"Marność nad marnościami..." - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » "Marność nad marnościami..."

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

Temat: "Marność nad marnościami..."

Ostatnio mam skłonności do refleksji nie tylko nad środowiskiem w którym się znajduję,
ale również nad pytaniem co mnie kształtuje? Mam obecnie 25 lat i nigdy nie stwierdzono
abym miał wrodzony talent. Poznałem lepiej lub gorzej pewne dziedziny nauki, choć pewnie
bardziej adekwatnym stwierdzeniem byłoby otarcie się po obszarach kultury lub nauki.
W swoim życiu interesowałem się malarstwem, programowaniem, historią, doktrynami politycznymi,
muzyką, pisarstwem, odrobinę kinematografią. Dodałbym do listy podróże, jednak  to zupełnie inna bajka.
Kiedyś czytałem nałogowo poświęcając tej czynności minimum parę godzin dziennie, często mój dzień orbitował jedynie wokół
książek. Zatraciłem tą chęć sięgania po słowo pisane i przeczytanie dwieście stron powiastki  jest obecnie wyczynem. 
Dziś wszystko wydaje mi się miałkie i nie warte poświęconej uwagi. Mechanizm poznania został spowolniony poprzez
brak zasilania go paliwem jakim jest naturalna ciekawość. Przestało mi zależeć na rozwoju horyzontów myślowych, nie czuję pociągu, motywacji ani
przyjemności z pozyskiwania wiedzy. Nadal jest parę rzeczy, które mnie interesują, przykładem tego może być programowanie, ale nie ma w tym zapału
jaki mi towarzyszył. Czuję się przeżuty jak guma, którą w końcu należałoby wypluć. Myślę, że coś się we mnie wypaliło. Często nachodzi mnie myśl, że przeżyłem to co
mogłem przeżyć i oczekuję powolnego końca. Z drugiej strony myśl, że  otulający nas świat jest najciekawszym i niezwykłym miejscem jakie jest nam dane doświadczyć
wytrwała przy mnie do dnia dzisiejszego. Zastanawiam się czy to co zagubiłem w swym przedzieraniu się przez drogę życia jest  do odbudowania?

2

Odp: "Marność nad marnościami..."

Oczywiście, że tak.
Kryzys, przemęczenie, wypalenie to niestety nieodłączna część życia, ale te stany nie trwają wiecznie.
Musisz odnaleźć bodziec, który z powrotem przywróci Cię do działania, czy to w sobie, w otoczeniu, czy bliskiej Ci osobie (zdaję sobie sprawę, że to wcale nie jest takie proste)
Pozwól też sobie na odpoczynek, czas beztroski, zabawę. Zatęsknisz za "mechanizmem poznania", ale zamiast skupiać się na tym, co się stało, że naturalna ciekawość chwilowo gdzieś uleciała, zastanów się, czego tak naprawdę oczekujesz od życia, co byś chciał, żeby się zdarzyło. Zastanów się jakie są Twoje marzenia i co mógłbyś zrobić, żeby przybliżyć się do ich realizacji.
Przede wszystkim nie zamykaj się w sobie, wyjdź do ludzi. To właśnie ludzie najczęściej motywują i pobudzają Nas do działania.

Trzymam za Ciebie kciuki.
Powodzenia w poszukiwaniach własnego "ja"

3 Ostatnio edytowany przez Iceni (2016-12-20 12:10:08)

Odp: "Marność nad marnościami..."

"Nigdy nie stwierdzono zebym mial talent"...

Bo efekt to jest 10% talentu i 90% ciezkiej pracy. Ty myslisz, ze "talent" wystarczy?

To są godziny, dni, tygodnie, lata ciężkiej pracy. Ty chcesz efektu (efekciarstwa?) po liźnięciu powierzchni.

Talent, kunszt, wiedza ... to jest coś, czemu oddajesz życie.  A ty w wieku 25 lat masz kolekcję prob, z ktorych nic nie wyniosles. Zamiast jednej wielkiej milosci miales 10 kochanek na chwile. Nic dziwnego, ze czujesz sie wypalony.

"Talentu" nikt u ciebie stwierdzac nie musi. To ty sam musisz go w sobie odkryc i pielegnowac.

4 Ostatnio edytowany przez yamsnomou (2016-12-20 14:45:50)

Odp: "Marność nad marnościami..."
Iceni napisał/a:

Zamiast jednej wielkiej milosci miales 10 kochanek na chwile.

