pojawi sie pierwszy powód... A jak przeczytasz gdzie indziej , że jednak należy ,to co zrobisz?
Powód do rozwodu to jest temat ocean. Jedni potrzebują stu powodów inni wcale nie musza ich mieć i rozstają sie bo po prostu coś sie skończyło... A jeszcze Inni nie rozstaja sie wcale mimo iż nowe , świeże powody mają dostarczane codziennie. Wszystko zależy od priorytetów , miłości własnej, poczucia wartości , wpływu i siły oraz całej masy innych , mądrych określeń psychologicznych.
Ty jesteś kobieta sentymentalną, przywiązaną do wspomnień, emocjonalną i neurotyczną. Masz w głowie kilka przejętych pewnie z domu schematów i stereotypów, które cię determinują i szukasz ich potwierdzenia, np poprzez zapamiętywanie i przetwarzanie jedynie tych informacji, które pasują do twojej wizji (jestem pewna, że na temat rozwodów przeczytałaś mnóstwo rzeczy, ale przyswoiłaś sobie jedynie to co wpisuje sie w twój już wcześniej ustalony obraz i jedynie tym zamierzasz sie posługiwać )
Twój mąż doskonale wie, w które punkty uderzyć, aby cię zmiękczyć. Nie sądzę, że manipulowanie tobą sprawia mu jakąkolwiek trudność.
Musisz podziękować męzowi,że przy tobie się budzi i zasypia, to wielkie poświęcenie. Naprawdę, trzeba być wdzięcznym, bo przecież gdyby chciał, to by tego nie robił i był z kochanką. Jeżeli nie przeszkadza ci to,że leżysz obok niego, a on pewnie myśli o innej i jak się z tobą kocha, pewnie mysli o niej, to w porządku. Dręcz się dalej.
Zobacz, może się odnajdziesz...
17 2017-03-19 15:09:52 Ostatnio edytowany przez random.further (2017-03-19 15:10:42)
Czytam to forum i czytam i faktycznie pojawia sie schemat - tyle, że nie wiem jak reprezentatywna to próbka kobiet z takim problemem.
Zacznij o SOBIE myśleć, o swoim interesie życiowym i swojej jakości życia - jak to będzie prawidłowe - prawdopodobnie nagle sie okaże że mąż to nie prawdziwy mąż chociaż tak go nazwać formalnie i na razie można.
Fakt że twojemu mężowi można wiele zarzucić i może warto się rozstać.
Tylko gdy to zrobisz pomyśl o tym dlaczego on to zrobił. Czy były jakieś sygnały że nie podoba mu się wasz związek i co on ma tobie do zarzucenia. Nie chodzi o to by teraz to naprawić i być ze sobą tylko wyciągnięcie wniosków i postanowień na przyszłość.
Fakt że kobiety (wg mnie w szczególności one) po takim związku już do końca życia mają jakiś dystans i ciągłą podejrzliwość zdrady przy każdym facecie jaki do nich chce się zbliżyć lub już zbliżył. To jest kolejna rzecz którą będziesz musiała w sobie wyleczyć jeśli kiedykolwiek chcesz być w szczęśliwym związku.
19 2017-03-20 17:59:20 Ostatnio edytowany przez 2rank (2017-03-20 18:02:38)
To Ty wyznaczasz granice. I ona. kochanka.
Mąż pozwoli sobie na tyle na ile będzie miał pewność, że mu ujdzie na sucho. I tak długo jak długo ta dziewczyna będzie w stanie tolerować jego drugie życie.
Mój mąż wybaczył. Myślisz, że jestem mu wdzięczna, że taki był wspaniałomyślny?
Dla mnie to wybaczanie to tolerowanie. Odbieram to tak, że właściwie jestem mu obojętna
i mogę to robić nadal, a on nie odejdzie.
