netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

190 odpowiedzi15 818 wyświetleńzałożony przez energy, 12.05.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 191 ]

66

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

No juz bez przesady, ze psycholog jest wymowka!

Swiat nie jest tylko czarny i bialy a pewne procesy potrzebuja czasu.
W koncu autor jest dopiero 2 lata po slubie, to dosc szybko, jak na zaczecie rozmyslania nad rozwodem.
Piegowata, sama przeciez napisalas, ze Ty opamietalas sie w duzo pozniejszym punkcie, niz Energy.

To, ze chodza do psychologa i probuja cos zrozumiec, jest bardzo pozytywnym aspektem i moze do tego potrzebna byla wogole ta cala historia, bo inaczej przezyliby moze cale zycie w stanie transu i umarli, nie wiedzac, ze zyli, jak zdecydowana wiekszosc mieszkancow tego globu big_smile.
Jak juz gdzies pisalam - wiekszosc ludzi wogole nigdy nie dochodzi do tego punktu, zeby zaczac sie nad soba zastanawiac, a wiekszosc z tych, ktorzy tu dojda, robia to tylko dlatego, bo nie widza innej mozliwosci zlagodzenia swoich duchowych mek.
Potrzebujemy zazwyczaj bicza, zeby robic kroki do przodu.

67

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Marajka, owszem, długo się wahałam.
Autora nie potępiam, ale widać bardzo wyraźnie, że on pragnie wyjść z destrukcyjnej dla niego sytuacji. Psycholog bardzo mu pomoże wejrzeć w siebie i z pewnością będzie to wartościowe doświadczenie, ale nie podejmie za niego żadnej decyzji.
Każdy, ale to każdy psycholog powie, że zmiany trzeba zaczynać od siebie.

68

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Piegowata masz rację,
szanuje instytucję małżeństwa (serio) dlatego nadal jestem wolna

ale czy nie zastanawia Ciebie (bo mnie tak) dobór słów jakimi energy opisuje siebie a jakimi żonę, nie chce mi się w to wierzyć
bardziej wierzę w to, że energy uważa siebie za kogoś, kto nie zrobi czegoś niewłaściwego, jak np: rozwód, czy odmowa poślubienia- i lepiej byłoby gdyby żona sobie kogoś znalazła a on z tej radości weźmie ją na ręce ( mimo żoninej nadwagi) i zaniesie ją temu facetowi
to już jest totalnie irracjonalne, albo się tak wybiela, że Ace nie jest potrzebne

69 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-05-14 19:51:37)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Excop napisał/a:
energy napisał/a:
Marajka napisał/a:

ps. ja tez kiedys bardzo sie martwilam, jak sobie moj biedny ex-maz, o ktorego troszczylam sie jak o dziecko, beze mnie poradzi.....przezyl! Znalazl nastepna, ktora sie o niego troszczyla  big_smile

Gdyby mi dzisiaj żona przyszła i powiedziała że sobie kogoś znalazła i odchodzi to bym ją chyba na rękach zaniósł temu Panu i najserdeczniejsze życzenia szczęścia złożył big_smile

No, to na co czekasz, Energy?
Znajdź jej kogoś, a potem udaj rozpacz zawiedzionego zaufania i po sprawie.
Takie gadanie, które zaserwowałeś, to zwykłe unikanie wzięcia na siebie odpowiedzialności. I tchórzostwo, niestety.

Nie zgodzę się z Tobą. On tę odpowiedzialność raczej chętnie weźmie, gdyby miał pewność,  że np.  zakochana w innym żona  z powodu jego odejścia nie  rozpaczałaby.  Nie jest to zła pobudka, nawet przejaw empatii. Nie kocha, popełnił błąd wiążąc się z nią, ale czuje się za nią odpowiedzialny i nie chce jej sprawić bólu, lub maksymalnie go zminimalizować.  Podejrzewam,  że skoro to on był prowodyrem w ich małżeństwie,  faktycznie ona może to bardzo ciężko znieść.
Ale trudno,  Autorze,  scenariusze z wybawicielem w postaci innego mężczyzny spełniają się niezwykle rzadko. Znam kilka osób modlących się, jak Ty, o taką postać, obojga płci, i żal patrzeć, jak nadal tkwią w nieszczęśliwych związkach. Widać łatwiej nam znosić byle co niż zrobić rewolucję w swoim i partnera życiu. Czasem nie jest bardzo źle, ale może być dużo lepiej. Poboli, i to nieźle,  i przestanie, a w takiej beznamiętnej stagnacji żadne z Was lekko nie będzie miało. Pomyłki się zdarzają wielu ludziom, może poza tymi, którzy niczego ze swoim życiem nie robią. Tak też można, pod warunkiem,  że właśnie to ich zadowala.
Uważam, że uczucia wobec partnera mogą się zmienić. Ale w tym przypadku  terapia albo inny środek nie działa, musiałoby się całkowicie zmienić Twoje myślenie o niej. Wierzysz, że to jeszcze możliwe?

70

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Ola_la napisał/a:

zakończ to jak najszybciej
co można więcej powiedzieć sam wiesz jaki błąd popełniłeś i jak ja skrzywdziłeś

cofam te słowa w świetle tego co napisałeś później
jeśli już podejmujesz decyzje o rozwodzie to powiedz to uczciwie a nie znowu zasłaniasz się zona i marzysz o tym żeby to ona sobie kogoś znalazła i znów za ciebie wzięła odpowiedzialność za twoje życie
a mógłbyś choć raz zachować się jak prawdziwy mężczyzna tylko ze to takie proste nie jest prawda?
i na 100 % jest już ktoś na trzeci na horyzoncie bo wiadomo ze i kolejne lata byłbyś z zona bo tak ci wygodnie

71 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-05-14 20:08:50)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Jesli chodzi o chemie i przyciaganie fizyczne, to jak tego nigdy naprawde nie bylo, to ja nie sadze, ze tu sie cokolwiek moze zmienic, do tego po 8 latach zwiazku. Na to bym nie liczyla.
Nie chce tego do konca wykluczac, moze istnieja takie wypadki, ale prawde powiedziawszy nikogo takiego nie znam, a zajmowalam sie tym tematem.
Moje wlasne doswiadczenia mowia to samo. Mozna odnowic przyciaganie, ktore kiedys bylo, ale jak nic nie ma, to klops! Z pustego nic sie nie naleje.
Dla mnie wyglada sprawa tak, ze widocznie ciala maja wlasna inteligencje i logike i rzeczywiscie musi byc jakas chemiczna zgodnosc, zeby byl i pociag do siebie.

I tak, tu rzeczywiscie chodzi tez o to, ze Energy musi przejac odpowiedzialnosc nie za zone i jej dalsze zycie, tylko za wlasna decyzje, jesli sie na to zdecyduje i za jej konsekwencje.
Jedna z konsekwencji bedzie na przyklad to, ze moze bedzie mial poczucie winy.
Powiem z doswiadczenia, ze to nie jest latwa sprawa dla kogos, kto jest na taki schemat ukondycjonowany, jak powyzej powiedziane, bo trzeba zrezygnowac z tego wlasnego obrazu jako szlachetnego opiekuna.
Ja tez potrzebowalam czasu i byl taki okres, ze sama lapalam sie na tym, ze szukam wad u meza, ktore usprawiedliwilyby moje odejscie. To byloby pozornie latwiejsze wyjscie. Jak sobie naprawde zdalam z tego sprawe, ze to robie, to wtedy juz wiedzialam, ze to nie jest to.
Nie robi sie wtedy tego wlasciwego kroku, tego przejecia odpowiedzialnosci we wlasciwym punkcie, ktore jest dla siebie samego uzdrowieniem.
Chodzi tu o poprzesuwanie na swoje wlasciwe miejsca tych obszarow naszego zycia, za ktore jestesmy naprawde odpowiedzialni - za swoje decyzje, niezaleznie od tego, jacy sa ci inni i czy uwazamy, ze daja nam jakies powody do tych decyzji czy nie.
Ale ludzie  - to jest naprawde proces i do tych wnioskow trzeba dojsc w glebi siebie samego, zeby moc zrobic to wszystko swiadomie, bo inaczej moze sie to zrobi zaraz i szybciutko, ale bez glebszego zrozumienia, tylko zeby szybciej to zakonczyc i nie musiec sie tym zajmowac.
Nie, to nie o to chodzi w osobisty rozwoju.

72

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Dziekuję wam za zaangażowanie. Za słowa zrozumienia i za te które mają mnie postawić do pionu. Ten tydzień to jest już jakaś masakra. Myśli nad którymi nijak nie potrafię zapanować prowadzące do bólu głowy. Dzisiaj przespałem 3/4 dnia i jest nieco lepiej. Będąc szczery sam przed sobą (i przed wami): chcę to zakończyć i ten proces już ruszył. Rozmawiamy o tym, nie chcę jej wiecznie za nos wodzić i chcę znów czuć się dobrze tak jak dawniej przed ślubem. Nie jest też tak że ja po 2 latach wesołego życia w małżeństwie stwierdziłem nagle że to nie to. Pierwsze takie myśli pojawiły się już na przyjęciu weselnym. Na dwa miesiące udało mi się to wszystko odepchnąć od siebie - stwierdziłem że może to stres czy coś w tym stylu. Ale po dwóch miesiącach to myślenie o nas wróciło i tak szarpię się z tym od ponad roku. Na początku sądziłem że to przejściowe, że minie z czasem. Ale nie mija. I tak czuję że nadszedł kulminacyjny moment. Najgorsze w tym wszystkim jest to uczucie "zamotania", niepewności, rozchwiania. Takie wrażenie braku kontroli nad własnym rozumem i życiem. Psycholog twierdzi że to nie jest nic złego i świadczy o tym że robię postępy. Zaczynam powoli odnajdywać samego siebie. Chciałbym bardzo żeby to dało się załatwić w jeden dzień. Ale to wszystko trwa dłużej. To nie jest kwestia męskich decyzji - do takich jestem zdolny. To problem który tkwi gdzieś głębiej we mnie i do chwili w której sam się ze sobą nie uporam nie wyobrażam sobie by mógł być ktoś trzeci czwarty czy piąty jak to zostało tu zasugerowane. Nie chcę nikogo więcej krzywdzić.
Psycholog nie jest wymówką - autentycznie zaangażowałem się w swoją terapię co potwierdzają chociażby słowa psychologa który stwierdził że dzięki temu jaki jestem, dzięki mojej otwartości udało się w tak krótkim czasie przejść do głębszych obszarów mojej psychiki. Ufam mu i wiem że autentycznie chce pomóc zarówno mi jak i żonie przejść przez to co się aktualnie u nas dzieje.
Co do wiary w możliwość zmiany mojego nastawienia do niej - nie mam jej już na dzień dzisiejszy. Zwyczajnie czuję że to "nie to" i popełniłem największy błąd w życiu doprowadzając do tej sytuacji jaka jest dzisiaj.

Marajka - to co piszesz trafia do mnie najlepiej. Nie czuję się amebą czy czym tam sobie Panie życzą. Widzę tylko do czego doprowadziłem swoimi działaniami lub ich brakiem i czuję że teraz jest czas na to żeby to wszystko doprowadzić do pionu. Czasu nie cofnę i już raczej prawdziwym samcem alfa nie zostanę. Także NiobeXXX - możesz czuć się bezpiecznie, na mnie raczej nie trafisz a nawet jeśli, nie będę pasował do twojego wyobrażenia o prawdziwym mężczyźnie z jajami do kolan i ego wybujałym do niebotycznych rozmiarów.

73

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Wiesz, Energy, czasami nie ma innego wyjścia, tylko wziąć wszystko na klatę.
Mnie też byłoby o wiele łatwiej, gdyby mój mąż był dziś szczęśliwy. Byłoby mi łatwiej zostać porzuconą i cierpieć bez wyrzutów sumienia . Wiem jednak, że moja decyzja była najmniejszym złem.
Czasem trzeba wybaczyć sobie błędy i wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość.

74 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2016-05-15 01:52:04)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Niobe, mimo wszystko rozumiem wahania Energy'ego. Wątpliwości i rozterek tylko krowa nie miewa.

