Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 551 ]

261

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
I_see_beyond napisał/a:

No i jednak dziewczyny widzą i wiedzą swoje - zachowaniem zaczynają to matce dawać do zrozumienia.

Pozdrawiam ciepło smile

Z jednej strony tak, ale z drugiej mogą tez wykorzystywać to teraz, aby "ugrać" dla siebie więcej "wolności". Ona pewnie boi się być stanowcza i konsekwentna bo nie chce aby córki zaczęły ją oceniać surowo. Chce je mieć jak najbliżej siebie i jednocześnie wie, że sama nie daje idealnego przykładu. Chce być taka liberalna i tolerancyjna, żeby jej zachowania nie były źle oceniane przez córki. Niestety, mi się taki obraz świata, który żona przedstawia, nie wydaje najlepszym co można pokazać młodym ludziom. "Takie rzeczy się zdarzają i trzeba zrozumieć i zaakceptować wszystko" - Ja się z tym nie zgadzam, jestem może zbyt konserwatywny, może za stary.
Staram się trzymać rękę na pulsie.

Zobacz podobne tematy :

262

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Leki są ok jeśli jesteś pod kontrolą psychiatry. Nie znam wielu osób, które się od nich uzależniły. Za to znam wiele takich które brały i wyszły na prostą.
Dzieci swoje biorą na głowę, bez strat się nie obędzie. Wieczorem parę zdań napiszę.

263

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Twoje córki są rzeczywiście ciągle w ... nazwijmy to trudnym wieku. Za rok 18-tka, ale wiemy, że to tylko granica umowna w dorosłości. Przypominam sobie swoją walkę o "wolność" w tym czasie. Czasem wycinało się rodzicom numer, i to nie jeden. tongue

Właśnie tak to wygląda z dziećmi - małymi czy dużymi. Będą odreagowywać na swój sposób, bez względu na wiek, to co się dzieje między rodzicami.

Nie mam kompetencji rodzicielskich, więc nie czuję się żadnym autorytetem w dawaniu rad w tej dziedzinie. Ale pisałeś, że masz kontakt z córkami, rozmawiaj z nimi ile się da, to zaowocuje, może nie od razu, ale proces wychowywania dzieci jest długi i żmudny i na efekty czeka się latami wink

Proszę Cię, Facecie_z_wąsem, zastąp:

jestem może zbyt konserwatywny

na mam zasady. Wierz mi, że dzieci wbrew temu co mówią i demonstrują potrzebują granic, bo one dają im poczucie bezpieczeństwa. I drogowskaz moralny na przyszłość.

Ty równoważysz liberalizm żonki. Tyle.

może za stary

No tu już pojechałeś tongue Jesteś dwa lata starszy od mojego prawie-byłego męża, a on czuje się forever young . tongue Żaden z niego autorytet, po tym co zrobił, ale nie zaszkodzi zanucić sobie czasem Alphaville tongue

Nie myśl o sobie w kategoriach "stary" - to Cię tylko niepotrzebnie zdołuje. "W pół do piątej" to atrakcyjny wiek dla mężczyzny, zaufaj mi.

Trzymaj się tongue

264

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
I_see_beyond napisał/a:

..Za rok 18-tka, ale wiemy, że to tylko granica umowna w dorosłości.

Za miesiąc , ale to nie aż tak istotne.

"stary" i "konserwatywny"- tak napisałem, może własnie po to, żeby ktoś zaprzeczył wink
Czuję się młody.

265 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-27 13:37:00)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

..Za rok 18-tka, ale wiemy, że to tylko granica umowna w dorosłości.

Za miesiąc , ale to nie aż tak istotne.

OK. To ten szczegół gdzieś mi umknął, pomimo wnikliwego czytania tongue

Facet_z_wąsem napisał/a:

"stary" i "konserwatywny"- tak napisałem, może własnie po to, żeby ktoś zaprzeczył wink
Czuję się młody.

No mam nadzieję smile

EDIT: A jak pozamykasz swoje sprawy, to dopiero poczujesz zastrzyk energii. Zobaczysz smile

266

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
I_see_beyond napisał/a:

I wiesz co - Twoja żona szybko została matką dwójki dzieci. Macierzyństwo cudna rzecz, ale i ogromna odpowiedzialność, często wyrzeczenie się siebie. Teraz może być tak - córki odchowane, żonka chwyciła wiatr w żagle, chciała poczuć, że życie i świat mają jej jeszcze coś do zaoferowania... i pożeglowała po oceanie miłości tak, że już tego jej statku to nawet nie widać!

Daleka jestem od popierania zdrady czy wybierania tej możliwości jako sposób na odejście. Ale... No właśnie to "ale" jest zawarte w tym co napisałaś I see.
Mierzymy żonę  faceta jego miarą. Widzimy ją jego oczami. Dla faceta tradycyjny model rodziny to norma. Dla jego żony: norma to odchowanie dzieci, wywiązanie się z obowiązków typu pranie czy sprzątanie. Ale nie przez całe życie. Coś w stylu: melduje wykonanie zadania, ale teraz chcę pomyśleć o sobie.
Żona faceta sama mu mówi: "nie jestem dobrą matką". Bo może wcale nie chciała takiego życia. Była odpowiedzialna, kocha swoje córki, ale wie, że gdyby faktycznie jedynie o czym by marzyła w swoim życiu to TYLKO i WYŁĄCZNIE rodzina to mogła by dać z siebie więcej.
Nie porzuca przecież małych szkrabów. To prawie dorosłe kobiety. Facet_z_wąsem masz rację: córki mogą to wykorzystywać, a żona może czuć się bezradna, bo ciąży na niej wina za zdradę. 

Rozminęły wam się oczekiwania co do życia. Zdrada to nic dobrego. Ale i życie wbrew sobie też nie jest fajne.

267

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Aniaa34 napisał/a:

Mierzymy żonę  faceta jego miarą. Widzimy ją jego oczami.

Tak. Obraz, który przedstawiłem jest bardzo subiektywny i jednostronny. Inny być nie może.
Dzięki Wam próbuje spojrzeć na wszystko "trochę z boku" ale wiem, że to zawsze będzie obraz widziany moimi oczami.
Nie chcę być "sędzią we własnej sprawie". Nie szukam też tutaj własnych "adwokatów". 
Ja też znam takie powiedzenie: "Aby mnie oceniać, załóż moje buty i przejdź moją drogę". Nie wejdę w "buty" swojej żony (nie ten rozmiar, no i te obcasy smile )

268

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Ja tam jej nie oceniam oczami autora, wręcz przeciwnie. Zawsze jak ktoś opisuje jakąś historię, to próbuję zrozumieć i autora wątku i jego drugą połówkę. A tutaj nie trzeba być Sherlockiem, żeby zrozumieć żonę faceta_z_wąsem. To faktycznie osoba z DDA, która potrzebuje wiecznych wrażeń i silnych emocji. A to oznacza, że w sprawie związków zatrzymała się na rozwoju nastolatki. I ja jej w tym momencie nie ubliżam tylko stwierdzam przykry fakt. Dlatego tak łatwo dała się oczarować szwagrowi, bo przecież to przeżycie jak z książki romantycznej. Zakazana miłość itd... Lecz nie potrafi sobie poradzić z codziennymi kłopotami i ucieka od nich. Przestało jej się chcieć budować dom, bo pojawiło się za dużo kłopotów i jak małe dziecko wolała schować się pod kołdrę (czyt. "ja mam depresję, radźcie sobie beze mnie")

269

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Wasaty, smile

Myślę że problem dzieci w tej chwili jest ważniejszy od Twojego problemu z żoną.

Epizod z córką która wylaczyla telefon, żeby wzorem matki swobodnie balowac a następnie wraca bez obciachu pijana, jest wstępem do problemów które stworzy sobie i Tobie.


Ma syndrom DDRR.
Poczytaj sobie jak radzą sobie w dorosłym życiu dzieci rozwiedzionych rodziców.

Na dodatek, żona bardziej sobie ceni swoje egoistyczne podejście do życia, by z niego zrezygnować dla dobra córek.
Daje zły przykład, dzieci to wykorzystują usprawiedliwajac swoje zachowanie przykładem matki, na co ona znajduje usprawiedliwienie dla córek.


Ten wybryk córki, prawdopodobnie był swoistym jej krzykiem rozpaczy, "zobacz co nam robisz, zobacz jak my się czujemy kiedy Ty nam tak robisz"
Niestety egoizm żony jest za wielki by dostrzegła cololwiek zza niego.


Córki Cię potrzebują.
Na codzień , nie na kilka godzin.
Potrzebują autorytetu, chyba głównie moralnego. Teraz, z żoną go nie maja.,

270

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Secondo1 napisał/a:

Wasaty, smile

Myślę że problem dzieci w tej chwili jest ważniejszy od Twojego problemu z żoną.

