Ciężko mi to powiedzieć ale macie racje - na taką formę "zdrady" uwagi nie zwróciłem. Problem polega na tym że z siostrą mam świetny kontakt a z żoną niestety ciężko się rozmawia. Każda wcześniejsza próba rozmowy nie po jej myśli, o problemach kończyła się płaczem.
67 2016-01-10 14:31:19 Ostatnio edytowany przez madison111 (2016-01-10 23:58:42)
Również uważam, że siostra jest kiepskim doradcą, młodsza od Ciebie, wasze rozmowy na powazne tematy schodza na jakieś bzdurne tory (drogie ciuchy, napalona ekspedientka??) sorry, ale ta siostra to jeszcze taka trzpiotka, która lekko podchodzi do życia.
Infantylne są m.in. te Twoje rozwazania nt zakończenia tego związku i snucie projekcji nt przyszłości, skupiasz się na głupotach jak Twoje ciuchy czy zainteresowanie ekspedientki. Czyli co, jesli nie będziesz miał pewności, ze zwiążesz się z inna kobietą to nie zostawisz żony?
Ty nie jesteś w tym sam, to jest problem twój i żony! Ona powinna być najbliższą osobą z którą się takie sprawy omawia. Wyrabiasz sobie zaplecze, a w tym czasie ona jest nieświadoma. Później postawisz ją przed faktem dokonanym, że ma się wyprowadzić i adios. Szkoda tej kobiety.
Jego żona nie interesuje, on sprawy intymne omawia z siostrą. Knują za jej plecami, siostra szuka mu już panienki do rozrywki. Daj żonie wolność i załatw unieważnienie ślubu kościelnego (jezeli macie taki) tak jak pisałam wyżej. twoja żona zasługuje na kogoś lepszego.
Ciężko mi to powiedzieć ale macie racje - na taką formę "zdrady" uwagi nie zwróciłem. Problem polega na tym że z siostrą mam świetny kontakt a z żoną niestety ciężko się rozmawia. Każda wcześniejsza próba rozmowy nie po jej myśli, o problemach kończyła się płaczem.
Bez znaczenia był dla ciebie jej płacz bo i tak ja zdradzasz (nie fizycznie mam nadzieje) z własną siostrą. Może masz za dobry kontakt z siostra i powinieneś poluzować. Zachowaj sie jak odpowiedzialny człowiek i przestań słuchać siostry w sprawach dotyczacych twojej żony i ciebie, bo ona życia jeszcze sobie nie ułożyła i nie wiadomo jak ułoży.
Mam wrażeni, ze to siostra dla ciebie stanowi wzór kobiety obyś się nie przejechał bo znajdziesz taka co to będzie skakać z kwiatka na kwiatek i wtedy pożałujesz tej wiernej i kochającej żony ale to już będzie za późno.
Mam nadzieję, że żona autora dotrze do tego forum i otworzą się jej oczy kim jest jej ukochany maż. co to za rodzina, siostra jeszcze żonatemu bratu szuka następnej partnerki.
Potraktowałeś żonę jak przedmiot, teraz ci zawadza to można wyrzucić i zapomnieć. Jeszcze życie cię nauczy, co to znaczy kogoś zranić, być może będziesz po drugiej stronie barykady, to wtedy się nauczysz jak to boli.
A siostra to siostra, a nie twój doradca. Ona nie ma kompetencji w tym temacie, to ty powinieneś być dla niej wzorem.
71 2016-01-10 14:57:23 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 15:14:35)
Moja żona wiedziała przed ślubem że dla mnie "kościelna" przysięga jest bez znaczenia "duchowego". Dziękuje zatem za duchowe rozważanie tematu unieważnienia ślubu kościelnego. Jeśli tylko będzie chciała go otrzymać na pewno nie będę robił z tego tytułu żadnych problemów. Jestem osobą inicjującą rozstanie i bezsprzecznie winną całej sytuacji - nie mam tu żadnych wątpliwości. Od początku o tym piszę a mam wrażenie że nie wszyscy przeczytali od początku cały wątek. Może i racja że siostra ze względu na swój wiek(23lata) i przeszłość nie jest w tej kwestii najlepszym wzorem. Rozumiem że najlepiej dla niej (żony) byłoby wyłączyć ją z tego tematu i przejść przez to tylko razem z żoną. Czuję że macie racje w tym ataku na mnie - niestety na tą kwestię do tej pory nie zwróciłem uwagi.
Azbestowa - odnoszę wrażenie że dla ciebie świat jest czarno biały - człowiek jest albo dobry albo zły. Niestety dla mnie kolorów jest więcej. Nie jestem idealny ale jak pisałem na początku - żadnej innej kobiety przed żoną nie było, żadnej nie ma i żadnej nie będzie do chwili gdy nasze sprawy nie zostaną załatwione. Nie boję się też już życia w pojedynkę. Uważam wręcz że na tą chwilę do żadnego związku się nie nadaje. Nie ten czas.
72 2016-01-10 15:18:01 Ostatnio edytowany przez madison111 (2016-01-11 00:02:21)
Potraktowałeś żonę jak przedmiot, teraz ci zawadza to można wyrzucić i zapomnieć. Jeszcze życie cię nauczy, co to znaczy kogoś zranić, być może będziesz po drugiej stronie barykady, to wtedy się nauczysz jak to boli.
A siostra to siostra, a nie twój doradca. Ona nie ma kompetencji w tym temacie, to ty powinieneś być dla niej wzorem.
Rozumiem "solidarność jajników" ale zarzucanie autorowi, ze "zdradza żonę z siostra" jest juz lekka nadinterpretacja. Uważam ze siostra z racji wieku i lekkiego podejścia nie jest najlepszym doradca ale z drugiej strony komu ma się zwierzyć jak nie siostrze? Kobiety wyplakuja sie swoim przyjaciółkom ale rozmawianie o swoich osobistych sprawach z siostra jest juz niewłaściwe???
To co robi nowyrok wg mnie zle to uciekanie od problemu i fantazjowanie o "nowym zyciu".
Jesli chodzi o okres to znaczy, że jeżeli okaże się, że Twoja żona zaszła w ciążę to nie odejdziesz?
73 2016-01-10 15:19:15 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 15:24:58)
BłękitnyPacyfik napisał/a:Ty nie jesteś w tym sam, to jest problem twój i żony! Ona powinna być najbliższą osobą z którą się takie sprawy omawia. Wyrabiasz sobie zaplecze, a w tym czasie ona jest nieświadoma. Później postawisz ją przed faktem dokonanym, że ma się wyprowadzić i adios. Szkoda tej kobiety.
Jego żona nie interesuje, on sprawy intymne omawia z siostrą. Knują za jej plecami, siostra szuka mu już panienki do rozrywki. Daj żonie wolność i załatw unieważnienie ślubu kościelnego (jezeli macie taki) tak jak pisałam wyżej. twoja żona zasługuje na kogoś lepszego.
Rozmowa była jedna - wczoraj. Akurat byliśmy na zakupach. Nikt tu nie knuje spisku przeciwko nikomu. Siostra wyraziła swoją opinię - być może dość "lekko" ubrała to w słowa. Temat seksu dotyczył głównie tego że jeśli sytuacja wygląda tak i tak to żona może próbować zagrania z dzieckiem jako karta przetargowa i żebym uważał. Nie ze wszystkim się zgadzam więc prosiłbym o nierobienie ze mnie zła wcielonego.
74 2016-01-10 15:25:38 Ostatnio edytowany przez Azbi (2016-01-10 15:26:57)
Moja żona wiedziała przed ślubem że dla mnie "kościelna" przysięga jest bez znaczenia "duchowego". Dziękuje zatem za duchowe rozważanie tematu unieważnienia ślubu kościelnego. Jeśli tylko będzie chciała go otrzymać na pewno nie będę robił z tego tytułu żadnych problemów. Jestem osobą inicjującą i bezsprzecznie winną całej sytuacji - nie mam tu żadnych wątpliwości. Od początku o tym piszę a mam wrażenie że nie wszyscy przeczytali od początku cały wątek. Może i racja że siostra ze względu na swój wiek i przeszłość nie jest w tej kwestii najlepszym wzorem. Rozumiem że najlepiej dla nas byłoby wyłączyć ją z tego tematu i przejść przez to tylko razem z żoną. Czuję że macie racje w tym ataku na mnie - niestety na tą kwestię do tej pory nie zwróciłem uwagi.
