Myślałam, ze jestem madrzejsza :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 113 z 113 ]

66 Ostatnio edytowany przez alicjawshe5 (2016-08-05 15:12:19)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Ja nie chciałabym mieć tak wielkiej gromadki i mówić jakoś to będzie, mam trochę inny punkt widzenia w tych sprawach. Zresztą gumki to naprawdę tania sprawa.

Tak na marginesie- ja bym usunęła.

Przykład rodziny z jedenaściorgiem dzieci, przy bezrobociu rodziców, to kolejny przykład skrajnej nieodpowiedzialności.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

urodzenie dziecka jako "kara" za nieodpowiedzialność to jakaś pomyłka

największa kara to będzie dla dziecka przecież

68

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:
alicjawshe5 napisał/a:
natolinka napisał/a:

Czytając te wypowiedzi zastanawiam się nad jednym,czy wg Was kolejna ciąża to jakiś dramat? Kobieta dorosła,mająca nastoletnie córki, nie wie, skąd się biorą dzieci? należało się zabezpieczać do końca,wtedy nie byłoby sprawy. Autorka tematu ma dylemat, a czy Ona wie ile kobiet ma poważniejsze problemy?  i żyją dalej,bo muszą. W niektórych rodzinach panuje bieda nie do opisania i dzieci jest dużo więcej,a jednak nie narzekają. Kobieto weź się w garść i zacznij myśleć nie tylko o sobie,rozejrzyj się wokół,przejrzyj na oczy, może zobaczysz ile panuje ludzkich dramatów,nieszczęść o cieszą się życiem.

Wszystko zależy od sytuacji, czasem ciąża jest dramatem. Tu jest wynikiem nieodpowiedzialności, wiadomo przecież czym skutkuje seks bez zabezpieczenia. Autorka wspominała we wcześniejszych postach, że kiedyś usunęła już ciążę z powodu ciężkiej sytuacji życiowej, tym bardziej powinna myśleć.


Właśnie o tym napisałam, że skoro obawiała się kolejnej ciąży powinna się zabezpieczać, a nie liczyć na cud,że może się uda, a dramaty? jakie dramaty - był reportaż w TV - Matka bezrobotna,ojciec bez pracy, coś tam robił dorywczo,bieda aż piszczała, rodzice mieli 11 dzieci i kobieta stwierdziła, że nie ważne ile dzieci,ważne aby tylko byly zdrowe i to uważam za odpowiedź prawidłową. W tej rodzinie dziennie szło 10 bochenków chleba,samych bochenków i wszyscy mimo wielkiego ubóstwa byli szczęśliwi,a możnaby powiedzieć, że powinni rozpaczać. A tu kobieta zdrowa,córki dorosłe i w czym problem? że będzie miała jeszcze jedno dziecko? powinna się cieszyć, a nie lamentować.Najważniejsze aby urodziło się zdrowe,a teraz czas tak szybko leci,że nawet się nie obejrzy,jak to małe stanie się dorosłą osobą. Zresztą córki też jej pomogą,ojciec dziecka także.

Ty sie jednak chyba zapedzasz. To nie jest twoja rola mowic komus co jest dla niej problemem a co nie i kto jej pomoze, bo tego nie wiesz. Co uwazasz za prawidlowe to tez tylko twoja sprawa. Zyciowe wybory innych nie podlegaja twojej ocenie. Swoje antyaborcyjne poglady mozesz stosowac do siebie nie robiac aborcji. Nic ci do decyzji innych w tej kwestii.

69 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2016-08-05 17:57:13)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:
alicjawshe5 napisał/a:
natolinka napisał/a:

Czytając te wypowiedzi zastanawiam się nad jednym,czy wg Was kolejna ciąża to jakiś dramat? Kobieta dorosła,mająca nastoletnie córki, nie wie, skąd się biorą dzieci? należało się zabezpieczać do końca,wtedy nie byłoby sprawy. Autorka tematu ma dylemat, a czy Ona wie ile kobiet ma poważniejsze problemy?  i żyją dalej,bo muszą. W niektórych rodzinach panuje bieda nie do opisania i dzieci jest dużo więcej,a jednak nie narzekają. Kobieto weź się w garść i zacznij myśleć nie tylko o sobie,rozejrzyj się wokół,przejrzyj na oczy, może zobaczysz ile panuje ludzkich dramatów,nieszczęść o cieszą się życiem.

Wszystko zależy od sytuacji, czasem ciąża jest dramatem. Tu jest wynikiem nieodpowiedzialności, wiadomo przecież czym skutkuje seks bez zabezpieczenia. Autorka wspominała we wcześniejszych postach, że kiedyś usunęła już ciążę z powodu ciężkiej sytuacji życiowej, tym bardziej powinna myśleć.


Właśnie o tym napisałam, że skoro obawiała się kolejnej ciąży powinna się zabezpieczać, a nie liczyć na cud,że może się uda, a dramaty? jakie dramaty - był reportaż w TV - Matka bezrobotna,ojciec bez pracy, coś tam robił dorywczo,bieda aż piszczała, rodzice mieli 11 dzieci i kobieta stwierdziła, że nie ważne ile dzieci,ważne aby tylko byly zdrowe i to uważam za odpowiedź prawidłową.

Taaa... na pewno będą zdrowe - z niedożywienia w tej biedzie.

Dramat - rzecz bardzo indywidualna. Dla mnie taka rodzina to totalny dramat. Głód, ubóstwo i bezrobotni rodzice produkujący kolejnych "szczęśliwych" w ramach odpowiedzialnej postawy życiowej. A tyle się trąbi o edukacji seksualnej

70 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2016-08-05 23:15:40)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:

Właśnie o tym napisałam, że skoro obawiała się kolejnej ciąży powinna się zabezpieczać, a nie liczyć na cud,że może się uda, a dramaty? jakie dramaty - był reportaż w TV - Matka bezrobotna,ojciec bez pracy, coś tam robił dorywczo,bieda aż piszczała, rodzice mieli 11 dzieci i kobieta stwierdziła, że nie ważne ile dzieci,ważne aby tylko byly zdrowe i to uważam za odpowiedź prawidłową. W tej rodzinie dziennie szło 10 bochenków chleba,samych bochenków i wszyscy mimo wielkiego ubóstwa byli szczęśliwi,a możnaby powiedzieć, że powinni rozpaczać. A tu kobieta zdrowa,córki dorosłe i w czym problem? że będzie miała jeszcze jedno dziecko? powinna się cieszyć, a nie lamentować.Najważniejsze aby urodziło się zdrowe,a teraz czas tak szybko leci,że nawet się nie obejrzy,jak to małe stanie się dorosłą osobą. Zresztą córki też jej pomogą,ojciec dziecka także.


to jest odpowiedzialne? kiedy dwoje ludzi nie ma pracy, a robią kolejne dzieci i żyją z pomocy państwa? Ile jest par, które marzą o dziecko, ale mimo braku stałej pracy czy warunków nie decydują się i odkładają tą decyzję? A ich podatki idą właśnie dla bezmyślnych ludzi, którzy robią na potęge kolejne dzieci.

71

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Niektórzy piszą mi tu o tym o czym dobrze wiem. I co to zmienia?
Przecież nie napisałam "jakim cudem zaszlam"?
Przecież to nie w tym problem, bo podłoże i zalążek swoich rozterek znam.
Już na wstępie przyznałam iż było to nieodpowiedzialne. I ten fakt niczego już teraz nie zmieni.
S powodowalam cos i próbuje się z tym odnaleźć.
Wiem, ze na świecie sa prawdziwe dramaty, jednakże każdy z nas żyje na co dzien przede wszystkim swoim światem.
Mam przestać przejmować się sobą i zacząć problemami innych? Szczerze wątpię by ktoś tak robił.
Nie lamentuje ze co to będzie.
Ja po prostu mówię i mierze się z własnymi myślami, na które nie do końca mamy wpływ, bo inaczej wszystko byłoby proste.

72

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
apologises napisał/a:

W jaki sposób odbierzesz pojawienie się nowej pociechy zależy tylko od Ciebie. Że poprzestawiają się plany, cele? W tym zamieszaniu jakie miałaś tyle lat wcale nie najgorsza zmiana. Zmiany i zmagania towarzyszyły Ci dużo gorsze. Na ile dziecko urodzi się zdrowe, wyrówna potrzebną mu uwagę. Na pewno przestrzegam przed traktowaniem ciąży i dziecka jako antidotum na problemy małżeńskie.
Mam młodszego brata o skromne 20 lat. Pamiętam i przerażenie matki i alkoholizm ojca. Matka miała 42 lata gdy się urodził, ojciec jeszcze trochę nawywijał i zapił po czterech latach. Dzisiaj brat jest wsparciem dla matki, jego wychowywanie przyniosło jej mnóstwo radości.
Mój syn miał być lekarstwem na moje małżeństwo. Nie zadziałało. Dziś mimo że strasznie jest marudny i pyskaty napawa mnie niesamowitą dumą.
Dziecko na pewno będzie waszym sprawdzianem. Może być i źródłem radości.


I tak to może mniej więcej wyglądać.
Wiem, ze mając dziecko kiedyś na pewno nie będę żałować A nie mając, już być może tak.
Największy problem to teraźniejszość. Potem już bym się odnalazła. Tak myślę.

