Hej! Witam Was bardzo serdecznie, to mój pierwszy post tutaj, będzie długi... ale to dla mnie bardzo ważna sprawa, ponieważ nie wiem co mam robić i potrzebuję pomocy osób, które nie znają mnie osobiście.
Historia zaczęła się 2,5 roku temu. W wakacje, ja miałam wówczas trochę więcej niż 16 lat, zobaczyłam chłopaka na fejsie, byłam młoda wiadomo zaciekawił mnie, zaprosiłam go, chociaż go nie znałam, mieszkał w moim mieście, nazwisko znajome, ponieważ ma dużą firme. On wówczas miał 22 lata. Napisał i tak pisaliśmy, prosił z 20 razy o spotkanie, w końcu się spotkaliśmy, raz, drugi, typowe randki, on był akurat po rozstaniu (6 letni zwiazek) no i tak sie spotkalismy kilka razy, dodam, że miał on problemy juz wtedy z maryśką i podobno amfą. Był po odwyku. Moi rodzice przypadkowo dowiedzieli się o tym, że sie z nim spotykam (male miasto, ludzie gadaja).
Nie podobało im sie, wiec ograniczylismy kontakt jednak powiedzielismy sobie, ze KIEDYS POŁĄCZY NAS JAKIS SPONTANICZNY GEST.
Lata mijały, nasz kontakt był raz lepszy, raz gorszy. Ciąglę siedział mi w głowie, ale rok temu w kwietniu weszłam w związek, w którym patrząc z perspektywy czasu nie byłam szczęsliwa bo X ciągle gdzies tam był. Nasze rodziny się zaprzyjaźniły, chcąc nie chcąc, wiedziałam co u X. Załamał się on z tego powodu, że mam chłopaka, wszedł znowu w nieciekawe towarzystwo, znowu sięgnął po narkotyki (podobno tylko maryska) ale w połaczeniu z wodka to nie było dla niego dobre, trafił na odwyk (w ostatnim momencie). Gdy sie dowiedzialam, to bylam zalmana. Czekałam az z niego wyjdzie, później powoli kontakt miedzy nim a mna wracał. Któregos dnia musialam z mama do niego pojechać, widziałam go wtedy po kilku latach, coś zaiskrzyło gdy podalismy sobie dłon, spojrzelismy w oczy.
Przestalam się męczyć i udawać, że mój zwiazek ma sens, chociaż nigdy go nie zdradzilam fizycznie, to psychicznie (w myslach) duzo razy. Zaczęłam pisać z X, mieliśmy coraz lepszy kontakt, chciałam sie spotkac, on nie mógł i tak ciągle coś. Któregoś dnia poszłam do sklepu, gdzie pracuje jego ziomek, po 2 godzinach telefon od X czy podwieźć mnie do domu, akurat jeszcze miałam kilka spraw wiec podziekowalam, zapytal czy skoczymy dzis do kina (czwartek) nie mialam zbytnio czasu, wiec podziekowalam, zapytal czy jutro bede miec ochote, zgodziłąm się. Następnego dnia obejrzylismy wspolnie Listy do M2, gdy mnie odwozil spytal czy mamy jutro ochote na jakis wyjazd calodniowy. Z tego powodu, że w kinie mi sie podobało, to okej zgodziłam się. Myślałam jednak, że nic nie wypali, bo telefon 2 godziny miczał, nagle wiadomosc ze jedziemy do aquaparku. Spędzilismy ze soba swietny dzien, naprawde. wróciłam szczesliwa do domu.
Później, gdy chciałam sie z nim spotkać zawsze było 'cos'. Zauwazylam, ze gdy ja zaproponuje np kino to od razu jest na nie, ale na drugi dzien gdy on rzuci ten sam pomysl, to juz jest okej.
Czas mijał, my mielismy jedynie kontakt przez Fejsa, przyszły swieta, on wyjechał w góry z rodziną. Mielismy tam ciagle kontakt, naprawde, jakby cos sie zmienilo.. pisalismy non stop. W sylwestra chcial mnie zabrac do Warszawy, ale obudzil sie z tym za pozno i juz nie bylo dla mnie miejsca ;/ no ale coz.
Jakos pod koniec stycznia, pojechalam z nim, z jego znajomymi i rodziną na zabawe karnawałowa (dodam ze znalam tam tylko go i jego siostre). Wszyscy przyjeli mnie z taka życzliwością, kuzynki i kuzyni zdziwieni, że jestem tylko kolezanką.. Kuzyni mną zachwyceni (dodam, że mocno się 'odwaliłam' czerwona sukienka, fryzjer,makijaż itd. wygladalam i czulam sie jak milion dolarow) no i kuzyni powiedzieli mu ze jak mnie skrzywdzi, to oni skrzywdzą go, tak od słowa do słowa doszlismy do wniosku, ze znamy sie tyle czasu, ze dobrze nam obok i ze trzeba by bylo o czyms wiecej pomyslec.
Później mielismy kontakt przez fejsa, telefon itd. Umówilismy sie na wspolny weekend, 2 tygodnie po tej imprezie pojechalismy na weekend we dwoje nad morze.
On się wszystkim zająl, nie musialam za nim płacić (chociaż strasznie sie z nim o to kłociłam, lubie byc niezalezna) traktował mnie tam jak swoją królewnę. Spędzlismy miłe chwile. Z tego względu, że mam juz te 19 lat to inaczej wyglądało to niż jak spotykalismy sie gdy mialam 16,5. Wspólne łóżko, drinki.. Kochalismy sie ze sobą. Było cudownie, niczego nie zaluje i to nie o to tutaj chodzi...
Dużo gadaliśmy, przez to, że on palił maryske to ma troche 'zniszczony' mózg, były tygodnie, że on nie wychodził wogole z domu, siedział 2 tygodnie w domu i dobrze mu było. Jednak jego mama i siostra poprosiły mnie, zebym jakos na niego wplyneła, no to gadałam z nim i SUKCES! Od naszego wyjazdu minął tydzień, a X codziennie chodzi do pracy i nie jak normalny czlowiek po 8 godzin, tylko nieraz po 12 (co mnie denerwuje). I własnie w zwiazku z tym nie ma dla mnie czasu.. od czasu powrotu gadalismy 2 razy, ja zła.. no bo jak to mozliwe ze on nie ma czasu, on sie tłumaczy, ze pracuje, ze maja tak duzo zamowien, ze na dodatek jest chory i na nic nie ma sily juz. okej wiem, ze to co mowi to prawda (ciagly kontakt z jego siostra) ale serio uwazacie ze on moze nie miec czasu zeby zadzwonic i pogadac 5 minut?
Strasznie mi na nim zależy, po jego zachowaniu (przedstawienie mnie rodzinie, znajomych, wspolne spedzanie razem czasu, wyjazdu, rozmowy) tez mysle ze nie jestem mu calkiem obojetna. Wiem, że to chłopak z duża przeszlościa i ze narkotyki popsuly go tak naprawde, kiedys mi mowil, ze chyba juz nie bedzie potrafil miec kogos, bo po 2,5 roku bycia samemu nie potrafi niczym kobiety zaskoczyc, ze boi sie tego.
Mi zalezy, nawet momentami musze sie powstrzymywac zeby nie wyslac mu zadnej wiadomosci, bo przeciez to w koncu facet musi sie starac! Ale mam juz dosc, nie chce sie dalej meczyc w tej niepewnosci. Co robic ? co myslicie?