Szkoda, że nie zwróciłeś uwagi wplątałeś swoja siostrę (że tak powiem wciągnąłeś ja do swojego małżeńskiego łóżka) osobę, która jak na razie świetnie bawi się uczuciami innych. Pamiętaj cierpienie żony to nie zabawa, a bardzo lekko podchodzisz do życia małżeńskiego. Nie mogę wyobrazić sobie osoby, która śpi z jeszcze żoną, uprawia z nią seks (żona nie mogłaby cię zmusić do seksu jak byś tego nie chciał), a w głowie rozmyśla jak by tej nie kochanej żony pozbyć się jak najbardziej bezboleśnie dla siebie. I jeszcze seks bez zabezpieczeń, czy też na prośbę żony był?
Może przysięga składana przez ciebie nic nie znaczyła dla ciebie, może była dla tz "picu", jeżeli tak to ślub już z racji tego może być nie ważny, bo przysięgałeś w złej wierze.Unieważnienie małżeństwa kosztuje, może twojej żony nie być stać na taki wydatek, ty masz pieniądze więc sam opłać za nią. Znajdź prawnika który poprowadzi sprawę tak, aby żona otrzymała unieważnienie z twojej winy, bo tylko wtedy będzie mogła ponownie zawrzeć związek małżeński w kościele Zrób to dla żony, ona zasługuje (choćby tylko dla tego, że pokochała cię takiego jakim jesteś) na to by była w pełni uwolniona od ciebie.
75 2016-01-10 15:30:49 Ostatnio edytowany przez BłękitnyPacyfik (2016-01-10 15:35:52)
madison111
"Uważam ze siostra z racji wieku i lekkiego podejścia nie jest najlepszym doradca ale z drugiej strony komu ma się zwierzyć jak nie siostrze? Kobiety wyplakuja sie swoim przyjaciółkom ale rozmawianie o swoich osobistych sprawach z siostra jest juz niewłaściwe???"
Rozmawianie na tematy prywatne, a wręcz intymne z kimkolwiek spoza małżeństwa jest niewłaściwe. To są ich sprawy małżeńskie i razem powinni o nich rozmawiać. Autor powinien dążyć do rozmowy z żoną i ją uświadomić o takiej konieczności, a nie szukać sojuszników poza małżeństwem. Tak samo w drugą stronę, kobiety nie powinny się wypłakiwać na tematy małżeńskie komukolwiek.
76 2016-01-10 15:31:55 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 15:33:41)
Może przysięga składana przez ciebie nic nie znaczyła dla ciebie, może była dla tz "picu", jeżeli tak to ślub już z racji tego może być nie ważny, bo przysięgałeś w złej wierze.Unieważnienie małżeństwa kosztuje, może twojej żony nie być stać na taki wydatek, ty masz pieniądze więc sam opłać za nią. Znajdź prawnika który poprowadzi sprawę tak, aby żona otrzymała unieważnienie z twojej winy, bo tylko wtedy będzie mogła ponownie zawrzeć związek małżeński w kościele Zrób to dla żony, ona zasługuje (choćby tylko dla tego, że pokochała cię takiego jakim jesteś) na to by była w pełni uwolniona od ciebie.
I to jest merytoryczna dyskusja - właśnie tak sobie to wyobrażam. Ja się do tego przyczyniłem chociażby tym że nie "postawiłem się" żonie przed ślubem. Ja poniosę zatem wszystkie koszt związane z rozwodem, unieważnieniami i pomocą jej aby mogła samodzielnie stanąć na nogi. To że jej nie kocham ( a zdałem sobie z tego sprawę dopiero w ostatnich dniach - kto czytał od początku ten wie) nie oznacza że zamierzam zostawić ją z niczym. Czuję się zobowiązany aby pomóc jej znaleźć pracę, być może kupić jakieś małe mieszkanie na start. Wiem że lekko nie będzie ale chcę aby mogła sobie jeszcze życie ułożyć. Siebie za to jak to wszystko się ułożyło nie lubię, nie podziwiam i wiem że to wszystko co się stało zostanie ze mną już do końca życia.
nowyrok napisał/a:Moja żona wiedziała przed ślubem że dla mnie "kościelna" przysięga jest bez znaczenia "duchowego". Dziękuje zatem za duchowe rozważanie tematu unieważnienia ślubu kościelnego. Jeśli tylko będzie chciała go otrzymać na pewno nie będę robił z tego tytułu żadnych problemów. Jestem osobą inicjującą i bezsprzecznie winną całej sytuacji - nie mam tu żadnych wątpliwości. Od początku o tym piszę a mam wrażenie że nie wszyscy przeczytali od początku cały wątek. Może i racja że siostra ze względu na swój wiek i przeszłość nie jest w tej kwestii najlepszym wzorem. Rozumiem że najlepiej dla nas byłoby wyłączyć ją z tego tematu i przejść przez to tylko razem z żoną. Czuję że macie racje w tym ataku na mnie - niestety na tą kwestię do tej pory nie zwróciłem uwagi.
Szkoda, że nie zwróciłeś uwagi wplątałeś swoja siostrę (że tak powiem wciągnąłeś ja do swojego małżeńskiego łóżka) osobę, która jak na razie świetnie bawi się uczuciami innych. Pamiętaj cierpienie żony to nie zabawa, a bardzo lekko podchodzisz do życia małżeńskiego. Nie mogę wyobrazić sobie osoby, która śpi z jeszcze żoną, uprawia z nią seks (żona nie mogłaby cię zmusić do seksu jak byś tego nie chciał), a w głowie rozmyśla jak by tej nie kochanej żony pozbyć się jak najbardziej bezboleśnie dla siebie. I jeszcze seks bez zabezpieczeń, czy też na prośbę żony był?
Może przysięga składana przez ciebie nic nie znaczyła dla ciebie, może była dla tz "picu", jeżeli tak to ślub już z racji tego może być nie ważny, bo przysięgałeś w złej wierze.Unieważnienie małżeństwa kosztuje, może twojej żony nie być stać na taki wydatek, ty masz pieniądze więc sam opłać za nią. Znajdź prawnika który poprowadzi sprawę tak, aby żona otrzymała unieważnienie z twojej winy, bo tylko wtedy będzie mogła ponownie zawrzeć związek małżeński w kościele Zrób to dla żony, ona zasługuje (choćby tylko dla tego, że pokochała cię takiego jakim jesteś) na to by była w pełni uwolniona od ciebie.
A cos ty się tego unieważnienia przyczepiła skoro nowyrok z zona jeszcze się nie rozstal?? Zreszta napisal ze problemów robic nie będzie.
78 2016-01-10 15:38:36 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 15:53:44)
Rozumiem "solidarność jajników" ale zarzucanie autorowi, ze "zdradza żonę z siostra" jest juz lekka nadinterpretacja. Uważam ze siostra z racji wieku i lekkiego podejścia nie jest najlepszym doradca ale z drugiej strony komu ma się zwierzyć jak nie siostrze? Kobiety wyplakuja sie swoim przyjaciółkom ale rozmawianie o swoich osobistych sprawach z siostra jest juz niewłaściwe???
To co robi nowyrok wg mnie zle to uciekanie od problemu i fantazjowanie o "nowym zyciu".
Jesli chodzi o ten okres to znaczy, że jeżeli okaże się, że Twoja żona zaszła w ciążę to nie odejdziesz?
