Myślałam, ze jestem madrzejsza :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 113 ]

1

Temat: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Temat moich rozterek może i zgoła inny, ale patrząc po całości jakoś tutaj mi pasuje.

Dużo w życiu przeszłam, nie ze swojej winy jak i na własne życzenie. Za dużo tego nawet by streścić.

Mam 36 lat i chyba jestem w ciąży, jeżeli to się potwierdzi to chyba szczęście nadal nie jest mi pisane. Nie zrozumiecie mnie źle, po prostu inaczej wyobrażałam sobie dalsze życie.  Inaczej chciałam zacząć kolejne rozdziały. To zmieni wszystko.

Mam dwie nastoletnie córki, niedawno odstawiłam tabletki ze względu na coraz gorsze samopoczucie. Chwila nieuwagi i widocznie w myśl zasady, ze gdyby moja głupota umiała latać miałaby skrzydła ..

Nie wyobrażam sobie tego co dalej i nie wiem czy chcę.
I po wszystkim czego doświadczyłam nawet nie mam się komu wygadać.
Żadnej bliskiej osoby, której możnaby się wyżalic sad

Chcę rano wstać ze świadomością, ze był to fałszywy alarm, jeśli w ogóle wytrzymam do jutra.

Lubię to forum. Daje i motywację i dużo sensownych porad A także otwiera oczy, nawet jeśli nie podoba nam się cudza krytyka.

A miałam być już tylko mądra ...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Witaj
Żyjesz na codzień z ojcem dziecka?

3

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Tak. Żyję. To mój mąż, ten sam od samego początku.  Z tym, ze przeszliśmy tak dużo, ze nie wiem czy uda nam się to wszystko posklejać.

4

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Więc w czym problem?

5

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Kochana trzymam kciuki ,że wszystko będzie po Twojej myśli.Zobaczymy jak to będzie:)Kup test zrób go.A przekonamy się szybciej.A wiesz może, to szaleństwo hormonalne po odstawieniu  tabletek?:)Bo chyba uważał Twój Pan;)

6

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Poniedzialkowa napisał/a:

Więc w czym problem?

W czym?
W tym wszystkim co napisałam wyżej.
W naszej przeszłości. W teraźniejszości. W tym, ze w końcu pierwszy raz w życiu miałam szansę pożyć szczęśliwie jako dorosły człowiek, bo wcześniej nie zdążyliśmy ( mamy córki 18 i 16 lat więc wystarczy policzyć), a potem już byly prawie same troski. Chciałam  w koncu poczuc jak to jest, zyc bez stresu, bez ograniczen ze wzgledu na obowiazki.
Jestem cholernie zmęczona. I fizycznie i psychicznie. Nie wiem czy nadaje się na matkę po raz kolejny.
Tak wiem, mając swoje już lata A być może wpadłam jak nastolatka. Niemniej jednak nad odczuciami nie da się zapanować.

7

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Summertime napisał/a:

Kochana trzymam kciuki ,że wszystko będzie po Twojej myśli.Zobaczymy jak to będzie:)Kup test zrób go.A przekonamy się szybciej.A wiesz może, to szaleństwo hormonalne po odstawieniu  tabletek?:)Bo chyba uważał Twój Pan;)

Nie, nie uważał, bo on by chciał.
Problem w tym, ze między nami jest tak sobie, takie demony przeszłości.

Od kilku tygodniu nie czuje się za dobrze. Już po odstawieniu antykoncepcji zaczęłam tyć o dziwo.
Nie biorę od ponad pół roku. Okres normalnie aż do 29 czerwca. Teraz mam spóźnienie. I albo mam już schizy albo zaczynam dostrzegać dziwne objawy faktycznie.
Test zrobiłam parę godzin temu. Slabiutenka ledwie widoczna druga kreseczka (test za mniej niż 5 zl o ile ma to jakieś znaczenie)

Kupię cos lepsze tylko nie wiem czy jutro czy odczekać te parę dni

8

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Zrób badanie z krwi, wynik będzie najpewniejszy. Obawiam się jednak, że nawet bardzo słaba kreska jest zwykle dostatecznym potwierdzeniem ciąży.

9

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

To też już przeczytałam, choć łudzę się jeszcze.
Nie mam energii i nic mi się nie chce.
Pomijając wszystkie swoje inne odczucia to mimo, ze w dzisiejszych czasach  To głupie myślenie, to czuje ze mając lat 35+ już nie powinnam.

10

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Zaraz zaraz... miałaś ciężko ale przecież to nic pewnego że z nowym małym dzieciątkiem znów będzie ciężko!
Przypomnij sobie jak Twoje uczucia do córek rodziły się dopiero jak je urodzilas - tu będzie to samo.
Skoro mąż chce to dziecko to z pewnością się ucieszy a i między wami to może pomóc!

11

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
pannapanna napisał/a:

Zaraz zaraz... miałaś ciężko ale przecież to nic pewnego że z nowym małym dzieciątkiem znów będzie ciężko!
Przypomnij sobie jak Twoje uczucia do córek rodziły się dopiero jak je urodzilas - tu będzie to samo.
Skoro mąż chce to dziecko to z pewnością się ucieszy a i między wami to może pomóc!

No właśnie sobie przypominam. Mimo młodego wieku wtedy ,mąż z siebie dawał wszystko, to on był wtedy dojrzalszy. Przynajmniej na początku. A potem już równia pochyla. I tak z 10-15 lat. Chwilowo było lepiej, ale jak już mówiłam wracają demony przeszłości, które być może były tylko stłumione.
Chciałam w koncu zacząć żyć, tak naprawdę,  pełnią życia, bez stresu i mając już odchowane dzieci . Jakkolwiek  To zabrzmi znów burzy mi się świat.
Ja, niepoprawna optymistka zaczynam jechać już na oparach. Nie mam siły.
Mąż z natury pesymista. Nie wiem czy mnie wesprze w tym co czuje. Uprosci.
To chyba kryzys tego co było. Dużo sobie krzywdy zrobiliśmy nawzajem.
Nie chce tu lamentowac jak rozkapryszona nastolatka, ale próbuje ratować swoją psychikę choćby przez wyrzucenie tego z siebie.

12

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:
Summertime napisał/a:

Kochana trzymam kciuki ,że wszystko będzie po Twojej myśli.Zobaczymy jak to będzie:)Kup test zrób go.A przekonamy się szybciej.A wiesz może, to szaleństwo hormonalne po odstawieniu  tabletek?:)Bo chyba uważał Twój Pan;)

Nie, nie uważał, bo on by chciał.
Problem w tym, ze między nami jest tak sobie, takie demony przeszłości.


Co to dokładnie oznacza "tak sobie"? Możesz to w jakiś sposób rozwinąć co dokładnie nie układa się między Wami? Czy jest aż tak źle że planowałabyś się rozstać, a dziecko to przekreśla. Bo ja tak odbieram to co  napisałaś.

13

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
SonyXperia napisał/a:
Amare napisał/a:
Summertime napisał/a:

Kochana trzymam kciuki ,że wszystko będzie po Twojej myśli.Zobaczymy jak to będzie:)Kup test zrób go.A przekonamy się szybciej.A wiesz może, to szaleństwo hormonalne po odstawieniu  tabletek?:)Bo chyba uważał Twój Pan;)

Nie, nie uważał, bo on by chciał.
Problem w tym, ze między nami jest tak sobie, takie demony przeszłości.


Co to dokładnie oznacza "tak sobie"? Możesz to w jakiś sposób rozwinąć co dokładnie nie układa się między Wami? Czy jest aż tak źle że planowałabyś się rozstać, a dziecko to przekreśla. Bo ja tak odbieram to co  napisałaś.


Nie wiem czy można streścić prawie 20 lat życia w kilku zdaniach, żeby to wiernie oddawalo sytuację.

Młodociany związek, dzieci.
Początkowe szczęście mimo wszystko.
Alkoholizm męża, terror psychiczny podczas ciągów przeplatany dobrymi chwilami (cały czas siedzenie jednak na bombie zegarowej)
Moja zdrada po kilkunastu latach. Znów terror.
Stabilizacja. Dobrowolna terapia męża.  Próby rozumienia siebie nawzajem.
Wychodzenie na prostą.
"Zdrada" męża  (nie wiem czy można to tak nazwac)
Oddalanie się od siebie. Moja przyjazn z kims innym jako kontrreakcja i przekroczenie granic przyjazni.
Mąż szaleje.
Rozstajemy się pozornie.
Zaczyna walczyć o mnie. O nas.
W końcu mu się udaje. Nowe plany, Nowe możliwości i to dość dobre.
Po czym budzi się jego depresja, kryzys? Nadal jednak nie pije od 3 lat dzięki czemu daleko zaszedl przy swojej zawzietosci i moim wsparciu .
Wydawałoby się ze jest dobrze.
Odzyskał mnie i stopniowo przestaje się starać. Skupia się bardziej na materializmie.
Sprawy się komplikuja, zaczyna obwiniać mnie i uprawiać swoje czarnowidztwo.
Momentami jest dobrze, ale to niczego nie zmienia, bo robi dystans, skupia się tylko na tym co może się złego wydarzyć.

To może 1% tego co się działo i dzieje.
Ja też już nie mam siły go ciągle wspierac i mówić ze damy radę,  co w rezultacie daje tylko to, ze on mówi ze on jest realistą A ja fantastką.

