Piotr Introwertyk napisał/a:I_see_beyond napisał/a: Nawet RADYKALNĄ. 
No ta zapodam skoro juz jestem ten zly. Ja odnosze wrazenie ze macie tu takie kolko wzajemnej adoracji osob pokrzywdzonych przez zdradzaczy. Wydaje sie nawet mi ze latwiej zaakceptowalibyscie osobę ktora zostala zdradzona mimo ze to z jej powodu malzenstwo rozpadlo sie. Zdradzacz =ten glowny winowajca. Reszta jego zycia na drugim planie ~nieistotna.
Piotrze, faktem jest, że część z nas została zdradzona. To paskudne doznanie, nie życzę tego najgorszemu wrogowi. Ja zostałam skrzywdzona, bardzo. Z tego, Piotrze, nie wychodzi się z dnia na dzień.
Nie epatuje swoją krzywdą, czasem coś tu wspomnę w ramach dalekiej reminiscencji, myślę, że sporo z przymrużeniem oka jednak jeśli ktoś wykaże się empatią i zechce mi coś miłego powiedzieć - co w tym złego, Twoim zdaniem?
Drugi fakt jest taki, że to netkafejka, a więc miejsce na swobodne i luźne pogaduszki, tematyka nie jest z góry narzucona. Jest też pełna dobrowolność dołączania do wybranych tematów.
Czujesz się przez nas niezaakceptowany? Jak to się objawia? Dlaczego piszesz o sobie "jestem ten zły"? W zasadzie to ja niewiele wiem o Tobie i przyczynach rozpadu Twojego małżeństwa. Wstawiasz nam tu pojedyncze zdania na bardzo różne tematy. Opowiedz coś więcej o sobie, to może dyskusja pójdzie innym torem.
Kwestie winy za rozpad małżeństwa a decyzję o zdradzie szeroko już omówiłam w dziale ZDRADA - ROZWÓD - ROZSTANIE. Nie mam w zwyczaju powielać swoich postów ani się powtarzać. Jeśli Cię interesują moje poglądy w tej sprawie, zajrzyj na mój profil. Sporo tam tego.