75

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

a ja sobie myślę, że jeżeli nie zaczniemy uczyć w szkole już od najmłodszych lat jakiegoś wychowania do życia z innymi ludźmi, do rozumienia siebie, do życia w związku, w rodzinie... to zawsze będą takie dramaty życiowe. ZAWSZE.
Uczymy się jakiejś fizyki (przez tyyyle lat!), jakiś takich szczegółów matematycznych, o których nie pamiętamy już po odebraniu świadectwa, a nikt nie zrobi nam wstępu do życia. Nikt nie nauczy rozpoznawania własnych potrzeb i nie-potrzeb. Nikt nie każe powtarzać jak mantrę, byśmy nie żyli wbrew sobie, bo to nie wyjdzie, bo za zasadę "jakoś to będzie" i "zmieni się po ślubie" i "nam nigdy się to nie zdarzy" dostaniemy pałę od życia i zagrożenie przejścia do "następnej klasy".
Widzicie to? Kurcze serio szkoda, że tak późno się tego uczymy i to tylko i wyłącznie na naszych błędach, bo ani nauczyciele, ani rodzice takiej wiedzy nam nie przekazują. I trzeba chodzić na terapie, pisać na forum, przelewać może łez, narażać organizm przez ogromne stresy i emocje...

Autorze wybacz za taki mój pseudo-wywód.
Życzę Ci być umiał swojemu przyszłemu dziecku mądrze przekazać wiedzę płynącą z Twoich błędów i doświadczeń i rozmów z psychologiem. By dobrze żyło.

76

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:

Dziekuję wam za zaangażowanie. Za słowa zrozumienia i za te które mają mnie postawić do pionu. Ten tydzień to jest już jakaś masakra. Myśli nad którymi nijak nie potrafię zapanować prowadzące do bólu głowy. Dzisiaj przespałem 3/4 dnia i jest nieco lepiej. Będąc szczery sam przed sobą (i przed wami): chcę to zakończyć i ten proces już ruszył. Rozmawiamy o tym, nie chcę jej wiecznie za nos wodzić i chcę znów czuć się dobrze tak jak dawniej przed ślubem. Nie jest też tak że ja po 2 latach wesołego życia w małżeństwie stwierdziłem nagle że to nie to. Pierwsze takie myśli pojawiły się już na przyjęciu weselnym. Na dwa miesiące udało mi się to wszystko odepchnąć od siebie - stwierdziłem że może to stres czy coś w tym stylu. Ale po dwóch miesiącach to myślenie o nas wróciło i tak szarpię się z tym od ponad roku. Na początku sądziłem że to przejściowe, że minie z czasem. Ale nie mija. I tak czuję że nadszedł kulminacyjny moment. Najgorsze w tym wszystkim jest to uczucie "zamotania", niepewności, rozchwiania. Takie wrażenie braku kontroli nad własnym rozumem i życiem. Psycholog twierdzi że to nie jest nic złego i świadczy o tym że robię postępy. Zaczynam powoli odnajdywać samego siebie. Chciałbym bardzo żeby to dało się załatwić w jeden dzień. Ale to wszystko trwa dłużej. To nie jest kwestia męskich decyzji - do takich jestem zdolny. To problem który tkwi gdzieś głębiej we mnie i do chwili w której sam się ze sobą nie uporam nie wyobrażam sobie by mógł być ktoś trzeci czwarty czy piąty jak to zostało tu zasugerowane. Nie chcę nikogo więcej krzywdzić.
Psycholog nie jest wymówką - autentycznie zaangażowałem się w swoją terapię co potwierdzają chociażby słowa psychologa który stwierdził że dzięki temu jaki jestem, dzięki mojej otwartości udało się w tak krótkim czasie przejść do głębszych obszarów mojej psychiki. Ufam mu i wiem że autentycznie chce pomóc zarówno mi jak i żonie przejść przez to co się aktualnie u nas dzieje.
Co do wiary w możliwość zmiany mojego nastawienia do niej - nie mam jej już na dzień dzisiejszy. Zwyczajnie czuję że to "nie to" i popełniłem największy błąd w życiu doprowadzając do tej sytuacji jaka jest dzisiaj.

Marajka - to co piszesz trafia do mnie najlepiej. Nie czuję się amebą czy czym tam sobie Panie życzą. Widzę tylko do czego doprowadziłem swoimi działaniami lub ich brakiem i czuję że teraz jest czas na to żeby to wszystko doprowadzić do pionu. Czasu nie cofnę i już raczej prawdziwym samcem alfa nie zostanę. Także NiobeXXX - możesz czuć się bezpiecznie, na mnie raczej nie trafisz a nawet jeśli, nie będę pasował do twojego wyobrażenia o prawdziwym mężczyźnie z jajami do kolan i ego wybujałym do niebotycznych rozmiarów.


energy, ja napisałam o osobach z jajami i mam na myśli obie płcie, bo jak napisała Piegowata, życie czasem od nas wymaga "brania na klatę" a z wybujałe męskie ega widzę codziennie- to  niezbyt zachęcające smile wiec dzięki za życzenia, ale nie przyjmuje ich
wiem, że psycholog nie jest wymówką, tez byłam na terapii i praca nad sobą to nie przyjmowanie antybiotyków i na efekty trzeba czasu
ale w twojej sytuacji nie można zbyt przeciągać- sam już to wiesz, nie musisz byc szczery z nami, bądź szczery sam ze sobą, nie unikaj "niemyślenia o swoich działaniach", bo już wiesz, gdzie to może zaprowadzić

powodzenia ci życzę , to wszystko

77

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Piegowata'76 napisał/a:

Niobe, mimo wszystko rozumiem wahania Energy'ego. Wątpliwości i rozterek tylko krowa nie miewa.

tego nikt nie kwestionuje, wiem jak cieżko jest zakończyć związek, ale jeśli ja bym tego nie zrobiła, nadal tkwiłabym w tym układzie i zatruwała siebie, ja nasze rozstanie odchorowałam, nie on,
on nie miał jaj by skończyć, ale robił sporo bym to ja zakończyła- dlatego tak nie lubie takich mężczyzn
szarpałam się, do tego doszły histeryczne lęki pod tytułem "już zawszę będe sama"

78 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2016-05-15 14:24:33)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Oj, Niobe, znam to! Też jestem tą niegodziwą, która porzuciła i śmiem twierdzić, że jest to o wiele trudniejsze niż bycie porzuconą. Trzeba się zmierzyć z wyrzutami sumienia, ze świadomością, że nie tylko ja cierpię, ale też cierpienie zadałam. Jednak ropiejący wrzód trzeba czasem przeciąć, inaczej całe życie będzie się jątrzył.
Samotność też nie była łatwa do oswojenia.

79

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
O'kruszynka napisał/a:

a ja sobie myślę, że jeżeli nie zaczniemy uczyć w szkole już od najmłodszych lat jakiegoś wychowania do życia z innymi ludźmi, do rozumienia siebie, do życia w związku, w rodzinie... to zawsze będą takie dramaty życiowe. ZAWSZE.
Uczymy się jakiejś fizyki (przez tyyyle lat!), jakiś takich szczegółów matematycznych, o których nie pamiętamy już po odebraniu świadectwa, a nikt nie zrobi nam wstępu do życia. Nikt nie nauczy rozpoznawania własnych potrzeb i nie-potrzeb. Nikt nie każe powtarzać jak mantrę, byśmy nie żyli wbrew sobie, bo to nie wyjdzie, bo za zasadę "jakoś to będzie" i "zmieni się po ślubie" i "nam nigdy się to nie zdarzy" dostaniemy pałę od życia i zagrożenie przejścia do "następnej klasy".
Widzicie to? Kurcze serio szkoda, że tak późno się tego uczymy i to tylko i wyłącznie na naszych błędach, bo ani nauczyciele, ani rodzice takiej wiedzy nam nie przekazują. I trzeba chodzić na terapie, pisać na forum, przelewać może łez, narażać organizm przez ogromne stresy i emocje...

Autorze wybacz za taki mój pseudo-wywód.
Życzę Ci być umiał swojemu przyszłemu dziecku mądrze przekazać wiedzę płynącą z Twoich błędów i doświadczeń i rozmów z psychologiem. By dobrze żyło.

O'kruszynko, jakze ja sie do tego Twojego zdania przychylam!!!
Nie wiemy nic o zyciu i jego prawach! Nikt nas tego nie uczy.
O ilez lepszy bylby ten swiat, gdy by zamiast prawic nam moraly, uczono nas tego, jak powinny byc naprawde ksztaltowane stosunki miedzyludzkie, jakie prawa rzadza naszymi wlasnymi zachowaniami i nasza natura i jak mozna je samemu kszaltowac.
Nikt nie musialby walczyc z innymi o swoje szczescie, bo bylby w tym niezalezny. Nasze szczescie lezy w kontakcie z soba samym i w rozumieniu sie samemu.
Ilez to daje pokoju!
Niestety, cala struktura spoleczenstw, jakie znamy, zupelnie nie jest na tym oparta i nie wiem, ile pokolen jeszcze bedzie to trwac, zanim nastapi ogolna zmiana mentalnosci.
Ale przynajmniej ci, ktorzy zaczeli wiecej z tego rozumiec, powinni konsekwentnie zyc wobec tego i przekazywac inne postawy swoim dzieciom od najwczesniejszego dziecinstwa. Dzieciom nie trzeba tlumaczyc, one maja jeszcze nie zepsute instynkty i zawsze wybiora to, to pasuje do ich natury. I przekaza to dalej.

Energy, trzymam kciuki, jest jak jest, wazne, ze rozpoznajesz teraz coraz bardziej ta sytuacje.
Nie ma sobie co robic wyrzutow, to sytuacji nie poprawi, co najwyzej pogorszy Twoje samopoczucie i zdolnosc jasnej oceny. To nie byly zadne bledy, tylko nieswiadomosc. Gdybys od razu wiedzial lepiej, to i taka sytuacja by nie zaistniala.
Oczywiscie, ze wlasne dzialania lub ich brak, niewazne czy swiadome czy nie,  maja konsekwencje - zawsze tak jest, tak jest urzadzony nasz swiat.
Ale i tak nie masz jeszcze tak pogmatwanej sytuacji zyciowej, jak wiele innych, o ktorych mozna tu poczytac. To swiadczy wlasciwie o tym, ze az tak zle z Toba nie jest, jesli chodzi o nieswiadome sily kierujace naszymi zachowaniami.
U Ciebie to wiecej sprawa wewnatrz siebie, wiec masz to bardziej w reku, na ile poturbowany z tego wyjdziesz.
Ja twierdze, ze pewnych rzeczy nie mozna sie inaczej nauczyc, niz poprzez doswiadczenie, a wiec i takie sytuacje sa potrzebne.

Piegowata ma racje - ja tez uwazam, ze trudniej byc tym niegodziwym, ktory rzuca (o ile ma sie pewna doze swiadomosci i empatii), niz bycie porzuconym.
Wiec zeby zrobic to tak, zeby nie zwalac winy na ta druga strone i nie majac pomocy w postaci tej/tego trzeciego, tylko podejmujac samoodpowiedzialna decyzje, potrzeba wbrew pozorom duzej sily!
Wiem, co pisze, bylam w obydwu sytuacjach i z kazdej wygrzebywalam sie mniej wiecej tyle samo czasu. Ale jako porzucona nie musialam oskarzac sie sama siebie, tylko moglam byc slusznie oburzona na niemoralnosc tej drugiej strony. To bylo naprawde latwiejsze. wink

80

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Dzisiaj długo zastanawiałem się co dalej zrobić. W końcu podczas rozmowy z żoną zapytałem się czemu ona to wszystko znosi, w imię czego? Odparła po chwili że to dla tego że mnie kocha a miłość wszystko przetrzyma. Te słowa zadziałały na mnie jak nigdy wcześniej żadne inne. Zrozumiałem że ja nie odwzajemnię jej uczuć w takim stopniu na jaki zwyczajnie zasługuje. W takiej sytuacji możemy się co najwyżej unieszczęśliwiać dalej bo jak ona może być szczęśliwa pragnąc dziecka i kochającej rodziny a widząc mnie wycofanego i nieobecnego w tym wszystkim. I jak mogę być szczęśliwy ja będąc przy osobie która jest dla mnie towarzyszem w codzienności, nie partnerką, nie miłością mojego życia, nie kochanką. Szkoda tego czasu ale też wiele się w tym czasie nauczyłem i nie uważam żebyśmy go zmarnowali. Prawie 5 lat zajęło mi dojście do tego wszystkiego. 5lat zanim zrozumiałem że powielam związek rodziców i większości par z mojego otoczenia gdzie ludzie są dla siebie głównie towarzyszami, wspólnikami. Teraz widzę wyraźnie że to nie o to tutaj chodzi. Albo NIE TYLKO o to. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, ciężko to idzie. Wiele lat, wiele przemilczanych tematów. Wiele problemów zamiecionych pod dywan (przez te 8 lat razem nigdy się nie pokłóciliśmy, sądziłem że to dobry znak, teraz widzę jak to było naiwne). Przyszedł czas na to żeby to wszystko wyprostować, wyjaśnić sobie te kwestie. Trudne dni przed nami, trudne tygodnie. Chcę żeby zrozumiała że zależy mi na tym żeby była szczęśliwa. Ze mną niestety nie będzie. Pozwolę sobie pisać w tym wątku gdy poczuję taką potrzebę. Psycholog, psychologiem ale ludzie z podobnymi doświadczeniami to zupełnie coś innego. Jesteście ważniejsi niż wam się wydaje:) Dziękuję za to że opisujecie mi swoją rzeczywistość, swoje doświadczenia. Nie ze wszystkimi się zgadzam ale poznanie "innego świata" sprawia że powoli dociera do mnie że można to wszystko przetrwać.