Córki Cię potrzebują.

Coraz częściej tak myślę. Piep....ć wszystko i skoncentrować się na córkach.
Żonę można mieć jedną, potem drugą i jeszcze inną a córki mam na zawsze. Innego ojca już mieć nie będą.
Dlaczego Pan Bóg zapomniał dać nam instrukcję obsługi ?

271 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2016-05-27 17:10:21)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Co do córek: bądź przy nich często, jak tylko się da. Rozmawiaj z nimi do znudzenia i powtarzaj, że naprawdę zawsze mogą na Ciebie liczyć. Bo może być tak, że one w głębi duszy czują się przez Ciebie opuszczone. Poza tym w ich oczach możesz wyjść na ciućmę, który sobie pozwolił na wyrzucenie z domu. No i one mogą tez sprawdzac na ile sobie mogą pozwolić. Ale obserwuj je i nie panikuj, bo to Ci naprawdę nie pomoże. Z każdej sytuacji można wyjść.

272

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

Wasaty, smile

Myślę że problem dzieci w tej chwili jest ważniejszy od Twojego problemu z żoną.

Córki Cię potrzebują.

Coraz częściej tak myślę. Piep....ć wszystko i skoncentrować się na córkach.
Żonę można mieć jedną, potem drugą i jeszcze inną a córki mam na zawsze. Innego ojca już mieć nie będą.

Takiej wypowiedzi prędzej czy później się spodziewałam na wątku odpowiedzialnego Faceta, dla którego bardzo liczą się dzieci.

Powiem Ci tylko, że mocno trzymam za Ciebie kciuki - tej siły i energii będzie Ci trzeba. Czeka Cię rozgrywka na kilku płaszczyznach jednocześnie... a to wymaga wysiłku intelektualnego i emocjonalnego.

Tak jak pisałam, nie mam kompetencji w sprawie dzieci i rozwodu, bo się akurat bez nich rozwodzę, więc moje komentarze mogą niewiele wnieść do dyskusji.

Natomiast będę na tym forum robić to, co robiła moja grupa wsparcia 'w realu' - przypominać Ci o doładowaniu pozytywnej energii dla samego siebie. Bez tego nie uciągniesz tego wózka.

273

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Witaj Facecie z Wąsem,
Jestem tu nowa, więc nie będę się wymądrzać, aczkolwiek na temat porażki małżeńskiej zakończonej rozwodem mogłabym długo i monotonnie.
Czytając twoją opowieść doświadczyłam swoistego deja vu chociaż sprawa nie mnie dotyczy, a najbliższej rodziny. Wypisz, wymaluj dokładnie ten sam schemat kobiety niespełnionej, z depresją i zawirowaniami uczuciowymi itd., która szukając potwierdzenia własnej kobiecości pozwoliła sobie najpierw na małe "co nie co" ze szwagrem, a potem z szefem tego szwagra. Też dwoje dorastających dzieci i pokręcone relacje rodzinne, ale mój kuzyn zdążył wybudować dom, w którym aktualnie mieszka z dziećmi, a była żona cieszy się wolnością w wynajętym mieszkaniu. I jakoś jej depresja przeszła. I świetnie sobie radzi, może dlatego, że kuzyn zgodził się na bardzo symboliczne alimenty, byleby tylko zacząć żyć spokojnie. Długo dochodził do tego spokoju i dużo go to kosztowało nerwów, siwych włosów i nieprzespanych nocy, ale teraz (po prawie 2 latach) zaczyna wychodzić na prostą. Dzieci widują się z mamą, kiedy chcą, to znaczy, o ile mama znajdzie dla nich czas, ale te dwa, trzy razy w miesiącu spędzają z nią trochę czasu.
Piszę "dzieci" chociaż to prawie dorosłe osoby. A prawie robi dużą różnicę. Osiemnaście  lat, to jeszcze nie dorosłość, to tylko umowna cyfra dająca prawo wyborcze. Myślę, podobnie jak inni, że powinieneś skupić się przede wszystkim na sobie i córkach, które w tych niełatwych dla was wszystkich chwilach na pewno potrzebują twojego wsparcia i miłości.
Trzymam za ciebie kciuki i cokolwiek się zdarzy niech to będzie dobre dla ciebie!

274

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Dziękuję Wam za te słowa wsparcia.
Wszędzie szukam dobrej energii. Mam nadzieje, że przebrnę przez to wszystko przy jak najmniejszych "stratach własnych"
A jak będzie? Czas pokaże.

275

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

I to jest właściwe podejście smile

Wszystko się się ułoży, emocje opadną, nie ma problemów nie do rozwiązania.

Jak mi mówili tak rok temu, to myślałam, że uduszę gołymi rękami, bo co "oni" tam wiedzą, nie są mną.

Dziś wiem, że mieli rację. Ułożyło się według własnego scenariusza, ale dobrze smile

276

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Córy czują się zwolnionego z nadzoru matki. Wypisz, wymaluj moja latorośl. Tyle, że moja zaczęła stawiać się matce już od 13 roku życia i szło ostro. Sam nie miałem z nią żadnych większych kłopotów, dopiero przed 18 pokazała pazurki.
Pisałem Ci wcześniej, że dzieci swój rozum mają i na ile potrafią, na tyle sobie radzą. Będą przyjacielu kłopoty z ich strony. Owszem szanują Cię, ale ich piedestał, dom rodzinny runął. Wraz z nim runęła rodzicielska władza. Ty już możesz dużo mniej, żona ma zostawione minimum. Same przejęły odpowiedzialność za siebie. Co możesz zrobić? Być cierpliwy, akceptować co uważasz za słuszne i bardzo wyraźnie, bez wybielania stawiać sprzeciw. To wyraźne zdanie dotyczy również tego co między Tobą, a żoną jest.
Twierdzisz, że dały Ci wolną rękę i nie chcą się wtrącać? Nie będą się wtrącały, uznały ,że nie są partnerami do rozmów z Tobą. Powodem jest nieszczerość. Czują się oszukane, bo owijałeś w bawełnę, ukrywasz zdradę żony przed nimi. One do matki mówią otwartym tekstem, do Ciebie grzecznościowo. Mało tego, to jakbyś przyzwalał na zdradę, wynagradzał za łamanie zasad. Nie ma kary, więc hulają. W tym wieku świat jest bardzo prosty. Albo coś jest dobre, albo złe. Będą sprawdzały wasze granice dopóki nie postawisz tamy. Pytałeś jak one by widziały opiekę nad nimi i wspólne mieszkanie? Podjąłeś decyzję i zakomunikowałeś im.

277

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Gdyby tylko Bóg był też bym chciał sad
Co do żony ty za nią nie odpowiadasz to kurcze dorosła osoba ma problem z sobą więc to jej problem a córki i tak to prędzej czy później zrozumieją potem mina jej bezcenna wink

278

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

No to widzę, że lekko nie będzie.
Apologises - cenie Twoje rady, obserwacje i wnioski, bo wiem, że poparte są doświadczeniem. Jest nad czym myśleć i nad czym pracować.

279 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-27 23:38:28)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
apologises napisał/a:

Co możesz zrobić? Być cierpliwy, akceptować co uważasz za słuszne i bardzo wyraźnie, bez wybielania stawiać sprzeciw. To wyraźne zdanie dotyczy również tego co między Tobą, a żoną jest.
Twierdzisz, że dały Ci wolną rękę i nie chcą się wtrącać? Nie będą się wtrącały, uznały ,że nie są partnerami do rozmów z Tobą. Powodem jest nieszczerość. Czują się oszukane, bo owijałeś w bawełnę, ukrywasz zdradę żony przed nimi.

Facecie_z_wąsem, doradzać w sprawie dzieci Ci nie zamierzam, ale apologises zwrócił uwagę na to samo co ja, choć wcześniej powstrzymałam się od komentarza.

Przyjąłeś rycerską postawę wobec żony nie wymawiając zakazanych słów "inny facet" przy córkach. Mnie się wydaje, że Ty myślisz, że je w taki sposób chronisz... A one za miesiąc kończą 18-lat. I doskonale wiedzą, co się święci.

Powiem Ci, kiedy ja miałam 16 lat, coś "niesłychanego" przytrafiło się moim rodzicom. Wpadka! Moja mama była wtedy, tak się składa, załamana i w swej pokręconej logice spanikowanej kobiety zrobiła z tego temat tabu. Pech chciał, że ja akurat znalazłam ... test ciążowy (taką mam przypadłość, że zawsze natykam się na "skarby" prowadzące do odkrycia jakiejś tajemnicy wink) Mając taki "dowód" w ręku chciałam na ten temat z mamą porozmawiać. Ona niestety zawsze była dość zamknięta w sobie, a jak jej temat nie pasował, to można by ją rozżarzonymi szczypcami przypalać, a i tak by tematu nie pociągnęła. Taka była, jest i ja to teraz akceptuję.

