Energy, bedzie dobrze! Masz jeszcze kupe lat przed soba. 
Masz dobrego psychologa i poza tym, ze musisz sie uporac sam z soba, zadnych dodatkowych klopotow.
To, co ja pisze, nie jest z ksiazek, tylko z wlasnego doswiadczenia, pewnie dlatego do Ciebie trafia, ciesze sie. Im wiecej szczesliwych i wolnych ludzi na tym swiecie, tym lepszy on jest. 
Tak sie zastanowilam jeszcze nad tym tutaj:
....W końcu podczas rozmowy z żoną zapytałem się czemu ona to wszystko znosi, w imię czego? Odparła po chwili że to dla tego że mnie kocha a miłość wszystko przetrzyma. Te słowa zadziałały na mnie jak nigdy wcześniej żadne inne. Zrozumiałem że ja nie odwzajemnię jej uczuć w takim stopniu na jaki zwyczajnie zasługuje. W takiej sytuacji możemy się co najwyżej unieszczęśliwiać dalej bo jak ona może być szczęśliwa pragnąc dziecka i kochającej rodziny a widząc mnie wycofanego i nieobecnego w tym wszystkim. I jak mogę być szczęśliwy ja będąc przy osobie która jest dla mnie towarzyszem w codzienności, nie partnerką, nie miłością mojego życia, nie kochanką.
Ona Cie kocha i dlatego sie tak meczy z Toba?
Wiesz, ja mam zupelnie inne pojecie milosci. Inne niz to, ktore ma na ten temat wiekszosc otaczajacego mnie swiata. I tez bardzo dlugo nie wiedzialam, co jest ze mna nie w porzadku. A potem okazalo sie, ze ze mna wszystko ok, tylko inni maja inny model, ktory jednak nie wydaje sie prowadzic ich do szczescia.
Z milosci sie nie cierpi, to radosc. Do milosci nalezy to, ze dba sie takze i o to, zeby samemu czuc sie dobrze, bo tylko wtedy mozna innym cos z tego dac.
Spora ilosc ludzi myli swoje wlasne potrzeby emocjonalne z miloscia. Ba, uwaza sie, ze jesli nie teskni sie na przyklad za ukochanym, to znaczy, ze sie tak naprawde nie kocha. Co za bzdura! Milosc jest we wlasnym sercu, a te ma sie zawsze przy sobie 
Milosc nie jest zadna potrzeba do zaspokojenia, tylko stanem, w ktorym raczej ma sie potrzebe dawac innym, dzielic sie wlasna radoscia. To nie jest stan, w ktorym sie czegos potrzebuje!
Zazwyczaj te rzeczy sa w nas pomieszane i dlatego ja u siebie zawsze staram sie rozrozniac, co jest miloscia, a co emocja, bo to ulatwia podejmowanie wlasciwych decyzji. Czasem jest tak, ze milosc kaze nam podejmowac decyzje, ktore poruszaja w nas jakies stare bolace miejsca i dlatego uwaza sie, ze milosc moze byc cierpieniem. Ale przy dokladnym rozroznieniu tak nie jest. Cierpienie to brak milosci, to stare rany, kiedy jej nie bylo, albo nowe, gdy jej nie ma.
Twoja zona nie dba ani o to, zeby sama czula sie dobrze, bo oszukuje sie caly czas i probuje zyc z okruchow, ani nie dba o to, zebys Ty sie dobrze czul, bo Cie nie puszcza. Gdzie tu jest milosc?
Ty sie zastanawiasz nad jej szczesciem, nie chcesz, zeby przez Ciebie cierpiala, a czy ona zastanawia sie nad tym samym? Zebys Ty przez nia nie cierpial?
Wyglada na to, ze raczej nie!
To nie jest zadna milosc, ona Cie potrzebuje, to jest emocjonalna zaleznosc! To ona potrzebuje milosci, a nie sama kocha, jest jak dziecko, ktore sie trzyma kurczowo tatusia, bo on moze jednak ja kiedys pokocha. Ona ma tutaj swoj wlasny problem, ktorego z cala pewnoscia nie rozwiaze, zyjac w stanie jak teraz, w stanie ciaglego niedosytu i glodu.
Takie rozpaczliwe pragnienie dziecka moze byc tez znakiem tego, ze dziecko jest dla Twojej zony rodzajem rekompensaty. Dzieci kochaja rodzicow bezwarunkowa miloscia, wiec rodzice tu moga cos dostac, czego nie dostaja gdzie indziej. Ale czy to powinna byc rola dziecka, zaspokajac emocjonalne potrzeby swoich rodzicow? To jest emocjonalne wykorzystywanie i byc moze, ze Ty podswiadomie to wiesz i to bylo tez powodem, ze trafilo to u Ciebie na zdecydowany opor.
U Ciebie wyglada to na to, ze Ty tez byles emocjonalnie wykorzystywany, ze celem Twojej egzystencji bylo zaspokajanie potrzeb innych. No zreszta o tej czesci z opieka nad rodzenstwem pisales. Zona jest przeciwienstwem, wiec pasujecie z tymi swoimi skrzywieniami do siebie.
Pary czesto sie tak dobieraja i graja swoje zyciowe role tak, jak zawsze juz to robily.
Tyle, ze zonie ta rola pasuje, ale Tobie nie, chcesz z niej wyjsc.
Z Was dwojga to Ty jestes moim zdaniem blizej milosci, niz ona.
Ale zadne z Was nie jest w tym ukladzie szczesliwe, a wiec zapomnij o tym, ze tu chodzi o jej milosc i te wszystkie rozwazania, czy jestes tego warty czy nie. Takich uczuc lepiej nie odwzajemniac, w najlepszym wypadku prowadzi to do symbiozy, czyli maksymalnej wzajemnej zaleznosci. Sa tacy, dla ktorych jest to ok, ale Ty do nich nie nalezysz, masz w sobie za duzo samodzielnosci i dazenia do wolnosci.
Nikomu nie robi sie przyslugi, zostajac w takim ukladzie. Dwie zmarnowane szanse na dobre zycie.
Dlatego dobrze, ze dajesz choc sobie szanse. Takze i ona ja dostanie, jesli sie rozstaniecie, a czy wykorzysta, to juz nie od Ciebie zalezy.
Ty jej nie mozesz dac tego, co ona chce, wiec taki uklad to tylko mordega. Aktem milosci jest tu taki stan zakonczyc.
Chyba, ze zdarzylby sie cud i nagle rozkwitla milosc, ale to wydaje sie byc dosc nieprawdopodobnym scenariuszem. Zona potrzebowalaby wiele pracy nad soba, tu absolutnie nie wystarcza tylko Twoje starania.