Wielka miłość jest dla mnie zagadką.Goebels powiedział kiedyś "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą". Nie mogę do końca zanegować istnienia miłości, choć bardzo bym tego chciał. Wielka miłość o której piszesz była początkowo kłamstwem raczej niezbyt szkodliwym, ale z każdym kolejnym pokoleniem i każdym istnieniem coraz częściej powtarzanym. Idea wielkiej miłości była powielana niezliczenie wiele razy,
ale u podstaw zawsze była kłamstwem. Trudno mi jest uwierzyć w miłość dwojga osób, a tym trudniej w miłość do wykonywania pewnych czynności. Nie mieszałbym pojęcia pasji i miłości. 

Iceni napisał/a:

"Bo efekt to jest 10% talentu i 90% ciezkiej pracy. Ty myslisz, ze "talent" wystarczy?
To są godziny, dni, tygodnie, lata ciężkiej pracy. Ty chcesz efektu (efekciarstwa?) po liźnięciu powierzchni."

Stwierdziłem fakt i nie sugerowałem, że chciałbym być utalentowany bo nie myślę aby był on niezbędny do tego by zajmować się swoimi pasjami.
Zgadzam się co do lat ciężkiej pracy i nie oczekuję efektu po liźnięciu powierzchni. Przykładem tego mogłoby być właśnie programowanie, któremu poświęcam i poświęcałem
całe dni i tygodnie, obecnie programuję dwa lata i to głównie na tym najbardziej skupiam/skupiałem wzrok, ale nie przeszkadzało mi to w odkrywaniu innych dziedzin.

Iceni napisał/a:

"Talent, kunszt, wiedza ... to jest coś, czemu oddajesz życie.  A ty w wieku 25 lat masz kolekcję prob, z ktorych nic nie wyniosles."

Zgadzam się co do wiedzy kunsztu i talentu, ale nie co do prób. Uważam, że gdybym nie próbował innych dziedzin to zwyczajnie nie dowiedziałbym się co mnie naprawdę interesuje i sprawia mi przyjemność.
Nie można swierdzić by różne zainteresowania kolidowały z sobą, niektóre mogą się nawet uzupełniać i nie można stwierdzić by ktoś kto interesuje się wieloma rzeczami nie mógł skupić wzroku na tej jednej
najbliższej mu czynności. W gruncie rzeczy wszystko co opisałem rozgrywało się na przestrzeni lat!! Należałoby to uwzględnić. Zdanie w moim odbiorze jest krótkowzroczne, tym łatwiej  mogłaś je napisać.

Iceni napisał/a:

"Talentu" nikt u ciebie stwierdzac nie musi. To ty sam musisz go w sobie odkryc i pielegnowac."

Zgadzam się z tym zdaniem w 100%.

5 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-12-21 21:09:25)

Odp: "Marność nad marnościami..."

Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "wrodzony talent". Są jedynie osobowościowe lub fizyczne predyspozycje do takich lub innych szerszych zbiorów, w skład których wchodzi więcej zbliżonych pod jakimś względem dziedzin.
Jednak nie zawsze musi być tak, że jednostka ma predyspozycje do jakiegoś konkretnego zbioru. Może być tak, że Ty masz zacięcie bardziej syntetyczno-interdyscyplinarne, tzn. zdolność do zaskakującego łączenia elementów z różnych zbiorów, niż metodyczne, analityczne zgłębianie jakiejś konkretnej dziedziny. Bardziej obrazowo to opisując byłby to z jednej strony odkrywca-awanturnik, którego kolejne sztormy rzucają od jednej krainy do drugiej, gdzie co rusz nabywa i dzieli się nowymi doświadczeniami, naprzemian zdobywa i traci majątek itp. a z drugiej przypisany obsesyjnie całe życie do jednej kopalni górnik, który kopiąc coraz głębiej natyka kolejne, coraz bogatsze złoża, przy okazji w głębi serca marząc o jakimś mitycznym mega diamencie typu E=mc2 itp.
Albo pochodna odkrywcy umysłowość wizjonera, który coprawda realizuje się w jakjś konkretnej dziedzinie, ale raczej jako ktoś wytyczający w niej nowe trendy (w mikro- lub makro skali), a nie jako typowy "wół roboczy".
Albo "administrator-pedant", któremu właściwie wszystko jedno co robi, byle mógł się specjalizować w organizacji lub "utrzymaniu porządku".
itp itd. bo pewnie można by ciągnąć tą wyliczankę.
Albo po prostu jesteś leniwy wink

6

Odp: "Marność nad marnościami..."
Naprędce napisał/a:

Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "wrodzony talent". Są jedynie osobowościowe lub fizyczne predyspozycje do takich lub innych szerszych zbiorów, w skład których wchodzi więcej zbliżonych pod jakimś względem dziedzin.
Jednak nie zawsze musi być tak, że jednostka ma predyspozycje do jakiegoś konkretnego zbioru.