Ale to jej traktowanie mnie wtedy jak niedorozwinięte dziecko (byłam bystrą 16-latką, wierz mi), bardzo mnie wkurzało.

Potem mama poroniła - znów temat tabu, a ja cholernie chciałam na ten temat właśnie szczerze porozmawiać, bo przecież wtedy zaczęłam wchodzić w dorosły świat i chciałam, aby mnie traktowano poważnie i rozmawiano szczerze .

Z pomocą przyszedł mi ... ojciec. To on odpowiadał na moje trudne pytania. Uspokoił mnie. A temat ciąży i poronienia był dla niego (jako faceta) zdaje się nieco trudniejszy do ogarnięcia niż dla mojej mamy.

Ale za to do dziś go bardzo szanuję i jako jedynego Faceta na świecie kocham, za jego wielką miłość i szczerość w stosunku do mnie. I jego zaufanie do mnie, że rozumiem.

Mój ojciec jest DDA, tak na marginesie. A ja jestem córką DDA, silną, szczęśliwą kobietą, która radzi sobie w życiu, bo mój Tato, oprócz ogromu miłości, dawał mi kredyt zaufania, traktując mnie adekwatnie do mojego wieku i wyjaśniając, jak ten świat jest skonstruowany. Że nie zawsze jest niedziela...

W moim poście nie ma absolutnie żadnych sugestii dla Ciebie. To Twoje córki i Ty znasz je najlepiej.

Nie chodzi o to, by córki stały się Twoimi powiernicami. To nie ich rola.

Ja tylko zwróciłam uwagę na to samo co apologises i już gryzę się w język tongue

PS Zazwyczaj walę prosto z mostu, ten post niejako zawoalowany, wiem wink

280 Ostatnio edytowany przez magicyl (2016-05-27 23:44:05)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

To i ja dorzucę kamyczek z własnego ogródka. Gdy zapadła decyzja o separacji córka miała 8 lat i mój mąż powiedział jej, że tu cytat: mamusia i tatuś przestali się kochać, ale nigdy nie przestaną kochać ciebie najbardziej na świecie. I to prawda. Ale zapomniał dodać, że zdążył już pokochać inną kobietę i że to z nią od teraz  będzie wiódł szczęśliwe życie, a ja nie chcąc w żadnym razie mącić dziecku obrazu ukochanego tatki słowa na ten temat nie powiedziałam. Starannie omijałam wszystko, co tylko w oczach córki mogłoby narazić na szwank dobre imię byłego męża. Po latach wykrzyczała mi w złości, że ma do mnie żal, bo ją perfidnie okłamywałam...
gdybym wtedy miała ten rozum, co teraz na pewno postąpiłabym inaczej...

281

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Hej. Jak po weekendzie?

282

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
I_see_beyond napisał/a:

Hej. Jak po weekendzie?

Piątek, sobota i niedziela od rana do wieczora spędzone w biurze. Musiałem nadrobić zaległości. Nie miałem czasu pisać. Ogólnie chyba coraz spokojniej.  Dzisiaj bylem u psychiatry, dostałem Coaxil i Pramolan na lepszy sen. Zapisałem się do psychologa. Nastrój nie najgorszy, nie wiem czy to z powodu "zajęcia" głowy innymi sprawami, czy dlatego, że nie mam kontaktu z żoną.
Dzisiaj będę się widział z jedną córką (a może z obiema?). Ma mi doradzić wybór oprawek do okularów. Pomimo tego, że ja młody chłopak jeszcze wink to już z czytaniem kiepsko.

Ostatnio uświadamiam sobie kilka spraw:
- Chyba nigdy nie byłem "pierwszym wyborem", tym "jedynym" dla żony a raczej opcją, kimś kto był, bo nie było w zasięgu nikogo innego.
- Bardzo rzadko, jeżeli kiedykolwiek w ogóle, czułem, że jest ze mnie dumna, że mnie za coś podziwia, czy choćby docenia.
- Nie czułem tego, że jestem dla niej atrakcyjny jako facet i to zarówno fizycznie, jak i na innych płaszczyznach (no może poza początkami naszego związku).
- Nasze życie było, z jej strony, ciągłym oczekiwaniem na coś, co ma się wydarzyć i dopiero to "coś" będzie wartościowe i "takie jak być powinno", a to co jest teraz to tylko "poczekalnia".
Nie wiem czy potrafię jasno sformułować swoje odczucia. To wszystko, co napisałem powyżej,  sprawia, że coraz mniej mi szkoda, że nasz związek się skończył. Oczywiście boli to, że skończył się w taki nie fajny sposób.
Sam się teraz zastanawiam: jak udało nam się tak długo być ze sobą?
Może to  też tylko przejściowy etap, ale tak myślę dzisiaj. Jutro być może będzie inaczej.
Słońce świeci smile

283

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Facecie (kurde, dziwnie się tak pisze..a z wąsem to już w ogóle tongue wink ale dobra) smutne to co piszesz, ale to praktycznie potwierdza to o czym wcześniej ja pisałam.
Twoja żona choć jest atrakcyjna dla Ciebie - pisałeś o tym i jest Twoim PIERWSZYM wyborem, to jednak nie jest obiektywnie na yle atrakcyjna by być z kimś, kto jest/byłby atrakcyjny dla niej. Musimy to sobie szczerze powiedzieć.
Obserwuję swoje koleżanki: te bardzo atrakcyjne i mniej i widzę kto z jakich pobudek w związkach ląduje. Jak się domyślasz- te atrakcyjne wybierały, przebierały, aż w końcu trafiły na 'swój max' i z nim się spasowały, nie żałują. Te drugie są w związkach z "drugimi wyborami" - na zasadzie 'z tego, co było dla nich dostępne, niekoniecznie to czego by dla siebie chciały'.

Ja byłam RAZ w związku z rozsądku, dlatego, że wmawiano mi przez wiele lat, że wybrzydzam i mam poprzewracane w dupie..uwierzyłam w to. Teraz nie wierze i od tej pory wyszukuje z  'najlepszych opcji', nigdy już nie pójdę na kompromis ze sobą. Kończy się to w 90% tak jak u Ciebie.
Ja też kiedyś byłam dla kogoś taka 'opcją' i było to samo.

284 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2016-05-30 14:58:00)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Elle, jesteś atrakcyjną kobietą, nieprawdaż? smile Więc siłą rzeczy otacza się zupełnie inny świat i inna sytuacja, niż przeciętnego, bądź przeciętnej. Wyobraź sobie panią z lekką nadwagą, rzadkimi włosami, krzywym nosem i skłonnością do tycia na łydkach. Czy ona też może sobie wybrzydzać, wychodząc z założenia, że jej pierwszym jest ktoś o aparycji Cristiano Ronaldo (załóżmy, że tak ma - zakochuje się tylko w pięknych boyach), czy też powinna spuścić z tonu? wink

I co w jej sytuacji będzie dobrym wyborem? Miły misio, z którym dobrze jej się gada? bo na 99% piękny boy nie będzie na nią splunąć chciał. Czy będzie to wybór z rozsądku/desperacji? smile

Moim zdaniem, wcale nie jest tak łatwo związać się z "właściwą" osobą, gdy jesteśmy z natury po prostu przeciętni (lub poniżej przeciętnej), a pociąg czujemy do tych "ładnych". Pewnie kończy się to kompromisem, albo samotnością.

285

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Elle88 napisał/a:

Twoja żona choć jest atrakcyjna dla Ciebie - pisałeś o tym i jest Twoim PIERWSZYM wyborem, to jednak nie jest obiektywnie na yle atrakcyjna by być z kimś, kto jest/byłby atrakcyjny dla niej. Musimy to sobie szczerze powiedzieć.

Tu się z Tobą trochę nie zgodzę. Ona zawsze była i nadal jest obiektywnie bardzo atrakcyjna. Teraz oprócz tego, że jest atrakcyjna fizycznie, ma również pewność siebie i świadomość swojej atrakcyjności.
Moja żona wychowała się w patologicznej rodzinie mieszkając w maleńkiej wsi. Był alkoholizm ojca, przemoc ze strony ojca i szwagra, brak uczuć ze strony matki. Jako nastolatka miała tzw. "powodzenie" i wiele młodzieńczych "związków", które to ona kończyła zanim się naprawdę zaczęły. Gdy jej ostatni chłopak z nią zerwał bo nie chciała z nim pójść do łózka, próbowała podciąć sobie żyły. Na szczęście bardzo nieudolnie. Usłyszała od swojej matki, że to jej wina, że ja zostawił bo pewnie "mu dała" więc ją olał. Chciała jak najszybciej uciec z rodzinnego domu i zacząć własne życie. Przyjechała sama do dużego miasta żeby pracować i studiować zaocznie. Miała masę kompleksów i niskie poczucie wartości. Być może, dla samej siebie, nie była na tyle atrakcyjna żeby mierzyć wysoko i "przebierać". Chciała szybko rozpocząć swoje dorosłe życie, zupełnie inne jak życie jej rodziców i starszej siostry.
Tak to wygląda z mojej strony. Ja mogę się mylić. Nie jestem obiektywny.