A teraz na dodatek jeszcze to. To nie jest dobry moment A poza tym nie zdążyłam poczuć jak żyje się naprawdę, bez stresu, jako dorosły człowiek. 
Mogliśmy właśnie teraz tak naprawdę zacząć od nowa. Bez ograniczeń. Z szansą jaką nie mieliśmy na starcie i na sposób jaki chcieliśmy, choć on akurat by chciał mieć dziecko ja niekoniecznie.

Nie wyobrażam sobie tego co dalej....

14 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2016-08-01 14:25:54)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:
SonyXperia napisał/a:
Amare napisał/a:

Nie, nie uważał, bo on by chciał.
Problem w tym, ze między nami jest tak sobie, takie demony przeszłości.


Co to dokładnie oznacza "tak sobie"? Możesz to w jakiś sposób rozwinąć co dokładnie nie układa się między Wami? Czy jest aż tak źle że planowałabyś się rozstać, a dziecko to przekreśla. Bo ja tak odbieram to co  napisałaś.


Nie wiem czy można streścić prawie 20 lat życia w kilku zdaniach, żeby to wiernie oddawalo sytuację.

Młodociany związek, dzieci.
Początkowe szczęście mimo wszystko.
Alkoholizm męża, terror psychiczny podczas ciągów przeplatany dobrymi chwilami (cały czas siedzenie jednak na bombie zegarowej)
Moja zdrada po kilkunastu latach. Znów terror.
Stabilizacja. Dobrowolna terapia męża.  Próby rozumienia siebie nawzajem.
Wychodzenie na prostą.
"Zdrada" męża  (nie wiem czy można to tak nazwac)
Oddalanie się od siebie. Moja przyjazn z kims innym jako kontrreakcja i przekroczenie granic przyjazni.
Mąż szaleje.
Rozstajemy się pozornie.
Zaczyna walczyć o mnie. O nas.
W końcu mu się udaje. Nowe plany, Nowe możliwości i to dość dobre.
Po czym budzi się jego depresja, kryzys? Nadal jednak nie pije od 3 lat dzięki czemu daleko zaszedl przy swojej zawzietosci i moim wsparciu .
Wydawałoby się ze jest dobrze.
Odzyskał mnie i stopniowo przestaje się starać. Skupia się bardziej na materializmie.
Sprawy się komplikuja, zaczyna obwiniać mnie i uprawiać swoje czarnowidztwo.
Momentami jest dobrze, ale to niczego nie zmienia, bo robi dystans, skupia się tylko na tym co może się złego wydarzyć.

To może 1% tego co się działo i dzieje.
Ja też już nie mam siły go ciągle wspierac i mówić ze damy radę,  co w rezultacie daje tylko to, ze on mówi ze on jest realistą A ja fantastką.

A teraz na dodatek jeszcze to. To nie jest dobry moment A poza tym nie zdążyłam poczuć jak żyje się naprawdę, bez stresu, jako dorosły człowiek. 
Mogliśmy właśnie teraz tak naprawdę zacząć od nowa. Bez ograniczeń. Z szansą jaką nie mieliśmy na starcie i na sposób jaki chcieliśmy, choć on akurat by chciał mieć dziecko ja niekoniecznie.

Nie wyobrażam sobie tego co dalej....

Amare, Czy Ty kochasz jeszcze swojego męża, czy jesteście jeszcze ze sobą tylko z przyzwyczajenia, bo łączą Was dzieci i sprawy materialne? Myślałaś kiedykolwiek lub ostatnio o rozwodzie? Chciałabyś tego, zdecydowałabyś się w końcu na taki krok?

15

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Sprawę rozwodu przerabialiśmy w zeszłym roku.
Złożyłam pozew który po paru miesiącach wycofalam.
Wydawało się ze będzie już tylko dobrze. I było do pewnego czasu.
Nasuwa mi się ze Maz się starał z obawy, ze ktoś mu mnie zabierze A gdy konkurencja znikła przestał.
Oczywiście się tego wypiera.
W tym roku już było różnie. Raz dobrze  Ale niestety częściej ni jako.
Zrobiłam ile mogłam żeby było lepiej z tym ze on nie rozumie iż nie możemy myśleć tylko o sobie i pewne rzeczy należy poukładać. Tu mam na myśli nasze rodzinne sprawy i zobowiązania.
On przebywa od prawie 1,5 roku za granicą A ja rozdarta na dwa kraje, to tu, to tam, bo do niego, bo tu bo szkoła córek i inne sprawy. I mieszkam i tu i tam.
Chciałam powoli uregulować co należy i pojechać do niego wraz z dziećmi ( starsza nie chce).
Był w czerwcu w domu, zabrał młodsza ze sobą A ja ze starszą zostałam bo miała jeszcze egzaminy.

Potem miał być nasz wyjazd wakacyjny i nagle nie chciał ze mną rozmawiać. Znów od rzeczy do mnie mówił i ze on ma to wszystko gdzieś i mogę sobie jechać sama na te wakacje . 
Zestresowana tym wszystkim robiłam swoje. Spotkaliśmy się na lotnisku. Najpierw mnie totalnie ignorowal, żeby nie powiedzieć iż był chamski.
Potem się ułożyło. Było nam całkiem fajnie choć to nie do końca to co odzyskalismy gdy się starał.
Po urlopie pojechaliśmy do niego i zaczął się stary schemat.
W ten weekend wróciłam do domu do Polski.
Miałam pod koniec miesiąca jechać do niego, chciałam iść do pracy i razem iść do przodu.
No i zaczęły się moje podejrzenia odnośnie ciąży Oraz jego schematyczne zachowanie.
Negowanie wszystkiego, czarnowidztwo.

Mamy pewien problem, ale to nie jest powód żeby się wzajemnie dobijac. To żadna tragedia i razem dalibysmy radę ale nie da mu się przetłumaczyć. Tak jakby tylko jedno się dla niego liczyło. Kasa.

Otóż przed wyjazdem okazało się ze skoro ma urlop to niestety nie wróci już do tej pracy A w innym miejscu się okazało ze musi być już albo wcale.
To bardzo dobry etat i dość dobrze płatny, chyba zbyt wysoko sobie podniósł poprzeczkę.
I teraz musi czekać bez pracy, żeby przestój się skończył z tym ze 100% gwarancji nie ma iż tak będzie.
No więc to moja wina bo zaplanowałam wakacje, moja wina bo nie będę z nim szczęśliwa bo ja pogodny typ A on pesymista, a do tego przegra wszystko ( mocno wyolbrzymia)

A mnie już sił brak żeby go wspierać bo i tak źle a do tego życie zaczyna mi się wywołać z powodu "ciąży "

Kupiłam drugi test i się boję

16 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2016-08-01 20:10:19)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

Sprawę rozwodu przerabialiśmy w zeszłym roku.
Złożyłam pozew który po paru miesiącach wycofalam.
Wydawało się ze będzie już tylko dobrze. I było do pewnego czasu.
Nasuwa mi się ze Maz się starał z obawy, ze ktoś mu mnie zabierze A gdy konkurencja znikła przestał.
Oczywiście się tego wypiera.
W tym roku już było różnie. Raz dobrze  Ale niestety częściej ni jako.
Zrobiłam ile mogłam żeby było lepiej z tym ze on nie rozumie iż nie możemy myśleć tylko o sobie i pewne rzeczy należy poukładać. Tu mam na myśli nasze rodzinne sprawy i zobowiązania.
On przebywa od prawie 1,5 roku za granicą A ja rozdarta na dwa kraje, to tu, to tam, bo do niego, bo tu bo szkoła córek i inne sprawy. I mieszkam i tu i tam.
Chciałam powoli uregulować co należy i pojechać do niego wraz z dziećmi ( starsza nie chce).
Był w czerwcu w domu, zabrał młodsza ze sobą A ja ze starszą zostałam bo miała jeszcze egzaminy.

Potem miał być nasz wyjazd wakacyjny i nagle nie chciał ze mną rozmawiać. Znów od rzeczy do mnie mówił i ze on ma to wszystko gdzieś i mogę sobie jechać sama na te wakacje . 
Zestresowana tym wszystkim robiłam swoje. Spotkaliśmy się na lotnisku. Najpierw mnie totalnie ignorowal, żeby nie powiedzieć iż był chamski.
Potem się ułożyło. Było nam całkiem fajnie choć to nie do końca to co odzyskalismy gdy się starał.
Po urlopie pojechaliśmy do niego i zaczął się stary schemat.
W ten weekend wróciłam do domu do Polski.
Miałam pod koniec miesiąca jechać do niego, chciałam iść do pracy i razem iść do przodu.
No i zaczęły się moje podejrzenia odnośnie ciąży Oraz jego schematyczne zachowanie.
Negowanie wszystkiego, czarnowidztwo.

Mamy pewien problem, ale to nie jest powód żeby się wzajemnie dobijac. To żadna tragedia i razem dalibysmy radę ale nie da mu się przetłumaczyć. Tak jakby tylko jedno się dla niego liczyło. Kasa.