81

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Tak czytam i czytam ten temat i jesteś (czy byłeś) strasznie nieasertywną osobą. Powiedź jeszcze, że to obecna żona była głównym inicjatorem waszego związku. Jakoś trudno skomentować mi to, że cieszyłbyś się gdyby sobie kogoś znalazła bo wtedy zostałbyś uwolniony od tego związku. Z jednej strony piszesz, że twoja żona jest dobrą osobą, z drugiej mam wrażenie że jej nie akceptujesz i uważasz się za kogoś lepszego. Bo ma nadwagę, bo sobie nie poradzi ponieważ jest mało towarzyska, bo nie spełnia swoich celów mimo że ty ją w tym wspierasz, bo ty zadbałeś o to aby miała pracę i poznawała nowych ludzi itd. Czytając to można odnieść wrażenie, że twoja żona to nieambitna i nieporadna osoba, którą Ty musisz się zajmować (albo masz takie mniemanie że musisz). Przez tyle lat biernie trwałeś w związku bo tak wyszło, a teraz gdy polepszyłeś swoją "wartość" (miedzy wierszami można wyczytać, że zacząłeś dbać o siebie, lepiej się ubierać) to czujesz że zasługujesz na kogoś lepszego. Teraz sobie dorabiasz filozofie, że ten związek od początku i tak był bez sensu.
Jeżeli dla Ciebie powodem do brania rozwodu jest to, że Twoją jedyną partnerką seksualną w życiu będzie kobieta która w sumie jest dla Ciebie nieatrakcyjna to po prostu zrób to. Nie zdziw się potem gdy jakaś panienka kopie Cię w tyłek. Oczywiście pożądanie jest ważne, ale trzeba jeszcze umieć żyć razem ze sobą.
Nie traktuj tego jako ataku. Po prostu jak chcesz rozwodu to powiedz o tym swojej żonie, a nie czekaj aż ona stwierdzi że to bez sensu.

82 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-16 13:21:24)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Nekuro napisał/a:

Jeżeli dla Ciebie powodem do brania rozwodu jest to, że Twoją jedyną partnerką seksualną w życiu będzie kobieta która w sumie jest dla Ciebie nieatrakcyjna to po prostu zrób to. Nie zdziw się potem gdy jakaś panienka kopie Cię w tyłek. Oczywiście pożądanie jest ważne, ale trzeba jeszcze umieć żyć razem ze sobą.
Nie traktuj tego jako ataku. Po prostu jak chcesz rozwodu to powiedz o tym swojej żonie, a nie czekaj aż ona stwierdzi że to bez sensu.

Czy sam seks jest jedynym powodem do wzięcia rozwodu? Ehh.. Gdyby tak było że seks to nr.1 dla mnie zwyczajnie spróbował bym się złamać i zorganizować sobie coś "na boku" najlepiej za obopólną zgodą i bez ukrywania tego przed sobą. Jeśli dla kogoś te słowa to już szczyt wszystkiego - trudno, ale tak tą sprawę widzę. Zawsze można też spróbować coś wspólnie zadziałać w tym temacie, jest wiele sposobów jak poradzić sobie z seksem w związku aby potrzeby fizyczne były zaspokojone. Tu jest głębszy problem.

I nie zdziwiłbym się gdyby "jakaś panienka kopneła mnie w tyłek" - w sumie zasługuje na to i nawet bym do niej żalu o to nie miał. Czy ja się zatem nadaję do jakiegokolwiek poważnego związku? Zaczynam mieć coraz większe wątpliwości. Nie rozumiem też stwierdzeń typu "na stare lata nie będzie ci komu herbaty podać.." - próbuję zrozumieć takich ludzi ale nijak mi to nie wychodzi. Na to co ludzie wspólnie pracują przez pół życia ja już mam, domem potrafię się sam zająć, szczerych rozmów z żoną również brak - nie bardzo mogę bo ona nie akceptuje mojego podejścia do życia. I tak sobie trwamy obok siebie wymieniając codzienne grzeczności a trudne tematy pomijając jak się tylko da. No ja tego niestety zaakceptować nie potrafię.

83 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-05-16 14:32:04)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Energy, nie zaczynaj lepiej z konstruawaniem takich mysli, ze "zaslugujesz na to, zeby jakas panienka kopnela Cie w tylek", lub, ze nie nadajesz sie do jakichkolwiek powaznych zwiazkow.
To co wiekszosc uwaza za "powazne zwiazki", to jest to, co Ty masz.
Innym moze to pasowac i byc dla nich najwyzszym celem.
Tobie to nie pasuje. To, ze wiekszosc tak zyje, nie znaczy absolutnie, ze i Ty tak musisz i ze cos innego jest zle.
A co jesli wiekszosc nie ma racji i takie "powazne zwiazki" niekoniecznie zapewniaja absolutne szczescie?
Probowales sie dopasowac do tego swiata i jego standartow, ale to nie jest jest Twoj swiat. Jesli dalej bedziesz to probowac, to zniszczysz siebie samego. Juz nawet zaczynasz takimi stwierdzeniami, ze zaslugujesz na to czy owamto.
Wiesz, w niektorych krajach kamieniuja ludzi za cudzolostwo, bo "przeciez na to zasluzyli" wedlug wyobrazen tych samozwanczych sedziow.
Nie badz takim sedzia dla siebie samego. Kazdy ma prawo do szczescia, takze i Ty.
I kazdy jest kowalem swego losu, takze i Twoja zona.

Dlaczego wlasciwie uzurpujemy sobie, ze to my robimy innych szczesliwymi lub nie? Jestesmy takimi bogami, ktorzy maja taka wladze nad innymi ludzmi?
Ja dzis, z moim obecnym doswiadczeniem, stanowczo odrzucam wszelkie oferty przejmowania odpowiedzialnosci za szczescie innych. To nie moja dzialka. Ja moge tylko oferowac pomoc w zrozumieniu wlasnych potrzeb i podsunac znane mi metody, jak je samemu zaspokajac.
Na zasadzie "pomoz mi zrobic to samemu". Tak tez wychowywalam moje dzieci.
Nie chce miec zadnej wladzy emocjonalnej nad innymi, bo to sie ZAWSZE msci.

84 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-16 14:36:04)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Energy, nie zaczynaj lepiej z konstruawaniem takich mysli, ze "zaslugujesz na to, zeby jakas panienka kopnela Cie w tylek", lub, ze nie nadajesz sie do jakichkolwiek powaznych zwiazkow.
To co wiekszosc uwaza za "powazne zwiazki", to jest to, co Ty masz.
Innym moze to pasowac i byc dla nich najwyzszym celem.
Tobie to nie pasuje. To, ze wiekszosc tak zyje, nie znaczy absolutnie, ze i Ty tak musisz i ze cos innego jest zle.
A co jesli wiekszosc nie ma racji i takie "powazne zwiazki" niekoniecznie zapewniaja absolutne szczescie?
Probowales sie dopasowac do tego swiata i jego standartow, ale to nie jest jest Twoj swiat. Jesli dalej bedziesz to probowac, to zniszczysz siebie samego. Juz nawet zaczynasz takimi stwierdzeniami, ze zaslugujesz na to czy owamto.
Wiesz, w niektorych krajach kamieniuja ludzi za cudzolostwo, bo "przeciez na to zasluzyli" wedlug wyobrazem tych samozwanczych sedziow.
Nie badz takim sedzia dla siebie samego. Kazdy ma prawo do szczescia, takze i Ty.
I kazdy jest kowalem swego losu, takze i Twoja zona.

Gdy przeczytałem to co wyżej napisałaś jakbym usłyszał mojego psychologa. Dokładnie ten sam przekaz. Te same słowa. I najgorsze jest w tym że dałem sobie wmówić że życie ma tak wyglądać jak u wszystkich. Ale moje jest inne - jest niezwykłe i niepowtarzalne i najważniejsze - jest moje. Mam prawo do tego aby iść przez życie wedle własnej ścieżki i nie muszę błagać ludzi o akceptację swoich poglądów. Nie chcę nikomu więcej krzywdy wyrządzać sobą ale też nie będę szczęśliwy łamiąc samego siebie tylko po to żeby dopasować się do otoczenia. Nad tym aktualnie pracuję na psychoterapii - nad akceptacją swojej odmienności i odrzuceniem schematów nałożonych w domu rodzinnym i przez otoczenie.

85 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-16 14:41:28)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Marajka - przywracasz mi wiarę w to że jeszcze będzie dobrze. Że jeszcze gdzieś w tym wszystkim samego siebie odnajdę. Aż się wzruszyłem smile
Tak zdarza mi się czasem że poleci kilka łez. Nie wstydzę się tego.
Twój ostatni wpis pozwolę sobie wydrukować i zabiorę na najbliższą sesję do psychologa:)

86

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Energy, bedzie dobrze! Masz jeszcze kupe lat przed soba. smile
Masz dobrego psychologa i poza tym, ze musisz sie uporac sam z soba, zadnych dodatkowych klopotow.
To, co ja pisze, nie jest z ksiazek, tylko z wlasnego doswiadczenia, pewnie dlatego do Ciebie trafia, ciesze sie. Im wiecej szczesliwych i wolnych ludzi na tym swiecie, tym lepszy on jest. smile

Tak sie zastanowilam jeszcze nad tym tutaj:

....W końcu podczas rozmowy z żoną zapytałem się czemu ona to wszystko znosi, w imię czego? Odparła po chwili że to dla tego że mnie kocha a miłość wszystko przetrzyma. Te słowa zadziałały na mnie jak nigdy wcześniej żadne inne. Zrozumiałem że ja nie odwzajemnię jej uczuć w takim stopniu na jaki zwyczajnie zasługuje. W takiej sytuacji możemy się co najwyżej unieszczęśliwiać dalej bo jak ona może być szczęśliwa pragnąc dziecka i kochającej rodziny a widząc mnie wycofanego i nieobecnego w tym wszystkim. I jak mogę być szczęśliwy ja będąc przy osobie która jest dla mnie towarzyszem w codzienności, nie partnerką, nie miłością mojego życia, nie kochanką.

Ona Cie kocha i dlatego sie tak meczy z Toba?
Wiesz, ja mam zupelnie inne pojecie milosci. Inne niz to, ktore ma na ten temat wiekszosc otaczajacego mnie swiata. I tez bardzo dlugo nie wiedzialam, co jest ze mna nie w porzadku. A potem okazalo sie, ze ze mna wszystko ok, tylko inni maja inny model, ktory jednak nie wydaje sie prowadzic ich do szczescia.

Z milosci sie nie cierpi, to radosc. Do milosci nalezy to, ze dba sie takze i o to, zeby samemu czuc sie dobrze, bo tylko wtedy mozna innym cos z tego dac.
Spora ilosc ludzi myli swoje wlasne potrzeby emocjonalne z miloscia. Ba, uwaza sie, ze jesli nie teskni sie na przyklad za ukochanym, to znaczy, ze sie tak naprawde nie kocha. Co za bzdura! Milosc jest we wlasnym sercu, a te ma sie zawsze przy sobie wink
Milosc nie jest zadna potrzeba do zaspokojenia, tylko stanem, w ktorym raczej ma sie potrzebe dawac innym, dzielic sie wlasna radoscia. To nie jest stan, w ktorym sie czegos potrzebuje!
Zazwyczaj te rzeczy sa w nas pomieszane i dlatego ja u siebie zawsze staram sie rozrozniac, co jest miloscia, a co emocja, bo to ulatwia podejmowanie wlasciwych decyzji. Czasem jest tak, ze milosc kaze nam podejmowac decyzje, ktore poruszaja w nas jakies stare bolace miejsca i dlatego uwaza sie, ze milosc moze byc cierpieniem. Ale przy dokladnym rozroznieniu tak nie jest. Cierpienie to brak milosci, to stare rany, kiedy jej nie bylo, albo nowe, gdy jej nie ma.