"Czy to, co różą zwiemy
Pod inną nazwą inaczej by pachniało?.."

Czy nazwiesz to "wrodzonym talentem" czy "predyspozycjami" wychodzi na to samo - jedni to dostaja od losu w wiekszej ilosci, inni w mniejszej, a jeszcze inni są średniakami we wszystkim (co też ma kolosalne plusy).

A jeżeli nie ma "wrodzonych talentów" to dlaczego nie wszystkie dzieci muzyków komponują jak mozart w wieku kilku lat?  Dlaczego da Vinci był kim był i do dzis nikt go nie przerósł? Dlaczego nie kazdy konczac tę samą uczelnię i zakuwając od switu do nocy osiąga poziom Hawkinga lub Einsteina?

Oczywiście, że jest coś, co sprawia, że tylko niektóre jednostki stają się wybitne.

Z drugiej strony wcale nie trzeba być wybitnym, żeby być w czymś bardzo dobrym. Ważne jest to, żeby to odkryć w miarę wczesnie, bo jednak straconych lat nijak się nie nadrobi smile

7 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-12-22 13:53:41)

Odp: "Marność nad marnościami..."

Hmm... rzeczywiście widzę, że mogłaś to odebrać tak jak odebrałaś- mogłem to jakoś inaczej sformułować. Skoro wspomnialas o Mozarcie, to widze to swoje rozróznienie w ten sposób:
Nie ma raczej "wrodzonego talentu"w sensie talentu do komponowania - tzn. czlowiek sie nie rodzi z czyms tak dosc w koncu zlozonym, ale jest wrodzona predyspozycja/umiejetnosc która ulatwia realizowanie sie w komponowaniu, np. swietny sluch muzyczny -nie wiem czy M. go posiadal ( tzn. czy urodzil sie z nim lub nabyl go w pierwszych kilku latach zycia), ale zakladam ze tak.
Innymi takimi predyspozycjami/darami mogą mogą być np. ponadprzeciętna koordynacja ruchowa, lepsza wyobraźnia przestrzenna -tego rzędu cechy. One wynikają zdaje się z takiej a nie innej budowy mózgu- je otrzymujemy "na start" lub na etapie najwcześniejszego dzieciństwa, kiedy pewne struktury mózgu wciąż ewoluują. BTW to że zaczął tak wcześnie bylo dodatkowym, ważnym czynnikiem wspomagającym.
Jeżeli te predyspozycje poparte są ciężką pracą pod okiem dobrych nauczycieli to otrzymujemy "talent", ale na tym poziomie to już nie jest "wrodzone"- to połączenie cech wrodzonych i nabytych.
Czy teraz ma to dla Ciebie sens?

Idąc dalej, nie wszystkie dzieci muzyków mogę zostać talentami, lub geniuszami jak Mozart. Tylko nieliczne mają predyspozycje do tego (ten słuch powiedzmy). Nie wszystkie mają też bezwzględnych ojców, którzy zmuszają je od najmłodszych lat do wręcz niewolniczej harówy. Mozart ćwiczył od rana do nocy. Jego ojciec chciał go "wyhodować" na maszynkę do zarabiania kasiory na arystokratycznych dworach.
Jego syn już jako dzieciak miał "talent" (predyspozycje+ harówa), ale w jego przypadku doszły do tego inne elementy.
Podejrzewam, że chodziło o zbiegnięcie się ze sobą buntu przeciwko koncepcji ojca + nieprzezwycięzona ciekawość. Ona zrodziła się z nieprzeciętnej biegłości i wynikającej z niej intuicji. W pewnym momencie on zaczął przeczuwać, że jest coś "ponad to" co wszyscy grali do tej pory, coś "za zakrętem". Na wyciągnięcie ręki. Domyślił się, że żeby to osiągnąć musi jednak przekroczyć obowiązujące reguły, narazić się współczesnym i zaryzykować niepewną przyszłość.
I zrobił to- taka odwaga była kolejnym czynnikiem potrzebnym do przeskoczenia etapu talent-geniusz. Pewnie nie każdy się na coś takiego decyduje w podobnej sytuacji.
Co mogło być pierwsze, nadrzędne- bunt lub ciekawość, to dla mnie sprawa otwarta. Mógł powodowany buntem, dumą i tą swą IDEĄ uniezależnienia się muzyka od mecenatu (przejścia od grajka do artysty) zacząć grać "na przekór"- inaczej, poszukiwać nowych ścieżek. Albo ciekawość spowodowała, że "dorobił" sobie ww. ideę do tej drogi, którą wcześnej wybrał.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » "Marność nad marnościami..."

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024