netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

190 odpowiedzi15 819 wyświetleńzałożony przez energy, 12.05.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 191 z 191 ]

131

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Żeby jeszcze co niektórych zdrażnić to może dorzucę jeszcze że w sumie to żeby pustkę sobie przykryć to może rozejrzę się wcześniej za jakimś plasterkiem co by tych pokrzywdzonych przeze mnie kobiet było więcej.
Ehh.. Nie mam tu o czym z wami rozmawiać dłużej. Nie potrzebuję ani waszego współczucia ani zawiści.

132

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

tak tak, idź już sobie... biedny chłopczyk....

133 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-17 11:48:42)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Autorze, widzisz to chcesz widzieć. I to jest właśnie Twój problem.
Oczekiwałeś wyłącznie głaskania po główce i współczucia.
Jak ktoś śmie inaczej spojrzeć na Twój problem - to co? najprawdopodobniej sam ma problemy ze sobą tongue albo ogromnie nienawidzi tongue albo co tam jeszcze... wszystko, byle nie było "na mnie".... smutne sad

Jeśli już mowa o oczekiwaniach - marajka to właśnie osoba której oczekiwałem. Ktoś kto dość chłodnym okiem spojrzy na to wszystko i próbuje tłumaczyć swój punkt widzenia. Nawet tobie Zorija udało się to przez chwilę.

134

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Jak to przeczytałam(a przeczytałam tak od niechcenia) to wywnioskowałam,ze ta historia jest bardzo podobna do...mojej choć ja na zaręczyny się nie zgodziłam ani na ślub.Choc bardzo o tym marzyłam przez całe zycie to nie jestem w stanie się przemóc ani ze względu na dzieci,które oboje kochamy nad zycie ani na wspólny dom i wspólna codziennosc.Popełniłam błąd-tak jak ty-wiążąc się z człowiekiem,który jest dla przyjacielem,partnerem.Przez kilka lat było fajnie i myślałam tak jak ty-nam się nie uda?-niemożliwe.
Odejdz od niej...będzie bolało i ją i ciebie,ale z czasem będziecie sobie za to dziękować.Nie zmarnowałeś jej najlepszych lat życia,bo jesteście młodzi i teraz właśnie dla was zaczynają się najpiekniejsze lata.Ja uważam,że jej nie zraniłeś-bardziej siebie.Nie możesz się całe życie poświęcać w imie kogoś/czegoś,bo to twoje życie.Rób tak,aby na starość usiaść z własnymi dziecmi i wnukami i powiedzieć z czystym sumieniem"moje życie było cudowne,jestem szczęśliwy,spełniony".Pomysl w końcu o sobie,nie obwiniaj się.Twoja żona będzie zraniona nie brakiem miłosci a faktem,że odszedłes,bo miłości tu nie ma.Każda kobieta pozostawiona czuje gorycz i wielką nienawiśc,ale zrób to tez dla niej,aby ona mogła ułożyc sobie życie i być spełnioną a kiedyś ci za to podziękuje.Życzę ci większej pewności siebie i walki o siebie i o swoje szczęscie:)

135

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

energy poczytaj własne posty tak ze zrozumieniem .
Szczególnie te o Twojej żonie - gdyby była o bogatym wnętrzu i przy tym kobietą zaradną i piękną -bez nadwagi,..........
A tak sam postawiłeś się w nieciekawym świetle i nie oczekuj że dostaniesz poklask.
Zrozumienie a znudzenie to dwie odrębne sprawy.
A tak wypuściłeś ,,lwa " z klatki i nie dziw się że dobierze się do Ciebie bezpardonowo.

136

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Anula70 napisał/a:

energy poczytaj własne posty tak ze zrozumieniem .
Szczególnie te o Twojej żonie - gdyby była o bogatym wnętrzu i przy tym kobietą zaradną i piękną -bez nadwagi,..........
A tak sam postawiłeś się w nieciekawym świetle i nie oczekuj że dostaniesz poklask.
Zrozumienie a znudzenie to dwie odrębne sprawy.
A tak wypuściłeś ,,lwa " z klatki i nie dziw się że dobierze się do Ciebie bezpardonowo.

Ja to wszystko rozumiem, cały czas próbuje zrozumieć też samego siebie. Fakt, jestem emocjonalnie rozchwiany na tą chwilę ale to raczej efekt psychoterapii.
Nie rozumiem jednak czemu ma służyć wylewanie na mnie wiadrami nienawiści i dopowiadanie sobie czegoś czego nie powiedziałem.

137 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-17 11:57:44)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

A żonę, tego swojego "przyjaciela", na którym mu cały czas tak zależy - chce puścić z torbami, bo przecież mieszkała "u niego w domu" (który co prawda był też jej - ale do czasu - czyli do momentu w którym Autor nie zadecydował inaczej...).
Zero klasy, zero empatii, zero szacunku dla Ciebie Autorze.

138

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

A żonę, tego swojego "przyjaciela", na którym mu cały czas tak zależy - chce puścić z torbami, bo przecież mieszkała "u niego w domu" (który co prawda był też jej - ale do czasu - czyli do momentu w którym Autor nie zadecydował inaczej...).
Zero klasy, zero empatii, zero szacunku dla Ciebie Autorze.


Czy ja coś takiego napisałem? Wręcz przeciwnie - cofnij się kobieto kilka postów wcześniej, może to odnajdziesz. Czy ty jesteś świadoma ile kosztuje utrzymanie domu o powierzchni 140m2? Ile kosztuje ogrzewanie? Z tym sobie nie poradzi. Nie dlatego że nie jest zaradna tylko dlatego że to są naprawdę duże koszty. Mogę o nią zadbać inaczej.

139 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-17 12:02:34)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:

Ludzie - czy wyście wszyscy powariowali ?!

Nie, ludzie nie powariowali, tylko większość wypowiadających się kobiet rezonuje z twoją żoną, bo jaka kobieta chciałaby po dekadzie wspólnego życia dowiedzieć się, że była ŻYCIOWĄ POMYŁKĄ?
Czasami trudno jest zrozumieć, że ludzie postępują na miarę swojej świadomości, szczególnie gdy widzi się kogoś, kto tak jak ty TERAZ, jest świadomy swojego postępowania.
Przyjmij do wiadomości, że nie masz wpływu na przeszłość, postąpiłeś wówczas na miarę swojej świadomości, podobnie zresztą jak twoja żona. Teraz możesz tylko działać, opierając się na terażniejszości z myślą o przyszłości.

140

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
summerka88 napisał/a:
energy napisał/a:

Ludzie - czy wyście wszyscy powariowali ?!

Nie, ludzie nie powariowali, tylko większość wypowiadających się kobiet rezonuje z twoją żoną, bo jaka kobieta chciałaby po dekadzie wspólnego życia dowiedzieć się, że była ŻYCIOWĄ POMYŁKĄ?
Czasami trudno jest zrozumieć, że ludzie postępują na miarę swojej świadomości, szczególnie gdy widzi się kogoś, kto tak jak ty TERAZ, jest świadomy swojego postępowania.
Przyjmij do wiadomości, że nie masz wpływu na przeszłość, postąpiłeś wówczas na miarę swojej świadomości, podobnie zresztą jak twoja żona. Teraz możesz tylko działać, opierając się na terażniejszości z myślą o przyszłości.


Widzisz Zorija - takie właśnie wypowiedzi mają dla mnie wartość i po takie tutaj przyszedłem. Nikt mnie nie musi głaskać, ani współczuć. Nie łatwiej jest wypowiadać się w takim tonie? Nie dość że jest to bardziej zrozumiałe to jeszcze wnosi coś nad czym warto się zastanowić.

141 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-17 12:13:44)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
summerka88 napisał/a:
energy napisał/a:

Ludzie - czy wyście wszyscy powariowali ?!

Nie, ludzie nie powariowali, tylko większość wypowiadających się kobiet rezonuje z twoją żoną, bo jaka kobieta chciałaby po dekadzie wspólnego życia dowiedzieć się, że była ŻYCIOWĄ POMYŁKĄ?
Czasami trudno jest zrozumieć, że ludzie postępują na miarę swojej świadomości, szczególnie gdy widzi się kogoś, kto tak jak ty TERAZ, jest świadomy swojego postępowania.
Przyjmij do wiadomości, że nie masz wpływu na przeszłość, postąpiłeś wówczas na miarę swojej świadomości, podobnie zresztą jak twoja żona. Teraz możesz tylko działać, opierając się na terażniejszości z myślą o przyszłości.

Nie Summerko, nie zgodzę się z Tobą.
Bo problem nie w tym, że Autor dojrzał, zrozumiał siebie i swoje potrzeby i chce coś zmienić. To jest ok - i ja to wczoraj wyraźnie napisałam.

Problem w tym, jak on próbuje się usprawiedliwiać i wybielać, a to opowiadając o swoim niemalże ubezwłasnowolnieniu, a to o tym, jak to przecież dawał żonie do zrozumienia to czy tamto... a to jak straaasznie cierpi teraz...
A ona nic nie kapuje!