Twoja zona nie dba ani o to, zeby sama czula sie dobrze, bo oszukuje sie caly czas i probuje zyc z okruchow, ani nie dba o to, zebys Ty sie dobrze czul, bo Cie nie puszcza. Gdzie tu jest milosc?
Ty sie zastanawiasz nad jej szczesciem, nie chcesz, zeby przez Ciebie cierpiala, a czy ona zastanawia sie nad tym samym? Zebys Ty przez nia nie cierpial?
Wyglada na to, ze raczej nie!
To nie jest zadna milosc, ona Cie potrzebuje, to jest emocjonalna zaleznosc! To ona potrzebuje milosci, a nie sama kocha, jest jak dziecko, ktore sie trzyma kurczowo tatusia, bo on moze jednak ja kiedys pokocha. Ona ma tutaj swoj wlasny problem, ktorego z cala pewnoscia nie rozwiaze, zyjac w stanie jak teraz, w stanie ciaglego niedosytu i glodu.
Takie rozpaczliwe pragnienie dziecka moze byc tez znakiem tego, ze dziecko jest dla Twojej zony rodzajem rekompensaty. Dzieci kochaja rodzicow bezwarunkowa miloscia, wiec rodzice tu moga cos dostac, czego nie dostaja gdzie indziej. Ale czy to powinna byc rola dziecka, zaspokajac emocjonalne potrzeby swoich rodzicow? To jest emocjonalne wykorzystywanie i byc moze, ze Ty podswiadomie to wiesz i to bylo tez powodem, ze trafilo to u Ciebie na zdecydowany opor.
U Ciebie wyglada to na to, ze Ty tez byles emocjonalnie wykorzystywany, ze celem Twojej egzystencji bylo zaspokajanie potrzeb innych. No zreszta o tej czesci z opieka nad rodzenstwem pisales. Zona jest przeciwienstwem, wiec pasujecie z tymi swoimi skrzywieniami do siebie.
Pary czesto sie tak dobieraja i graja swoje zyciowe role tak, jak zawsze juz to robily.
Tyle, ze zonie ta rola pasuje, ale Tobie nie, chcesz z niej wyjsc.
Z Was dwojga to Ty jestes moim zdaniem blizej milosci, niz ona.

Ale zadne z Was nie jest w tym ukladzie szczesliwe, a wiec zapomnij o tym, ze tu chodzi o jej milosc i te wszystkie rozwazania, czy jestes tego warty czy nie. Takich uczuc lepiej nie odwzajemniac, w najlepszym wypadku prowadzi to do symbiozy, czyli maksymalnej wzajemnej zaleznosci. Sa tacy, dla ktorych jest to ok, ale Ty do nich nie nalezysz, masz w sobie za duzo samodzielnosci i dazenia do wolnosci.
Nikomu nie robi sie przyslugi, zostajac w takim ukladzie. Dwie zmarnowane szanse na dobre zycie.
Dlatego dobrze, ze dajesz choc sobie szanse. Takze i ona ja dostanie, jesli sie rozstaniecie, a czy wykorzysta, to juz nie od Ciebie zalezy.
Ty jej nie mozesz dac tego, co ona chce, wiec taki uklad to tylko mordega. Aktem milosci jest tu taki stan zakonczyc.
Chyba, ze zdarzylby sie cud i nagle rozkwitla milosc, ale to wydaje sie byc dosc nieprawdopodobnym scenariuszem. Zona potrzebowalaby wiele pracy nad soba, tu absolutnie nie wystarcza tylko Twoje starania.

87 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-16 19:42:22)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Autorze, a ja bym Ciebie tak nie usprawiedliwiała...
Co to znaczy, że wszedłeś w związek nie kochając? bez uczuć, z poczucia obowiązku? biedny, pogubiony, źle funkcjonujący misio, wykorzystywany najpierw przez rodzinę a potem przez niedobrą (co za suka) kobietę, która Cię usidliła, zniewoliła i wykorzystała bez Twojej woli i chęci...
Nie Ty jeden miałes trudne dzieciństwo. Tym można wiele tłumaczyć, ale nie krzywdę wyrządzaną innym.
Ile miałeś lat gdy z nią się wiązałeś? 12-naście? czy też bardzo mały rozumek?

Prawda jest taka, że zranisz tą kobietę okrutnie. Już ją ranisz, ale Twoje definitywne odejście może ją prawie zabić. I nie zmienisz tego tak się tutaj w kólko usprawiedliwiając i szukając wybawienia.
Czy ona Cię nie kocha? A dokładniej - czy nie kocha Cię "tak jak trzeba"? Że niby nie wie, co to jest prawdziwa miłość? Gorszych bzdur nie słyszałam. Przepraszam - ale dla mnie to zwyczajne pierdol...nie na antenie...

Moja rada - odejdź, bo i tak nic z tego nie będzie.
Niemniej pamiętaj, że Twojego zachowania nic nie usprawiedliwia. Jeden nie kochał nigdy, ale się ożenił, bo był bidok przymuszony... inny się odkochał, chociaż w domu trójka małych dzieci.... taaaaa... to forum pełna jest takich "przypadków".
No więc - tak, odejdź.
Ona będzie cierpień niemożliwie. Ale jest szansa, że sobie poradzi, a nawet, że za jakiś czas będzie jej lepiej.
Zaś Ty pamiętaj zawsze jakim jesteś skończonym dupkiem - i nie zrób już nigdy czegoś takiego innej kobiecie. Weź i najpierw się dobrze zastanów co czujesz, ok? Poradź psychologa, psychiatry albo szamana... zajrzyj w karty, albo kryształową kulę... żebyś sie potem nie musiał tak żałośnie tłumaczyć.

88

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Zorija, jesli ktos ma zakazona rane, to nie pomoze przyklejanie plastra, bo wtedy pacjent umrze na zakazenie.
Takim plastrem jest od ilus lat autor, bo mu wmowiono, jak rzekomo nalezy sie zachowywac w stosunku do kogos, kto sie do niego przykleil i w ten sposob rana tej kobiety jatrzy sie od lat.
Chirurg wycina zakazone mieso, robiac tym swieza rane, zeby sily uzdrawiajace organizmu mogly organizm uzdrowic.

Bzdura jest to za przeproszeniem pieprzenie o jakiejs ogromnej winie tutaj i tej biednej nieswiadomej kobiecie, ktorej sie to zdarza.
Ona tez nie miala 12 lat... znaczy miala maly rozumek?

89 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-16 19:51:37)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Autorze, a ja bym Ciebie tak nie usprawiedliwiała...
Co to znaczy, że wszedłeś w związek nie kochając? bez uczuć, z poczucia obowiązku? biedny, pogubiony, źle funkcjonujący misio, wykorzystywany najpierw przez rodzinę a potem przez niedobrą (co za suka) kobietę, która Cię usidliła, zniewoliła i wykorzystała bez Twojej woli i chęci...
Nie Ty jeden miałes trudne dzieciństwo. Tym można wiele tłumaczyć, ale nie krzywdę wyrządzaną innym.
Ile miałeś lat gdy z nią się wiązałeś? 12-naście? czy też bardzo mały rozumek?

Prawda jest taka, że zranisz tą kobietę okrutnie. Już ją ranisz, ale Twoje definitywne odejście może ją prawie zabić. I nie zmienisz tego tak się tutaj w kólko usprawiedliwiając i szukając wybawienia.
Czy ona Cię nie kocha? A dokładniej - czy nie kocha Cię "tak jak trzeba"? Że niby nie wie, co to jest prawdziwa miłość? Gorszych bzdur nie słyszałam. Przepraszam - ale dla mnie to zwyczajne pierdol...nie na antenie...

Moja rada - odejdź, bo i tak nic z tego nie będzie.
Niemniej pamiętaj, że Twojego zachowania nic nie usprawiedliwia. Jeden nie kochał nigdy, ale się ożenił, bo był bidok przymuszony... inny się odkochał, chociaż w domu trójka małych dzieci.... taaaaa... to forum pełna jest takich "przypadków".
No więc - tak, odejdź.
Ona będzie cierpień niemożliwie. Ale jest szansa, że sobie poradzi, a nawet, że za jakiś czas będzie jej lepiej.
Zaś Ty pamiętaj zawsze jakim jesteś skończonym dupkiem - i nie zrób już nigdy czegoś takiego innej kobiecie. Weź i najpierw się dobrze zastanów co czujesz, ok? Poradź psychologa, psychiatry albo szamana... zajrzyj w karty, albo kryształową kulę... żebyś sie potem nie musiał tak żałośnie tłumaczyć.

Może miesiąc temu ruszył by mnie w jakiś sposób twój atak. Dzisiaj już nie. Do psychologa chodzę i staram się w końcu raz a dobrze poukładać siebie samego. Jeśli jeszcze nie korzystałaś z takiej formy pomocy - polecam. Przyda Ci się bo tyle jadu to chyba w żadnej wiadomości nie widziałem. Czy ciebie ktoś skrzywdził w podobny sposób? Piszesz jakby nie o mnie a o swoim własnym życiu. Takie odnoszę wrażenie. Czy ja się tłumaczę? W jakim celu? Przed forum ludzi których nie znam osobiście? Do czego mi to potrzebne? Ja nie muszę się usprawiedliwiać - piszę jak widzę cały problem. Jest to moja subiektywna opinia i mam do niej prawo tongue
Gdybym się zaklinał przed ślubem o dozgonnej miłości i cuda wianki obiecywał - OK. My przed ślubem rozmawialiśmy o moich wątpliwościach, o ewentualnym rozstaniu. Wybacz ale nie czuję że ją oszukałem. Co najwyżej popełniłem inny błąd. Dałem sobie wmówić że jej marzenia, jej wizja życia są również moje. A tak nie jest. Dzisiaj już to wiem. Przynajmniej tyle.

90

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Milosc nie jest zadna potrzeba do zaspokojenia, tylko stanem, w ktorym raczej ma sie potrzebe dawac innym, dzielic sie wlasna radoscia. To nie jest stan, w ktorym sie czegos potrzebuje!

Dokładnie. Miłość też kojarzy mi się z takim 'przepełnionym, przelewającym się kielichem', z którego chce się dawać, a nie z potrzebą zawłaszczenia kogoś czy zaspokajaniem innych egoistycznych pobudek. Podobnie jest z seksem - w większości seks uprawiany jest z tych samych, kompletnie niezwiązanych z dawaniem i przepływem Miłości pobudek, raczej bywa mechaniczny/perwersyjny, rzadko kiedy przejawia się w nim poczucie prawdziwej bliskości.

Też nie zgodzę się do końca z Zoriją, bo co z tego, że autor teraz będzie walił głową w ścianę i rozpaczał nad krzywdą jaką zrobił tej kobiecie, skoro robiłby jej dalej krzywdę ciągnąc tę farsę dalej.
Nie kocha jej i nie pokocha 'cudem',, skoro nie udało mu się przez tyle lat. Miłość to nie więzienie, ani skazanie na ciężkie roboty. Każdy odpowiedzialny jest za siebie. Błąd autora polega na tym, że tyle to ciągnął, a nie że chce zakończyć. To od początku nie miało fundamentów, po prostu związał się z koleżanką, a nie kobietą/potencjalną partnerką.

Współczuję tej kobiecie, ale jak pisałam w innym wątku i będę konsekwentna - ona NA PEWNO widziała co jest grane i te wszystkie braki, jego wycofanie i brak wzajemnośći. Ale tak samo jak on, postanowiła w tym trwać mimo wszystko.
Oboje dali ciała, bo nie zadbali najpierw o własne potrzeby.

91

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:
Zorija napisał/a:

Autorze, a ja bym Ciebie tak nie usprawiedliwiała...
Co to znaczy, że wszedłeś w związek nie kochając? bez uczuć, z poczucia obowiązku? biedny, pogubiony, źle funkcjonujący misio, wykorzystywany najpierw przez rodzinę a potem przez niedobrą (co za suka) kobietę, która Cię usidliła, zniewoliła i wykorzystała bez Twojej woli i chęci...
Nie Ty jeden miałes trudne dzieciństwo. Tym można wiele tłumaczyć, ale nie krzywdę wyrządzaną innym.
Ile miałeś lat gdy z nią się wiązałeś? 12-naście? czy też bardzo mały rozumek?

Prawda jest taka, że zranisz tą kobietę okrutnie. Już ją ranisz, ale Twoje definitywne odejście może ją prawie zabić. I nie zmienisz tego tak się tutaj w kólko usprawiedliwiając i szukając wybawienia.
Czy ona Cię nie kocha? A dokładniej - czy nie kocha Cię "tak jak trzeba"? Że niby nie wie, co to jest prawdziwa miłość? Gorszych bzdur nie słyszałam. Przepraszam - ale dla mnie to zwyczajne pierdol...nie na antenie...