Chyba macie racje.Musze pomyslec o sobie. Do tej pory wszystko podporzadkowywalam rodzinie, dzieciom. Cale moje zycie krazylo wokol tego ( zeby nie bylo pracuje tez zawodowo) Tylko jak teraz zaczac zyc wlasnym zyciem jak sie go praktycznie nie ma? Od czego zaczac? Maz twierdzi ze tamten zwiazek jest teraz na etapie "znajoma z pracy", chociaz ja mysle ze to cos wiecej. Chcialam odejsc ale mnie przekonal ze nia sie tylko zauroczyl a tak naprawde kocha mnie. Na razie raczej sie z nia nie spotyka z racji sporej odleglosci ale codziennie sie kontaktuja ze soba. Mysle ze jej wkrotce przestanie to wystarczac i bedzie go chciala miec tylko dla siebie, slowem postawi go pod sciana. Ciekawa jestem co on wtedy zrobi
Nie zawsze kochankowie chcą więcej. Czasem chodzi właśnie o taki układ. On jest dla niej artakcyjny dopóki nie musi prać jego majtek. Po co jej partner, który robi takie numery? Dla którego rodzina, obietnice, lojalność są niczym. To nie jest mężczyzna z którym cyce się budować przyszłość. Ja wiem, że to wszystko jest okropne, ale tak wygląda prawda. Ty musisz z nim być z różnych powodów, kochanka nie musi i wątpie żeby chciała z nim żyć na poważnie. No chyba, że facet ma kupę forsy a ona jest wyrachowana.
22 2017-03-24 13:43:32 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-03-24 13:47:33)
Nie zawsze kochankowie chcą więcej. Czasem chodzi właśnie o taki układ. On jest dla niej artakcyjny dopóki nie musi prać jego majtek. Po co jej partner, który robi takie numery? Dla którego rodzina, obietnice, lojalność są niczym. To nie jest mężczyzna z którym cyce się budować przyszłość. Ja wiem, że to wszystko jest okropne, ale tak wygląda prawda. Ty musisz z nim być z różnych powodów, kochanka nie musi i wątpie żeby chciała z nim żyć na poważnie. No chyba, że facet ma kupę forsy a ona jest wyrachowana.
2rank, to mega smutne, co piszesz
Oznacza to, że życie takiej osoby takie, jakie jest, zwyczajne, z oddanym partnerem u boku to było za mało. Albo jakby potrzebowała więcej doznań, mocniejszych emocji, żeby czuć, że żyje. Albo jakby potrzebowała w ramach realizacji strategii kompensacyjnej dla swojego niskiego poczucia wartości, zrobić coś, żeby poczuć się bardziej atrakcyjnym, bardziej pożądanym. Tragiczne. Bo sama jest nieszczęśliwa i jeszcze unieszczęśliwia ludzi obok siebie. Czy ty jesteś taką osobą? Czy ty tak czujesz? Potrzebujesz dodatkowych emocji i doznań?
23 2017-03-24 16:33:20 Ostatnio edytowany przez 2rank (2017-03-24 16:37:41)
jestem po prostu złym człowiekiem
myślę, że mój kochanek też
szkoda na to psychoanalizy i tłumaczenia, że może rodzice za mało nas przytulali... jesteśmy dorośli, wiedzieliśmy, że robimy źle od pierwszego spotkania, to była pierwsza rzecz o jakiej rozmawialiśmy, jakie jest ryzyko, że to się kiedyś wyda, jaka jest stawka i jakie konsekwencje...
a mimo to brnęliśmy w to dalej w pełni świadomi
to bez znaczenia dlaczego jest się złym człowiekiem
czy byłam nieszczęśliwa zanim on się pojawil? z całą pewnością nie
nieszczesliwa jestem teraz kiedy brak mi jego obecnosci
źli ludzie też czasem kochają ![]()
24 2017-03-24 17:05:35 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-03-24 17:05:56)
![]()
jestem po prostu złym człowiekiem
myślę, że mój kochanek teższkoda na to psychoanalizy i tłumaczenia, że może rodzice za mało nas przytulali... jesteśmy dorośli, wiedzieliśmy, że robimy źle od pierwszego spotkania, to była pierwsza rzecz o jakiej rozmawialiśmy, jakie jest ryzyko, że to się kiedyś wyda, jaka jest stawka i jakie konsekwencje...
