Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 551 ]

196 Ostatnio edytowany przez After (2016-05-18 17:56:48)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Cześć.
To może dla Ciebie jest teraz niczym powieść science fiction, ale
Przyjdzie taka chwila, gdy stwierdzisz, że wszystko się skończyło. Wtedy zrozumiesz, że będzie początek nowego.
Ważne jest teraz, aby pozwolić pewnym rzeczom odejść. Trzeba się od nich uwolnić. Odciąć się i zamknąć cykl. Powiedzieć zdrajcy :żegnaj.
I to nie z powodu Twojej dumy, słabości czy pychy
Ale po prostu dlatego, że na coś takiego nie ma miejsca w Twoim oZamknij drzwi, zmień płytę, posprzątaj dom, strzepnij kurz....
I idź śmiało do przodu, nie oglądając się za siebie.
Naprawdę kompletnie bez sensu jest wracanie do tego co się wydarzyło. Bo to co się stało to się nie odstanie. I nie masz już żadnego wpływu,
Czasu przecież  nie da się cofnąć. 
Ale najważniejsze jest wyłącznie tylko to, co jest przed Tobą. Bo tylko tutaj masz na to wpływ
To co było to już tylko historia i wspomnienia.
I nic ponadto.
Było, minęło. Panią pożegnać i skupić się wyłącznie na sobie..


Nie pij!
Alkohol daje ulgę ale na krótko. Potem wszystko wraca z jeszcze większą siłą..

Jak najszybciej musisz poniższe zaakceptować.
Będzie to wbrew Tobie ale im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej
1.Mimo że retoryka wojenna jest Ci obcą, już jesteś na froncie.
I to już od czasu jej pierwszej akcji..
2. Twoja dobroć, uczucie obraca się przeciwko Tobie.
Nie bądź naiwnym. Jeśli liczysz, że ona będzie grała fair, to się zdziwisz.
Tak już jest, że nasza miłość w takich sytuacjach jest jednocześnie naszą słabością.
I to właśnie jest bezwzględnie wykorzystywane...

Sorry, ale będę do znudzenia powtarzać :miękkie serce zawsze oznacza, że trzeba mieć twardy tylek..
A szanuje się wyłącznie tych, którzy wobec Ciebie są fair i Ciebie szanują.
Uczucia do kogoś mogą się zawsze wypalić. Ale jeśli się szanuje osobę, z którą przybyło się lat naście to nie odwala się takich akcji jakie zrobiła co najmniej dwukrotnie Twoja polowica. Bo strzelono Tobie w plecy ze strony, z której nigdy byś się nie spodziewał (mówię o pierwszym razie)..

Sorki, ale za takie coś nie ma litości..
Czas facet na pozbycie się nadziei i zobaczenie prawdziwego obrazu takim jakim jest..
Jeśli dajesz szansę, bo zbytnio się nie szanujesz,
bo uzalezniłeś swoje poczucie szczęścia od drugiej połowy to daje się ją wyłącznie raz!
Najwyższy czas zmienić i przewartosciowac całe Twoje dotychczasowe życie. Bo właśnie dostałeś od życia szansę na pozbycie się co do niej złudzeń i wyrwania od życia dla siebie tyle ile wlezie.
Tak jak już pisałem..
Teraz zrób kipisz z jej życia, Nie ma, że boli
Niech poczuje w jakie gówno weszła.
Za głupotę, brak szacunku dla kogoś, kto dałby się za nią pokroić się płaci wysoką cenę..
No chyba że chcesz dać jej kolejną szansę, a potem żyć z czymś takim i z kimś takim w imię tej pseudo-miłości podszytej bólem i strachem.?
Ale chyba to nie chodzi Ci po głowie?

Ludziom, którzy zaczynają przeżywać podobne sytuacje na podstawie nie tylko swojego życia i doświadczenia mogę śmiało napisać jedno:
MYŚLCIE WYŁĄCZNIE O SOBIE.
Jedyną Twoją winą jest wyłącznie to, że przez pewien czas żyłeś z kimś, kogo tak naprawdę nie znałeś
I naprawdę nie warto tracić czasu na rozpamiętywanie, choć wiem jak o to jest trudno.
Wychodź do ludzi, rób co się Tobie podoba, pomyśl o własnych marzeniach, pragnieniach i zrób coś z tym.
Nawet jeśli nie wszystkie da się zrealizować, trzeba do tego dążyć.

To już na tym forum pisałem
Jej się wydaje, że to Ty byłeś zły , a ona dopiero teraz jest szczęśliwa...
W JEDNEJ CHWILI ZŁAPAŁA KRÓLICZKA!
Fruwają motylki, pełna ekstaza..
Tylko wiesz jak to się kończy statystycznie?
Jeszcze gorszym niezadowoleniem, złością, zawiścią.
Bo zdecydowana większość z  byłych partnerów,  a do tego grona zalicza się moja eks, po takim SZCZYCIE, który osiągnęli, w jednej chwili zostaje z niczym.
Nie ma gdzie ani do kogo wrócić..
Króliczek szybko staje się nudny: trzeba dać mu jeść, czyścić klatkę, motylki wyzdychały..

Pomyśl więc z uśmiechem na twarzy o tym, że jakaś idiotka dała Ci wolność, a jej się wydaje, że w ten sposób Ciebie ukarala za coś, o czym tylko ona wie.. .
Tylko na Boga nie karaj się sam siebie!
Szkoda na to czasu i energii.

Wbrew tem myślom, które chodzą Ci po głowie, to Ty masz większe szanse na lepsze życie i szczęście niż ta, która Ciebie skrzywdziła .
Jak tylko przestaniesz się użalac nad sobą i weźmiesz swoje życie w swoje ręce
I przestaniesz krzywdzić sam siebie,  rozliczając siebie i szukając winy w sobie to wygrasz .
To nie Ty bowiem nie dałeś sobie rady z własnymi kompleksami, to nie Ty skrzywdziłeś i to nie Ty spusciłeś małżeństwo do klozet.
Jesteś i byłeś człowiekiem,  Masz może i jakieś wady. Bo każdy je ma.
Ale masz też całą masę zalet.
Nie daj broń Boże obciążyć się winą za jej qrestwo!
Nic złego nie zrobiłeś. Powiem więcej. Zrobiłeś wszystko co było w Twoim zasięgu aby uratować rodzinę,.  Bo już po pierwszym razie powinna zostać spakowana i wypieprzona za drzwi
NA ZAWSZE!
Lekcja jaką ta gwiazda Ci udzieliła jest bolesną ale jednocześnie powinna Ciebie nauczyć, że pod żadnym pozorem nie wolno uzależnić swojego poczucia szczęścia od kogokolwiek.
To Ty masz najpierw być szczęśliwym ze sobą...

Droga przed Tobą to najcięższy etap w Twoim życiu. Jednak absolutnie nie wolno się poddawać. Wyciągnij wnioski dla siebie, odrob otrzymaną lekcję, odbuduj swoje poczucie wartości i wal śmiało do przodu..

Zgadza się moi drodzy, nikogo nie wolno skreślić.
Pod jednym wszakże warunkiem.
Że ta osoba, która nie chce być skreślona, po pierwsze, musi o to błagać i walczyć o otrzymanie szansy
Po drugie, ma być szczera do bólu i żałować tego co zrobiła,
Po trzecie, musi bez zajakniecia zaakceptować warunki, I po czwarte, najważniejsze
Musi zadośćuczynić krzywdę, ból i cierpienie osobie, której omal nie zabiła..
Tutaj pytanie : jakie może być zadośćuczynienie za największe sqrwysyństwo, jakie można tylko zrobić osobie kochającej i ufajacej bezwarunkowo?
Jak można zrekompensować ten ból, cierpienie i łzy?
Moim zdaniem nie ma czegoś takiego.
. . . . . 
After


Editi 
Kłamstwa, perfidia i to z zimną krwią
Wiesz kogo jeszcze trzymasz w domu.?
Facet, wcale nie musisz z nią rozmawiać skoro ona nie chce. Jaki ma to sens?
Odpowiedzi na Twoje pytania i tak nie uzyskasz.

Sentymenty teraz mogą doprowadzić Cię do jeszcze wiekszej traumy w przyszłości..
Jedyne na co masz wpływ, to wyłącznie na siebie. Na nią jak sam widzisz, raczej ograniczony.
Zadbaj teraz tylko o siebie
O swoje zainteresowania, wartości, hobby. O zdrowie
O coś co Ciebie wzbogaci,  a na co może dotąd brakowało Ci czasu aby tym się zając.
Postaraj się znaleźć i zając tym co daje Ciradość i spokój.
Staraj się uniezależnić od niej w sensie emocjonalnym - przewartościowanie celów, zmiana priorytetów powinna być skuteczną metodą.
Nie powróci spokój, równowaga dopóki będziesz uzależniony emocjonalnie od zony.
To inna osoba, nie ta którą poznałeś, z która przeżywałeś dobre chwile.
Ona nie chce pamiętać tych dobrych chwil.
Jest na etapie Tworzenia dobrych chwil z kimś innym.
Ty jej w tym teraz najwyraźniej przeszkadzasz. Co wymownie daje Ci do zrozumienia.

