Witam wszystkich jestem po ślubie 8 lat w grudniu wykryłem że żona mnie zdradzała przez 4 miesiące ,
bardzo to przeżyłem mamy 7 letniego synka o ona robiła to z moim bratem ciotecznym
nie wiem co mam robić rozstać się z nią czy dać jej jeszcze jedną szanse ?
Podobne tematy
Witaj
zapewne bardzo cierpisz...
czy zona żałuje tego co zrobiła? czy pragnię zostać z Tobą?
To będzie twoja najtrudniejsza decyzja...
juz nigdy nie będzie tak jak dawniej..
jeżeli jednak zdecydujesz się jej wybaczyć/ bo nigdy nie zapomnisz/ to nie mozesz do tego wracać..poniżać ją ...
Musisz z nią szczerze porozmawiać...
Dlaczego to zrobiła?
3 2011-01-12 22:52:32 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2011-01-12 22:54:33)
A jak to odkryłes jesli mozna wiedziec,tu mozna by duzo pisac,bo wszystko zalezy od tego czy-zona tego żałuje,co ja do tego skłoniło ,czy mieliscie kryzys,czy byłes dla niej dobrym partnerem,czy zona czy chce wszystko naprawic bo byc moze tak jest,bo co jesli ona nie chce dalej ciągnac małzenstwa,moze chce byc z tamtym a moze to tylko skok w bok,chociaz wątpie skoro trwał 4 miesiace.....napisz cos wiecej jest nas tu duzo napewno pomożemy!wiedz jedno ze jesli dwoje chcecie i sie kochacie nadal to wszystko mozna naprawic i zacząc od nowa ale jak juz pisałam zalezy to od wielu czynników.pozdrawiam.
I zgadzam sie ze wszystko mozna wybaczyc ale juz nie bedzie tak samo,czy jestes w stanie to jakos przezyc,współczuje Ci ale to tylko życie niestety....
No właśnie napisz więcej co i jak?
witam ponownie , przez ostatnie pół roku mieliśmy mały kryzys , to znaczy zacząłem trochę nadużywać alkoholu, zaczęliśmy się kłócić,ale nigdy nie zrobiłem żadnej głupoty, wypijałem tylko w weekendy a na tygodniu praca często do wieczora wpadali do nas znajomi i tak się zaczęło on do nas też przychodził był dla niej bardzo miły dla mnie oczywiście też to zaczęło sie od wakacji
Nigdy żona nie rozmawiała ze mną że coś jest źle,że nie pasuje jej towarzystwo w weekendy potrafiła się śmiać i cieszyć się ze mną, nic nie wskazywało na to że cos jest nie tak, prawie co drugi dzień kochaliśmy się i ciągle słyszałem że mnie kocha itp.Dostawała odemnie często prezenty zawszo ona była na pierwszym miejscu,.Ja na tygodniu do pracy a żona w domu zajmowała sie małym i domem.Pewnej soboty spodlałem się z nim zaproponował piwko po 2-3 poszedł sie odlać i zostawił telefon i dostał smsa gdy wziąłem go do ręki wiadomość była od żony mojej : czy będzie z nią jeżeli nie będzie ze mną . a on do niej : myślałem że poczekasz do wiosny jak znajde sobie prace i się troszkę ustawi. To wystarczyło pobiegłem do domu i ona się przyznała.Rozstaliśmy sie na tydzień ona ciągle przepraszała i płakała , uległem brakowało mi bardzo dziecka że go nie widziałem
Teraz jest w domu ciągle przeprasza chce być ze mną przynajmniej tak mówi ja ją bardzo kocham ale ten ból jest silniejszy ciągle widzę jego łapy na niej nie wiem co mam dalej robić podpowiedzcie.
wiesz co idę o zakład że żona na wiosnę Ciebie zostawi, dlaczego? widziałeś sms więc wiesz że żona chciała do niego odejść ale on musi znaleźć pracę zanim będą razem, więc teraz pytanie co się takiego strasznego stało że żona nagle zmieniła zdanie i już nie chce się do niego wyprowadzać?
w nagły przypływ uczuć żony do Ciebie nie wierzę, moim zdaniem ona chce przeczekać do wiosny a potem rozwód z orzeczeniem o winie, o Twojej winie...
Pierwsza zasada odstaw alkohol i to całkowicie na zero i nie próbuj żalu w nim topić bo to samobójstwo,przez alkohol zawsze były problemy,spróbować jak najbardziej możecie, może a na pewno sama spróbuje to naprawić czas pokaże,napewno będzie męczące gdy gdzieś wyjdzie itp.będziesz zachodził w głowe co robi w tym czasie ,efekty jej działań aby to naprawić zobaczysz w czasie,większości jak się na czymś ktoś sparzy to omija to z daleka
Jesteśmy tylko ludzmi i niestety popełniamy błędy..moze żona taki właśnie błąd popełniła...
Pierwszy krok waszego odnalezienia się na nowo- to szczera rozmowa...
Teraz czujesz ogromny ból, ale może pozwól by minęło trochę czasu, spojrzysz na te sytuację troszkę na trzezwo , bez dużych emocji...
Jeżeli jej wybaczysz i postanowicie być nadal razem...czeka was długa droga...ale efekty mogą cię pozytywnie zaskoczyć..
wiem że w to nie uwierzysz ale czasami zdrada może zmienic związek na lepszy,dojrzalszy...
nie milczcie.. rozmawiajcie, jak najwięcej..
9 2011-01-14 21:49:19 Ostatnio edytowany przez Dary (2011-01-15 00:29:20)
wiesz co idę o zakład że żona na wiosnę Ciebie zostawi, dlaczego? widziałeś sms więc wiesz że żona chciała do niego odejść ale on musi znaleźć pracę zanim będą razem, więc teraz pytanie co się takiego strasznego stało że żona nagle zmieniła zdanie i już nie chce się do niego wyprowadzać?
w nagły przypływ uczuć żony do Ciebie nie wierzę, moim zdaniem ona chce przeczekać do wiosny a potem rozwód z orzeczeniem o winie, o Twojej winie...