Dla mnie ewentualna ciąża oznaczałaby w tej chwili to że muszę zostać - przynajmniej na jakiś czas aby żonie pomóc, oczywiście nie zmienia to sytuacji i o wszystkim musi się dowiedzieć od początku do końca. W takim przypadku oznacza to wyprowadzkę do drugiego pokoju i zaprzestanie współżycia. W tej sytuacji również czułbym się zobowiązany do pozostawienia żonie aktualnego miejsca jej zamieszkania i szukania sobie nowego lokum.
79 2016-01-10 15:51:27 Ostatnio edytowany przez madison111 (2016-01-10 21:18:01)
Rozmawianie na tematy prywatne, a wręcz intymne z kimkolwiek spoza małżeństwa jest niewłaściwe. To są ich sprawy małżeńskie i razem powinni o nich rozmawiać. Autor powinien dążyć do rozmowy z żoną i ją uświadomić o takiej konieczności, a nie szukać sojuszników poza małżeństwem. Tak samo w drugą stronę, kobiety nie powinny się wypłakiwać na tematy małżeńskie komukolwiek.
Nie zgadzam sie, nowyrok nie rozmawial z siostra dla rozrywki o tym jaka jego zona jest z lózku ale zwierzał sie ze swoich rozterek- po to są rodzina i przyjaciele, a czasem ocena sytuacji przez zaufaną osobę "z zewnątrz" jest wręcz nieoceniona.
azbestowa2 napisał/a:Może przysięga składana przez ciebie nic nie znaczyła dla ciebie, może była dla tz "picu", jeżeli tak to ślub już z racji tego może być nie ważny, bo przysięgałeś w złej wierze.Unieważnienie małżeństwa kosztuje, może twojej żony nie być stać na taki wydatek, ty masz pieniądze więc sam opłać za nią. Znajdź prawnika który poprowadzi sprawę tak, aby żona otrzymała unieważnienie z twojej winy, bo tylko wtedy będzie mogła ponownie zawrzeć związek małżeński w kościele Zrób to dla żony, ona zasługuje (choćby tylko dla tego, że pokochała cię takiego jakim jesteś) na to by była w pełni uwolniona od ciebie.
I to jest merytoryczna dyskusja - właśnie tak sobie to wyobrażam. Ja się do tego przyczyniłem chociażby tym że nie "postawiłem się" żonie przed ślubem. Ja poniosę zatem wszystkie koszt związane z rozwodem, unieważnieniami i pomocą jej aby mogła samodzielnie stanąć na nogi. To że jej nie kocham ( a zdałem sobie z tego sprawę dopiero w ostatnich dniach - kto czytał od początku ten wie) nie oznacza że zamierzam zostawić ją z niczym. Czuję się zobowiązany aby pomóc jej znaleźć pracę, być może kupić jakieś małe mieszkanie na start. Wiem że lekko nie będzie ale chcę aby mogła sobie jeszcze życie ułożyć. Siebie za to jak to wszystko się ułożyło nie lubię, nie podziwiam i wiem że to wszystko co się stało zostanie ze mną już do końca życia.
Jak rozwiążesz tak sprawy jak piszesz, to możesz być dumny z siebie, bo może żona wychodząc z waszego związku nie wyjdzie z uczuciem klęski, pomoże jej się to podnieść i budować, życie od nowa.
Jednak jak czujesz, że tli się jakieś uczucie do żony to może zawalcz o rozniecenie płomienia.
Piszesz, że wcześniej nie czułeś braku miłości do żony, że w ostatnim czasie zdałeś sobie z tego sprawę, zastanów się czy nie jest to tylko chwilowe, pod wpływem jakiejś chwili, jakieś odsuniecie od żony i po krótkim czasie będziesz żałował. Porozmawiaj szczerze z żoną, może udaj się na terapię. Ale dobrze ci radzę, na przyszłość, nie omawiaj spraw małżeńskich ze swoją siostrą, bo jest to zdrada, ja nie wiem czy bym mężowi wybaczyła gdybym dowiedziała się, ze zdradzał sekrety naszego współżycia swojej rodzinie.
Wiesz azbezstowa co to jest poczucie winy? Wiesz jak cieżko żyje się z czymś takim? Codziennie gdy wstaję rano pojawia się to uczucie i jest ze mną aż do chwili kiedy zasypiam. A zasypia się dłuuugo z czymś takim. Ostatnio zrozumiałem dlaczego tak się dzieje. Uważasz że każdy facet myśli tylko o tym jak kopnąć nie kochaną żonę w d..? I jak tu bezboleśnie dla siebie zniszczyć jej cały świat? Naprawdę współczuje Ci takiego podejścia do życia.
Owszem - podjąłem wtedy nieprzemyślaną do końca decyzję. Cieżko powiedzieć dlaczego - być może szło to siłą rozpędu, być może byłem zajęty czym innym, być może dlatego że ona nalegała na ślub, Pewnie wszystko to razem się złożyło. Trzy miesiące po ślubie pojawiły się pierwsze wątpliwości - i tak już ponad rok. I codziennie jest gorzej. I teraz mam na siłę uszczęśliwiać siebie i ją takim życiem na niby? W imie przysięgi złożonej w kościele? Czy ja jej w ten sposób nie zniszczę bardziej niż odchodząc dzisiaj? O tym myśle cały czas. A że siostra chciała mnie w jakiś sposób rozweslić podeszła do tematu na lóźno - widziała że jest ze mną źle, widziała że 28 letniemu mężczyźnie łzy w oczach stoją. Pomogła mi ta rozmowa, pomogło mi to jej luźne podejście. Złapałem dystans. A że jest jaka jest? Tego niestety nie zmienię.
82 2016-01-10 16:03:33 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 16:03:54)
Jednak jak czujesz, że tli się jakieś uczucie do żony to może zawalcz o rozniecenie płomienia.
Piszesz, że wcześniej nie czułeś braku miłości do żony, że w ostatnim czasie zdałeś sobie z tego sprawę, zastanów się czy nie jest to tylko chwilowe, pod wpływem jakiejś chwili, jakieś odsuniecie od żony i po krótkim czasie będziesz żałował. Porozmawiaj szczerze z żoną, może udaj się na terapię. Ale dobrze ci radzę, na przyszłość, nie omawiaj spraw małżeńskich ze swoją siostrą, bo jest to zdrada, ja nie wiem czy bym mężowi wybaczyła gdybym dowiedziała się, ze zdradzał sekrety naszego współżycia swojej rodzinie.
Ja do żony cały czas czuję to samo - sentyment, lojalność i przyjaźń. Jakoś tak się złożyło że pomyliłem te uczucia z miłością. Myślałem wtedy że widocznie tak wygląda związek, że tak już musi być. A w tej chwili czuję ogromną potrzebę kochania, chcę komuś dać moją miłość. Niestety nie udało mi się tego uczucia przelać na żonę.
Przepraszam - muszę was na kilka godzin opuścić. Żona za chwilę wróci od matki a ta rozmowa sprawiła że trochę się rozstrząsłem. Lepiej żeby nie widziała teraz co się ze mną dzieję. Muszę się uspokoić.
BłękitnyPacyfik napisał/a:Rozmawianie na tematy prywatne, a wręcz intymne z kimkolwiek spoza małżeństwa jest niewłaściwe. To są ich sprawy małżeńskie i razem powinni o nich rozmawiać. Autor powinien dążyć do rozmowy z żoną i ją uświadomić o takiej konieczności, a nie szukać sojuszników poza małżeństwem. Tak samo w drugą stronę, kobiety nie powinny się wypłakiwać na tematy małżeńskie komukolwiek.
Nie zgadzam sie, nowyrok nie rozmawial z siostra dla rozrywki o tym jaka jego zona jest z lózku ale zwierzał sie ze swoich rozterek- po to są rodzina i przyjaciele, a czasem ocena sytuacji przez zaufaną osobę "z zewnątrz" jest wręcz nieoceniona.
Nie rozumiesz faktów. Nie chodzi o to w jakim celu rozmawiał, rozrywki czy nie. Nie ma prawa rozmawiać o prywatnych sprawach, które dotyczą żony. To się nazywa lojalność.
