Witam, piszę tutaj, ponieważ nie wiem już sam co zrobić, strasznie pogmatwałem sobie życie.
Swoją żonę poznałem 9 lat temu, małżeństwem jesteśmy od 5 lat. Moja żona była bardzo krzywdzona w dzieciństwie i zawsze priorytetem dla mnie było aby się nią zajmować i dawać co tylko pragnie, a ona bardzo pragnęła dzieci. Zaczęliśmy się starać, w międzyczasie ruszyła budowa naszego domu, po prostu pełnia szczęścia. Po pół roku bezowocnych starań (wiem, że to krótki okres, ale myśl, że coś jest nie tak nie dawała mi spokoju) przebadałem się i diagnoza była jasna: bezpłodność. Strasznie mnie to podłamało. Nie byłem w stanie powiedzec tego żonie, która z zapałem podchodziła do każdej następnej próby. Ukrywałem przed nią ten fakt półtorej roku. Nie wiem dlaczego, chyba czekałem na cud. Powiedziałem jej to, a raczej wykrzyczałem przy którejś kłotni. Żona wyprowadziła się twierdząc że nie chce z takim kłamcą ja ja przebywac pod jednym dachem. Nie wiedziałem co z sobą zrobic, poszedłem na miaso upiłem się i zdradziłem ją. Po miesiacu zona do mnie wrocila, ale ja ubzduralem sobie ze ja jej niedam tego co ona chce i ze na na nie zasluje. Przyznale sie do zdrady i powiedzialem, ze nie chce z nia byc. Zonaprosila zebym to przemyslal, ze ona mi wybacza ale ja staralem sie byc nieugiety i uwazalem ze bedzie lepiej jesli znajdzie sobie kogos innego, z ktorym bedzie mogla miec dzieci. Teraz zostal mi miesiac do rozwodu, moja zona zaliczyla jakas przygode w miedzy czasie i jest w ciazy. Teraz, po ponad pol roku zycia bez niej wem ze zrobilem okrona glupote i nie wiem czy moge to jeszcze jakos cofnac.
Podobne tematy
Szanse są naprawdę bardzo małe. Gdyby była sama, mógłbyś próbować, ale widać, że znalazła kogoś, z kim jest szczęśliwa i kto nie zachowywał się wobec niej jak dupek, a wybacz, ale Ty właśnie tak się zachowywałeś. Musisz ponieść konsekwencje i wypić piwo, które sam sobie nawarzyłeś. Na miejscu Twojej żony postąpiłabym podobnie.
Jakie życie może być czasami skomplikowane...
Chłopie, masz miesiąc czasu. Nie zmarnuj go na rozmyślanie, bo potem możesz tego żałować. Nie ma beznadziejnych sytuacji, z każdej można wyjść. Jeżeli Żona Cię kocha, to uda się to naprawić.
.... Czasem zastanawiam się, czemu ludzie marnują sobie życie na własne życzenie... Jestem bezpłodny, wiec zostawię ja, żeby mogla sobie ułożyć życie z kimś innym i mieć dzieci...Szlachetne!! tylko gdzie w tym wszystkim jakikolwiek sens małżeństwa? po co przysięgać sobie "w zdrowiu i w chorobie" na dobre i na złe itd...Przecież bezpłodność nie jest Twoja wina, wiec jakim prawem zdecydowałeś za nią co jest dla niej dobre???
Wiem coś w tym temacie. Moj chłopak tez ma nikle szanse na to, by mieć dzieci. Sa, ale małe. Ja chce mieć dzieci, ale nawet PRZEZ moment nie przeszło mi przez myśl, żebym mogla go przez to zostawić. Jeżeli mam mieć z kimś dzieci to z nim, albo wcale...Nie chce myśleć jakbym się poczuła, gdyby On z tego powodu zdradził mnie z załamania (??!!), a następnie rzucił dla mojego dobra. Absurd!! a gdzie w tym wszystkim moje zdanie???