73

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
LadyVader napisał/a:
natolinka napisał/a:

Autorka tematu ma dylemat, a czy Ona wie ile kobiet ma poważniejsze problemy?  i żyją dalej,bo muszą. W niektórych rodzinach panuje bieda nie do opisania i dzieci jest dużo więcej,a jednak nie narzekają. Kobieto weź się w garść i zacznij myśleć nie tylko o sobie,rozejrzyj się wokół,przejrzyj na oczy, może zobaczysz ile panuje ludzkich dramatów,nieszczęść o cieszą się życiem.

Aaaa pieprzenie, nic mnie tak nie irytuje jak mówienie komuś "weź się w garść, inni mają gorzej". W jaki to niby cudowny sposób "przejrzenie na oczy i dostrzeżenie tych wszystkich dramatów i ludzkich nieszczęść wokół" ma pomóc w zaistniałej sytuacji, co?

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że każdy ma swoją definicję piekła. I słusznie, dla jednych jest to głód, dla innych wojna, choroba, śmierć bliskiego, problemy finansowe, czy właśnie niechciana ciąża. Jasne, trzeba ponosić odpowiedzialność za swoje czyny, ale żyjemy przede wszystkim DLA SIEBIE. Altruizm, heroizm i miłość są słuszne, ale mają swoje granice.

A w ideologiczne dywagacje na temat "życia poczętego" i tego co dla kogo jest dzieckiem, a co pęcherzykiem nie będę się wdawać coby nikogo nie drażnić. wink

Nie wyrażaj się nie jesteś u siebie w domu,tylko na forum publicznym - w dalszym ciągu uważam,że każdy powinien rozejrzeć się wokół,może dostrzeże się ile nieszczęścia i jakie tragedie ludzie przeżywają, bo niektórzy niczego nie widzą poza czubkiem swego nosa, a Polacy uwielbiają narzekać,byliby chorzy gdyby zaczęli racjonalnie myśleć. Zawsze można się wyżalić, dlaczego nie, ale nie dramatyzować, bo - powtórzę jeszcze raz - są naprawdę większe dramaty - powinno się doceniać to co się ma i może mieć,a nie gdybać i kombinować. I jeszcze jedno,bardzo ważne - mając rodzinę nie żyje się dla siebie ,tylko dla rodziny, tylko ten kto nie ma własnej rodziny może takie brednie wypisywać.

74

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:

(...) mając rodzinę nie żyje się dla siebie ,tylko dla rodziny, tylko ten kto nie ma własnej rodziny może takie brednie wypisywać.

Hm... . Mam rodzinę. Od lat wielu. I żyję dla siebie. Żyję dla siebie z pożytkiem i dla siebie, i dla osób do mej rodziny należących. To, że żyję dla siebie oznacza, że moje dobro (nie mówię o sytuacjach, gdy dzieci były całkowicie ode mnie zależne i o sytuacjach kryzysowych) jest równie ważne jak dobro każdej innej osoby, że nikogo (w tym siebie) na piedestale nie stawiam, że na nikim się nie wieszam, że mam swoje zainteresowania i pasje, że żyję swoim życiem, nie innych.


Amare, najtrudniejszym jest stan zawieszenia, owe oczekiwanie na decyzję. A ona, bezczelna, sama się nie podejmie i - jak widać - nikt za Ciebie też tego nie zrobi.

Budda napisał/a:

Zmiana nie jest bolesna. Bolesny jest opór przed zmianą.

75

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

Niektórzy piszą mi tu o tym o czym dobrze wiem. I co to zmienia?
Przecież nie napisałam "jakim cudem zaszlam"?
Przecież to nie w tym problem, bo podłoże i zalążek swoich rozterek znam.
Już na wstępie przyznałam iż było to nieodpowiedzialne. I ten fakt niczego już teraz nie zmieni.
S powodowalam cos i próbuje się z tym odnaleźć.
Wiem, ze na świecie sa prawdziwe dramaty, jednakże każdy z nas żyje na co dzien przede wszystkim swoim światem.
Mam przestać przejmować się sobą i zacząć problemami innych? Szczerze wątpię by ktoś tak robił.
Nie lamentuje ze co to będzie.
Ja po prostu mówię i mierze się z własnymi myślami, na które nie do końca mamy wpływ, bo inaczej wszystko byłoby proste.

Wiesz co,ja w pewnym sensie Ciebie nawet potrafię zrozumieć - dzieci odchowane, a tutaj niespodzianka: nadchodzą nieprzespane noce, smoczki,buteleczki, pieluchy,kąpanie,ząbkowanie ,potem szkoła,lekcje ....itd ,  ale sama wiesz ile takie małe brzdące dają radości, bo to sama radość mieć  dzieciątko,które wyciągając małe rączki woła:Mama i drepcze za Tobą ,czas leci bardzo szybko, dziecko urośnie,będzie miał Cię kto odwiedzać ,będziesz niańczyć wnuki .......zresztą w tym wszystkim nie jesteś sama,a ten lekarz o którym wyżej wspomniałaś zachował się conajmniej dziwnie,coś Ci proponował licząc na łatwy zarobek.Przemyśl wszystko jeszcze raz i udaj się do poważniejszego lekarza ,bo ten takim nie jest..Powodzenia i głowa do góry.Trzymaj się.

76 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-08-06 18:17:14)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Lady Siggy napisał/a:
natolinka napisał/a:

Właśnie o tym napisałam, że skoro obawiała się kolejnej ciąży powinna się zabezpieczać, a nie liczyć na cud,że może się uda, a dramaty? jakie dramaty - był reportaż w TV - Matka bezrobotna,ojciec bez pracy, coś tam robił dorywczo,bieda aż piszczała, rodzice mieli 11 dzieci i kobieta stwierdziła, że nie ważne ile dzieci,ważne aby tylko byly zdrowe i to uważam za odpowiedź prawidłową. W tej rodzinie dziennie szło 10 bochenków chleba,samych bochenków i wszyscy mimo wielkiego ubóstwa byli szczęśliwi,a możnaby powiedzieć, że powinni rozpaczać. A tu kobieta zdrowa,córki dorosłe i w czym problem? że będzie miała jeszcze jedno dziecko? powinna się cieszyć, a nie lamentować.Najważniejsze aby urodziło się zdrowe,a teraz czas tak szybko leci,że nawet się nie obejrzy,jak to małe stanie się dorosłą osobą. Zresztą córki też jej pomogą,ojciec dziecka także.


to jest odpowiedzialne? kiedy dwoje ludzi nie ma pracy, a robią kolejne dzieci i żyją z pomocy państwa? Ile jest par, które marzą o dziecko, ale mimo braku stałej pracy czy warunków nie decydują się i odkładają tą decyzję? A ich podatki idą właśnie dla bezmyślnych ludzi, którzy robią na potęge kolejne dzieci.

taaa, co rok prorok i dewiza życiowa - jakoś to będzie. Przykład raczej patologii, a nie rodziny, którą należy podstawiać za wzór. A patologia na ogół bywa szczęśliwa, bo bezmyślna.

77 Ostatnio edytowany przez natolinka (2016-08-06 18:41:25)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Swanen napisał/a:
natolinka napisał/a:
alicjawshe5 napisał/a:

Wszystko zależy od sytuacji, czasem ciąża jest dramatem. Tu jest wynikiem nieodpowiedzialności, wiadomo przecież czym skutkuje seks bez zabezpieczenia. Autorka wspominała we wcześniejszych postach, że kiedyś usunęła już ciążę z powodu ciężkiej sytuacji życiowej, tym bardziej powinna myśleć.


Właśnie o tym napisałam, że skoro obawiała się kolejnej ciąży powinna się zabezpieczać, a nie liczyć na cud,że może się uda, a dramaty? jakie dramaty - był reportaż w TV - Matka bezrobotna,ojciec bez pracy, coś tam robił dorywczo,bieda aż piszczała, rodzice mieli 11 dzieci i kobieta stwierdziła, że nie ważne ile dzieci,ważne aby tylko byly zdrowe i to uważam za odpowiedź prawidłową. W tej rodzinie dziennie szło 10 bochenków chleba,samych bochenków i wszyscy mimo wielkiego ubóstwa byli szczęśliwi,a możnaby powiedzieć, że powinni rozpaczać. A tu kobieta zdrowa,córki dorosłe i w czym problem? że będzie miała jeszcze jedno dziecko? powinna się cieszyć, a nie lamentować.Najważniejsze aby urodziło się zdrowe,a teraz czas tak szybko leci,że nawet się nie obejrzy,jak to małe stanie się dorosłą osobą. Zresztą córki też jej pomogą,ojciec dziecka także.

Ty sie jednak chyba zapedzasz. To nie jest twoja rola mowic komus co jest dla niej problemem a co nie i kto jej pomoze, bo tego nie wiesz. Co uwazasz za prawidlowe to tez tylko twoja sprawa. Zyciowe wybory innych nie podlegaja twojej ocenie. Swoje antyaborcyjne poglady mozesz stosowac do siebie nie robiac aborcji. Nic ci do decyzji innych w tej kwestii.

