Witajcie kobietki i nie tylko chociaż pewnie w większości. Dobrze jakby panowie też się wypowiedzieli. Nie daję już rady i muszę porozmawiać z kimś neutralnym. Tekst będzie trochę długi ale to i tak jest w skrócie.
Jestem z chłopakiem już 6 lat. Nie dawno mi się oświadczył. Zanim to nastąpiło kilka lat mieszkaliśmy u niego. I te 6 lat szczerze mówiąc nie wyglądało kolorowo. Zamieszkałam u niego ponieważ zaproponował mi to gdy miałam kłopoty z dojazdem do szkoły. Od niego było bliżej. Zapytaliśmy jego ojca, a on się zgodził, mówił że nie ma problemu. I tak już później zostało. Niby tak powiedział ale już po kilku dniach słyszałam krytykę na mój temat, że czemu jestem taka chuda czy jestem chora czy co.
Faktycznie byłam chora, ale mógł zapytać mnie wprost a nie przy całej jego rodzinie tak mówić. Jego ojciec jest rolnikiem. Z początku wydawał mi się kulturalnym gościem, bywał już za granicą, ale potem został na ojcowiźnie. Z dziadkiem mojego (ze swoim ojcem) nigdy nie miał dobrych relacji, pewnie dlatego, że spadło na niego całe gospodarstwo, z którego u nas nic nie ma. Ziemie są kiepskie a tylko trzeba się przy tym ciężko napracować. Nie wiem do dziś czy został na ojcowiźnie z konieczności czy z wyboru, ale relacji dobrych między nimi nie było, wiele razy słyszałam kłótnie.
Jego matki praktycznie nie było, bo siedziała za granicą. Ojciec był tutaj, mieszkaliśmy z nim, nie siedzą razem, matka przyjeżdża tylko w czasie letnich wakacji i na święta. Między jego rodzicami delikatnie mówiąc nie ma już uczucia. Ojciec mojego tż nam to powiedział, że już nic nie czuje. Nie wiem czy ona wie o tym. U mojego w domu nigdy nie rozmawia się wprost. Wszystko poza plecami samego zainteresowanego. Smutna prawda. Więc w sumie mieszkałam z jego bratem, ojcem i dziadkiem.
Na początku było ok. Do momentu gdy jego rodzina zaczęła być o niego zazdrosna. Wcześniej mało się nim interesowali wiele razy mi o tym mówił, że większość bywał poza domem niż w domu dopóki nie pojawiłam się ja. Jak twierdził miał z kim teraz spędzać czas. Jego starszy brat zawsze był faworyzowany, szczególnie przez ojca, a mój uważany przez rodzinę za głupka i niedorajdę, ponieważ żadnemu z rodziców nie chciało się przyłożyć więcej pracy nad nim. Po prostu gdy coś mu nie szło to go odganiali i mówili że osioł z niego. Nie przejmowali się tym że skoro gorzej się uczy, to trzeba mu pomóc. Po prostu machnęli ręką na niego i tak zostało. Przez lata czuł się gorszy.
Nagle jak zobaczyli, że jestem ja, że jest ktoś kto go kocha, komu na nim zależy ZACZĘŁO SIĘ. Zmowa szeroko pojęta całej rodzinki. Jego siostra, nie mieszkająca już z nimi tylko u męża, zaczęła ściągać mojego do siebie pod byle pretekstem, a to żeby drzewo im ogarnąć a to coś innego. Mój z racji, że był niedoceniony wcześniej przez rodzinę połknął haczyk i coraz mniej było go w domu. Było nawet tak, że nie wracał na noc a ja sama na niego czekałam, bo szwagier nie chciał go odwieźć. Czułam się paskudnie. Z jednej strony musiałam jeździć jakoś do szkoły i mieszkać u niego, bo ode mnie nie było dojazdu, a jego nie było. Nie ważne było nawet to że opuszczał szkołę. Kontaktu z nim nie było zauważyłam że tel został w domu. Pewnie się nie spodziewał że tyle tam zostanie. Ich potrzeby były ważniejsze. Tak zaczęło się wykorzystywanie go.