Musiała Cie bardzo kochać, skoro z miejsca wybaczyła Ci zdradę, kłamstwo (zatajanie bezpłodności), bo sam fakt bezpłodności NIE jest Twoja wina. Trudno powiedzieć, czy nie jest za późno. Mimo wszystko w tym krótkim opisie można wyczuć, ze się kochacie. Szanse zawsze są. Pytanie, czy Ona jest Ci w stanie wybaczyć i czy Ty jesteś w stanie wychowywać nie swoje dziecko w razie powrotu. Nie każdy jest na to gotowy. Nikt nie odpowie za Ciebie. Dopóki nie zawalczysz, nie dowiesz się...Powodzenia...
Ale można zrozumieć to, że Autor nie chciał poinformować żony o swojej bezpłodności. Po prostu obawiał się Jej reakcji. Wiedział, że będzie się czuła zawiedziona, załamana. Zdrady już nie da się tak łatwo wytłumaczyć, ale Żona wybaczyła. To nie jest tak, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Jacob po prostu zgubił się, postąpił głupio, ale nie można Go skreślać.
Pytanie- czy Żona jeszcze mogłaby do Niego wrócić? Ma na to miesiąc. Jeżeli nie spróbuje, to się tego nie dowie i będzie żałował. Jacob, walcz i tyle!
Nie powiedziałem jej o bezpłodności przez ten czas bo po prostu się bałem, nie wiedziałem jak Ona na to zareaguje. Kiedy po jej wyprowadzce rozmawialiśmy o tym, przeprosiła, że się wyprowadziła, ale powiedziała, że to dlatego że kłamałem cały ten czas, nie dlatego, że jestem bezpłodny.
Z tego co wiem, Ona nie jest już z tym mężczyzną.
Naprawic, walczyc, tylko nie mam pojęcia jak. Nie liczę ile razy na dzień wybieram jej numer telefonu, ile razy podjeżdżałem pod jej pracę ale tchórzyłem, bo nie wiedziałem jak się przyznac do tak wielkiego błędu i jak przeprosic z to, że tak ją raniłem.
Mógłbym wychowywac z nią nie swoje dziecko, nie stanowiło by to dla mnie problemu. Kiedy zaszła w ciąże była załamana, nie wiedziała co robic, przyjechała do mnie, a ja udzieliłem rad, ale jednocześnie poparłem to, że chce rozwodu. Zrobiłem największą głupotę swojego życia.
Jak przyznać się do tak wielkiego błędu? Jak przeprosić ją za to, że ją tak raniłeś?
Szybko.
Nie myśląc o sobie, nie myśląc o tym, jak TOBIE jest trudno.
Myśląc o niej.
Jeśli obecnie nie jest w żadnym związku, a spodziewa się dziecka /nie Twojego/ to przemyśl, czy dasz radę psychicznie chować cudze dziecko?
Być może pokochasz to dziecko pomimo, że nie jest Twoje. Być może będziecie żyli długo i szczęśliwie, jeśli żona zgodzi się na powrót.
To jest jednak duży znak zapytania.
Gdy jest dobrze, to i pięknie, a jak zaczną się problemy?
Mam młodą przyjaciółeczkę /trochę nią opiekuję się/ która w wieku 20 lat dowiedziała się, że nie jest córką swojego ojca.
Nie napiszę, co działo się w jej życiu po tym uświadomieniu.
Przeszła bardzo ciernistą drogę i dopiero teraz, po 12 latach wraca do życia.
To jest bardzo trudne, kochać nieswoje dziecko, ale jest to także możliwe.
Ja kochałam nieswoje /kiedyś o tym napiszę/, ale też były takie chwile, że żałowałam.
Jeśli kochasz swoją żonę /jeszcze/ i wiesz, że dzieci mieć nie będziesz, a także sam zdradziłeś, więc nie jesteś świętym - to walcz.
