Wczoraj zerwałam z partnerem. Wiadomością sms. Źe chce zakończyć związek chce się rozstać bo ten związek ma na mnie destrukcyjny wpływ. Ciągle bylo coś nie tak. Ciągle miał jakieś pretensje czepiał sie byle szczególu. Niby sie spotykaliśmy niby kochał a wypominal wciąż przeszłość. Opisywalam swój post tu https://forum.abczdrowie.pl/forum-psych … -co-robic. Postanowiłam zerwac bo związek musi polegać na zaufaniu to jest element kluczowy na dluzsza metę zameczylby mnie swoimi podejrzeniami. Wielokrotnie zapewniałam ze kocham ze nie ma innego : a on "masz kogoś masz kogoś", dlaczego nie odbieralas przez godzinę, pewnie spotkalas się z kimś,dlaczego mnie ignorujesz. To były wg mnie pytania na granicy absurdu, padały bezpodstawne oskarżenia, wyrzuty, wypominal mi różne sprawy nie delikatnie a w sposób ostry pozbawial mnie tym dobrego nastroju na długie dnie i wywoływał smutek. Przykladowo caly dzien pieknie spedzony a on pozniej telefon ze ma dziwne przeczucia ze cos w moim zachowaniu budzilo jego watpliwosci i wprowadzalo niepokoj.Wczoraj wieczorem przyjechał. Wyjaśnilismy sobie wiele rzeczy. Głównie to on mnie oskarżał ze we mnie jest wina. Ze on oczekiwał ze przyjmę go z herbata i ciastem. Ze drzwi były zamknięte na jego przyjazd? O 21 to normalne że ludzie się zamykają. I nie będzie się dopraszal o normalne traktowanie. Wyciągał jakieś rzeczy z przeszłości, że się przyjazniłam z tym tym i tym facetem, że robiłam mu uszczypliwe uwagi w towarzystwie które go bolały. Tak jakby zrzucanie na takie blahostki. Nie szukal drogi porozumienia tylko rzeczy ktore mogly poroznic nasz.Pożegnaliśmy się z podaniem ręki. Kazał skasować jego numer. W niedziele jeszcze bylo super kocham kocham. Niestety ale nie moglam zniesc jego braku zaufania, tego czepiania się, ciągle patrzenie mi się na ręce, doszukiwaniu w moim zachowaniu zdrad i oszustw. Dręczenie podejrzeniami. To wykańczalo mnie psychicznie. Odjechał. Później sms mój telefon z jego strony i wniosek ze może damy sobie jedną szansę. Zaprosił na piątek. Ok. Dziś rano dzwoni zły chyba nie Przemyślal, mowi ze ma dość. Ze to jak go potraktowałam bardzo go boli, że nie da mi się zdominować, że nie będzie się dopraszal o normalne zachowanie. Kazał usunąć mój numer. Tak się skończyło. To boli. Jak uleczyc siebie i odzyskać równowagę ?
Nie rozumiem jak można mówić że się kocha planować różne rzeczy mówić że jestem najlepsza kobieta jaka miał do tej pory ze nie dorastały mi do pięt, robić dobre rzeczy pomagać interesować się mną, okazywac czule gesty, kwiaty walentynki spotaniały publicznie okazywac uczucia poświęcać się tak bardzo dawac swój wolny czas zapraszać na obiad planować obdarzac taka czułością i pokazywać serce a z drugiej strony zadawać ciosy dolowac a wiedział bo wielokrotnie mu tłumaczylam ze tymi oskarżeniami o zdradę sugerowaniu ze kłamie wmawia mi nieuczciwosci robi Mi przykrość krzywdzi
Ale jak niby go potraktowałaś? Miałaś czelnośc się bronić i zachowywać jak normalny człowiek? No to rzeczywiście za to powinnaś przepraszać.
Ostatnie zdanie mówi wiele "robi mi przykrość, krzywdzi". Czy mówiłaś mu to? Że to cię boli, że sobie tego nie życzysz, i jak nie przestanie, to nie widzisz przyszłości dla tego związku, ponieważ nie chcesz być z kimś, kto ci nie ufa, kto ci wmawia zdrady, nie słucha co mówisz, oskarża, ma wiele pretensji i nie dąży do porozumienia, tylko wyładowuje na tobie swoją frustrację?