I kolejny problem Summerko jest taki - że Autor, który już jest taki świadomy własnych potrzeb, sensu i celu - przedłuża to wszystko, kombinuje i stara się ułożyć jak najlepiej dla siebie... tym samym męcząc żonę jeszcze bardziej i dając jej nadzieję... bo dom, bo srani...e w banie.... zamiast zwyczajnie odejść i dać jej dojść do siebie... rozumiesz?
Ja od wczoraj do tego nawołuję - zyskał świadomość? brawo!! - niech teraz zrobi wszystko, żeby cierpienia było jak najmniej i jak najszybciej się to skończyło... a on zamiast tego pisze te ckliwe poezje, kombinuje jak wyjść z tego najlepiej zarówno psychicznie jak i materialnie (kosztem żony oczywiście) i np. z góry zakłada, czy żona da sobie radę czy nie da - ba! on to wie! lepiej pewnie od niej!

142 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-17 12:20:39)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:
summerka88 napisał/a:
energy napisał/a:

Ludzie - czy wyście wszyscy powariowali ?!

Nie, ludzie nie powariowali, tylko większość wypowiadających się kobiet rezonuje z twoją żoną, bo jaka kobieta chciałaby po dekadzie wspólnego życia dowiedzieć się, że była ŻYCIOWĄ POMYŁKĄ?
Czasami trudno jest zrozumieć, że ludzie postępują na miarę swojej świadomości, szczególnie gdy widzi się kogoś, kto tak jak ty TERAZ, jest świadomy swojego postępowania.
Przyjmij do wiadomości, że nie masz wpływu na przeszłość, postąpiłeś wówczas na miarę swojej świadomości, podobnie zresztą jak twoja żona. Teraz możesz tylko działać, opierając się na terażniejszości z myślą o przyszłości.


Widzisz Zorija - takie właśnie wypowiedzi mają dla mnie wartość i po takie tutaj przyszedłem. Nikt mnie nie musi głaskać, ani współczuć. Nie łatwiej jest wypowiadać się w takim tonie? Nie dość że jest to bardziej zrozumiałe to jeszcze wnosi coś nad czym warto się zastanowić.

tak, tak Energy....
niepotrzebnie się wysilałeś z tym komentrzem...
toż ja aż taka ograniczona nie jestem, żeby nie wiedzieć, że takie komentarze Ci pasują, a inne pasują mniej tongue
wiem to, wyobrażasz sobie?? może wróżką jestem jakąś?? albo czarownicą, tylko jeszcze tego w sobie nie odkryłam... dlatego oszczędzaj paluszki - mnie informować nie musisz

edit. ja Twojej żonie do tej pory niekoniecznie współczułam - zgodnie z zasadą "widziały gały co brały". To co mnie denerwowało, to Twoja postawa: męczennika i zagubionego, zdominowanego przez babsko misia...
ale teraz to serio zaczynam jej współczuć - ten Twój protekcjonalny ton... pouczający... wywyższający się... treść całkowicie NIEWAŻNA!! liczy się SPOSÓB WYRAŻANIA... ehhh, znam takich.... i nie za bardzo chcę mieć z nimi do czynienia...
W każdym bądź razie - ja nie jestem Twoją żoną i mnie to nie rusza, poza tym, że tracę do Ciebie szacunek coraz bardziej.

143

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

toż ja aż taka ograniczona nie jestem, żeby nie wiedzieć, że takie komentarze Ci pasują, a inne pasują mniej tongue

Nawet twoje mi pasują, pod warunkiem że nie próbujesz mi wmówić w nich że jestem kimś kim nie jestem. Jeśli nie dorabiasz sobie w tym co piszesz własnej historii wszystko jest OK smile Mogą być dla mnie twoje wypowiedzi trudniejsze do zaakceptowania ale nie jest to niemożliwe tongue

144

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Autorze jest szansą, że do mojej wypowiedzi się odniesiesz?:P Kiedy zamierzasz złożyć papiery i pozbyć się żony z domu? I czy brałeś pod uwagę unieważnienie małżeństwa z powodu niechęci posiadania dzieci i krzywoprzysięstwa?

145

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
lilianna90 napisał/a:

Autorze jest szansą, że do mojej wypowiedzi się odniesiesz?:P Kiedy zamierzasz złożyć papiery i pozbyć się żony z domu? I czy brałeś pod uwagę unieważnienie małżeństwa z powodu niechęci posiadania dzieci i krzywoprzysięstwa?

Poinformowałem już żonę że chcę to zakończyć i ta decyzja z mojej strony jest już nieodwołalna. Poprosiłem żeby określiła co jest jej potrzebne na start. Na razie tyle. Papierów jeszcze nie złożyłem, muszę odwiedzić w tej sprawie zaprzyjaźnionego prawnika.
Nikogo nie zamierzam się pozbywać z domu na siłę. W razie gdy to nie będzie woli współpracy sam się na jakiś czas wyprowadzę. Mamy jeszcze naszą starą kawalerkę więc mam gdzie spać.

146

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
lilianna90 napisał/a:

Autorze jest szansą, że do mojej wypowiedzi się odniesiesz?:P Kiedy zamierzasz złożyć papiery i pozbyć się żony z domu? I czy brałeś pod uwagę unieważnienie małżeństwa z powodu niechęci posiadania dzieci i krzywoprzysięstwa?


Czy zamierzam zabiegać o unieważnienie małżeństwa? Nie myślałem o tym na tą chwilę - nie wiem. Nie sądzę żeby mi to było do czegokolwiek potrzebne.  Nawet nie wiem gdzie w razie czego się zgłosić w tym temacie. Do watykanu?

147

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Myślę, że warto od razu o tym pomyśleć. Może za parę lat byś chciał ponownie brać ślub i nie będzie to na pewno przyjemne dla obecnej żony, że po paru latach Ci się o tym wspomniało. To samo tyczy się żony w przyszłości, a nie fajnie takie sprawy rozgrzebywać po czasie jak rany się zagoją. Do swojej parafii tam pokierują dokładnie co i jak. Nie należy to do najprzyjemniejszych, ale rozwód też zbyt fajny nie jest. Do prawnika udaj się jak najszybciej. Nie wiem czy Twoja żona jest na tę chwilę stabilna finansowo?

148 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-05-17 12:52:23)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:
summerka88 napisał/a:
energy napisał/a:

Ludzie - czy wyście wszyscy powariowali ?!

Nie, ludzie nie powariowali, tylko większość wypowiadających się kobiet rezonuje z twoją żoną, bo jaka kobieta chciałaby po dekadzie wspólnego życia dowiedzieć się, że była ŻYCIOWĄ POMYŁKĄ?
Czasami trudno jest zrozumieć, że ludzie postępują na miarę swojej świadomości, szczególnie gdy widzi się kogoś, kto tak jak ty TERAZ, jest świadomy swojego postępowania.
Przyjmij do wiadomości, że nie masz wpływu na przeszłość, postąpiłeś wówczas na miarę swojej świadomości, podobnie zresztą jak twoja żona. Teraz możesz tylko działać, opierając się na terażniejszości z myślą o przyszłości.

Nie Summerko, nie zgodzę się z Tobą.
Bo problem nie w tym, że Autor dojrzał, zrozumiał siebie i swoje potrzeby i chce coś zmienić. To jest ok - i ja to wczoraj wyraźnie napisałam.

Problem w tym, jak on próbuje się usprawiedliwiać i wybielać, a to opowiadając o swoim niemalże ubezwłasnowolnieniu, a to o tym, jak to przecież dawał żonie do zrozumienia to czy tamto... a to jak straaasznie cierpi teraz...
A ona nic nie kapuje!

I kolejny problem Summerko jest taki - że Autor, który już jest taki świadomy własnych potrzeb, sensu i celu - przedłuża to wszystko, kombinuje i stara się ułożyć jak najlepiej dla siebie... tym samym męcząc żonę jeszcze bardziej i dając jej nadzieję... bo dom, bo srani...e w banie.... zamiast zwyczajnie odejść i dać jej dojść do siebie... rozumiesz?
Ja od wczoraj do tego nawołuję - zyskał świadomość? brawo!! - niech teraz zrobi wszystko, żeby cierpienia było jak najmniej i jak najszybciej się to skończyło... a on zamiast tego pisze te ckliwe poezje, kombinuje jak wyjść z tego najlepiej zarówno psychicznie jak i materialnie (kosztem żony oczywiście) i np. z góry zakłada, czy żona da sobie radę czy nie da - ba! on to wie! lepiej pewnie od niej!

Zorija, ja nie dostrzegam w słowach autora wybielania się, ale jak wspomniałam większą świadomość swojej submisyjności w przeszłości.
Co do reszty, to podzielam twoje słowa. Też uważam, że energy niepotrzebnie przedłuża agonię związku, dajać żonie nadzieję na odbudowę małżeństwa. Skoro nie chce go kontynuować, to niech kończy i wstydu, bólu, złudnych nadziei żonie oszczędzi.

149

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
lilianna90 napisał/a:

Myślę, że warto od razu o tym pomyśleć. Może za parę lat byś chciał ponownie brać ślub i nie będzie to na pewno przyjemne dla obecnej żony, że po paru latach Ci się o tym wspomniało. To samo tyczy się żony w przyszłości, a nie fajnie takie sprawy rozgrzebywać po czasie jak rany się zagoją. Do swojej parafii tam pokierują dokładnie co i jak. Nie należy to do najprzyjemniejszych, ale rozwód też zbyt fajny nie jest. Do prawnika udaj się jak najszybciej. Nie wiem czy Twoja żona jest na tę chwilę stabilna finansowo?

Ja już nigdy więcej nie chce przez to przechodzić za nic i dla żadnej kobiety. To co się teraz dzieje za dużo kosztuje i ją i mnie. Żadnych ślubów.
Ale jeśli jej to może być potrzebne - rozumiem i postaram się o tym z nią porozmawiać. Tylko nie wszystko na raz.