Moja rada - odejdź, bo i tak nic z tego nie będzie.
Niemniej pamiętaj, że Twojego zachowania nic nie usprawiedliwia. Jeden nie kochał nigdy, ale się ożenił, bo był bidok przymuszony... inny się odkochał, chociaż w domu trójka małych dzieci.... taaaaa... to forum pełna jest takich "przypadków".
No więc - tak, odejdź.
Ona będzie cierpień niemożliwie. Ale jest szansa, że sobie poradzi, a nawet, że za jakiś czas będzie jej lepiej.
Zaś Ty pamiętaj zawsze jakim jesteś skończonym dupkiem - i nie zrób już nigdy czegoś takiego innej kobiecie. Weź i najpierw się dobrze zastanów co czujesz, ok? Poradź psychologa, psychiatry albo szamana... zajrzyj w karty, albo kryształową kulę... żebyś sie potem nie musiał tak żałośnie tłumaczyć.

Może miesiąc temu ruszył by mnie w jakiś sposób twój atak. Dzisiaj już nie. Do psychologa chodzę i staram się w końcu raz a dobrze poukładać siebie samego. Jeśli jeszcze nie korzystałaś z takiej formy pomocy - polecam. Przyda Ci się bo tyle jadu to chyba w żadnej wiadomości nie widziałem. Czy ciebie ktoś skrzywdził w podobny sposób? Piszesz jakby nie o mnie a o swoim własnym życiu. Takie odnoszę wrażenie. Czy ja się tłumaczę? W jakim celu? Przed forum ludzi których nie znam osobiście? Do czego mi to potrzebne? Ja nie muszę się usprawiedliwiać - piszę jak widzę cały problem. Jest to moja subiektywna opinia i mam do niej prawo tongue
Gdybym się zaklinał przed ślubem o dozgonnej miłości i cuda wianki obiecywał - OK. My przed ślubem rozmawialiśmy o moich wątpliwościach, o ewentualnym rozstaniu. Wybacz ale nie czuję że ją oszukałem. Co najwyżej popełniłem inny błąd. Dałem sobie wmówić że jej marzenia, jej wizja życia są również moje. A tak nie jest. Dzisiaj już to wiem. Przynajmniej tyle.

Autorze, ja też piszę dokładnie tak, jak widzę cały problem i to też jest moja subiektywna ocena do której mam prawo.
Psychoanalizą mojej osoby nie musisz się zajmować, nie jest to mój wątek i nie wymagam rad oraz wsparcia.

Czym jest wobec tego dla Ciebie ślub jeśli nie deklaracją dozgonnej miłości? Deklaracją miłości na rok? czy na pięć lat? czy do czasu, aż się okażej, że jednak miłości nie było wcale, tylko ja się biedaczek tak dałem w to wciągnąć, POMYLIŁEM SIĘ! ach, to mój BŁĄD! sad Dałem sobie wmówić... dałem się przekonać i omotać... ach, ale dotarło do mnie!

Autorze - żeby była jasność - ja nie mam nic przeciwko rozstaniom - one są niejako przynajmniej częściowo wpisane w związki. Nie ma takiej siły, żeby każdy związek przetrwał... część z nich się rozpadnie.
Idziemy ze sobą razem, dopóki razem mamy po drodze. Potem nasze drogi się rozchodzą i to jest normalne. Czasem jedna strona chce odejść, druga nie - i to jest już bardziej skomplikowane i trudne, ale też się da.

Drażni mnie natomiast niemożliwie krochmalenie, jak to SIĘ POMYLIŁEM, bo ktoś za mnie zdecydował... dla mnie to mniej więcej ten sam poziom co zdrada i tłumaczenia tam stosowane --->>> niestety, ale świadczące o tchórzostwie, skrajnie niemęskiej postawie, i ogólnie - obrzydliwe.
Weź odpowiedzialność za to co robisz! W końcu!! Może chociaż ten jeden raz, co?? Może już dorosłeś na tyle, że dałbyś radę, jak myślisz??

92

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Drażni mnie natomiast niemożliwie krochmalenie, jak to SIĘ POMYLIŁEM, bo ktoś za mnie zdecydował... dla mnie to mniej więcej ten sam poziom co zdrada i tłumaczenia tam stosowane --->>> niestety, ale świadczące o tchórzostwie, skrajnie niemęskiej postawie, i ogólnie - obrzydliwe.
Weź odpowiedzialność za to co robisz! W końcu!! Może chociaż ten jeden raz, co?? Może już dorosłeś na tyle, że dałbyś radę, jak myślisz??

Piszę o tym wszystkim żeby pokazać jak najpełniejszy obraz - idąc na skróty mogę pominąć coś czego sam nie dostrzegam.
Myślę natomiast że rozstanie to na tą chwilę jedyne wyjście z tej całej matni w jakiej się znaleźliśmy. Chwilami jeszcze się bije z myślami, mam chwilę zwątpienia. Ale nie widzę tu żadnego punktu zaczepienia, czegoś co by sprawiło że dałoby się jeszcze ten związek przeformułować. Niepojęte dla mnie w tym wszystkim jest tylko to że żona właściwie problemu nie dostrzega - dla niej istotne jest tylko to że ja dziecka nie chce z nią mieć. Tłumaczy to sobie że to może przez kryzys wieku średniego?! Ehh..

93

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Czym jest wobec tego dla Ciebie ślub jeśli nie deklaracją dozgonnej miłości? Deklaracją miłości na rok? czy na pięć lat? czy do czasu, aż się okażej, że jednak miłości nie było wcale, tylko ja się biedaczek tak dałem w to wciągnąć, POMYLIŁEM SIĘ! ach, to mój BŁĄD! sad Dałem sobie wmówić... dałem się przekonać i omotać... ach, ale dotarło do mnie!

Autorze - żeby była jasność - ja nie mam nic przeciwko rozstaniom - one są niejako przynajmniej częściowo wpisane w związki. Nie ma takiej siły, żeby każdy związek przetrwał... część z nich się rozpadnie.
Idziemy ze sobą razem, dopóki razem mamy po drodze. Potem nasze drogi się rozchodzą i to jest normalne. Czasem jedna strona chce odejść, druga nie - i to jest już bardziej skomplikowane i trudne, ale też się da.

O moim podejściu do instytucji małżeństwa żona wiedziała przed ślubem. Dla mnie to nie jest dozgonna deklaracja uczuć bo uczucia to coś na co nie mamy do końca świadomego wpływu. Ja mogę ślubować co najwyżej lojalność, nie miłość do grobowej deski.

94

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:
Zorija napisał/a:

Drażni mnie natomiast niemożliwie krochmalenie, jak to SIĘ POMYLIŁEM, bo ktoś za mnie zdecydował... dla mnie to mniej więcej ten sam poziom co zdrada i tłumaczenia tam stosowane --->>> niestety, ale świadczące o tchórzostwie, skrajnie niemęskiej postawie, i ogólnie - obrzydliwe.
Weź odpowiedzialność za to co robisz! W końcu!! Może chociaż ten jeden raz, co?? Może już dorosłeś na tyle, że dałbyś radę, jak myślisz??

Piszę o tym wszystkim żeby pokazać jak najpełniejszy obraz - idąc na skróty mogę pominąć coś czego sam nie dostrzegam.
Myślę natomiast że rozstanie to na tą chwilę jedyne wyjście z tej całej matni w jakiej się znaleźliśmy. Chwilami jeszcze się bije z myślami, mam chwilę zwątpienia. Ale nie widzę tu żadnego punktu zaczepienia, czegoś co by sprawiło że dałoby się jeszcze ten związek przeformułować. Niepojęte dla mnie w tym wszystkim jest tylko to że żona właściwie problemu nie dostrzega - dla niej istotne jest tylko to że ja dziecka nie chce z nią mieć. Tłumaczy to sobie że to może przez kryzys wieku średniego?! Ehh..

No więc powiedz jej to wprost! Wytłumacz jej swoją decyzję. To Ty zmieniłeś zdanie, tak czy siak! Bez względu na to czy brałeś z nią ślub pod przymusem czy dobrowolnie. Wziąłeś go i tym samym zobowiązałeś się przed nią do czegoś, a ona (kochając lepiej czy gorzej, a może tylko oszukując się, że kocha) Ci zaufała i na tym zbudowała sobie swoją wizję przyszłości.

Uwierz mi, że to ją bardzo zrani.
Powtarzam jednak - masz prawo odejść, ale zrób to maksymalnie z klasą. Weź winę na siebie, nie tłumacz się, a przede wszystkim nie oskarżaj jej o nic! Nieważne co myślisz... bo uwierz mi, że ona i JEJ PSYCHOLOG mają zupełnie odmienną od Ciebie ocenę sytuacji! Tu nie ma jedynej i świętej prawdy...

I zrób to szybko. I pomagaj jej. Ale też nie dawaj jej już nawet 5 minut nadziei, niech ona już zacznie się "leczyć", bo w takim układzie to ona dalej tkwi w przeszłości i nie buduje swojej, już indywidualnej, oddzielnej, nowej przyszłości.

95

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:
Zorija napisał/a:

Czym jest wobec tego dla Ciebie ślub jeśli nie deklaracją dozgonnej miłości? Deklaracją miłości na rok? czy na pięć lat? czy do czasu, aż się okażej, że jednak miłości nie było wcale, tylko ja się biedaczek tak dałem w to wciągnąć, POMYLIŁEM SIĘ! ach, to mój BŁĄD! sad Dałem sobie wmówić... dałem się przekonać i omotać... ach, ale dotarło do mnie!

Autorze - żeby była jasność - ja nie mam nic przeciwko rozstaniom - one są niejako przynajmniej częściowo wpisane w związki. Nie ma takiej siły, żeby każdy związek przetrwał... część z nich się rozpadnie.
Idziemy ze sobą razem, dopóki razem mamy po drodze. Potem nasze drogi się rozchodzą i to jest normalne. Czasem jedna strona chce odejść, druga nie - i to jest już bardziej skomplikowane i trudne, ale też się da.

O moim podejściu do instytucji małżeństwa żona wiedziała przed ślubem. Dla mnie to nie jest dozgonna deklaracja uczuć bo uczucia to coś na co nie mamy do końca świadomego wpływu. Ja mogę ślubować co najwyżej lojalność, nie miłość do grobowej deski.

Ale zmieniliście tekst przysięgi małżeńskiej? Czy jednak wypowiedziałeś do niej (w kościele, przy świadkach) słowa, o tym, że będziesz ją kochał... na dobre i na złe... w zdrowiu i w chorobie... itd itp........

96

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Uwierz mi, że to ją bardzo zrani.
Powtarzam jednak - masz prawo odejść, ale zrób to maksymalnie z klasą. Weź winę na siebie, nie tłumacz się, a przede wszystkim nie oskarżaj jej o nic! Nieważne co myślisz... bo uwierz mi, że ona i JEJ PSYCHOLOG mają zupełnie odmienną od Ciebie ocenę sytuacji! Tu nie ma jedynej i świętej prawdy...

I zrób to szybko. I pomagaj jej. Ale też nie dawaj jej już nawet 5 minut nadziei, niech ona już zacznie się "leczyć", bo w takim układzie to ona dalej tkwi w przeszłości i nie buduje swojej, już indywidualnej, oddzielnej, nowej przyszłości.

JEJ, MÓJ i NASZ psycholog to jedna i ta sama osoba.
Nadziei staram się nie dawać, temat dziecka zamknęliśmy już, o rozstaniu rozmawiamy coraz częściej. Tzn, ciężko to nazwać rozmową. Ja mowie, ona płacze. Trudne jest takie mówienie do ściany. Cokolwiek jest niezgodne z tym co sobie sama myśli wywołuje od razu płacz.

97

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Ale zmieniliście tekst przysięgi małżeńskiej? Czy jednak wypowiedziałeś do niej (w kościele, przy świadkach) słowa, o tym, że będziesz ją kochał... na dobre i na złe... w zdrowiu i w chorobie... itd itp........

Nic nie zmienialiśmy. Nie podaliśmy również do protokołu całej prawdy, żonie zależało żeby wszystko było ładnie pięknie więc pewne drażliwe dla kościoła tematy zostały przemilczane. Tym niemniej oboje dobrze wiedzieliśmy że to co mówimy księdzu rozmija się z prawdą.

98 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-16 20:33:25)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:
Zorija napisał/a:

Uwierz mi, że to ją bardzo zrani.
Powtarzam jednak - masz prawo odejść, ale zrób to maksymalnie z klasą. Weź winę na siebie, nie tłumacz się, a przede wszystkim nie oskarżaj jej o nic! Nieważne co myślisz... bo uwierz mi, że ona i JEJ PSYCHOLOG mają zupełnie odmienną od Ciebie ocenę sytuacji! Tu nie ma jedynej i świętej prawdy...

