Cześć!
Jakiś czas temu przedstawiłam się tutaj ładnie, po czym zamilkłam będąc jedynie czytelniczką ludzkich forumowych spraw.
Dziś, jeśli mogę, trochę się Was poradzę, wygadam, może czegoś dowiem (mam nadzieję!).
Otóż mój problem spędza mi ostatnimi czasy sen z powiek. Jest związany z moim TŻ.
W styczniu dowiedziałam się przypadkowo, że dokładnie po roku bycia w związku zaczął logować się z wykupionym pakietem na portal randkowy, na którym się poznaliśmy. Jak się ładnie tłumaczył - robił to z czystej ciekawości, rozrywki, nie traktował tego poważnie i nie pisał do innych. Przez pół roku ukrywał to przede mną. Wyszło na jaw na początku stycznia. Długo zmagałam się z tym, zastanawiając się, co rzeczywiście tam robił, na ile mogę mu ufać. Po mojej prośbie, by pokazał mi to konto i wiadomości stwierdził, że się przestraszył, jak się dowiedziałam i usunął bezpowrotnie to konto. Nawet zatem nie mam jak zweryfikować jego prawdomówności.
Kolejnym czynnikiem mącącym moje myśli i poczucie bezpieczeństwa w związku jest fakt, że wyjechał na tygodniowy urlop zimowy (wtedy, kiedy ja też miałam urlop w pracy) na wycieczkę. Jutro z niej wraca, a ja tak na prawdę sama nie wiem, jak go przywitać, co powiedzieć. Męczę się z tym, bo nie podoba mi się to, że pojechał beze mnie a jednocześnie zgodziłam się na ten wyjazd. Ale szczegóły niżej.
Pytał wcześniej, czy może jechać, jeszcze dokładnie nie wiedząc, jaka będzie ekipa. Cel wycieczki, to jego marzenie życiowe, więc nie mogłam mu tego ograniczać, a jednocześnie też nie miałam finansowej możliwości wziąć w niej udziału.
Jak się okazało, wycieczkę zaproponowała mu dawna koleżanka ze studiów, która do ekipy zaprosiła jeszcze dwie swoje koleżanki i jakiegoś znajomego z pracy. Zatem mój TŻ pojechał z trzema laskami, których kompletnie nie znam.
W poprzednich związkach byłam osobą zdradzaną i oszukiwaną, zatem niestety przejawiam skłonności do zazdrości i zaborczości wynikłe z poprzednich doświadczeń (nie robię jakichś wielkich akcji, ale czasem się poczepiam).
Podsumowując - mój problem jest taki, że zamknęłam się w sobie, nie potrafię otworzyć się na pozytywne uczucia względem partnera (mimo, że go nadal kocham), czuję do niego niechęć i blokadę. On stara się być czuły i nie zwracać uwagi na moją oziębłość. Ja chyba chcę go trochę ukarać za to wszystko.
Przepraszał mnie wielokrotnie za ten portal randkowy i wyrażał skruchę, a jeśli chodzi o wycieczkę, stwierdził, że musi być trochę egoistą i pojechać, bo to jedyna okazja, kiedy jest zorganizowana ekipa i może to marzenie zrealizować.
Boję się, że swoim odrzucaniem jego starań wszystko rozpieprzę, a jednocześnie nie potrafię się przemóc, by okazywać choć odrobinę ciepła.
Co sądzicie o całej sytuacji?
Proszę tylko o odrobinę tolerancji względem decyzji o pozostaniu w związku po tym, jak się okazało, że ogląda inne laski na portalu randkowym. Dużo mnie kosztowała decyzja o tym, by jednak się nie rozstawać i na razie chcę spróbować naprawić, co się da. Najwyżej nie wyjdzie. Mam jednak nadzieję, że może nie trzeba będzie wyrzucać tej relacji na śmietnik.
W każdym razie nie czuję w tej chwili, że mogę mu ufać, nie czuję się bezpiecznie w tej relacji. Ech...
Dodam tylko, że oboje jesteśmy chwilę przed 30stką i poważnie planowaliśmy wspólną przyszłość.
Pozdrawiam