Bardzo dziękuję, Kaju, za kawę. Właśnie mam przerwę w pracy na ten cudowny napój. Nie wiem jak Wam, ale mnie to najbardziej smakuje taka przygotowana przez kogoś lub taka na którą mnie ktoś zaprasza. 
AiR, pierwsza uwaga - najwyższy czas włączyć olej_towizm na przerzucanie winy na Ciebie przez ez_małża. Tłumaczyłam już, dlaczego on tak robi. On się nie zmieni na razie, a Ty się sama "utrujesz" tylko. Strategię obrałaś słuszną. Przyjdzie czas, że i on zobaczy pewne rzeczy, ale nie teraz. On też emocjonalnie nie jest gotowy na pewne rzeczy. A poza tym ma głowę zajętą czymś innym. Jednak - krzyż mu na drogę. Wiesz, jakie mam zdanie o nim.
Ja się cieszę, że Krych wrócił jeszcze z jednego powodu. W kwestii małych dzieci mogę sobie poteoretyzować - a tu będziesz miała, AiR, punkt widzenia rodzica, którym ja nie jestem. Wasze dziewczynki są w podobnym wieku. Dla mnie to trochę zbyt odległa galaktyka. Przekazuję kompetencje w w/w kwestii osobom mającym doświadczenie. Tak będzie najlepiej. Ale się wtrącę, jeśli uznam to za konieczne. 
Kaju, bardzo odpowiedzialnie podeszłaś do postawionego przeze mnie zadania. Przeczytałam Twój "referat" i powiem Ci, że nie powinnaś się obawiać napisać do syna. Uczucia są trudne, masz prawo czuć się zraniona, tego nie można zanegować. Jednak napisz swojemu dziecku to, co czujesz. Daj mu cenną lekcję o życiu.
Ty takowych nie miałaś, ale możesz to jeszcze zrobić dla syna. Na pewne rzeczy nigdy w życiu nie jest za późno.
kaja77 napisał/a:to co dziecko dostanie - odda potem w dorosłym życiu - a historia lubi się powtarzać
No właśnie, Kaja. Za jakiś czas Twój syn być może zechce związać się z dziewczyną, założyć rodzinę, mieć dzieci, a Twoje wnuki / wnuczki. Postaw się teraz w roli swojej Babci, wczuj w jej uczucia względem Ciebie, a potem ... wyobraź sobie siebie w tej roli (wiem, wiem, młode z Ciebie dziewczę, ale ja jestem I_see_Beyond, wybacz
). Staraj się tego kontaktu z synem nie zaprzepaścić dopóki on chce z Tobą rozmawiać. Na naprawianie różnych rzeczy nigdy nie jest za późno. Warunek - dwie strony muszą chcieć tego samego. Droga bywa wyboista, ale to nie jest tak, że się nie da.
Ja to tak sobie myślę, że to właśnie Ty możesz mu jeszcze pokazać wartościowe rzeczy w życiu. Jest dorosły, tak, ale z pewnością też rozgoryczony z powodu całej tej sytuacji. On w taki "wściekły, agresywny" sposób pokazuje swoją niezgodę na to, co się stało. Słuchajcie, każde dziecko, bez względu na wiek, przeżywa rozstanie rodziców. Są tylko różne sposoby okazywania tego.
Myślę, że po napisaniu wczorajszego referatu czujesz się lepiej. Ja bynajmniej tak to odbieram przeczytawszy Twoje dzisiejsze posty i ich zawartość.
To prawda, historia lubi się powtarzać. Czasem ludzie sobie obiecują "moje dorosłe życie i moja rodzina będą wyglądać zupełnie odmiennie od tego, co ja sam / sama miałam wcześniej". A potem się okazuje, że wracam do tego, co znam tak bardzo dobrze. Odpowiedzialna za to jest nasza podświadomość.
I jeszcze mam taką refleksję - te małżeństwa zawarte w młodym wieku często kończą się tak jak się kończą. Bo nie mamy ani wystarczającej wiedzy o świecie, o tym drugim człowieku ani o sobie, aby budować trwałe relacje.
Tę myśl jak i te o podświadomości dokończę później. Przerwa kawowa mi się kończy - no nie przeskoczę pewnych rzeczy. 