Naprawdę nie musicie się martwić o finanse żony i jej spokojny już samodzielny byt. Zorija może po mnie jeździć jak po burej k... ale nie zmienia to faktu że pod tym względem żadna krzywda żonie się nie stanie. Ma własne konto, sporo już sobie odłożyła z tego co zarabia, o resztę zadbam sam jeśli tylko mi na to pozwoli.
Z resztą to nie temat na teraz. O to się będę martwił później.

150 Ostatnio edytowany przez Gaweł (2016-05-17 13:28:33)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Czytam i czytam ten wątek ...
Znalazłem się w podobnej sytuacji ale do ślubu i dzieci jeszcze nie doszło.
Moja historia to kilka dłuższych związków. Pierwszy 4 letni związek przeżyłem bardzo mocno.Ta relacja była usłana wieloma emocjami. Moja partnerka zakochała sie w kimś innym i  odeszła bez słowa.
Kolejny 3 letni był zdecydowanie spokojniejszy, bez ekspresyjnego wyrażania uczuć. Żyliśmy po prostu z dnia na dzień. Po jakimś czasie powolutku odsuwaliśmy się od siebie. Prawdopodobnie żadne z nas nie było na tyle zaangażowane aby próbowac to ratować. W piekny wiosenny dzień usiedlismy i po prostu porozmawialiśmy. Nie tęskniłem, nie użalałem się nad sobą.
Po pół roku poznałem moją obecną kobietę- i to ten związek jest bardzo podobny do Twojego, Energy.
Z mojej strony nie było uderzenia pioruna, tej chemii. Po prostu dobrze nam się rozmawiało.Z jej strony widać było chęć mocnego zaangażowania i tak popłynąłem...popłynąłem w lata bycia razem. Ciągle starała sie spędzać czas razem, okazywać uczucia. Krok po kroku zawężaliśmy relację ale ja cały czas próbowałem zatrzymać swoją niezależność i powstrzymywać złe myśli i wątpliwości. Po czasie wprowadziła sie do mnie, podróżowaliśmy. Po ok 2 latach zaczęły się rozmowy na temat zaręczyn i ślubów u jej koleżanek, że ona też by tak chciała itp itd.. Ja wewnętrznie czułem niepokój na samą myśl, że nasza relacja poszła najdalej ze wszystkich w moim życiu. Tłumaczyłem sobie to tym, że nie jestem dość wylewny uczuciowo.
Po jakimś czasie stwierdziłem, że przydałoby się zaręczyć i wtedy dopiero będę mógł włączyć tryb "sprawdzam".  Miałem mnóstwo wątpliwości ale tłumaczyłem sobie to tym, że każdy w takich chwilach te wątpliwości miał bo to ważna decyzja życiowa.
Jak tylko się zaręczylismy to machina ruszyła. Ona chciała już ustalać datę ślubu. W międzyczasie snuła plany i wpadła na pomysł zakupu wspólnego domu. Im bardziej wczodziłem w temat załatwiania kredytów, zobowiązań, podpisywania umów, tym bardziej miałem wątpliwości.
Wątpliwości nie dotyczyły spłaty zobowiązania bo wiem, że bym sobie z nią poradził. Bardziej nie pozwalało mi spokojnie spać pytanie: "Czy ja chcę ten dom właśnie z NIĄ?"
To był jakiś rollercoaster uczuciowy. Jednego dnia chciałem a drugiego nie. Wpadłem w paranoje, nie mogłem spać a terminu podpisania umów zbliżały się nieubłaganie. Zacząłem chodzić do psychologa. Starałem sobie odpowiedziec na pytanie czego tak naprawdę się boję? Moja partnerka jest kobietą ułożoną, spokojną, kontaktową, pracowitą. W oczach wielu ideał, którego ze świecą szukać. Prawie w ogóle sie nie kłócimy, mamy podobne zainteresowania i poczucie humoru. Co jest w takim razie nie tak? Co mi ni epozwala cieszyć się kolejnymi krokami?
Od tego momentu zacząłem bardziej analizować nasz związek i widzę, że w wielu przypadkach nie chciałęm jej ranić odmawianiem zacieśniania związku. Byłem tchórzem bo nie do końca poznawałem swoje potrzeby i z czym tak naprawdę sie je taki związek na całe życie. Uszczęśliwiałem ją unieszczęśliwiając po cichu siebie.Mija rok od początku tego ataku niepewności przy zakupie domu i jest tylko gorzej...
Doszedłem do kluczowego momentu, że stwierdziłem, że po prostu jej nie kocham a cały czas tworzyłem sobie jakiś chory obraz miłości do drugiego człowieka, w którym mam robić wszystko dla dobra drugiej osoby poświęcając siebie. Tym sposobem doszedłem do takiego momentu, gdzie nie pójdę juz dalej. Nie wezmę ślubu, nie będziemy mieć dziecka. Uświadomiłem sobie, że w trakcie związku te małe znaki zapytania utworzyły po czasie ogromny przytłaczający znak, który przeobraził sie w znak STOP. Żałuję, że to zajeło mi ponad 3 lata. Dalej jesteśmy razem, ona nie jest do końca swiadomatego co się dzieje.Nie potrafię odejść. Nie potrafię spojrzeć jej w oczy i powiedzieć, że to wszystko nie ma sensu.Ona ma bardzo wrażliwą psychikę i zaczyna płakać jak tylko poruszamy trudny temat naszego związku. To mnie przytłacza i od razu staram się wycofać. Czegoś mi cały czas brakowało, co nie pozwałało spokojnie iść dalej. Mam łzy w oczach na samą myśl, że ona żyje złudzeniami. Boje się też, że popełniam największy błąd w życiu ale tak żyć dalej już nie potrafię. Psychiatra zdiagnozował u mnie depresję. Zacząłem się leczyć ale pomogło tylko troszeczkę. Lekarz oznajmił, że muszę coś zmienić w życiu bo moje obawy nie są tylko spowodowane kliniczną postacią depresji.
Czy jestem niedojrzały uczuciowo? Z pewnością coś w tym jest ale cieszę się, że obudziłem się z tym jeszcze przed formalizowaniem związku.
Co dalej? Z pomocą psychologa staram to sobie poukładać w głowie żeby móc usiąść i wspólnie porozmawiać. Wyrzuty sumienia mam Przeogromne.
Zmarnowałem jej i swój czas ale wiele mnie to nauczyło.
Trzeba umieć określić swoje potrzeby i potrzeby partnera aby to wszystko się zgrało.
Ze strony mężczyzn musi byc zarówno pociąg fizyczny jak i emocjonalny. Na dłuższą metę inaczej sie nie da.

151

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Bo tacy są ludzie ,wylewają własne pomyję (nienawiść) na innych .
Decyzje o rozstaniu zawsze powodują rozchwianie emocjonalne ,nikt normalny nie podejmuje na ,,zimno " takich decyzji .
Są za i przeciw czyli dobre chwile i te złe ,jeśli tych dobrych jest więcej masz dylemat.

Może nie które panie wierzą w ,,solidarność jajników" niestety nie wierzę w coś takiego,znam to z autopsji.
W oczka ci ci ci i zagłaskać na śmierć a po za to już raczej inaczej wygląda .

152

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Dlaczego wogole wyszlam wtedy za tego czlowieka? Bo nie chcialam go ranic, hahaha i dlatego, ze otoczenie tego ode mnie oczekiwalo. Bo moje otoczenie nie akceptowalo moich wyborow, wiec ja zaakceptowalam wybory otoczenia. Bo bylam wtedy bardzo nieswiadoma osoba. Bo uczylam sie dopiero zycia, poniewaz wczesniej nikt mnie tego nie nauczyl.  Bo nie znalam innej mozliwosci, niz podporzadkowac swoje potrzeby, gdy ktos tego ode mnie chcial. Bo moje granice w dziecinstwie byly skutecznie stratowane, nikt ich nie przestrzegal i wogole nie znalam mozliwosci, jak mozna zyc swoje wlasne zycie. Do tego potrzebowalam lat bolesnych doswiadczen, zeby sie tego nauczyc.


Tak jak napisala Madoja - na tym swiecie egzystuje mnostwo takich par, ktorzy tak przezywaja cale swoje zycie, bo mimo wszystko nie maja odwagi na zmiane lub sa za wygodni. Ja tez mysle, ze te 50% przez nia oszacowane to bardzo optymistyczne zalozenie.
Autor jest tu inny i moim zdaniem nalezy mu sie za to szacunek.


Jakie to trafne...

153

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Gaweł zrobiłeś to czego autor nie potrafił. Przeanalizowałeś siebie i swoje obawy przed ślubem. Dzięki temu nie popełnisz tego błędu, o którym rozprawiamy. Rozstania nigdy nie są łatwe, ale czasami to jedyne wyjście z sytuacji. Twoja narzeczona zapewne poczuje się oszukana i skrzywdzona, ale kiedyś zrozumie, że udało jej się nie zostać rozwódką po roku czy dwóch latach. A życie na pewno sobie w końcu ułoży.

