Hej wszystkim!
szczerze mówiąc, to nawet nie wiem co mnie tchnęło do tego, by dzielić się moimi żalami w internecie, no ale jednak chyba po prostu potrzebuję się najzwyczajniej wypłakać, nie raz rozmawiałem o tym ze znajomymi, przyjaciółmi rodziną, ale to mi w sumie nie pomaga, codziennie, każdego dnia myślę o mojej pierwszej dziewczynie, z którą się rozstałem dobre dwa miesiące temu. Otóż w lutym poznaliśmy się baaardzo przypadkowo, mnie do żadnego związku nie ciągnęło i było naprawdę fajnie mi z tym, lecz z czasem zaczęliśmy pisać, rozmawiać ze sobą ( na odległość, bo mieszkaliśmy dosyć daleko od siebie ), widywaliśmy się raz na miesiąc? dzieliliśmy się ze sobą wszystkim, tym jak wyglądał nasz dzień, o naszych problemach, niepokojach, naprawdę, pisaliśmy baaaaardzo dużo, z czasem po prostu serce zaczęło mi mięknąć i naprawdę, co raz bardziej, co raz więcej myślałem o tej dziewczynie. W maju wyszło tak, że zamieszkaliśmy ze sobą, aż do sierpnia, byliśmy w sobie bardzo zakochani, rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim, składaliśmy sobie mnóóóóóstwo obietnic, byliśmy ze sobą bardzo blisko, wspieraliśmy się, no ale cóż , aż w końcu z mojej winy, bo bałem się z nią zamieszkać na stałe ( no na cały rok co najmniej ), wszystko się zaczęło powoli rozpadać. Mam bardzo duży problem, bo nie mogę wyjść z dołku emocjonalnego, spotykam się cały czas z ludźmi, prawie non-stop, ale jednak czuję, że moje serce dalej jest rozbite na milion malutkich kawałeczków. Dużo rzeczy mi się o wiele ciężej robi, czy to nauka, czy jakieś inne rutynowe rzeczy, tak jakby nie wiem no wszystko straciło sens, co przełożyło się na to, że np. rzadziej się uśmiecham, naprawdę... Dzisiaj, jak niechcący natknąłem się na jej zdjęcie z jakimś chłopakiem, to po prostu przybiło mnie do muru.... brak mi słów dosłownie.... na facebooku ją mam do tej pory, nie wiem po co, ale często z przyzwyczajenia sprawdzam, czy jest dostępna. Nigdy nie byłem jakimś bawidamkiem, by szukać sobie dziewczyn po klubach, dlatego bardzo mocno zaangażowałem się w ten związek.... Czuję po prostu, jakby czas się dla mnie zatrzymał w miejscu, jakbym utknął w martwym punkcie...