A Ty się tak nie nakręcaj, bo Ci coś pęknie,forum jest dyskusyjne i nic komu do tego co ja do kogo piszę i zapamiętaj sobie raz na zawsze, po chamsku możesz się odnosić do swoich domowników, a nie na forum.To po pierwsze,a po drugie poczęte dziecko to już dziecko i aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem, ale skąd Ty o tym możesz wiedzieć?  Trzeba mieć dzieci i mówić cokolwiek na ten temat,a dzieci to sama radość i wielkie szczęście,wielu nie może mieć możliwości posiadania dzieci,a ci co ją mają - narzekają.Oto domena Polaka. A tak na marginesie , naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jakoś nie za bardzo Ci to idzie.

78 Ostatnio edytowany przez natolinka (2016-08-06 18:50:56)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Wielokropek napisał/a:
natolinka napisał/a:

(...) mając rodzinę nie żyje się dla siebie ,tylko dla rodziny, tylko ten kto nie ma własnej rodziny może takie brednie wypisywać.

Hm... . Mam rodzinę. Od lat wielu. I żyję dla siebie. Żyję dla siebie z pożytkiem i dla siebie, i dla osób do mej rodziny należących. To, że żyję dla siebie oznacza, że moje dobro (nie mówię o sytuacjach, gdy dzieci były całkowicie ode mnie zależne i o sytuacjach kryzysowych) jest równie ważne jak dobro każdej innej osoby, że nikogo (w tym siebie) na piedestale nie stawiam, że na nikim się nie wieszam, że mam swoje zainteresowania i pasje, że żyję swoim życiem, nie innych.

@ Wielokropek - Oczywiście, żyjesz dla siebie,bo masz odchowane dzieci,ja także mam zamężne córki,wnuki,ale kiedy te dzieci były małe nie żyło się wyłącznie dla siebie, wtedy  najważniejsze były dzieci - przynajmniej dla mnie ,zresztą zawsze będą dla mnie najważniejsze,bo to moje dzieci - podejrzewam,że myślisz podobnie,a pasje zawsze można mieć,dlaczego nie? bez pasji człowiek zaczyna się cofać. W przypadku autorki tematu ,powinna z mężem poważnie porozmawiać,co dalej,jak on to widzi,nie wolno migać się od rozmowy,bo to zbyt poważne sprawy. smile


Amare, najtrudniejszym jest stan zawieszenia, owe oczekiwanie na decyzję. A ona, bezczelna, sama się nie podejmie i - jak widać - nikt za Ciebie też tego nie zrobi.

Budda napisał/a:

Zmiana nie jest bolesna. Bolesny jest opór przed zmianą.

79 Ostatnio edytowany przez natolinka (2016-08-06 18:53:49)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

smile

80

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

natolinko, napisałam o 'życiu dla siebie' sprowokowana Twoim postem, w którym napisałaś, że:

(...)  mając rodzinę nie żyje się dla siebie ,tylko dla rodziny, tylko ten kto nie ma własnej rodziny może takie brednie wypisywać.

Żyję i żyłam dla siebie nawet wtedy, gdy dzieci nie były "odchowane", nie były ważniejsze ode mnie poza szczególnymi (opisanymi poprzednio) sytuacjami. Zresztą złagodziłaś już swoją opinię, pisząc w swym przedostatnim poście (znalazłam ją mimo umieszczenia jej między zdaniami napisanymi przeze mnie):

(...) kiedy te dzieci były małe nie żyło się wyłącznie dla siebie, wtedy  najważniejsze były dzieci - przynajmniej dla mnie ,zresztą zawsze będą dla mnie najważniejsze,bo to moje dzieci - podejrzewam,że myślisz podobnie,a pasje zawsze można mieć,dlaczego nie? (...)

Nie. Nie myślimy podobnie.
Napiszę kolejny raz. Dzieci poza wyjątkowymi sytuacjami nie były ważniejsze ode mnie, nigdy nie stawiałam ich na piedestale.


(...) ile takie małe brzdące dają radości, bo to sama radość mieć  dzieciątko,które wyciągając małe rączki woła:Mama i drepcze za Tobą (...)
dzieci to sama radość i wielkie szczęście (...)

Nie. Nie myślimy podobnie.
Dzieci to nie tylko samo szczęście, to też obowiązki, to też niepokój, to też strach, to też niepewność, to też złość, to też nieprzespane noce, to też ból kręgosłupa, to też olbrzymie zmęczenie, it.d..
Dlatego rozumiem autorkę wątku, że zastanawia się nad podjęciem decyzji. I nie namawiam jej do żadnej. Na szczęście autorka wie, z czym wiąże się wychowywanie dziecka. Jednak sporo młodych mam czytając zdania o jedynie wielkim szczęściu związanym z macierzyństwem, wpada w popłoch i kiepsko myśli o sobie, bo czyta jedno a doświadcza także innych sytuacji i przeżywa uczucia dalekie od szczęścia.


(...) aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem (...)

Nie. Nie myślimy podobnie.
Nie dla wszystkich aborcja jest grzechem. Nie dla wszystkich jest wielkim grzechem.

Ale to wątek Amare, o niej i jej problemach, nie o Tobie, nie o mnie, nie o innych użytkownikach forum.



Amare, widziałam, że zaglądałaś dzisiaj na forum. smile Proszę, daj znać choć lakonicznie, co u Ciebie, co u Was.

81 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-08-06 21:27:06)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:
Swanen napisał/a:
natolinka napisał/a:

Właśnie o tym napisałam, że skoro obawiała się kolejnej ciąży powinna się zabezpieczać, a nie liczyć na cud,że może się uda, a dramaty? jakie dramaty - był reportaż w TV - Matka bezrobotna,ojciec bez pracy, coś tam robił dorywczo,bieda aż piszczała, rodzice mieli 11 dzieci i kobieta stwierdziła, że nie ważne ile dzieci,ważne aby tylko byly zdrowe i to uważam za odpowiedź prawidłową. W tej rodzinie dziennie szło 10 bochenków chleba,samych bochenków i wszyscy mimo wielkiego ubóstwa byli szczęśliwi,a możnaby powiedzieć, że powinni rozpaczać. A tu kobieta zdrowa,córki dorosłe i w czym problem? że będzie miała jeszcze jedno dziecko? powinna się cieszyć, a nie lamentować.Najważniejsze aby urodziło się zdrowe,a teraz czas tak szybko leci,że nawet się nie obejrzy,jak to małe stanie się dorosłą osobą. Zresztą córki też jej pomogą,ojciec dziecka także.

Ty sie jednak chyba zapedzasz. To nie jest twoja rola mowic komus co jest dla niej problemem a co nie i kto jej pomoze, bo tego nie wiesz. Co uwazasz za prawidlowe to tez tylko twoja sprawa. Zyciowe wybory innych nie podlegaja twojej ocenie. Swoje antyaborcyjne poglady mozesz stosowac do siebie nie robiac aborcji. Nic ci do decyzji innych w tej kwestii.

A Ty się tak nie nakręcaj, bo Ci coś pęknie,forum jest dyskusyjne i nic komu do tego co ja do kogo piszę i zapamiętaj sobie raz na zawsze, po chamsku możesz się odnosić do swoich domowników, a nie na forum.To po pierwsze,a po drugie poczęte dziecko to już dziecko i aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem, ale skąd Ty o tym możesz wiedzieć?  Trzeba mieć dzieci i mówić cokolwiek na ten temat,a dzieci to sama radość i wielkie szczęście,wielu nie może mieć możliwości posiadania dzieci,a ci co ją mają - narzekają.Oto domena Polaka. A tak na marginesie , naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jakoś nie za bardzo Ci to idzie.

Natolinko, tu są dorośli ludzie, o ugruntowanych poglądach i światopoglądzie i  - moim skromnym zdaniem - nie trzeba ich edukować ani nawracać.
Co do postu Swanen - nie widzę niczego złego w tym co napisała, nie mówiąc już o czymś chamskim.
Uważam, podobnie jak ona, że wywieranie presji na swoje dorosłe dzieci (a stwierdzenie "na pewno pomogą" taką presją dla mnie, jako takiego dziecka by było) jest grubym nadużyciem. Dorosłe dzieci mają swoje życie, swoje kłopoty, może studiują, może pracują, może mają już własne dzieci lub chcą zakładać rodzinę? Nie można ich obciążać. Mogą pomóc, ale tylko w sytuacji, gdy same będą tego chciały.
Co do "domeny Polaka", to o co dokładnie chodzi, bo kompletnie nie rozumiem? Zdaje się, że aborcje są przeprowadzane na całym świecie... i chyba nikt ich tam nie robi z wielkiej przyjemności i rozkoszy... dlaczego więc wg Ciebie to, że ktoś nie wie, czy zdecydować się na dziecko z różnych względów (wg Ciebie to "narzekanie") to "domena Polaków"?

edit. Natolinko, jeśli uważasz, że "nic nikomu do tego co ja do kogo piszę" to nie powinnaś zabierać głosu w dyskusji na publicznym forum. Bo takie forum, z definicji, daje prawo każdemu czytającemu Ci odpowiedzieć. Jeśli chciałabyś podzielić się z Autorką wątku swoimi przemyśleniami prywatnie,  tak, żeby nikt sie do nich nie odniósł ani ich nie skrytykował, to zawsze możesz do niej napisać na priva - jest tu taka opcja. Jeśli piszesz publicznie, to każdy ma prawo odnieść się do Twojej wypowiedzi.