286

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

WaltonSimons, tak, myślę, że jestem atrakcyjną kobietą. Ale sporą część życia i tak tego nie zauważałam, ba -do głowy by mi to nie wpadło, bo jestem z rodziny gdzie albo się krytykowało albo nic się nie mówiło - jak coś dobrze zrobiłaś. O wyglądzie i seksie nie rozmawiało się w ogóle. JA całą swoją wiedzę o sobie jako kobiecie i na ile jestem fajna dla facetów zdobyłam..od facetów. Inne kobiety są 'do przodu' ode mnie o to, że Rodzice je chwalili, wspierali i uczyli zdrowego poczucia wartości, ja musiałam się tego uczyć sama, "z podwórka" , a wiadomo różnie to bywa.

Problem jest taki, że zbyt dużo czasu nie wykorzystywałam swojej wiedzy tak jak powinnam, miałam kompleksy, gdzie obserwowałam masę mniej atrakcyjnych kobiet np. i one zdawały się nie mieć żądnych. Jedyne co wtedy było moja "busolą" to obserwacja tego, który facet z jaką się umawiał (którą z nas) i jeśli schemat się powtarzał to mogłam wyciągnąć wnioski o atrakcyjności, ale kompleksy i nienawiść do siebie i tak nie znikały, z tym musiałam radzić sobie sama, żaden nie wiadomo jak atrakcyjny facet nie był w stanie mi uwiarygodnić, że "jestem OK".

To jest straszne jak wiele fajnych, atrakcyjnych kobiet ma ogromne kompleksy. Mam znajoma, która w wieku blisko 40 lat w końcu zaczyna układać swoje życie. Wcześniej też była zlepkiem kompleksów, a to piękna kobieta. O sobie bym tak daleko nie powiedziała wink Ale jest to cholernie przykry wniosek.

A kompromisy:  tego co by się chciało z tym, co realnie można mieć z uwagi na niezależne od nas 'parametry' ciała i wyglądu ogólnie -to jest sprawa, z która należy się faktycznie pogodzić, tak chciała natura. Kto wcześnie to nie tyle zrozumiał, co ZAAKCEPTOWAŁ, ten jest szczęśliwy z tym co ma, albo szuka wink

287

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

zgadzam się Elle.
A że więcej jest przeciętnych niż atrakcyjnych... cóż,czasem ciężko zaakceptować, że nie będzie się gwiazdą rocka, modelką, bądź w związku z atrakcyjnym samcem alfa. Podejrzewam, że mało jest ludzi, którzy to tak naprawdę zaakceptowali. Stąd też bierze się masa zdrad - zadawalmy się czymś na "naszym poziomie", niby kontent, a tu hyc - lachon/macho zstąpił z nieba wink I co taki człowiek robi? zdradza, bo wreszcie może zrealizować swoje marzenie o nieprzeciętności.

Tylko kogo za to obwinić? naturę, że stworzyła atrakcyjnych i nieatrakcyjnych, czy społeczeństwo, że pompuje balonik urody i powiększania e-penisa przechwałkami życiowymi na fejsbókach? A jak tu się chwalić jak partner przeciętny tongue

Innymi słowy, zaakceptowanie swojego pułapu wymaga ... poznania tego pułapu. Być może to jest właśnie klucz w przypadku żony "wąsacza" ? Ona być może właśnie nie znała "pułapu". Miała na swój temat z uwagi na rodzinne problemy złe zdanie. Uciekła od tego przez małżeństwo. Teraz, gdy po latach opadł już kurz, zamarzyło jej się innego życia i innego mena.

Szkoda tylko, że to wszystko zawsze jest kosztem kogoś.

288

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
WaltonSimons napisał/a:

.. Ona być może właśnie nie znała "pułapu". Miała na swój temat z uwagi na rodzinne problemy złe zdanie. Uciekła od tego przez małżeństwo. Teraz, gdy po latach opadł już kurz, zamarzyło jej się innego życia i innego mena.

Gdyby znalazła kogoś, kto da jej szczęśliwe, lepsze życie, to byłoby "pół biedy". Nie powiem, że mnie bolałoby wtedy mniej, bo pewnie nie. Niestety ten facet, o atrakcyjności o  1, 2 czy 3 poziomy  wyższej od mojej, najprawdopodobniej okaże się zwykłym  tchórzem, który nie zostawi zony i dzieci, nie zburzy swojego zakłamanego, wygodnego świata i nie da jej prawdziwego szczęścia.  Cholera. Jakoś mnie to wcale nie cieszy.

289 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-30 17:55:40)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:

Ogólnie chyba coraz spokojniej.  Dzisiaj bylem u psychiatry, dostałem Coaxil i Pramolan na lepszy sen. Zapisałem się do psychologa. Nastrój nie najgorszy, nie wiem czy to z powodu "zajęcia" głowy innymi sprawami, czy dlatego, że nie mam kontaktu z żoną.

Ostatnio uświadamiam sobie kilka spraw:
- Chyba nigdy nie byłem "pierwszym wyborem", tym "jedynym" dla żony a raczej opcją, kimś kto był, bo nie było w zasięgu nikogo innego.
- Bardzo rzadko, jeżeli kiedykolwiek w ogóle, czułem, że jest ze mnie dumna, że mnie za coś podziwia, czy choćby docenia.
- Nie czułem tego, że jestem dla niej atrakcyjny jako facet i to zarówno fizycznie, jak i na innych płaszczyznach (no może poza początkami naszego związku).
- Nasze życie było, z jej strony, ciągłym oczekiwaniem na coś, co ma się wydarzyć i dopiero to "coś" będzie wartościowe i "takie jak być powinno", a to co jest teraz to tylko "poczekalnia".
Nie wiem czy potrafię jasno sformułować swoje odczucia. To wszystko, co napisałem powyżej,  sprawia, że coraz mniej mi szkoda, że nasz związek się skończył. Oczywiście boli to, że skończył się w taki nie fajny sposób.
Sam się teraz zastanawiam: jak udało nam się tak długo być ze sobą?
Może to  też tylko przejściowy etap, ale tak myślę dzisiaj. Jutro być może będzie inaczej.
Słońce świeci smile

Bardzo mnie cieszą "postępy" w procesie zdrowienia smile Aż sobie zacytowałam niemalże cały post wink

Spokój da się wyczuć w Twoim poście - i o to chodzi, bo po kilku miesiącach szarpaniny to może być najpiękniejsze uczucie. Leki pomogą Ci zasnąć, organizm się zregeneruje, sił będzie stopniowo przybywać.

Ja myślę, że dużo tego spokoju masz przez to, że jednak kontakt z żoną zawiesiłeś. Sama jej osoba jest takim "wyzwalaczem" wspomnień - dobrych i złych. Co tam dalej postanowicie, to czas pokaże, ale ten dystans, ten czas bycia samego dla siebie, jest w takiej sytuacji i na tym etapie bezcenny.

Odczucia formułujesz bardzo trafnie wink

A Twoje refleksje pokazują, że jesteś w połowie drogi na szczyt uzdrowienia. Od 10 miesięcy wiesz, czas radzenia sobie ze zdradą ponoć to 1-2 lata (to wiem od jednej takiej terapeutki, u której byłam zapytać, ile czasu zajmie mi własnie uporanie się z tym wszystkim).

Od etapu zaprzeczania: "Nie mogę w to uwierzyć, że mnie się to przydarzyło!", potem winy, żalu ("To straszne poczucie straty"), gniewu ("Niech ją szlag!) przechodzić będziesz przez odpuszczanie, odbudowywanie poczucia własnej wartości ("Może wcale nie jestem taki beznadziejny!"), przejście ("Budzę się i pozbywam się resztek").

Na końcu zaś jest ... wolność smile

Trzymaj się smile

290

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:

Niestety ten facet, o atrakcyjności o  1, 2 czy 3 poziomy  wyższej od mojej, najprawdopodobniej okaże się zwykłym  tchórzem, który nie zostawi zony i dzieci, nie zburzy swojego zakłamanego, wygodnego świata i nie da jej prawdziwego szczęścia.  Cholera. Jakoś mnie to wcale nie cieszy.