Jeżeli nawet ta osoba kiedyś traktowała Ciebie inaczej, to teraz jest to już, tak jak pisałem, już zupełnie ktoś inny.
NIe jesteś w stanie jej zmienic.
Możesz tylko zmienić siebie.

Zobacz podobne tematy :

197

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Przeczytałam Twoją historię dwa razy (sama jestem w podobnej sytuacji jak Ty) bo nie rozumiem. Wyprowadziłeś się półtora tygodnia temu , bo zdecydowałeś, że definitywnie odchodzisz ? Czy też chcesz aby żona poczuła jak jej będzie bez Ciebie ? Nie rozumiem dlaczego wyprowadziłeś się właśnie w takim momencie, kiedy wydawałoby się, że pojawił się jakiś cień nadziei, że będzie lepiej- jedyne co mi przychodzi do głowy to że z obawy przed kolejnym rozczarowaniem lub aby nabrać do wszystkiego dystansu. Jednocześnie, mam wrażenie, że cały czas liczysz na to, że ona zrozumie co traci, stąd próby rozmowy. Z Twoich postów wyłania się super facet ale czy dałeś się jej takim poznać?

198

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Zosia1975 napisał/a:

Wyprowadziłeś się półtora tygodnia temu , bo zdecydowałeś, że definitywnie odchodzisz ? Czy też chcesz aby żona poczuła jak jej będzie bez Ciebie ? .... wyprowadziłeś się właśnie w takim momencie, kiedy wydawałoby się, że pojawił się jakiś cień nadziei, że będzie lepiej.  Z Twoich postów wyłania się super facet ale czy dałeś się jej takim poznać?

Witaj Zosiu.
Nie wiem gdzie dostrzegłaś ten "cień nadziei" bo ja go zauważyć nie mogłem. Uważam, że innej opcji jak definitywne odejście nie ma. Tak mówi mi rozum. "Serce" jeszcze nie do końca się z tym pogodziło.
Z jej strony nie było ani woli ratowania związku, ani próby zmiany czegokolwiek. Przynajmniej ja takiej nie zauważyłem.
Nie ma możliwości budowania czegokolwiek od nowa, gdy nie wyjaśni się i nie zamknie tego co było.
Ja usłyszałem (co zresztą pisałem tutaj) że "już cię nie kocham", "gdybyś poznał prawdę, musiałabym zniknąć z życia twojego i dzieci".
Czy uważasz, że mógłbym próbować być z nią nie znając prawdy? - Nie. Co miałbym jej wybaczyć? Jak zaufać?
Z drugiej strony - poznanie prawdy wyklucza dalszą możliwość bycia razem.

Ja nie widzę ani powodów, ani szans aby teraz próbować coś ratować.
Co przyniesie życie? Tego nie wiem.

199 Ostatnio edytowany przez After (2016-05-19 09:51:52)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Witam
Zosia
Podstawą do dania szansy, o ile ją chce się dać są następujące warunki :
1. To ma być "wniosek" zdradzacza,
2. Spowiedź, czyli pełna szczerość
3. Jak najszersza nasza wiedza(dlatego trzeba zdobyć dowody)
Po co?
Nawet jeśli już tak bardzo chcemy dać szansę, to trzeba zweryfikować szczerość spowiedzi. Czy nadal nie jesteśmy okłamywani.
Niestety jest tak, że zdrajca przyzna się wyłącznie do tego, czemu już zaprzeczyć nie może.
To tak w skrócie..
Absolutnie nic na piękne oczy, zapewnienia, gornolotne słowa, przysięgi na dzieci, że  powiedział/a wszystko.

Facet, nie myl pojęć.
Danie zdrajcy szansy, a wybaczenie to dwa zupełnie różne terminy
Pierwsze to tak jak w pokerze: mówisz sprawdzam, karty na stół
Drugie zależy wyłącznie od całej postawy zdrajcy, spełnienia postawionych zdrajcy warunków..   
I tutaj również jest potrzebna wiedza, aby mieć świadomość, co się wybacza.
Bez tej wiedzy to tak jak rozmowa ślepego z głuchym o kolorach

200 Ostatnio edytowany przez Facet_z_wąsem (2016-05-19 16:13:40)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
After napisał/a:

Witam
Podstawą do dania szansy, o ile ją chce się dać są następujące warunki :
1. To ma być "wniosek" zdradzacza,
2. Spowiedź, czyli pełna szczerość
3. Jak najszersza nasza wiedza(dlatego trzeba zdobyć dowody)

Ja to wszystko doskonale wiem.
Pisząc, że "miałbym przebaczyć" miałem na myśli, że dałbym szansę na przebaczenie. Czy bym przebaczył, to inna sprawa.
Wiem doskonale, że w moim przypadku, nie jest spełniony żaden z warunków, które wymieniłeś, więc i o dawaniu szansy nie myślę.
Wiem to wszystko i nie mam wątpliwości, co do słuszności swojej decyzji ale jest to wiedza "na poziomie rozumu".
Mnie nie trzeba przekonywać. To ja muszę "przekonać swoje uczucia i emocje". A bywają chwile, godziny czy nawet dni, że cholernie boli, często boli wręcz fizycznie.
Nic to. Dam radę. Innej możliwości nie mam

201

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Wczoraj planowałem, że do Nich zajrzę. Coś tam miałem naprawić w mieszkaniu.  Niestety nie poszedłem, nie miałem siły, nie miałem odwagi. Nie bylem gotowy na to, żeby znowu zobaczyć, że "właściwie nic się nie zmieniło" że żyją sobie beze mnie zupełnie "normalnie". Więc jednak wyprowadzając się chciałem, żeby tak naprawdę Ona też poczuła, że coś się zmieniło, że coś traci... Nie zrobiłem tego wyłącznie dlatego, że ja tak chciałem, wyłącznie dla siebie.
I jeszcze to gadanie mojej matki, z którą teraz mieszkam;
- Może tak jeszcze nie przekreślaj tego malżeństwa.
- Może spróbujcie jeszcze to ratować, byliście takim "dobrym małżeństwem"   
Wiem, chciałaby dobrze, ale nie wie wielu rzeczy i nie może wiedzieć. Gdyby wiedziała  to co ja, to pewnie bardziej by mnie rozumiała, ale jednocześnie to zburzyłoby cały jej świat.
Setki razy zadaje sobie w głowie pytania. Czym więcej pytań tym więcej niewiadomych.

202

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Facecie z wąsem widzę, że boli Cię obojętność żony, to normalne, ale pamiętajmy że dla Niej to co zrobiła to już chleb powszedni.
Jakby to ująć, mam na myśli, że gdy przekraczamy granicę raz po raz, to zarazem przesuwamy ją coraz dalej i dalej i to co kiedyś nas bardzo raziło staje się dla nas normalne. Zdaje się, że zdrada spowszedniała Twojej żonie, ona emocjonalnie jest od Ciebie bardzo, bardzo daleko.

Niczego nie wskórasz okazując swoją uległość.

203

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Lilka787 napisał/a:

Niczego nie wskórasz okazując swoją uległość.

Nie chce okazywać swojej uległości. Mam nadzieję, że tego nie robię. Pisze tylko o swoich odczuciach.

Wątpliwości jakie się pojawiają to: czy to na pewno ja powinienem wyprowadzić się z mieszkania, które wynajmujemy.
Teoretycznie mógłbym powiedzieć: place za to mieszkanie, za rachunki, mogę tu mieszkać. Tyle, że to ja zdecydowałem i wyraźnie powiedziałem, że nie zgadzam się na dalsze życie w trójkącie. 
Jej taki układ chyba odpowiadał. Mógłbym powiedzieć: "przestaję płacić za mieszkanie, wracamy do starego ciasnego domu, w którym mieszka moja matka, jeżeli Tobie to nie pasuje to idź sobie gdzie chcesz". Nie chcę robić kolejnej "rewolucji"w życiu córek, szczególnie, że już nie tak długo czeka je matura.

204

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Facecie skoro tam nie mieszkasz to dlaczego płacisz. Zmień to, bo inaczej wygląda to tak jakbyś dawał jej przyzwolenie na zdradzanie Ciebie.

Rozstajecie się przecież i co zamierzasz ją utrzymywać, jakie ona poniesie więc konsekwencje swoich wyborów?

Ma jak w niebie teraz, wolna rękę dla spotkań z kochasiami, wygodne mieszkanko za free, więc po co ma coś zmieniać.

O wspólnym mieszkaniu z żoną nawet nie myśl, to by Cię wykończyło, a szanse na zmianę zachowania zony spadły by do zera.

Masz prawo do takich uczuć i opisywania ich tutaj, bo to pomaga.

Ja tylko podkreślam, że absolutnie nie możesz być uległy w kontaktach z żoną, że wtedy musisz się pilnować i kiedy nie czujesz się na siłach tak jak ostatnio to odpuścić wizyty.