Myślę, że mógłbym wychowywać z nią to dziecko, kocham ją, a to już dobra droga do pokochania i jej dziecka. Wydaje mi się, że ten facet wie, że będzie miał z nią dziecko, ale nie wiem czy chce sie nim zając. To jest temat na poważną rozmowę z nią jeśli da mi jeszcze jedną szansę.
Myślę, że mógłbym wychowywać z nią to dziecko, kocham ją, a to już dobra droga do pokochania i jej dziecka. Wydaje mi się, że ten facet wie, że będzie miał z nią dziecko, ale nie wiem czy chce sie nim zając. To jest temat na poważną rozmowę z nią jeśli da mi jeszcze jedną szansę.
Okłamałeś ją.
Zdradziłeś.
Odrzuciłeś gdy chciała być z Tobą.
W końcu Ona poznaje kogoś i się zakochuje (tak jak jej sam poradziłeś), będzie miała z nim dziecko.
Rozwodzicie się.
Dlaczego uważasz że masz do niej i jej dziecka jakiekolwiek prawa?
Co Tobą kieruje?
Piszesz - miłość.
Dla mnie to raczej wygląda to tak - jakbyś nagle zaczął się bać, że ona może być szczęśliwa z innym, że zostaniesz sam.
Czas zastanowić się czego tak naprawdę chcesz.
Jak wyobrażasz sobie Wasze relacje? Będziesz udawał że nic się nie stało?? Szczerze wątpię w wasze wspólne szczęście i że łączy Was jeszcze jakieś uczucie.
Nie, Ty musisz już pokochać to dziecko,jeżeli masz zamiar do Niej wrócić. Jeżeli tego naprawdę pragniesz, to będziesz uważać to dziecko za swoje. Bo wracając do Niej (o ile Ona tego zechce) decydujesz się na wzięcie odpowiedzialności także za to maleństwo.
Jeżeli kiedykolwiek dasz Jej albo dziecku odczuć, że nie jesteś biologicznym ojcem, to w Jej oczach będziesz spalony. Dla matki na pierwszym miejscu jest dziecko, potem mąż. Jesteś na to gotowy??
Kieruje mną miłość do niej, nie strach że zostanę sam czy to, że Ona zakocha się w kimś innym. Nie chciał bym naprawiać tego związku gdybym wiedział, że jest z kimś szczęśliwa, w końcu tak pierwotnie chciałem.
Czy mam do niej prawa? Nie wiem, ale jeśli zechce do mnie wrócić to zrobię wszystko co w mojej mocy żeby ona i dziecko mieli prawdziwy dom. Nie jest w moim interesie, żeby zataić przed dzieckiem prawdę i żeby je sobie przywłaszczyc bo ja dzieci mieć nie mogę.
Kieruje mną miłość do niej, nie strach że zostanę sam czy to, że Ona zakocha się w kimś innym. Nie chciał bym naprawiać tego związku gdybym wiedział, że jest z kimś szczęśliwa, w końcu tak pierwotnie chciałem.
Czy mam do niej prawa? Nie wiem, ale jeśli zechce do mnie wrócić to zrobię wszystko co w mojej mocy żeby ona i dziecko mieli prawdziwy dom. Nie jest w moim interesie, żeby zataić przed dzieckiem prawdę i żeby je sobie przywłaszczyc bo ja dzieci mieć nie mogę.
Jeśli kochasz walcz więc o nią, zabiegaj, bądź blisko, bądź wsparciem - zwłaszcza teraz jak została sama i jest w ciąży.. a któregoś dnia powiedz jej to co powyżej napisałeś. Niech zawsze nie tylko czuje ale też wie od Ciebie co czujesz. Nie kłam, nie zatajaj, nie ukrywaj niczego przed nią a będzie dobrze.
Bylem, przyznałem się. Nie wiem czy to coś dało i czy nie zrobiłem gorzej niż bylo.
15 2012-08-28 21:22:55 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2012-08-28 21:26:01)
Jesteś fajnym człowiekiem.
Życzę, żeby Wam się ułożyło i żeby to dziecko miało oboje dobrych rodziców.
Nie ten ojciec co spłodził, ale ten co wychował.