Jak by tak miało być to by odeszła a teraz po prostu się obudziła przejrzała na oczy otrząsnęła się z tego co się stało
Ale tak czytając tego esa i twoje poczynania wekendowe to wydaje mi się że ty sobie zapomniałeś o uczuciach do niej,one w związku chcą być kochane mieć takie poczucie okazywanie w jakiś sposób sam sex nie wystarczy tego mogą mieć na pęczki,my zresztą też,to tak do równouprawnienia, bo po jakimś czasie stwierdzi że jest ci tylko po to potrzebna i do różnych prac domowych praca do nocy pracą ale przynajmniej wekendy powinieneś przebywać z nią a nie pić z kolegami to że jesteście po ślubie to nie znaczy że ma być przywiązana do zlewozmywaka siedzieć w domu i czekać aż wrócisz ,zapewne o to poszło, bo jeśli sam sex to nie pisała by w ten sposób a gdyby tylko w seksie było żle to skok w bok na jakiś czas rozwiązałby sprawe a tobie by to namyśl nie przyszło bratanek na obiecywał gruszek na wierzbie a ona na to poszła a cel jego był jeden po bzykać i tyle szukaj błedów też u siebie na przyszłość wam to pomoże i będzie dobrze ![]()
Nie ma gdzie odejść to jest gówniarz ma 20 lat mieszka u rodziców nic swojego nie ma nie wiem co ona w nim widziała, po prostu jeżeli zapytała go w prost to się zesrał.
To była chwilowa fascynacja..prawdopodobnie
To była chwilowa fascynacja..prawdopodobnie
dzięki
To była chwilowa fascynacja..prawdopodobnie
Fascynacja czy nie...zdradziła...takie 20-lenie ciacho zadziałało na jej zmysły i tyle.Moze chciała sie pobawić na boku ,a może nie mogła patrzec na ciągle pijanego mężą i szukała innych ramion???Fakt jest taki ,że popłynęła..my nie mozemy stanowczo Ci powiedziac coo masz zrobić,czy dasz radę patrzec na nią bez tych "jego rąk " jak to napisałes...A brata obiłabym po pysku...jeszcze zeby polazła z obcym..ale z Twoim kuzynem...fuj ..a on no cóż... widać jaki ma szacunek do własnego brata,i jak nie umie trzymac zapietego rozporka..to nie ma o czym mówić.
Nigdy nie uzyskasz odpowiedzi na pytanie- dlaczego to zrobiła?
Nigdy nie otrzymasz odpwoiedzi która bedzie dla Ciebie odpowiednia...
musisz zupełnie odpuścić ten temat...
ludzie popełniaja błędy...bo są tylko ludzmi..
jeżeli Cię kocha i chce z Tobą być dla Ciebie- nie dla dziecka czy mieszkania-daj jej szanse.
Czujesz się zdradzony- ale pamiętaj nie jestes gorszy,,
jak sam zauwazyłeś , w tym związku obydwoje popełniliście wiele błędów...
Może ustalcie swoją nową drogę, daj jej szanse- ale nie obwiniaj ciągle, nie rób wyrzutów, pokaż jej swoje ciepło-Ona to doceni..
Byc może kiedyś znowu jej zaufasz...
Uwierz , wiem co mówię...
A Twój Kuzyn? Cóż... sam w swoim życiu zapłaci za to nie raz...
Dziś dostałem bilingi i się przeraziłem przez 3 miesiące dzwoniła do niego co 30 min
kiedy ja byłem z nią, a często kiedy już spałem , itp.zawsze znalazła chwile aby do niego zadzwonić ,a smssów były w miesiącu setki, jaki ja byłem ślepy..........hm i co dalej....
nie byłeś ślepy, byłeś zbyt ufny a ona to wykorzystała i wykorzysta jeszcze nie raz, jeżeli z nią zostaniesz.
chciała z nim być i nagle kiedy sprawa wypływa ona jest wielce zakochana nie w nim a w Tobie? przecież od razu widać że coś tu jest nie tak i coś ona kręci. tym bardziej że piszesz że tamten mieszka u rodziców, na dodatek to Twoja rodzina więc pewnie młody się wystraszył że rodzice się dowiedzą i on wraz z Twoją będą mieli opinię zjechaną więc za wszelką cenę chcą sprawę wyciszyć.
ja bym dał sobie spokój, nie dlatego że zostałbym zdradzony ale dlatego że ona za Twoimi plecami już planowała z nim życie i tylko wyczekiwała na jego decyzję, więc dzisiaj ona jest nie dlatego że przejrzała ale dlatego że tamten zrezygnował z kłopotów jakie ona by mu sprawiła.
Ja mam inne zdanie...
jeżeli ją kochasz ..daj jej szansę...
Jeżeli chcesz na nowo iść z nią razem -musisz zamknąć ten rozdział całkowicie..nie sprawdzac i wracac do tego co było...
Ona się nim zafascynowała...
Ale czy tylko Ona jest winna...
Mam pytanie- czy Ona mówi Ci że nadal chce być z Tobą?
czyli ma zapomnieć i dać jej w ten sposób do zrozumienia że może to powtórzyć?
ona bez kopa w tyłek nie zrozumie co zrobiła, a kopem w tyłek może być poza rozwodem sprawdzanie jej, dawanie do zrozumienia że jej się nie ufa itd bo w innym wypadku zabawa się powtórzy.
facet prowadził po pijaku i potrącił pieszego i czy tylko on był winny? oczywiście że tylko on i nie wiem po co ten tekst że nie tylko ona jest winna, bo winna jest zawsze osoba która czyn popełnia i nie ma tu rozbijania winy na kilka osób, winna jest zawsze jedna strona.