I zrób to szybko. I pomagaj jej. Ale też nie dawaj jej już nawet 5 minut nadziei, niech ona już zacznie się "leczyć", bo w takim układzie to ona dalej tkwi w przeszłości i nie buduje swojej, już indywidualnej, oddzielnej, nowej przyszłości.

JEJ, MÓJ i NASZ psycholog to jedna i ta sama osoba.
Nadziei staram się nie dawać, temat dziecka zamknęliśmy już, o rozstaniu rozmawiamy coraz częściej. Tzn, ciężko to nazwać rozmową. Ja mowie, ona płacze. Trudne jest takie mówienie do ściany. Cokolwiek jest niezgodne z tym co sobie sama myśli wywołuje od razu płacz.

Kotku, i znów ją oskarżasz! tongue
"Cokolwiek jest niezgodne z tym co sobie sama myśli wywołuje od razu płacz." ehhhh.... głupia baba, co? i taka sprytna? i płaczem chce znów coś dla siebie wymusić.... sad sad ze szkodą dla Ciebie oczywiście....

Utnij to jak najszybciej i daj jej szansę na lepsze życie. Nie rozmawiaj z nią już, bo nie ma o czym. Zwyczajnie wyprowadź się, zostaw jej co tam się da, niech chociaż materialnie czuje się pewna. A Ty rozpocznij swoje nowe, błagam! - świadome życie...

99

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Kotku, i znów ją oskarżasz! tongue
"Cokolwiek jest niezgodne z tym co sobie sama myśli wywołuje od razu płacz." ehhhh.... głupia baba, co? i taka sprytna? i płaczem chce znów coś dla siebie wymusić.... sad sad ze szkodą dla Ciebie oczywiście....

Utnij to jak najszybciej i daj jej szansę na lepsze życie. Nie rozmawiaj z nią już, bo nie ma o czym. Zwyczajnie wyprowadź się, zostaw jej co tam się da, niech chociaż materialnie czuje się pewna. A Ty rozpocznij swoje nowe, błagam! - świadome życie...


Gdzie widzisz oskarżenie? Napisałem tylko że rozmowy o rozstaniu wywołują za każdym razem płacz i  że nie upraszcza to tematu.
Nad świadomością w twoim znaczeniu ciągle jeszcze pracuję. Mam nadzieję że kiedyś odnajdę ją w sobie.

100 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-05-16 20:42:00)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Energy, przeciez naprawde nie musisz sie tlumaczyc.
Zorija ma to "normalne" nastawienie i tego Twojego ani nie rozumie ani nie jest w stanie zaakceptowac.
Idz swoja droga i ucz sie na takich sytuacjach, jak byc wierny sobie, wedlug tego postepowac  i nie musiec sie z tego tlumaczyc ani nie potrzebowac do tego zadnej akceptacji od innych ludzi, a zwlaszcza od tych, ktorzy zyja w innym swiecie niz Twoj.

101 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-05-16 20:44:13)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Utnij to jak najszybciej i daj jej szansę na lepsze życie. Nie rozmawiaj z nią już, bo nie ma o czym. Zwyczajnie wyprowadź się, zostaw jej co tam się da, niech chociaż materialnie czuje się pewna. A Ty rozpocznij swoje nowe, błagam! - świadome życie...

Zorija, a czemu Ty wlasciwie chcesz stanowic o tym, co autor ma zrobic albo nie robic? Do tego z taka agresja?

102

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Energy, przeciez naprawde nie musisz sie tlumaczyc.
Zorija ma to "normalne" nastawienie i tego Twojego ani nie rozumie ani nie jest w stanie zaakceptowac.
Idz swoja droga i ucz sie na takich sytuacjach, jak byc wierny sobie, wedlug tego postepowac  i nie musiec sie z tego tlumaczyc ani nie potrzebowac do tego zadnej akceptacji od innych ludzi, a zwlaszcza od tych, ktorzy zyja w innym swiecie niz Twoj.


To jest właśnie dla mnie zagadką. Gdy rozmawiam z taką osobą jak Zorija (to nie atak) mam takie wrażenie że niby rozmawiamy o tym samym jednak zupełnie o czym innym. Używamy tych samych słów, mówimy o tej samej sytuacji jednak jakby z dwóch stron lustra. Każdy patrzy na to samo ale z własnej perspektywy i przez pryzmat własnego życia. Cieszę się że nie jestem jednak sam, wariat jeden co to wszystkich dookoła tylko krzywdzić potrafi, egoista i co tam sobie jeszcze Panie wymyślą. Wiem że źle postąpiłem angażując się w ten związek ale czasu już nie cofnę. Teraz mogę się skupić jedynie na rozplątaniu tego kłębka który sobie sami z żoną nakręciliśmy.

103 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-16 21:19:18)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Marajka i Energy, ależ ja naprawdę jestem za tym, żeby Autor poszedł właśnie tą swoją drogą. I jak najbardziej uważam, że ma do tego prawo.
Nigdy nie kazałabym mu tkwić w czymś, co tak ocenia, w czymś, co odbiera w ten sposób.

To co mi się nie podoba, to usprawiedliwianie się i szukanie winy w żonie. Może i ona faktycznie tam jest! Niemniej Autor, jako dojrzały facet powinien się z tym zmierzyć przede wszystkim w swoim wnętrzu, niejako sam ze sobą... odejść w najmniej przykry dla żony sposób, oszczędzić jej kolejnych tygodni a może miesięcy... i nie obwiniać jej już dłużej (bez względu na to co sam o tym myśli).

Skończyło się - zdarza się. Musimy się rozstać.
Wszelkie tłumaczenia - masz rację Marajko, są zbędne. Głównie dlatego, że każde tłumaczenie tak czy inaczej uderzy w żonę. Na tym bowiem tłumaczenia się opierają. Szukamy winnego - i Autor dokładnie to robi.

Pamiętam co powiedział sędzia na moim rozwodzie do mojego eks-męża: że nie porzuca się żony dobrej, mądrej, kochającej... taka nasza psychika... że najpierw dokonujemy transformacji naszych odczuć - i zmieniamy je - bo wtedy jest nam łatwiej... Spróbujcie spytać mojego męża czy się z tym zgadza........ i czy coś z tego do niego dotarło. Ja Wam z góry odpowiem - KOMPLETNIE NIC. On wie swoje - męczył się, był pokrzywdzony, ja się zmieniłam... a on miał PRAWO do swojego życia. Tak, to prawda. Tylko zabrakło wzięcia na siebie odpowiedzialności za zmiany, których chciało się dokonać. A u Autora ja takiej odpowiedzialności nie widzę nawet odrobiny.

104

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Zorija, masz swoje zdanie na ten temat i nic przeciwko temu.
Tylko jestes w tym bardzo emocjonalna i czytajac Twoje wpisy dostaje sie porzadnego kopa w solar plexus, czyli mniej wiecej tam, gdzie jest zoladek. To punkt, gdzie siedzi zlosc i agresja i jeszcze kilka innych emocji.
Mieszasz tu po prostu bardzo swoja wlasna emocjonalna historie, ktorej jeszcze za soba nie zostawilas.
Takie emocjonalne wpisy sluza bardziej wyladowaniu wlasnych emocji, z ktorymi autor naprawde nie ma nic, ale to nic wspolnego, niz jakiejs konkretnej poradzie dla autora, stad moja kontrowersja i polemika.

105 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-16 21:46:23)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

Marajka i Energy, ależ ja naprawdę jestem za tym, żeby Autor poszedł właśnie tą swoją drogą. I jak najbardziej uważam, że ma do tego prawo.
Nigdy nie kazałabym mu tkwić w czymś, co tak ocenia, w czymś, co odbiera w ten sposób.

To co mi się nie podoba, to usprawiedliwianie się i szukanie winy w żonie. Może i ona faktycznie tam jest! Niemniej Autor, jako dojrzały facet powinien się z tym zmierzyć przede wszystkim w swoim wnętrzu, niejako sam ze sobą... odejść w najmniej przykry dla żony sposób, oszczędzić jej kolejnych tygodni a może miesięcy... i nie obwiniać jej już dłużej (bez względu na to co sam o tym myśli).

Skończyło się - zdarza się. Musimy się rozstać.
Wszelkie tłumaczenia - masz rację Marajko, są zbędne. Głównie dlatego, że każde tłumaczenie tak czy inaczej uderzy w żonę. Na tym bowiem tłumaczenia się opierają. Szukamy winnego - i Autor dokładnie to robi.

Pamiętam co powiedział sędzia na moim rozwodzie do mojego eks-męża: że nie porzuca się żony dobrej, mądrej, kochającej... taka nasza psychika... że najpierw dokonujemy transformacji naszych odczuć - i zmieniamy je - bo wtedy jest nam łatwiej... Spróbujcie spytać mojego męża czy się z tym zgadza........ i czy coś z tego do niego dotarło. Ja Wam z góry odpowiem - KOMPLETNIE NIC. On wie swoje - męczył się, był pokrzywdzony, ja się zmieniłam... a on miał PRAWO do swojego życia. Tak, to prawda. Tylko zabrakło wzięcia na siebie odpowiedzialności za zmiany, których chciało się dokonać. A u Autora ja takiej odpowiedzialności nie widzę nawet odrobiny.

I taka wypowiedź już do mnie trafia bez przeszkód.  Raczej nie szukam winy w żonie - dalej uważam że to wartościowy człowiek. Próbuję jedynie zrozumieć co nią może kierować, jak jej pomóc przez to przejść. Siebie już całkiem nieźle rozumiem. Wiem co i gdzie zawaliłem. Chcę też wiedzieć co się stało po jej stronie. Winni jesteśmy bowiem oboje. Tylko nie bardzo wiem czego ta wina dotyczy. Spędziliśmy ze sobą wiele dobrych chwil. Wiele z tego będę pamiętał do końca życia. Ale ostatni czas to już jest jedna wielka udręka. I dla mnie i dla niej.
O odpowiedzialność za dobry start dla żony nie muszą się Panie martwić. To jakby tłumaczyć rybakowi że ryby się w morzu łowi. Akurat z tym problemu nie mam. Na początek potrzebna jest jednak wola współpracy. Na siłę jej uszczęśliwiał nie będę. Gdy będzie już miała pomysł na siebie - wówczas chętnie pomogę jej stanąć na nogi. Na tą chwilę jednak - droga do tego jeszcze daleka.

106

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Marajko... dziękuję ci za post o Miłości.
Ona jest taka PROSTA prawda?

107 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-05-16 21:43:54)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Zorija, masz swoje zdanie na ten temat i nic przeciwko temu.
Tylko jestes w tym bardzo emocjonalna i czytajac Twoje wpisy dostaje sie porzadnego kopa w solar plexus, czyli mniej wiecej tam, gdzie jest zoladek. To punkt, gdzie siedzi zlosc i agresja i jeszcze kilka innych emocji.
Mieszasz tu po prostu bardzo swoja wlasna emocjonalna historie, ktorej jeszcze za soba nie zostawilas.
Takie emocjonalne wpisy sluza bardziej wyladowaniu wlasnych emocji, z ktorymi autor naprawde nie ma nic, ale to nic wspolnego, niz jakiejs konkretnej poradzie dla autora, stad moja kontrowersja i polemika.

Marajko, moje przeżycia sprzed roku i (także przeszłe już) emocje sprawiają tylko tyle, że na takich wątkach zabieram głos... Swojego nastawienia to tego typu spraw już raczej nie zmienię - ale nie ma to już nic wspólnego z emocjami, a raczej jest to moja ocena, która - to fakt - jest naznaczona tym, co sama przeszłam. Podejrzewam, że taka już zostanę... wcześniej w ogóle taki temat byłby dla mnie z kosmosu wzięty (żeby nie wyrazić się gorzej), a teraz, po swoich doświadczeniach mam też swoje opinie i czasem mam parcie, żeby ją dosadnie wyrazić. Sorry, jeśli pojechałam za bardzo.
Na szczęście łatwo mnie ponosi, ale też szybko mi przechodzi tongue

Tak czy siak, życzę Autorowi, żeby poukładał to sobie jak najszybciej - zarówno w swojej głowie, jak i w realnym wymiarze.

edit. no cóż, swoją drogą, każdy z nas potrzebuje czasem dostać też kopa w tyłek, więc Autorze, tak traktuj moje wypowiedzi. Rób natomiast to co musisz, tylko uwzględnij w tym też żonę - maksymalnie jak się da, bo prawda to co napisałeś - wiele Was łączyło i choćby dla tego warto nawet odpuścić swoje własne racje.