a mimo to brnęliśmy w to dalej w pełni świadomi
to bez znaczenia dlaczego jest się złym człowiekiemczy byłam nieszczęśliwa zanim on się pojawil? z całą pewnością nie
nieszczesliwa jestem teraz kiedy brak mi jego obecnosci
źli ludzie też czasem kochają
Czy ludzie są z natury dobrzy czy źli to odwieczne pytanie, na które każdy ma swoją odpowiedź, więc po co wartościować i oceniać. Chyba że tobie odpowiada taki dwuwymiarowy model człowieka. Mnie pasuje bardziej przekonanie, że ludzie są wielowymiarowi, czasem dobrzy, czasem źli, ale to nie jest jednoznaczne. Na pewno są tacy, którzy posiadają zdolność do refleksji i z niej korzystają (bądź nie) i tacy, którzy nie dysponują takim zasobem. Mniejsza z tym ![]()
Piszesz, że jesteście dorośli i od pierwszego spotkania wiedzieliście, w co się pakujecie. Na poziomie racjonalnym pewnie tak. Fajnie, że to widzisz, bo oznacza, że "myślisz" a z tym tu różnie bywa
Tym chętniej zamieniłabym z tobą kilka słów.
Mnie interesuje aspekt emocjonalny. Bo jasne dla mnie jest, że to emocje pchały ciebie w układ, który na poziomie racjonalnych racji był bez sensu, bez przyszłości i raniący dla kogoś ważnego w twoim życiu.
Może nie byłaś nieszczęśliwa zanim on się pojawił, ale raczej się nie pomylę, gdy stwierdzę, że na pewno nie byłaś szczęśliwa? A teraz jesteś nieszczęśliwa... Zatem jeśli mogłabyś się zastanowić i odpowiedzieć, czego szukałaś na poziomie emocjonalnym, czy konkretnej emocji, czy w ogóle emocji, będę ci wdzięczna.
![]()
jestem po prostu złym człowiekiem
myślę, że mój kochanek teższkoda na to psychoanalizy i tłumaczenia, że może rodzice za mało nas przytulali... jesteśmy dorośli, wiedzieliśmy, że robimy źle od pierwszego spotkania, to była pierwsza rzecz o jakiej rozmawialiśmy, jakie jest ryzyko, że to się kiedyś wyda, jaka jest stawka i jakie konsekwencje...
a mimo to brnęliśmy w to dalej w pełni świadomi
to bez znaczenia dlaczego jest się złym człowiekiemczy byłam nieszczęśliwa zanim on się pojawil? z całą pewnością nie
nieszczesliwa jestem teraz kiedy brak mi jego obecnosci
źli ludzie też czasem kochają
Nie jesteś zła, nie pochlebiaj sobie
) Po prostu niedowartościowana jesteś i szukasz tego w innych, zamiast w sobie. Obecny Twój kochanek nadaje się zapewne, do czasu gdy ktoś nie da mu więcej. Dlaczego nie zostawisz męża/partnera- bo się boisz że kochanek nie wystarczy do poczucia bezpieczeństwa?
Do autorki:
Współczuję serdecznie. W życiu mojego męża też pojawiła się taka przyjaciółka od serca.Zbiegło się to w czasie z innymi wydarzeniami w naszym życiu, więc jej na początku nie zauważyłam... Jak zaczęłam reagować gwałtownie i chciałam namieszać w jej życiu tak jak ona w moim, zniknęła z życia mojego męża- ale nasze małżenstwo jest w ruinie. Chociaż uważam ją za OBJAW a nie przyczynę i nad tym się zastanów... Co nie oznacza, że masz szukać winy w sobie, ale coś nie zagrało- skoro masz ją na głowie...Coś jak czyrak, nieprędko znika.. Mąż jest w amoku, wciska Ci takie kity z pełnym przekonaniem o swoich prawach do takiego zachowania. Będzie trudno, ale dla siebie osobiście też coś z tego wyniesiesz..
to bez znaczenia dlaczego jest się złym człowiekiem
I z tym się nie zgodzę, nie znoszę takiego rozmemłania typu : jestem taki bo taki jestem ![]()
źli ludzie też czasem kochają
Bezmyślnie i bezrefleksyjnie przede wszystkim
bo analizowanie między sobą : zła jestem i zły jestem niby czemu służy ? - utwierdzeniu że trafił swój na swego chyba
A w zapasie trzymać wybaczającego - niech sie męczy ze mną dalej... bo chce ... brrr...