To musiało być bardzo męczące. Ciągle niezadowolenie z jego strony , ciągle wyrzuty. Nie wiem , sama długo bym czegoś takiego nie wytrzymała. Z pewnością kontaktu szukał jeszcze będzie
Ale jak niby go potraktowałaś? Miałaś czelnośc się bronić i zachowywać jak normalny człowiek? No to rzeczywiście za to powinnaś przepraszać.
Ostatnie zdanie mówi wiele "robi mi przykrość, krzywdzi". Czy mówiłaś mu to? Że to cię boli, że sobie tego nie życzysz, i jak nie przestanie, to nie widzisz przyszłości dla tego związku, ponieważ nie chcesz być z kimś, kto ci nie ufa, kto ci wmawia zdrady, nie słucha co mówisz, oskarża, ma wiele pretensji i nie dąży do porozumienia, tylko wyładowuje na tobie swoją frustrację?
Ależ oczywiście. Generalnie mieliśmy za sobą już jedno zerwanie na miesiąc. Zrobił to bo chyba czuł się niedoceniany przeze mnie ale czemu o tym głośno nie mówił czego oczekuje. Ogólnie jestem zdania źe o problemach trzeba mówić głośno. Jeśli ludziom na sobie zalezy, to starają się mówić wprost jakie zachowania ich irytują co im nie odpowiada w partnerze i żądać zmiany. On wypominal mi ze w okresie naszej przerwy ze miałam z kimś iść na sylwestra zaczął insynuowac do czego tam mogło dojsc i snul różne przypuszczenia. Wytłumaczyłam mu jak wszystko wyglądało ze poszłam tam ze znajomymi tylko z nikim do niczego nie doszlo. On mówił ze nie poszedł na sylwka bo czulby się jak na stypie. No ok. Było minęło. Omowilismy problem ale on i tak do tego wracał, rozdrapywal. Mówi, zaczniemy z nową karta. Jak można tak, skoro on ciągle się cofa, wymyśla dodatkowo jakieś historie, przypomina jakas sytuacje sprzed kilku miesięcy ze go tym zranilam,dlaczego nie mówił od razu ze jest to irytujące, konta na profilach randkowych owszem miałam ale pokasowalam-on dalej drążył temat. Był dla mnie pierwszym partnerem seksualnym ja dla nirgo nie. Wmawia mi ze byli faceci przede mna. Ja chciałam zawalczyć o ten związek. Wielokrotnie z nim rozmawiałam, że się myli. Nie ma racji. Jeśli coś budzilo jego niepokój starałam się go uspokoic. Zakończyłam wszelkie znajomości z kolegami. Rzeczy które budziły w nim niepokoj starałam se wyeliminować. Jednocześnie tłumaczylam mu ze boli mnie jego zachowanie. Komunikowalam mu ze sprawia mi przykrość. Zadam zmiany. Obiecywał ze będzie się starał mi ufac i nie robić takich sytuacji. No niestety. Sytuacja się powtarzała. Nic do niego nie trafialo. Mówie: to było minęło czasu nie cofniesz a on zamiast wyciągnąć konstruktywne wnioski odpowiadal: ale stało się; było i jak mam o tym zapomnieć, nir można na takie rzeczy machnac ręką
Ale o chodzi , bo nie bardzo rozumiem? O tego Sylwestra, że poszłaś z kolegą? A inne sytuacje, to jakie?
Próbuję zrozumieć, czy dałaś mu powody do zazdrości, czy on po prostu jest zazdrosnikiem. Bo jeśli tak, to ja bym od niego zwiewala jak najszybciej.
Dlaczego zakonczylas znajomości z kolegami?
Zerwalam znajomości z kolegami bo zależało mi aby facet z ktorym byłam czuł się komfortowo nie zagrozony
Podrywalas tych kolegów? Nie miałaś przez nich czasu dla swojego chłopaka? Dzwonilas do nich, pisałaś bez przerwy?
Podrywalas tych kolegów? Nie miałaś przez nich czasu dla swojego chłopaka? Dzwonilas do nich, pisałaś bez przerwy?
Nie . To byli znajomi z którymi nigdy nic nie było. Koledzy kumple . Z resztą wielokrotnie mu tłumaczylam.miałam siedzieć w sylwka sama ì zamulac?