Przepraszam - muszę was na kilka godzin opuścić. Żona za chwilę wróci od matki a ta rozmowa sprawiła że trochę się rozstrząsłem. Lepiej żeby nie widziała teraz co się ze mną dzieję. Muszę się uspokoić.
Czyli dalej chcesz przed nią grać, szkoda bo ona w dalszym ciągu nie wie na czym stoi i nie wie, że za jej plecami ułożyłeś już dalsza historię waszego życia (w tym jej).
Powinna to wiedzieć i bez znaczenia czy jest w ciąży czy nie.
86 2016-01-10 16:27:50 Ostatnio edytowany przez madison111 (2016-01-10 19:39:03)
madison111 napisał/a:BłękitnyPacyfik napisał/a:Rozmawianie na tematy prywatne, a wręcz intymne z kimkolwiek spoza małżeństwa jest niewłaściwe. To są ich sprawy małżeńskie i razem powinni o nich rozmawiać. Autor powinien dążyć do rozmowy z żoną i ją uświadomić o takiej konieczności, a nie szukać sojuszników poza małżeństwem. Tak samo w drugą stronę, kobiety nie powinny się wypłakiwać na tematy małżeńskie komukolwiek.
Nie zgadzam sie, nowyrok nie rozmawial z siostra dla rozrywki o tym jaka jego zona jest z lózku ale zwierzał sie ze swoich rozterek- po to są rodzina i przyjaciele, a czasem ocena sytuacji przez zaufaną osobę "z zewnątrz" jest wręcz nieoceniona.
Poza tym nie jest tak ze zona nie jest niczego świadoma, nowyrok napisal na poczatku ze są na etapie dawania sobie drugiej szansy. Jak dla mnie to Ona nie przyjmuje do wiadomości pewnych faktów.Nie rozumiesz faktów. Nie chodzi o to w jakim celu rozmawiał, rozrywki czy nie. Nie ma prawa rozmawiać o prywatnych sprawach, które dotyczą żony. To się nazywa lojalność.
Wszystko rozumiem i nie zgadzam sie z Twoja opinia, ze nie mozna zwierzać sie z małżeńskich rozterek swojej najbliższej rodzinie tym bardziej jesli jest się na rozdrożu. Poza tym nie wiesz co dokladnie nowyrok swojej siostrze mówił żeby go tak potępiać.
Przeczytałam Twój wątek w całości, a następnie jedynie Twoje wypowiedzi i muszę przyznać, że właściwie nie mam nic do dodania. Sam zdążyłeś przyjrzeć się swojej sytuacji z wielu stron, uznałeś że Twoje dotychczasowe wybory były niewłaściwe, rozpoznałeś źródło podejmowania takich wyborów, a nie innych i wiesz już, jak podążać dalej. Każdemu zdarzają się w życiu błędy, nie każdy potrafi się do nich przyznać i odpowiednio skorygować swoje życie.
Ogromnym pozytywem w Twoim przypadku jest to, że wyraźnie widzisz również w jakiej sytuacji znalazła się Twoja żona i jesteś gotowy powziąć odpowiednie kroki, aby jej pomóc.
Nie każdy jest do tego zdolny. Najczęściej spotykaną reakcją bywa przekonywanie siebie, że to małżonek jest tym złym, od niego/niej to wszystko się zaczęło, to były jego/jej wady i teraz powinien/powinna radzić sobie sam/sama. Czyli walidacja własnej osoby i postępowania + częsta w takich przypadkach zdrada.
Odpowiadając na pierwsze pytanie, to oczywiście życie nie kończy się w wieku dwudziestu paru lat i na pewno kogoś znajdziesz. Tym razem jednak patrz szeroko otwartymi oczami na swój nowy związek i swoje uczucia. Umiejętność refleksji już posiadłeś, więc nie powinno być tym razem podobnych problemów.
Nie chcę przed nią grać - zwyczajnie nie jestem dzisiaj gotowy na kolejną rozmowę. Wiem że będą tutaj emocje i muszę pozostać maksymalnie spokojny i skupiony. Wiem że będzie kolejna jatka.
Moja żona wie już że nie chce z nią być, nie chce dzieci, to wyszło już przy pierwszej rozmowie. Siostrze nie powiedziałem nic w stylu - "chce się z żonką rozejść ale puki nie ma nic lepszego to bawimy się po staremu". Bez przesady. Temat spraw łóżkowych wyszedł w kontekscie tego żebym uważał bo skoro ona już wie t może próbować zagrać "na dziecko". Żart z klatką może i był nie na miejscu ale trochę rozładował atmosferę. U nas w domu o poważnych problemach się rozmawia - tak mnie i siostrę nauczyli rodzice. U żony natomiast z tego co wiem jest grobowa cisza i łzy w poduszkę. Może dlatego ciężko mi do niej dotrzeć.
W każdym momencie życia można trafić na wartościową osobę.
90 2016-01-10 17:08:28 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-01-10 17:13:31)
Nowyrok wiesz co tak naprawdę razi w Twoim podejsciu do tematu? Motywacja która Tobą kieruje. Nawet tytuł wątku czy po 30 można sobie jeszcze ułożyć życie. Tak jakby fakt ze podjąłeś błędna decyzje o ślubie był jedna kwestia (z lekka mniej istotna) a kolejna to to czy po rozwodzie masz jeszcze szanse na nowy start ...i od odpowiedzi na drugie pytanie uzależniasz rozwiazanie kwestii nr 1 czyli pozostania przy zonie czy tez nie. Powiem Ci ze trochę to odpychające, tzn pewnie ze mógłbyś zacząć już konkretnie "badać rynek pan" przed rozwodem czytaj umawiać sie na randki za plecami zony (chwała Ci za to ze tego nie robisz) ale i tak psychicznie to Ty już wierny nie jesteś. No i te wpisy o ciuchach, wyglądzie, średniej krajowej która z lekka przekraczasz ...jakbyś chciał upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu czyli uzyskać poradę w kwestii rozstania z żona i zareklamować się ewentualnym zainteresowanym. Po kolei Nowyrok, po kolei a nie rownolegle te dwie kwestie powinny iść. A siostra mimo ze jest jedną z najbliższych osób to myśle, ze nie jest do końca najlepsza wyrocznia w tej sprawie. Zrywać z 6 czy tam 10 chlopakami to jedna sprawa a zakończyć raz ale małżeństwo czyli coś co przynajmniej z założenia miało być już na zawsze to inna bajka. Twoja żona wiązała z tym związkiem ogromne plany i nadzieje, dzieci, dom, rodzina i to będzie dla niej ogromny cios a Ty z siostra już radośnie dywagujecie nad panią ekspedientka która chętnie by sie do Ciebie dobrała. Nie zachowuj się proszę jak wygłodniały pies który nie może się już doczekasz kiedy się zerwie z łańcucha.
91 2016-01-10 18:51:13 Ostatnio edytowany przez filezila (2016-01-10 18:55:40)
Żadnych dramatycznych historii w tle, kilkuletni związek, ślub raczej z przyzwyczajenia - bo już czas, bo wypada się zadeklarować, bo dziewczyna naciskała, bo skończyły się wymówki. Rok razem i czuje że już tego nie posklejamy - nie ma na czym tego odbudowywać. Chcę odejść nawet jeśli będę miał być już sam. Miłoby było jednak spotkać kogoś z kim można by przejść przez życie tak na prawdę.
gdy skonczyly sie wymowki to trzeba bylo sie rozstac a nie brac slub. gdybys mial odejsc, bo meczysz sie w zwiazku to bys juz odzedl. a ty teraz jeszcze przed rozwodem chcesz sie upewnic, ze nie wypadles z rynku i masz szanse kogos poznac dlatego o to pytasz.
tez po kilku latach zwiazku bym naciskala na jakas deklaracje, albo w lewo albo w prawo. nie byles pewny i brales slub, dzicinne zachowanie. i teraz twoja zona ma byc rozwodka, po roku malzenstwa, bo mezowi sie znudzilo i mysli o nowym cialku w lozku.
a odnosnie pytania w temacie, to tak-mozna bedac po rowidzie sobie kogos znalezc. mnie rozwod by nie odstraszyl ale dzieciaty juz tak. i faktycznie kwestia dlaczego ludzie sie rozstaja tez jest wazna. u ciebie w sumie zadna tragedia sie nie stala, znudzilo ci sie i moze za 5 lat inna tez sie znudzi...