A gdzie tu miłość - co sie zwie MIŁOŚĆ - żałosne
27 2017-03-24 22:32:03 Ostatnio edytowany przez 2rank (2017-03-24 22:53:13)
Summerka, tak u źródła pierwszą emocją jaką pamiętam była złość na nią, na jego żonę... nie litość nad nim, tylko wściekłość na bezkarność tego znęcania się nad nim (to było intuicyjne, bo on przyznał się dużo później) w każdym razie powodowała mną jakaś głupia chęć odwetu na niej (ja to potem analizowałam czy to może nie była nienawiść do wszystkich kobiet, a może do mnie samej, ale to wszystko nieważne bo nie zmienia to faktu bycia złym człowiekiem, okazało się, że gorszym niż ta którą chciałam ukarać) hm... zmusiłaś mnie do szczerości na forum... to moje najciemniejsze zakamarki
nawet jemu nie powiedziałam
każdy dorosły jest świadomy co jest dobre, a co złe
dlatego nie rozpaczajcie po stracie kogoś takiego, bo to szczęście uwolnić się od złego człowieka
mam nadzieję, że autorka też kiedyś doceni fakt pozbycia się kogoś kto stratował ją zamiast chronić i kochać
Ela, nie wiem czy kochanek byłby wystarczający
wszystko można sobie wmówić żeby nie zwariować, problem kochanków polega na tym, że wydaje im się, że bez siebie nie mogą żyć, a razem nie bardzo chcą
, bo za dobrze poznali swoją ciemną stronę
mówi się, że to płytkie relacje, ale ja się z tym nie zgadzam
poczucie bezpieczeństwa? z nikim nie można go mieć, to forum jest nsjlepszym tego świadectwem... nie ufaj nikomu
Random dla mnie największym nieszczęściem jest to, że to właśnie ona, ta co się zowie
...z takiego bagna, kto by pomyślał
Random dla mnie największym nieszczęściem jest to, że to właśnie ona, ta co się zowie
...z takiego bagna, kto by pomyślał
![]()
Hm, ja bym pomyślała - ale obowiałabym sie górnolotnych wrażeń w takim przypadku choć coś na rzeczy może byc, ale też pomyślałabym o innych...
29 2017-03-24 23:54:38 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-03-25 00:05:43)
Ela, nie wiem czy kochanek byłby wystarczający
wszystko można sobie wmówić żeby nie zwariować, problem kochanków polega na tym, że wydaje im się, że bez siebie nie mogą żyć, a razem nie bardzo chcą
, bo za dobrze poznali swoją ciemną stronę
mówi się, że to płytkie relacje, ale ja się z tym nie zgadzam
poczucie bezpieczeństwa? z nikim nie można go mieć, to forum jest nsjlepszym tego świadectwem... nie ufaj nikomu
To nie jest płytka relacja nigdy- tylko taka ograniczona do czegoś... czego potrzebujemy.. Złość na żonę zrozumiała- powinna go odrzucić, tego podświadomie oczekuje kochanka, nawet jak się nie przyzna. W takiej relacji obnażamy ciemną stronę swoją i żonatego wybranka, to się zgadza- odejście jego od żony lub odepchnięcie go przez nią dałoby jakiś sens.. a często nie daje. Pokazuje brudną stronę męża żonie- nie chciała tego oglądać, a będzie musiała.. To żona rozdaje karty tak naprawdę w większości przypadków.. Dlaczego to robią sobie mężczyźni? poczuć że mogą bardziej panować nad swoim życiem niż mogą- kiedyś ich ograniczano, pokazywano jak mało znaczą- odbijaja sobie??? nie wiem. Coś przełamać odrzucić ograniczenia. Dlaczego atrakcyjne, wolne kobiety robią to sobie?- bo za coś z przeszłości chcą się odegrać? zazdrość o coś czego nie miały? myślą, że nie zasługują na nic więcej, tylko na tę głupią satysfakcję z zemsty?? za to, że nie dostały tego czego pragnęły kiedyś..
30 2017-03-25 00:49:39 Ostatnio edytowany przez 2rank (2017-03-25 00:50:14)
Ela u mnie złość na żonę była na początku znajomości. Była przyczyną nawiązania z nim relacji. Ja byłam swiadkiem tego jak ona go traktowała. Nawet go nie lubiłam, ale to jak się nad nim znęcała (bo inaczej tego nazwać nie można) powodowało moją złość.