154

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Gaweł napisał/a:
Marajka napisał/a:

Dlaczego wogole wyszlam wtedy za tego czlowieka? Bo nie chcialam go ranic, hahaha i dlatego, ze otoczenie tego ode mnie oczekiwalo. Bo moje otoczenie nie akceptowalo moich wyborow, wiec ja zaakceptowalam wybory otoczenia. Bo bylam wtedy bardzo nieswiadoma osoba. Bo uczylam sie dopiero zycia, poniewaz wczesniej nikt mnie tego nie nauczyl.  Bo nie znalam innej mozliwosci, niz podporzadkowac swoje potrzeby, gdy ktos tego ode mnie chcial. Bo moje granice w dziecinstwie byly skutecznie stratowane, nikt ich nie przestrzegal i wogole nie znalam mozliwosci, jak mozna zyc swoje wlasne zycie. Do tego potrzebowalam lat bolesnych doswiadczen, zeby sie tego nauczyc.


Tak jak napisala Madoja - na tym swiecie egzystuje mnostwo takich par, ktorzy tak przezywaja cale swoje zycie, bo mimo wszystko nie maja odwagi na zmiane lub sa za wygodni. Ja tez mysle, ze te 50% przez nia oszacowane to bardzo optymistyczne zalozenie.
Autor jest tu inny i moim zdaniem nalezy mu sie za to szacunek.


Jakie to trafne...

A ja się z tym akurat nie mogę zgodzić. Każdy nasz błąd lub niepowodzenie zwalamy na trudne dzieciństwo, rodziców, rodzeństw otoczenie, a może by tak wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje decyzje? Każdy ma jakieś doświadczenia z lat młodości. Każdy przechodził jakieś trudności, ale nie jest to powód, żeby w dorosłym życiu wszystkie nasze działania tym usprawiedliwiać. Bądźmy chociaż na
tyle odważni żeby powiedzieć przed samym sobą "dałem kompletnie ciała, ale jest to moja wina, a nie reszty świata. To ja nawaliłem i to ja teraz muszę zabrać na klate konsekwencje".

155 Ostatnio edytowany przez Elya (2016-05-17 13:45:50)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:

Energy przez te 10 lat był zajęty czym innym, nie specjalnie zwracał na to uwagę. A jeśli już to był zły na samego siebie że zwraca uwagę na coś co powinien uważać za nieistotne. Ot i tyle w tym temacie.

Mamuniu, to nie ja jestem winien, samo się zrobiło. Ja jestem tylko małym chłopczykiem. O czym teraz piszesz nazywając "nieistotnym" to chyba sam nie wiesz.

elya napisał/a:

Wział sobie babke z braku laku a teraz dorabia teorie.

energy napisał/a:

A teraz ją porzuci i poszuka sobie następnej (to żart.. zanim mnie zlinczujecie) i musi sam sobie wytłumaczyć że przecież to normalne i nic złego się nie dzieje.
Ludzie - czy wyście wszyscy powariowali ?!

Pamietaj, żeby podpisac intercyzę, że jak się ten plasterek roztyje to rozwód.

Uwage niespecjalnie zwracałes przez 10 lat na to z kim sypiasz, mieszkasz? Co znaczy byłes zajęty czymś innym? Czyms innym zajęty, swoim światem urojonym i nie zauwazyc to by mógł ktoś chory na schizofrenię.
Czyli 10 lat, w tym kilka zyjąc w jednym mieszkaniu nie rozmawiałeś z nią ? Nie masz pojęcia na czym polega miłość. Nie masz pojęcia nawet na czym polega przyjaźń.

Własciwie to nie wiadomo w jakim celu napisałes ten wątek. Ku przestrodze bycia lunatykiem?

156

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Spychologia to ostatnio dość modne podejście.
Konsekwencje własnych działań ,mało kto chce brać na siebie odpowiedzialność za własne czyny w dodatku psycholog potrafi utwierdzić że pacjent nie ponosi bezpośrednio winy za własne działania - czyżby?????

Autor bierze winę na siebie więc nie spycha winy na żonę - nie wyszło ot życie .
I nie rozumiem ,,usilnego trzymania się nadwagi " ludzie kto idealny - kamień w dłoń i jazda .

Nie ważne czy,, oświecenie " przychodzi po czy przed małżeństwem ,rozstanie boli tak samo .

157 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-17 15:07:02)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Gawle, Twoja sytuacja jest nieco inna. Bo Ty dopiero po pewnym czasie zdałeś sobie sprawę, że to nie to. To się zdarza. Nie bądź egoistyczny ("nie wiem, czy nie popełniam błędu") i odejdź od niej. Nie macie ślubu i dzieci, ona sobie poradzi.

Energy, w odróżnieniu Gawle od Ciebie od początku wiedział, że nie chce tej kobiety, że nie potrafi jej pokochać, że to pomyłka. Ale brnął w to. Wziął ślub i przeżył z nią 10 lat wiedząc, że jest mu z nią źle (Elya ma rację tak to oceniając i podsumowując; przespał te 10 lat śniąc zupełnie inny sen, niż ten w którym żył?). Takim postępowaniem Energy dawał żonie nadzieję - co z tego, że ona wiedziała, że w nim jest deficyt uczuć? przyjęła to... pogodziła się z tym... uznała, że on tak ma i trzeba z tym żyć. Oczywiście, że w ten sposób oszukiwała sama siebie, ale tacy już jesteśmy; nie każdy ma na tyle rozwinięte swoje wnętrze, by być uczciwym samemu z sobą.
Niemniej, Energy, widać, że są w Tobie bardzo pozytywne "odruchy" tongue Przyznaj przed żoną, że spierzyłeś sprawę (to jej ułatwi rozstanie, uwierz mi!), nie szukaj już więcej usprawiedliwień, dlaczego tak się stało (zgadzam się z Lilianą), skończ to małżeństwo szybko i możliwie spokojnie - nawet jeśli żona zacznie zachowywać się agresywnie / histerycznie / dziwnie - bo tak może być - Ty wspieraj ją, pozwól jej odreagować i nie obciążaj ją swoimi "racjami".

Życie potrafi nas zaskakiwać. Ona ma szansę na znalezienie kogoś, kto ją szczerze i prawdziwie pokocha...

158 Ostatnio edytowany przez renatta (2016-05-17 16:34:26)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

"o rozstaniu rozmawiamy coraz częściej. Tzn, ciężko to nazwać rozmową. Ja mowie, ona płacze. Trudne jest takie mówienie do ściany. Cokolwiek jest niezgodne z tym co sobie sama myśli wywołuje od razu płacz."
Autorze, czego oczekujesz po tych rozmowach? Co chcesz sobie zalatwic? Chcesz miec w niej przyjaciela po rozstaniu? Przeczytalam caly watek i nie wydaje mi sie, ze ozeniles sie, bo jestes malo asertywny, ze ona chciala a ty nie umiales odmowic. Ty tez tego chciales. Tylko ona chciala meza i ojca dla swoich dzieci a Ty - no wlasnie, kogo? Przyjaciolke? I teraz oczekujesz ze nadal bedzieci w przyjazni? Wyglada na to, ze masz problem z empatia.  Daj jej spokoj, zejdz jej za oczu, nie drecz rozmowami. Naprawde dziwi cie to ze zona placze? Oczywiscie, ze kazdy ma jedno zycie i chce byc szczesliwy. Ale jest cos takiego jak odpowiedzialnosc wobec innych ludzi. Nie za nich, ale za swoje postepowanie w stosunku do innych. I nie krzywdz innych biegnac za swoim szczesciem. Przepros zone, wyprowadz sie i przerwij kontakt. Sprawy formalne zalatwicie na odleglosc. I daj jej w koncu szanse na milosc i rodzine.

159 Ostatnio edytowany przez Gaweł (2016-05-18 16:01:53)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Gawle, Twoja sytuacja jest nieco inna. Bo Ty dopiero po pewnym czasie zdałeś sobie sprawę, że to nie to. To się zdarza. Nie bądź egoistyczny ("nie wiem, czy nie popełniam błędu") i odejdź od niej. Nie macie ślubu i dzieci, ona sobie poradzi.

Energy, w odróżnieniu Gawle od Ciebie od początku wiedział, że nie chce tej kobiety, że nie potrafi jej pokochać, że to pomyłka. Ale brnął w to. Wziął ślub i przeżył z nią 10 lat wiedząc, że jest mu z nią źle (Elya ma rację tak to oceniając i podsumowując; przespał te 10 lat śniąc zupełnie inny sen, niż ten w którym żył?). Takim postępowaniem Energy dawał żonie nadzieję - co z tego, że ona wiedziała, że w nim jest deficyt uczuć?


To prawda,
Wpadłem jak śliwka i dopiero później poczułem to, nad czym powinienem się zastanowić na samym początku. Ale to doświadczenia nas tego uczą.
"Jakbym wiedział, że się przewrócę to bym się położył"
Energy też prawdopodobnie nie zdawał sobie do końca sprawy, że ten związek nie idzie w dobrym kierunku. chciał dobrze, byli młodzi i nie mieli doświadczenia w relacjach.
To, czy nie potrafił jej pokochać to inna kwestia - zobacz w ilu innych wątkach i postach na tym forum przeplatają się teorie i 2 różne podejścia do miłości:
1. "Nie byłam do końca przekonana ale poczekałam i po liku latach urodziła się z tego związku miłość"
2. "Nie czuję od początku miłości i wiem, że nie kocham, nie chcę dawać chłopakowi nadziei"

Każdy ma inne podejście i podświadomie przedłużamy niektóre sprawy żeby dać sobie jeszcze czas na pewność. Jednym to zajmuje miesiąc a innym lata lub traumatyczne przeżycia po drodze.
Definicji miłości nie ma - każdy ją sobie kreuje na swój sposób ale teraz wiem jedno - jeżeli w związku są wątpliwości a nic złego się nie dzieje, nie ma kłótni to wiedz, że to raczej tylko przywiązanie.