Bylem, przyznałem się. Nie wiem czy to coś dało i czy nie zrobiłem gorzej niż bylo.
Gdzie byłeś i do czego przyznałeś się?
Byłem u żony. Wybłagałem, żeby mnie wysłuchała bo sama nie chciała za bardzo ze mną rozmawiać. Opowiedziałem wszystko jak to wyglądało z mojej strony. Spytała, czy to żart i czy chce w ten sposób ją zmiękczyć po zdradzie. Zaprzeczyłem po czym ona zaczęła na mnie krzyczeć, że przez swoje chore zagrania spi****olilem nasze małżeństwo i że musiałaby stracić rozum żeby po tym do mnie wrócic.
Wiem, że jest porywcza i często nie przemyśli tego co powie i że mogła być w szoku i wściekła. Mimo wszystko boję się, że przekreśliłem już wszystkie szanse.
To, że są emocje działa na plus
Gorzej, gdyby powiedziała Ci spokojnie że to koniec.
Staraj się małymi kroczkami pokazać że może na Ciebie liczyć, stań się jej przyjacielem. Z czasem gdy jej złość minie - to uczucia może się odrodzą. Nie przyspieszaj niczego, po prostu bądź, pokazuj że może na Ciebie liczyć.
Życzę cierpliwości ![]()
Dzisiaj mi powiedziała na spokojnie, że to już koniec. Ehh nie wiem już co robić i myśleć. Próbowac dalej? Chyba nie ma już sensu, bo ona wygląda na zdecydowaną aby sie rozwiesc. Odpuscic sobie? Jeszcze gorzej bo ostatnimi czasy żyłem tylko myslą by do niej wrócic.
Jacob, to że się rozwodzicie nie musi oznaczać końca Waszej znajomości. Znam małżeństwa które się rozeszły a potem zeszły ponownie. To się nie dzieje z dnia na dzień - zaufanie buduje się przez lata.. niszczy w kilka sekund. Tak już jest.
Sam zdecyduj czy chcesz być z nią czy wolisz zacząć żyć od nowa..
20 2012-08-30 22:18:24 Ostatnio edytowany przez jacob (2012-08-30 23:35:25)
Oczywiscie, ze chce byc z nia. Bede sie chyba staral dalej, chociaz dzisiaj widzialem ja jak wychodzila z pracy z tym facetem. Niby nie wygladali na pare i laczy ich dziecko wiec maja powody aby sie widywac ale nie moge byc pewien ze nic ich nie laczy, bo ona unikala jego tematu. Mysle, ze bede probowal, co wy byscie zrobili w takiej sytuacji?
21 2012-08-30 23:09:31 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-08-30 23:13:33)
A ja myślę, że w waszym małżeństwie już dawno nie było bliskości.
Gdyby była to powiedziałbyś żonie o bezpłodności. Bo jak rozumiem w tajemnicy robileś badania i nie poinformowałeś jej, że podejrzewasz, że coś jest nie tak. Jak dla mnie decydowanie się na dziecko, dotyczy obojga i obie strony są w to zaangażowane i jesli pojawia się jakiś problem, to razem się przez to przechodzi. Ponadto nie wiem jak to możliwe, że żona nie zauważyła przez 1,5 roku, że coś Cię grzyzie, bo po wiadomości o bezpłodności, nie da się tak przejść niezauważenie do codzienności. Więc, albo jesteś dobrym aktorem albo między wami nie było tak jak powinno być. Po takim czasie bycia razem, człowiek wie, kiedy partnera coś grzyzie, nawet kiedy nic nie mówi.
Mówisz, że zależy Ci na niej, a ja w tym wszystkim widzę pewną niespójność. Po piersze, nie mówisz o bezpłodności. Ile Ty masz lat, że wstydzisz się, powiedzieć najblizszej Ci osobie o tak ważnej kwestii.
Po drugie, nie szukasz wyjścia z sytuacji. Nie rozmawiacie, co zrobicie jeśli okaże się, że nie będziecie mogli mieć dzieci, nawet czysto hipotetycznie.