Teraz myślę o niej w innych kategoriach. Raczej jak o towarzyszce niedoli ![]()
Ela u mnie złość na żonę była na początku znajomości. Była przyczyną nawiązania z nim relacji. Ja byłam swiadkiem tego jak ona go traktowała. Nawet go nie lubiłam, ale to jak się nad nim znęcała (bo inaczej tego nazwać nie można) powodowało moją złość.
Teraz myślę o niej w innych kategoriach. Raczej jak o towarzyszce niedoli
Hmmm... Jesteś ręką sprawiedliwości, czy jak? Tobie się jednak przyda psychoanaliza....
Hmmm... Jesteś ręką sprawiedliwości, czy jak? Tobie się jednak przyda psychoanaliza....
Jestem tylko złym człowiekiem.
Tak jak pisałam wyżej.
Ani mnie ani kochanka nic nie usprawiedliwi. Nawet ew. brak miłości rodziców, ani niska samoocena, ani to, że byliśmy nieszczęśliwi.
Ludzie zdradzają, bo chcą. Bo nie liczą się z innymi.
Dywagacje na temat przyczyn mogą przynieść ulgę zdradzonym, ale nie zmienią faktów. ![]()
33 2017-03-25 11:51:22 Ostatnio edytowany przez random.further (2017-03-25 11:51:55)
Ela210 napisał/a:Hmmm... Jesteś ręką sprawiedliwości, czy jak? Tobie się jednak przyda psychoanaliza....
Jestem tylko złym człowiekiem.
Tak jak pisałam wyżej.
Ani mnie ani kochanka nic nie usprawiedliwi. Nawet ew. brak miłości rodziców, ani niska samoocena, ani to, że byliśmy nieszczęśliwi.
Ludzie zdradzają, bo chcą. Bo nie liczą się z innymi.
Dywagacje na temat przyczyn mogą przynieść ulgę zdradzonym, ale nie zmienią faktów.
Niech se troche zdradzający podywaguje i się przywiąże do kaloryfera jak szuka ciepła w taki sposób - przyniesie ulge i sobie i innym - pozostajac w jednym miejscu fizycznie i mentalnie...
Byłoby idealnie.
Ale życie jest życie.
Byłoby idealnie.
Ale życie jest życie.
A pewnie, pewnie...
Życiowo trzeba podejść i wziąć się za siebie...
2rank napisał/a:Byłoby idealnie.
Ale życie jest życie.A pewnie, pewnie...
Życiowo trzeba podejść i wziąć się za siebie...
Dlaczego?
Skoro za złe rzeczy nie spotyka zdradzacza kara?
To zdradzeni wyznaczają granice.
random.further napisał/a:2rank napisał/a:Byłoby idealnie.
Ale życie jest życie.A pewnie, pewnie...
Życiowo trzeba podejść i wziąć się za siebie...Dlaczego?
Skoro za złe rzeczy nie spotyka zdradzacza kara?To zdradzeni wyznaczają granice.
Sama sobie wyznacz swoje granice, tyle, że lepiej - idź na terapie.
Nikt nie myśli Cie usprawiedliwiać, nie po to jest analiza. Chodzi o Ciebie, byś robiła coś świadomie, dla siebie, a nie sobie czy innym na złość
Terapia nie leczy. Terapia przynosi ulgę "pacjentowi".
To kolejna nagroda za złe postępki.
Naprawdę powinnam sobie sprawić jeszcze więcej przyjemności? Kolejne pozytywne wzmocnienie?
Nie ma żadnych naukowych dowodów potwierdzających skuteczność terapii w kierunku trwałej zmiany postawy (szczególnie jeśli chodzi o psychopatów;)). Terapia to działania "paliatywne".
Terapia nie leczy. Terapia przynosi ulgę "pacjentowi".
To kolejna nagroda za złe postępki.
Naprawdę powinnam sobie sprawić jeszcze więcej przyjemności? Kolejne pozytywne wzmocnienie?
Nie ma żadnych naukowych dowodów potwierdzających skuteczność terapii w kierunku trwałej zmiany postawy (szczególnie jeśli chodzi o psychopatów;)). Terapia to działania "paliatywne".
