Decyzja, żeby cokolwiek tu napisać, jest spontaniczna - jakbym się zaczęła zastanawiać, to nie napisałabym ani słowa. Może mój problem wyda się błahy, ale ogranicza mnie dość mocno. Mam przyjaciół, kochającą rodzinę, ale nie jestem w stanie z nikim być na tyle szczera, żeby przyznać, że coś jest nie tak. Jedyną możliwością jest zwierzenie się nieznajomym, pozostając anonimową.
Do rzeczy. Moim problemem jest lenistwo i brak silnej woli. Może zabrzmi to głupio, ale ja po prostu nie potrafię zmusić się do niczego, zwłaszcza, że do tej pory nigdy nie musiałam, bo jestem raczej nieprzeciętnie zdolna. Nie piszę po to, żeby się chwalić, ale żeby nakreślić pełny obraz sytuacji. W liceum, mimo że nie chodziłam do szkoły, kiedy tylko miałam na to ochotę, miałam same 5 czy 6. Matura zdana powyżej 90% praktycznie ze wszystkich przedmiotów - i humanistycznych, i ścisłych. Znam biegle 3 języki, jeżdżę konno, na nartach itd. Mam 21 lat, mam przyjaciół, wielu znajomych, jestem uznawana za osobę towarzyską, dowcipną, wiem też, że zawsze mogę liczyć na swoją rodzinę. Generalnie idealna sytuacja.
Problemy zaczęły pojawiać się na studiach. Mam ukończoną szkołę muzyczną, dostałam się z radością do szkoły artystycznej, chciałam kontynuować naukę. Zaczęły się schody. Były dni, kiedy po prostu nie byłam w stanie wyjść z domu. Nie mogłam się do tego zmusić. Zawsze wieczorem postanawiałam, że jutro już na pewno pójdę, bo mnie w końcu wyrzucą. Nie chodziłam, kombinowałam, jakoś to przeszło, I rok skończyłam i w miarę z dobrymi stopniami. Na drugim roku potrzeba zostawania w domu była silniejsza, ale początkowo jakoś sobie radziłam. Mieszkałam z przyjacielem, nie chciałam, żeby coś zauważył. Mimo wszystko, po 3. semestrze, kiedy znajomi ze szkoły zaczęli mnie informować, że już wykładowcy o mnie pytają, poddałam się. Nie byłam w stanie iść tam, załatwiać, prosić, obiecywać itd. Chciałam mieć spokój. Rodzinie i znajomym zmyśliłam powód, żeby nie wyszło, że to ja jestem słaba.
Pracowałam 2 miesiące, jak na brak jakiegokolwiek doświadczenia na pewno mi się udało, zarabiałam ponad 2000 zł na rękę, 8h dziennie, pon. - pt. Po jakimś czasie do pracy też przestałam przychodzić, aż kiedy zadzwoniła do mnie po południu kierowniczka, nie odebrałam i po prostu więcej tam się nie pojawiłam. Bałam się iść i się zwolnić, bałam się wysłuchiwać czegokolwiek na swój temat, bałam się konsekwencji.
Wakacje - wszystko było w porządku, bo nic nie musiałam robić. Przekonałam rodzinę, że nie chce iść do pracy, że to, że tamto, miałam jechać na obóz jako ratowniczka, w końcu za późno wszystko wysłałam i zostałam. Wybrałam kierunek studiów. Czy zgodny z moimi zainteresowaniami? Średnio. Ważne, że elitarny kierunek na Uniwersytecie Jagiellońskim - wystarczy, żeby budził zazdrość, podziw. Może nie o to dokładnie mi chodzi, ale o to, że idąc na to zatarło się wrażenie prymuski rzucającej szkołę i marnującej szanse na przyszłość.
Więc studiuję. Dużo powiedziane. Jest listopad. Na wykłady nie chodzę. Na ćwiczeniach mam zbyt dużo nieobecności. WF to samo, ale zamierzam odrobić. Od dwóch tygodni... Za każdym razem, kiedy nie wychodzę, mam wyrzuty sumienia. Nienawidzę się za tę słabość, która nie ma chyba żadnego wytłumaczenia. Znowu zaczęłam kombinować. Chcę zacząć od lutego studia zaoczne - że jak mnie wyrzucą, to nei stracę roku. Kolejna furtka.
Czasem mam ochotę coś sobie zrobić. Jakby z zemsty za to, że ciągle moje "chcę" tak mną rządzi. Nigdy się nie okaleczałam, ale jak palę papierosa, to łapię się na tym, że chcę go sobie z frustracji zgasić na ręce. Myślę też czasem o samobójstwie. Nie planuję nic dokładnie, ale nie zależy mi na życiu. Mogłabym odejść, gdyby nie było żadnych konsekwencji. Mimo że nie jestem specjalnie wierząca, gdzieśtam mam strach przed piekłem. Ale jeśli by mnie wyrzucili, gdybym nie mogła dostać warunku na przedmiot, to ze wstydu prawdopodobnie bym to zrobiła.
Samobójstwo zawsze tym dla mnie było - ucieczką od wstydu. Zaczęło się w gimnazjum. Pochodzę z małego miasta, a mówiłam wszystkim, że do liceum nie pójdę jak oni wszyscy na miejscu, tylko wyjadę 50 km dalej - bo prestiż, bo wyższy poziom. Początkowo rodzice nie chcieli mnie puścić - wtedy po raz pierwszy chciałam się zabić. W końcu postawiłam na swoim, ale czasem myślę, że jeśli kiedyś dojdzie do takiej sytuacji - że będę się wstydzić tego, kim jestem, że nic nie osiągnęłam i jestem tym, czym tak naprawdę zawsze gardziłam, że zaprzepaściłam swoją przyszłość, to czasem myślę, że to najlepsze wyjście...