Po trzecie, zostawiasz żonę samą, kiedy ona dowiaduje się o twojej bezpłodności. Nie rozumiesz, że dla niej to również trudna sytuacja, bo też straciła nadzieję na dziecko. Nie ma się co dziwić, że teraz boi się Ci zaufać, bo okazało się, że w trudnych chwilach nie bardzo może na Ciebie liczyć.
Zdradziłeś ją, wybaczyła Ci i pomimo wszystko chciała z Tobą być a Ty ją odtrąciłeś. Jak się kogoś kocha to walczy się o bycie razem, a nie dobrowolnie rezygnuje.
Mogę Ci doradzić jedynie porozmawiać z żoną, szczerze. Bo w sumie nic nie wiesz o jej sytuacji, co czuje i kim dla niej jest ojciec dziecka. Obserwacja i domysły to mało wiarygodne źródło informacji. Możesz próbować powalczyć jeszcze o ten związek, ale do tego potrzeba czasu. Bo niełatwo będzie odbudować zaufanie i musisz pokazać żonie, że zawsze może na Ciebie liczyć, a nie jesteś jak chorągiewka - raz chcesz z nią być a raz nie. Ale przede wszystkim sam musisz wiedzieć czego chcesz, czy chcesz być z nią, czy jeśli uda wam się znowu być razem, czy będziesz umiał być ojcem dla dziecka.
A ten tekst, że rodzina Cię nie wspiera mnie osłabił. Komu powinno zależeć, chyba Tobie przede wszystkim na małżeństwie.
Dziwne to wszystko, grubymi nićmi szyte jak dla mnie albo mocno niedojrzałe to wasze małżeństwo było.
Wiesz co 'jacob'?
Weź na wstrzymanie. Czas rozwiąże problem. Tym, co myśli rodzina nie sugeruj się.
Powiedz żonie jedynie, że może na Ciebie liczyć, i że to Jej pozostawiasz wybór.
Inaczej zagryziesz i się i niczego nie zwojujesz.
Głowy ostygną, to i myślenie przyjdzie.
Tak czy inaczej to teraz oni oboje muszą ustalić, jaka ich i ich dziecka przyszłość będzie.
A ja Ci powiem nie odpuszczaj. I mówię to z własnego doświadczenia, bo jestem zdradzoną żoną, obecnie w separacji z mężem. Kiedy powiedziałam, że to już koniec on zabiegał bardzo o mnie przez miesiąc czy dwa. Potem odpuścił, tak jak myślałam. A kto wie co by było...W każdym razie, nie narzucaj się jej, ale nie daj o sobie zapomnieć jeśli naprawdę Ci zależy. Nigdy nie wiadomo co się stanie, jak się ułoży, gdy gniew opadnie. Bo każdy gniew kiedyś słabnie. Tylko nie rezygnuj. Powodzenia ![]()
Nie rezygnuj, bo bedziesz zalowal. Masz miesiac na dzialanie i nie zmarnuj go. Tyle ode mnie!
A ja myślę, że w waszym małżeństwie już dawno nie było bliskości.
Gdyby była to powiedziałbyś żonie o bezpłodności. Bo jak rozumiem w tajemnicy robileś badania i nie poinformowałeś jej, że podejrzewasz, że coś jest nie tak. Jak dla mnie decydowanie się na dziecko, dotyczy obojga i obie strony są w to zaangażowane i jesli pojawia się jakiś problem, to razem się przez to przechodzi. Ponadto nie wiem jak to możliwe, że żona nie zauważyła przez 1,5 roku, że coś Cię grzyzie, bo po wiadomości o bezpłodności, nie da się tak przejść niezauważenie do codzienności. Więc, albo jesteś dobrym aktorem albo między wami nie było tak jak powinno być. Po takim czasie bycia razem, człowiek wie, kiedy partnera coś grzyzie, nawet kiedy nic nie mówi.