P.s. w pierwszym poscie piszesz, ze jestes niewierzacy a pozniej piszesz, ze przisege zlozyles w kosciele troche brak konsekwentnych decyzji.
92 2016-01-10 19:50:57 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 19:52:43)
I plan spokojnej rozmowy wziął w łeb, tym razem to żona zaczęła, ale chyba coś poszło nie tak i było po ptakach zanim się spostrzegłem. Zakończenie na dzisiaj to powrót do matki i trzaskanie drzwiami. Ehh.. najłatwiej uciec przed tym co i tak nieuniknione. Kiedyś w końcu będziemy musieli zacząć rozmawiać prawda? A może ja czegoś nie rozumiem i w rzeczywistości nie ma o czym rozmawiać?
No i te wpisy o ciuchach, wyglądzie, średniej krajowej która z lekka przekraczasz ...jakbyś chciał upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu czyli uzyskać poradę w kwestii rozstania z żona i zareklamować się ewentualnym zainteresowanym.
No właśnie, w niektórych momentach trudno zgadnąć czy nowyrok się chwali czy się żali, bo niektóre wypowiedzi brzmią jak jakiś quasi anons matrymonialny. Nic tylko uderzać na maila ![]()
Faktycznie ten wątek źle się zaczął - miał dotyczyć czego innego, później poszedł w inna stronę. Nie jest tak że ja najwięcej czasu poświęcam na rozważanie co dalej - ale przyznaje takie myśli się pojawiają. Faktycznie dołożyłem swoje do ogólnego wrażenia opisując trochę na skróty rozmowę z siostrą i tą historię z ekspedientką. Tyle że w rzeczywistości to incydent - coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. Nie zamierzam podchodzić do tematu na zasadzie jak mam szanse to rozwód a jak nie to zostaje - to nie do przyjęcia dla mnie.
95 2016-01-10 19:58:33 Ostatnio edytowany przez madison111 (2016-01-10 22:59:05)
Nowyrok, a co się dzisiaj działo?
Najbardziej do myślenia dała mi dzisiaj azbestowa - z tym zaangażowaniem siostry. I zacząłem się nad tym zastanawiać skoro już z żoną dzisiaj nie porozmawiam o niczym. I doszedłem do ciekawego wniosku. U nas w domu owszem rozmawia się o problemach ale w dość specyficzny sposób. Nasi rodzice to dwie osoby o całkowicie odmiennych charakterach i spojrzeniu na świat. Problem z nimi polega na tym że każde ma swoją i jedynie słuszną wizję życia a w każdy konflikt angażowali nas (znaczy głównie mnie bo jestem starszy) - zamiast rozmawiać ze sobą bezpośrednio rozmawiali ze sobą przez nas (pełniliśmy funkcję jakby mediatorów). I tak jakoś podświadomie trzeba było wejść w rolę rodziców własnych rodziców (wiem że to głupio brzmi) i szukać kompromisów dla nich. I chyba zacząłem powielać ten błąd - w sytuacji problemów z porozumiewaniem znalazłem sobie osobę z "zewnątrz". To błąd! Przyznaje się do porażki w tym temacie. Muszę się od tego odciąć czym prędzej. Problem jest głębszej natury - czuję że nie mam oparcia w rodzicach, że ze wszystkim co się dzieje w moim życiu muszę sobie radzić sam. I faktycznie rola siostry w takim układzie automatycznie stała się znacząca i podświadomie łatwo było mi się przed nią otworzyć.
Moja żona przyjechała od matki i przy obiedzie powiedziała że jej mama powiedziała że w naszym przypadku najlepszym rozwiazaniem jest... DZIECKO?!
No aż mnie krew zalała. Powiedziałem jej że o żadnym dziecku nie ma mowy, od dzisiaj koniec z.. sami wiecie z czym. I żeby się uspokoiła to porozmawiamy. Nastąpił wybuch. Że ona ma w d..ie rozmawianie, ze sobie coś ubzdurałem i wraca do domu bo ją szlak zaraz trafi.
98 2016-01-10 20:09:08 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 20:13:27)
feniks35 napisał/a:No i te wpisy o ciuchach, wyglądzie, średniej krajowej która z lekka przekraczasz ...jakbyś chciał upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu czyli uzyskać poradę w kwestii rozstania z żona i zareklamować się ewentualnym zainteresowanym.
No właśnie, w niektórych momentach trudno zgadnąć czy nowyrok się chwali czy się żali, bo niektóre wypowiedzi brzmią jak jakiś quasi anons matrymonialny. Nic tylko uderzać na maila
Nowyrok się nie chwali - opisuje jak jest. Na razie żadnymi znajomościami nie jestem zainteresowany. Znajomościami zawartymi przez internet nie jestem zainteresowany w żadnym przypadku ani dzisiaj ani za 10lat.
Na razie to ja mam tyle problemów że jeszcze mi tylko teraz kolejnego potrzeba:P
Żona źle postępuje, że nie chce rozmawiać. Chyba przeczuwa, że chodzi o rozstanie i próbuje zapobiec. Porozmawiaj z nią delikatnie jak będziesz miał taką możliwość. Rozwód to jest bardzo ciężkie przeżycie, zwłaszcza dla osoby, która go nie chce. Sprawa niestety się sama nie rozwiąże.
100 2016-01-10 20:18:45 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 20:19:27)
Jedyne co bym od niej chciał to żeby na moment, chociaż raz nie eksplodowała płaczem. Żeby dialog znów mógł się zacząć jak ostatnio. Na tą chwilę to nie wiem co zrobić. Przecież za nią nie pojadę i przy jej matce nie będę o takich rzeczach rozmawiał.
101 2016-01-10 20:18:58 Ostatnio edytowany przez madison111 (2016-01-10 23:20:35)
Na Twoim miejscu wyprowadziłabym się z domu, choćby na kilka dni gdzieś do hotelu i dała żonie ochłonąć, a gdy emocje by trochę opadły to przystąpiłabym do poważnej rozmowy.
Dziecko jako remedium.....masakra. Tesciowa chyba ma raczej nadzieje ze wraz z pojawieniem sie potomka czulbys sie juz na tyle przywiazany i zobowiazany do pozostania przy zonie i rodzinie ze szybko wywietrzalyby Ci z glowy "glupoty typu rozwody". Mozliwe ze tak by wlasnie bylo...tyle ze potajemnie spotykalbys sie z innymi kobietami albo ta bomba i tak by wybuchla raniac juz nie tylko Ciebie i zone ale rowniez niczemu winne dziecko. W zadnym wypadku nie mozesz sie na to zgodzic jesli czujesz ze uczucia do zony juz nie ma.