Od tego momentu zaczęły się między nami kłótnie. Mówiłam mu że nie dba o swój rozwój, że tylko dogadza innym, najpierw proponuje mi wspólne mieszkanie, a potem zostawia samą przez dwie noce. To nie było jakoś bardzo daleko żeby szwagier nie mógł go odwieźć do domu po skończonej pracy. Po prostu nie chciał. Ojcu też to chyba nie przeszkadzało, bo nawet do niego nie dzwonił. Ja czułam się po prostu niezręcznie.
Wtedy już zaczęło się między nami psuć. Oni widzieli doskonale co robią, a przy mnie udawali, brali mnie za głupią. Jak doszło do spotkania w święta potem między mną i jego rodziną, jego siostra jak tylko mój wyszedł próbowała mi wmówić że mój tż nic im nie powiedział że jestem u niego. Okłamała mnie, bo mój tż powiedział mi później, że prosił szwagra o odwózkę a ten nie chciał go odwieźć. Poza tym wiedzieli że zamieszkałam bo o niczym innym się nie mówiło w rodzinie. Za robotę dwu dniową, przez którą musiał opuścić szkołę nie dostał ani grosza od nich. Teraz z perspektywy czasu i dalszych wydarzeń wiem że to były pierwsze próby odciągnięcia go ode mnie.
Potem były niedzielne przyjazdy wiadomo, ale my z tż mieliśmy swoje plany, chcieliśmy gdzieś w niedzielę wyskoczyć, to jego ojciec wyciągnął asa z rękawa i powiedział mojemu że ma iść na grzyby z nimi ( z siostrą i ze szwagrem) jakby nie mogli pójść sami przecież jego siostra znała las doskonale.
I tak było potem już coraz częściej. Mój z racji ze przez lata nie doceniany przez rodzinę łykał haczyk za haczykiem. Zapaliła mi się czerwona lampka, jak własna rodzina może przez lata mieć gdzieś mojego tż a nagle gdy pojawiłam się ja zaczęli go ciągnąć dosłownie do wszystkiego. Był już tedy dorosły. Sobotnie wieczory spędzane z ojcem przy tv bo przecież on jest sam.. Nie mogliśmy wyskoczyć bo zaraz mówił: A już będziecie jeździć.
Gdy jego matka pierwszy raz mnie zobaczyła po minie już widziałam, że mnie nie polubi i tak było. Ojciec na początku był normalnie do mnie nastawiony, ale chyba matka tak podziałała na całą rodzinę, że zaczęli tak się zachowywać. Musiała być jakaś rodzinna rozmowa. Chyba jej przeszkadzało że jej synowi na mnie zależy. Teraz przy przyjazdach, zaczęła dawać mojemu pieniądze, co wcześniej rzadko robiła, mój mi o wszystkim przecież mówił. Tak jak o tym że gdy odrabiał lekcje, nigdy jak był dzieckiem nie chciało jej się z nim usiąść, bo troszkę ciężej wchodziła mu nauka tylko zamykała drzwi i sobie szła. To jest w wielkim skrócie. Ojciec mojego jeździł kiedyś za granicę i prawie nie było go w domu. Matka wtedy była, ale chyba szybko znudziło się jej być samej z dziećmi, bo też pchała się za granicę. No i mój z bratem zostali przez długi czas zupełnie bez rodziców i mieszkali wtedy u ciotki. Wiadomo, ciotka ma swoje dzieci, wszystkich upilnować nie mogła. Mojemu tż w wieku chłopięcym po prostu brakowało ojca i męskiego wzorca. Matka dopóki była, przywiązała go do siebie i tak mój miał słaby kontakt z kolegami, wszędzie był uważany za gorszego.