Oj tam, oj tam, zaraz tam atrakcyjniejszy. Te porównania są zbędne. Mnie mój mąż rzucił dla, jak to mój serdeczny kolega określił, "czwartej ligi". Atrakcyjność nie ma znaczenia, chodzi o zasmakowanie "czegoś innego".

Ten scenariusz, który przedstawiasz, jest bardzo prawdopodobny.

A to, czy Twoja żona będzie szczęśliwa czy nie - zależy tylko od niej , nie od Ciebie wink

A ostatnie zdanie świadczy, że zbierasz punkty w konkursie na świętego, i to ze złotą aureolą wink Chyba jednak etap gniewu jeszcze przed Tobą...

291 Ostatnio edytowany przez Facet_z_wąsem (2016-05-30 16:23:26)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
I_see_beyond napisał/a:

A ostatnie zdanie świadczy, że zbierasz punkty w konkursie na świętego, i to ze złotą aureolą wink .

Nie.... smile  Przepraszam ale prawie parsknąłem śmiechem na monitor.
...bo ja wiem, może aureola dodałaby mi jakieś punkty atrakcyjności  smile   E... chyba nie, kobiety wolą niegrzecznych chłopców wink

292 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-30 16:27:49)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

A mężczyźni kochają zołzy tongue

293

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
WaltonSimons napisał/a:

.. Ona być może właśnie nie znała "pułapu". Miała na swój temat z uwagi na rodzinne problemy złe zdanie. Uciekła od tego przez małżeństwo. Teraz, gdy po latach opadł już kurz, zamarzyło jej się innego życia i innego mena.

Gdyby znalazła kogoś, kto da jej szczęśliwe, lepsze życie, to byłoby "pół biedy". Nie powiem, że mnie bolałoby wtedy mniej, bo pewnie nie. Niestety ten facet, o atrakcyjności o  1, 2 czy 3 poziomy  wyższej od mojej, najprawdopodobniej okaże się zwykłym  tchórzem, który nie zostawi zony i dzieci, nie zburzy swojego zakłamanego, wygodnego świata i nie da jej prawdziwego szczęścia.  Cholera. Jakoś mnie to wcale nie cieszy.

Oj już tak jej nie współczuj wink
Musisz zrozumieć, że ta samarytańska postawa nie dodaje Ci w jej oczach seksapilu ani męskości. Nie twierdzę, że powinieneś traktować ją teraz 'z buta' , ale za co jej współczuć, że ma mokro na widok innego penisa, który wydaje jej się bardziej atrakcyjny? Nie przeginaj.. wink

294

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

A ostatnie zdanie świadczy, że zbierasz punkty w konkursie na świętego, i to ze złotą aureolą wink .

Nie.... smile  Przepraszam ale prawie parsknąłem śmiechem na monitor.

No widzisz smile Kolejne oznaki zdrowienia smile

A Elle88 ma rację, nie przeginaj wink Już Cię widzę jak żonce śpiewasz "Z nim będziesz szczęśliwa" smile Znasz?

295

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Autor tego wątku poruszył kwestię sposobu rozstania. Nie uważasz Elizabeth, że to jest istotna kwestia w późniejszym przeżywaniu rozstania?
W końcu jesteśmy dorosłymi, dojrzałymi ludźmi.  Nie żałujesz  tych dziecinnych rozstań?

296

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
cichyfacet napisał/a:

Autor tego wątku poruszył kwestię sposobu rozstania. Nie uważasz Elizabeth, że to jest istotna kwestia w późniejszym przeżywaniu rozstania?
W końcu jesteśmy dorosłymi, dojrzałymi ludźmi.  Nie żałujesz  tych dziecinnych rozstań?


Jeśli pytasz ogólnie: to nie żałuję, w tym sensie, że to rozumowanie na zasadzie "gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem". Ja rozstawałam się w sposób na jaki pozwalał mi stan świadomości w danym momencie. Wyżej dupy nie podskoczysz wink

Ale trzeba rozróżnić dwie sprawy: kiedy komuś rzeczywiście chodzi o SPOSÓB rozstania, a kiedy "sposób" jest tak naprawdę pretekstem do przedłużania agonii związku, bo ktoś nie chce pogodzić się z jego końcem.

297

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
WaltonSimons napisał/a:

Tylko kogo za to obwinić? naturę, że stworzyła atrakcyjnych i nieatrakcyjnych, czy społeczeństwo, że pompuje balonik urody i powiększania e-penisa przechwałkami życiowymi na fejsbókach? A jak tu się chwalić jak partner przeciętny tongue

Być może dla świata jesteś nikim ale dla mnie jesteś całym światem... nie pamiętam, kto to powiedział, ale gdy słyszy się takie słowa własna "atrakcyjność" zdecydowanie zwyżkuje.
Mimo, że nigdy nie zaliczałam się do kobiet powalających urodą, może ze trzy razy w życiu miałam na twarzy makijaż,chociaż  jestem przeciętna, że bardziej nie można wcale nie czuję się nieatrakcyjna. Dla męża i tak jestem ta najwspanialsza, dla reszty świata nie muszę. I vive versa.
I chyba o to chodzi?
Żeby przede wszystkim być DLA SIEBIE, a dopiero potem dla innych.
A może się mylę?

298

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

magicyl, tak po prawdzie to zależy z czyich ust padają te słowa wink Na ile opinia tej osoby ma jakieś znaczenie.
Mnie np. zwisa i powiewa jeśli gwiżdżą czy ciumkają za mną dresy czy inni panowie na budowie przykładowo, a co innego jak powie mi komplement facet, na którego widok robi mi się gorąco. Nie ma co się oszukiwać.
Chociaż ogólny przekaz rozumiem i podzielam poniekąd, to nie bardzo pasuje do mnie ta część, że wystarczy mi żeby ten jeden, bo ja z więcej niż jednego chcę wybierać wink

299 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-30 18:47:38)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
magicyl napisał/a:

Dla męża i tak jestem ta najwspanialsza, dla reszty świata nie muszę. (...)Żeby przede wszystkim być DLA SIEBIE, a dopiero potem dla innych.
A może się mylę?

Nie mylisz się, mądra kobieto!

Na tym forum są tysiące stron poświęcone atrakcyjności fizycznej i wzajemnym "przyciąganiu/pociąganiu się".

Wiadomo, że na początku jakoś tam oko poleci w stronę tego "atrakcyjniejszego fizycznie" - czy to kobiety czy mężczyzny. Pytanie, co dalej?...

Kiedyś na szkoleniu poznałam pewnego faceta. Gość zakompleksiony z powodu "nadwagi", za to ... tak cudownie błyskotliwy i z tak inteligentnym poczuciem humoru, że gdybym nie fakt, iż poważnie wzięłam sobie słowa przysięgi małżeńskiej o wierności i mojej gorącej podówczas miłości do małżonka tongue , to bym może i wysiadła z nim te dwie stacje dalej...

Dla mnie ten facet był naprawdę sexy tongue Pomimo tej pewnej nadwagi, z której tak naprawdę tylko on robił problem.

I to jak atrakcyjni jesteśmy dla tej drugiej strony wypływa ... z naszego wnętrza. Dobrze się czujesz ze sobą, jesteś jak magnes dla innych. I vice versa. Wielki banał, wiem. Ale tak jest.

Więc nie dokładać mi tu sobie o poziomach atrakcyjności 1,2,3 na tym etapie, proszę smile

300

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Elle, życzę trafnych wyborów!
I takiego szczęścia, jakie jest moim udziałem:-)

301

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
magicyl napisał/a:

Elle, życzę trafnych wyborów!
I takiego szczęścia, jakie jest moim udziałem:-)

wink
Po prostu jestem estetką i trudniej mi się przemóc do seksu tylko z uwagi na 'piękne wnętrze', nie ukrywam tego.

302

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Elle a co zrobisz za 20, 30 lat, tak za sobą jak i z nim (tym już wybranym), bo chyba z seksu nie zrezygnujesz?

Tylko pytam, jakby co.

303

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Lilka787 napisał/a:

Elle a co zrobisz za 20, 30 lat, tak za sobą jak i z nim (tym już wybranym), bo chyba z seksu nie zrezygnujesz?

Tylko pytam, jakby co.