Ja mam inne zdanie...
jeżeli ją kochasz ..daj jej szansę...
Jeżeli chcesz na nowo iść z nią razem -musisz zamknąć ten rozdział całkowicie..nie sprawdzac i wracac do tego co było...
Ona się nim zafascynowała...
Ale czy tylko Ona jest winna...Mam pytanie- czy Ona mówi Ci że nadal chce być z Tobą?
Tak teraz ciągle to powtarza ale czy to są szczere słowa
Młody nie pracuje, to nie ma kasy na alkohol. Na razie nie ma co robić afery, poczekaj trochę, zacznie pracować, będzie miał kase na alkohol, to przestanie być tak atrakcyjny dla Twojej żony jak jest w tej chwili. No chyba, że obiecał jej że nie będzie pić, a zacznie odkładać na mieszkanie, albo na wynajem.
Piszesz że nigdy nie zrobiłeś żadnej głupoty. A naduzywanie alkoholu to nie jest głupota?
Druga rzecz, co znaczy trochę nadużywać? To co dla Ciebie znaczy trochę? Naduzywanie samo w sobie przekracza normy - i zdecydowanie odbiega od określenia trochę. Rozumiesz nadużywanie - trochę. Nie widzisz tu rażącej rozbieżności? Dla jednego człowieka, Twoje "trochę" może być przekroczeniem granic. A jakaż to piękna perspektywa się rodzi ... za niedługo trochę, przerodzi sie w troche więcej niż trochę, ponad ciut ponad normę, a na końcu nieee, jesstttemm wccallle akhoholikkiem. Wydajjjje Ciiiiiii sie skarbie. Zastanowiłeś się może, że patrząc na Cibei mogłą stracić poczucie bezpieczeńśtwa, a perspektywa przyszłości lekko się zamazała? Kupowałeś jej fajne prezenty, za to Twój bracik, był dla niej miły i miał fajniejszą pukawkę. Bo inaczej to pewnie by nie trwało tak długo. Może zamiast patrzeć na nią , zrobisz coś ze sobą i pogadasz z nią, co? Myslisz, że jeżeli ona się zmieni, odpokuktuje, czy to tam sobie ubzdurasz, to macie szansę? Nie. BO jeśli Ty nie zaczniesz też zmieniać siebie, nie zobaczysz, że może właśnie ten alkohol, mimo wszystko niewystarczające dbanie o żonę, się nie zmieni, to w przyszłości może się to powtórzyć. Obojętnie, czy będziesz z żoną czy inną kobietą? Uważasz, że tylko ona wprowadziła zmiany do Waszego ziązku, bo wskoczczyła w ramiona facetowi, z którym planowała przyszłość, a nie ma to większego wydżwięku? A może Ty ją gdzieś zawiodłeś wcześniej, a sam alkohol to jedna z wielu zmian, któraj jesteśa autorem, a spowodowała, że ona obserwując to odsuneła się od Ciebie. Skoro nigdy nie mówiła Ci, że jest coś nie tak, ale było, alkohol, bracik, to znaczy że nie rozmawialiście ze sobą wystarczająćo, bo nie wiedziałeś co się dzieje. A to nie jest jej wina, że nie mówiła, a równiez Twoja. Bo w związku się rozmawia ciągle, by trwał. Dizlog w małżeństwie nie polega, na tym że mówi się o rzeczach które boją, a rozmawia się, rozmawia i jeszcze raz rozmawia.
Zdradzanie, a planowanie bycia z kims innym, ba, odejście od męża i rozbicie dziecku rodziny, nie bierze się jedynie z potrzeb seksualnych. Że nie chodziło tylko o zaspokojenie potrzeb, które może zapewnić jurny ogierek, w dodatku on nie miał kaski, a skoro myślała że może z nim być, musi mieć w sobie coś, co pewnie zatraciłeś, uleciało Ci, albo zamieniłeś na popijawy. Takie zauroczenie, fajnym seksem, nie trwa, aż tak długo, no chuba że ten alkohol popsuł Ci sprzęt. Sam seks nie będzie tak szybko przeradzał się w tak poważny związek. Planowali coś więcej, a nie kolejne upojne bzykanko. W waszym małżeńśtwie nastąpiły poważne rzeczy, które do tego doprowadziły. Skup sie na może na tym, a nie jedynie na poczuciu krzywdy. Na takim mysleniu dalego nie zajedziesz. Ona ze strachu, teraz tak się zachowuje, może nawet i się opamiętała, zdała z konsekwencji, ale co Ty jej zostawisz, gdy ona juz ochłonie, to samo, co miała? Coś na czym budowała romans? Czy to trochę nie za mało by Wasz związek trwał i takie rzeczy się nie pwtórzyły? Nie mówię że wina leży jedynie po Twojej, albo jej stronie. Samego aktu zdrady nic nie wytłumaczy, o tym nie ma mowy, ale podwaliny tej sytuacji wybudowaliście obydwoje - Ty również masz w tym niemały udział.