Ja poznałam go gdy mieliśmy 18 lat. Wydał mi się fajny, choć zdziwiła mnie jego nieśmiałość i może też przyciągnęła, bo przeważnie chłopaki byli nieokiełznani i mieli lepkie ręce. Widziałam że mu zależało, przychodził do mnie, prosił o spotkania. Wszystko prysło gdy inni z jego rodziny dowiedzieli się o mnie. Jego wujkowie i ciotki są ok, ale to co w jego rodzinnym domu to co innego.
Na początku jego matka słabo odzywała się ze mną. Później jakoś to poszło ale od początku czułam ścianę. Później jego brat dołączył i też zaczął się tak zachowywać. Wyciągać go do innych dziewczyn, opowiadać mu o innych jakie to nie są w extra nawet w mojej obecności. Jego ojciec też mówił mu co rusz o dziewczynach o ,,ta tak wyrosła" można się za nią brać itp. Jego matka wysyłała mu na fb zboczone obrazki z nagimi kobietami. Miałam wrażenie że nikt mnie tam nie akceptuje i im nie odpowiadam jak partnerka dla mojego tż. Nikt nie powiedział mi wprost wszyscy udawali przy mnie tylko po co... Pojęłam to po długim czasie, ale było coraz gorzej. Spotykałam się z koleżankami ale żadnej o tym nie mówiłam, zaczęłam wpadać w depresje, zależało mi na nim z drugiej strony wiedziałam ze jestem nie akceptowana przez jego rodzinę. Pojechałam z koleżanką do jej siostry dogadać fryzurę, którą miałam jej robić na wesele. Zostałam do rana. Skoro mój tak robił i nie przejmował się mną to raz chciałam by poczuł się tak jak ja. Może głupio że tak zrobiłam, ale to on powinien powiedzieć coś swojej rodzinie a nie jak ubezwłasnowolniony siedzieć jak w klatce u szwagra, bo on go nie chciał odwieźć.
Po tym jak wróciłam rano on się wściekł, że tak zrobiłam. Telefon miałam wyładowany więc go nie uprzedziłam, ale on mnie przecież też nie uprzedził że zostanie u szwagra dwie noce. Ja mu wybaczyłam, a on... zerwał ze mną po rozmowie z mamusia na ten temat co zrobiłam. Jego matka była wtedy w pl ponadto przy zamkniętych drzwiach wydała mu instrukcje żeby mnie zostawił i powymyślała że ona słyszała jak rozmawiam z jakimś chłopakiem czule przez telefon co było podłym kłamstwem.
Nie mówiła tego przy mnie tylko jemu sam na sam. On jej uwierzył wykorzystała to że był na mnie zły. Wiedziałam że w nią rozmawiał na dole, mimo że zamknęła drzwi, bo później wypominał mi jakieś telefony, których nie było.
Po tym spakowałam się i wróciłam do domu. Tato musiał mnie daleko wozić bym mogła normalnie kontynuować szkołę. W oczach moich rodziców mój tż bardzo stracił.
Minął miesiąc. Dosłownie po dwóch dniach jak jego matka wyjechała z powrotem za granice, on się odezwał. Powiedział że to wszystko nie tak miało być, ze matka mu nagadała różnych rzeczy. Na początku nie chciałam go wcale widzieć. Bardzo to przecierpiałam. Potem jednak zgodziłam się na rozmowę. Pokazał mi wiadomości od jego matki na fb jak go kontrolowała. Kazała mu zablokować mnie na fb, nie widywać się ze mną, bo jestem niby zła, że niby go zdradzam. Widziałam te wiadomości na własne oczy i nie mogłam uwierzyć za co ta kobieta tak mnie nie lubi, że wymyśla takie historie przecież niczego złego jej nie zrobiłam. W wiadomościach pokazał mi też ich kłótnię. Wymyślała że nie sprzątam. Mój pisał że zawsze po sobie sprzątałam a jak jej nie było to sprzątałam wszędzie, ale ona wyobrażała sobie że będę sprzątała sama całe mieszkanie podczas gdy przecież była w domu. Próbowała też nakłonić mojego żeby dziadek przepisał dom na niego. Tylko pytanie, dlaczego na mojego tż, a nie na jej męza (ojca mojego tż) już od początku chciała go uwiązać z tym domem. tż nie zgodził się. Powiedział że dom będzie na ojca. Tż chciał żebyśmy się zeszli. Długo nie mogłam się przemóc, i powiedziałam ze jeśli nadal tak będzie się liczył z jej zdaniem to nic z tego nie będzie, bo będę tylko cierpiała. Obiecał że to zmieni, zeszliśmy się. Potem znowu zaproponował żebym wróciła do jego domu.