82

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Aborcja to nie grzech jeszcze przed XVIII wiekiem kościół nie traktował jej jako grzechu w większości przymykał oko. Antyaborcyjna krucjata to wymysł XIX wieku.

83 Ostatnio edytowany przez Swanen (2016-08-07 01:52:20)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:

A Ty się tak nie nakręcaj, bo Ci coś pęknie,forum jest dyskusyjne i nic komu do tego co ja do kogo piszę i zapamiętaj sobie raz na zawsze, po chamsku możesz się odnosić do swoich domowników, a nie na forum.To po pierwsze,a po drugie poczęte dziecko to już dziecko i aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem, ale skąd Ty o tym możesz wiedzieć?  Trzeba mieć dzieci i mówić cokolwiek na ten temat,a dzieci to sama radość i wielkie szczęście,wielu nie może mieć możliwości posiadania dzieci,a ci co ją mają - narzekają.Oto domena Polaka. A tak na marginesie , naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jakoś nie za bardzo Ci to idzie.

Wyjątkowy z ciebie prymityw i do tego agresywny. Twoje obskuranckie poglądy nikogo nie interesują.

84

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:

A Ty się tak nie nakręcaj, bo Ci coś pęknie,forum jest dyskusyjne i nic komu do tego co ja do kogo piszę i zapamiętaj sobie raz na zawsze, po chamsku możesz się odnosić do swoich domowników, a nie na forum.To po pierwsze,a po drugie poczęte dziecko to już dziecko i aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem, ale skąd Ty o tym możesz wiedzieć?  Trzeba mieć dzieci i mówić cokolwiek na ten temat,a dzieci to sama radość i wielkie szczęście,wielu nie może mieć możliwości posiadania dzieci,a ci co ją mają - narzekają.Oto domena Polaka. A tak na marginesie , naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jakoś nie za bardzo Ci to idzie.

Natolinko, słońce (coby bardziej nie drażnić potwora wink ). Ze wszystkich zgromadzonych, to ty nakręcasz się najbardziej, także wyluzuj, bo szkoda twojego zdrowia.
Jak sama piszesz, jest to forum dyskusyjne i każdy może wyrażać swoją opinię, w sposób, który najbardziej mu odpowiada, nawet jeżeli narusza się jakieś granice kultury i taktu. Ot, internet, a nie klub dyskusyjny, czy zgromadzenie zakonne. Pora się przyzwyczaić.

Należy pamiętać, że pisząc tu możemy autorce jedynie radzić- nikt, ale to nikt z nas nie zdecyduje za nią, choćby nie wiem jak dużą presję wywierał. Postrzeganie aborcji jako grzechu i płodu jako dziecka w dużej mierze zależy od doktryny religijnej, którą się wyznaje, o ile wyznaje się jakąkolwiek. Doskonale rozumiem, że jako "ortodoksyjną" katoliczkę cechuje Cię pewnego rodzaju "skrzywienie zawodowe" do głoszenia "jedynej, słusznej prawdy", ale musisz uszanować zdanie i światopogląd innych uczestników dyskusji, bez tupania nogą niczym rozkapryszone dziecko. Parafrazując twoje zdanie: "Ot, domena Polaka, zacietrzewionego ignoranta." wink Ja bym usunęła, ty nie. Okej. Ja szanuję twoje zdanie, ty szanuj moje. Ale żadna z nas nie ma prawa podejmować za kogokolwiek decyzji. Tak na marginesie, z tego co piszesz wynika, że pewne sama z jakiś powodów nie masz dzieci, albo ktoś z bliskich tobie osób, co po części tłumaczyło by twoje zachowanie.

Wracając do tematu. Myślę, że gdy pierwsza złość i strach przed tym co dalej opadną, autorka podejmie słuszną decyzję, o ile już jej nie podjęła. Wątpliwości zawsze będą, niezależnie od co się zrobi. Życie może zaskoczyć. Może być tak, że urodzisz to dziecko i w magiczny sposób znikną demony przeszłości, zarówno w relacjach z mężem, jak i z samą sobą, i za x lat będziesz dumna z podjętej wtedy decyzji. Może się też zdarzyć inaczej, urodzisz dziecko, rozstaniesz się z mężem, albo co gorsza zostaniesz przy nim, pełna frustracji i przeświadczenia o tym, że nigdy tak naprawdę nie żyłaś, nie spełniłaś swoich marzeń, pragnień, nigdy nie skorzystałaś z uroków młodości, będziesz wszystkie negatywne emocje przelewać na dziecko. Możesz mieć ogromne wyrzuty sumienia po zaaprobowaniu propozycji ginekologa i włożeniu owej "wkładki", a może to nie zrobić na tobie jakiegokolwiek wrażenia jak ostatnim razem. Ale nikt nie przewidzi tego co będzie kiedyś.Tylko ty znasz siebie, znasz swojego męża i swoje córki. Tylko ty możesz przypuszczać, czy otrzymasz od nich wsparcie, czy znajdziesz sama siłę. Na pewno gdzieś głęboko w tobie siedzi przekonanie o tym, co jest słuszne. Tylko musisz naprawdę dobrze siebie posłuchać. smile

85

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Czytam Was wszystkich.
W głowie i pustka i natłok myśli.
Powoli zacierają mi się złe wspomnienia A wracam do tych dobrych. Gdy moje córki były małe, gdy jeszcze nie wiedziałam ile "zła" przede mną, przed nami. Wracam do sentymentów.
Jeśli chodzi o nasz "dramat alkoholizmu" męża to nie chodzi o patologię, tego nie było w potocznym znaczeniu.
On pił gdy wychodził. I z czasem było to coraz częstsze. W domu praktycznie nigdy. I tak żyliśmy z 10 lat. Jego ucieczki w chlanie i moja trauma, ze znów wróci pijany. Nie chce rozwijać już tego tematu. Ja mu już wybaczylam. Jedyne co jeszcze siedzi we mnie związane z tym, to skutki tego.
Teraz wiem, ze zylam wtedy jak samotna matka. Wszystko sama. On albo pił albo spał. Oczywiście nie codziennie. To były ciągi i tylko jak wychodził.
Było ok gdy siedział w domu ale czy to było życie?
Ja nie wiedziałam wtedy jak działa ten nałóg. Dla mnie było to nie do pojęcia ze można sobie z tym nie dawać rady.
Nigdy nie byliśmy na wakacjach. Bo albo praca albo letarg i brak kasy.I tak w kółko. I tak minęło te kilkanaście lat.
Były też dobre chwile i to nie mało, ale nie była to codzienność.

Mam nadzieję, ze teraz wreszcie uda się nam. Obecna sytuacja trochę komplikuje, ale może właśnie tak ma być i to jest Nowy krok w lepszą przyszłość.
Jutro jest Nowy tydzień i trzeba będzie podjąć decyzję, której skutków się boję A wiem, ze muszę i nie ma wyjścia i nie będzie odwrotu.

A w głowie nadal mętlik.

86

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Skoro w głowie mętlik, to może... zajrzyj do serca? smile

87

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Wielokropek napisał/a:

Skoro w głowie mętlik, to może... zajrzyj do serca? smile


W sercu decyzja jest prostsza tylko nie wiem czy mądra i rozsądną.

Pisałam już wcześniej, ze miałam jechać do niego i iść do pracy. Chcieliśmy poukładać na nowo przyszłość co wiąże się z większymi finansami.
Zrozumiałam też ze nie chce na zawsze zostać za granicą, w sumie to w ogóle wolałabym nie jechać , ale to byłoby głupie i niemożliwe bo machina ruszyła.
Wynajął dla nas mieszkanie i na moje życzenie dużo w nie włożył.
Myślałam, ze zostaniemy tam rok, dwa, trzy i wrócimy. Sprzedam mieszkanie,  dołożymy trochę i kupimy domek pod miastem (w Pl). I w końcu zaczniemy żyć.
Młodsza córka chce tam isc teraz do szkoły. Starsza natomiast chce zostać w Pl (18-tka za 3 mce)
Sytuacja się S komplikuje. Nie będę mogła ciągle latać do Polski A nie chce całkiem porzucac tutaj wszystkiego.
Jestem rozdarta.
Jeśli nie będę pracować przez najbliższa dwa lata to znów plany się zmienia i przesuna w czasie. I nie wiem czy ja tyle wytrzymam na emigracji.
Tam nie jest źle, ale to nie moje klimaty. Tam dla mnie jest tylko dobrze bytowo i finansowo, ale nic więcej.
Z kolei 2-3 lata szybko miną i można iść dalej, kwestia czy ja to psychicznie wytrzymam.
Czekałam tyle lat, zeby żyć jak chce i nie wiem czy dam radę dłużej, ale też skoro już tyle wytrzymałam to może i trochę dłużej damy radę?

88

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

I w końcu zaczniemy żyć.


Może nie zauważyłaś. ale żyjesz już od kilkudziesięciu lat...