Więc może w międzyczasie, gdy zastanawiasz się nad tym, czy jej słowa są prawdziwe, zastanów się co Ty możesz zagwarantować. Bo jeśli to samo, co przed tym , gdy się o wszystkim dowiedziałeś, to może sobie odpuść. Bo może właśnie z nim mogłaby być szczęsliwa w życiu, zamiast tłuc się z Tobą w związku na starych zasadach i zastanawiać, czy dobrze zrobiła, zostając z Tobą.
witaj, na poczatku chcialabym ci powiedziec ze na dziale "MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO" jest temat bardzo podobnej sprawy tylko tam jeszcze facet ludzi sie ona nie zdradza, moze powinienes mu pomoc pojac prawde http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php? … 80#p439280
co do ciebie, wedlog mnie gdyby bylo wszystko ok miedzy wami to nie musialaby szukac tego gdzie indziej,moze mowila ze jej nie pasuje ale ty nie slyszales, albo liczyla ze sam zauwazysz, albo bala ci sie to powiedziec albo...roznie moglo byc, tak czy siak to ty jestes doroslym czlowiekiem i powinienes sie kontrolowac nie jestes jak ten 20latek.
poza tym, to twoja zona, ty ja znasz najelepiej i mysle ze powinniscie sie obudwoje starac, ty abys odzyskal zaufanie jej a ona twoje, abyscie znow byli ze soba anie obok siebie, abyscie byli razem szczesliwi, wiem ze niektorzy nie wyobrazaja wybaczyc zdrady ale jesli ty chcesz choc probowac to chwala za to, moze powinienes ty sie poprawic i ona rowniez, zawsze mozna sie rozejsc, gorzej stanac na przeciw problemu.
sproboj a sie przekonasz czy podolacie i czy bedzie cos z tego
Wszyscy probuja zrozumiec dlaczego, to niewazne.Mam na ten temat troche staroswieckie poglady.Mianowicie uwazam ,ze malzenstwo zobowiazuje,a ktos kto zdradzil nie jest wart mojej miłosci,szacunku,zaufania.Jezeli chcesz zyc w niepewności to jej wybacz,ale juz nigdy nie zaznasz spokoju.Jezeli gdzies pojedzie ,ty zawsze bedziesz myslal-z kim.Kolejne dziecko -ale czy moje.Jesli uwazasz ze mozna tak zyc,ze dasz rade,twoja wola.
23 2011-01-18 19:23:26 Ostatnio edytowany przez agau (2011-01-18 19:24:49)
Witaj. Zgadzam się całkowicie z Dunkinsem. Osoba, która jest zdradzana zawsze zrzuca winę na tę, która się zdrady dopuściła. Dlaczego nie mówi się o tym, co doprowadziło do zdrady?? Jakie były tego przyczyny? Jako kobieta, która jest w trakcie rozpadu małżeństwa, powiem tylko jedną rzecz, jeśli w związku nie ma dialogu, wzajemnej adoracji, podrywania (tak, nawet po ślubie), szacunku, a przede wszystkim miłości, to po co w nim tkwić? A jeśli chodzi o alkohol to uważam, że wolałeś kryzys małżeński przepić i załagodzić, sorry, ale taka jest prawda. Czy kiedykolwiek zapytałeś żonę, jakie ma oczekiwania wobec Ciebie, jak mógłbyś jej pomóc, czego pragnie? Mój mąż nigdy nie zapytał, a dziś ma pretensje, że od niego odchodzę.
Owszem zdrady nie da się zapomnieć ani wybaczyć, ale pomyśl, co skłoniło żonę, by zauroczyła się innym facetem. Pamiętaj, że jeśli w związku jest jakiś deficyt, to się poszukuję uzupełnienia poza. Życzę pomyślności.
Jeżeli mogę się wypowiedzieć ,ja też miałam podobną sytuacje i w tym przypadku jestem, a raczej byłam zdradzającą. Wiem, że może to brzmi dziwnie niezrozumiale, ale czasem tak bywa,że poddajesz się pewnym wpływom. Dlaczego to zrobiła??? Uwierz mi , że może nie wiedzieć do tej pory. Ja nie wiem dlaczego to zrobiłam minęło już ponad 1,5 roku i nadal tego nie wiem.. myślę,że mnie ktoś uwiódł, a mój błąd polegał na tym ,że nie powiedziałam "spadaj gościu". Wiele bym dała ,żeby to się nie zdarzyło ale się zdarzyło.. Jestem z mężem ,którego kocham i którego tak skrzywdziłam, wstyd mi za siebie, staramy się być szczęśliwi, choć czasem temat powraca bo przecież nie sposób zapomnieć o tym ot tak.. ale myślę, że to się uda. Jest coraz lepiej. Nie poddam się "poniosę karę" za to .. wytrzymam, ale nie wystawię więcej na próbę mojej rodziny. Co mogę powiedzieć o "tamtym czasie" teraz? wydaje mi się ,że to nie byłam JA - naprawdę, kobieta opętana przez głupotę. Może warto dać szansę?
Ja zawsze mówiłem że ja kocham starałem się żeby wszystko było jak najlepiej jeżeli chodzi o picie nigdzie nigdy sie nie szlajałem zawsze jeżeli piłem to w domu prawie zawsze piliśmy razem i prawie zawsze tylko w weekendy może brakowało jej wolności zaczelismy razem chodzić ze sobą jak ona miała 14 lat i zawsze rozwiązywaliśmy każdy problem razem choć czasem było ciężko potrafiliśmy ze sobą rozmawiać o wszystkim i w końcu przeprowadziliśmy sie na wieś tam wokoło kupa znajomych rodziny zaczęły się weekendowe imprezki ale nigdy nie było rozmowy ze jej to nie pasuje i STAŁO SIE teraz mówi że powinna mi powiedzieć że pisze do niej czułe sowa ale nie potrafiła zaczeło sie jej to podobać zaczeła mnie okłamywać i w końcu zdradzać . Ja jej nigdy tego nie zrobiłem choć miałem wiele okazji dlamnie zawsze Rodzina na pierwszym miejscu .