Ale tam, przyjemność... ![]()
Ale tam, nagroda ... ![]()
Toż terapia to kwintesencja : pokochaj sam siebie, jak ci sie uda z psychopatką - ależ ci wynagrodzi i dogodzi ![]()
A na deser :
Kup se koszulkę z napisem - jestem psychopatką i niemową i siedź pod kaloryferem ![]()
Kup se koszulkę z napisem - jestem psychopatką i niemową i siedź pod kaloryferem
to może już lepiej egzorcyzmy? ![]()
42 2017-03-25 17:48:57 Ostatnio edytowany przez random.further (2017-03-25 18:01:42)
random.further napisał/a:Kup se koszulkę z napisem - jestem psychopatką i niemową i siedź pod kaloryferem
to może już lepiej egzorcyzmy?
Nie
tak jak napisałam powyżej, to jest dobry scenariusz ![]()
43 2017-03-26 16:25:39 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-03-26 16:26:13)
Summerka, tak u źródła pierwszą emocją jaką pamiętam była złość na nią, na jego żonę... nie litość nad nim, tylko wściekłość na bezkarność tego znęcania się nad nim (to było intuicyjne, bo on przyznał się dużo później) w każdym razie powodowała mną jakaś głupia chęć odwetu na niej (ja to potem analizowałam czy to może nie była nienawiść do wszystkich kobiet, a może do mnie samej, ale to wszystko nieważne bo nie zmienia to faktu bycia złym człowiekiem, okazało się, że gorszym niż ta którą chciałam ukarać) hm... zmusiłaś mnie do szczerości na forum... to moje najciemniejsze zakamarki
nawet jemu nie powiedziałam
każdy dorosły jest świadomy co jest dobre, a co złe
dlatego nie rozpaczajcie po stracie kogoś takiego, bo to szczęście uwolnić się od złego człowieka
mam nadzieję, że autorka też kiedyś doceni fakt pozbycia się kogoś kto stratował ją zamiast chronić i kochać
Nie chciałam zmuszać cię do czegokolwiek ![]()
Przyznaję, że twoje "wspomnienia" są dla mnie dość zaskakujące.
Sama przyznasz, że wyjaśnianie swojej zdrady tym, że chciało się "ukarać" żonę kochanka za niewłaściwe jego traktowanie jest oryginalne. Okazuje się, że emocjonalne "przyczyny" zdrady były niezależne od ciebie, ale od intuicyjnie odbieranego przez ciebie zachowania żony kochanka. Hm...
Twoje podsumowanie też jest znamienne, tzn. jestem złym człowiekiem, mój kochanek jest złym człowiekiem i TO wszystko wyjaśnia. Nie musisz nic robić. Bo co? Bo nie warto? Bo to nie ma sensu? Bo to będzie bezskuteczne? Czy dlatego, że lepiej tak o sobie myśleć. Nie trzeba podejmować wysiłku, przełamywać własnych oporów?
Doszukuje sie w tych wszystkich tematach o zdradzie pewnego schematu. Facet ma na boku mloda atrakcyjna kochanke a zona mu pierze, sprzata gotuje i wychowuje dzieci. No ekstra, od czasu do czasu to i z zona sie przespi dla swietego spokoju. Ale taki facet sie nigdy nie zmienia bo jemu tak wygodnie, chocby zareczal ze kocha zone jest z nimi to przy pierwszej najbliszej okazji zrobi skok w bok, bo co do tej pory mu sie udawalo to i teraz wszystko bedzie ok. Tak dzialaja mezczyzni. True story niestety.
Doszukuje sie w tych wszystkich tematach o zdradzie pewnego schematu. Facet ma na boku mloda atrakcyjna kochanke a zona mu pierze, sprzata gotuje i wychowuje dzieci. No ekstra, od czasu do czasu to i z zona sie przespi dla swietego spokoju. Ale taki facet sie nigdy nie zmienia bo jemu tak wygodnie, chocby zareczal ze kocha zone jest z nimi to przy pierwszej najbliszej okazji zrobi skok w bok, bo co do tej pory mu sie udawalo to i teraz wszystko bedzie ok. Tak dzialaja mezczyzni. True story niestety.
Łał! Jakie to odkrywcze ![]()