Powtarzam: trafiłaś na zazdrosnika. Uciekaj od niego. W normalnych związkach nikt nie kończy wszystkich znajomości, tylko dlatego, że wszedł w związek.
To jest naturalne, że żyjemy wśród ludzi i ich potrzebujemy wokół siebie. Z koleżankami też Ci zabraniał się spotykać?
Pierw jest chora zazdrość i zaborczość (tak jak w jego przypadku), później znęcanie psychiczne - "zdradzasz mnie na pewno, to twoja wina!" i izolacja od znajomych, przyjaciół, rodziny. A na końcu, jeśli już będziesz na dnie i zaczniesz się buntować, znęcanie fizyczne.
Chcesz takiego związku, takiego życia?
Monoceros napisał/a:Ale jak niby go potraktowałaś? Miałaś czelnośc się bronić i zachowywać jak normalny człowiek? No to rzeczywiście za to powinnaś przepraszać.
Ostatnie zdanie mówi wiele "robi mi przykrość, krzywdzi". Czy mówiłaś mu to? Że to cię boli, że sobie tego nie życzysz, i jak nie przestanie, to nie widzisz przyszłości dla tego związku, ponieważ nie chcesz być z kimś, kto ci nie ufa, kto ci wmawia zdrady, nie słucha co mówisz, oskarża, ma wiele pretensji i nie dąży do porozumienia, tylko wyładowuje na tobie swoją frustrację?
Ależ oczywiście.
Jeśli dobrze zrozumiałam, to powiedziałaś mu jasno, że te oskarżenia itd. cię bolą, więc oczekujesz, że przestanie, a jeśli nie to nie widzisz przyszłości dla tego związku. On nie przestał. A ty nie wyciągnęłaś konsekwencji, więc widocznie takie zachowanie jest akceptowalne, skoro na nie reagujesz przyzwoleniem (mówisz, że nie akceptujesz tego, ale nadal z nim jesteś, no to albo ci to odpowiada albo nie?). Pozwalasz mu na to, żeby cię krzywdził, mówisz, żeby przestał, bo inaczej koniec, on to dalej robi, a koniec nie następuje. To jasny sygnał, że nie mówisz poważnie, że cię to "aż tak" nie boli.
Dobra, to jaki powinien być twój kolejny krok? Dla mnie jest oczywisty.
patata15 napisał/a:Monoceros napisał/a:Ale jak niby go potraktowałaś? Miałaś czelnośc się bronić i zachowywać jak normalny człowiek? No to rzeczywiście za to powinnaś przepraszać.
Ostatnie zdanie mówi wiele "robi mi przykrość, krzywdzi". Czy mówiłaś mu to? Że to cię boli, że sobie tego nie życzysz, i jak nie przestanie, to nie widzisz przyszłości dla tego związku, ponieważ nie chcesz być z kimś, kto ci nie ufa, kto ci wmawia zdrady, nie słucha co mówisz, oskarża, ma wiele pretensji i nie dąży do porozumienia, tylko wyładowuje na tobie swoją frustrację?
Ależ oczywiście.
Jeśli dobrze zrozumiałam, to powiedziałaś mu jasno, że te oskarżenia itd. cię bolą, więc oczekujesz, że przestanie, a jeśli nie to nie widzisz przyszłości dla tego związku. On nie przestał. A ty nie wyciągnęłaś konsekwencji, więc widocznie takie zachowanie jest akceptowalne, skoro na nie reagujesz przyzwoleniem (mówisz, że nie akceptujesz tego, ale nadal z nim jesteś, no to albo ci to odpowiada albo nie?). Pozwalasz mu na to, żeby cię krzywdził, mówisz, żeby przestał, bo inaczej koniec, on to dalej robi, a koniec nie następuje. To jasny sygnał, że nie mówisz poważnie, że cię to "aż tak" nie boli.
Dobra, to jaki powinien być twój kolejny krok? Dla mnie jest oczywisty.