103 2016-01-10 20:22:28 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 20:23:03)
Teraz tak myślę że związek ma cztery nogi, cztery fundamenty - miłość, szczerość, lojalność i zaufanie. I to ma być po obu stronach. A u nas wygląda to tak że lojalność i zaufanie ok - są (albo były). Ze szczerością jest tak że owszem dobrze się nam rozmawiało ale właściwie nigdy chyba nie rozmawialiśmy "o nas". O wszystkim dookoła tak, o nas nigdy. Zawsze sprowadzało się to do komunikatów. Co do miłości się już nie będę wypowiadał.
nowyrok napisał/a:Żadnych dramatycznych historii w tle, kilkuletni związek, ślub raczej z przyzwyczajenia - bo już czas, bo wypada się zadeklarować, bo dziewczyna naciskała, bo skończyły się wymówki. Rok razem i czuje że już tego nie posklejamy - nie ma na czym tego odbudowywać. Chcę odejść nawet jeśli będę miał być już sam. Miłoby było jednak spotkać kogoś z kim można by przejść przez życie tak na prawdę.
gdy skonczyly sie wymowki to trzeba bylo sie rozstac a nie brac slub. gdybys mial odejsc, bo meczysz sie w zwiazku to bys juz odzedl. a ty teraz jeszcze przed rozwodem chcesz sie upewnic, ze nie wypadles z rynku i masz szanse kogos poznac dlatego o to pytasz.
tez po kilku latach zwiazku bym naciskala na jakas deklaracje, albo w lewo albo w prawo. nie byles pewny i brales slub, dzicinne zachowanie. i teraz twoja zona ma byc rozwodka, po roku malzenstwa, bo mezowi sie znudzilo i mysli o nowym cialku w lozku.a odnosnie pytania w temacie, to tak-mozna bedac po rowidzie sobie kogos znalezc. mnie rozwod by nie odstraszyl ale dzieciaty juz tak. i faktycznie kwestia dlaczego ludzie sie rozstaja tez jest wazna. u ciebie w sumie zadna tragedia sie nie stala, znudzilo ci sie i moze za 5 lat inna tez sie znudzi...
P.s. w pierwszym poscie piszesz, ze jestes niewierzacy a pozniej piszesz, ze przisege zlozyles w kosciele troche brak konsekwentnych decyzji.
Autor wyjaśnił już, że przyczyną wzięcia ślubu w kościele był światopogląd jego żony i jej rodziny. Skoro ważne to jest dla jego żony, a chyba ważne skoro nie mieszkali ze sobą przed ślubem pomimo gotowego mieszkania to dla jej dobra nowyrok winien doprowadzić do unieważnienia ślubu kościelnego przyznając się przed sądem kościelnym ze swojej niedojrzałości do małżeństwa. Brał ślub z przyzwyczajenia to skrajna nieodpowiedzialność, bo nie wierzę, że po kilku latach związku z jedną dziewczyną nie był zorientowany co do swoich uczuć. Zresztą autor sam sobie zdaje z tego już sprawę i obiecał kilka postów wyżej uwolnić swoja żonę od siebie całkowicie tj. dać swojej żonie szansę na ponowny ślub kościelny i co za tym idzie na nowe małżeństwo.
Autor wyjaśnił już, że przyczyną wzięcia ślubu w kościele był światopogląd jego żony i jej rodziny. Skoro ważne to jest dla jego żony, a chyba ważne skoro nie mieszkali ze sobą przed ślubem pomimo gotowego mieszkania to dla jej dobra nowyrok winien doprowadzić do unieważnienia ślubu kościelnego przyznając się przed sądem kościelnym ze swojej niedojrzałości do małżeństwa. Brał ślub z przyzwyczajenia to skrajna nieodpowiedzialność, bo nie wierzę, że po kilku latach związku z jedną dziewczyną nie był zorientowany co do swoich uczuć. Zresztą autor sam sobie zdaje z tego już sprawę i obiecał kilka postów wyżej uwolnić swoja żonę od siebie całkowicie tj. dać swojej żonie szansę na ponowny ślub kościelny i co za tym idzie na nowe małżeństwo.
Że tak powiem "święte słowa". Dla mnie sakrament sam w sobie jest bez znaczenia. Jeśli ona będzie tego chciała stanę na rzęsach żeby dostała to co jej będzie potrzebne do poukładania sobie życia od nowa.
Tak czy siak skoro machina juz poszla w ruch to chyba jest to wlasciwy czas by doprowadzic sprawy do konca. Nie da sie tego zrobic na raty zeby mniej bolało. Zona troche naduzywa damskiej broni w postaci łez, ucieczka do mamy to rowniez odwlekanie w czasie nieuchronnego czyli finalnej rozmowy ale kiedy nadarzy sie okazja by powrocic na spokojnie do tematu to konsekwentnie to czyń.
107 2016-01-10 20:30:44 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 20:35:48)
Napisałem gdzieś na początku że psychicznie jest ok. Ale już widzę że to co ona teraz wyrabia to jednak ślad jakiś u mnie zostawi. Miało być prosto, łatwo i przyjemnie a wychodzi z tego droga przez mękę. Szkoda że przed ślubem takiego oporu nie było. W sumie to mogę mieć żal tylko do siebie - wiedziałem że ona jest jaka jest i że w razie czego będzie problem. Czy to możliwe że ona żyła w "swoim" świecie i nie dostrzegała prawdy? A może nie chciała jej widzieć. Przecież słowa "kocham" to nawet przed ślubem nie słyszała długi czas. Ehh.. ja autentycznie byłem niedojrzały do zawarcia związku małżeńskiego.
108 2016-01-10 20:33:24 Ostatnio edytowany przez madison111 (2016-01-10 23:00:44)
A jak w ogóle było z waszymi zaręczynami i waszym ślubem? W jakich okolicznościach została podjęta decyzja o ślubie?
109 2016-01-10 20:35:24 Ostatnio edytowany przez filezila (2016-01-10 20:38:50)
filezila napisał/a:nowyrok napisał/a:Żadnych dramatycznych historii w tle, kilkuletni związek, ślub raczej z przyzwyczajenia - bo już czas, bo wypada się zadeklarować, bo dziewczyna naciskała, bo skończyły się wymówki. Rok razem i czuje że już tego nie posklejamy - nie ma na czym tego odbudowywać. Chcę odejść nawet jeśli będę miał być już sam. Miłoby było jednak spotkać kogoś z kim można by przejść przez życie tak na prawdę.
gdy skonczyly sie wymowki to trzeba bylo sie rozstac a nie brac slub. gdybys mial odejsc, bo meczysz sie w zwiazku to bys juz odzedl. a ty teraz jeszcze przed rozwodem chcesz sie upewnic, ze nie wypadles z rynku i masz szanse kogos poznac dlatego o to pytasz.
tez po kilku latach zwiazku bym naciskala na jakas deklaracje, albo w lewo albo w prawo. nie byles pewny i brales slub, dzicinne zachowanie. i teraz twoja zona ma byc rozwodka, po roku malzenstwa, bo mezowi sie znudzilo i mysli o nowym cialku w lozku.a odnosnie pytania w temacie, to tak-mozna bedac po rowidzie sobie kogos znalezc. mnie rozwod by nie odstraszyl ale dzieciaty juz tak. i faktycznie kwestia dlaczego ludzie sie rozstaja tez jest wazna. u ciebie w sumie zadna tragedia sie nie stala, znudzilo ci sie i moze za 5 lat inna tez sie znudzi...
P.s. w pierwszym poscie piszesz, ze jestes niewierzacy a pozniej piszesz, ze przisege zlozyles w kosciele troche brak konsekwentnych decyzji.
Autor wyjaśnił już, że przyczyną wzięcia ślubu w kościele był światopogląd jego żony i jej rodziny. Skoro ważne to jest dla jego żony, a chyba ważne skoro nie mieszkali ze sobą przed ślubem pomimo gotowego mieszkania to dla jej dobra nowyrok winien doprowadzić do unieważnienia ślubu kościelnego przyznając się przed sądem kościelnym ze swojej niedojrzałości do małżeństwa. Brał ślub z przyzwyczajenia to skrajna nieodpowiedzialność, bo nie wierzę, że po kilku latach związku z jedną dziewczyną nie był zorientowany co do swoich uczuć. Zresztą autor sam sobie zdaje z tego już sprawę i obiecał kilka postów wyżej uwolnić swoja żonę od siebie całkowicie tj. dać swojej żonie szansę na ponowny ślub kościelny i co za tym idzie na nowe małżeństwo.
Mam wrażenie, że autor wątku został do wszystkiego zmuszony, i to głownie przez żonę i jej rodzinę. Zmusiła go do deklaracji, zmusiła do ślubu i to w kościele [ i to tego człowieka wielce niewierzącego]. To wszystko ogólnie jest jakieś dziwne, ślub planuje się z wyprzedzeniem, więc wiedział co robi. Ludzie potrafią się rozstać miesiąc przed ślubem i wiedzą , że robią dobrze. Jeśli miał wątpliwości przed zaręczynami to myślę, że w następnych miesiącach, w czasie przygotowań też były.