Słuszne pytanie.
Wiadomo, że za 20-30 lat "spuszczę z tonu" wink ale póki mogę sypiać z facetami, którzy mnie kręcą i są moimi 9 i 10/10 to dziwne żebym na siłę sobie miała zaniżać taką możliwość, w imię czego?
Wierzę, że któryś z tych fajnych facetów okaże się też kompatybilny charakterem i mentalnie ze mną. Parokrotnie się już przekonałam, że osobno każdy z nich coś tam miał, czego szukam. Teraz pozostaje zebrać to do kupy w jednym wink

304 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2016-05-31 08:35:54)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
I_see_beyond napisał/a:

Kiedyś na szkoleniu poznałam pewnego faceta. Gość zakompleksiony z powodu "nadwagi", za to ... tak cudownie błyskotliwy i z tak inteligentnym poczuciem humoru, że gdybym nie fakt, iż poważnie wzięłam sobie słowa przysięgi małżeńskiej o wierności i mojej gorącej podówczas miłości do małżonka tongue , to bym może i wysiadła z nim te dwie stacje dalej...

Dla mnie ten facet był naprawdę sexy tongue Pomimo tej pewnej nadwagi, z której tak naprawdę tylko on robił problem.

I to jak atrakcyjni jesteśmy dla tej drugiej strony wypływa ... z naszego wnętrza. Dobrze się czujesz ze sobą, jesteś jak magnes dla innych. I vice versa. Wielki banał, wiem. Ale tak jest.

U kobiet.

Statystyczny mężczyzna nie będzie czuł żadnego pociągu dla nieatrakcyjnej kobiety, choćby nie wiem, jak fajne wnętrze miała. Oczywiście nieatrakcyjnej dla niego, cholera wie, co się komu spodoba, ale pewne cechy stanowczo zwiększają prawdopodobieństwo znalezienia się w grupie tych nieatrakcyjnych dla interesującej nas osoby.

Na znaczną część nie ma się żadnego wpływu, kiepskie geny nam się trafiły po prostu. Dlatego uśmiecham się pod nosem, gdy mężczyźni/kobiety piszą coś o ogarnianiu się gdy narzeka ktoś kogo genetyka pokarała - na pewne rzeczy nawet chirurg nie pomoże smile

Ot, życie jest niesprawiedliwe z natury smile

305

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
WaltonSimons napisał/a:

Statystyczny mężczyzna nie będzie czuł żadnego pociągu dla nieatrakcyjnej kobiety, choćby nie wiem, jak fajne wnętrze miała. Oczywiście nieatrakcyjnej dla niego, cholera wie, co się komu spodoba..

No cóż.... jedni lubią czekoladę, drudzy jak im nogi śmierdzą..http://emotikona.pl/emotikony/pic/0winked.gif

Elle88 napisał/a:


Wierzę, że któryś z tych fajnych facetów okaże się też kompatybilny charakterem i mentalnie ze mną.

Oby spełniło się co rychlej!http://emotikona.pl/emotikony/pic/0wink.gif

306

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
I_see_beyond napisał/a:

Już Cię widzę jak żonce śpiewasz "Z nim będziesz szczęśliwa" smile Znasz?

"Ja cóż, włóczęga, niespokojny duch...." Stare Dobre Małżeństwo. O ironio. smile
Nie, nie zaśpiewam, nawet jakbym potrafił śpiewać.

Wczoraj bylem u nich. Odwiozłem dziewczyny. Trochę pogadaliśmy. Najpierw we dwoje, potem wszyscy czworo. Chciałem, żeby córki miały jasność sytuacji i choćby minimalne poczucie bezpieczeństwa, pewności jutra. Wiem, że to trudne w tej sytuacji.
Przedstawiłem swoje stanowisko w sprawie finansowania mieszkania, utrzymania dzieci itd. Żona z początku przyjęła postawę "męczennicy" - "Jak będzie trzeba, będę pracować w weekendy" i takie tam. Chyba jednak zauważyła, że nie wzbudzi we mnie współczucia nad jej "ciężkim losem".
Wyjaśniliśmy też córkom co się stało. Mają jasność sytuacji. Wiedzą, że żona mnie zdradziła i dlatego ja zdecydowałem, że się wyprowadzam. Usłyszały to i od niej, i ode mnie.
Żona powiedziała też, że jest świadoma swojej winy, że skrzywdziła kilka osób, że będzie musiała ponosić konsekwencje. Nie oczekuje zrozumienia i niczego więcej nie chce wyjaśniać. Nie szykuje dzieciom "nowego tatusia". Chce, żebym jak najczęściej widywał córki, przychodził  do nich.
To tak na bieżąco. Później napiszę jak ja to odbieram.

307 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-31 10:27:07)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
WaltonSimons napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

I to jak atrakcyjni jesteśmy dla tej drugiej strony wypływa ... z naszego wnętrza. Dobrze się czujesz ze sobą, jesteś jak magnes dla innych. I vice versa. Wielki banał, wiem. Ale tak jest.

U kobiet.

Statystyczny mężczyzna nie będzie czuł żadnego pociągu dla nieatrakcyjnej kobiety, choćby nie wiem, jak fajne wnętrze miała. Oczywiście nieatrakcyjnej dla niego, cholera wie, co się komu spodoba

Ot, życie jest niesprawiedliwe z natury smile

Tak podobno jest z tymi facetami - wzrokowcami / estetami tongue Zaprogramowanie przez naturę tongue

Facecie_z_wąsem - post nr 306 - świetnie! Tak trzymać!

Cóż więcej napisać - dojrzale i... z klasą smile

308 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2016-05-31 13:27:35)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Facecie_z_wąsem, ja rozumiem, że Ty jesteś dobrym człowiekiem i nie życzysz nikomu źle. Ja mam podobny charakter, bo też szybko wybaczam, bo nie lubię chować urazy, nie jest mi to do szczęścia potrzebne i myślę podobnie jak Ty, że jak mój dany facet chce iść do innej, to niech idzie i będzie szczęśliwy. Tylko u mnie na tym etapie myślenie o tym facecie się kończy. Chciał iść do innej, poszedł, więc niech sobie od teraz układa życie jak chce. I Ty też tak powinieneś myśleć o żonie. To naprawdę jest jej życie. Na siłę ją ani nie uszczęśliwisz, ani nie uchronisz przed całym złem tego świata.

A Ty chyba za bardzo przyjmujesz się tym, że Twoja żona kiedyś miała (nieudolną) próbę samobójczą, że niedawno miała depresję itd... Takie myślenie może źle się dla Ciebie skończyć, bo Twoja żona może kiedyś wykorzystać to przeciwko Tobie i zacząć szantażować emocjonalnie. Miej na to uwadze i staraj się patrzeć na to krytyczniejszym okiem kiedy Twoja żona naprawdę cierpi, a kiedy tylko udaje. I nie zawsze jej cierpienie musi być Twoim problemem. Ja wiem, ciężko jest znaleźć granicę między ratowaniem tylko własnego tyłka, a koniecznością naprawdę zadbania o siebie. Wiem, że boisz się, że jak przestaniesz przejmować się żoną, to staniesz się egoistą. Ale głupotą też jest dawać się wykorzystywać, bo to może zacząć niszczyć Ciebie, a nie chcesz chyba w życiu źle skończyć, prawda?

309

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Myszeczka23 napisał/a:

A Ty chyba za bardzo przyjmujesz się tym, że Twoja żona kiedyś miała (nieudolną) próbę samobójczą, że niedawno miała depresję itd... Takie myślenie może źle się dla Ciebie skończyć, bo Twoja żona może kiedyś wykorzystać to przeciwko Tobie i zacząć szantażować emocjonalnie. Miej na to uwagę i staraj się patrzeć na to krytyczniejszym okiem kiedy Twoja żona naprawdę cierpi, a kiedy tylko udaje. I nie zawsze jej cierpienie musi być Twoim problemem
.... Wiem, że boisz się, że jak przestaniesz przejmować się żoną, to staniesz się egoistą. Ale głupotą też jest dawać się wykorzystywać, bo to może zacząć niszczyć Ciebie, a nie chcesz chyba w życiu źle skończyć, prawda?

Będę na to uważał.
To, że piszę o jej doświadczeniach jest raczej próbą zrozumienia mechanizmów i przyczyn. Uświadomienia sobie z kim żyłem naście lat i kim ta osoba jest teraz.
Nie usprawiedliwiam tym zdrady. Zdrada jest największym świństwem i podłością. O ile za oddalenie się, zanik uczucia czy inne czynniki pośrednio przyczyniające się do zdrady odpowiadają zazwyczaj dwie osoby, tak winę za zdradę ponosi zdradzający. Nie ma takich przyczyn, które usprawiedliwiałyby zdradę. Nie ma "okoliczności łagodzących".  I tego będę się trzymał.

310 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2016-05-31 13:56:30)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

To fajnie, tylko pytanie co zrobisz, jak faktycznie ten facet wykorzysta Twoją żonę i porzuci? Jak wtedy Ty się zachowasz, kiedy ona będzie chciała powrotu, bo zrozumie* jaki błąd popełniła?


