natolinka napisał/a:A Ty się tak nie nakręcaj, bo Ci coś pęknie,forum jest dyskusyjne i nic komu do tego co ja do kogo piszę i zapamiętaj sobie raz na zawsze, po chamsku możesz się odnosić do swoich domowników, a nie na forum.To po pierwsze,a po drugie poczęte dziecko to już dziecko i aborcja - czy Tobie to się podoba czy nie - jest wielkim grzechem, ale skąd Ty o tym możesz wiedzieć? Trzeba mieć dzieci i mówić cokolwiek na ten temat,a dzieci to sama radość i wielkie szczęście,wielu nie może mieć możliwości posiadania dzieci,a ci co ją mają - narzekają.Oto domena Polaka. A tak na marginesie , naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jakoś nie za bardzo Ci to idzie.
Natolinko, słońce (coby bardziej nie drażnić potwora
). Ze wszystkich zgromadzonych, to ty nakręcasz się najbardziej, także wyluzuj, bo szkoda twojego zdrowia.
Jak sama piszesz, jest to forum dyskusyjne i każdy może wyrażać swoją opinię, w sposób, który najbardziej mu odpowiada, nawet jeżeli narusza się jakieś granice kultury i taktu. Ot, internet, a nie klub dyskusyjny, czy zgromadzenie zakonne. Pora się przyzwyczaić.
Należy pamiętać, że pisząc tu możemy autorce jedynie radzić- nikt, ale to nikt z nas nie zdecyduje za nią, choćby nie wiem jak dużą presję wywierał. Postrzeganie aborcji jako grzechu i płodu jako dziecka w dużej mierze zależy od doktryny religijnej, którą się wyznaje, o ile wyznaje się jakąkolwiek. Doskonale rozumiem, że jako "ortodoksyjną" katoliczkę cechuje Cię pewnego rodzaju "skrzywienie zawodowe" do głoszenia "jedynej, słusznej prawdy", ale musisz uszanować zdanie i światopogląd innych uczestników dyskusji, bez tupania nogą niczym rozkapryszone dziecko. Parafrazując twoje zdanie: "Ot, domena Polaka, zacietrzewionego ignoranta."
Ja bym usunęła, ty nie. Okej. Ja szanuję twoje zdanie, ty szanuj moje. Ale żadna z nas nie ma prawa podejmować za kogokolwiek decyzji. Tak na marginesie, z tego co piszesz wynika, że pewne sama z jakiś powodów nie masz dzieci, albo ktoś z bliskich tobie osób, co po części tłumaczyło by twoje zachowanie.
Wracając do tematu. Myślę, że gdy pierwsza złość i strach przed tym co dalej opadną, autorka podejmie słuszną decyzję, o ile już jej nie podjęła. Wątpliwości zawsze będą, niezależnie od co się zrobi. Życie może zaskoczyć. Może być tak, że urodzisz to dziecko i w magiczny sposób znikną demony przeszłości, zarówno w relacjach z mężem, jak i z samą sobą, i za x lat będziesz dumna z podjętej wtedy decyzji. Może się też zdarzyć inaczej, urodzisz dziecko, rozstaniesz się z mężem, albo co gorsza zostaniesz przy nim, pełna frustracji i przeświadczenia o tym, że nigdy tak naprawdę nie żyłaś, nie spełniłaś swoich marzeń, pragnień, nigdy nie skorzystałaś z uroków młodości, będziesz wszystkie negatywne emocje przelewać na dziecko. Możesz mieć ogromne wyrzuty sumienia po zaaprobowaniu propozycji ginekologa i włożeniu owej "wkładki", a może to nie zrobić na tobie jakiegokolwiek wrażenia jak ostatnim razem. Ale nikt nie przewidzi tego co będzie kiedyś.Tylko ty znasz siebie, znasz swojego męża i swoje córki. Tylko ty możesz przypuszczać, czy otrzymasz od nich wsparcie, czy znajdziesz sama siłę. Na pewno gdzieś głęboko w tobie siedzi przekonanie o tym, co jest słuszne. Tylko musisz naprawdę dobrze siebie posłuchać. 