Wystarczyło tylko słowo że coś zaczyna jej sie nie podobać i dali byśmy rade jak zawsze od tylu lat ale NIE >> popłyneła . Teraz przeprasza mówi że nie wie co to było i przekonuje mnie że mnie kocha i bardzo tego żałuje ...... mówi mi i co będzie z naszym Dzieckiem żebym jej wybaczył ..hm ale dlaczego nie myślała wcześniej o Dziecku jaką nam krzywdę wyrządza , ja z Dzieckiem jestem bardzo zżyty nie wyobrażam sobie że wracam do domu a Jego tam nie ma. nie mogę tego zrozumieć po tym co zrobiła przejechała (,,od mamy" ) i robiła to samo ze mną , potrafiła tak wszystko zaplanować tak perfekcyjnie po prostu jestem w szoku . Najgłupsze jest chyba to że ja ją tak bardzo kocham .
powiem ci co menel by zrobil na twoim miejscu.nie wiem czy to dobra rada czy zla ale skuł bym jape temu chlopakowi a zonie dalbym ostania szanse bo jednak jest w tym jakas twoja wina.
jak czytam niektóre wypowiedzi to aż mnie skręca w żołądku. Piszecie o jego winie, o tym że nie dbał, o tym że jest alkoholikiem. Staracie się wyrównać winę i zupełnie nie wiem po co ?
Wyraźnie zostało podkreślone że alkohol był w domu za aprobatą obu stron więc wina jeśli już jest po obu stronach. Jeżeli jest problem w małżeństwie to rozmawia się o nim. Ona zamiast rozmawiać uciekła gdzie indziej bo tam było lepiej. Nosz K.... czy to jest dojrzałe zachowanie żony i matki ??
Dziwi mnie że nikt nie wspomniał o słowach przysięgi małżeńskiej " na dobre i na złe" ....
Niestety w obecnych czasach ludzie bardzo szybko rezygnują ze swoich związków bo tak jest po prostu wygodniej, uciekają się do zdrad kłamstw, tłumaczą i usprawiedliwiają się przed sobą że to nie tylko ich wina...
Do autora postu.
Jeśli było jej źle z Tobą mogła Ci dać znać. Jeśli dawała znać a nie zauważyłeś mogła porozmawiać w prost, jeśli wprost rozmawiała i nie pomogło to mogła odejść a nie zdradzać. Jak perfidnym trzeba być człowiekiem by zdradzić. Zdradę zawsze się tłumaczy. Bo o mnie nie dbał/a, bo czułam/em się samtona/y, bo to bo tamto. Jeśli komuś coś nie pasuje niech to oświadczy i odejdzie a nie wbija ukochanemu/ej nóż w plecy.
Zdrada jest dla mnie oznaką tchórzostwa, boimy się konsekwencji wynikających ze związku, boimy się problemów, wolimy poszukać brakującego elementu gdzie indziej. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd.
Ja bym na Twoim miejscu zdecydowanie uciekał od tej odrażającej wręcz sytuacji.
A już w żadnym wypadku nie powinieneś czuć się winny za tą sytuację. Jedynie możesz czuć do siebie żal że nie dawałeś żonie tyle ile potrzebowała ale w żaden sposób nie jesteś winny zdrady !!
Osoby wypowiadające się na ten temat. Zrozumcie że jej zdrada i brak jego zainteresowania to są dwie różne sprawy...
Amazonka740, zejdź z gościa, i ze swojego staroświeckiego podejścia, tą drogą dojdziesz do wniosku, że najlepiej będzie ukamionować niewiastę, która dopuściła się tak podłego czynu.
Koziorożec, nie chcię tłumaczyć Twojej kobiety, natomiast skoro piszesz to właśnie Ty, osoba zdradzona, postaram się Ci pare spraw wyjaśnić. Spojrzenie będzie zapewne krytyczne, ale nie poto by Ci dokopać, ale byś spojrzał na całość, a nie jdynie na sam fakt zdrady
Jeśli ona miała 14 lat, gdy zaczeliście kręcić to możliwe, że żaden inny facet na poważnie jej nie adorował, prócz Ciebie. Tak łatwo się temu poddała, bo to była dla niej zupełan nowość. Wyrastała w Twoim otoczeniu, w świat kobiet weszła w Twoim otoczeniu, znała Cie od zawsze, dlatego piszę, że adoracja przez innego mężczyznę, tak na nią podizałała.
Może kiedyś tak było, że rozmawialiście ze sobą o wszystkim. Ale od jakiegoś czasu tak nie było. Spójrz prawdzie w oczy, samo to, że ona Ci nie powiedziała, iż jest zasypywana słowami, o tym nie świadczy. Pytanie, jak dawno straciliście taki kontakt o którym piszesz że był. W jaki sposób wam to umkneło. To sa ważne pytania. No stało się i nic tego nie zmieni. Najpier jedno, potem drugie. Popłyneła, bo nie było WAS, takich jakimi byliście, jakimi powinniście być. Brak rozmowy, to nie wina jednej strony, no choć na chwile spójrz na to z tej strony. Jeśli masz pytania zadawaj je. Jeśli ona dziś zastanawia się co z dzieckiem, zapytaj się o to o co sie pytasz tutaj, jak sobie wyobrażała miejsce dziecka, wtedy , gdy planowali swoją przyszłość. Ty musisz znać te odpowiedzi. I wogóle zostaw dziecko na boku, spójrz na to jak to wygląda teraz. Niech ono nie będzie karta przetargową. Ono dziś jest Twoim atutem owszem, ale niech będzie Waszym atutem, pozwól na to. Jeśli ona Cię kocha, choć jej nie ufasz i Ty ją kochasz, a łączy was tak wiele lat. Warto spróbować. Mnie nie musisz wierzyć, ale siądźcie oboje i zacznijcie wymieniać wydarzenia, które miały miejsce od początku waszego poznania. Zacznijcie wymieniać, co wspólnie przeżyliście, poprzypominajcie sobie te stare rzeczy. Okarzes ię zapewne że jest ich więcej, niż sobie wyobrażałeś. Przypomnijcie sobie co was łączyło wtedy, jakie mieliście odczucia, to jest kapitał Waszego związku. Jeśli tylko to coś pomoże, pomyśl nawet, że robicie to dla dziecka, a jeśli ta miłość jest prawdziwa, wkrótce będziesz wiedział czy dając jej szansę zrobiłeś dobrze. Jeśli tej szansy nie dasz, będziesz zachodził w głowę do końca zycia, czy zrobiłeś dobrze. Jeśli jej nie dasz, może ona nie wrócić, a na pewno nie na Twoich warunkach. Nie zaszkodzi dać szansę, pokaż, że jesteś lepszy niż jej się zdawało, że odchodząc od Ciebie myślała o odejściu nie od pustego faceta, ale od faceta który prawdziwie kocha, i że ona idąc w innym kierunku zosawiała coś cennego, z czego nie zdawała sobie sprawy. Na rozstanie zawsze jest czas. Możesz powiedzieć, że to próba.
