Cześć wszystkim.
Po krótce opowiem swoją historię i zadam pytanie. Byliśmy razem z moją już byłą dziewczyną. Nie do końca się poukładało, zerwała. Ale zbyt mocno tęskniliśmy, więc po krótkiej przerwie wróciliśmy do siebie. Układało się świetnie, wyznania miłości, szczerość, wspieranie siebie, zbliżenia (też te fizyczne), było naprawdę dobrze. Jednakże, uważała że znowu jak poprzednio, nie angażuję się wystarczająco mocno. Doszło do tego, że podjęła decyzję iż to wystarczy i musimy to zakończyć. Mimo, że się kochaliśmy i bardzo w to wierzyła, ma dosyć. Z początku nie rozumiałem jej zarzutów, z czasem zacząłem myśleć inaczej i miała rację. Ale do sedna. ROzmawialiśmy po zerwaniu. Cały czas, stale była przy swoich racjach, że nie da temu szansy bo uważa, że to prędzej czy później skończy się tak samo. Ja z dnia na dzień coraz bardziej tego wszystkiego żałowałem. Aż do dnia, gdy pojechałem do niej pod dom powiedzieć wszystko co mam w głowie. Nie była zła, nie znienawidziła mnie. Była dość oschła i nieco zimna, ale rzekomo było jej bardzo miło z tego, że przyjechałem. Widziała poświęcenie, ale zdania nie zmieni. Powiedziałem jej że pisałem do niej list, żeby wszystko z siebie wyrzucić... Bardzo chciała go zobaczyć. Zobaczy, bo go wysłałem. Ale pytanie - dostała ode mnie słoik w którym było 365 kartek z wyznaniami miłości i wspomnieniami które dzieliliśmy. Mocno osobiste, emocjonalne. To było niedługo przed zerwaniem. Dowiedziałem się, że cały czas go ma, czyta codziennie rano. Jak to jest, że z jednej strony zdecydowała się z tego wszystkiego zrezygnować, sama też się nie odzywa bo nie chce mnie zwodzić, ale codziennie rano czyta to, że ją kocham, wspomnienia i tak dalej.