160 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-18 16:14:10)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Gaweł napisał/a:
Zorija napisał/a:

Gawle, Twoja sytuacja jest nieco inna. Bo Ty dopiero po pewnym czasie zdałeś sobie sprawę, że to nie to. To się zdarza. Nie bądź egoistyczny ("nie wiem, czy nie popełniam błędu") i odejdź od niej. Nie macie ślubu i dzieci, ona sobie poradzi.

Energy, w odróżnieniu Gawle od Ciebie od początku wiedział, że nie chce tej kobiety, że nie potrafi jej pokochać, że to pomyłka. Ale brnął w to. Wziął ślub i przeżył z nią 10 lat wiedząc, że jest mu z nią źle (Elya ma rację tak to oceniając i podsumowując; przespał te 10 lat śniąc zupełnie inny sen, niż ten w którym żył?). Takim postępowaniem Energy dawał żonie nadzieję - co z tego, że ona wiedziała, że w nim jest deficyt uczuć?


To prawda,
Wpadłem jak śliwka i dopiero później poczułem to, nad czym powinienem się zastanowić na samym początku. Ale to doświadczenia nas tego uczą.
"Jakbym wiedział, że się przewrócę to bym się położył"
Energy też prawdopodobnie nie zdawał sobie do końca sprawy, że ten związek nie idzie w dobrym kierunku. chciał dobrze, byli młodzi i nie mieli doświadczenia w relacjach.
To, czy nie potrafił jej pokochać to inna kwestia - zobacz w ilu innych wątkach i postach na tym forum przeplatają się teorie i 2 różne podejścia do miłości:
1. "Nie byłam do końca przekonana ale poczekałam i po liku latach urodziła się z tego związku miłość"
2. "Nie czuję od początku miłości i wiem, że nie kocham, nie chcę dawać chłopakowi nadziei"

Każdy ma inne podejście i podświadomie przedłużamy niektóre sprawy żeby dać sobie jeszcze czas na pewność. Jednym to zajmuje miesiąc a innym lata lub traumatyczne przeżycia po drodze.
Definicji miłości nie ma - każdy ją sobie kreuje na swój sposób ale teraz wiem jedno - jeżeli w związku są wątpliwości a nic złego się nie dzieje, nie ma kłótni to wiedz, że to raczej tylko przywiązanie.


Nie Gawle.
Energy od początku tego wątku tłumaczy nam, że zawsze dobrze wiedział, że nie kocha, nie chce, nie jest to jego cel. On nie miał wątpliwości On wiedział, że NIE.
Oraz tłumaczy, że to jego żona wywierała na nim taka presję, że on, będąc CAŁKOWICIE ŚWIADOMYM, że tego nie chce - ulegał.
Dlaczego ulegał? Bo miał takie dzieciństwo.
A teraz właśnie to, że "nie chciał, ale został zmuszony" traktuje jako swoje usprawiedliwienie.
Stąd emocje niektórych wypowiadających się tu osób (w tym moje). Bo po pierwsze - litości! jakim trzeba być zachwianym człowiekiem, żeby - wiedząc, że się tego nie chce - podejmować tak ważne kroki jak małżeństwo. To nie jest zabawa!
A po drugie - skoro już tak się stało, to trzeba się ogarnąć, uznać, że jest się dupkiem i spieprzyło sprawę (w tym kawał czyjegoś życia) - a nie szukać winy w tej innej osobie, co Autor namiętnie tu "uprawiał".

Ale ok, chyba zaczął to rozumieć, więc jest szansa, że przynajmniej zakończy to jak facet.

161 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-05-18 16:36:15)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:
Gaweł napisał/a:
Zorija napisał/a:

Gawle, Twoja sytuacja jest nieco inna. Bo Ty dopiero po pewnym czasie zdałeś sobie sprawę, że to nie to. To się zdarza. Nie bądź egoistyczny ("nie wiem, czy nie popełniam błędu") i odejdź od niej. Nie macie ślubu i dzieci, ona sobie poradzi.

Energy, w odróżnieniu Gawle od Ciebie od początku wiedział, że nie chce tej kobiety, że nie potrafi jej pokochać, że to pomyłka. Ale brnął w to. Wziął ślub i przeżył z nią 10 lat wiedząc, że jest mu z nią źle (Elya ma rację tak to oceniając i podsumowując; przespał te 10 lat śniąc zupełnie inny sen, niż ten w którym żył?). Takim postępowaniem Energy dawał żonie nadzieję - co z tego, że ona wiedziała, że w nim jest deficyt uczuć?


To prawda,
Wpadłem jak śliwka i dopiero później poczułem to, nad czym powinienem się zastanowić na samym początku. Ale to doświadczenia nas tego uczą.
"Jakbym wiedział, że się przewrócę to bym się położył"
Energy też prawdopodobnie nie zdawał sobie do końca sprawy, że ten związek nie idzie w dobrym kierunku. chciał dobrze, byli młodzi i nie mieli doświadczenia w relacjach.
To, czy nie potrafił jej pokochać to inna kwestia - zobacz w ilu innych wątkach i postach na tym forum przeplatają się teorie i 2 różne podejścia do miłości:
1. "Nie byłam do końca przekonana ale poczekałam i po liku latach urodziła się z tego związku miłość"
2. "Nie czuję od początku miłości i wiem, że nie kocham, nie chcę dawać chłopakowi nadziei"

Każdy ma inne podejście i podświadomie przedłużamy niektóre sprawy żeby dać sobie jeszcze czas na pewność. Jednym to zajmuje miesiąc a innym lata lub traumatyczne przeżycia po drodze.
Definicji miłości nie ma - każdy ją sobie kreuje na swój sposób ale teraz wiem jedno - jeżeli w związku są wątpliwości a nic złego się nie dzieje, nie ma kłótni to wiedz, że to raczej tylko przywiązanie.


Nie Gawle.
Energy od początku tego wątku tłumaczy nam, że zawsze dobrze wiedział, że nie kocha, nie chce, nie jest to jego cel. On nie miał wątpliwości On wiedział, że NIE.
Oraz tłumaczy, że to jego żona wywierała na nim taka presję, że on, będąc CAŁKOWICIE ŚWIADOMYM, że tego nie chce - ulegał.
Dlaczego ulegał? Bo miał takie dzieciństwo.
A teraz właśnie to, że "nie chciał, ale został zmuszony" traktuje jako swoje usprawiedliwienie.
Stąd emocje niektórych wypowiadających się tu osób (w tym moje). Bo po pierwsze - litości! jakim trzeba być zachwianym człowiekiem, żeby - wiedząc, że się tego nie chce - podejmować tak ważne kroki jak małżeństwo. To nie jest zabawa!
A po drugie - skoro już tak się stało, to trzeba się ogarnąć, uznać, że jest się dupkiem i spieprzyło sprawę (w tym kawał czyjegoś życia) - a nie szukać winy w tej innej osobie, co Autor namiętnie tu "uprawiał".

Ale ok, chyba zaczął to rozumieć, więc jest szansa, że przynajmniej zakończy to jak facet.


Uuuuu, osąd wydany. Zorija przyleciała na miotle i pozamiatane smile.

Zorija, droga, niestety, ale twój ogląd historii i poczynań Autora jest bardzo ograniczony. Nie przemawia przez ciebie nic prócz żalu i gniewu i podskórnej potrzeby wyżycia się na energy. Jeśli nie jesteś w stanie wczuć się w ten cały jego kawał życia, także i jego żony, bo zdaje się nie znając jej perspektywy, także przemawiasz w jej imieniu, to daruj sobie. Jedziesz po tym forum jak oszalała! smile. Trochę namysłu nad własnymi motywacjami komentowania tutaj proszę smile.

162 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-18 16:55:32)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Lilka, jaki osąd?
Niczego nie osądzam, a fakty, które przytoczyłam pochodzą z wypowiedzi Autora, a nie z mojej szklanej kuli.

Po drugie Lilka - zanim zaczniesz do kogoś (do mnie, czy kogokolwiek innego) apelować (a, przepraszam, prosić!) o namysł, nieosądzanie, itepe, zastosuj to najpierw do siebie, ok??
Bo to co robisz, to personalny atak - nic więcej. merytoryki w tym ni ma za grosz.
A słyszałaś może, że każdy ma prawo mieć swoje zdanie?
Ja ani Ciebie, ani Twoich poglądów nie atakuję, jeśli już, to mogę z Tobą się nie zgodzić i podać swoje argumenty. Ty wyłącznie coś tam z dupy skomentowałaś, bez ładu i składu. Zadziałałaś na zasadzie: przyszła i "powiedziała co wiedziała" (tak, teraz i ja po Tobie pojechałam, ale to na Twoją własną prośbę - być może było Ci to do czegoś potrzebne, kto to wie; ludzie mają różne potrzeby).

Podsumowując - zejdź ze mnie. Nie interesuje mnie Twoje zdanie NA MÓJ TEMAT. Wypowiadaj się w temacie Autora --->>> i tu masz prawo polemizować z KAŻDYM moim zdaniem, podawać swoją interpretację całkowicie różną od mojej i własne argumenty, które np. dla mnie będą dla odmiany z dupy wzięte. Ale masz do nich prawo i ja ewentualnie będę z nimi dyskutować, ale Cie personalnie nie zaatakuję, tak jak Ty to czynisz. Tak, Lilka??