Otóż przed wyjazdem okazało się ze skoro ma urlop to niestety nie wróci już do tej pracy A w innym miejscu się okazało ze musi być już albo wcale.
To bardzo dobry etat i dość dobrze płatny, chyba zbyt wysoko sobie podniósł poprzeczkę.
I teraz musi czekać bez pracy, żeby przestój się skończył z tym ze 100% gwarancji nie ma iż tak będzie.
No więc to moja wina bo zaplanowałam wakacje, moja wina bo nie będę z nim szczęśliwa bo ja pogodny typ A on pesymista, a do tego przegra wszystko ( mocno wyolbrzymia)

A mnie już sił brak żeby go wspierać bo i tak źle a do tego życie zaczyna mi się wywołać z powodu "ciąży "

Kupiłam drugi test i się boję

Nie chcesz dziecka, czy nie chcesz już kolejnego JEGO dziecka? (przepraszam, ale przebija przez Ciebie totalny żal do niego jako do mężczyzny, do męża). Może stąd te odczucie względem ciąży.

Dziecko nie stoi na przeszkodzie temu żeby się jednak rozstać, skoro tak się męczycie od dłuższego czasu.

17

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Teraz najważniejsze, aby:   (1) urodziło się  zdrowe     (2) abyś miała pieniądze aby go wychować.
Te dwie rzeczy. Skup się na nich.

18

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Witaj:)Amare trochę tego brudu siedzi w Waszym małżeństwie...masz się z czym zmagać.Nie powiem w zasadzie dziecko na Twojej głowie będzie.Wiesz moja przyjaciółka jest w moim wieku i 3 lata temu spotkała ją niespodzianka ...była w ciąży, związek jej z mężem fatalny .Ona zrozpaczona ....Dziś jej mała ma 3 lata ona ponad rok temu odeszła od Niego.Jest wolna i szczęśliwa chodź sama .Dziś   przy Naszych wspólnych spotkaniach,siadam u niej na podłodze i bawię się z małą i nie wyobrażam sobie, że wchodząc do jej domu mogłoby kruszyny nie być:)Wszystko Ci się ułoży zobaczysz ,może ta sytuacja pozwoli Ci spojrzeć na Swoje życie obiektywne i może wówczas dokonasz wyboru .Tak jak to zrobiła moja przyjaciółka.Pozdrawiam kobietko:):):)

19

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

zawsze masz wybór. Zastanów się, jak chcesz żyć. Ja bym dziecka nie urodziła na Twoim miejscu.

20

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
SonyXperia napisał/a:
Amare napisał/a:

Sprawę rozwodu przerabialiśmy w zeszłym roku.
Złożyłam pozew który po paru miesiącach wycofalam.
Wydawało się ze będzie już tylko dobrze. I było do pewnego czasu.
Nasuwa mi się ze Maz się starał z obawy, ze ktoś mu mnie zabierze A gdy konkurencja znikła przestał.
Oczywiście się tego wypiera.
W tym roku już było różnie. Raz dobrze  Ale niestety częściej ni jako.
Zrobiłam ile mogłam żeby było lepiej z tym ze on nie rozumie iż nie możemy myśleć tylko o sobie i pewne rzeczy należy poukładać. Tu mam na myśli nasze rodzinne sprawy i zobowiązania.
On przebywa od prawie 1,5 roku za granicą A ja rozdarta na dwa kraje, to tu, to tam, bo do niego, bo tu bo szkoła córek i inne sprawy. I mieszkam i tu i tam.
Chciałam powoli uregulować co należy i pojechać do niego wraz z dziećmi ( starsza nie chce).
Był w czerwcu w domu, zabrał młodsza ze sobą A ja ze starszą zostałam bo miała jeszcze egzaminy.

Potem miał być nasz wyjazd wakacyjny i nagle nie chciał ze mną rozmawiać. Znów od rzeczy do mnie mówił i ze on ma to wszystko gdzieś i mogę sobie jechać sama na te wakacje . 
Zestresowana tym wszystkim robiłam swoje. Spotkaliśmy się na lotnisku. Najpierw mnie totalnie ignorowal, żeby nie powiedzieć iż był chamski.
Potem się ułożyło. Było nam całkiem fajnie choć to nie do końca to co odzyskalismy gdy się starał.
Po urlopie pojechaliśmy do niego i zaczął się stary schemat.
W ten weekend wróciłam do domu do Polski.
Miałam pod koniec miesiąca jechać do niego, chciałam iść do pracy i razem iść do przodu.
No i zaczęły się moje podejrzenia odnośnie ciąży Oraz jego schematyczne zachowanie.
Negowanie wszystkiego, czarnowidztwo.

Mamy pewien problem, ale to nie jest powód żeby się wzajemnie dobijac. To żadna tragedia i razem dalibysmy radę ale nie da mu się przetłumaczyć. Tak jakby tylko jedno się dla niego liczyło. Kasa.

Otóż przed wyjazdem okazało się ze skoro ma urlop to niestety nie wróci już do tej pracy A w innym miejscu się okazało ze musi być już albo wcale.
To bardzo dobry etat i dość dobrze płatny, chyba zbyt wysoko sobie podniósł poprzeczkę.
I teraz musi czekać bez pracy, żeby przestój się skończył z tym ze 100% gwarancji nie ma iż tak będzie.
No więc to moja wina bo zaplanowałam wakacje, moja wina bo nie będę z nim szczęśliwa bo ja pogodny typ A on pesymista, a do tego przegra wszystko ( mocno wyolbrzymia)

A mnie już sił brak żeby go wspierać bo i tak źle a do tego życie zaczyna mi się wywołać z powodu "ciąży "

Kupiłam drugi test i się boję

Nie chcesz dziecka, czy nie chcesz już kolejnego JEGO dziecka? (przepraszam, ale przebija przez Ciebie totalny żal do niego jako do mężczyzny, do męża). Może stąd te odczucie względem ciąży.

Dziecko nie stoi na przeszkodzie temu żeby się jednak rozstać, skoro tak się męczycie od dłuższego czasu.


Może i jedno i drugie ukryte gdzieś podświadomie. Cienie przeszłości doprowadziły do takiego myślenia. Strach.
Właśnie dlatego tu przyszłam nigdzie indziej nikt tak nie otworzy nam oczu jak na tym forum.
Niefajny ten Twój tekst, ale uderza.
Podswiadoma część mnie zapewne tak pomyślała.
To jednak chyba tylko będzie zależne od tego co dalej nastąpi to i moje podejście się zmieni

21

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Gary napisał/a:

Teraz najważniejsze, aby:   (1) urodziło się  zdrowe     (2) abyś miała pieniądze aby go wychować.
Te dwie rzeczy. Skup się na nich.

Dzięki Gary.
Postaram się postąpić wlasciwie

22

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
adiaphora napisał/a:

zawsze masz wybór. Zastanów się, jak chcesz żyć. Ja bym dziecka nie urodziła na Twoim miejscu.

Nie chciałam być w ciąży, ale jej nie usunę dla własnego kaprysu, czystego egoizmu i bez przeciwwskazań medycznych.
Nie jest winne, ze ma durnych starych.
Będę musiała zrezygnować z części siebie i zweryfikować swoje plany.
A resztę czas pokaże.

23

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:
adiaphora napisał/a:

zawsze masz wybór. Zastanów się, jak chcesz żyć. Ja bym dziecka nie urodziła na Twoim miejscu.

Nie chciałam być w ciąży, ale jej nie usunę dla własnego kaprysu, czystego egoizmu i bez przeciwwskazań medycznych.
Nie jest winne, ze ma durnych starych.
Będę musiała zrezygnować z części siebie i zweryfikować swoje plany.
A resztę czas pokaże.

To żaden kaprys czy egoizm, ale świadoma decyzja i odpowiedzialność za siebie i czyjeś życie.
Skoro uważasz siebie za "durnego rodzica", szkoda, że będziesz w taki sposób przedstawiać się swojemu dziecku.
Oby wszystko ułożyło się dobrze - dla ciebie i dziecka.

24

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Summertime napisał/a:

Witaj:)Amare trochę tego brudu siedzi w Waszym małżeństwie...masz się z czym zmagać.Nie powiem w zasadzie dziecko na Twojej głowie będzie.Wiesz moja przyjaciółka jest w moim wieku i 3 lata temu spotkała ją niespodzianka ...była w ciąży, związek jej z mężem fatalny .Ona zrozpaczona ....Dziś jej mała ma 3 lata ona ponad rok temu odeszła od Niego.Jest wolna i szczęśliwa chodź sama .Dziś   przy Naszych wspólnych spotkaniach,siadam u niej na podłodze i bawię się z małą i nie wyobrażam sobie, że wchodząc do jej domu mogłoby kruszyny nie być:)Wszystko Ci się ułoży zobaczysz ,może ta sytuacja pozwoli Ci spojrzeć na Swoje życie obiektywne i może wówczas dokonasz wyboru .Tak jak to zrobiła moja przyjaciółka.Pozdrawiam kobietko:):):)

Bardzo to budujące co napisałaś. Szczerze dziękuję smile))

Ja też wiem, ze z perspektywy przyszłości nie będę żałować jeśli wszystko pójdzie dobrze.