Mówisz, że zależy Ci na niej, a ja w tym wszystkim widzę pewną niespójność. Po piersze, nie mówisz o bezpłodności. Ile Ty masz lat, że wstydzisz się, powiedzieć najblizszej Ci osobie o tak ważnej kwestii.
Po drugie, nie szukasz wyjścia z sytuacji. Nie rozmawiacie, co zrobicie jeśli okaże się, że nie będziecie mogli mieć dzieci, nawet czysto hipotetycznie.
Po trzecie, zostawiasz żonę samą, kiedy ona dowiaduje się o twojej bezpłodności. Nie rozumiesz, że dla niej to również trudna sytuacja, bo też straciła nadzieję na dziecko. Nie ma się co dziwić, że teraz boi się Ci zaufać, bo okazało się, że w trudnych chwilach nie bardzo może na Ciebie liczyć.
Zdradziłeś ją, wybaczyła Ci i pomimo wszystko chciała z Tobą być a Ty ją odtrąciłeś. Jak się kogoś kocha to walczy się o bycie razem, a nie dobrowolnie rezygnuje.
Nasze małżeństwo było udane, przynajmniej mi się tak wydawało. Nie powiedziałem, bo nie wiedziałem jaka będzie jej reakcja i czego się spodziewac, ciągle odkładałem to na później. żona pzeczuwała, żę ccoś mnie gryzie, pytała, ale zwalałem wszystko na kiepską sytuację w pracy. Wiem, zawaliłem zostawiając ją i zdradzając i zdaję sobie sprawę, że tym przekreśliłem szanśe na odbudowanie tego małżeństwa. Robiłem co w mojej mocy.
Każda kobieta pragnie mieć dziecko.Być mamą i nosić je pod sercem.Ale w Kościele przyrzekała"NA DOBRE I NA ZŁE,W ZDROWIU I W CHOROBIE". Bardzo źle zrobiła,ze się od Ciebie wyprowadziła i zostawiła Ciebie z tym problemem samego.Ale widocznie tyle była warta,skoro nie umiała się z tym pogodzić.A Ty na pewno sobie życie jeszcze ułożysz i będzie fajnie:)
Każda kobieta pragnie mieć dziecko.Być mamą i nosić je pod sercem.Ale w Kościele przyrzekała"NA DOBRE I NA ZŁE,W ZDROWIU I W CHOROBIE". Bardzo źle zrobiła,ze się od Ciebie wyprowadziła i zostawiła Ciebie z tym problemem samego.Ale widocznie tyle była warta,skoro nie umiała się z tym pogodzić.A Ty na pewno sobie życie jeszcze ułożysz i będzie fajnie:)
Nie czytasz ze zrozumieniem, Ona nie zostawiła mnie dlatego, że jestem bezpłodny tylko dlatego, że ją okłamywałem i ukrywałem to tyle czasu.
Nasze małżeństwo było udane, przynajmniej mi się tak wydawało. Nie powiedziałem, bo nie wiedziałem jaka będzie jej reakcja i czego się spodziewac,
Czyli bałeś się?
Jeśli żona jest porywcza, mąż musi być silny i odważny albo nie kochać, inaczej gdy się zbliży będzie poobijany.
Podsumujmy fakty.
Ona powiedziała, że już nie chce Ciebie.
Jest w ciąży z innym.
Byli razem.
Ona chce rozwodu.
Ty chcesz być z nią.
Boisz się jej.
Myślisz, że pokochasz tamto dziecko, bo jej.
Wiesz co? Opatrzność chyba ma dla Ciebie inny plan niż życie z tą żoną. Wychowywanie cudzego dziecka to kanał - coś o tym wiem. Próby sklejania tego, co się rozbiło (nie ma sensu wnikać teraz z jakiego powodu i kto był winien) zmęczą Cię tylko, skoro ONA WYRAŹNIE POWIEDZIAŁA, ŻE NIE CHCE.