163

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Zorija, Ty tu NICZEGO NIE OSADZASZ?   yikes
Oooo.... jezdzisz po autorze jak po lysej szkapie. I tak...ja tez to juz napisalam, W ten sposob wyladowujesz tu swoje wlasne emocje.

164 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-18 17:16:19)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Zorija, Ty tu NICZEGO NIE OSADZASZ?   yikes
Oooo.... jezdzisz po autorze jak po lysej szkapie. I tak...ja tez to juz napisalam, W ten sposob wyladowujesz tu swoje wlasne emocje.

A ja Ci odpowiedziałam. Przeczytałaś?

edit. mam swoje zdanie - ono jest różne od Waszego. Co upoważnia i Ciebie i Lilkę do jakichś diagnoz mojej osoby. Ja nawet nie znam Waszych historii... i mnie one w tym wątku nie interesują...
Fakt, prawda jest taka, że każdy z nas wypowiada opinie na podstawie swoich własnych doświadczeń. KAŻDY - Wy też. Różnimy sie widać tymi doświadczeniami. Co nie znaczy, że ktoś ma prawdo do "prawdy", a inny to już nie... smutne...
Traktujcie to jako inny punkt widzenia i dajcie spokój z psychoanalizą - naprawdę Wam za nią podziękuję, nie trzeba Waszych wysiłków.
Zresztą - poczytajcie dokładnie wątek - osób mających zdanie takie samo jak moje wypowiadało się TU WIĘCEJ! Nie jestem sama z tego typu poglądami. Widać tamte osoby tez mają ze sobą problem... sad

165

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Oczywiscie, ze przeczytalam. Ale nie zmienilo to mojej oceny Twoich wpisow. To co robisz, to odreagowywanie swoich wlasnych nie przerobionych emocji, nazywa sie to projekcja.
Nadal kopiesz w splot sloneczny i to czuje kazdy, kto to czyta.

166 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-18 17:19:03)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Oczywiscie, ze przeczytalam. Ale nie zmienilo to mojej oceny Twoich wpisow. To co robisz, to odreagowywanie swoich wlasnych nie przerobionych emocji, nazywa sie to projekcja.
Nadal kopiesz w splot sloneczny i to czuje kazdy, kto to czyta.

dodałam edit do wczesniejszej wypowiedzi - przeczytaj proszę. Skąd wiesz, że każdy? Ty też masz szklaną kulę??? tongue Czy lecisz banałami?

167

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:
Marajka napisał/a:

Oczywiscie, ze przeczytalam. Ale nie zmienilo to mojej oceny Twoich wpisow. To co robisz, to odreagowywanie swoich wlasnych nie przerobionych emocji, nazywa sie to projekcja.
Nadal kopiesz w splot sloneczny i to czuje kazdy, kto to czyta.

dodałam edit do wczesniejszej wypowiedzi - przeczytaj proszę. Skąd wiesz, że każdy? Ty też masz szklaną kulę??? tongue Czy lecisz banałami?

Zorija, twoje wypowiedzi są nacechowane bardzo silnymi emocjami, maltretujesz ludzi starając się ich przycisnąć do ściany, by reagowali tak samo jak ty. Możesz o tym wiedzieć lub nie. Każdy ma jakieś wibracje i jednym bliżej do ciebie, innym do Marajki czy Energy. Zrobisz z tym co zechcesz, ale wiedz, że nie jesteś pozytywną osobą na tym forum, w mojej opinii.

168

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Zorija, nie lece banalami, tylko mam pewne doswiadczenie. Widze reakcje ludzi. Ci. ktorzy maja taki sam klebek w brzuchu jak Ty, dolaczaja, inni przemilczaja a jeszcze inni protestuja. Ja twierdze, ze czuje to kazdy, tylko kazdy inaczej na to reaguje.
Oczywiscie, ze kazdy ma swoje zdanie na podstawie wlasnego doswiadczenia.
Ja nie mam zupelnie nic przeciwko innym zdaniom, bywaja bardzo cenne i nierzadko weryfikuje swoje wlasne zdanie na podstawie wypowiedzi innych, bo zauwazam w nich aspekty, ktorych same najpierw nie bralam pod uwage.

Tyle ze zdanie na jakis temat to jedno, a agresywne ataki wynikajace z tego, co powyzej napisalam, to drugie.
Ja osobiscie jako motyw Twoich wypowiedzi nie odbieram zadnej intencji pomocy autorowi, tylko wlasnie dokopanie mu jako zastepcy Twojego ex czy kogo tam jeszcze - czyli to, co nazywam projekcja.
To jest glowna zawartosc Twoich wypowiedzi, ta emocjonalna agresja, a nie to rzeczywiste meritum sprawy tu przedstawionej i dlatego Twoje zdanie na ten temat zostaje w cieniu tego, co prezentujesz na pierwszym planie.
Gdybys potrafila to inaczej przedstawic, mowiac z serca, brzmialoby to inaczej. Ty przedstawiasz to z pozycji wlasnej jeszcze niezagojonej rany i moim zdaniem strzelasz tu do zupelnie Ci nic winnego autora.

169

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Ok, już poznałam waszą opinię na mój temat. Co nie zmienia mojego zdania na temat Autora i jego postępowania. Nie czuję, że powinnam mu "pomagać", bo moim zdaniem nie ma w czym.
W psychologa raczej się nie baw, bo to za poważna dziedzina, żeby udzielać rad i stawiać diagnozy wirtualnie.
Nie będę się dłużej wypowiadać w temacie "moich projekcji", bo po pierwsze - nie upoważniłam nikogo do mojej psychoterapii, a po drugie - trochę mnie to nudzi... mam własnego psychoterapeutę i to mi wystarczy. Radze sobie i dobrze się czuję; nie chce mi się w to brnąć.
To TEMAT AUTORA i może piszcie, z którymi wypowiedziami na jego TEMAT się nie zgadzacie, ok?

170

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

I znowu probujesz dyktowac, co kto ma pisac czy nie pisac, robic czy nie robic?
Zorija, to nie ty o tym decydujesz.

Ja Ci przeciez nie napisalam, co masz robic czy nie, tylko jak to widze!
Nie zauwazasz nawet tej roznicy?

171 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-18 17:44:10)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

I znowu probujesz dyktowac, co kto ma pisac czy nie pisac, robic czy nie robic?
Zorija, to nie ty o tym decydujesz.

Ja Ci przeciez nie napisalam, co masz robic czy nie, tylko jak to widze!
Nie zauwazasz nawet tej roznicy?

Marajko - "I znowu probujesz dyktowac, co kto ma pisac czy nie pisac, robic czy nie robic?
Marajko, to nie ty o tym decydujesz."

Ja przecież tylko piszę, jak JA widzę problem Autora. Nie zauważasz tego?

172 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-05-18 17:58:48)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Ach Zorija, jestes jak przekorne, rozzalone dziecko....zyczylabym Ci wiecej wewnetrznego spokoju, wtedy Twoje punkty widzenia mialyby wiecej szans na to, ze dotarlby do ludzi, do ktorych je kierujesz.
Tak jak teraz to robisz, produkujesz tym tylko opor i odrzucenie, jak sama tu doswiadczylas od autora.
Wiec po co wogole mu cos dalej pisac, jesli on tego nie przyjmuje? Powiedz mi po co? Czemu musisz to z takim uporem i coraz wiekszym naciskiem robic, jesli nie wylacznie z wlasnej potrzeby wyrzucenia z siebie tego, co w Tobie tkwi?
Czy moze masz wewnetrzna potrzebe doswiadczania tego odrzucenia?  wink

173

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Marajka, a co jak ktos nie projektuje niczego na nikogo, bo niczego podobnego w swoim ex czy w swojej przeszłości nie widzi a autora ocenia jako egoistę? Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, ze juz nawet egoisty nie mozna nazwac po imieniu bo ktos wyskoczy z oskarżeniami o projekcję.

174 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-05-18 21:07:21)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
elya napisał/a:

Marajka, a co jak ktos nie projektuje niczego na nikogo, bo niczego podobnego w swoim ex czy w swojej przeszłości nie widzi a autora ocenia jako egoistę? Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, ze juz nawet egoisty nie mozna nazwac po imieniu bo ktos wyskoczy z oskarżeniami o projekcję.

Może pytanie było skierowane do Marajki, ale ja odpowiem z własnej perspektywy smile. Jest coś takiego jak styl... I tutaj styl wypowiedzi Zoriji został skomentowany. Są pewne osoby, których styl drażni i powoduje reakcje alergiczne. Bo można właśnie oceniać autora jako egoistę, i Zorija ma do tego prawo, ale już styl w jaki robi zakrawa o lekkie znęcanie się (choć na forum) psychiczne smile. To jest gnębienie, bardzo dobrze zakamuflowane, ale sprytnie wychwytywane przez osoby, które miały z tym do czynienia. Moim zdaniem, stety niestety, ale Zorija została tu zdemaskowana z nieprzepracowanymi przez siebie ranami. Ona chce ukarać postać autora, tak samo jak swojego męża, ex czy inną osobę, z powodu której strasznie czuje się pokrzywdzona. Jej wypowiedzi przepełnione są krzykiem i dążą do zaczepki. Co też otrzymała smile.