Muszę nakierowac swoje myślenie pozytywnym nastawieniem.
Nie będzie łatwo.
Przeraża mnie to wszystko.
Zmiana planów.
Ciąża.
Moje poprzednie porody były straszne, może teraz coś się zmieniło.
Pierwszy rok życia dziecka.
Kocham swoje dzieci, ale do matki Polki mi daleko.
Nie przejmuje się tym co inni gadają, ale nie mam ochoty na pytania i komentarze innych i rodziny. A nie chce też być chamska "ze G.wno to kogoś obchodzi".
Mimo wszystko czuje się młodo, choć jednak zegar biologiczny 36+ istnieje.

Zrobiłam drugi test. To samo. Druga niewyrazna kreska.
Więc najprawdopodobniej jestem w ciąży.
Chyba, ze to inne problemy zdrowotne.
Nie czuje się za dobrze, mam zawroty głowy, skurcze brzucha, mecze się szybko.
Muszę iść szybko do lekarza. Coś może być nie tak. Albo z powodu ciąży albo z innego

25 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2016-08-02 10:58:21)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:
SonyXperia napisał/a:
Amare napisał/a:

Sprawę rozwodu przerabialiśmy w zeszłym roku.
Złożyłam pozew który po paru miesiącach wycofalam.
Wydawało się ze będzie już tylko dobrze. I było do pewnego czasu.
Nasuwa mi się ze Maz się starał z obawy, ze ktoś mu mnie zabierze A gdy konkurencja znikła przestał.
Oczywiście się tego wypiera.
W tym roku już było różnie. Raz dobrze  Ale niestety częściej ni jako.
Zrobiłam ile mogłam żeby było lepiej z tym ze on nie rozumie iż nie możemy myśleć tylko o sobie i pewne rzeczy należy poukładać. Tu mam na myśli nasze rodzinne sprawy i zobowiązania.
On przebywa od prawie 1,5 roku za granicą A ja rozdarta na dwa kraje, to tu, to tam, bo do niego, bo tu bo szkoła córek i inne sprawy. I mieszkam i tu i tam.
Chciałam powoli uregulować co należy i pojechać do niego wraz z dziećmi ( starsza nie chce).
Był w czerwcu w domu, zabrał młodsza ze sobą A ja ze starszą zostałam bo miała jeszcze egzaminy.

Potem miał być nasz wyjazd wakacyjny i nagle nie chciał ze mną rozmawiać. Znów od rzeczy do mnie mówił i ze on ma to wszystko gdzieś i mogę sobie jechać sama na te wakacje . 
Zestresowana tym wszystkim robiłam swoje. Spotkaliśmy się na lotnisku. Najpierw mnie totalnie ignorowal, żeby nie powiedzieć iż był chamski.
Potem się ułożyło. Było nam całkiem fajnie choć to nie do końca to co odzyskalismy gdy się starał.
Po urlopie pojechaliśmy do niego i zaczął się stary schemat.
W ten weekend wróciłam do domu do Polski.
Miałam pod koniec miesiąca jechać do niego, chciałam iść do pracy i razem iść do przodu.
No i zaczęły się moje podejrzenia odnośnie ciąży Oraz jego schematyczne zachowanie.
Negowanie wszystkiego, czarnowidztwo.

Mamy pewien problem, ale to nie jest powód żeby się wzajemnie dobijac. To żadna tragedia i razem dalibysmy radę ale nie da mu się przetłumaczyć. Tak jakby tylko jedno się dla niego liczyło. Kasa.

Otóż przed wyjazdem okazało się ze skoro ma urlop to niestety nie wróci już do tej pracy A w innym miejscu się okazało ze musi być już albo wcale.
To bardzo dobry etat i dość dobrze płatny, chyba zbyt wysoko sobie podniósł poprzeczkę.
I teraz musi czekać bez pracy, żeby przestój się skończył z tym ze 100% gwarancji nie ma iż tak będzie.
No więc to moja wina bo zaplanowałam wakacje, moja wina bo nie będę z nim szczęśliwa bo ja pogodny typ A on pesymista, a do tego przegra wszystko ( mocno wyolbrzymia)

A mnie już sił brak żeby go wspierać bo i tak źle a do tego życie zaczyna mi się wywołać z powodu "ciąży "

Kupiłam drugi test i się boję

Nie chcesz dziecka, czy nie chcesz już kolejnego JEGO dziecka? (przepraszam, ale przebija przez Ciebie totalny żal do niego jako do mężczyzny, do męża). Może stąd te odczucie względem ciąży.

Dziecko nie stoi na przeszkodzie temu żeby się jednak rozstać, skoro tak się męczycie od dłuższego czasu.



Niefajny ten Twój tekst, ale uderza.

Dziecko jest też częścią Ciebie, nawet jeżeli nie jest już owocem Waszej miłości, tak jak dwie pierwsze córki. Jeżeli nie potrafisz wybaczyć mężowi, to co byłe złe między Wami (a przecież nie wszystko było złe i nie zawsze) nie przenoś tego na nie, tego, co jest teraz, ono niczemu nie jest  winne. smile Życzę dużo wytrwałości,  bądź dobrej myśli

26

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Miłość chyba nadal jest choć bardzo pokiereszowana.

Pisałam wczoraj z mężem. To ponoć ja jestem nieszczęśliwa i niezadowolona. To ja sie odsunelam.  W pewnym sensie to prawda. Przez jego oschlosc i ja odpuscilam, bo ile można.

Powiedział, ze jeżeli jestem nieszczęśliwa to po co mam się męczyć. Spytalam czego chce. Normalności. Dziecka. Ale wie, ze ja tego nie chce.

Nie wytrzymałam i mu powiedziałam.  Zaniemowil.

Rozmawialiśmy.
Powiedział ze jeśli będzie mi przez to bardzo źle to żebym usunęła, ale wtedy skończy się już wszystko i żebym na niego nie liczyła.
Szanuję go za to i rozumiem. Żadnego narzucania.

Mówił, ze skoro nie chce tego zrobić to on się bardzo cieszy i musimy to jakoś ogarnąć.  I bardzo mnie kocha.

Wiem w czym jest największy problem. We mnie. Bo myślę ze bardzo prawdopodobne , ze to poprawi nasze relacje. Tu chyba teraz chodzi o mój egoizm i muszę to głośno powiedzieć przed sama sobą.

Boję się ciąży, porodu i okresu niemowlectwa.
Jego marzenia się spełnia,  Moje znów nie. Skończy się luz, wygodnictwo, swobodna realizacja  planów.
Myślałam, ze teraz pozyjemy spokojnie jak ludzie, bez uwiazania bo dzieci już prawie dorosłe. Że nadrobimy te młode lata gdy nic nie mogliśmy. A tu rach ciach i koniec.
Muszę z sobą powalczyć.

27

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

Powiedział ze jeśli będzie mi przez to bardzo źle to żebym usunęła, ale wtedy skończy się już wszystko i żebym na niego nie liczyła. Szanuję go za to i rozumiem. Żadnego narzucania.

Rozumiem, że szanujesz męża szantaż.
Amare, to jest szantaż i dobrze o tym wiesz.
Mąż zrobił Ci dziecko, i teraz jeśli będziesz próbowała żyć z zgodzie ze sobą, on się na ciebie wypnie.
Widzisz tu miłość?

Amare napisał/a:

Mówił, ze skoro nie chce tego zrobić to on się bardzo cieszy i musimy to jakoś ogarnąć.  I bardzo mnie kocha.

Aha, a tutaj kocha. Czyli jak jest po jego myśli, to coś tam ci szepnie do ucha i da pieniądze, a jak nie to nie kocha.
Widzisz tutaj sprzeczność?
Miłość to jest szacunek do KAŻDEJ decyzji partnera, bez względu na to czy to się nam podoba czy nie (nie musi).
Miłości się nie zabiera, bo ktoś nie robi tak jak tego chcemy.

Amare napisał/a:

Wiem w czym jest największy problem. We mnie. Bo myślę ze bardzo prawdopodobne , ze to poprawi nasze relacje. Tu chyba teraz chodzi o mój egoizm i muszę to głośno powiedzieć przed sama sobą.

Oczywiście, że tak myślisz i intuicyjnie wiesz, że to ułuda.

Amare napisał/a:

Boję się ciąży, porodu i okresu niemowlectwa.
Jego marzenia się spełnia,  Moje znów nie. Skończy się luz, wygodnictwo, swobodna realizacja  planów.
Myślałam, ze teraz pozyjemy spokojnie jak ludzie, bez uwiazania bo dzieci już prawie dorosłe. Że nadrobimy te młode lata gdy nic nie mogliśmy. A tu rach ciach i koniec.
Muszę z sobą powalczyć.

Nie wiem dlaczego chcesz walczyć ze sobą.
Najgorsze co możemy zrobić, to żyć w niezgodzie ze sobą, do czego po raz kolejny zmierzasz.

28

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:
adiaphora napisał/a:

zawsze masz wybór. Zastanów się, jak chcesz żyć. Ja bym dziecka nie urodziła na Twoim miejscu.