205

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Lilka787 napisał/a:

Facecie skoro tam nie mieszkasz to dlaczego płacisz. Zmień to, bo inaczej wygląda to tak jakbyś dawał jej przyzwolenie na zdradzanie Ciebie.

....... musisz się pilnować i kiedy nie czujesz się na siłach tak jak ostatnio to odpuścić wizyty.

Wcześniej mieliśmy taki układ, że to ja opłacałem mieszkanie i rachunki, ona bieżące zakupy, ubrania dzieci, książki. Oboje pracujemy i mamy oddzielne konta ale zawsze było tak,  że się dogadywaliśmy w sprawie kasy. Jak pojawiały się jakieś wydatki ekstra, to po prostu płacił ten kto miał kasę albo wspólnie.
Teraz mieszkają tam również moje córki, więc czuję się zobowiązany. Jestem ojcem, facetem.
Wiem teraz ten układ nie jest całkiem fair i będę to musiał jakoś rozwiązać. Sprawa jest świeża. Wyprowadziłem się niecałe 2 tygodnie temu.

206

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

OK, musicie się więc sprawiedliwie dogadać.
Najlepiej rozwiązać sprawę formalnie.

207

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Wiesz co Facet, jak sobie czytam o waszych początkach, Twoim opisie żony jako "cichą, szarą mysz" (i nie, nie widzę w tym nic złego, żeby nie było) i nagłą zmianę po latach, kiedy odczuła wreszcie na sobie AKTYWNE zainteresowanie innych facetów, to myślę, że ona najzwyczajniej i najbanalniej - chyba zawsze miała jakieś kompleksy i nie czuła się atrakcyjna dla mężczyzn jako ogółu. Stąd totalna korba i odpał kiedy wreszcie (!!) po tyyyylu latach, oprócz Ciebie ktoś zwrócił na nią - jako kobietę - uwagę. Ba, żeby tylko zwrócił - wreszcie to ktoś JĄ (!) podrywa, a nie ona stara się o zainteresowanie kogoś.
Rozumiesz co chcę powiedzieć?

I nie, nie ma w tym Twojej winy.
To niestety bardzo klasyczne zachowanie i finał relacji z niedowartościowaną osobą, która za młodu nie miała lub miała 'średnie' powodzenie, co za tym idzie mały wybór/małą rotację potencjalnych partnerów, stąd potrzeba "odbicia sobie"/wyrównania tych braków.

Ona sama pewnie nie jest w stanie tego zobaczyć i sobie uświadomić, ale jej zachowanie to klasyczny przykład kryzysu wieku średniego, tyle że u mojej płci: "głowa siwieje, dupa szaleje" wink
Przy czym mówię - jeszcze jak się człowiek jako tako wyszalał za młodu, to ewentualne flirty ze strony facetów nie robią takiego wrażenia żeby rzucać wszystko i badać  "o jezu jezu..czego też on ode mnie może chcieć ?!! yikes <3 big_smile ", a jak było z tym cienko.. to jest szał totalny, bo WRESZCIE ktoś inny niż mąż się zainteresował.

JA tak to widzę.
Bardzo to przykre  i bardzo jest trudny taki związek z zakompleksionym partnerem - prawdziwa bomba zegarowa.

208

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

A nie możesz po prostu ustalić ile dajesz na dzieci ( połowę kosztów utrzymania) i tyle dawać? Musisz również świadczyć usługi naprawcze? Przecież żona już zrezygnowała z Ciebie, więc również z Twojej opiek i pomocy w takich sprawach. Nie dajesz jej poczuć, że jest sama- bo nie jest. Dobrze się ustawiła, ma dokładnie to co miała , tyle, że bez Ciebie. Nie oczekuj, że to zostanie docenione, bo prawdopodobnie i tak zostanie uznane jako Twój "zasrany" obowiązek.

209 Ostatnio edytowany przez Facet_z_wąsem (2016-05-20 13:25:35)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Elle88 napisał/a:

Wiesz co Facet, jak sobie czytam o waszych początkach, Twoim opisie żony jako "cichą, szarą mysz" (i nie, nie widzę w tym nic złego, żeby nie było) i nagłą zmianę po latach, kiedy odczuła wreszcie na sobie AKTYWNE zainteresowanie innych facetów, to myślę, że ona najzwyczajniej i najbanalniej - chyba zawsze miała jakieś kompleksy i nie czuła się atrakcyjna dla mężczyzn jako ogółu. Stąd totalna korba i odpał kiedy wreszcie (!!) po tyyyylu latach, oprócz Ciebie ktoś zwrócił na nią - jako kobietę - uwagę. Ba, żeby tylko zwrócił - wreszcie to ktoś JĄ (!) podrywa, a nie ona stara się o zainteresowanie kogoś.
Rozumiesz co chcę powiedzieć?

I nie, nie ma w tym Twojej winy.
To niestety bardzo klasyczne zachowanie i finał relacji z niedowartościowaną osobą, która za młodu nie miała lub miała 'średnie' powodzenie, co za tym idzie mały wybór/małą rotację potencjalnych partnerów, stąd potrzeba "odbicia sobie"/wyrównania tych braków.

Ona sama pewnie nie jest w stanie tego zobaczyć i sobie uświadomić, ale jej zachowanie to klasyczny przykład kryzysu wieku średniego, tyle że u mojej płci: "głowa siwieje, dupa szaleje" wink
Przy czym mówię - jeszcze jak się człowiek jako tako wyszalał za młodu, to ewentualne flirty ze strony facetów nie robią takiego wrażenia żeby rzucać wszystko i badać  "o jezu jezu..czego też on ode mnie może chcieć ?!! yikes <3 big_smile ", a jak było z tym cienko.. to jest szał totalny, bo WRESZCIE ktoś inny niż mąż się zainteresował.

JA tak to widzę.
Bardzo to przykre  i bardzo jest trudny taki związek z zakompleksionym partnerem - prawdziwa bomba zegarowa.

Jest w tym chyba dużo prawdy.
Żona pochodzi z rodziny gdzie zawsze był problem alkoholizmu ojca. Była "późnym dzieckiem" i chyba wpadką rodziców (ma dwoje rodzeństwa starszego o kilkanascie lat). Matka skoncentrowana na zapewnieniu bytu rodziny nigdy nie okazywała jej czułości i uczuć. Ona czuła się zepchnięta na ubocze i nieważna. W młodości (w średniej szkole)  miała wiele, ale krótkotrwałych związków, żadnego poważnego. Zawsze była atrakcyjna fizycznie i miała tzw. powodzenie ale Ona oczekiwała wielkiej miłości, Ciągle było jej za mało. Jak sama mówiła, chciała żeby ktoś kochał Ją tak, żeby "podpalił dla niej świat". Gdy rozmawialismy jeszcze dosyć niedawno, o tym co stało się ostatnio, powiedziała, że zawsze bardzo chciała "aby ktoś ją chciał, tak po prostu dla niej samej, za nic". To że ja Ją chciałem miało dla niej inny wymiar. Ja chciałem ją "za coś", za to wszystko co mi dawała, i dlatego, że sam chciałem Jej miłosci.
Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z psychologią  (jestem bardziej techniczno - matematyczny) ale ostatnio trochę się tym interesowałem i dla mnie, Ona ma dużo z DDA.
Może dlatego tak ciężko jest mi stwierdzić kategorycznie - "BO TO ZŁA KOBIETA BYŁA"

210

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:

zawsze bardzo chciała "aby ktoś ją chciał, tak po prostu dla niej samej, za nic"

To akurat rozumiem Facecie z wąsem.

211

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Lilka787 napisał/a:
Facet_z_wąsem napisał/a:

zawsze bardzo chciała "aby ktoś ją chciał, tak po prostu dla niej samej, za nic"

To akurat rozumiem Facecie z wąsem.

Wiesz? Ja też to rozumiem. Rozumiem Ją w wielu sprawach. Dlatego tak trudno mi przyjąć pewne rzeczy, których zupełnie pojąć nie mogę.
Pewnie za dużo myślę, za wiele analizuję.

212

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Ja miałam szczęście, bo mój mąż kocha mnie właśnie dla mnie samej, taką jaka jestem, wiele dla mnie wytrzymał i za ta siłę go podziwiam.
Z tym że On dla mnie też był zawsze tym jedynym , najukochańszym, dla którego zrobiłabym wszystko.

213

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Lilka787 napisał/a:

Ja miałam szczęście, bo mój mąż kocha mnie właśnie dla mnie samej, taką jaka jestem, wiele dla mnie wytrzymał i za ta siłę go podziwiam.
Z tym że On dla mnie też był zawsze tym jedynym , najukochańszym, dla którego zrobiłabym wszystko.

Cieszę się, że przynajmniej czasami, ludzie potrafiący kochać prawdziwie i mądrze znajdują osoby równie mądrze kochające. wink

214

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Tak Facecie z wąsem, czuję się wyjątkowa, choć nie wiem czy kocham mądrze ale na pewno prawdziwie.