Podejrzewam, że postawy będą teraz dwie: albo znowu przyzna nam rację, po czym nie wytrzyma i za chwilę znów ukąsi, albo od razu zaatakuje? smile. Mogłabym w sumie obstawić jakąś partyjkę smile. PS. Zorija, wiem, że wewnętrznie cierpisz.

175

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

aha, dzięki za wyjasnienie

176 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-18 21:31:33)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Lillka-15 napisał/a:
elya napisał/a:

Marajka, a co jak ktos nie projektuje niczego na nikogo, bo niczego podobnego w swoim ex czy w swojej przeszłości nie widzi a autora ocenia jako egoistę? Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, ze juz nawet egoisty nie mozna nazwac po imieniu bo ktos wyskoczy z oskarżeniami o projekcję.

Może pytanie było skierowane do Marajki, ale ja odpowiem z własnej perspektywy smile. Jest coś takiego jak styl... I tutaj styl wypowiedzi Zoriji został skomentowany. Są pewne osoby, których styl drażni i powoduje reakcje alergiczne. Bo można właśnie oceniać autora jako egoistę, i Zorija ma do tego prawo, ale już styl w jaki robi zakrawa o lekkie znęcanie się (choć na forum) psychiczne smile. To jest gnębienie, bardzo dobrze zakamuflowane, ale sprytnie wychwytywane przez osoby, które miały z tym do czynienia. Moim zdaniem, stety niestety, ale Zorija została tu zdemaskowana z nieprzepracowanymi przez siebie ranami. Ona chce ukarać postać autora, tak samo jak swojego męża, ex czy inną osobę, z powodu której strasznie czuje się pokrzywdzona. Jej wypowiedzi przepełnione są krzykiem i dążą do zaczepki. Co też otrzymała smile.

Podejrzewam, że postawy będą teraz dwie: albo znowu przyzna nam rację, po czym nie wytrzyma i za chwilę znów ukąsi, albo od razu zaatakuje? smile. Mogłabym w sumie obstawić jakąś partyjkę smile. PS. Zorija, wiem, że wewnętrznie cierpisz.

Lilka, i znów o mnie???
Czym sobie zasłużyłam... na takie zainteresowanie?

Przeczytaj Lilka swój post i potem sama się zanalizuj, ok? Potrafisz? Weź przy tym pod uwagę, że ja mam pewien styl wypowiedzi - jak mnie coś drażni, to nie jestem miła. A już na pewno nie będę razem z nim płakać, tak jak Ty to zrobiłaś...
Ale też nikogo nie pouczam. A Ty tak --->> a teraz przyjrzyj się temu co napisałaś. Przeczytaj to sobie sama. I odpowiedz na pytanie --->>> czy jak się kogoś poucza, to przypadkiem samemu nie należałoby być nieskazitelnym? albo choć trochę "lepszym"?

Przeczytałaś? widzisz w swoim wpisie co nieco agresji Lileczko?? I w tym pierwszym też? Czyli tego, co właśnie mi tak zarzucasz. Bo jak nie widzisz, to problem jest głębszy...

Mnie już nie musisz dłużej Lilko diagnozować (rozumiem, że trafiłam na psychologa niechcący) - tak! cierpię, jestem strasznie pokrzywdzona, moje wypowiedzi są krzykiem rozpaczy i zostałam zdemaskowana, hihihi tongue big_smile Wyluzuj Lilka i skup się na własnych problemach, będzie lepiej dla wszystkich wink

177

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
elya napisał/a:

Marajka, a co jak ktos nie projektuje niczego na nikogo, bo niczego podobnego w swoim ex czy w swojej przeszłości nie widzi a autora ocenia jako egoistę? Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, ze juz nawet egoisty nie mozna nazwac po imieniu bo ktos wyskoczy z oskarżeniami o projekcję.

elya, w sumie Lillka juz to opisala.
Ja tez przedtem to napislam, ze tu chodzi o ladunek emocjonalny, a nie o merytoryczna strone.
Nie zawsze to, co ktos pisze, te slowa, znacza tak naprawde to, co jest przekazem w takiej wypowiedzi.
Ja w tym wypadku widzialam przede wszystkim mniej wiecej nastepujace znaczenie: "zostalam zraniona, doznalam niesprawiedliwosci i chce i wymagam, zeby mi w tym przyznano racje, zeby ktos mi potwierdzil, ze jest tak, jak ja to odczuwam". Tu nie chodzilo tak naprawde o autora i jego postepowanie, ale on jest dobrym objektem do takich skarg, bo on tego w tym zawartego oskarzenie nie potwierdzi, nie przyjmie do siebie, tak jak nie przyjmuje/nie przyjmowal ktos w zyciu Zoriji, wiec mozna to dalej robic, jak sie juz zawsze robilo - probowac uzyskac dla siebie zrozumienie tam , gdzie sie tego nie dostanie. To nazywam projekcja i uwazam, wiecej - wiem, takze z wlasnego doswiadczenia (sama kiedys to uprawialam wink ), ze to nie prowadzi do zadnych dobrych wynikow.
Mam nadzieje, ze rozumiesz o co mi chodzi.

178

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:
elya napisał/a:

Marajka, a co jak ktos nie projektuje niczego na nikogo, bo niczego podobnego w swoim ex czy w swojej przeszłości nie widzi a autora ocenia jako egoistę? Dochodzi do kuriozalnej sytuacji, ze juz nawet egoisty nie mozna nazwac po imieniu bo ktos wyskoczy z oskarżeniami o projekcję.

elya, w sumie Lillka juz to opisala.
Ja tez przedtem to napislam, ze tu chodzi o ladunek emocjonalny, a nie o merytoryczna strone.
Nie zawsze to, co ktos pisze, te slowa, znacza tak naprawde to, co jest przekazem w takiej wypowiedzi.
Ja w tym wypadku widzialam przede wszystkim mniej wiecej nastepujace znaczenie: "zostalam zraniona, doznalam niesprawiedliwosci i chce i wymagam, zeby mi w tym przyznano racje, zeby ktos mi potwierdzil, ze jest tak, jak ja to odczuwam". Tu nie chodzilo tak naprawde o autora i jego postepowanie, ale on jest dobrym objektem do takich skarg, bo on tego w tym zawartego oskarzenie nie potwierdzi, nie przyjmie do siebie, tak jak nie przyjmuje/nie przyjmowal ktos w zyciu Zoriji, wiec mozna to dalej robic, jak sie juz zawsze robilo - probowac uzyskac dla siebie zrozumienie tam , gdzie sie tego nie dostanie. To nazywam projekcja i uwazam, wiecej - wiem, takze z wlasnego doswiadczenia (sama kiedys to uprawialam wink ), ze to nie prowadzi do zadnych dobrych wynikow.
Mam nadzieje, ze rozumiesz o co mi chodzi.

Ło matko....

ile tak można?
toż ja psychologa swojego porzucę w końcu... bo już mi potrzebny nie będzie big_smile

179

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Zorija, nie musisz tego brac do siebie, jesli uwazasz, ze to nie ma z Toba nic wspolnego i ze ja tylko sobie cos konstruuje, ok?
W sumie nie musi Cie to wogole obchodzic.
Nie chce wcale twierdzic, ze jestem w tym nieomylna. A moze ja mam jakas projekcje na Ciebie?   Who knows   big_smile

180

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Dziołchy - zjechałam Autora, to fakt. Bo, w przeciwieństwie do Was uważam go za krętacza.

Dostałam za to prawie całą stronę psychoanalizy swojej osoby - w kontekście mojego byłego związku.
Odszyfrowano moją zaburzoną psychikę.
Zdemaskowano nieprzepracowane emocje.
Zanalizowano dokładnie przyczyny mojej nierównowagi emocjonalnej, którą to najpierw odkryto.

To nic, że od wielu postów tłumaczę, że TAK MYŚLĘ O AUTORZE! ŻE ZWYCZAJNIE TAK GO OCENIAM. I że mam do tego prawo.
To wszystko nic. Bo skoro Panie-lepiej-wiedzące oceniają go inaczej, to NIE OZNACZA, że różnimy się po prostu poglądami. To OZNACZA, że ja cierpię, krzyczę rozpaczą i co tam jeszcze było... big_smile
Litości.

Już nie piszcie więcej Marajko i Lilko, bo ja już stąd idę tongue Ani czytać nie zamierzam, ani dłużej nie dam się wciągać w te - jak dla mnie dziwaczne - rozważania.

181

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Coś wam się dziewczyny stało czy cóś?

Mam "weź nie pier...ol" tongue

Dajcie se siana,bo ja zaczynam czytać wątek,a Wy mnie tu rozpraszacie big_smile
No!

182 Ostatnio edytowany przez Anula70 (2016-05-18 21:52:57)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Kobietki wyluzujcie wink
Stan emocjonalny czy nie Autor w swojej głowie podjął decyzję tylko są problemy natury technicznej jak to zrobić by wyjść mimo wszystko z twarzą i nie pozostawić. po sobie zgliszczy.