Nie chciałam być w ciąży, ale jej nie usunę dla własnego kaprysu, czystego egoizmu i bez przeciwwskazań medycznych.
Nie jest winne, ze ma durnych starych.
Będę musiała zrezygnować z części siebie i zweryfikować swoje plany.
A resztę czas pokaże.

zycze Ci, zebys nie byla, bo sama potrzebujesz opieki. Nie jestes szczesliwa, borykasz sie z problemami, jestes zmeczona zyciem, dwojka dzieci jeszcze pod skrzydlami, w mezu oparcia nie masz, a kolejne dziecko to obowiazek w Twoim przypadku prawie do 60 tki. Mozesz byc szczesliwa matka a nieszczesliwa kobieta, choc jedno w zasadzie kloci sie z drugim  Sama wiesz, co jest dla Ciebie najwazniejsze w zyciu. Jesli dziecko a Ty sie nie liczysz to dylematu nie masz.
Ja tylko napisalam ze swojej perspektywy, bedac w podobnej sytuacji, nie poswiecalabym sie tak dla dziecka, w obawie, ze mogloby to sie odbic na nim. Bo urodzic a potem przelac gorycz na dziecko za te decyzje to gorsza rzecz od aborcji. Przerobilam to jakie dziecko matki, ktora postanowila byc nieszczesliwa ale odpowiedzialna...

29

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Test który pokazał 2 kreskę (nawet ledwo widoczną), jest testem pozytywnym. Jeśli zdecydowałeś już, że dziecka nie usuniesz, to pozostało Ci zaakceptować fakt bycia w ciąży. Napewno lekko nie będzie. Musisz sama wewnętrznie pogodzić się z sytuacją i podjąć decyzję dot. Twojego życia. Ja sama stałam kiedyś przed podobnym wyborem. Wybrałam normalność dla mojego syna, oznaczało to rozstanie z mężem. Dziś jestem w innym związku, mam 2 córki z obecnym mężem. Jestem szczęśliwa, mój syn też (ma dziś 11 lat). Ja bardzo szybko zweryfikowałam swoje życie. Zdecydowanie  nie  namawiam Cię do rozwodu, ale do wyboru, a gdy już go dokonasz ,to idź konsekwentnie do przodu, jeśli wybierzesz męża to zapomnij o złych rzeczach bo inaczej nie ruszysz z miejsca. Życzę Ci powodzenia.

30

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Z tym się nie zgadzam. Wiem, ze mnie kocha i nie traktuje tego jak szantaż. Ma prawo do swoich odczuć i decyzji. Co innego gdyby mnie zmuszał tak albo tak, bo odejdę, wtedy byłby szantaż.
Na pewno niczego nie zrobię ze względu na presję.
To moje myślenie i sumienie zdecydują. Koszt nie gra roli.
Powiem więcej. Ponad 10 lat temu usunelam ciążę.  Miałam dwójkę małych dzieci, zero wsparcia i męża alkoholika do tego byłam słaba  I młoda.
Sumienia czystego z tego powodu nie mam, ale i traumy też.
Wtedy wszystko było za tym, żeby to zrobić.

Teraz tego koszmaru już nie mam i aborcja byłaby czystym wygodnictwem. Człowiek musi być odpowiedzialny za swoje czyny i skoro zachciało się ruletka to i należy przyjąć wyniki.
To są konsekwencje.

A z tym się zgadzam.
Jeśli ciąża ma zniszczyć mi psychikę i życie to powinnam ja przerwać. Sedno jest w tym, ze tak nie myślę A tylko przemawia przeze mnie "ze nie chce w niej byc", bo nie, bo inaczej chciałam.

Tym razem sądzę, ze zalowalabym aborcji, bo kłóci się to z moimi wartościami i sumieniem.
A z drugiej strony będę musiała zrezygnować z tego co sobie wyobrażałam.
Niełatwo znaleźć dobre rozwiązanie.
Nie mogę też być rozkapryszona dziewczynka, która tupie nóżkami, bo nie dostała tego, co chce.
W sumie to sama sobie jest winna.

31

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Po co są plany? By wiedzieć od czego się odchodzi. smile

Możesz być rozkapryszoną dziewczynką, tyle tylko, że ta rola jest metrykalnie bez wdzięku. Proponuję też, byś zrezygnowała z obwiniania kogokolwiek o cokolwiek - to znakomicie ułatwia zycie.

32

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Dziwi mnie jeszcze fakt że nie zabezpieczałaś się przed ciążą. Rezygnując z zabezpieczenia (tabletki) musiałaś liczyć się z taką ewentualnością. To trochę nieodpowiedzialne.

33

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

Nie mogę też być rozkapryszona dziewczynka, która tupie nóżkami, bo nie dostała tego, co chce.
W sumie to sama sobie jest winna.

Na razie to sama nie wiesz czego chcesz, nie jesteś w stanie podjąć suwerennej decyzji. Ochłoń, przemyśl na spokojnie.
W mężu wsparcia nie masz, mówi ci wprost, że jak usuniesz, to cyt. " skończy się już wszystko i żebym na niego nie liczyła".
Więc na co liczysz, że jak urodzisz (choć nie chcesz), to on cię znów pokocha i będzie chciał bardziej zaangażować się w sprawy rodzinne?
W twoim świecie nie ma ciebie, jest tylko powinność, zależność i ratowanie czegoś, co dawno już nie istnieje.
Gdzie w tym świecie to dziecko, co mu dasz?

34

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Wielokropek napisał/a:

Po co są plany? By wiedzieć od czego się odchodzi. smile

Możesz być rozkapryszoną dziewczynką, tyle tylko, że ta rola jest metrykalnie bez wdzięku. Proponuję też, byś zrezygnowała z obwiniania kogokolwiek o cokolwiek - to znakomicie ułatwia zycie.

Taki prosty A taki mądry tekst .
Może pora całkowicie odciąć wagoniki z demonami przeszłości i zacząć zupełnie na nowo ww nowych okolicznościach?

35 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-02 13:23:42)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Dzięki. smile

Pomyśl, po co ciągniesz ze sobą te demony. Do czego ich używasz i co się stanie, gdy znikną.

36

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
alicjawshe5 napisał/a:

Dziwi mnie jeszcze fakt że nie zabezpieczałaś się przed ciążą. Rezygnując z zabezpieczenia (tabletki) musiałaś liczyć się z taką ewentualnością. To trochę nieodpowiedzialne.

Zrezygnowałam z hormonów jakoś przed grudniem.
A że nie miałam mówiąc nieładnie dostępu do seksu na co dzien to nie było mi nic potrzebne. Z mężem widuje się 1-2 tygodnie w miesiącu i wiem mniej więcej kiedy mogę.
To nie jest trochę nieodpowiedzialne tylko nieodpowiedzialne i to nie podlega dyskusji.
Wiem, czemu Z aszlam o ile to się potwierdzi w 100%. Pozwoliłam sobie na noc szaleństwa na naszym urlopie na dzień przed dniami niebezpiecznymi. Miałam tego świadomość aczkolwiek myślałam niepoważnie, ze może ujdzie nam to płazem.
Nie roztrzasam jakim cudem Z aszlam bo cudu w tym nie ma.
Próbuje tylko poradzić sobie sama ze sobą

37

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Lillka-15 napisał/a:
Amare napisał/a:

Nie mogę też być rozkapryszona dziewczynka, która tupie nóżkami, bo nie dostała tego, co chce.
W sumie to sama sobie jest winna.

Na razie to sama nie wiesz czego chcesz, nie jesteś w stanie podjąć suwerennej decyzji. Ochłoń, przemyśl na spokojnie.
W mężu wsparcia nie masz, mówi ci wprost, że jak usuniesz, to cyt. " skończy się już wszystko i żebym na niego nie liczyła".
Więc na co liczysz, że jak urodzisz (choć nie chcesz), to on cię znów pokocha i będzie chciał bardziej zaangażować się w sprawy rodzinne?
W twoim świecie nie ma ciebie, jest tylko powinność, zależność i ratowanie czegoś, co dawno już nie istnieje.
Gdzie w tym świecie to dziecko, co mu dasz?


Oj chyba się mylisz, przynajmniej w połowie.
Bardzo dużo dramatów za nami, stąd każdy kisi się w poczuciu własnych krzywd.
Nie możemy się porozumieć to fakt, ale nie mogę powiedzieć, ze Maz ma na mnie wywalone. Zrozumienie mnie i swoje pragnienia kłócą się ze sobą.  I vice versa.
No, ale trzeba się wziąć w garść i działać.
Jeśli nie spróbujemy to nam się nie uda. No, bo jak?

38

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

Oj chyba się mylisz, przynajmniej w połowie.
Bardzo dużo dramatów za nami, stąd każdy kisi się w poczuciu własnych krzywd.
Nie możemy się porozumieć to fakt, ale nie mogę powiedzieć, ze Maz ma na mnie wywalone. Zrozumienie mnie i swoje pragnienia kłócą się ze sobą.  I vice versa.
No, ale trzeba się wziąć w garść i działać.
Jeśli nie spróbujemy to nam się nie uda. No, bo jak?

W takim razie życzę przytomnych działań, opartych na racjonalnych przesłankach, nie na myśleniu życzeniowym smile.
Powodzenia.

39

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Po Twoich postach widać że się wahasz co dalej zrobić z własnym życiem. Myślę że kochasz wciąż męża, tylko poczucie wyrządzonych krzywd nie pozwala Ci na kolorowe spojrzenie w przyszłość.

40

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Dziękuję wszystkim za pomoc.
Potrzebowałam i wsparcia i wyżalic się A także konstruktywnej krytyki, która cenię.

Mimo, ze nie chciałam jeszcze, mąż właśnie jedzie 1100 km do mnie do domu, a na jutro mam zaklepanego lekarza.