Nie chciałam. To już nie było to samo. Ojcu nie chciał mówić że wychodzi do mnie ukradkiem. Ale on wiedział. Mój później powiedział mi ze zapytał czy chodzi do mnie. I że jeśli tak to przed nim nie musi milczeć bo on mu nie broni. Co z tego że tak mówił. Po kontaktach tel z matka tż wszystko się zmieniało.
Mój dalej chciał żebym z nim mieszkała więc powoli zaczęłam znów przychodzić do jego domu. Jego matki nie było więc to było łatwiejsze. Ale i tak do wszystkich trzymałam dystans. Zrobiłam to dla niego. Dowiedziałam się później że jego rodzina gdy się rozstaliśmy to się cieszyli, potem rozmawiając z jego bratem otwarcie przyznał mi że tak było. Później jego matka zachowywała się tak jakby nic się nie stało. Ja wybaczać umiem ale nigdy nie zapominam. Ona zresztą nigdy mnie nie przeprosiła, a tamtego tematu unikała jak ognia. Nawet potem robiłam jej fryzury, ale polubienie jej po tym wszystkim było już nie możliwe. Teraz udawałyśmy chyba obie. Siostra sobie odpuściła, po naszym rozstaniu i zejściu przestali się wtrącać ze szwagrem. Brat mojego znowu go wszędzie angażował, ojciec po jakimś czasie też zaczął walkę aby jak najmniej przebywał ze mną. U niego w miejscowości są pijaki, którzy tylko czekają na darmowe zawiezienie ich do sklepu albo jeżdżenie im po wódkę. Ojciec mojego w życiu by nie pojechał,ale mojego tż-a gnał żeby jeździł jak tylko ktoś zadzwonił do drzwi. Oczywiście za darmo, bo on przecież taki dobry chłopak a samochód jeździ na wodę. To samo było z wszelkimi naprawami różnych rzeczy. Dziwiłam się ze ojciec synowi tak radzi. Powinien raczej powiedzieć tym pijakom żeby wsiadali na rower i sami jechali po wódkę jak chce im się pić. Tak samo było z sąsiadkami jak chciały jechać do dentysty. Mój w samochodzie dwie godziny czekał i nie dostał za to nic. Tacy ludzie go otaczali. Wykorzystywanie na każdym kroku. Szukanie głupka. Rozmawiałam z nim żeby zaczął się szanować bo nikt go nie poszanuje. Swój czas i swoje pieniądze też. Rodzice od dziecka powinni mu wpajać pewne zachowania, asertywność itp. Tego nie było. On musiał jechać bo ojciec tak mówił, albo brat, albo ktoś. A w domu i tak nazywali go od osłów. Mówiłam mu przez lata że dopóki on nie postawi granic będzie coraz gorzej. I było. Ja tego nie wytrzymałam, wyniosłam się stamtąd nie mogłam patrzeć na to. On jeszcze twierdził zaślepiony że coś mam do jego rodziny, a codziennie uszy puchły jak dziadek go wyklinał z byle powodu. Nie było sensu żebym dłużej tam była.