108

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Co by nie było - żona to dla mnie przede wszystkim przyjaciel. A przyjaciół się na lodzie nie zostawia. Wiem - zje...ałem tak wiele że aż żal o tym myśleć. Ale było też wiele wartościowych chwil. Wiele radości z czasu spędzonego razem. Tylko że to było...4 lata temu, do chwili gdy nie pojawił się temat ślubu. Później to już równia pochyła z przepaścią na końcu w postaci dzieci. I nie jest też tak że ja dzieci nie chce mieć, wręcz przeciwnie. Ale nie tak, nie w takim "układzie".

109

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Z dedykacją dla Ciebie, energy: https://www.nowness.com/story/anja-rubi … sa-lost-me

110

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:

Co by nie było - żona to dla mnie przede wszystkim przyjaciel. A przyjaciół się na lodzie nie zostawia. Wiem - zje...ałem tak wiele że aż żal o tym myśleć. Ale było też wiele wartościowych chwil. Wiele radości z czasu spędzonego razem. Tylko że to było...4 lata temu, do chwili gdy nie pojawił się temat ślubu. Później to już równia pochyła z przepaścią na końcu w postaci dzieci. I nie jest też tak że ja dzieci nie chce mieć, wręcz przeciwnie. Ale nie tak, nie w takim "układzie".

Energy, zajrzałam tu przypadkiem i po sąsiedzku, bo jestem na innym, bardzo smutnym forum, i pzeczytałam ten wątek bardzo pobieżnie ... ale napiszę tak: byłam z mężczyzną, który był mężem w związku po wielkiej miłości. wiem, że on odczuwał namiętność do żony, ale ona broniła się przed seksem jak mogła, typowy temat pt. brak seksu w małżeństwie. A szybko po ślubie ona zapragnęła dziecka. I mimo, że ogólnie dogadywali się nieźle, to ta jej oziębłość i próba wykorzystania go jako ogiera rozpłodowego tak go skutecznie zniechęciła, że z seksu były prawie nici. Prawie, bo jednak przyszedł na świat synek. POwiem w skrócie / po jego urodzeniu im się zaczęło jeszcze bardziej sypać, później ja go poznałam, on poznał mnie, to był grom z jasnego nieba dla nas obojga, oni się rozstali, nie bez bólu, ale największą tego ofiarą było dziecko. Dziecko było też swego rodzaju "przeszkodą", wiem, że to nie to słowo, ale było elementem, który nie pozwalał do końca ułożyć sobie życie tak, jak on tego chciał. Ona ułożyła sobie znakomicie. Sorry, że tak się rozpisałam, wiem, że tu sytuacja trochę inna, ale jeżeli teraz już masz wątpliwości, co będzie jak spotkasz miłość i namiętność swojego życia... dziecko powinno być chyba owocem namiętności i chęci wspólnego życia przez długie długie lata.. . jeżeli tych lat przed sobą nie widzisz, to faktycznie rozważ to, co rozważasz. Mówię ci z perspektywy kobiety, ofiary swoich i cudzych złych decyzji, ale dzięki temu uzurpuję sobie małe prawo podzielenia się "życiową mądrością" którą ostatnio, zbyt późno, za późno, nabyłam. Oczywiście może się zdarzyć, że nie spotkasz swojej miłości nigdy, albo że nigdy się przed sobą nie przyznasz, że jesteś homo, gdybyś był, albo jej się nie ułoży dobrze w życiu i będziesz mieć wyrzuty sumienia, ale tego nie wiesz. wiesz tu i teraz, że masz wątpliwości i chcesz uciec.
nie, jeszcze dodam jedną historię, dawny krótkotrwały kochanek ... w czasie ślubu już pomyślał, że zrobił głupstwo, nie układało się od początku, ale po trzech latach, krótko przed potencjalnym rozwodem, ostatnia próba naprawienia czegoś, bliźniaki, mają dziś 17 lat, mieszkają w pięknej willi pod warszawą i sprawiają wrażenie dobrej rodziny. nie wiem, czy są szczęśliwi do końca, ale pewnie by nie zamienili tego życia na żadne inne. Koniec.

111 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-16 22:24:55)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Lillka-15 napisał/a:

Z dedykacją dla Ciebie, energy: https://www.nowness.com/story/anja-rubi … sa-lost-me

Dziękuje Lillka:)
Ehh.. zaczynam ryczeć jak baba (bez urazy) i to jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Nie sądziłem że sam będę tą całą sytuację tak przeżywał. Dobrze że mnie nikt nie widzi teraz.
Największy dramat tej historii to to że ja jej naprawdę nie chce stracić, nie chce żeby zniknęła bez śladu ale z drugiej strony nie mogę z nią być. Nie tak jak jest. Nie w tej formule, nie jako para. Wiem że jej nie uda się tego pogodzić, nie mogę od niej wymagać tego by została dalej bliską mi osobą w tej sytuacji. Stąd te wszystkie rozterki sad

Homo niestety nie jestem (tak pewnie by było łatwiej), ciągnie mnie zdecydowanie do kobiet:)

112

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:

Dziękuje Lillka:)
Ehh.. zaczynam ryczeć jak baba (bez urazy) i to jest w tym wszystkim najtrudniejsze. Nie sądziłem że sam będę tą całą sytuację tak przeżywał. Dobrze że mnie nikt nie widzi teraz.

Nawet mi nie mów, bo sama ryczę jak bóbr smile.

113

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:

Największy dramat tej historii to to że ja jej naprawdę nie chce stracić, nie chce żeby zniknęła bez śladu ale z drugiej strony nie mogę z nią być. Nie tak jak jest. Nie w tej formule, nie jako para.

O mój boże, to tak samo jak ja. Ja nie wiem jak to będzie. Marajko?

114 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-16 22:37:47)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Lillka-15 napisał/a:
energy napisał/a:

Największy dramat tej historii to to że ja jej naprawdę nie chce stracić, nie chce żeby zniknęła bez śladu ale z drugiej strony nie mogę z nią być. Nie tak jak jest. Nie w tej formule, nie jako para.

O mój boże, to tak samo jak ja. Ja nie wiem jak to będzie. Marajko?


To emocjonalne rozchwianie jest podobno normalne w takiej sytuacji. Trzeba przez to przejść. Z drugiej strony - w tej chwili wiem że żyje i czuje. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Aż boli to życie. To mi daje siłę. Przy żonie nie mogę pokazać słabości.
Kolega polecił patent że aż mi szczęka opadła: "idź na dzi... prostytutki, raz dwa Ci przejdzie jak sobie z krzyża spuścisz ". Może ja jestem ameba ale dlaczego w koło mnie same pantofelki?

115 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-05-16 23:36:55)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Lillka-15 napisał/a:

O mój boże, to tak samo jak ja. Ja nie wiem jak to będzie. Marajko?

Spojrzalam w swoja krysztalowa kule i dla pewnosci rzucilam jeszcze okiem na fusy z kawy, ktora specjalnie w tym celu wypilam (brrr, wole capuccino), choc nie powinnam tego robic na noc. Mam nadzieje, ze bedzie to docenione, ze bede miala przez to bezsenna noc wink

Wyczytalam: Zyli dlugo i szczesliwie....

116

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Wyczytalam: Zyli dlugo i szczesliwie....


.... ale osobno;)

117

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

O tym, kto i z kim, nic nie dalam rady zobaczyc. Pewnie jest to do wolnej dyspozycji wink

118

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Głowa do góry Lillka - jeszcze będzie cudownie, jeszcze będzie wspaniale smile
Ja doszedłem już do ciekawych wniosków (przy pomocy psychologa żeby nie było że taki mądry jestem..) - przed żoną uciekam już od dłuższego czasu. A problem zamiatałem pod dywan kupując sobie różne niepotrzebne rzeczy. Jedno auto za drugim. Fakt faktem to się zrobiło dziwne. Tak się nie da funkcjonować - żeby żyć trzeba czymś sobie przyklepać problem. Na dłuższą metę jest to czysta głupota. Głupi jestem. To już Panie wiedzą smile

119 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-17 00:10:58)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

O czym ja myślałem przed ślubem? Jakie wątpliwości były u mnie? To proste - jak bez niej żyć? Jak to ja sam bez niej? A skoro nie da się osobno to trzeba razem. I siedzę dzisiaj w g... po uszy. Ona zresztą też. Nie wpadłem na tą genialną myśl że może razem wcale nam nie będzie lepiej. Dzisiaj mam takie wrażenie uwieszenia na sobie zbyt dużej odpowiedzialności, czegoś co tylko przytłacza. Tak jakbym szedł chodnikiem i miał kule uczepioną do nogi. Nie mogę zrozumieć kiedy to się tak porobiło u nas. Może tego dowiem się na kolejnej sesji smile

120 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-05-17 00:20:40)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Energy, nie rob tego bledu, zeby oczekiwac od zycia tylko wspanialych momentow, albo tylko tych niefajnych.
Naucz sie rozpoznawac swoje odczucia i emocje, wlasciwie je rozumiec i odbierac ich przeslanie. To sa wskazowki na zycie, wiec nie powinno sie ich unikac czy przed nimi uciekac, tylko przyjmowac, jakimi sa i nie identyfikowac sie z nimi calkowicie.
Te mniej fajne naleza tak samo do nas, jak i te wspaniale. Nie ma tylko jednej strony.
Gdy przestaje sie je wartosciowac i widzi jako to, czym sa - nastrojami, uczuciami, przelotnymi zmianami pogody, ktore sa zupelnie naturalne, to wtedy jest rzeczywiscie cudownie, bo sie zyje! Nie boimi sie samych siebie i swoich reakcji. Zaczynasz to juz czuc.
Jesli ktos oczekuje zawsze tylko slonecznej pogody ( w naszej szerokosci geograficznej), bo inaczej ma zle samopoczucie, to z gory wiadomo, ze w ten sposob programuje sie te nieszczesliwe okresy zycia, bo na pewno bedzie kiedys padac.

Nigdy nie bedzie tak, ze nie bedziesz mial gorszych dni, nie unikniesz wszystkich "bledow" w przyszlosci.
No ale co jest wlasciwie bledem a co dobrym posunieciem? To wiemy zazwyczaj dopiero z perspektywy, a i to tylko dlatego, ze stosujemy do tego jakies kryteria oceny. Wydaje sie nam to zupelnie oczywiste, ze tak robimy, ale tak wcale nie jest. Mozna zyc tez bez oceniania.
A szczescie to nie zycie na haju wspanialych uczuc, tylko stan w zgodzie z soba samym, co daje poczucie spokoju i spelnienia.

121

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

A szczescie to nie zycie na haju wspanialych uczuc, tylko stan w zgodzie z soba samym, co daje poczucie spokoju i spelnienia.

To zdanie to sobie wygraweruje na ... czymś. Jeszcze nie wiem na czym ale tak żeby często je widzieć smile

122 Ostatnio edytowany przez energy (2016-05-17 00:28:34)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Marajka napisał/a:

Nigdy nie bedzie tak, ze nie bedziesz mial gorszych dni, nie unikniesz wszystkich "bledow" w przyszlosci.
No ale co jest wlasciwie bledem a co dobrym posunieciem? To wiemy zazwyczaj dopiero z perspektywy, a i to tylko dlatego, ze stosujemy do tego jakies kryteria oceny. Wydaje sie nam to zupelnie oczywiste, ze tak robimy, ale tak wcale nie jest. Mozna zyc tez bez oceniania.
A szczescie to nie zycie na haju wspanialych uczuc, tylko stan w zgodzie z soba samym, co daje poczucie spokoju i spelnienia.

To jest największa zmiana jaką ostatnio przeszedłem. Jeszcze niedawno panicznie bałem się zrobić coś "źle", niewłaściwie, bałem się że popełnię błąd.
Ale teraz jest inaczej. Sam sobie przyznałem prawo do popełniania błędów, akceptuję to że nie jestem nieomylny. Spoglądając na własną historię, na doświadczenia coraz wyraźniej mogę wyłapać gdzie przyjąłem niewłaściwe założenia. Opierając się na nich trudno jest raczej podjąć właściwe decyzje. Ale takie jest już życie. Trzeba grać w tą grę, inaczej nie ma szans na wygraną. Ba, tu nie chodzi o wygraną tylko o samą grę.

123

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
lilianna90 napisał/a:

Tyś się chłopie nie wyszalał i o to Ci chodzi. Chcesz zobaczyć jak to jest być z inną. Czy seks inaczej smakuje, czy można czuć te przysłowiowe motylki, czy da się ponieść namiętności itd. Ale gdzieś tam jakaś moralność nie pozwala Ci tego smakować, gdy jesteś w małżeństwie, oczywiście kwestia czasu bo prędzej czy później moralność zanika. Rozejdziecie się i tak więc lepiej chyba teraz niż jak już będziesz ją regularnie zdradzał. Wbrew temu co piszesz Twoja historia wcale nie różni się od niektórych opisywanych na forum- poszperaj to znajdziesz. Był związek z rozsądku, a chcesz z miłości. Dostaniesz po zadku od takiej co Ci zawróci w głowie to zatęsknisz za tą z rozsądku. Niestety takie życie.