Trudno jest przestać kochać. Wiem. Sugeruję, żebyś poszedł na terapię. Postaraj się rozwieść łagodnie, bez awantur. Nie uznawaj dziecka (sprawdź w przepisach jak to jest, żebyś się nie wpaprał w alimenty na 25 lat lub dłużej; wiem, że teraz to ostatnia sprawa ale nie zaniedbuj, kiedyś zechcesz mieć inną kobietę/rodzinę a szanse masz większe, gdy nie będziesz miał tego rodzaju zobowiązań i obciążeń).
Gdy wszystko przebiegnie gładko i bez utrudnień, będziecie żyć w przyjaźni. Będziesz mógł w razie potrzeby być pomocny. Ta myśl powinna Ci teraz przynieść ulgę. Ważne, żebyś nie był zmuszony do płacenia alimentów, żebyś mógł - jeśli zechcesz - pomagać w dowolny sposób bez przymusu. To pokaże Twoje intencje.
Już trochę się zdystansowałem od tego wszystkiego. Wiem, że ja to rozbiłem i dlatego chciałem to składać, miałem głupią, naiwną nadzieję, że Ona cały czas mnie kocha i czeka
. Realność była dla mnie bardziej brutalna.
Jej dziecko ma ojca, które je uzna, nie muszę się niczego bać, wiem jaka jest i mam pewność, że w nic mnie nie wciągnie dla kasy.
Staram się aby uczucia już mi nie przysłanialy zdrowego rozsądku. Chciałem, próbowałem - nie wyszlo, trudno. Nie wiem dalej jak to będzie po rozwodzie i jak będę żył bez niej, ale kiedyś pewnie się pozbieram.
Rozsądek wrócił na swoje miejsce.
Masz rację teraz liczy się jej i ich dziecka życie i dobro.
Nie buduj następnych relacji na kłamstwie, dotyczącym Twojej niepłodności.
Powodzenia ![]()
Witam, piszę tutaj, ponieważ nie wiem już sam co zrobić, strasznie pogmatwałem sobie życie.
Swoją żonę poznałem 9 lat temu, małżeństwem jesteśmy od 5 lat. Moja żona była bardzo krzywdzona w dzieciństwie i zawsze priorytetem dla mnie było aby się nią zajmować i dawać co tylko pragnie, a ona bardzo pragnęła dzieci. Zaczęliśmy się starać, w międzyczasie ruszyła budowa naszego domu, po prostu pełnia szczęścia. Po pół roku bezowocnych starań (wiem, że to krótki okres, ale myśl, że coś jest nie tak nie dawała mi spokoju) przebadałem się i diagnoza była jasna: bezpłodność. Strasznie mnie to podłamało. Nie byłem w stanie powiedzec tego żonie, która z zapałem podchodziła do każdej następnej próby. Ukrywałem przed nią ten fakt półtorej roku. Nie wiem dlaczego, chyba czekałem na cud. Powiedziałem jej to, a raczej wykrzyczałem przy którejś kłotni. Żona wyprowadziła się twierdząc że nie chce z takim kłamcą ja ja przebywac pod jednym dachem. Nie wiedziałem co z sobą zrobic, poszedłem na miaso upiłem się i zdradziłem ją. Po miesiacu zona do mnie wrocila, ale ja ubzduralem sobie ze ja jej niedam tego co ona chce i ze na na nie zasluje. Przyznale sie do zdrady i powiedzialem, ze nie chce z nia byc. Zonaprosila zebym to przemyslal, ze ona mi wybacza ale ja staralem sie byc nieugiety i uwazalem ze bedzie lepiej jesli znajdzie sobie kogos innego, z ktorym bedzie mogla miec dzieci. Teraz zostal mi miesiac do rozwodu, moja zona zaliczyla jakas przygode w miedzy czasie i jest w ciazy. Teraz, po ponad pol roku zycia bez niej wem ze zrobilem okrona glupote i nie wiem czy moge to jeszcze jakos cofnac.
jak sam piszesz zrobiłeś głupotę a na nią nie ma lekarstwa!