Gdy skończył szkołę, zamiast myśleć o własnej pracy i o nas, żył życiem tatusia i mamusi. Tak było przez trzy lata. Potrafił siedzieć bezczynnie przed tv i czekać na tel od tatusia z instrukcjami co ma robić na gospodarce. Wszystko spadło na niego. Z jednej strony nie chciał tego, z drugiej chciał zadowolić ojca i rodzinę. A to i tak nigdy nie zostało docenione. Poił go tylko alkoholem po każdej skończonej robocie. Brat i ojciec. Oboje pracowali a mój został na roli. Myślę że ojciec w sprytny sposób chciał zrzucić pole na niego jak to kiedyś zrobił dziadek. Mój tż stał się chamski, nie umiał się zachować przy ludziach. To zrobił z niego jego ojciec. Gdy mówiłam żeby zobaczył co robi z siebie, żeby nie pił tyle, ojciec i brat dokuczali mojemu tż że jest pod pantoflem, gdy odmawiał kieliszka. Celowo budzili w moim gniew. Uwagi mu nie zwracał, nawet gdy widział jak się głupio zachowuje. Za to rozkazy (bo to nie były prośby) było na porządku dziennym. Na siłę szukał mu zajęcia, aby przyćmić mu że ma własne życie, że jest już dorosły i powinien zacząć dbać o swoje. Nie wpajał mu tego.
Później zaczął mu dopiero mówić o robocie, ale tylko pod warunkiem ze będzie mieszkał nadal razem z nim. Na dojazdy do roboty nie chciał mu dawać, kazał mu szukać pracy jak najbliżej choć blisko pracy nie było.
Rozmawiałam z moim wiele razy, że stoimy w miejscu, że on stoi w miejscu. I czy jemu to odpowiada. Wtedy zaczął powoli myśleć. Dziadek też ciągle go ganiał do robót i jeszcze stał nad nim i klął że ch****o robi szukał zaczepki. W końcu mój nie wytrzymał. Powiedział dość. Spakował kilka rzeczy i przyjechał do mnie. Powiedział że nie wróci tam. Ja go świetnie rozumiałam. Ogarnęliśmy pracę dla niego, zaczął w końcu pracować, po jakimś czasie mi się oświadczył. Na razie mieszkamy u mnie, jak trochę odłożymy, wynajmiemy coś swojego. Namawiam go też na liceum zaoczne, bo jest po zawodówce, chcę żeby stanął na nogi i nie myślał że jest nikim lub kimś gorszym. Moi rodzice przynajmniej nie dyktują jak mamy żyć, zgodzili się nam troszkę pomóc. Ja nie chciałam mojego tak zostawić. Może niektórzy powiedzą, że dawno powinnam uciec, ale ja nie mogłam go tak w tym zostawić. Na szczęście teraz jest świadomy, ale jego rodzina chyba jest zła na mnie że mu pomogłam to sobie uświadomić, bo matka zaczęła od razu po jego wyprowadzce wydzwaniać z pytaniem co jest grane (on ma 25 lat). Dowiedziała się o zaręczynach i na facebooku niby nam gratulowała, ale o ślubie ani słowa. Nie pytała o nic, pomocy nie zaoferowało żadne z nich.
Taka pokazówka przed ludźmi że niby się cieszy a co było na prawdę to sami widzieliśmy. Jego ojciec jeszcze jak mój mu powiedział że będzie pracował ale nie będzie już mieszkał w domu próbował go szantażować: Więc na mnie wcale nie licz. Tak powiedział. Mój przyjął to na klatę i odszedł. Skończyły się szantaże pieniędzmi na szczęście ma już swoją pracę i nie musi być od nich zależny. Później wszystko wygarnął i matce i ojcu że chcieli go przywiązać do pola i żeby żył według ich scenariusza. Powiedział że na pewni tak nie będzie. Swojej matce powiedział że jest toksyczna. Śmiertelnie się za to obraziła i zaczęła szantażować samobójstwem, że jej taka przykrość sprawił że z zagranicy wróci w trumnie. Mój polecił jej psychologa i nie dał się wciągać w takie szantaże. Jednym słowem relacje upadły, ale nie mogło być inaczej, bo z nimi inaczej się nie da. Musiałby do końca życia mieszkać z nimi, być pod ich dyktando i nie mieć swoich planów marzeń, ani mnie.