89 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-07 09:56:27)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Często w podejmowaniu decyzji przeszkadza... głowa, a raczej to kręcenie w wyobraźni katastroficznych filmów.

Piszesz o poukładaniu przyszłości, można to zrobić na wiele sposobów.
Myślałaś o tym, by zacząć żyć. Nie zauważyłaś tego, że żyjesz? Żyjesz, tylko tego nie doceniasz. Gdyby nie wszystkie doświadczenia, także te trudne, nie byłabyś taką, jaką jesteś.



_v_, ale zgodność. smile

90

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Wielokropek napisał/a:

Często w podejmowaniu decyzji przeszkadza... głowa, a raczej to kręcenie w wyobraźni katastroficznych filmów.

Piszesz o poukładaniu przyszłości, można to zrobić na wiele sposobów.
Myślałaś o tym, by zacząć żyć. Nie zauważyłaś tego, że żyjesz? Żyjesz, tylko tego nie doceniasz. Gdyby nie wszystkie doświadczenia, także te trudne, nie byłabyś taką, jaką jesteś.


Masz rację.
Może za bardzo przejmuje się tym gdy moje plany ulegają "modernizacji" i traktuje to jak zamach na siebie.
Za długo na wszystko czekałam i stąd ten opór przed dalszym p rzesuwaniem w czasie.
Kiedyś myślałam ze będziemy młodzi jeszcze gdy dzieci dorosna i nadrobimy "stracone" wolne lata.
Rzeczywistość jednak jest ciut inną od oczekiwań. Już od pewnego czasu mam ta "wolnosc" i ..... Nie mam co z nią zrobić.
Większość ludzi w tym wieku już żyje swoim życiem i nie da się wrócić do beztroskich lat. Trzeba odnaleźć się w nowych realiach.

Może faktycznie za bardzo skupiam się na planach zamiast na tym co tu i teraz a dopiero później na tym co potem, bo inaczej nigdy nie za znam szczęścia.

Tak patrzę wokół , połowa znajomych i ludzi, którzy nas otaczają dopiero teraz ma dzieci, jest w trakcie tworzenia domowego ogniska i mimo wieku 30+ normalnie żyje a ja ciążę potraktowalam jak wyrok i coś złego.
Zawsze jest coś za coś.  Wszystko ma swoją cenę.
Może za parę lat gdy dostaniemy już to czego chciałam dojadę do wniosku iż jest fajnie, poczucie spełnienia jest ale zabraknie czegoś by dalej iść przez życie.
Albo zweryfikuje swoje wyobrażenie o szczęściu i może dziecko da więcej radości na resztę życia niż to co zaplanowałam na kilka tylko lat.


_v_, ale zgodność. smile

91

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

w życiu ciężko cokolwiek nadrobić.
a już na 100% stracone lata

nie da się.

nie wątpię, że kochasz dzieci i tak dalej, ale odnoszę wrażenie, że miałaś inny plan na życie kiedyś.

92

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

O szczęściu:

Wiesław Myśliwski napisał/a:

O szczęściu mówiłem.
Że szczęścia trzeba szukać w sobie, a nie naokoło.
Że nikt go człowiekowi nie da, jak sam sobie go nie da.
Że szczęście jest nieraz bliziutko, może w tej ubogiej izbie, gdzie się całe życie żyje, a ludzie Bóg wie gdzie go szukają.
Że niektórzy w sławie i bogactwie go szukają, ale na sławę i bogactwo nie każdego stać, a szczęście jest jak woda i każdemu chce się pić.
Że nieraz jest go więcej w jednym dobrym słowie niż w całym długim życiu.

George Carlin napisał/a:

Szukanie szczęścia w gromadzeniu dóbr jest jak próba zaspokojenia głodu przez przyklejanie kanapek na całym ciele.

i nie tylko:

Og Mandino napisał/a:

Dobrze jest mieć pieniądze i rzeczy, które można za nie kupić, ale również dobrze jest czas od czasu upewnić się, czy nie zgubiliśmy rzeczy, których nie da się kupić za pieniądze... .

93

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

No na pewno nie ciążę w wieku lat 18, choć teraz nie żałuję.
Myślałam ze nadrobimy i odzyskamy beztroskie lata jednak było to złudne myślenie i trzeba je zmienić.
Przeszłości już nie zmienię i chyba już nie chcę.  Trzeba stworzyć nową lepszą przyszłość A i nauczyć się szczęścia w teraźniejszości.

Jeszcze jeden czynnik dostrzegłam. Mimo to, ze mam silny charakter (wbrew pozorom) i nigdy nie ulegam presji innych
I jeśli czegoś chce to robię to, jeśli uważam to za dobrą decyzję to teraz nie wiem czemu zaczynam przejmować się tym jak będę postrzegana.
Mimo 36 lat czuje się młodo i ciałem i duszą ale czy z perspektywy posiadania prawie dorosłych dzieci nie będę widziana jako "stara"?
Nie chce mi się słuchać komentarzy rodziny czy czuć wzroku inńych ludzi.
Głupio to, wiem, może to i moje wymyślone poglądy ale tak właśnie jest.

94 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-07 11:19:11)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Nigdy nie miałam wątpliwości, czy jesteś silnym człowiekiem. Jesteś. smile

Czy będziesz postrzegana jako stara? To zależy. Zależy od tego jacy ludzie Cię otaczają. Czy są to ludzie szczęśliwi, zadowoleni z siebie i swego życia, czy też zgorzkniali i zgnuśniali, mający wszystkim 'zazłe'? Zależy też od tego, jak Ty będziesz się zachowywała. Zapewniam Cię, że są 'staruszki' mające lat dwadzieścia i są młode kobiety, mimo że ich metryka wskazuje na lat czterdzieści kilka (albo i więcej). To nie od metryki zależy, ani od 'opakowania', tylko od sposobu myślenia i zachowania.


Dlaczego zaczęłaś wyobrażać sobie negatywne (bo o tym chyba myślisz) komentarze na swój temat? Dlaczego myślisz, że będą negatywne? I dlaczego w ogóle nimi, jeszcze niewyrażonymi, się przejmujesz? Jeśli się pojawią (bo gwarancji nie masz), to nie musisz ich słuchać, nie musisz przykładać do nich wagi.

95

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Amare, dołożę i ja swoje 3 grosze...
Wiesz, że to nowe rodzicielstwo może wyglądać zupełnie inaczej od poprzednich? Jesteś już dojrzała, masz doświadczenie, inaczej patrzysz na życie. To może być wspaniała, radosna przygoda. Szaleństwo? Można szaleć i brać od życia garściami mając malucha. Czasem nawet jest tak, że życie dzięki maluchowi nie tylko nic nie traci, ale staje się bogatsze. Dziś z dzieckiem można już wszystko, nie ma takich ograniczeń, jak były jeszcze 20 lat temu. Ale i tak najważniejsze jest w Twojej głowie. Jeśli potraktujesz to jako problem - będzie problemem i ograniczeniem. Jeśli podejdziesz do tego jako do wyzwania, ale takiego mega pozytywnego i ubogacającego Twoje życie - tak będzie.

Jedyne ograniczenie, które ja bym widziała, to pieniądze. Dziecko kosztuje. W tym sensie ogranicza. I to na długie lata. I tu nie ma co się oszukiwać, bo tak jest i nie każdego jest zwyczajnie na dziecko "stać". A bardzo niekomfortowa jest sytuacja, gdy trzeba sobie przez kilkanaście lat odmawiać, ograniczać się, rezygnować z własnych przywilejów, bo jest dziecko, które wszystko pochłania.

To moje spostrzeżenia.
Decyzja nie jest łatwa. Musisz ją podjąć sama.

96

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Wielokropek napisał/a:

natolinko, napisałam o 'życiu dla siebie' sprowokowana Twoim postem, w którym napisałaś, że:

(...)  mając rodzinę nie żyje się dla siebie ,tylko dla rodziny, tylko ten kto nie ma własnej rodziny może takie brednie wypisywać.

Żyję i żyłam dla siebie nawet wtedy, gdy dzieci nie były "odchowane", nie były ważniejsze ode mnie poza szczególnymi (opisanymi poprzednio) sytuacjami. Zresztą złagodziłaś już swoją opinię, pisząc w swym przedostatnim poście (znalazłam ją mimo umieszczenia jej między zdaniami napisanymi przeze mnie):

(...) kiedy te dzieci były małe nie żyło się wyłącznie dla siebie, wtedy  najważniejsze były dzieci - przynajmniej dla mnie ,zresztą zawsze będą dla mnie najważniejsze,bo to moje dzieci - podejrzewam,że myślisz podobnie,a pasje zawsze można mieć,dlaczego nie? (...)