I teraz robi z siebie ofiarę. Rozumiem, że nie jest szczęśliwy, że jest mu ciężko. Tylko po co to było. szkoda dziewczyny, bo trafiła na nieciekawego człowieka, dla którego ślub nic nie znaczy, bo przecież można się rozwieść.
Dla mnie wygląda to tak, że wiedział z czym się wiąże ślub, o żadnym zmuszeniu jego nie było mowy.
O unieważnieniu ślubu kościelnego ewentualnie może się żona autora ubiegać, bo została oszukana. Nie wiedziała, że autor się odkochał.
Napisałem gdzieś na początku że psychicznie jest ok. Ale już widzę że to co ona teraz wyrabia to jednak ślad jakiś u mnie zostawi. Miało być prosto, łatwo i przyjemnie a wychodzi z tego droga przez mękę. Szkoda że przed ślubem takiego oporu nie było. W sumie to mogę mieć żal tylko do siebie - wiedziałem że ona jest jaka jest i że w razie czego będzie problem.
Nowyrok to jaka jest zona to jedno a uslyszec "nie kocham Cie chce rozwodu od kogos kogo sie kocha i z kim wiazalo sie plany i nadzieje" to drugie. Tobie jest latwiej podejsc do tego na chlodno bo Ty mentalnie jestes z zona w separacji juz od dawna. Dla niej to ma prawo byc szok. Zreszta rozwod sam w sobie nawet przeprowadzony pokojowo i spokojnie jest zawsze pewnego rodzaju porazka wiec "łatwo i przyjemnie" jest tu nie na miejscu. Tobie to ma cos ulatwic ..nowy start z perpektywy zony poki co rozwod to koniec wszystkiego.
111 2016-01-10 20:39:52 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 20:46:36)
A jak w ogóle było z waszymi zaręczynami i waszym ślubem? W jakich okolicznościach została podjęta decyzja o ślubie?
Przed zaręczynami - sugerowanie że to już czas, już pora na to żeby być razem a nie tak każde sobie. Że już tyle lat minęło i teraz to już za późno żeby zaczynać od nowa. Po zaręczynach rozmowa o tym żeby jednak się z tym nie spieszyć, że jeszcze potrzebuję czasu. Termin właściwie sama ustaliła, ja wtedy sporo pracowałem. Od zaręczyn minął niecały rok do ślubu. Salę też załatwiała sama. Staram się nie robić z siebie ofiary - wiem że mogłem się postawić i tego nie zrobiłem. Raczej to co się teraz dzieje jest TYLKO i WYŁĄCZNIE z mojej winy.
madison111 napisał/a:A jak w ogóle było z waszymi zaręczynami i waszym ślubem? Ona naciskała mimo tego, że wiedziała, że masz wątpliwości czy Ty myślałeś, że ją kochasz i będzie ok? W jakich okolicznościach została podjęta decyzja o śłubie?
wiem że mogłem się postawić i tego nie zrobiłem. Raczej to co się teraz dzieje jest TYLKO i WYŁĄCZNIE z mojej winy.
tak to twoja wina. kazdy odpowiada za swoje decyzje.
Cieszę się że w tej kwestii jesteśmy zgodni. Można już tego nie wałkować.
114 2016-01-10 20:52:48 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 21:02:51)
Hmm.. teraz tak myślę że gdybym wtedy się sam z domu wyprowadził, poza kontrolą rodziców to by dzisiaj tego całego tematu nie było. A tak jak się człowiek bał co mamusia powie to takie są skutki. A dzisiaj jak mi już jest to obojętne trzeba będzie się trochę pomęczyć żeby w końcu odpowiadać sam za siebie. Tylko jest jeszcze taka kwestia że wtedy wydawało mi się że to będzie działało, że się nam uda być ze sobą. Że wątpliwości czy to to to każdy ma.
Moja żona przyjechała od matki i przy obiedzie powiedziała że jej mama powiedziała że w naszym przypadku najlepszym rozwiazaniem jest... DZIECKO?!
No aż mnie krew zalała. Powiedziałem jej że o żadnym dziecku nie ma mowy, od dzisiaj koniec z.. sami wiecie z czym. I żeby się uspokoiła to porozmawiamy. Nastąpił wybuch. Że ona ma w d..ie rozmawianie, ze sobie coś ubzdurałem i wraca do domu bo ją szlak zaraz trafi.
Twoja żona w dalszym ciągu nie zdaje sobie sprawy co siedzi w twojej głowie. Ona myśli, ze macie tylko jakiś chwilowy kryzys. Z pisanych wcześniej przez ciebie postów wyłania się obraz małżeństwa,które żartuje, bawi się z sobą, wyjeżdża na wczasy załatwiane na chybcika tak spontanicznie, czyli jawi się obraz typowego młodego małżeństwa, trochę sprzeczek, trochę miłości. Nawet na sylwestra bawiłeś się świetnie z żoną, dopóki nie zatańczyłeś z własną siostrą i wtedy poczułeś że zabawa z żona to nie to. To zabawa z siostrą podniosła ci endorfiny (bawiliśmy się jak dzieci). Dlatego nie dziw się jej, że ona w dalszym ciągu szuka sposobów na zażegnanie kryzysu.
Zastanów się czy nie jesteś zbyt mocno zafascynowany swoją siostrą, bo jak dla mnie to tak, widać to jak o niej piszesz. Ona jest twoją powierniczką i ona stanowi niedościgły wzór dla kobiety, z którą mógłbyś tworzyć związek. Twoja żona nigdy nie dorówna twojej siostrze, bo jest inna. Trudno będzie ci znaleźć kogoś kto by spełniał kryteria posiadane cech przez twoją siostrę, szykuje ci się więc szukanie. No może będziesz miał szczęście i trafisz, pokochasz taką osobę a ona podepcze twoją miłość i pójdzie dalej (tak robi chyba twoja siostra).
Nie życzę ci tego ale przemyśl swój stosunek do siostry i nie ma tu usprawiedliwiaj się tym, że kiedyś jako dzieci to czy tamto musieliście robić w w domu rodzinnym. Teraz jesteś dorosły więc postępuj jak dorosły. Kochaj siostrę ale nie stawiaj ją sobie za wzorzec przy doborze żony
Nie pisze tu tego aby ci dokopać, szkoda mi ciebie i szkoda twojej żony jednak jej bardziej bo to ty wiedziałeś żeniąc się, że do żony nie czujesz nic oprócz zwykłego przyzwyczajenia a pozwoliłeś jej wierzyć, w miłość, której nie było.
Zdaję sobie sprawę z wad siostry - zwłaszcza w podejściu do związków więc całkowicie bezkrytycznie jej nie traktuję. Nie wyobrażam sobie siebie z związku z podobną do niej osobą. Ma jednak cechy których moja żona nie posiada a są dla mnie "atrakcyjne".
Zdaję sobie sprawę z wad siostry - zwłaszcza w podejściu do związków więc całkowicie bezkrytycznie jej nie traktuję. Nie wyobrażam sobie siebie z związku z podobną do niej osobą. Ma jednak cechy których moja żona nie posiada a są dla mnie "atrakcyjne".
czyli jakie cechy?
118 2016-01-10 21:15:33 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 21:37:58)
Otwartość, podejście do życia (beztroskie - zarówno ona jak i ja nie przejmujemy się tym co życie przyniesie, zawsze można jakieś dobre strony znaleźć nawet jak początkowo dzieje się coś złego), do zabawy. Moją żonę trzeba niejako "ciągnąć" za uszy do wszystkiego. Kamila sama organizuje sobie czas nie czeka na gotowe. Oboje to u siebie odkryliśmy po wyprowadzkach z domu rodzinnego. Jeśli chodzi o różnice - ona lubi otaczać się facetami, ja zdecydowanie preferuje "mniejszy tłok". Dla mnie to trochę dziwne flirtować z kilkoma osobami na raz. Nie rozumiem co to jej daje. Ja wolę poświęcić uwagę jednej osobie.