215

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Myślę że to nie jest zła kobieta. Ona się po prostu pogubiła. Sama nie wie czego chce. Dobrze, że się wyprowadziłeś, nabierzesz do wszystkiego dystansu - nie od razu- ona zobaczy jak to jest bez Ciebie i wtedy dopiero będziesz wiedział czego naprawdę chcesz. Wypowiadam się z pozycji strony zdradzonej (teoretycznie Cię rozumiem).  Ktoś kiedyś mi powiedział że za rozpad więzi winę ponoszą obie strony. Ty naprawdę nie masz sobie nic do zarzucenia? Odpowiedz sam sobie. Trzymaj się.

216

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Zosia1975 napisał/a:

  Ktoś kiedyś mi powiedział że za rozpad więzi winę ponoszą obie strony.

za kryzys zazwyczaj odpowiadają dwie strony.
Za zdrade tylko ta osoba która podejmuje decyzje o zdradzie.

217

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Zosia1975 napisał/a:

Ktoś kiedyś mi powiedział że za rozpad więzi winę ponoszą obie strony. Ty naprawdę nie masz sobie nic do zarzucenia? Odpowiedz sam sobie. Trzymaj się.

Za rozpad więzi - tak. Za zdradę - nie.
Już wcześniej pisałem jak ja to widzę, wiec nie będę się powtarzał.

Trzymam się (jak ta 90-letnia kobieta, która się dobrze trzyma, ale pościć to się już nie może  wink  )

218

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Wiesz co Facet, jak sobie czytam o waszych początkach, Twoim opisie żony jako "cichą, szarą mysz" (i nie, nie widzę w tym nic złego, żeby nie było) i nagłą zmianę po latach, kiedy odczuła wreszcie na sobie AKTYWNE zainteresowanie innych facetów, to myślę, że ona najzwyczajniej i najbanalniej - chyba zawsze miała jakieś kompleksy i nie czuła się atrakcyjna dla mężczyzn jako ogółu. Stąd totalna korba i odpał kiedy wreszcie (!!) po tyyyylu latach, oprócz Ciebie ktoś zwrócił na nią - jako kobietę - uwagę. Ba, żeby tylko zwrócił - wreszcie to ktoś JĄ (!) podrywa, a nie ona stara się o zainteresowanie kogoś.
Rozumiesz co chcę powiedzieć?

I nie, nie ma w tym Twojej winy.
To niestety bardzo klasyczne zachowanie i finał relacji z niedowartościowaną osobą, która za młodu nie miała lub miała 'średnie' powodzenie, co za tym idzie mały wybór/małą rotację potencjalnych partnerów, stąd potrzeba "odbicia sobie"/wyrównania tych braków.

Ona sama pewnie nie jest w stanie tego zobaczyć i sobie uświadomić, ale jej zachowanie to klasyczny przykład kryzysu wieku średniego, tyle że u mojej płci: "głowa siwieje, dupa szaleje" wink
Przy czym mówię - jeszcze jak się człowiek jako tako wyszalał za młodu, to ewentualne flirty ze strony facetów nie robią takiego wrażenia żeby rzucać wszystko i badać  "o jezu jezu..czego też on ode mnie może chcieć ?!! yikes <3 big_smile ", a jak było z tym cienko.. to jest szał totalny, bo WRESZCIE ktoś inny niż mąż się zainteresował.

JA tak to widzę.
Bardzo to przykre  i bardzo jest trudny taki związek z zakompleksionym partnerem - prawdziwa bomba zegarowa.

Jest w tym chyba dużo prawdy.
Żona pochodzi z rodziny gdzie zawsze był problem alkoholizmu ojca. Była "późnym dzieckiem" i chyba wpadką rodziców (ma dwoje rodzeństwa starszego o kilkanascie lat). Matka skoncentrowana na zapewnieniu bytu rodziny nigdy nie okazywała jej czułości i uczuć. Ona czuła się zepchnięta na ubocze i nieważna. W młodości (w średniej szkole)  miała wiele, ale krótkotrwałych związków, żadnego poważnego. Zawsze była atrakcyjna fizycznie i miała tzw. powodzenie ale Ona oczekiwała wielkiej miłości, Ciągle było jej za mało. Jak sama mówiła, chciała żeby ktoś kochał Ją tak, żeby "podpalił dla niej świat". Gdy rozmawialismy jeszcze dosyć niedawno, o tym co stało się ostatnio, powiedziała, że zawsze bardzo chciała "aby ktoś ją chciał, tak po prostu dla niej samej, za nic". To że ja Ją chciałem miało dla niej inny wymiar. Ja chciałem ją "za coś", za to wszystko co mi dawała, i dlatego, że sam chciałem Jej miłosci.
Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z psychologią  (jestem bardziej techniczno - matematyczny) ale ostatnio trochę się tym interesowałem i dla mnie, Ona ma dużo z DDA.
Może dlatego tak ciężko jest mi stwierdzić kategorycznie - "BO TO ZŁA KOBIETA BYŁA"

Facet_z_wąsem twoja jż nie jest zła, tylko jej system wartości "przebiegunowił się" wink Twoja jż w pewnym momencie swojego życia, które stało się bezpieczne i stabilne poczuła pragnienie zmiany., odkryła siebie jako kobietę - to inni faceci zwracając na nia uwagę wyzwolili w niej ten instynkt realizacji fantazji erotycznych, bo z tobą będąc kilkanaście lat stało się jej nudno. Pobiegła wiec za swoimi pragnieniami, karmiąc tym swoje "ego", które prawdopodobni nigdy nie zostanie nasycone żądając wciąż więcej i więcej....
Cóż pewien etap swojego życia przeżyliście będąc szczęśliwym małżeństwem, macie dzieci która za chwilę wyfruną z gniazda. Dlatego zamiast zatruwać sobie życie tym co ona źle zrobiła, lepiej pamietac te dobre momenty i patrzeć optymistycznie w przyszłość. Przyjąć tą stratę jako element zycia na który nie ma się wpływu, bo nie ma się wpływu na to co myśli i zrobi druga osoba. A czas leczy rany. Trzymaj się, "po burzy zawsze wychodzi słońce", przetrwasz to, odkryjesz jeszcze nowe kolory życia.:)

219

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Facecie z wąsem dowcipniś z Ciebie big_smile i tak trzymaj.

220

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Guzik prawda, że się pogubiła. Ona od zawsze taka była, tylko nigdy nie kusiła losu. Lecz jak ten "los" sam zapukał do jej drzwi, to korzystała i taka jest prawda. Bratu nie potrafiła się oprzeć, bo przecież to takie romantyczne... jak w bajce... "Taki bliski, a zarazem taki nieosiągalny... gdybym go poznała wcześniej..." itp, itd.
Potem pojawił się kolejny adorator i szybko poszła do niego, bo on tak rozumiał, wiedział od razu co jej jest, jak jej pomóc. To jest takie klasyczne jak nagle znajduje się "przyjaciel", który tak doskonale rozumie kobietę, potrafi jej pomóc gdy tego najbardziej potrzebuje.

A Ty drogi autorze jeszcze do niej bardzo będziesz chciał wrócić, serio. Wystarczy, że któregoś dnia znów przyjdziesz do domu, aby coś tam naprawić, coś z niego zabrać i Twoja żona znów będzie taka miła, kawy Ci zrobi, może nawet obiadem poczęstuje... Poczujesz się znowu jak w domu i będziesz myślał, że znów wraca wszystko do normy. Lecz nie na długo... Żona już zawsze będzie leciała na innych facetów. Skoro małżeństwo jej nie powstrzymało, to już nic jej nie powstrzyma. Zawsze trafią się gorsze dni i "przyjaciel- pocieszyciel".

Jedyne co możesz zrobić to w porę zauważyć te Twoje wielkie chęci powrotów do niej i się nim nie poddawać. Nawet gdy żona wyzna Ci calusieńką prawdę, przyzna się jaka była zła i będzie Ci mówić jak wiele zrozumiała, jakby bardzo chciała cofnąć czas... Wtedy wyjdź i przez kilka tygodni się do niej nie odzywaj, niech emocje całe opadną. Wówczas będziesz mógł dopiero decydować co dalej.

221

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Myszeczka23 napisał/a:

A Ty drogi autorze jeszcze do niej bardzo będziesz chciał wrócić, serio..

Mam tego świadomość.  Tego się obawiam.  Znam siebie i swoje reakcje, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że świadomość tych mechanizmów, schematów zachowań, wszystko to, o czym piszecie pozwoli mi zachować trzeźwe spojrzenie. Jak będzie naprawdę? Nie wiem. Życie pokaże.

222

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Powrót bez przepracowania tematu przez Twoją żonę, to BARDZO, BARDZO ZŁY POMYSŁ.

Facet z wąsem przyjmij określone założenia, a przede wszystkim popatrz na zachowanie żony czy w ogóle jest rokujące, bo inaczej nie masz żadnych szans.

Powrót może i jest możliwy, ale do tego trzeba podejść z głową, bo inaczej poniesiesz klęskę.