Nie. Nie myślimy podobnie.
Napiszę kolejny raz. Dzieci poza wyjątkowymi sytuacjami nie były ważniejsze ode mnie, nigdy nie stawiałam ich na piedestale.
--------------------------------------------------
@ Wielokropek - masz rację nie myślimy podobnie.Ja jak widzisz mam inne podejście do dzieci i dla mnie one zawsze były,są i będą najważniejsze. Ale masz też rację, że to wątek - Amare- i tego się trzymajmy, chociaż to co tutaj piszemy w pewnym stopniu dotyczy także - Amare-  zresztą Ona zapytała,my Jej odpowiadamy,a Ona albo przyjmie sobie to do serca,albo postąpi po swojemu,przecież każdy ma inne zdanie na takie tematy.Prawda? Jest osobą dorosłą postąpi wg własnego uznania,a przynajmniej wyrzuciła na forum to co jej leży na sercu. smile
------------------------------------------------------------


(...) ile takie małe brzdące dają radości, bo to sama radość mieć  dzieciątko,które wyciągając małe rączki woła:Mama i drepcze za Tobą (...)
dzieci to sama radość i wielkie szczęście (...)

Nie. Nie myślimy podobnie.
Dzieci to nie tylko samo szczęście, to też obowiązki, to też niepokój, to też strach, to też niepewność, to też złość, to też nieprzespane noce, to też ból kręgosłupa, to też olbrzymie zmęczenie, it.d..
Dlatego rozumiem autorkę wątku, że zastanawia się nad podjęciem decyzji. I nie namawiam jej do żadnej. Na szczęście autorka wie, z czym wiąże się wychowywanie dziecka. Jednak sporo młodych mam czytając zdania o jedynie wielkim szczęściu związanym z macierzyństwem, wpada w popłoch i kiepsko myśli o sobie, bo czyta jedno a doświadcza także innych sytuacji i przeżywa uczucia dalekie od szczęścia.


(...) aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem (...)

Nie. Nie myślimy podobnie.
Nie dla wszystkich aborcja jest grzechem. Nie dla wszystkich jest wielkim grzechem.

Ale to wątek Amare, o niej i jej problemach, nie o Tobie, nie o mnie, nie o innych użytkownikach forum.



Amare, widziałam, że zaglądałaś dzisiaj na forum. smile Proszę, daj znać choć lakonicznie, co u Ciebie, co u Was.

97

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
LadyVader napisał/a:
natolinka napisał/a:

A Ty się tak nie nakręcaj, bo Ci coś pęknie,forum jest dyskusyjne i nic komu do tego co ja do kogo piszę i zapamiętaj sobie raz na zawsze, po chamsku możesz się odnosić do swoich domowników, a nie na forum.To po pierwsze,a po drugie poczęte dziecko to już dziecko i aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem, ale skąd Ty o tym możesz wiedzieć?  Trzeba mieć dzieci i mówić cokolwiek na ten temat,a dzieci to sama radość i wielkie szczęście,wielu nie może mieć możliwości posiadania dzieci,a ci co ją mają - narzekają.Oto domena Polaka. A tak na marginesie , naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jakoś nie za bardzo Ci to idzie.

Natolinko, słońce (coby bardziej nie drażnić potwora wink ). Ze wszystkich zgromadzonych, to ty nakręcasz się najbardziej, także wyluzuj, bo szkoda twojego zdrowia.
Jak sama piszesz, jest to forum dyskusyjne i każdy może wyrażać swoją opinię, w sposób, który najbardziej mu odpowiada, nawet jeżeli narusza się jakieś granice kultury i taktu. Ot, internet, a nie klub dyskusyjny, czy zgromadzenie zakonne. Pora się przyzwyczaić.

Należy pamiętać, że pisząc tu możemy autorce jedynie radzić- nikt, ale to nikt z nas nie zdecyduje za nią, choćby nie wiem jak dużą presję wywierał. Postrzeganie aborcji jako grzechu i płodu jako dziecka w dużej mierze zależy od doktryny religijnej, którą się wyznaje, o ile wyznaje się jakąkolwiek. Doskonale rozumiem, że jako "ortodoksyjną" katoliczkę cechuje Cię pewnego rodzaju "skrzywienie zawodowe" do głoszenia "jedynej, słusznej prawdy", ale musisz uszanować zdanie i światopogląd innych uczestników dyskusji, bez tupania nogą niczym rozkapryszone dziecko. Parafrazując twoje zdanie: "Ot, domena Polaka, zacietrzewionego ignoranta." wink Ja bym usunęła, ty nie. Okej. Ja szanuję twoje zdanie, ty szanuj moje. Ale żadna z nas nie ma prawa podejmować za kogokolwiek decyzji. Tak na marginesie, z tego co piszesz wynika, że pewne sama z jakiś powodów nie masz dzieci, albo ktoś z bliskich tobie osób, co po części tłumaczyło by twoje zachowanie.

Wracając do tematu. Myślę, że gdy pierwsza złość i strach przed tym co dalej opadną, autorka podejmie słuszną decyzję, o ile już jej nie podjęła. Wątpliwości zawsze będą, niezależnie od co się zrobi. Życie może zaskoczyć. Może być tak, że urodzisz to dziecko i w magiczny sposób znikną demony przeszłości, zarówno w relacjach z mężem, jak i z samą sobą, i za x lat będziesz dumna z podjętej wtedy decyzji. Może się też zdarzyć inaczej, urodzisz dziecko, rozstaniesz się z mężem, albo co gorsza zostaniesz przy nim, pełna frustracji i przeświadczenia o tym, że nigdy tak naprawdę nie żyłaś, nie spełniłaś swoich marzeń, pragnień, nigdy nie skorzystałaś z uroków młodości, będziesz wszystkie negatywne emocje przelewać na dziecko. Możesz mieć ogromne wyrzuty sumienia po zaaprobowaniu propozycji ginekologa i włożeniu owej "wkładki", a może to nie zrobić na tobie jakiegokolwiek wrażenia jak ostatnim razem. Ale nikt nie przewidzi tego co będzie kiedyś.Tylko ty znasz siebie, znasz swojego męża i swoje córki. Tylko ty możesz przypuszczać, czy otrzymasz od nich wsparcie, czy znajdziesz sama siłę. Na pewno gdzieś głęboko w tobie siedzi przekonanie o tym, co jest słuszne. Tylko musisz naprawdę dobrze siebie posłuchać. smile


Ja się nie nakręcam,z natury jestem spokojną osobą, (nawet mi nie wolno ze względu na wysokie ciśnienie) ale jak zapewne zauważyłaś, jestem od lat na tym forum i jeszcze jak do tej pory nie zwróciłam się nigdy w chamski sposób do żadnego z użytkowników,dlatego nie życzę sobie,aby do mnie zwracano się w chamski spób,czy to tak trudno zrozumieć? Jeśli ktoś nie potrafi swoich emocji utrzymać na wodzy,niech przestanie odwiedzać jakiekolwiek forum.Najprostsza z możliwych rad. Forum ma bawić, a nie stresować,a tak jest kiedy czyta się chamskie odzywki. I ja sobie nie życzę,aby tak się do mnie zwracano. Czy i to jest tak trudno pojąć?

98

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

nie widzę nic chamskiego w wypowiedzi LadyVader.
chyba że za chamskie uznajesz po prostu oddmienne od Twojego zdanie i poglądy.

99

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Amare, stoisz ciągle w miejscu. Wielokropku- też mam dzieci i tak jak u Ciebie nie są one najważniejsze - są szczęśliwsze kiedy i ja jestem szczęśliwa. W życiu trzeba być trochę egoistą.

100

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Zdecydowanie tak, trzeba być dobrą dla samej siebie. W gruncie rzeczy korzystają na tym bliscy. U nas się często jednak wychowuje dziewczynki do poświęcania się dla innych i kobiety potem mają wyrzuty sumienia jeśli podejmują decyzje kierując się swoim interesem.

101

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Zorija napisał/a:
natolinka napisał/a:
Swanen napisał/a:

Ty sie jednak chyba zapedzasz. To nie jest twoja rola mowic komus co jest dla niej problemem a co nie i kto jej pomoze, bo tego nie wiesz. Co uwazasz za prawidlowe to tez tylko twoja sprawa. Zyciowe wybory innych nie podlegaja twojej ocenie. Swoje antyaborcyjne poglady mozesz stosowac do siebie nie robiac aborcji. Nic ci do decyzji innych w tej kwestii.

A Ty się tak nie nakręcaj, bo Ci coś pęknie,forum jest dyskusyjne i nic komu do tego co ja do kogo piszę i zapamiętaj sobie raz na zawsze, po chamsku możesz się odnosić do swoich domowników, a nie na forum.To po pierwsze,a po drugie poczęte dziecko to już dziecko i aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem, ale skąd Ty o tym możesz wiedzieć?  Trzeba mieć dzieci i mówić cokolwiek na ten temat,a dzieci to sama radość i wielkie szczęście,wielu nie może mieć możliwości posiadania dzieci,a ci co ją mają - narzekają.Oto domena Polaka. A tak na marginesie , naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jakoś nie za bardzo Ci to idzie.