Co dalej? Nie wiem. Wszystko się okaże.

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Daj znać co powiedział lekarz. potwierdzone W 100%? Jeśli tak to najważniejsze żeby  urodziło się zdrowe pozdrawiam i czekam na info

42

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Lillka-15 napisał/a:
Amare napisał/a:

Powiedział ze jeśli będzie mi przez to bardzo źle to żebym usunęła, ale wtedy skończy się już wszystko i żebym na niego nie liczyła. Szanuję go za to i rozumiem. Żadnego narzucania.

Rozumiem, że szanujesz męża szantaż.
Amare, to jest szantaż i dobrze o tym wiesz.
Mąż zrobił Ci dziecko, i teraz jeśli będziesz próbowała żyć z zgodzie ze sobą, on się na ciebie wypnie.
Widzisz tu miłość?

Amare napisał/a:

Mówił, ze skoro nie chce tego zrobić to on się bardzo cieszy i musimy to jakoś ogarnąć.  I bardzo mnie kocha.

Aha, a tutaj kocha. Czyli jak jest po jego myśli, to coś tam ci szepnie do ucha i da pieniądze, a jak nie to nie kocha.
Widzisz tutaj sprzeczność?
Miłość to jest szacunek do KAŻDEJ decyzji partnera, bez względu na to czy to się nam podoba czy nie (nie musi).
Miłości się nie zabiera, bo ktoś nie robi tak jak tego chcemy.

Amare napisał/a:

Wiem w czym jest największy problem. We mnie. Bo myślę ze bardzo prawdopodobne , ze to poprawi nasze relacje. Tu chyba teraz chodzi o mój egoizm i muszę to głośno powiedzieć przed sama sobą.

Oczywiście, że tak myślisz i intuicyjnie wiesz, że to ułuda.

Amare napisał/a:

Boję się ciąży, porodu i okresu niemowlectwa.
Jego marzenia się spełnia,  Moje znów nie. Skończy się luz, wygodnictwo, swobodna realizacja  planów.
Myślałam, ze teraz pozyjemy spokojnie jak ludzie, bez uwiazania bo dzieci już prawie dorosłe. Że nadrobimy te młode lata gdy nic nie mogliśmy. A tu rach ciach i koniec.
Muszę z sobą powalczyć.

Nie wiem dlaczego chcesz walczyć ze sobą.
Najgorsze co możemy zrobić, to żyć w niezgodzie ze sobą, do czego po raz kolejny zmierzasz.

Do "zrobienia" dziecka nie tylko mężczyzna jest potrzebny...
Ja też nie byłam gotowa na dziecko(33 lata) a teraz usypiam właśnie 17msc trojaki... i żyję.

43

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Byłam u lekarza i wcale nie jest lepiej.
Trafiłam na kogoś co najmniej dziwnego.
Spytał co mnie sprowadza po czym " a chce Pani być w ciąży?"
Wziął mnie na usg. To jest tak małe ze wystarczy "wkladka" i ciąży nie będzie. To jego słowa. Zapytałam wprost czy jestem czy nie jestem. No tak, widać mini pecherzyk więcej mogę powiedzieć gdzieś za tydzień proszę przyjść wtedy.
Co ja mam o tym myśleć? Czy on mi chce podać cos żeby "nie było ciazy"? Czy może to pod tekst do aborcji?
Wiem jeszcze mniej niż wiedziałam.
Jestem w rozterce.
Mąż twierdzi ze muszę podjąć dobrą decyzję. Nie będzie wywierać presji. Jeśli naprawdę nie chcę i nie czuje się na siłach to mam teraz szansę póki jeszcze jest czas. A jeśli chce to musimy mieć świadomość ze to jest decyzja na kolejne minimum 18 lat.
A ja czuje się jak głupia idiotka i nie wiem czego chcę.  Wszystko wydaje mi się zła decyzją.

44

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Przed czym owe 'nie wiem, czego chcę' Cię chroni?

Każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje; mam wrażenie, że nie chcesz ponieść żadnych. Tyle tylko, że "brak decyzji" też jest decyzją i ma swe konsekwencje.

45

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

W pierwszej chwili oburzyłem się, że mąż się wycofał z tej trudnej decyzji, a powinien powiedzieć "uródź dziecko"  albo powiedzieć, że "nie chce dziecka". Jednak doszedłem do wniosku, że on tego nie może zrobić, bo to twoja decyzja. Jeśli będzie dziecko, to on będzie miał trudniej. Ale zrobił dziecko, więc to będą jego konsekwencje.

Zatem wracamy do Ciebie... Ty musisz sama podjąć decyzję. Jak urodzisz, to mąż NIE ma prawa twierdzić, że obciążenie rodziny wzrosło, bo mógł o tym myśleć, zanim zrobił. Jak usuniesz ciążę, to mąż NIE ma prawa Ci tego wypominać, bo nie planowaliście dziecka, nie było to omawiane, zachował się nieodpowiedzialnie w seksie nie licząc się z konsekwencjami.

Wniosek? Jsteś absolutnie sama z tą decyzją. NIKT Ci nie pomoże. Ale też NIKT nie ma prawa krytykować.

NIEstety na razie zachowujesz się jak mała dziewczynka, która nie wie czego chce. Jak lekarz mówił "wkładka wystarczy", to twoja reakcja powinna być taka:

-- Panie lekarzu! Proszę natychmiast mi założyć wkładkę... NIE CHCĘ kolejnego dziecka...

albo taka:

-- Panie lekarzu! JA CHCĘ urodzić to dziecko.

46

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Zdecydowanie nie powinnaś zostać sama z podjęciem takiej decyzji. Wciąż zastanawia mnie tylko jedno, co mianowicie jest Twoim problemem - ciąża czy niepewność w stosunku do męża?

47

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
alicjawshe5 napisał/a:

Zdecydowanie nie powinnaś zostać sama z podjęciem takiej decyzji.

Zawsze wszyscy krzyczą, że to ciało kobiety, że powinna sama o sobie decydować i tak w istocie rzeczy jest. Jej mąż ma rację, że daje jej wolną rękę. W końcu to ona będzie musiała znosić trudy ciąży, porodu, wychowania dziecka na co dzień, a jeżeli to małżeństwo się rozsypie to tym bardziej zostanie z dzieckiem, no i dodatkowo jej wszystkie plany, marzenia pójdą w łeb. Także, nawet jeżeli to unikanie przez niego odpowiedzialności za całą sprawę, to jest to zwykły instynkt samozachowawczy, żeby "nie było na mnie", gdy przyjdzie co do czego.

48 Ostatnio edytowany przez alicjawshe5 (2016-08-04 11:54:06)

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
LadyVader napisał/a:
alicjawshe5 napisał/a:

Zdecydowanie nie powinnaś zostać sama z podjęciem takiej decyzji.

Zawsze wszyscy krzyczą, że to ciało kobiety, że powinna sama o sobie decydować i tak w istocie rzeczy jest. Jej mąż ma rację, że daje jej wolną rękę. W końcu to ona będzie musiała znosić trudy ciąży, porodu, wychowania dziecka na co dzień, a jeżeli to małżeństwo się rozsypie to tym bardziej zostanie z dzieckiem, no i dodatkowo jej wszystkie plany, marzenia pójdą w łeb. Także, nawet jeżeli to unikanie przez niego odpowiedzialności za całą sprawę, to jest to zwykły instynkt samozachowawczy, żeby "nie było na mnie", gdy przyjdzie co do czego.

Nie. To zwykłe tchórzostwo i zrzucenie odpowiedzialności. Co innego gdyby chciała sama zadecydować o tym co zrobić dalej, ale wyraźnie widać że szuka wsparcia męża w tej decyzji. Razem stworzyli "problem" i razem powinni go rozwiązać, na tym polega partnerstwo.


Poza tym uważam że każda jej decyzją będzie zła. Jeśli usunie - przy każdej kłótni, nieporozumieniu, będzie autorce to wypominał . Jeśli nie usunie - przy cięższych sytuacjach będzie jej mówił że przecież to Ona chciała urodzić, a On umywa rączki. Dlatego  właśnie powinien w tym uczestniczyć, żeby była wspólna odpowiedzialność za podjętą decyzję.

49

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Autorka szuka wsparcia, albo raczej ewentualnej mozliwosci zwalenia winy na męża. Autorka nie jest niezdecydowana w tej kwestii jedynie - to niezdecydowanie w podejmowaniu decyzji przebija przez cale jej zycie.

Jakakolwiek decyzje podejmie maz - za 10 lat i tak to bedzie jego "wina"....

50

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
alicjawshe5 napisał/a:

(...) Nie. To zwykłe tchórzostwo i zrzucenie odpowiedzialności. Co innego gdyby chciała sama zadecydować o tym co zrobić dalej, ale wyraźnie widać że szuka wsparcia męża w tej decyzji. Razem stworzyli "problem" i razem powinni go rozwiązać, na tym polega partnerstwo.

Ależ:

Amare napisał/a:

(...) on by chciał. (...)

Mąż chce tego dziecka.

51

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

Mąż twierdzi ze muszę podjąć dobrą decyzję. Nie będzie wywierać presji. Jeśli naprawdę nie chcę i nie czuje się na siłach to mam teraz szansę póki jeszcze jest czas. A jeśli chce to musimy mieć świadomość ze to jest decyzja na kolejne minimum 18 lat.
A ja czuje się jak głupia idiotka i nie wiem czego chcę.  Wszystko wydaje mi się zła decyzją.