Ależ wyciągnęłam odpowiednie wnioski. Przecież idea rozstania wynikla z mojej strony ale to nie zmienia faktu że jest to ciężkie doświadczenie dla mnie . Tak mam nadzieje a nawet czuje ze czas uleczy rany. Jednak bardzo mi ciezko. To był mój 1.facet, 1.milosc, przeżyłam z nim wszystko co pierwsze, pierwszy pocałunek, pieszczoty, seks, wizyty u rodziców moich i jego... darzylam go duzym sentymentem. Nie jest mi łatwo. Twierdził że kocha, powiem szczerze że czułam to, ale zniszczył uczucie swoimi ciaglymi podejrzeniami, zaborczościa, chora zazdrością. Proponowalam delikatnie wizyte u psychologa. Wtedy złościl się. Dziwi mnie ze tyle przegadanych nocy, tyle wielogodzinnych rozmów, tyle czułych gestów i nie mógł mnie zrozumieć.
Zrobiłaś to, co jest dobre dla Ciebie. Czy naprawdę potrzebujesz kogoś takiego w życiu? Myślę, a nawet jestem pewna, że zasługujesz na kogoś, kto będzie CHCIAŁ (nie "potrafił", tylko chciał) cię zrozumieć, dla kogo będziesz na tyle ważna, żeby wziął pod uwagę twoje zdanie, twoje uczucia.
Sentyment pozostanie. Jakieś uczucia zawsze wobec niego będziesz miała - masz mnóstwo wspomnień z nim, pierwsze razy, wiele dobrych chwil, przegadanych nocy. To twoje kolejne doświadczenie w życiu. Każda zakończona relacja jakoś odbija się na nas - niektórzy przeżywają to jak żałobę, inni mówią "dziękuję za te piękne chwile, wspaniałe wspomnienia, niezliczone dobre momenty, pozostaniesz w mojej pamięci na zawsze; życzę ci wszystkiego co dobre na dalszej drodze, i żegnam cię".
Ten człowiek się nie zmieni. Zapomnij o tym że zmieni to zachowanie dla ciebie i specjalnie musze to podkreślić. Nie łudź się że tak będzie, zmienić on się nie zmieni.
Rozstania, powroty, rozstania, powroty....wszystko okraszone jego wyrzutami zazdrości i jego nie pewności twoich uczuć do niego. Tak to wygląda.
Z tej mąki chleba nie będzie.
Żal i smutek jest normalną reakcją z Twojej strony. Czas leczy rany a co z oczu to z serca... przeżyjesz... od tego się nie umiera ![]()
Rozumiem, że przeżywasz teraz trudne chwile, ale za jakiś czas uznasz, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłaś podjąć i będziesz z siebie dumna.
Czas jest Twoim sprzymierzeńcem i pozwól mu działać. Jeśli zatesknisz, to przypomnij sobie , jak Cię ranił, jak Cię traktował . Zrób sobie listę jego wad i w chwilach słabości czytaj ją. To naprawdę pomaga. Co jeszcze? Skup się na sobie. Sprawiaj sobie drobne przyjemności, rozpieszczaj się, zadbaj o siebie ![]()
To tak bardzo boli. Bywa roznie. Ogólnie chodzę do pracy, jakoś normalnie funkcjonuje, choć jestem smutna, przygaszona,nie mam energii, nie wysypiam sie, towarzyszą mi bole brzucha i mdlosci, nie mogę jesc. Ciągle myślę o nim. Przede wszystkim o tych dobrych chwilach. Czasem zastanawiam się czy nie odezwie się nie przeprosi, może obieca poprawę i sprobujemy na nowo. Ile to jeszcze może potrwać ?
To zależy od Ciebie, jak pozwolisz temu uczuciu umrzeć czy będziesz je sztucznie podtrzymywać przy życiu. Rozpamiętywanie, ciągłe myślenie o nim, patrzenie tylko na te miłe chwile a bagatelizowanie tych złych, czekanie na jego sygnał, na przeproszenie... - to nie jest droga to skończenia relacji.
W odkochaniu się trzeba sobie pomóc, a nie czekać biernie, aż samo minie. Nie pozwól sobie na myślenie o nim, pojawi się tęsknota zbombarduj ją przykrym doświadczeniem. To naprawdę działa.
Myśl o tym, że siebie kochasz bardziej od niego.
Wyobraź sobie , jak chciałabyś się czuć w związku i przypominaj sobie , jak się czułaś z nim.
Nie można się bezwolnie poddać uczuciu, jeśli ono nie dla nas dobre.