Natolinko, tu są dorośli ludzie, o ugruntowanych poglądach i światopoglądzie i  - moim skromnym zdaniem - nie trzeba ich edukować ani nawracać.
Co do postu Swanen - nie widzę niczego złego w tym co napisała, nie mówiąc już o czymś chamskim.
Uważam, podobnie jak ona, że wywieranie presji na swoje dorosłe dzieci (a stwierdzenie "na pewno pomogą" taką presją dla mnie, jako takiego dziecka by było) jest grubym nadużyciem. Dorosłe dzieci mają swoje życie, swoje kłopoty, może studiują, może pracują, może mają już własne dzieci lub chcą zakładać rodzinę? Nie można ich obciążać. Mogą pomóc, ale tylko w sytuacji, gdy same będą tego chciały.
Co do "domeny Polaka", to o co dokładnie chodzi, bo kompletnie nie rozumiem? Zdaje się, że aborcje są przeprowadzane na całym świecie... i chyba nikt ich tam nie robi z wielkiej przyjemności i rozkoszy... dlaczego więc wg Ciebie to, że ktoś nie wie, czy zdecydować się na dziecko z różnych względów (wg Ciebie to "narzekanie") to "domena Polaków"?

edit. Natolinko, jeśli uważasz, że "nic nikomu do tego co ja do kogo piszę" to nie powinnaś zabierać głosu w dyskusji na publicznym forum. Bo takie forum, z definicji, daje prawo każdemu czytającemu Ci odpowiedzieć. Jeśli chciałabyś podzielić się z Autorką wątku swoimi przemyśleniami prywatnie,  tak, żeby nikt sie do nich nie odniósł ani ich nie skrytykował, to zawsze możesz do niej napisać na priva - jest tu taka opcja. Jeśli piszesz publicznie, to każdy ma prawo odnieść się do Twojej wypowiedzi.


Właśnie - każdy ma prawo do własnego zdania i nikomu na PW pisać nie będę,bo autorka tematu nie prosiła o to,od tego jest właśnie forum. Jestem na tym forum od lat i pierwszy raz spotyka mnie coś takiego,bardzo nieładnie. Są tutaj sami dorośli, wydaje mi się, że jednak nie, nie wiesz ile mam lat,może jestem tutaj najstarszą osobą,więc nie pisz,że nikogo nie trzeba edukować, człowiek całe życie się uczy,a i tak nie będzie wszystkiego wiedział. Piszesz, że autorka nie ma prawa ingerować w życie "dorosłego" syna , owszem ma jeśli ten jest wałkoniem i nierobem, sprowadza do Jej domu małolatę i jeszcze oboje Ją objadają. Nie dosyć,  że żywi synalka,doszła jeszcze smarkata,która nie wiadomo jak się w sumie do Niej odnosi.
Polacy ,gdziekolwiek byś nie słyszała każdy tylko narzeka,bo z tego my właśnie słyniemy z narzekania na wszystkich i wszystko.
I jeszcze jedno najważniejsze - drażnią mnie wulgaryzmy,nie wiem czy tego nie zauważyłaś?  Na forum nie powinno używać się przekleństw,jestem na bardzo wielu forach,ale z czymś takim spotykam się dopiero tutaj na tym forum, które miałam wcześniej za przyjazne. Pomyliłam się i to bardzo,ja wszystko mogę zrozumieć, ale nie wulgarnych odzywek. Ludzi którzy używają wulgaryzmów nie darzę szacunkiem - to tak na marginesie.

102

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Natolinko, albo Ty, albo ja pomyliłam wątki. Zdaje się, że Amare ma dwie córki... i nikt jej nie objada.

103 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-07 23:29:54)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Swanen napisał/a:

(...) U nas się często jednak wychowuje dziewczynki do poświęcania się dla innych i kobiety potem mają wyrzuty sumienia jeśli podejmują decyzje kierując się swoim interesem.

Dobrze jednak, że - późno, bo późno, ale - się ockną. smile
Gorzej, gdy przez lata stale i wciąż przekładać będą dobro innych nad własne, aby później oczekiwać wdzięczności do końca swego życia. Gorzej, że nie dostają tyle uznania i tylu wyrazów wdzięczności, ile wedle nich im się należy, i będąc zgorzkniałe, plują jadem. Gorzej, że nie chcąc przyznać się do dokonania nieszczęśliwego wyboru, uznają swój sposób życia jako jedyny włąściwy i z namaszczeniem pouczają wszystkich wokół.

Pamiętajmy, że:

Jesper Juul napisał/a:

Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba.

104 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2016-08-07 23:45:00)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Wielokropku, uwielbiam Twoje posty smile 
Nawet nie masz pojęcia, ile z nich dla siebie wyciągam smile

Co do tematu wątku - doradzić nie doradzę, sama sobie czasem nie radzę. Opowiem tylko historię z mojego życia:
Miałam już dwójkę małych dzieci i coraz większą chęć pozbycia się z domu ich ojca, powody nie mają znaczenia akurat. Jakoś nie mogłam podjąć decyzji, zupełnie nie wiem dziś, dlaczego... W pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, że jestem w ciąży i dostałam totalnej załamki. Jeśli chodzi o aborcję, to mam w nosie, co kto robi, ja sama nie potrafię - to ma znaczenie. Uznałam, że nie wyrobię po prostu z tym facetem i TRÓJKĄ małych dzieci. Zdołowałam się w każdym razie do tego stopnia, że zamówiłam z Holandii tabletki, to nietrudne w internetach, dostałam je pocztą - i ocknęłam się, jak zobaczyłam tą kopertę. Nawet jej nie otwarłam. Syn miał 2 lata, córka rok. Wywaliłam z domu faceta, przez którego miałam ochotę w ogóle zażyć te tabletki... Ostatecznie ciąży nie było, ale do dziś, jak sobie przypomnę, że ktoś potrafił mnie doprowadzić do takiego stanu, że rozważałam przesunięcie własnych granic, to robi mi się niedobrze smile

Obecnie jestem sama z dwójką małych dzieci, w tym jedno z autyzmem - i jest mi dobrze smile

105

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

A jeśli się nie zdecyduje to będę tego żałować do konca życia? Zrobię to z czystego wygodnictwa i egoizmu.
Tak właśnie się czuję.
I czym się kierować emocjami czy rozsądkiem?
Skrajność też nie jest wskazana.
Mąż powiedział, ze jeżeli nie chce, bo to nie jest dobry moment to pora się zdecydować zanim będzie za późno i działamy dalej. A jeśli jednak chce to musimy zmienić plany i też działać.
Widząc moje nie zdecydowanie spytał czego chcę,  czy to on ma podjąć męska decyzję.
To jest najgorszy dylemat mojego życia.
Co nie zrobię niesie poważne konsekwencje.
Dziś muszę umówić się z ginekologiem. Jeszcze raz z tym samym, zeby tym razem szczerze z nim porozmawiać, bo ostatnio byłam zbyt oszolomiona.
I albo umawiać się z nim na cos albo zmieniam lekarza.
Tak patrzę na fakty.
Dwa pozytywne testy. Spóźniony okres o 2 tygodnie. Widoczny niby pecherzyk na usg.
Mam też dziwne zaburzenia od czasu ostawienia hormonów. Szybciej się mecze. Trochę przytylam. Bywa mi słabo. Możliwe ze i mam coś z tarczycą. A teraz doszły skurcze w podbrzuszu.
Nie chce się łudzić iż to wszystko nie ciąża i mam z głowy podjęcie decyzji, ale niepokoi mnie to.
Nie wiem. Chyba czekam na cud. I samo się wszystko rozwiąże.

Już prawie się zdecydowałam, ze chce, ale znów pojawiły się wątpliwości.
Czy to strach przed nowym czy niedojrzalosc?

106

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Amare, jeśli nie wiesz co zrobić, do każdej decyzji powinnaś podejść pozytywnie i z ciekawością.
Jak będzie dziecko, to będzie ciekawie i nowe rzeczy się będą z tym wiązać.
Jak nie, to też przecież widziałaś jakieś fajne rzeczy na horyzoncie w swoim życiu z odchowanymi dzieciakami.
W tym momencie skupiasz się na negatywach i widzisz same złe strony każdej sytuacji.
Potraktuj oba scenariusze jako wyzwanie wink.

107

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Dziękuję za kolejne budujące słowa.
Jestem optymistką tylko gdy z czymś wiążą się poważne konsekwencje zaczynam zachowywać się jak mała dziewczynka.
Czego się boję?
Boję się całej ciąży, tego ze będę coraz mniej dyspozycyjna i taka trochę bezradna, ograniczona.
Boję się porodu. Oba były straszne i mam traumę.
Boję się pierwszego roku niemowlectwa z powodów jak w ciazy.
Zajmowanie się niemowlakiem to kupa pracy, wyrzeczeń i ograniczenia.
I boję się gadania wokół (o ironio), ze nam się zachciało, ze po co itd.
Wiem, ze potem już lżej i jakby z górki.
Co prawda to inwestycja na kolejne prawie 20 lat i rezygnacja z planów ale wszystko można sensownie poukładać.
Jeżeli teraz nie zdecyduje się na ciążę to przypuszczam iż więcej nie będę chciała. I tego mogę żałować z perspektywy czasu.
Jestem zła na siebie, ze zafundowalam sobie takie rozterki.