Będzie bolało, bardzo bolało. Powiem więcej, to co teraz boli to jeszcze nie wszystko, dziś Twój ból przesłaniają emocje, które ten ból osłaniają. Powiesz że wzmacniają, to nie do końca tak. Szczególnie brak zaufania, jest bardzo męczący. Gdy opadną już emocję, poczujesz coś gorszego, to będzie to nagi ból, będzie się wlókł niskończenie długo. Prawdopodobnie bęedziesz chciał poznać wszystkie szczegóły. Pewnie masz do tego prawo, jeśli nie będzie chciała, albo sam nie będziesz chciał, to na pewno nie pozwól, by wyobraźnia gotowała Ci bolesne scenariusze, bo one mogą być gorsze niż prawda. To wszystko jednak może spowoduje, że odkryjesz jeden z walorów miłości - przebaczenie. A jedynie osoba kochająca, jest w stanie wybaczyć coś takiego. Nie skupiaj się na karze, na pokutowaniu, albo innych takich rzeczach, ona z Czasem będzis starała się wynagrodzić Ci wszystko. Pomóż jej, tak pomóż to bardzo ważne. Pomyśl też jak Ty możesz dołożyć się do odbudowy związku. Ba, jeśli podejmiesz chęć walki o związek, sam wyjdż z inicjatywą. Dasz jej sygnał by ona sama nie ogrniczała się w dążeniu do jego odbudowy. To, czy też rozstanie i tak będzie nowym rozdziałem w Waszym życiu. Sam sobie zadałeś pytanie, jakby wyglądałoby Twoje życie, w pustym domu - odpowiedziałeś - byłoby puste. A przecież dodałeś, że nie wyobrażasz sobie takiego stanu rzeczy. A ta pustka, jeśli nie dasz szansy może być tu za moment i nie ma znaczenia w jakim konstekście o tym myślałeś wcześniej. Ta pustka nie będzie też trwała chwilę, ale bardzo długo. Myślisz, że nie warto spróbować? Na rozstanie zawsze jest czas. A ten moment może być dla Was ostatnią szansą.
I pamiętaj, to że między Wami się popsuło, to nie jedynie jej zasługa.
29 2011-01-19 10:54:44 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-01-19 12:21:08)
Dr. Menel, nie wiem skąd masz tytuł doktora, ale teksty typu nie wiem, czy udzielana przeze mnie rada jest dobra, czy zła - to żadna rada. To, że Ty, albo ja, takiemu facetowi skułbym gębę, to całkiem inna sprawa. Ale jak raddzić, to radzić.
Krostofinio, nikt nie napisał, że autor jest alkoholikiem, a to, że dbał odpowiedznio, to do tego sam się przyznał. Zatem jeśli Cię skręca, to dla dobra swojego żołądka, przeczytaj to wszystko jeszcze raz.
Czepiasz się, to i ja się przyczepię. Piszesz, że jeśli jest problem, to się o nim rozmawia. Nie, to błędne podejście, należy rozmawiać o wszytkim. Nie tylko o problemie, a jeśli się rozmawia o wszystkim, wtedy drobnostki nie urastają do rangi problemów. A nawet jeśli, to naprawdę dziwiwsz się, że jeśli komuś jest niedobrze to ucieka ku lepszemu? Myślę, że mało jest takich, co w podobnej sytuacji uciekaliby do jeszcze gorszego.
Na dobre i na złe, to chyba tytuł serialu telewizyjnego, co?
Taki tok myślenia prowadzić może do wniosku, że jeśli ktoś ma za partnera alkoholika, albo narkomana, to powinien z nim być. Przypomnę zatem, że mimo wszystko, istnieje ogólne przyzwolenie społeczne, na rozstania w takich zwiakach. Pomimo, że padło sakramentalena: na dobre i złe. Mimo, że uzależnienie to też choroba.
Niestety, w obecnych czasach dzieje się tak jak piszesz. I dziać będzie, bez względu na to co sobie pomyślisz i jaką masz teorię i przepis, jak powinno wyglądać życie. Zatem zamiast skupiać sie co i jak powinno być, lepiej się skupić na rozwiązywaiu problemów, zapobieganiu im, a nie kierowaniu się słowami, które mogą być jednie drogowskazem, tu, na Ziemi. Bo Ci co przyjmują słowa tej całej przysięgi małżeńskiej, niejednokrotnie grzeszą na taką skalę, że Ci tutaj, co są na forum, są przy nich aniołkami.