Teraz na pewno jest za wcześnie. Nikt kto nie poniesie konsekwencji złego postępowania - nie zmieni się, nic do niego nie dotrze, nie zrozumie.

Pamiętaj o tym.

223

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Tylko pamiętajmy też o tym, że jego żona nie ma 5 lat. To dorosła kobieta, zdrowa na umyśle, która miała w czterech literach męża jak szła do innych. Ja bym ją rozumiała, gdyby ona sama od siebie się do wszystkiego przyznała. Ale ona perfidnie go zdradzała z jego bratem, potem z kolegą. Jeśli nie fizycznie (w co wątpię, bo inaczej tak łatwo by z małżeństwa nie zrezygnowała) to emocjonalnie. Pozwoliła innego faceta do siebie dopuścić, a męża od siebie odsuwała.

Więc o powrocie dopiero autor może pomyśleć za kilka miesięcy. Teraz każdą taką myśl prędko ma wrzucić z głowy, bo inaczej nie będzie tak prosto jak teraz. Chociażby dlatego, że żona później może to wykorzystać w sądzie jako "próbę ratowania związku"... I wyjść może na to, że to ona się starała, a facet z wąsem jej nie chciał.

224

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Lilka787 napisał/a:

Powrót bez przepracowania tematu przez Twoją żonę, to BARDZO, BARDZO ZŁY POMYSŁ.

Nie mam zamiaru wracać. Na pewno nie teraz. Czy kiedykolwiek? Mało prawdopodobne.  Na razie moja żona przyjęła pozycję "nieszczęśliwej zagubionej ofiary okrutnego życia"
- "tak,  jestem zła,  jestem winna,  ja za to zapłacę najwyższą cenę.  I tak nikt mnie nie zrozumie,  nie chce o tym gadać"
Nie mam zamiaru z nią o tym rozmawiać,  oskarżać,  osądzać.  Nie chce teraz być jej katem. Nikomu to nic nie da. Będę musiał załatwić z nią sprawy bieżące, finanse i takie tam.  Wiem, powinienem zachować chłodną obojętność i zdecydowanie. Nie ulegać i nie atakować.  Łatwo mówić,  trudniej zrobić.

225

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Zajrzyj na swojego maila.

226

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
apologises napisał/a:

Zajrzyj na swojego maila.

Przepraszam, miałem błąd w adresie mail. Teraz już poprawilem.
Poproszę jeszcze raz jeżeli można.

227

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Poszło drugi raz.

228

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
apologises napisał/a:

Poszło drugi raz.

Dzięki. Teraz dostałem.

229

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Cześć, od początku śledzę Twoją historie, Współczuje.. Jak się trzymasz?

230

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
anonim1223 napisał/a:

Cześć, od początku śledzę Twoją historie, Współczuje.. Jak się trzymasz?

Lekko nie jest, ale muszę dać radę.
Jutro spróbuję wybrać się do psychiatry po jakieś konkretne piguły.

231

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Czytałeś? Nie ma rzeczy niemożliwych. Te resztki uczucia jakie w Tobie zostały walczą z Twoją krzywdą. Najgorsza w tym wszystkim jest stagnacja. Często zdradzonym radzi się, by zaczęli dbać o siebie, znaleźli jakieś zajęcie. To odciąga niepotrzebne myśli.
Wciąż nie wiesz, co masz zrobić. Być może poznałeś mój punkt widzenia. Jeśli tak, trochę Cię zaskoczę. Mam bardzo bliskie zdanie o wyciąganiu konsekwencji jak After. Nie chodzi o bezlitośnie karanie niewiernej. W ten sposób oboje dajecie sobie szansę, a czy razem, czy osobno to inna bajka.

232

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Facecie z wąsem, rzuć okiem na temat załamanego78. I uśmiechnij się, że dziś nie jesteś skomlącym o miłość wielkiej Pani pieskiem, gotowym do wszystkiego. Zachowałeś twarz, szanujesz siebie. W kwestii rozstań to chyba najważniejsze.

233

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
apologises napisał/a:

Czytałeś? Nie ma rzeczy niemożliwych. Te resztki uczucia jakie w Tobie zostały walczą z Twoją krzywdą. Najgorsza w tym wszystkim jest stagnacja. Często zdradzonym radzi się, by zaczęli dbać o siebie, znaleźli jakieś zajęcie. To odciąga niepotrzebne myśli.
Wciąż nie wiesz, co masz zrobić. Być może poznałeś mój punkt widzenia. Jeśli tak, trochę Cię zaskoczę. Mam bardzo bliskie zdanie o wyciąganiu konsekwencji jak After. Nie chodzi o bezlitośnie karanie niewiernej. W ten sposób oboje dajecie sobie szansę, a czy razem, czy osobno to inna bajka.

Tak czytałem.
Rzeczywiście, nie wiem. Jak już pisałem, nie chce teraz być katem, wymierzać "sprawiedliwość". Jednocześnie wiem, że muszę Jej pozwolić aby sama poczuła konsekwencje. Musi zaboleć Ją tyłek, ale to nie ode mnie ma dostać w ten tyłek kopniaka.
Mieszkam osobno, nie kontaktuję się za często i raczej tylko "służbowo". Nie chciałbym tez, żeby dla niej wszystko pozostało tak, jak było do tej pory tylko beze mnie.
Nie wiem czy to właściwa strategia. Obawiam się trochę, że za miesiąc czy 2 już nie będziemy potrafili ze sobą  rozmawiać.

234 Ostatnio edytowany przez Facet_z_wąsem (2016-05-23 17:56:18)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
WaltonSimons napisał/a:

Facecie z wąsem, rzuć okiem na temat załamanego78. I uśmiechnij się, że dziś nie jesteś skomlącym o miłość wielkiej Pani pieskiem, gotowym do wszystkiego. Zachowałeś twarz, szanujesz siebie. W kwestii rozstań to chyba najważniejsze.

Czytałem ten temat. Chyba sam przez chwile podobnie się zachowywałem. Teraz już wiem, że nawet gdybym chciał powrotu, to takie zachowanie odnosi przeciwny skutek. Nie będę śpiewał jak Grzesiek Ciechowski "odchodząc zabierz mnie".  Chciałbym jedynie, żebyśmy rozstając się, nie stali się dla siebie największymi wrogami. Konsekwencje - tak. Zemsta - zdecydowanie nie.

235

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
WaltonSimons napisał/a:

Facecie z wąsem, rzuć okiem na temat załamanego78. I uśmiechnij się, że dziś nie jesteś skomlącym o miłość wielkiej Pani pieskiem, gotowym do wszystkiego. Zachowałeś twarz, szanujesz siebie. W kwestii rozstań to chyba najważniejsze.

Czytałem ten temat. Chyba sam przez chwile podobnie się zachowywałem. Teraz już wiem, że nawet gdybym chciał powrotu, to takie zachowanie odnosi przeciwny skutek. Nie będę śpiewał jak Grzesiek Ciechowski "odchodząc zabierz mnie".  Chciałbym jedynie, żebyśmy rozstając się, nie stali się dla siebie największymi wrogami. Konsekwencje - tak. Zemsta - zdecydowanie nie.

Witaj Facecie z wąsem,
Prześledziłem Twój temat od początku do końca. Pewnie różni nas wiele a nawet wszystko prócz "naszych kobiet". Widzę że Ty sobie z tym poradziłeś dość szybko. Chodzi mi o trzymanie dystansu do żony. Początkowo miałem podobnie i nawet mi to wychodziło ale z czasem ta pustka i cała ta sytuacja zaczęła mnie przerastać. Zdaję sobie sprawę że to jest manipulacja w całym jej znaczeniu. Tylko jak się jej nie poddać? Ktoś kto to przechodził wie doskonale że początki są ciężkie. Czas powinien działać na naszą korzyść. Życzę Tobie wytrwałości i konsekwencji w działaniu. Widać że dość mocno stąpasz po tym gruncie. Może i mi się to w końcu uda. Powodzenia. Trzymaj się.

236

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
załamany78 napisał/a:

[Widzę że Ty sobie z tym poradziłeś dość szybko. Chodzi mi o trzymanie dystansu do żony....  Widać że dość mocno stąpasz po tym gruncie. Może i mi się to w końcu uda. Powodzenia. Trzymaj się.

Może z zewnątrz, z tego co piszę tak to wygląda. Wewnątrz też często toczę walkę sam ze sobą. Wcale nie jestem taki twardy ale daję sobie prawo do tego, żeby czasami "miękkim być". Wiem, że jeszcze nie raz będzie ciężko i będzie kusiło żeby pójść, otrzeć Jej łzy, przytulić i powiedzieć : "nie bój się Kocie,  jestem przy Tobie". Wiem, że nie mogę tego zrobić.

237

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:
załamany78 napisał/a:

[Widzę że Ty sobie z tym poradziłeś dość szybko. Chodzi mi o trzymanie dystansu do żony....  Widać że dość mocno stąpasz po tym gruncie. Może i mi się to w końcu uda. Powodzenia. Trzymaj się.