*oczywiście ona tylko będzie myślała, że zrozumiała, do czasu aż następny się nie pojawi.

311

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Myszeczka23 napisał/a:

To fajnie, tylko pytanie co zrobisz, jak faktycznie ten facet wykorzysta Twoją żonę i porzuci? Jak wtedy Ty się zachowasz, kiedy ona będzie chciała powrotu, bo zrozumie* jaki błąd popełniła?


*oczywiście ona tylko będzie myślała, że zrozumiała, do czasu aż następny się nie pojawi.

Odpowiem Ci szczerze. Nie wiem.
Nie wiem też, czy będę wiedział za miesiąc czy za dwa lata.  Gdyby taka sytuacja zaistniała, w co wątpię,  wtedy będę się zastanawiał.
Nie chce teraz rozważać wszystkich możliwych scenariuszy bo i tak, to co się stanie, nie będzie pasowało do żadnego z nich.

Chyba rozumiem co chcesz mi przekazać i przed czym ostrzec. Jestem za to wdzięczny.
Staram się być szczery wobec siebie. Ja nie staram się teraz pozostawić "furtki" w tym murze, który odgradza nasze wspólne życie od tego co jest teraz. Pozostaje jeszcze oczywiście to, co jest we mnie, a czego sobie nie uświadamiam.

312

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

I właśnie dlatego ja Ci to piszę. Faktycznie głupotą jest wymyślać różne scenariusze, bo człowiek zwariował by wtedy. Ale ja zwróciłam uwagę na ten konkretny scenariusz, ponieważ to Ty już drugi raz o nim napisałeś i dlatego mnie zaniepokoił.

313 Ostatnio edytowany przez Facet_z_wąsem (2016-05-31 14:53:16)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Jeszcze jedna sprawa, która mnie zastanawia i trochę niepokoi. Chodzi o moją reakcję, a właściwie brak reakcji, na zdradę na płaszczyźnie czysto fizycznej.
Wczoraj pierwszy raz usłyszałem od żony słowa: "zdradziłam cię" wypowiedziane wprost, prosto w oczy. Oczywiście byłem tego pewny dużo wcześniej. Z jej strony dotychczas było tylko  potwierdzanie tego co ja mówiłem a raczej brak zaprzeczenia, albo słowa w stylu "nie wiem dlaczego to zrobiłam" itp.
Nie znam szczegółów "technicznych" i chyba nie potrzebuję już teraz wiedzieć ile razy było "od tyłu" a ile "do buzi". Nigdy nie widziałem ich razem.
Niepokoi mnie to, że świadomość fizycznej i pewnie wielokrotnej zdrady nie powoduje we mnie uczucia fizycznej odrazy czy niechęci do niej. Chyba nie miał bym problemu z tym, żeby ją przytulić. Oczywiście tego nie robię ale jak patrzę na nią to wciąż widzę kobietę, która wydaje mi się atrakcyjna, która pociąga mnie fizycznie.

Może coś ze mną nie tak.

314

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Nie jesteś pierwszy i ostatni z takimi odczuciami i reakcjami. Aż takich reguł co do ewentualnego obrzydzenia nie ma.
Skończyła się tajemnica, nie ma już tabu. To istotne. Jesteś w porządku wobec córek, zyskałeś potwierdzenie od żony. Pora na następny etap, uregulowanie życia, majątku pod względem prawnym, bo stagnacja idzie na minus na Twoim koncie. Tym realnym i tym uczuciowym, to jakby zerwanie niepotrzebnych więzów i dopełnienie sprawiedliwości. Żeby było śmieszniej, nie przekreśla jej powrotu kiedyś tam. Nie takie historie życie pisze.

315

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Powiem Ci tak: też tak miałam. Co prawda nigdy męża nie miałam, ale zdradzona byłam i nie ruszyło mnie to szczególnie mocno. Tylko ja nie miałam chęci przytulać tego faceta. Ja wiedziałam, że to zły człowiek i cieszyłam się, że nasze drogi się rozeszły.
Dziwne, że Ty masz nadal odruch przytulania żony. To niepokojące, tyle wiem. Nie wiem zaś czemu u Ciebie tak jest i co z tym zrobić.

316

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
apologises napisał/a:

Nie jesteś pierwszy i ostatni z takimi odczuciami i reakcjami.

smile

apologises napisał/a:

Pora na następny etap, uregulowanie życia, majątku pod względem prawnym, bo stagnacja idzie na minus na Twoim koncie.

Tak, to dla mnie jasne.

317

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Myszeczka23 napisał/a:

Dziwne, że Ty masz nadal odruch przytulania żony..

Nie mam odruchu, nie mam ochoty na to. Czuje tylko, że gdybym chciał to nie miałbym z tym problemu.
Oj... Zakręcone to trochę.

318 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-31 15:49:34)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

Już Cię widzę jak żonce śpiewasz "Z nim będziesz szczęśliwa" smile Znasz?

"Ja cóż, włóczęga, niespokojny duch...." Stare Dobre Małżeństwo. O ironio. smile
Nie, nie zaśpiewam, nawet jakbym potrafił śpiewać.

Ładny tekst tego Starego Dobrego Małżeństwa smile. Ja myślałam o piosence IRA.

Ale do rzeczy:

Facet_z_wąsem napisał/a:

Jeszcze jedna sprawa, która mnie zastanawia i trochę niepokoi. Chodzi o moją reakcję, a właściwie brak reakcji, na zdradę na płaszczyźnie czysto fizycznej.
(...)
Niepokoi mnie to, że świadomość fizycznej i pewnie wielokrotnej zdrady nie powoduje we mnie uczucia fizycznej odrazy czy niechęci do niej . Chyba nie miał bym problemu z tym, żeby ją przytulić. Oczywiście tego nie robię ale jak patrzę na nią to wciąż widzę kobietę, która wydaje mi się atrakcyjna, która pociąga mnie fizycznie.
Może coś ze mną nie tak.

Wydaje mi się, że tu reguł, jak kto zareaguje na ten fakt zdrady fizycznej - nie ma. Choć podobno mężczyźni bardziej przeżywają tę zdradę fizyczną właśnie, a kobiety emocjonalną. Tak piszą w necie.

Wydaje mi się, że taki moment poczujesz później - teraz jeszcze jakby nie patrzeć sprawa jest dość świeża... Nie ma mocnych, ja pomimo tego, że jeszcze długo kochałam mojego męża po zdradzie i jak najbardziej wyobrażałam sobie powrót do siebie, dałam się w pewnym momencie złapać na myślach, że brzydzę się i jego kłamstw i ... ciała też. Tym bardziej, że ta jego wybranka serca taka jakaś ... dziołchowata.

Z życia wzięte:

A. Punkt widzenia kobiety: Koleżanka dała swojemu mężowi szansę po zdradzie. Spróbowali być razem. Oczywiście, że dzielili łoże małżeńskie nie tylko dla snu. Ona mi opowiadała, że wszystko wydawało się być ok, ale ... pękła w tym łóżku właśnie. Zaczęła płakać. Jednak zdrada wywarła mocne piętno.

B. Punkt widzenia mężczyzny: Brat koleżanki przeżył kilkakrotną zdradę żony (2 czy 3 facetów, potwierdzona zdrada fizyczna). Facet tkwił w toksycznym układzie z bardzo atrakcyjną fizycznie żonką przez niemalże dwadzieścia lat. Z dwóch powodów zapewne. Córka i jego pociąg seksualny do niej właśnie. Ale przyszedł moment, że zabrał walizkę, skrzynkę z narzędziami i się wyprowadził. W pewnym momencie pękł.

Zapytałam tę kumpelę, dlaczego się rozstali ostatecznie. "Bo X... nie poradził sobie ze zdradą fizyczną." Odpowiedziała krótko.

Nie czujesz tego "obrzydzenia", bo ciągle kochasz żonę i jak wielokrotnie podkreślasz, wystrzałowa z niej sztuka - co się dziwić, że Cię pociąga, jak jesteś normalnym, zdrowym facetem?

EDIT:

apologises napisał/a:

Żeby było śmieszniej, nie przekreśla jej powrotu kiedyś tam. Nie takie historie życie pisze.

I see it ... podobnie tongue

319

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Smutne w sumie - gdyby żona (już nie*)wąsacza była przeciętną wizualnie cizią, to pewnie i wyskoku by nie było, i takiego żalu. Co ta uroda z nami robi... smile

(już nie*)Wąsaczu, mimo wszystko domysły pozostają domysłami. Gdybyś żonę zobaczył z panem X w niewybrednej sytuacji, to mogłoby być zgoła odmiennie co do Twojego uczucia odrazy.