Jej zdrada i brak jego zainteresowania to dwie różne rzeczy, owszem, ale jeśli nie widzisz, że jedno wiąże się z drugim, to proszę powstrzymaj się od rad, co by zrobić na miesjcu autora. A jeśli juŻ nawet, posłuchać Ciebie i uciekać od tej "odrażającej wręcz sytuacji" to powIedz, weźmiesz też na siebie jego ból, ból związany z pustką i porażką życiową? To właśnie radzisz! Zamiast się zmierzyć - uciekaj, Tak drogi autorze, uciekaj, zatrzaśnij drzwi za sobą, jestś bez winy, więc jako pierwszy sięgnij po kamień, by ukamionować swoje małżeństwo, bo ona nie wytrwała, ani w zdrowiu, ani w chorobie i każ na to wszystko patrzeć dziecku, żona nie dała dobrego przykładu, to Ty dawaj, nie wybaczaj - przecież to takie chrześcijańskie, zwal winę wyłącznie na nią, nadstaw drugi policzek - jak będziesz obijał gębę rywalowi i takie tam.
(ostatnie zdania ostatniego akapitu, to sarkazm i mam nadzieje, że wystarczająco widoczny)
Tak sobie myślę, że to był błąd, okropny błąd z jej strony no i mojej bo też byłam w tej sytuacji 1,5 roku temu ,ale jak jakaś kobieta pisałaby do Ciebie jakieś miłe smsy czy Ty byś "leciał" z tym do żony? pomyślałbyś nie no no nie będę robił szumu (nie będę jej ranił) to TYLKO smsy ale potem zaczynasz czekać na nie. Sam przed sobą nie chcesz się przyznać ale tak jest i trzeba bardzo uważać . Ja nie uważałam sądziłam,że kontroluję to, a wcale tak nie było . To tak jakbym ja myślała,że pociągam za sznurki, a to ten drugi manipuluje. Powiem jeszcze ,że gdybym powiedziała ,od razu właśnie,że dostaję takie smsy od kogoś mężowi, nie stało by się to. I to jest pierwszy poważny błąd. Z tym ,że u mnie ja sama mu o tym powiedziałam, że zdradziłam.
Dunkis, w 100% trafiasz w sedno sprawy, jestem pod wrażeniem Twoich postów. Ja od siebie mogę dodać jedynie tyle, że warto się zastanowić nad radami kolegi Dunkisa, mogą pomóc.
dunkis, już mogę chyba napisać że jak zwykle(bo często czytam Twoje wypowiedzi) często nie do końca rozumiesz co napisała druga osoba i przez to wyobrażasz sobie zupełnie inny scenariusz niż nadawca posta.
Przykładem jest tutaj moment w którym piszesz że powinni rozmawiać o wszystkim a nie tylko o problemach. Z tego co zauważyłem tutaj rozmawiamy na temat problemów i rozterek więc nie ma sensu opisywać wszystkiego w okół a raczej skupić się nad tym problemem.( sądze że ich swobodne rozmowy na temat obiadu czy koloru zasłonek w kuchni nie zmieniło sytuacji w ich małżeństwie - a jak zmieniło to jest to problem).
Oczywiście moje wspomnienie o słowach przysięgi skojarzyło Ci się z serialem, napisałeś to zapewne by jeszcze bardziej podkreślić siłę swojej wypowiedzi które moim zdaniem masz bardzo przemyślane i ułożone i przyznam że masz bardzo ciekawy tok myślowy. Jednak one zostały podkreślone po to by pokazać że to ona złamała warunki jakie sobie ustalili( nie muszę chyba tłumaczyć czemu użyłem tutaj określenia "warunki" ). Uciekła od odpowiedzialności za problem który mieli w małżeństwie.
Zdradzając go zabrała mu grunt spod nóg( juz nie będe opisywał jak mocno go zraniła bo to chyba jest bezcelowe i oczywiste).
Na koniec zostawiłem sobie moment w którym piszesz że mam brać odpowiedzialność za swoje słowa w jego życiu. Chyba sensem tego forum jest to by każda osoba opisała dokładnie jak widzie dany problem i zagadnienie. Autorzy doskonale wiedzą że nie dostaną tutaj złotego środka a jedynie będą mogli zobaczyć swój problem poprzez pryzmat wielu umysłów i na podstawie tego łatwiej im będzie podjąć decyzję ( mam nadzieje że łatwiej .
Do autora:
Napisz czy masz już jakieś nowe przemyślenia i przede wszystkim jak się trzymasz. Myślę że każde z nas na swój sposób Cię wspiera. Pozdrawiam
Dziękuję za zwrócenie uwagi, rzeczywiście czasem, nie do końca rozumiem, co napisała druga osoba.
W tym przypadku również możliwe, że nie zrozumiałem, do końca. Podtrzyma przynajmniej swoje zdanie, dotyczące konieczności rozmowy o wszystkim. Bo rozmawianie o problemie, problemie w związku, który sie narodził, a nie o problemach dnia codziennego, jak zmiana firanek - choć i to czasem może uforsnąc do niebotycznych wymiarów, to ostatni dzwonek - alarm! Alarm, który nie raz mówi nie o błędzie a juz jego następstwach. Brak rozmowy, w takiej sytuacji to katastrofa w związku. I właśnie na to chciałem zwrócić uwagę. Kolejna rzecz, porównanie, tak ważnych mimo wszystko słów, do serialmu miało pokazać, jak mało one dzisiaj znaczą. Zgodzę się z Tobą, że to ona dała ciała, dosłownie i w przenośni. Dlatego napisałem, że sam akt jest w istocie niwytłumaczalny. Nie da się go usprawiedliwić. Nie chciałem bezpośrednio uderzać w Ciebie, ale dać autorowi inne spojrzenie na sprawę. W gruncie rzezcy uważam, że powinien dać szansę małżeństwo, pomimo, że słowo wybaczam, też jest wyświechtanym sformułowaniem. Ale da się to osiągnąć. Paradoksalnie właśnie na tym forum przekonałem się, jak mało ludzi wierzy w wybaczenie, jak traktuje poważnie i nie widzi związku z miłością. Swego czasu toczyłem bój z kilkoma osobami próbując im pokazać, jak ważnym elementem w podobnej sytuacji jest wybaczenie. I też chodziło o faceta, który został zdradzony przez swoja żonę. A i owszem, ona zabrała mu prawie wszystko, rozwaliła kompletnie świat, ale jeśli on czuje że kocha, to jest o co walczyć.