Może z zewnątrz, z tego co piszę tak to wygląda. Wewnątrz też często toczę walkę sam ze sobą. Wcale nie jestem taki twardy ale daję sobie prawo do tego, żeby czasami "miękkim być". Wiem, że jeszcze nie raz będzie ciężko i będzie kusiło żeby pójść, otrzeć Jej łzy, przytulić i powiedzieć : "nie bój się Kocie,  jestem przy Tobie". Wiem, że nie mogę tego zrobić.

Ja też niby o tym wiem a jednak to robię. Nikt mi nie powie że można tak po prostu nagle zapomnieć. Tego nie da się zrobić ot tak. I właśnie ta wewnętrzna walka z samym sobą, masakra. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Oby.

238

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Z

załamany78 napisał/a:

Nikt mi nie powie że można tak po prostu nagle zapomnieć. Tego nie da się zrobić ot tak.

Zapomnieć się nie da pewnie nigdy. Wcale nie chce zapomnieć, szczególnie tego co było dobre. Ale to już było a teraz rzeczywistość wygląda inaczej. Muszę żyć i działać zgodnie z tym co jest a nie z tym, czego chciałbym, żeby było.

Ty też się trzymaj.

239

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Też odchodzę, choć nie wiem jak zakończyć w mgnieniu oka coś na czym budowało się przyszłość. Ale nie da się trwać w czymś, co nie ma przyszłości. Dziś są łzy, ale wierzę, że niebawem będzie uśmiech i satysfakcja. Czego i Tobie życzę z całęgo serca.

240

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
NiepewnaPyza napisał/a:

Też odchodzę, choć nie wiem jak zakończyć w mgnieniu oka coś na czym budowało się przyszłość. Ale nie da się trwać w czymś, co nie ma przyszłości. Dziś są łzy, ale wierzę, że niebawem będzie uśmiech i satysfakcja. Czego i Tobie życzę z całęgo serca.

Dzięki za te słowa.
U mnie dzisiaj dołek. Psychiatrę mam dopiero w poniedziałek. Może on coś pomoże doraźnie.
NIe mogę teraz wziąć urlopu, a w robocie zaczynam nieogarniań. Brak koncentracji, co chwilę łapie się na tym że zamiast pracować , tępo gapie się w ekran i jestem zupełnie gdzie indziej.
Gdybym jeszcze miał większy kontakt z ludźmi, konieczność jakiejś interakcji, a tak zadania do wykonania, myśli, które trudno odgonić i poczucie  marnowania czasu.

241

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Odeszłam. I wiesz co było najgorsze? Że nawet nie starał się mnie zatrzymać. Kazał mi po prostu odejść.

242

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
NiepewnaPyza napisał/a:

Odeszłam. I wiesz co było najgorsze? Że nawet nie starał się mnie zatrzymać. Kazał mi po prostu odejść.

Trzymaj się. Wiem, że to tylko słowa, ale świadomość tego, że jest ktoś, kto nam dobrze życzy trochę pomaga.
Ta obojętność boli. Odejście, to najlepsze co możemy dla siebie, ale też i dla nich zrobić.

243

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Chyba potrzebuję kilku wskazówek, podpowiedzi od bardziej doświadczonych.
Obecnie sytuacja jest taka, że od 10-tego nie mieszkam z żoną i dziećmi.
Z córkami się widuję, z żoną widziałem się  chyba 3 razy. Powiedziałem córkom, że wyprowadziłem się dla tego, że ich matka mocno nabroiła w naszym związku. One zrozumiały, że chodzi o innego faceta (to już prawie kobiety) ale ode mnie nie usłyszały słowa"zdrada' Powiedziałem, że jeżeli chcą wiedzieć więcej, żeby porozmawiały z mamą. Wiedzą, że nie oczekuje od nich żadnego "zajmowania stanowiska" czy deklarowania  się po którejś ze stron. Gdy byłem w domu po rzeczy kilka dni temu, żona powiedziała, że rozmawiała z córkami, i wyjaśniła im wszystko, powiedziała im, że nie jest wcale taką "dobrą matką" (jej słowa). Dla mnie to kolejna manipulacja bo złą matką wcale nie jest. Jest tylko złą żoną.
Powiedziałem jej, że musimy się spotkać i porozmawiać o sprawach "organizacyjnych" bo sam fakt, że ona zdjęła obrączkę (trochę dziecinna demonstracja) i że ja z nimi nie mieszkam nie załatwia sprawy i, że wszystko nie pozostanie jak do tej pory. Wczoraj była u mnie córka, wiem że u dzieci wszystko dobrze (o ile teraz może być dobrze). O żonę nie pytałem wcale.
Tak wygląda sytuacja, a teraz wątpliwości:
Czy powinienem, nie czekając aż łaskawie znajdzie czas na spotkanie ze mną, poinformować ją, że nie zamierzam dalej opłacać wynajętego mieszkania i rachunków a jedynie dawać x pln na utrzymanie dzieci ?
Czy powiadomić o sytuacji jej rodzinę? Myślę, że nie wiedzą niczego albo niewiele od niej.
Chcę, żeby to ona teraz pogłówkowała jak to bagienko oczyścić. Z drugiej strony nie chcę tylko przyglądać się z boku, co stanie się dalej.

244

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

ad.1 Powinieneś dogadać się z żoną i partycypować w utrzymaniu córek i mieszkania. Czyli koszty utrzymania dzieci po połowie, koszty utrzymania mieszkania podzielić na 3 ( zona +2 córki ) i pokrywać połowę z 2/3 tych kosztów - tak zresztą w przypadku rozwodu zasądzi sąd

ad.2 Nie powinieneś informować rodziny żony o zaistniałej sytuacji, bo to nie Twoje decyzje. Możesz natomiast poinformować swoją rodzinę i Waszych znajomych o zaistniałym fakcie - ale też bez teatralnych uniesień
ad.3 Przestań oczekiwać czegokolwiek od żony, bo tylko się rozczarujesz, gdyż teraz żadna jej postawa nie będzie dla Ciebie satysfakcjonująca..

245

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Rodzina sama się dowie, dopiero zapytany lub oczerniony możesz sam zacząć mówić. Koszty utrzymania warto nie tylko obgadać, ale mieć na papierze ustalenia.

246

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Jeśli byłbyś z kimś z jej rodziny w bliskich stosunkach, to poinformowałabym, aby poznali Twoją wersję ( żona raczej nie powie im prawdy wnioskując z tego co powiedziała córkom). Nie czekałabym aż znajdzie dla Ciebie czas tylko poinformowała o podjętej decyzji o partcypowaniu w kosztach, a pieniądze wysyłałabym przelewem.

247 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-25 22:10:53)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Witaj Facecie_z_wąsem. Nie było mnie na forum kilkanaście dni - przeczytałam dziś od razu "zaległe" 4 strony tematu, co być może dało mi lepszą (bardziej perspektywiczną, chłodniejszą) możliwość na odniesienie się do kilku spraw.

Jeszcze mnie trochę kołysze po przejechanych kilku tysiącach km, ale mam nadzieję, że w miarę klarownie przedstawię swój punkt widzenia wink

Moim zdaniem przyczyną tego co się stało w Waszym związku są 2 rzeczy:

1. Obciążenie rodzinne. Oto spotkały się dwie osoby z DDA. Z tego co czytam, do dziś ten temat nie został przez żadne z Was przepracowany. Związek, gdzie jedna osoba jest DDA narażony jest na turbulencje emocjonalne, a co dopiero dwie!

Trochę wiem o DDA, DDD, DDS cechą łączącą te osoby jest ogromna potrzeba miłości, uznania w oczach drugiego człowieka... ale też bezgranicznego ich dawania oraz nieracjonalna lojalność względem osób, które sobie na to nie zasłużyły.

Tak widzę sytuację Twojej żony. Ona potrzebowała tego blasku w oku innego faceta, żeby się dowartościować, to już wiele razy na tym forum było dyskutowane. Nie będę się powtarzać.

A wiesz co widzę u Ciebie? W przypadku DDA możliwe są podobno dwa scenariusze:
a. idę w tę samą stronę, jak moi rodzice;
b. idę w przeciwną stronę, jak moi rodzice.

U Ciebie widzę wariant b - wrażliwy, inteligentny, odpowiedzialny facet postanawia: "u mnie będzie inaczej. Moja rodzina będzie bardzo różna od tej, którą do tej pory znam." I wiesz co? To się czasem udaje. Sama osobiście znam takich. Ale do tego "sukcesu" potrzebna jest, nazwijmy to... odpowiednia osoba. Ty chciałeś iść w dobrą stronę, ale z opisu Twojej żonki wynika, że to taki typ emocjonalnie labilnej kobity, że aż mi ręce opadły. To jest naprawdę wyczyn, że przeżyliście ze sobą tyle czasu. Bez świadomego przepracowania problemu szans na udany związek po prostu nie ma. Przepracowania swoich wcześniejszych traum - każde z osobna.