Lilianna ja myślę, że u autora wątku jest inny problem.
Ja poznałem swoją żonę jak miałem 17 lat a ona była 16 letnim dzieckim.
Mając 17 lat nie wiedziałem co to motylki w brzuchu, co to chemia.
Wtedy tego nie było.
Oczywiście wyobrażenie o życiu po ślubie było jakie było.
Wydawało mi się wtedy, że jak się pobierzemy to nic i nikt nam nie będzie stał na drodze.
Pierwszy rok po ślubie to euforia ( a mieszkałem u teściów).
Następne lata aż do dziś to kierat.
Ale ja swoją żonę kocham tak samo albo jeszcze bardziej niż te 45 lat temu.
Owszem nie ma żadnych motylków, a co do chemii to trudno mi się wypowiedzieć.
Wiem tylko tyle, że po tylu wspólnie spędzonych latach bzykamy się częściej niż wcześniej i jest nam naprawdę dobrze.
Wiem tylko jedno, że takiego przyjaciela, na dobre i na złe jak moja żona to nigdy nie znajdę.
Dlatego autorze zawsze jest tak w związkach, że na początku jest super a potem jest monotonia.
Jeżeli chcesz mieć super to rozstań się z żoną i skacz z kwiatka na kwiatek.
Jak tak będziesz postępował to po jakimś czasie dotrze do Twojej świadomości, że jesteś sam i nie masz żadnych perspektyw na życie.
A tak na marginesie to nie dziw się, że Twoja żona chce mieć dziecko.
To jest naturalne, to jest przyroda.
Ale to że chce mieć dziecko z Tobą o czymś świadczy.
Nie powiem Ci o czym bo jesteś wykształcony ( po studiach) i sam powinieneś o tym dobrze wiedzieć.

124 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-05-17 07:44:40)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
energy napisał/a:
Zorija napisał/a:

Marajka i Energy, ależ ja naprawdę jestem za tym, żeby Autor poszedł właśnie tą swoją drogą. I jak najbardziej uważam, że ma do tego prawo.
Nigdy nie kazałabym mu tkwić w czymś, co tak ocenia, w czymś, co odbiera w ten sposób.

To co mi się nie podoba, to usprawiedliwianie się i szukanie winy w żonie. Może i ona faktycznie tam jest! Niemniej Autor, jako dojrzały facet powinien się z tym zmierzyć przede wszystkim w swoim wnętrzu, niejako sam ze sobą... odejść w najmniej przykry dla żony sposób, oszczędzić jej kolejnych tygodni a może miesięcy... i nie obwiniać jej już dłużej (bez względu na to co sam o tym myśli).

Skończyło się - zdarza się. Musimy się rozstać.
Wszelkie tłumaczenia - masz rację Marajko, są zbędne. Głównie dlatego, że każde tłumaczenie tak czy inaczej uderzy w żonę. Na tym bowiem tłumaczenia się opierają. Szukamy winnego - i Autor dokładnie to robi.

Pamiętam co powiedział sędzia na moim rozwodzie do mojego eks-męża: że nie porzuca się żony dobrej, mądrej, kochającej... taka nasza psychika... że najpierw dokonujemy transformacji naszych odczuć - i zmieniamy je - bo wtedy jest nam łatwiej... Spróbujcie spytać mojego męża czy się z tym zgadza........ i czy coś z tego do niego dotarło. Ja Wam z góry odpowiem - KOMPLETNIE NIC. On wie swoje - męczył się, był pokrzywdzony, ja się zmieniłam... a on miał PRAWO do swojego życia. Tak, to prawda. Tylko zabrakło wzięcia na siebie odpowiedzialności za zmiany, których chciało się dokonać. A u Autora ja takiej odpowiedzialności nie widzę nawet odrobiny.

I taka wypowiedź już do mnie trafia bez przeszkód.  Raczej nie szukam winy w żonie - dalej uważam że to wartościowy człowiek. Próbuję jedynie zrozumieć co nią może kierować, jak jej pomóc przez to przejść. Siebie już całkiem nieźle rozumiem. Wiem co i gdzie zawaliłem. Chcę też wiedzieć co się stało po jej stronie. Winni jesteśmy bowiem oboje. Tylko nie bardzo wiem czego ta wina dotyczy. Spędziliśmy ze sobą wiele dobrych chwil. Wiele z tego będę pamiętał do końca życia. Ale ostatni czas to już jest jedna wielka udręka. I dla mnie i dla niej.
O odpowiedzialność za dobry start dla żony nie muszą się Panie martwić. To jakby tłumaczyć rybakowi że ryby się w morzu łowi. Akurat z tym problemu nie mam. Na początek potrzebna jest jednak wola współpracy. Na siłę jej uszczęśliwiał nie będę. Gdy będzie już miała pomysł na siebie - wówczas chętnie pomogę jej stanąć na nogi. Na tą chwilę jednak - droga do tego jeszcze daleka.

Abstrahując od sporej emocjonalności wypowiedzi Zorii tu się jednak z nią zgodzę - Twoja wina i brak odpowiedzialności za nią jest większa, niż Ci się wydaje.
Tobie z biologicznego punktu widzenia lata "stracone" w tym związku nie robią różnicy, Twojej żonie kolosalną. Jest koło 30, bardzo chce zostać matką. Nie wiadomo, ile czasu zajmie jej ogarnięcie po rozwodzie, ponowne zaufanie innemu mężczyźnie,  poznanie go na tyle, by zdecydować o posiadaniu z nim dziecka. Może już po prostu nie zdążyć.
Masz rację - oboje jesteście tu winni, i trwanie w nieszczęśliwym przynajmniej dla jednej ze stron związku nie ma sensu. Ale ona na tym straci więcej, bo dla kobiet czas jest cenniejszy.

125 Ostatnio edytowany przez lilianna90 (2016-05-17 10:34:44)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Absolutnie nie możesz od niej oczekiwać, że ona będzie chciała z Tobą utrzymywać jakikolwiek kontakt! Uważam z już tej praktycznej strony, że powinieneś jak najszybciej podjąć krok ze złożeniem pozwu i wyprowadzką. Rozmowy teraz tu nic nie dadzą. Ona będzie próbowała Cię zatrzymać i robiła sobie złudne nadzieje. A każdy Twój sms, telefon czy spotkanie będzie odbierała jako kolejną szansę. Spaprałeś sprawę to nie papraj jej bardziej. Nie wiem czy jesteście wierzący czy nie, ale obstawiam pierwsze skoro macie ślub kościelny. Może warto od razu zastanowić się nad unieważnieniem? Z tego co wiem skoro nie chciałeś dzieci i było krzywoprzysięstwo jest to możliwe, a w tym roku to już praktycznie bezproblemowe.

Tak na marginesie to, że chcesz z nią utrzymywać kontakt dla własnych pobudek robi z Ciebie mega egoistycznego dupka.

126 Ostatnio edytowany przez Elya (2016-05-17 11:24:21)

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Śmieszyło mnie jak energy sie madrowal ze dla niego atrakcyjnosc to nie wyglad ale intelekt czy jakos tak ;> a ciagle biadoli ze zona go nie pociaga.  Przez 10 lat nie zauwazył, ze ona nie ma atrakcyjnego wnetrza? czy miała i przestała mieć to wnetrze?

Wział sobie babke z braku laku a teraz dorabia teorie.

127

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

No cóż, po raz kolejny zdrażniłeś mnie Autorze - tym razem tymi opowieściami o "laniu łez" i "emocjonalnym rozbiciu", które przeżywasz...
Fakt, brzmi bardzo melodramatycznie... pewnie wiele osób się nad Tobą użali i będzie Ci współczuć.

Niemniej - dalej prawdą jest to, że wchodząc w związek ze swoją żoną to PRZEDE WSZYSTKIM jej zmarnowałaś ładnych kilka lat.
Bo ona cóż? wzięła Cię takiego jakim byłeś - troszkę, za przeproszeniem "niedorobionego"... co mu tam namiętności zabrakło (a może ona o tym zawsze marzyła!)... troszę zimnego w łóżku.
Ale przecie nikt z nas nie jest doskonały. I każdy z nas wchodząc w związek idzie na kompromisy i AKCEPTUJE braki u swojego partnera.
I ona je u Ciebie zaakceptowała!
Zwyczajnie... bez dorabiania ideologii ba temat tego jak to Cię chciała załaszczyć.

Po co to piszę?
Bo kolejny raz apeluję do Ciebie - przestań już tak siebie analizować i się nad sobą użalać.
Uwolnij żonę z tej patologii, w którą ją wpędziłeś!

Czy możesz napisać kiedy masz zamiar się wyprowadzić? I dlaczego tego jeszcze dotychczas nie zrobiłeś? (mając takie odkrywcze przemyślenia).
Jak długo będziesz jej jeszcze dawał nadzieję i to ciągnął??
Odpowiedz, jeśli masz odwagę.... bo biadolenia nad sobą nam nie oszczędzałeś, więc teraz pora na konkrety.

128

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
elya napisał/a:

Śmieszyło mnie jak energy sie madrowal ze dla niego atrakcyjnosc to nie wyglad ale intelekt czy jakos tak ;> a ciagle biadoli ze zona go nie pociaga.  Przez 10 lat nie zauwazył, ze ona nie ma atrakcyjnego wnetrza? czy miała i przestała mieć to wnetrze?


Energy przez te 10 lat był zajęty czym innym, nie specjalnie zwracał na to uwagę. A jeśli już to był zły na samego siebie że zwraca uwagę na coś co powinien uważać za nieistotne. Ot i tyle w tym temacie.

elya napisał/a:

Wział sobie babke z braku laku a teraz dorabia teorie.

A teraz ją porzuci i poszuka sobie następnej (to żart.. zanim mnie zlinczujecie) i musi sam sobie wytłumaczyć że przecież to normalne i nic złego się nie dzieje.
Ludzie - czy wyście wszyscy powariowali ?!

129

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie
Zorija napisał/a:

No cóż, po raz kolejny zdrażniłeś mnie Autorze - tym razem tymi opowieściami o "laniu łez" i "emocjonalnym rozbiciu", które przeżywasz...
Fakt, brzmi bardzo melodramatycznie... pewnie wiele osób się nad Tobą użali i będzie Ci współczuć.

Niemniej - dalej prawdą jest to, że wchodząc w związek ze swoją żoną to PRZEDE WSZYSTKIM jej zmarnowałaś ładnych kilka lat.
Bo ona cóż? wzięła Cię takiego jakim byłeś - troszkę, za przeproszeniem "niedorobionego"... co mu tam namiętności zabrakło (a może ona o tym zawsze marzyła!)... troszę zimnego w łóżku.
Ale przecie nikt z nas nie jest doskonały. I każdy z nas wchodząc w związek idzie na kompromisy i AKCEPTUJE braki u swojego partnera.
I ona je u Ciebie zaakceptowała!
Zwyczajnie... bez dorabiania ideologii ba temat tego jak to Cię chciała załaszczyć.

Po co to piszę?
Bo kolejny raz apeluję do Ciebie - przestań już tak siebie analizować i się nad sobą użalać.
Uwolnij żonę z tej patologii, w którą ją wpędziłeś!

Czy możesz napisać kiedy masz zamiar się wyprowadzić? I dlaczego tego jeszcze dotychczas nie zrobiłeś? (mając takie odkrywcze przemyślenia).
Jak długo będziesz jej jeszcze dawał nadzieję i to ciągnął??
Odpowiedz, jeśli masz odwagę.... bo biadolenia nad sobą nam nie oszczędzałeś, więc teraz pora na konkrety.

Odpowiem - jesteśmy już na ostatniej prostej. I niby dlaczego to ja mam się wyprowadzać? Żona mieszka w moim domu i mamy intercyzę smile
Tak - celowo prowadzę w tej chwili do linczu mojej osoby jako że widzę tutaj już tylko ogromną nienawiść i miejsce do wylania na mnie własnego żalu.

130

Odp: O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Autorze, widzisz to chcesz widzieć. I to jest właśnie Twój problem.
Oczekiwałeś wyłącznie głaskania po główce i współczucia.
Jak ktoś śmie inaczej spojrzeć na Twój problem - to co? najprawdopodobniej sam ma problemy ze sobą tongue albo ogromnie nienawidzi tongue albo co tam jeszcze... wszystko, byle nie było "na mnie".... smutne sad

Posty [ 66 do 130 z 191 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » O przyszłości małżeństwa gdy błąd popełniło się już na starcie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026