Przyznam, że z pełną premedytacją napisałem, by brać odpowiedzialność w całości za słowa, które się pisze. Mało tego, chodziło mi konkretnie, by pamiętać, że propozycja wybrania konkretenj ścieżki, choć roziązuje część problemów, może nastręczyć innych. Takich, które z czasem okażą się trudniejszymi. Czasem, niestety, ludzie czytający to forum zdają się nie wiedzieć, że uzywane sformułowanie powinni traktować jako opinie, a nie złoty środek. Mało tego, nie jedna osoba, czytająca kolejny wątek, wyrabiając sobie zdanie znając jedynie fragment historii jasno potrafi wyrazić: masz, powinieneś, nie wyobrażam sobie inaczej, stając się wyrocznią. Potem ktoś robi tak a nie inczej, nie zdając sobie z tego w pełni konsekwencji.
Ponieważ uważam, że jedynie osoba, która sama dojdzie szczegółowych wniosków, będzie gotowa do działań i z przekonaiem będzie je realizowała. Mało tego, będzie w stanie przyjąć konsekwencje tego, co czyni. Zamiast przyjmować postawę, bierną polegającą na zastosowaniu rad - w skrajnych przypadkach nie powie, mówiłeś zrób tak, zrobiłe, a teraz patrz w jakiej sytuacji jestem. Zatem lepiej kierować uwagę, osoby w danym kierunku, bo w rezultacie, ona sama dla siebie znajdzie dla siebie najwłaściwsze rozwiązanie. Co wcale nie znaczy, że nie można wskazać rozwiązań, ale wtedy należy uświadomić konsekwencję takiego wyboru. Tak jak ktoś napisał wcześniej, ja to bym obił gębę facetowi, choć nie wiem czy to dobra czy zła rada. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić następstw, gdyb nasz autor przeczytał to natłuk gościowi, przyszedł się nam pochwalić, że tak właśnie zrobił i zapytał co dalej. Z miejsca bym napisał, już jadą po Ciebie niebiescy.
witam wszystkich powiem tak pozwoliłem jej zostać w domu staram sie jak tylko moge to ogarnąć jestem miły i dużo rozmawiamy Ona przeprasza prosi abym jej dał jeszcze jedna szanse żw była głupia nie widziała a może nie chciała zauważać jak bardzo ją kocham jakim jestem człowiekiem była pewna że nie będę potrafił z nią dalej żyć a nawet rozmawiać, nie wie dlaczego tak zrobiła przeprasza a ja staram sie być normalny nie ubliżam jej i staram sie do tego nie wracać choć czasem mi sie to nie udaje czsami zadaje jakieś pytania czuje w sercu zajeb.....ty smutek i żal
nie wiem czemu to robię ale często mówie jej że ją kocham i zawsze kochałem
ale powiem wam że nie widziałem w niej nigdy tyle zaangażowania widzę że sie stara a zarazem widzę smutek w jej oczach . ciekawe czy to tylko nie jest na pokaz nigdy pewnie jej nie zaufam
ale będę walczył o rodzinę nie wiem czy dobrze robię ale spróbuje sie pozbierać i zacząć od nowa
Podziwiam Cie i zyczę powodzenia.Oby Wam sie udalo.
Witaj
A ja uważam iż to nie jest na pokaz...
przecież to normalne że jest smutna...ciężko jej...
wyrzuty sumienia ją dopadają...
Daj z siebie wszystko ..zobaczysz...to będzie jeszcze kiedyś wspaniały związek...
37 2011-01-20 09:47:17 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-01-20 11:16:07)
Ależ oczywiście, że to na POKAZ, to wszystko na pokaz, by pokazać jaką popełniła pomyłkę. Ale ten pokaz wcale nie oznacza, że to nieprawda. Jeśli widzisz w tym szczerość, to tak jest, jeśli widzisz ból, to tak jest. Dobrze, że jej mówisz, że ją kochasz, bo zapewne tak jest. Jej też musisz w tym pomóc. I nie będzie to dla niej, ale dla Was. Dlaczego, bo jeśli nie jest znajdzie dość siły by sobie to poukładać , jeśli nie będzie umiała znaleźć się w tej sytuacji, będzie sama, a TY nie dasz jej szansy nie pomagając, może stwierdzić, że na Ciebie nie zasługuje, a wtedy, nie patrząc na niczyje uczucia, może postanowić odejść, czując się nie warta tego wszystkiego, nie warta Ciebie. Pamiętaj, pomagająć jej, rozmawiajać z nią, pomagasz Waszemu związkowi. To wspólny wkład. Jeśli masz siłę to włóż ile zdołasz, a będzie procentowało i pomoże znieść cierpienie.
Sam wiesz, że jeżeli popełniłeś błąd, poważny i zdasz sobie z tego sprawę, to szczerze potrafisz tego żałować i to okazać. Ona zapewne właśnie tak czuje i stara się to POKAZAĆ.
mało ludzi wierzy w wybaczenie(...) i nie widzi związku z miłością.
Piekne to....
mysle, ze czasem ludzie nie widza roznicy miedzy wybaczeniem, usprawiedliwieniem i zapomnieniem...
.. a przeciez mozna wybaczyc, nie usprawiedliwic i pamietac.... albo inna kombinacja ![]()
Dziękuje wszystkim za dobre rady, ja się jakoś troszkę pozbierałem.