Do tego się odniosłam Wielokropku.  Mąż nie określił tu jasno swojego stanowiska.

52

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

A ja przeczytałam cały wątek i dlatego przytoczyłam fragment posta nr 7. smile
Powiedział swoje zdanie, chce dziecka. Co jeszcze miałby zrobić?

53

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Jeśli chce tego dziecka, to powinien jej powiedzieć żeby urodziła, a On jej pomoże we wszystkich trudach wychowania dziecka. Myślę że wtedy autorka nie miałaby większych wątpliwości. Chodzi o to wsparcie, którego tu brak.
Ps. Przeczytałam cały wątek☺

54

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Wielokropek napisał/a:

Powiedział swoje zdanie, chce dziecka.

Czyżby?

Amare napisał/a:

Mąż twierdzi ze muszę podjąć dobrą decyzję. Nie będzie wywierać presji. Jeśli naprawdę nie chcę i nie czuje się na siłach to mam teraz szansę póki jeszcze jest czas. A jeśli chce to musimy mieć świadomość ze to jest decyzja na kolejne minimum 18 lat.

Sam nie wie czego chce i unika odpowiedzialności. Gdyby chciał powiedziałby: "Zostawiam Ci wolną rękę, ale chciałbym abyś je urodziła.", a mówi "Rób co chcesz, możesz urodzić, ale to decyzja na najbliższe 18 lat." Widać, że przemyślał sprawę, ale przecież nic jej nie powie wprost, by przy następnym darciu kotów nie dostać po głowie.

Autorka pisała wcześniej, że obawia się, czy otrzyma wsparcie. Voilà! Mamy odpowiedź. Co tu dużo mówić, ja bym bez wahania zgodziła się na propozycję lekarza póki nie jest za późno, w końcu lepsze to niż, wychowywanie dziecka w atmosferze złości i żalu, bo nie spełniło się marzeń, bo trzeba żyć z facetem, którego się nie kocha, bo..., bo..., bo. Ale ja to ja, a autorka to autorka.

55

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
LadyVader napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Powiedział swoje zdanie, chce dziecka.

Czyżby?

Amare napisał/a:

Mąż twierdzi ze muszę podjąć dobrą decyzję. Nie będzie wywierać presji. Jeśli naprawdę nie chcę i nie czuje się na siłach to mam teraz szansę póki jeszcze jest czas. A jeśli chce to musimy mieć świadomość ze to jest decyzja na kolejne minimum 18 lat.

Sam nie wie czego chce i unika odpowiedzialności. Gdyby chciał powiedziałby: "Zostawiam Ci wolną rękę, ale chciałbym abyś je urodziła.", a mówi "Rób co chcesz, możesz urodzić, ale to decyzja na najbliższe 18 lat." Widać, że przemyślał sprawę, ale przecież nic jej nie powie wprost, by przy następnym darciu kotów nie dostać po głowie.

Autorka pisała wcześniej, że obawia się, czy otrzyma wsparcie. Voilà! Mamy odpowiedź. Co tu dużo mówić, ja bym bez wahania zgodziła się na propozycję lekarza póki nie jest za późno, w końcu lepsze to niż, wychowywanie dziecka w atmosferze złości i żalu, bo nie spełniło się marzeń, bo trzeba żyć z facetem, którego się nie kocha, bo..., bo..., bo. Ale ja to ja, a autorka to autorka.

Otóż to☺

56

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Twoj maz po prostu zwala cala sprawe na ciebie, decyzje tez. Bardzo to wygodne dla niego.

Jak chcialabym sie odniesc to twojej wypowiedzi o ewentualnej aborcji, ze teraz byloby to wygodnictwo. Dziwia mnie twoje poglady, jak bys sie chciala sama ukarac za nieuwage i 'jak bys musiala niesc krzyz'. Po pierwsze, masz prawo dbac o swoja wygode i komfort zycia,  i nie ma w tym nic zlego. Elementem dbania o siebie moze byc nieurodzenie dziecka, ktorego nie chcesz. Po drugie, masz zobowiazania wobec dzieci - wazne, zebys byla w dobrym stanie i zadowolona a nie przytloczona zyciem.

Nie odbieraj tego jako namowe do aborcji, to za powazna decyzja, by kogos namawiac, ale powinnas zmienic swoj stosunek do siebie i swoich potrzeb, powiedziec sobie wprost, ze twoja wygoda, konfort zycia sa wazne.

57

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

Temat moich rozterek może i zgoła inny, ale patrząc po całości jakoś tutaj mi pasuje.

Dużo w życiu przeszłam, nie ze swojej winy jak i na własne życzenie. Za dużo tego nawet by streścić.

Mam 36 lat i chyba jestem w ciąży, jeżeli to się potwierdzi to chyba szczęście nadal nie jest mi pisane. Nie zrozumiecie mnie źle, po prostu inaczej wyobrażałam sobie dalsze życie.  Inaczej chciałam zacząć kolejne rozdziały. To zmieni wszystko.

Mam dwie nastoletnie córki, niedawno odstawiłam tabletki ze względu na coraz gorsze samopoczucie. Chwila nieuwagi i widocznie w myśl zasady, ze gdyby moja głupota umiała latać miałaby skrzydła ..

Nie wyobrażam sobie tego co dalej i nie wiem czy chcę.
I po wszystkim czego doświadczyłam nawet nie mam się komu wygadać.
Żadnej bliskiej osoby, której możnaby się wyżalic sad

Chcę rano wstać ze świadomością, ze był to fałszywy alarm, jeśli w ogóle wytrzymam do jutra.

Lubię to forum. Daje i motywację i dużo sensownych porad A także otwiera oczy, nawet jeśli nie podoba nam się cudza krytyka.

A miałam być już tylko mądra ...

Jak to nie masz komu się wyżalić? a ojciec dziecka ,które ma się narodzić?? dlaczego z nim nie porozmawiasz,chyba nie zostawi Ciebie z tym samej? Piszesz.... myślałam,że jestem mądra.... wiesz jest takie powiedzenie: ...mądry Polak po szkodzie.... przecież skoro odstawiłaś sama tabletki,mogłaś się liczyć z tym, że zajdziesz w ciążę,liczyłaś,że może się jakoś uda? no i nie udało się,masz dwie nastoletnie córki i co w związku z tym? boisz się ich reakcji? będą miały młodszego brata,albo siostrzyczkę ,bo to co się stało już się nie odstanie.Koniec,kropka. Nie ma co teraz płakać nad już rozlanym mlekiem,a żyć musisz dalej,bo teraz dopiero będziesz miała dla kogo.

58

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Po trosze macie wszyscy rację.
Mam wsparcie w mężu, przyjechał bez oporów, rozmawiamy. Po prostu łatwiej mi wygadać się komuś postronnemu, a tu na żywo brak takiej osoby.
Mnie trudno zobrazować całą sytuację słowem pisanym.
Wiem, czego on chce, ale jest też racjonalistą. Powiedział mi " i co z tego ze mam pragnienia, nie zawsze można je spełnić i trzeba żyć dalej".
I właśnie za to go szanuję, bo wbrew temu co wcześniej powiedział nie robi mi nacisku. A z drugiej strony chyba faktycznie mam trochę żalu, ze nie wspiera ani w jednej decyzji ani w drugiej.
Mam świadomość ze w kryzysowych sytuacjach zaczynam zachowywać się jak mała dziewczynka. I to mnie wkurza.

Im więcej myślę tym mniej wiem. Dalej jestem w punkcie wyjścia.
Nadal czego nie postanowie, nie będzie to dobra decyzja. Pat.
Prościej byłoby nie być w ciąży.
I jak o tym teraz pomyślę, to wszystko fajnie, realizuje plany, robimy swoje, ale w głowie zostaje pewien niedosyt.
Będę liczyć czas, co byłoby wtedy, obudze się za kilka lat i stwierdze ze żałuję.
A teraz odwrotnie. 3 lata wyjęte z życiorysu. Będziemy uwiazani, niczego nie zdzialam jak chciałam. I to mnie przeraża. A z drugiej strony ten pierwszy okres przeminie. Przecież ludzie też mają dzieci i jakoś żyją szczęśliwie. Dziecko to nie jest wyrok ze już nic nie można, mimo ze jest to inwestycja na kolejne 20 lat.

59

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
Amare napisał/a:

(...) chyba jestem w ciąży, jeżeli to się potwierdzi to chyba szczęście nadal nie jest mi pisane. Nie zrozumiecie mnie źle, po prostu inaczej wyobrażałam sobie dalsze życie.  Inaczej chciałam zacząć kolejne rozdziały. To zmieni wszystko. (...)

Chwila nieuwagi i widocznie w myśl zasady, ze gdyby moja głupota umiała latać miałaby skrzydła ..

Nie wyobrażam sobie tego co dalej i nie wiem czy chcę. (...)