Dla wiadomości obu Pań - kobiety są emocjonalne i zawsze będą tu ani religia ani ewolucja zmian nie przewiduje:D

183

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Autor chciałby zabrać głos.
Przede wszystkim dziękuję za udział w całej dyskusji, nawet zoriji która ma mnie za ostatnią świnię (pewnie ma w tym wiele racji).
Oczywiście wnioskuje to na podstawie niekompletnego opisu i sam czytając swój wątek miałem chwilami takie wrażenie o sobie - nie dziwie się jej.
Problem polega na tym że opisanie całej sytuacji, całego związku jest tutaj praktycznie nie możliwe - musiałbym napisać książkę żeby streścić te 7 wspólnych lat.
Tak się akurat złożyło że jestem emocjonalnie związany z moją jeszcze żoną i tego mi nikt nie wmówi że mi się to ubzdurało. Zarówno dla niej jak i dla mnie jest to trudna sytuacja - wchodząc w związek małżeński chcieliśmy tego oboje i założenia były inne, w praniu wyszło to inaczej. Z żoną przed ślubem nie mieszkałem - gdzieś widziałem takie aluzje. Z kawalerki korzystaliśmy oboje gdy była taka potrzeba (uczelnia itp).
Wczoraj nastąpił moment kulminacyjny gdzie po długiej rozmowie (nareszcie bez nerwów) żona usłyszała ode mnie przeprosiny - za to że doprowadziłem do tego co się dzisiaj u nas dzieje, usłyszała również że jej nie winię ponieważ chciała czegoś zupełnie naturalnego. W odpowiedzi usłyszałem że ona widziała że nie do końca jestem do tego przekonany ale sądziła że po ślubie się to wszystko dotrze. Powiedziałem jej również o tym że wyprowadzam się z domu, że chce się rozstać teraz żeby nie komplikować życia sobie nawzajem jeszcze bardziej i na tą chwilę lepiej będzie jeśli będziemy mieszkać osobno.

Co do tego egoizmu - TAK, jestem egoistą, tak jak moja żona i każdy z was. Egoizm to naturalna cecha człowieka i każdy ma ją w sobie. Matka Teresa była jedna i na razie nie widzę dla niej zastępstwa, cała reszta mniej lub bardziej myśli głównie o sobie.

184 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-05-19 07:19:08)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Kurde, tak dobrze zacząłeś powyższy post, i... zakończyłes jak zwykle. Brak autorefleksji ciąg dalszy tongue
Tak, każdy z nas jest egoistą. Wiele osób ma pewnie na sumieniu wiele grzeszków. Ale i wielu w sytuacji podobnej do Twojej uderzyłoby się w pierś i przyznało: tak, skrewiłem/-am. Cholernie.  I już nastawienie oceniających byłoby inne. Nikt Ci  pistoletu do głowy nie przestawiał,  sam, wiedząc, że to nie to, w to wszedłeś. To, że ona nie jest bez winy, Ciebie nie usprawiedliwia ani nie rozgrzesza. To nie był kolejny szczebelek w drabinie wspomnianej tu często samorealizacji. To żywa istota, która kocha, myśli,  czuje. Która miała nadzieję, że okaże się godną pokochania przez Ciebie. Każdy z nas na to liczy. Że po związaniu się z kimś stanie się dla niego najważniejszą osobą na świecie. Jej się nie udało. Jakiekolwiek ma problemy ze sobą, bo wydaje się być KKZB, należały jej się od Ciebie szczere przeprosiny, wytłumaczenie, wzięcie na siebie odpowiedzialności za stracone lata i podjęcie wreszcie męskiej decyzji. Bo tego tu nam brakowało. Niby wiesz, niby żałujesz, a tak naprawdę słabo to jarzysz. Wpływamy na kogoś swoimi decyzjami, biorąc ślub bierzemy także odpowiedzialność za nasz wpływ na życie drugiej osoby. Przykre, jeśli to jest świadomie błędna  decyzja.
Mam nadzieję,  że Twój wątek stanie się dla kogoś przestrogą,  by naprawdę odpowiedzialnie podejmować takie postanowienia. Że nie można bawić się czyimś losem i uczuciami.
I oceniając nikt nikomu nie chciał tu dokopać, tylko otworzyć oczy na niemały udział w destrukcji, bo bagatelizowanie tego było po prostu nie w porządku.

185 Ostatnio edytowany przez Elya (2016-05-19 11:14:20)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:

Co do tego egoizmu - TAK, jestem egoistą, tak jak moja żona i każdy z was. Egoizm to naturalna cecha człowieka i każdy ma ją w sobie. Matka Teresa była jedna i na razie nie widzę dla niej zastępstwa, cała reszta mniej lub bardziej myśli głównie o sobie.


Jeśli Ty stosujesz spychologię, to nie znaczy, że każdy to robi.
Wycieranie sobie gęby Matka Teresa świadczy o tym, że uczciwość, prawośc kojarzysz ze świetoszkowata staruszką, nie rozumiesz, że świetym może byc 30 latek z Polski. Znowu wyszło twoje wygodnictwo.
W tobie najbardziej drażni to, co celnie zauważyła Zorija.
Współczuje kazdemu, kto ma z toba kontakt na codzien, mówi do ciebie, że cos dobrze byłoby w sobie zmienic a twoja reakcja to dowalenie, jak narcyz. Drażnisz.

ps. Czym byłes zajęty przez te lata, że nie zauwazyłeś z kim się spotykasz? Z zamknietymi oczami na randki chodziłes czy patrzyłes na randkach w telefon? Bo nie rozumiem twojego spychologicznego tłumaczenia się. I na co nieistotnego zwracałes uwagę co nie było ani bogatym wnetrzem ani pociagajacym cię wyglądem?
To zwracałes tę uwage czy nie w końcu że coś jednak zauwazyłeś- to coś nieistotnego. Wijesz się i wijesz w swoich opowiesciach.

186 Ostatnio edytowany przez renatta (2016-05-19 17:41:53)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Energy, plus dla Ciebie ze ostatnia rozmowe z zona. Wazne jednak jest to kiedy zamierzasz sie wyprowadzic? Dobrze by po podjeciu decyzji i przekazaniu jej partnerowi, osoba odchodzaca wyprowadzila sie natychmiast. Najlepiej tego samego dnia. W Waszym zwiazku juz od dawna jest zle, terapie, rozmowy, placze. Nie przedluzaj cierpienia swojej zony. Dla Ciebie taka sytuacja  tez zdrowa ne jest. Bierz odpowiedzialnosc za swoje slowa i zachowania.

187

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Ostatni post pisałem już będąc poza domem. Zabrałem co najpotrzebniejsze rzeczy i się wyprowadziłem. Teraz to mi dopiero psycholog jest potrzebny. Natłok myśli pod tytułem "co ja wyprawiam" i do tego poczucie winy za całą sytuację. Nie tak to miało wyglądać. W sobotę szoruję na podwójną sesję.

188

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:

Ostatni post pisałem już będąc poza domem. Zabrałem co najpotrzebniejsze rzeczy i się wyprowadziłem. Teraz to mi dopiero psycholog jest potrzebny. Natłok myśli pod tytułem "co ja wyprawiam" i do tego poczucie winy za całą sytuację. Nie tak to miało wyglądać. W sobotę szoruję na podwójną sesję.

Wytrzymaj. To efekt szoku, przerwania dotychczasowej rutyny wydarzeń. Teraz będzie inaczej, trochę Ci zajmie przyzwyczajenie się i działanie w nowych okolicznościach. Miej perspektywę długofalową. Ściskam Ciebie i Twoją żonę.

189

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Energy,
Pomimo wszystkich gorzkich słów, jakie przewijały sie w tym wątku, trzymaj swoją decyzje i nie łam się!
Kontakt z żoną i jej płacz bardzo przeszkadza w ułożeniu sobie myśli w głowie. Przez tyle lat mocno musieliście się zżyć ze sobą.
Oboje musicie być szczęśliwi!. Ja dalej zbieram się z rozmową ale jestem coraz bliżej bo takie życie to nie życie - ani dla mnie ani dla niej.
Niestety swoich uczuć nie jesteśmy w stanie zaprogramować a w przypadku watpliwości ta pętla coraz bardziej się zaciska. Jestem pełen podziwu dla osób, które potrafią sobie wmówić przez całe życie, że są szczęśliwi i kochają a faktycznie tak nie jest.
Przy ewentualnym kryzysie w przyszłości ( choroba, problemy finansowe itp) Wasz związek by sie rozpadł w pył. Nie miałby cementu żeby przetrzymać trzęsienie ziemi. Wiele takich związków istnieje, pozornie szczęśliwych, ale tylko do pierwszych trudności.
Uczymy się na błędach. Przy wzięciu całej odpowiedzialności na klatę i pogodzeniu się z tym, przejdzie sie po czasie swego rodzaju katharsis - przynajmniej ja tak to widzę.

190

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

czytałam Twój wątek Autorze. Zawsze dwie strony ponoszą winę za rozpad związku. Twoja żona - bo czując, że nie chcesz tego ślubu - namawiała Cię na niego, Ty - bo się zgodziłeś na niego z wygody. Krzywdę zrobiłeś sobie i jej, podobnie jak ona sama sobie i Tobie. Popełniliście błąd - to się zdarza, trzeba iść dalej. Gratuluję odwagi smile i podziwiam za pracę nad sobą i odejście z klasą. Wziąłeś to na klatę i to się szanuje. Ułożycie sobie jeszcze życie - tego jestem pewna i Wam życzę. Cieszę się, że nie zrobiliście sobie na siłę dziecka, bo wiem co znaczy związek rodziców przymuszony (jestem dzieckiem z takiego związku). Trzymaj się decyzji i pracuj nad sobą dalej smile

191 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-06-01 18:39:13)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Energy, daj znać jak się trzymasz? Pozdrawiam.

Posty [ 131 do 191 z 191 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026