Ja Ci coś powiem - nawet jeśli się rozstaniecie i Ty wejdziesz w nowy związek, on nie wypali. Dopadną Cię demony przeszłości. Znam z autopsji (mój mąż jest DDA) i tysięcy poodbnych historii, które znalazłam w książkach, necie i w życiorysach wielu osobiście znanych mi osób.

Ale widzę też niebezpieczne odchylenie w stronę wariantu a - ten temat alkoholu jednak się przewija w różnych Twoich wypowiedziach... Inteligentny jesteś gość, to ustaliliśmy na początku. Wiesz o co chodzi.

2. Pobraliście się będąc bardzo młodymi ludźmi. To jest czas, kiedy wierzy się naiwnie, że "nam się wszystko uda, bo mamy siebie, bo się kochamy". Gdzieś znalazłam takie mądre zdanie, które mnie akurat pomogło w tamtym trudnym czasie sprzed roku: Nie należy zadawać pytania, dlaczego ludzie się rozstają, ale z jakich powodów się ze sobą związali . I czy już wtedy była szansa na budowanie świadomego, dojrzałego związku. Ja to widzę tak -wybuch chemii, szalonej młodzieńczej namiętności ...zakończonej ciążą. Przez jakiś czas super, dzieci dają wiele radości, wciąż Wam na sobie zależy, ale ... w pewnym momencie różowe okulary spadają, drogi się rozchodzą, bo i ludzie się zmieniają ... Wiem, że to trudno zaakceptować, ale tak jest.

I wiesz co - Twoja żona szybko została matką dwójki dzieci. Macierzyństwo cudna rzecz, ale i ogromna odpowiedzialność, często wyrzeczenie się siebie. Teraz może być tak - córki odchowane, żonka chwyciła wiatr w żagle, chciała poczuć, że życie i świat mają jej jeszcze coś do zaoferowania... i pożeglowała po oceanie miłości tak, że już tego jej statku to nawet nie widać!

Kurcze, Facecie_z_wąsem. Miałam to pisać już dwa tygodnie temu. Jesteś wciąż beznadziejnie zakochany w swojej żonie lub tym wyidealizowanym obrazie sprzed lat, który już przytaczałam... Od prawie roku czułeś, że coś jest nie tak. Od kliku tygodni zaś toczy się sprawa z ujawnieniem zdrady - potrzepie Cię jeszcze rok, mówię Ci tongue

Zainwestuj w siebie przez ten czas, jak Ci dobrze radzą. Wygaduj się na forum - na początku jest tzw. "biegunka werbalna" - czy to ustna czy pisemna.

Facecie_z_wąsem - jesteś w takim momencie swojego życia, że Ci się skumulowały bardzo ciężkie emocje. Pamiętaj o tych nieprzepracowanych, sprzed lat. One ciągle są w Twojej podświadomości. Piszesz, że mieszkasz z matką - te tematy, stany, uczucia jakich doświadczałeś w dzieciństwie i młodości będą wracać. Druga sprawa - podwójna zdrada... Ten temat właśnie tu z Tobą przepracowujemy tongue

Jesteś we właściwym miejscu - z kumplami o wyczynach żonki rozmawiać nie będziesz, to się rozumie samo przez się. Brat, najbliższa osoba, z wiadomych względów sam się z listy zaufanych skreślił. Nawet, jak Cię tu czasem wkurzymy - pisz, wyrzucaj z siebie, bo nie wrócisz do normalnego funkcjonowania.

I idź do prawnika - to sugerowałam na samym początku. Wytłumaczą Ci tam wszystko o tych konsekwencjach rozwodu z orzekaniem o winie. Powtórzę też - jeśli obierzesz tę właśnie opcję - musisz mieć dowody przekonujące dla sądu. I sporo pieniędzy. Podpisuję się pod tym, co pisali inni wcześniej - otworzysz oczy ze zdziwienia, jak potrafią zachować się "zdradzacze w sądzie"...

Mam jeszcze trochę chłodnych refleksji po tym czasie nieobecności na forum- napiszę je potem, bo mi tu znowu elaborat wyszedł tongue

248

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Ciesze się , że tutaj trafiłem. Biegunka werbalna rzeczywiście jest, a może już nawet emocjonalny ekschibicjonizm. Dzisiaj raczej czytam, bo tylko telefon dostępny. Jak będę przy komputerze to napiszę więcej.
I_see bardzo dobrze mnie "rozgryzasz".  Chyba. smile

249 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-05-25 22:16:26)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:

Ciesze się , że tutaj trafiłem.

Welcome to the club tongue

Facet_z_wąsem napisał/a:

I_see bardzo dobrze mnie "rozgryzasz".  Chyba. smile

Facecie_z_wąsem - moje przesłanie dla Ciebie na dziś: Gdzie ja byłam, Ty jesteś, gdzie ja jestem, Ty będziesz . tongue

PS Na etapie, na którym jesteś, emocjonalny ekshibicjonizm jest jak najbardziej wskazany. Człowiek musi oczyścić się z toksycznych emocji, a takich zdrada dostarcza co niemiara.

Pamiętaj, że piszemy tu anonimowo. To gwarantuje szczerość. Pamiętajmy, iż Prawda nas wyzwoli . U mnie tak było tongue

250

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

witam.....przeczytalam bez mrugniecia okiem Twoja historie....nic  nie doradze,ale powiem stanowczo......pomysl o sobie co miales zrobic dla swojej milosci zrobiles ..jestes wielki silny,,,,dasz rade,,,,, jeszcze dlugo bedzie Ci w glowie sie klebilo od mysli od wspomnien ,ale to przejdzie tak juz jest,,,wiem cos o tym,,,razto przezylam a teraz tez muszeodejsc i znow jeszcze mocniej przezyje...Musisz miec kogos kto cie wesprze slowem z porozmawiasz ,oderwiesz sie od tego wszystkiego i tak jak  inni pisza zacznij o sobie myslec ONA musi sama zrozumiec co zrobila i to ona musi do ciebie zpodkulonym ogonem podejsc...depresja,,,,?tez ja mam i co? i musze sobie radzic bo chce
                                                                                                                                   3maj sie cieplo i nie daj sie

251

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

I see, masz Ty energię, Kobieto.
Racja z tym prawnikiem. Nawet Facet jak nic nie zrobisz na już i na teraz będziesz wiedział na czym stoisz, jakie masz możliwości. Dzieci pełnoletnie w rozwodzie (jak i u Załamanego) brane w kwestii alimentów nie będą. Nie musisz tak zrobić ale możesz wiedzieć, że pełnoletnim dzieciom możesz płacić alimenty bez pośrednictwa matki. Rozwód czasami jest potrzebny, żeby uzyskać efekt "zamkniętych drzwi" ale to bardzo indywidualna sprawa, czasami wystarczy uregulowanie kwestii finansowych. Też jestem zdania, że nie ma sensu  z własnej inicjatywy wtajemniczać otoczenia w sprawy między Tobą a żoną, szczególnie jeżeli chodzi o jej rodzinę. Wiesz przecież, że bliższa koszula ciału. Poza tym różnie się układa, ludzie pamiętają, a ta pamięć nie pozwala oderwać myśli od zranień, czasami lepiej "z nieznajomym w pociągu". No, chyba, że pojawią się jakieś zbędne pomówienia. Ochrona córek przed "detalami" - cenna, dojrzała, odpowiedzialna. Jedną z gorszych rzeczy jakie można dzieciom zafundować to konflikt lojalności, to wychodzi w ich dorosłym życiu.  Ale, Ty to wiesz, podobnie jak Kris 23. Masz ogrom problemów do rozwiązania, zacznij powoli siebie składać, bez dokładania kolejnych. Zacznij od tego, by spać i jeść. Wiary i nadziei życzę.

252 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2016-05-27 05:09:43)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Po pierwsze: leki Ci raczej nic nie pomogą, a mogą nawet uzależnić. Może to zabrzmi brutalnie, ale to normalne, że boli. Gdyby nie bolało, to było by coś z Tobą nie tak. Poza tym u Ciebie miłość albo jest, albo jej nie ma. A jak jest, to na całego, więc nic dziwnego, że teraz boli.

Po drugie: żyjesz teraz w takim zawieszeniu, bo nadal nie wiesz czemu żona Cię zdradziła, czego jej przy Tobie brakowało itd. A brak odpowiedzi na te pytania burzą całą pewność siebie, bo na bank pojawiają Ci się różne obawy, że to Ty zawiniłeś, że musiałeś czegoś nie dopilnować skoro poszła do innego itd.

Otóż nie ma w tym Twojej winy. Żona miała po prostu za dobrze z Tobą i zaczęło jej brakować silnych bodźców. Ale czy to znaczy, że miałeś ją gorzej traktować? No właśnie... Traktowaleś ją zawsze z szacunkiem, byłeś nie tylko jej mężem, ale też przyjacielem, na którego zawsze mogła liczyć, więc to nie Twoja wina, że brakowało jej adrenaliny w życiu, tylko jej wina, że nie dorosła do dojrzałego związku.