Chcę rano wstać ze świadomością, ze był to fałszywy alarm, jeśli w ogóle wytrzymam do jutra. (...)

przeszliśmy tak dużo, ze nie wiem czy uda nam się to wszystko posklejać. (...)

w końcu pierwszy raz w życiu miałam szansę pożyć szczęśliwie jako dorosły człowiek, bo wcześniej nie zdążyliśmy ( mamy córki 18 i 16 lat więc wystarczy policzyć), a potem już byly prawie same troski. Chciałam  w koncu poczuc jak to jest, zyc bez stresu, bez ograniczen ze wzgledu na obowiazki.
Jestem cholernie zmęczona. I fizycznie i psychicznie. Nie wiem czy nadaje się na matkę po raz kolejny. (...)

łudzę się jeszcze.
Nie mam energii i nic mi się nie chce.
Pomijając wszystkie swoje inne odczucia to mimo, ze w dzisiejszych czasach  To głupie myślenie, to czuje ze mając lat 35+ już nie powinnam. (...)

Chciałam w koncu zacząć żyć, tak naprawdę,  pełnią życia, bez stresu i mając już odchowane dzieci . Jakkolwiek  To zabrzmi znów burzy mi się świat.
Ja, niepoprawna optymistka zaczynam jechać już na oparach. Nie mam siły. (...)

A teraz na dodatek jeszcze to. To nie jest dobry moment A poza tym nie zdążyłam poczuć jak żyje się naprawdę, bez stresu, jako dorosły człowiek. 
Mogliśmy właśnie teraz tak naprawdę zacząć od nowa. Bez ograniczeń. Z szansą jaką nie mieliśmy na starcie i na sposób jaki chcieliśmy, choć on akurat by chciał mieć dziecko ja niekoniecznie.
Nie wyobrażam sobie tego co dalej.... (....)

To tylko część napisanych na forum Twych opinii o ciąży i marzeniach. Znając je, nie śmiałabym Ci niczego proponować: ani urodzenia dziecka, ani aborcji. Twój mąż zna Cię jeszcze lepiej, wie to wszystko a nawet więcej. To Ty jesteś w ciąży, to Ty będziesz rodziła, to Ty ponosić będziesz większość obowiązków związanych z opieką i wychowaniem niemowlęcia (chyba że będzie karmione sztucznie, Ty wrócisz do pracy a mąż pozostanie w domu).
Nie dziwię się, że po tym jak powiedział, że chce dziecka, Tobie pozostawił do podjęcia decyzję.

60

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Na pewno  będzie to bardzo trudne. I zgadzam się z mężem ze musimy (w ten weekend) poukładać co dalej robimy A bez mojej decyzji nie ruszymy dalej.

61

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

W jaki sposób odbierzesz pojawienie się nowej pociechy zależy tylko od Ciebie. Że poprzestawiają się plany, cele? W tym zamieszaniu jakie miałaś tyle lat wcale nie najgorsza zmiana. Zmiany i zmagania towarzyszyły Ci dużo gorsze. Na ile dziecko urodzi się zdrowe, wyrówna potrzebną mu uwagę. Na pewno przestrzegam przed traktowaniem ciąży i dziecka jako antidotum na problemy małżeńskie.
Mam młodszego brata o skromne 20 lat. Pamiętam i przerażenie matki i alkoholizm ojca. Matka miała 42 lata gdy się urodził, ojciec jeszcze trochę nawywijał i zapił po czterech latach. Dzisiaj brat jest wsparciem dla matki, jego wychowywanie przyniosło jej mnóstwo radości.
Mój syn miał być lekarstwem na moje małżeństwo. Nie zadziałało. Dziś mimo że strasznie jest marudny i pyskaty napawa mnie niesamowitą dumą.
Dziecko na pewno będzie waszym sprawdzianem. Może być i źródłem radości.

62

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Czytając te wypowiedzi zastanawiam się nad jednym,czy wg Was kolejna ciąża to jakiś dramat? Kobieta dorosła,mająca nastoletnie córki, nie wie, skąd się biorą dzieci? należało się zabezpieczać do końca,wtedy nie byłoby sprawy. Autorka tematu ma dylemat, a czy Ona wie ile kobiet ma poważniejsze problemy?  i żyją dalej,bo muszą. W niektórych rodzinach panuje bieda nie do opisania i dzieci jest dużo więcej,a jednak nie narzekają. Kobieto weź się w garść i zacznij myśleć nie tylko o sobie,rozejrzyj się wokół,przejrzyj na oczy, może zobaczysz ile panuje ludzkich dramatów,nieszczęść o cieszą się życiem.

63

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:

Czytając te wypowiedzi zastanawiam się nad jednym,czy wg Was kolejna ciąża to jakiś dramat? Kobieta dorosła,mająca nastoletnie córki, nie wie, skąd się biorą dzieci? należało się zabezpieczać do końca,wtedy nie byłoby sprawy. Autorka tematu ma dylemat, a czy Ona wie ile kobiet ma poważniejsze problemy?  i żyją dalej,bo muszą. W niektórych rodzinach panuje bieda nie do opisania i dzieci jest dużo więcej,a jednak nie narzekają. Kobieto weź się w garść i zacznij myśleć nie tylko o sobie,rozejrzyj się wokół,przejrzyj na oczy, może zobaczysz ile panuje ludzkich dramatów,nieszczęść o cieszą się życiem.

Wszystko zależy od sytuacji, czasem ciąża jest dramatem. Tu jest wynikiem nieodpowiedzialności, wiadomo przecież czym skutkuje seks bez zabezpieczenia. Autorka wspominała we wcześniejszych postach, że kiedyś usunęła już ciążę z powodu ciężkiej sytuacji życiowej, tym bardziej powinna myśleć.

64

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
alicjawshe5 napisał/a:
natolinka napisał/a:

Czytając te wypowiedzi zastanawiam się nad jednym,czy wg Was kolejna ciąża to jakiś dramat? Kobieta dorosła,mająca nastoletnie córki, nie wie, skąd się biorą dzieci? należało się zabezpieczać do końca,wtedy nie byłoby sprawy. Autorka tematu ma dylemat, a czy Ona wie ile kobiet ma poważniejsze problemy?  i żyją dalej,bo muszą. W niektórych rodzinach panuje bieda nie do opisania i dzieci jest dużo więcej,a jednak nie narzekają. Kobieto weź się w garść i zacznij myśleć nie tylko o sobie,rozejrzyj się wokół,przejrzyj na oczy, może zobaczysz ile panuje ludzkich dramatów,nieszczęść o cieszą się życiem.

Wszystko zależy od sytuacji, czasem ciąża jest dramatem. Tu jest wynikiem nieodpowiedzialności, wiadomo przecież czym skutkuje seks bez zabezpieczenia. Autorka wspominała we wcześniejszych postach, że kiedyś usunęła już ciążę z powodu ciężkiej sytuacji życiowej, tym bardziej powinna myśleć.


Właśnie o tym napisałam, że skoro obawiała się kolejnej ciąży powinna się zabezpieczać, a nie liczyć na cud,że może się uda, a dramaty? jakie dramaty - był reportaż w TV - Matka bezrobotna,ojciec bez pracy, coś tam robił dorywczo,bieda aż piszczała, rodzice mieli 11 dzieci i kobieta stwierdziła, że nie ważne ile dzieci,ważne aby tylko byly zdrowe i to uważam za odpowiedź prawidłową. W tej rodzinie dziennie szło 10 bochenków chleba,samych bochenków i wszyscy mimo wielkiego ubóstwa byli szczęśliwi,a możnaby powiedzieć, że powinni rozpaczać. A tu kobieta zdrowa,córki dorosłe i w czym problem? że będzie miała jeszcze jedno dziecko? powinna się cieszyć, a nie lamentować.Najważniejsze aby urodziło się zdrowe,a teraz czas tak szybko leci,że nawet się nie obejrzy,jak to małe stanie się dorosłą osobą. Zresztą córki też jej pomogą,ojciec dziecka także.

65

Odp: Myślałam, ze jestem madrzejsza :(
natolinka napisał/a:

Autorka tematu ma dylemat, a czy Ona wie ile kobiet ma poważniejsze problemy?  i żyją dalej,bo muszą. W niektórych rodzinach panuje bieda nie do opisania i dzieci jest dużo więcej,a jednak nie narzekają. Kobieto weź się w garść i zacznij myśleć nie tylko o sobie,rozejrzyj się wokół,przejrzyj na oczy, może zobaczysz ile panuje ludzkich dramatów,nieszczęść o cieszą się życiem.

Aaaa [wulgaryzm], nic mnie tak nie irytuje jak mówienie komuś "weź się w garść, inni mają gorzej". W jaki to niby cudowny sposób "przejrzenie na oczy i dostrzeżenie tych wszystkich dramatów i ludzkich nieszczęść wokół" ma pomóc w zaistniałej sytuacji, co?

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że każdy ma swoją definicję piekła. I słusznie, dla jednych jest to głód, dla innych wojna, choroba, śmierć bliskiego, problemy finansowe, czy właśnie niechciana ciąża. Jasne, trzeba ponosić odpowiedzialność za swoje czyny, ale żyjemy przede wszystkim DLA SIEBIE. Altruizm, heroizm i miłość są słuszne, ale mają swoje granice.

A w ideologiczne dywagacje na temat "życia poczętego" i tego co dla kogo jest dzieckiem, a co pęcherzykiem nie będę się wdawać coby nikogo nie drażnić. wink

Posty [ 1 do 65 z 113 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Myślałam, ze jestem madrzejsza :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024