I teraz kluczowa sprawa. Odwiedzamy ich w święta mimo wszystko, ale jego matka i cała jego rodzinka mają żal do mnie, że ja go zbuntowałam. Bo jak to się mogło stać że ich syn przejrzał na oczy... Jego brat zachowuje się jak ostatni ważniak. W rozmowie wywyższa się i poniża mojego. Najpierw niby go chwali aby za chwilę go zjechać, że mój jest tylko spawaczem a on aż kierowcą zawodowym. I nie będzie słuchał jakiegoś tam spawacza. Tak dokładnie mówił. Miałam ochotę stamtąd wyjść. Żenuła.
Matka oczywiście teraz stoi za drugim synkiem skoro jeden jej się wymknął spod kontroli. Siostra powiedziała mojemu żeby żył po swojemu i patrzył żeby jemu było dobrze, ale co mówią jak nas nie ma nie wiadomo. Ojciec ma żal, bo nie ma kto mu teraz na gospodarce robić, a przecież sam mojemu powiedział ze ma sobie radzić sam, bo od niego juz ani grosza nie dostanie, a jeszcze miał czelność dzwonić czy mój się zwolni ze szkolenia żeby mu świniobicia przypilnować. Jak w ogóle po tych słowach mógł jeszcze dzwonić z prośbami...
Jego matka teraz dręczy. Na fb nic nie pisze ani do mnie i do niego, bo jest śmiertelnie obrażona, ale ciągle udostępnia posty o samotności, bólu, żalu itp na swojej tablicy. Dosłownie jedno po drugim. Wszyscy nasi znajomi to widzą, po rodzinie gadają głupoty ze syn ich opuścił. A jakimi byli rodzicami to nie pomyślą ani przez chwilę.
Matka jest zazdrosna, że mój mieszka ze mną i już nie będzie przesiadywał z nią jak przyjedzie. Zamiast skupić się na naprawie własnego związku z mężem uwiesiła się na moim tż i rozpacza stratę. Już nie mogę na to patrzeć co wyprawia na tym fb. Mój zwracał jej uwagę. Nie pomogło. Ostatnio w święta zeszła się jego rodzina i jego ciotka pytała nas o ślub itp. Mówiliśmy że cały czas składamy pieniądze. Ona na to: Wy nie składajcie bo nigdy nie uskładacie tylko mówicie tu jaka data a pieniądze się znajdą. Powiedziała to przy matce mojego tż a ona nic. Przez cały czas milczała, więc mój powiedział: No chyba się nie znajdą. Ojciec tż był całkowicie nie obecny przy rozmowie. Poszedł na tv. Ich po prostu nie obchodzi nasz ślub, nawet przy ciotce nie krępowała się tego okazać. Po prostu milczała z gburowatą miną.
Teraz wiemy że finansowo jesteśmy zdatni tylko na siebie, ponieważ ja nie pochodzę z zamożnej rodziny i moi rodzice choćby chcieli nie mają za co mi pomóc.
No więc pytanie co byście zrobili, co teraz ze ślubem, jak mamy to wszystko zrobić może ktoś był w podobnej sytuacji... Jego brat na drużbę to byłaby kpina. Udaje tak samo jak matka i ojciec. W ogóle co z gośćmi kiedy jego matka buntuje rodzinę i co zrobić z tym jej zachowaniem i robieniu z nas tych złych. Pomóżcie oszaleć można... ![]()