* wąs zgolony pozostaje? wink

320

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
WaltonSimons napisał/a:

Gdybyś żonę zobaczył z panem X w niewybrednej sytuacji, to mogłoby być zgoła odmiennie co do Twojego uczucia odrazy.

Potwierdzam. Ja widziałam "ich" razem w dość niewybrednej sytuacji.

Pomogło "uporać się z poczucie straty".

321 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-05-31 20:53:07)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
WaltonSimons napisał/a:

Smutne w sumie - gdyby żona (już nie*)wąsacza była przeciętną wizualnie cizią, to pewnie i wyskoku by nie było, i takiego żalu. Co ta uroda z nami robi... smile

(już nie*)Wąsaczu, mimo wszystko domysły pozostają domysłami. Gdybyś żonę zobaczył z panem X w niewybrednej sytuacji, to mogłoby być zgoła odmiennie co do Twojego uczucia odrazy.

* wąs zgolony pozostaje? wink

Trochę słabo to brzmi z tą urodą, a raczej "co ona z WAMI robi".. Z autopsji wiem, że uroda 'robi' facetowi siano z mózgu, kiedy ten nie ma zbyt wielu opcji. Pisałam już o tym wielokrotnie: jeśli facet ma możliwości i jest 'oblegany' przez urodziwe kobiety, nie będzie nigdy fiksował się na jednej tylko z uwagi na jej wygląd, ludzie..
To działa w dwie strony. Jak przystojni faceci sami zabiegają o uwagę, to żadna zdrowa na umyśle kobieta, nie będzie ganiała za tym, kto ją źle traktuje. Nie ma opcji.

Jasne, że jest cała grupa ludzi mających pewne zaburzenia, polegające na tym, że im partner bardziej niedostępny i im bardziej ich nie chce tym wydaje się podświadomości atrakcyjniejszy, ale mówimy o 'zdrowych' ludziach, pozbawionych tej przypadłości którzy z racji możliwości mają 'mentalność dostatku'. U autora tego ewidentnie nie ma, skoro żona jest na piedestale.

322

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

1. Masz taka historie ze moglbys napisac jakiegos best sellera -serio. smile
2. Nie znudzilo Ci sie juz grac w ta gre? Jest zbyt dluga a poziomy za trudne..
3. Ona Toba manipuluje- a Ty sie dajesz. Gdzie Twoje jaja? Gdzie ta męskość?
4. Zaslgujesz na lepsza kobiete. Nie boj sie, dzieci zrozumia (prawie dorosle wiec nie wiem czy moge je dziecmi nazwac).
5. Wez ja zostaw bo sam zwariujesz, i to zrobisz szybciej niz Ci sie wydaje.

Powodzenia!

323 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2016-06-01 08:21:03)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Elle88 napisał/a:

Trochę słabo to brzmi z tą urodą, a raczej "co ona z WAMI robi".. Z autopsji wiem, że uroda 'robi' facetowi siano z mózgu, kiedy ten nie ma zbyt wielu opcji. Pisałam już o tym wielokrotnie: jeśli facet ma możliwości i jest 'oblegany' przez urodziwe kobiety, nie będzie nigdy fiksował się na jednej tylko z uwagi na jej wygląd, ludzie..

Przeciętny facet nie ma wielu opcji, Elle smile Często nie ma nawet jednej i musi się starać, bo inaczej pies z kulawą nogą na niego nie spojrzy. A jak cud natury zstąpi z nieba i oświeci go swoim blaskiem i glamour, to traci rozum, a kule zajmują jego miejsce. To całkiem normalne, bo "przeciętność*" rodzi całą masę kompleksów, o której większość ludzi nawet NIE WIE, bo lokują się w podświadomości. "Zachodnie społeczeństwo" jest nastawione na ich produkcję poprzez całą gamę przekazów wizualnych i werbalnych "z życia i sztuki".

Wiadomo, że lokalny Cristiano Ronaldo nie podnieci się pierwszą lepszą lalą, bo takie to on codziennie obraca w tuzinach, ale nie sądzę, że dużo takich się tutaj znajdzie bądź w roli partnerów forumowiczek wink

*przeciętność nie tylko wizualna, oczywiście.

324 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-06-01 08:39:24)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
Myszeczka23 napisał/a:

Dziwne, że Ty masz nadal odruch przytulania żony..

Nie mam odruchu, nie mam ochoty na to. Czuje tylko, że gdybym chciał to nie miałbym z tym problemu.
Oj... Zakręcone to trochę.

Wiesz co, Myszeczko23, dobrze to ujęłaś - "odruch przytulania żony". Jak się ma taki staż w związku jak Facet_z_wąsem lub ja, to te "odruchy" w człowieku są - kształtowało się je przez te wszystkie lata, nie nad wszystkim się panuje, a szczególnie w sytuacji, gdy "umysł" i emocje pracują na gorących obrotach.

Wyobraźcie sobie, że mój prawie-były-mąż ... też mnie przytulił, kiedy się jeden jedyny raz przy nim rozpłakałam. A ja ten uścisk ... odwzajemniłam. Paradoksalnie wtedy on był jedyną bliską osobą, z którą mogłam sobie pozwolić na dotyk. A potrzeba dotyku, przytulenia się do kogoś, jak się zostało zranionym, jest wtedy w człowieku wielka.

Ja się pozwoliłam przytulić "wrogowi" tongue Dziś mi się to przypomniało - jaką siłę rażenia mają jednak kobiece łzy na mężczyznę hi hi tongue Byłabym mądrzejsza, to bym "rycała" przy nim wcześniej - może by nie odszedł? I miałabym lepiej, tzn. więcej bym uzyskała? tongue

Tamta trzecia "rycała" jak głupia - jak wyjeżdżałam służbowo czy do rodziny ("bo on taki biedny sam w tym domu"), a potem "rycała" jak wracałam (to już wiadomo dlaczego). A on to kupił, bo się czuł taki ważny, taki wspaniały, że ona tak przez niego reaguje tongue

Niby prosta "dziołcha", a jaka cwana. Hej! Na pewno mądrzejsza ode mnie smile

PS Myszeczko, te szpilki w Twoim awatarze nie dały mi spokoju przez dwa tygodnie. Zaszalałam - kupiłam sobie fajne obcasy smile. Świat widziany "z góry" jest jeszcze piękniejszy.

Ale do meritum:

To co tam do swojej żony jeszcze czujesz, Facecie_z_wąsem, to czujesz i masz prawo do tego. Jak będzie dalej, sam zobaczysz, sam tak zresztą piszesz. Czas też zrobi swoje.

A teraz pomyśl o sobie - warto rzeczywiście pomyśleć o podbudowie poczucia własnej wartości. Żona dość skutecznie je obniżyła, co jest sprawą normalną w tej sytuacji, ale ... nie nieodwracalną.

To poczucie własnej wartości chyba ... nigdy nie było zbyt wielkie - opisywałeś trudny "dom", warunki w dzieciństwie i wczesnej młodości, które nie sprzyjały jego rozwinięciu sad. Wiesz jak było, pamiętasz te emocje. Jesteś bystry, ja tu nie będę się rozpisywać. Wiesz, o co mi chodzi.

Potem "wydarzenia majowe"... Potem żona... Trochę tego się uzbierało.

Gdybym miała Cię podsumować na podstawie tych kilkunastu postów, było by to ... "odpowiedzialny ojciec". Od zawsze, nawet zanim ... założyłeś własną rodzinę.

Powiedz mi, kiedy ostatni raz zrobiłeś coś dla siebie, co sprawiło Ci wielką frajdę i przyjemność?...

Nawet największy siłacz i mocarz musi od czasu uzupełnić "paliwo"*, żeby dźwigać ciężary.

* O "browarku" mi nie pisz tongue Szybki i skuteczny "męski" sposób na relaks, ale ja poproszę o inne konkrety smile

325

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Tak dla wyjaśnienia. Nie uważam, żeby moja żona była "wystrzałową sztuką". Jej fizyczność jest "powyżej średniej" ale nie jest super pięknością. Wiem, że moja ocena nie jest obiektywna.
Siebie też nie uważam za szczególnego brzydala, chociaż do Maślaka trochę mi brakuje wink
Jest taka teoria, że kobiety wybierają facetów o 1, 2 stopnie atrakcyjniejszych od siebie. Tacy je pociągają i w takich się zakochują. Mogą być z facetami o równym stopniu atrakcyjności, ale nigdy z mniej atrakcyjnymi od siebie. Na "stopień atrakcyjności' wpływa oczywiście nie tylko fizyczność, również pozycja społeczna, stabilność finansowa, inteligencja, pewność siebie i pewnie wiele innych czynników. No ale to tylko teoria a nie "twarde prawo" i nie dotyczy absolutnie wszystkich.

Posty [ 261 do 325 z 551 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024