108

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

Dziękuję za kolejne budujące słowa.
Jestem optymistką tylko gdy z czymś wiążą się poważne konsekwencje zaczynam zachowywać się jak mała dziewczynka.
Czego się boję?
Boję się całej ciąży, tego ze będę coraz mniej dyspozycyjna i taka trochę bezradna, ograniczona.
Boję się porodu. Oba były straszne i mam traumę.
Boję się pierwszego roku niemowlectwa z powodów jak w ciazy.
Zajmowanie się niemowlakiem to kupa pracy, wyrzeczeń i ograniczenia.
I boję się gadania wokół (o ironio), ze nam się zachciało, ze po co itd.
Wiem, ze potem już lżej i jakby z górki.
Co prawda to inwestycja na kolejne prawie 20 lat i rezygnacja z planów ale wszystko można sensownie poukładać.
Jeżeli teraz nie zdecyduje się na ciążę to przypuszczam iż więcej nie będę chciała. I tego mogę żałować z perspektywy czasu.
Jestem zła na siebie, ze zafundowalam sobie takie rozterki.

Może właśnie życie dlatego podsunęło ci tę niespodziankę abyś.... dojrzała wink.
"Strach ma wielkie oczy" - cokolwiek postanowisz, przecież będzie dobrze.
Tylko skup się na tym co czujesz, a nie na tym co ludzie i mąż będą gadać.
Odwaga to działanie pomimo strachu smile.
Życie i tak będzie się toczyło dalej wink.

109 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-08 09:41:06)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Taaaak. Dylemat. Każda decyzja niesie konsekwencje, każda ma plusy i minusy. Tyle tylko, że Ty chciałabyś, jak kilkuletnie dziecko mieć same plusy z obu decyzji. Jak kilkuletnie dziecko rozkładasz ręce i... nie wiesz, w przypadku kilkulatka to urocze.
I nie jest prawdą, że decyzja sama się podejmie, bo (jak napisałam wcześniej) brak decyzji też jest decyzją.


O ewentualnych negatywnych opiniach innych i tym co ewentualnie inni powiedzą, napisałam wczoraj, powtarzać tego nie ma sensu. Zadałam tez pytanie, dlaczego nagle te ewentualne opinie robią na Tobie takie wrażenie. Odpowiedziałaś je sobie na nie (nikomu poza Tobą te odpowiedzi nie są potrzebne)?

Do czego chcesz się przekonać? Do tego żeby mieć, czy by nie mieć dziecka?
Boisz się porodu, bo poprzednie były straszne. Teraz możesz zażyczyć sobie cesarskiego cięcia (tak, zażyczyć i poszukać lekarza i szpitala, w którym Twe życzenie zostanie spełnione). Boisz się tego, że będziesz ograniczona. A teraz nie jesteś? Teraz możesz robić wszystko? Przecież to nieprawda. Naprawdę jesteś niemowlakowi niezbędna (i uświadomienie sobie tego dla niektórych kobiet jest dramatem) tylko w przypadku, gdy karmić je będziesz piersią. W każdym innym można tak zorganizować sobie zycie, by dzielić się opieką z innymi ludźmi (mąż, babcie, koleżanki, sąsiadki, opiekunki), by mieć czas na realizację własnych potrzeb. Nie musisz być "Matką-Polką", bo korzyści z takiej postawy nie będzie miał nikt: ani Ty, ani dziecko, ani mąż, ani Twe dorosłe córki. NIKT.



Mam wrażenie, że decyzję już podjęłaś, tylko z sobie wiadomych względów nie chcesz jej ogłosić.






santapietruszko, bardzo dziękuję. smile

110

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Macie rację.
Teraz muszę znaleźć w sobie odwagę na konkretną decyzję.
Każda będzie zła (w moim mniemaniu) i każda będzie dobra, bo odnajde się w każdej sytuacji.

111

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Swoja trzecią córkę urodziłam w wieku 38 lat. Starsze dzieci  miały wtedy: 16 i 17 lat. Bardzo się ucieszyłam, gdy dowiedziałam się,  że jestem przy nadziei big_smile - było to w czasie, gdy myślałam że nic dobrego mnie   już w życiu nie czeka. Ciąża i  poród poszły jak z płatka /ten ciążowy mix hormonów zawsze działał na mnie jak eliksir szczęścia/, starsze dzieciaki zachwycone małą, ja odmłodniałam "w oczach" big_smile
Pomimo, że mąż mnie rzucił dwa lata temu, nie żałuję niczego. Zaczęłam nowe życie. Wiadomo, finansowo jest dosyć słabo... ale to nie jest takie ważne. Chodze znów do szkoły, zmieniam zawód, jestem szczęśliwa.

Jak napisała Zorija to ostatnie macierzyństwo bardzo inne od wcześniejszych. Dojrzalsze, spokojniejsze,  bardziej otwarte na dziecko... wiele uczę sie od mojej ...asi.

Jest tak jak miało być. big_smile

Powodzenia, Amare big_smile

112

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:
Zorija napisał/a:
natolinka napisał/a:

A Ty się tak nie nakręcaj, bo Ci coś pęknie,forum jest dyskusyjne i nic komu do tego co ja do kogo piszę i zapamiętaj sobie raz na zawsze, po chamsku możesz się odnosić do swoich domowników, a nie na forum.To po pierwsze,a po drugie poczęte dziecko to już dziecko i aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem, ale skąd Ty o tym możesz wiedzieć?  Trzeba mieć dzieci i mówić cokolwiek na ten temat,a dzieci to sama radość i wielkie szczęście,wielu nie może mieć możliwości posiadania dzieci,a ci co ją mają - narzekają.Oto domena Polaka. A tak na marginesie , naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jakoś nie za bardzo Ci to idzie.

Natolinko, tu są dorośli ludzie, o ugruntowanych poglądach i światopoglądzie i  - moim skromnym zdaniem - nie trzeba ich edukować ani nawracać.
Co do postu Swanen - nie widzę niczego złego w tym co napisała, nie mówiąc już o czymś chamskim.
Uważam, podobnie jak ona, że wywieranie presji na swoje dorosłe dzieci (a stwierdzenie "na pewno pomogą" taką presją dla mnie, jako takiego dziecka by było) jest grubym nadużyciem. Dorosłe dzieci mają swoje życie, swoje kłopoty, może studiują, może pracują, może mają już własne dzieci lub chcą zakładać rodzinę? Nie można ich obciążać. Mogą pomóc, ale tylko w sytuacji, gdy same będą tego chciały.
Co do "domeny Polaka", to o co dokładnie chodzi, bo kompletnie nie rozumiem? Zdaje się, że aborcje są przeprowadzane na całym świecie... i chyba nikt ich tam nie robi z wielkiej przyjemności i rozkoszy... dlaczego więc wg Ciebie to, że ktoś nie wie, czy zdecydować się na dziecko z różnych względów (wg Ciebie to "narzekanie") to "domena Polaków"?

edit. Natolinko, jeśli uważasz, że "nic nikomu do tego co ja do kogo piszę" to nie powinnaś zabierać głosu w dyskusji na publicznym forum. Bo takie forum, z definicji, daje prawo każdemu czytającemu Ci odpowiedzieć. Jeśli chciałabyś podzielić się z Autorką wątku swoimi przemyśleniami prywatnie,  tak, żeby nikt sie do nich nie odniósł ani ich nie skrytykował, to zawsze możesz do niej napisać na priva - jest tu taka opcja. Jeśli piszesz publicznie, to każdy ma prawo odnieść się do Twojej wypowiedzi.


Właśnie - każdy ma prawo do własnego zdania i nikomu na PW pisać nie będę,bo autorka tematu nie prosiła o to,od tego jest właśnie forum. Jestem na tym forum od lat i pierwszy raz spotyka mnie coś takiego,bardzo nieładnie. Są tutaj sami dorośli, wydaje mi się, że jednak nie, nie wiesz ile mam lat,może jestem tutaj najstarszą osobą,więc nie pisz,że nikogo nie trzeba edukować, człowiek całe życie się uczy,a i tak nie będzie wszystkiego wiedział. Piszesz, że autorka nie ma prawa ingerować w życie "dorosłego" syna , owszem ma jeśli ten jest wałkoniem i nierobem, sprowadza do Jej domu małolatę i jeszcze oboje Ją objadają. Nie dosyć,  że żywi synalka,doszła jeszcze smarkata,która nie wiadomo jak się w sumie do Niej odnosi.
Polacy ,gdziekolwiek byś nie słyszała każdy tylko narzeka,bo z tego my właśnie słyniemy z narzekania na wszystkich i wszystko.
I jeszcze jedno najważniejsze - drażnią mnie wulgaryzmy,nie wiem czy tego nie zauważyłaś?  Na forum nie powinno używać się przekleństw,jestem na bardzo wielu forach,ale z czymś takim spotykam się dopiero tutaj na tym forum, które miałam wcześniej za przyjazne. Pomyliłam się i to bardzo,ja wszystko mogę zrozumieć, ale nie wulgarnych odzywek. Ludzi którzy używają wulgaryzmów nie darzę szacunkiem - to tak na marginesie.


Tak czytam Pani posty i uderzyło mnie jaką nieprzyjemną, napuszoną i nieszczęśliwą jest Pani osobą...
Bez urazy i bez odbioru smile


Autorko,  trzymam kciuki!

113 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-08 12:25:46)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

(...) odnajde się w każdej sytuacji.

Właśnie. tongue

Posty [ 66 do 113 z 113 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024