Kiedyś też byłam z zazdrosnikiem i mimo iż minęło wiele lat od rozstania to jestem w stanie sobie przypomnieć, że czułam się w tym związku , jak w więzieniu. Pamiętam , jakie to było straszne uczucie , ten bezpodstawny brak zaufania, wieczne czepianie się, bo powiedziałam ,, cześć" sąsiadowi. Awantura, bo poszłam z koleżanką na piwo.
Był moja pierwsza miłością. Nasza historia ciągnie się od 2013 roku. Z dluzsza przerwa. Jednak w sercu mam go od czerwca 2013. Nieprzerwanie. Pierwszy pocałunek, pierwsze pieszczoty, dotyk,pierwszy seks. Zawsze marzyłam aby ten pierwszy był ostatnim. Oddalam mu co miałam najcenniejszego. Stracilam z nim dziewictwo. Myślę że ten fakt sprawia że cierpię bardziej. Jak przestac myśleć kategoriami ze oddalam coś facetowi i juz nigdy żaden nie będzie miał mnie takiej jak on. Jak nie myśleć ze dziewictwo jest najważniejsze i nie ono świadczy o wartości ? Chcialabym uwierzyć że jestem w stanie dać facetowi naprawdę dużo być kochająca kobieta matka żona ?
serio najcenniejsza a Tobie była błona między nogami?
nie ma nic innego cennego?
siebie traktujesz w taki sposob, to i inni traktują Ciebie w taki sam sposób.
sposób myślenia też jest ważny. skoro on zabrał to, co w Tobie najcenniejsze, to co z Ciebie zostało?
A Ty ciągle swoje.... Pierwsza miłość, pierwszy chłopak, pierwszy pocałunek, pierwszy raz. Nie chcesz o nim zapomnieć....
Skoro dziewictwo jest dla Ciebie takie ważne, to dlaczego nie czekałas do ślubu?
Nie rozumiem, skoro nie jesteś dziewicą, to nie możesz być w przyszłości kochającą żoną, matką???? Dlaczego??????
I stalo się.. odezwał się po 8 dniach od rozstania. Z przypomnieniem żebym oddala mu jego rzecz bo jest mu potrzebna a ja chyba o niej zapomniałam...:-/
24 2017-03-26 11:52:27 Ostatnio edytowany przez Pirx (2017-03-26 11:56:23)
Milcz!
Nie odpowiadaj, wyślij kurierem lub pocztą.
Ale unikaj tego człowieka!
Na razie jesteś zbyt wykończona nim aby spokojnie i otwarcie mu się przeciwstawić.
Dziewczyny dobrze Ci mówią... w pewnym momencie miałaś "czelność" powiedzieć że się nie zgadzasz na takie traktowanie.Wcześniej dałaś się (nieświadomie - nie biczuj się za to) odciąć od znajomych.Obarczał Cię tym że źle się czuje wiedząc że sprawia Ci przykrość?
Zazdrość lekka, nie jest zła.Ale ta w której twój partner/partnerka wmawia Ci intencje ,przeszkadza mu zainteresowanie Tobą przez innych - to już poważny temat. Sam odczułem to na własnej skórze. Powodem do zazdrości i 'badania' mnie oraz sugerowania że faceci tak nawiązują romanse - była pomoc mojej koleżance w przeprowadzce.Lub to że kobieta z którą rozmawiałem uśmiechnęła się do mnie i rozmawialiśmy sympatycznie.
Wystarczyło podejrzenie że ona będzie chciała mnie uwieść ( w wyobraźni mojej ex) aby rozpętać rozmowę o tym i zepsuć jej nastrój. I że ja napewno ulegnę uwodzeniu.Bo pewnie to lubię. A czemu? Bo nie mam problemów w kontaktach z kobietami, i mam szerokie grono żeńskich znajomych.Gorzej...Ludzie mnie lubią.Włącznie z jej znajomymi,rodziną itp...
Znasz ten tok myślenia?
To co on robił , to przemycał Ci poczucie winy,manipulował tak abyś zastanawiała się czy dobrze robisz czy dajesz powody do zazdrości.Kiedy ulegałaś (podważałaś własne myśli i postawę)- wydawał się zadowolony i posuwał się dalej.Kiedy prostestowałaś i stawiałaś na swoim - stosowała przemoc psychiczną.Włącznie z podważaniem Twoich intencji.
Nie reaguj,nie wdawaj się w rozmowę.Wyślij tą rzecz pocztą/kurierem