Po trzecie: wiem, że Tobie trudno wytrzymać w tej ciszy, stąd właśnie pomysły, aby mówić jej rodzinie o rozstaniu, zacząć tematy o koszty za mieszkanie itd. Ale uwierz, że cierpliwość popłaca. To ona zawiniła, więc to ona musi pierwsza zacząć to rozwiązywać. Ty teraz nic nie rób, bo będą Tobą kierowały emocje, nad którymi nie będziesz jeszcze umiał zapanować. Najpierw ogarnij siebie, potem zacznij planować sprawy rozwodowe, podziały opłat itd. Teraz liczysz się tylko Ty i córki.

253

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Myszeczka23 napisał/a:

... leki Ci raczej nic nie pomogą, a mogą nawet uzależnić. Może to zabrzmi brutalnie, ale to normalne, że boli. Gdyby nie bolało, to było by coś z Tobą nie tak...

... Tobie trudno wytrzymać w tej ciszy, stąd właśnie pomysły, aby mówić jej rodzinie o rozstaniu, zacząć tematy o koszty za mieszkanie itd. Ale uwierz, że cierpliwość popłaca. To ona zawiniła, więc to ona musi pierwsza zacząć to rozwiązywać. Ty teraz nic nie rób, bo będą Tobą kierowały emocje, nad którymi nie będziesz jeszcze umiał zapanować. Najpierw ogarnij siebie, potem zacznij planować sprawy rozwodowe, podziały opłat itd. Teraz liczysz się tylko Ty i córki.

Myślałem o lekach doraźnych, które własnie pomogłyby mi się trochę wyciszyć i ogarnąć. Wiem, że uzależniają przy dłuższym stosowaniu, ale może tak na 2-3tyg. ? Sam nie wiem. Chcę pogadać z lekarzem.

Tak, ta cisza jest trudna. Próbuje być cierpliwy i nie "miotać się". Już dosyć błędów popełniłem. Gdybym wcześniej był bardziej opanowany, wiedziałbym teraz o wiele więcej  i pewnie miałbym "twarde dowody" w reku.
Już tak nie analizuję własnych win. Wiem, że na większość rzeczy, które się wydarzyły nie miałem wpływu.
Martwię się o córki. Mam kontakt, ale one mieszkają z żoną. Nie mam "kontroli" nad tym co robią, gdzie wychodzą, kiedy wracają itp. Wiem, że żona może być teraz wobec nich bardzo pobłażliwa.
Wiem, że jedna sobie popala papierosy (kto nie popalał ?) ale bardzo mnie zdziwiło jak mi powiedziała, że mama o tym wie i nie będzie jej tego zabraniać.

254

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Cześć, jesli chodzi o prochy to lepiej nie brać.
Pisałem już Ci o tych na bazie wyciągu z magnolii.. Pytaj w aptece lub szukaj w necie (są bez recepty)
Niestety, jak wszystkie preparaty naturalne, działają z opóźnieniem.
Mają jednak jedną zaletę - nie uzależniają i w przeciwieństwie do antydepresantow, odstawiasz bez żadnych skutków ubocznych..
Teraz dużo magnezu, witaminy z grupy B no i dużo wody wysokozmineralizowanej...

Co do błędów, to każdy z tutaj piszących je popełnił..
Nie ma co do tego wracać...

255

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Moje zdanie w sprawie leków: warto mieć coś pod ręką, po przychodzą gorsze momenty, człowiek nie może zasnąć, a tu trzeba rano do pracy i w dodatku koncentrować się i myśleć.

Jak u mnie wybuchła ponad rok temu ta bomba, nie mogłam sobie poradzić z bezsennymi nocami - mimo wszystko ma się wtedy "myślenicę".

Browarek na sen akurat u mnie nie wchodzi w grę wink Nie lubię po prostu piwa, choć mój mąż zawsze zachwalał łagodzące i odstresowujące skutki chmielu i sam skutecznie wprowadzał wieczorami teorię w czyn wink

W momencie największego rozwalenia emocjonalnego udałam się do zwykłego rodzinnego lekarza, który spokojnie zapisał mi dwa opakowania - jedno na sen, drugie na wyciszenie w dzień, które nie otumaniało: mogłam spokojnie pracować. I te dwa opakowania wystarczyły na cały okres szarpaniny. Sięgałam po nie tylko wtedy, kiedy naturalne sposoby nie pomagały.

Może niekoniecznie zaraz do psychiatry po leki. Ale rodzinny?

A poza tym... dbaj o siebie. Jedz, spędzaj czas na świeżym powietrzu, wysypiaj się właśnie, pij dużo wody (bezcenna rada koleżanki pracującej w szpitalu), zadbaj o swoje ciało, w nim skumulowały się te złe emocje i prędzej czy później i tak odczujesz skutki tego, co przechodzisz teraz. Organizm upomni się o swoje.

Nie mogłeś być bardziej wtedy opanowany. I nie miałeś szans zdobyć wtedy "twardych dowodów". Przecież cały czas trwała konspiracja, abyś się nie dowiedział całej prawdy, czyż nie? Wszyscy tak mamy - zaczynamy od "strzępków informacji", które dopiero potem układamy sobie jak puzzle w całość.

Ja wykonałam ogrom roboty, ale zostało mi jeszcze jakieś 10%, aby zakończyć tę sprawę definitywnie.

After dobrze Ci radzi - wszyscy popełnialiśmy wtedy jakieś błędy, bardziej one istnieją teraz w naszych głowach - "mogłem, powinienem był..." Ja uważam, że wszystko toczy się dokładnie tak, jak ma się toczyć. Każda rozmowa, gest, sytuacja popycha nas do nowego etapu życia, w którym mamy się znaleźć.

Co do córek - każdy odpowiedzialny rodzic o dzieci się martwi. Ale pisałeś cały czas, że Twoja żona jednak jest dobrą matką. Myślisz, że teraz one aż tak się zdemoralizują przy niej?...

256

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
I_see_beyond napisał/a:

pisałeś cały czas, że Twoja żona jednak jest dobrą matką. Myślisz, że teraz one aż tak się zdemoralizują przy niej?...

Tab była, ale dostrzegałem ostatnio takie sytuacje, że zona powtarza, że człowiek powinien żyć tylko dla siebie, być szczęśliwym i nie przejmować się innymi.
Gdy córka wyszła z domu, wyłączyła telefon i wróciła o 3 w nocy w stanie wskazującym, oczywiście były pretensje  i rozmowy. Córka wtedy powiedziała do matki : "Ty czasem też gdzieś jedziesz, nie odbierasz telefonów, a jak już odbierzesz to mówisz "zaraz wracam"  i wracasz po 2 godzinach"...
Mi się to nie podoba. Mają prawie 18 lat ale wciąż jestem za nie odpowiedzialny.

257 Ostatnio edytowany przez After (2016-05-27 12:04:53)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Co do analizy błędów
Nie teraz,
Nie w tym stanie psychicznym..
Na razie na to jest za wcześnie.. Choć doskonale wiem, co lata w Twojej głowie..
Najważniejsze jest teraz w miarę opanować ten chaos w głowie..
Ze swojego doświadczenia..
Najlepszym lekiem na sen był dla mnie wycisk fizyczny, jaki sobie aplikowałem..
Do tego jeden plus, kaloryfer w miesiąc czasu

258

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Wiesz, ja jednak w takiej sytuacji bym do domu wrócił.
Dla bezpieczeństwa córek

259 Ostatnio edytowany przez After (2016-05-27 12:08:01)

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

....

260

Odp: Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.
Facet_z_wąsem napisał/a:

była, ale dostrzegałem ostatnio takie sytuacje, że zona powtarza, że człowiek powinien żyć tylko dla siebie, być szczęśliwym i nie przejmować się innymi.
Gdy córka wyszła z domu, wyłączyła telefon i wróciła o 3 w nocy w stanie wskazującym, oczywiście były pretensje  i rozmowy. Córka wtedy powiedziała do matki : "Ty czasem też gdzieś jedziesz, nie odbierasz telefonów, a jak już odbierzesz to mówisz "zaraz wracam"  i wracasz po 2 godzinach"...
Mi się to nie podoba. Mają prawie 18 lat ale wciąż jestem za nie odpowiedzialny.

Czyli jednak kobita wykonała zwrot o 180 stopni nie tylko w relacji mąż-żona...

Rozumiem teraz, co miałeś wcześniej na myśli, pisząc, że martwisz się o córki.

No i jednak dziewczyny widzą i wiedzą swoje - zachowaniem zaczynają to matce dawać do zrozumienia.

Trzymaj się, Facecie_z_wąsem smile Jak są dzieci w sytuacji zdrady / rozwodu to odpowiedzialny, przejmujący się człowiek ma podwójnie pod górkę.

Widzę, że wszyscy Cię tu zarzucamy radami na bazie swoich własnych doświadczeń - zaufaj jednak swojemu instynktowi - cokolwiek zrobisz, tak ma być. Nawet z pozoru "błędne decyzje" mogą przynieść dobre rezultaty później.

Pozdrawiam ciepło smile

Posty [ 196 do 260 z 551 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odchodzę - Proszę wesprzyjcie, bo muszę być silny.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024