I jak to u nas z żoną na codzien wygląda: chcesz iść do kina? a na co?? na ...., eee. nie chce mi się ubierać. A ja mogę iść? to idź.
Może chciałabyś na siłownie iść? No może poszłąbym ale to trzeba kawałek jeździć, ubrać się. Może od przyszłego miesiąca ( i tak już pół roku).
Może na basen? No chciałabym, ale to bakterie, kobiety łatwo łapią jakieś zapalenia. Teraz zima, włosy trzeba suszyć.
itd. No a ja nie chce w domu siedzieć. Całe życie siedziałem bo w domu nie bardzo chcieli nas nigdzie puszczać. Później sie zaczęła praca i nie było kiedy a teraz mam czas i mogę z niego trochę korzystać. Próbowałem wiele razy z żoną coś robić ale za każdym razem ściana. A jak już coś wyjdzie to nie wiem czy ona się z tego cieszy czy tylko tak aby mi przykrości nie sprawić. Mnie oglądanie telewizji specjalnie nie interesuje. Jej dziecko wypełniłoby właściwie cały świat i nie potrzebowałaby raczej niczego więcej do szczęścia. Wiem że to głupio wszystko brzmi ale to tak w skrócie wygląda.
W sumie co ja się dziwie - nasze spotkania to tak wyglądały, spacerek czasem , jakaś kolacja, i w domku telewizja. Jak chciałem coś porobić to samodzielnie w tygodniu gdzieś tam się poszło. I wiem co powiecie - wczęśniej ci nie przeszkadzało a teraz raptem uwiera? No co ja poradzę - tak właśnie jest.
Dziwne, że was tak z domu nie wypuszczali. Czyli do ślubu mieszkałeś z rodzicami, chociaż mieszkanie stało puste? Dopiero po ślubie mogliście zamieszkać razem? Możliwe, że się w życiu nie wyszalałeś
Szkoda, że ona taka nie jest, bo mógłbyś nadrobić.
120 2016-01-10 21:41:30 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 21:46:44)
Wiesz jak wygląda hodowla dzieci na wsi?:D Tutaj nawet 20latek może dostać paskiem po d.... jak coś zrobi nie po myśli rodziców. Mieszkanie stało puste 14 miesięcy, kupione wcześniej i wyszykowane. Mi do szcześćia na prawdę niewiele potrzeba. Na imprezy nigdy nie chodziłem i nie chodzę. Dyskoteki też omijałem. Ale kiszenie się w domu po prostu już mi bokiem wychodzi. Praca dom praca dom, zakupy do domu, znów praca i tak wkoło. Uważam że "wyszaleć" to się można po ślubie też. I obiecywała że tak będzie.
Tylko w praniu wyszło co innego. Myślę że my się oboje na sobie "przejechaliśmy". Każdy widział ten związek po swojemu i wydawało się że druga strona chce dokładnie tego samego. U mnie były jeszcze te wątpliwości i to co wcześniej wam opisałem. Także nie zrzucam winy na nią - byłem chyba bardziej "świadomy" i trzeba było za wczasu wyciągnąć wnioski.
Wiesz jak wygląda hodowla dzieci na wsi?:D Tutaj nawet 20latek może dostać paskiem po d.... jak coś zrobi nie po myśli rodziców. Mieszkanie stało puste 14 miesięcy, kupione wcześniej i wyszykowane. Mi do szcześćia na prawdę niewiele potrzeba. Na imprezy nigdy nie chodziłem i nie chodzę. Dyskoteki też omijałem. Ale kiszenie się w domu po prostu już mi bokiem wychodzi. Praca dom praca dom, zakupy do domu, znów praca i tak wkoło. Uważam że "wyszaleć" to się można po ślubie też. I obiecywała że tak będzie.
Tylko w praniu wyszło co innego.
ja mieszkam na wsi i u mnie tak to nie wyglada. a juz na pewno dziedzi sie nie hoduje! hoduje sie swinie. zalisz sie na zone ale ty chyba tez masz jakis problem z dziecinstwa...
122 2016-01-10 21:51:48 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 22:43:36)
Mam - jestem go świadomy. W tej chwili mogę i chcę nad nim pracować. Nie jest to żadna trauma (nikt mnie nie bił czy poniżał, po prostu w domu była dyscyplina), więc wystarczają drobiazgi aby go rozwiązać.
Właściwie nie ma tu nad czym debatować - w kwestii związku mojego już nic nie wymyśle bo dokładnie wiem co chce zrobić. Może jestem podły, zły czy jaki tam uważacie ale niestety nie widzę szans abyśmy sobie razem życie ułożyli bez wyrzeczenia się przez którąś ze stron rzeczy o podstawowym dla niej znaczeniu. A nawet jeśli ktoś by to zaakceptował to i tak problem wróci za parę lat pod inną postacią. Fakt faktem nie czuję się w tej chwili już z żoną związany "węzłem małżeńskim" cp sprawia że nie będzie w stanie płaczem "wytargować" ustępstw w kwestii małżeństwa. Jeśli pozwoli sobie pomóc? Ok - zrobię dla niej wszystko czego będzie chciała. Ale razem to my już żyć nie możemy. Jeśli los ukaże mnie samotnością trudno, zaakceptowałem już to.
Jeśli dane mi będzie poznać kogoś przedstawię sprawę jasno - kobieto nie ufaj mi "z góry" bo zrobiłem to i to, pozwól mi na swoje zaufanie zapracować. Wiem że drugi raz nie zawiodę. Jeśli to ja się zawiodę - wybaczę bo nie mam powodu aby chować urazę. Ale nie zaakceptuję i nie zapomnę. Może ja jestem nieciekawy człowiek ale próbuję sobie jakoś to wszystko poukładać. Czuję że dla niektórych religia stanowi tutaj problem. Wybaczcie, ja w kościół nie wierzę. W boga jak najbardziej. Jedni ludzie rodzą się z sumieniem i kręgosłupem moralnym, inni nabywają go z czasem. Widać w tym przypadku należ do drugiej grupy. Mówicie że trzeba było pomyśleć wcześniej - zgadzam się nie pomyślałem. Myślę teraz. Czy to myślenie jest w jakiś sposób gorsze? Czy refleksja sama w sobie rok po jest lepsza niż rok przed? Czy rozstanie dzień przed ślubem coś by zmieniło? Moim zdaniem nie. Pewnie żałowałbym że nie spróbowałem. Wierzę że ona też. Sama to przyznała przy pierwszej rozmowie. A tak tego co się przez ten czas nauczyłem i dowiedziałem o życiu nikt mi już nie odbierze. Na to sobie nie pozwolę. Aż mi ulżyło od tego słowotoku:) Panie wybaczą ale już drugi raz w życiu żadnej kobiecie nie pozwolę wejść sobie na głowę. Czy to w życiu czy na forum ![]()
Mam - jestem go świadomy. W tej chwili mogę i chcę nad nim pracować. Nie jest to żadna trauma (nikt mnie nie bił czy poniżał, po prostu w domu była dyscyplina), więc wystarczają drobiazgi aby go rozwiązać.
Właściwie nie ma tu nad czym debatować - w kwestii związku mojego już nic nie wymyśle bo dokładnie wiem co chce zrobić. Może jestem podły, zły czy jaki tam uważacie ale niestety nie widzę szans abyśmy sobie razem życie ułożyli bez wyrzeczenia się przez którąś ze stron rzeczy o podstawowym dla niej znaczeniu. A nawet jeśli ktoś by to zaakceptował to i tak problem wróci za parę lat pod inną postacią. Fakt faktem nie czuję się w tej chwili już z żoną związany "węzłem małżeńskim" cp sprawia że nie będzie w stanie płaczem "wytargować" ustępstw w kwestii małżeństwa. Jeśli pozwoli sobie pomóc? Ok - zrobię dla niej wszystko czego będzie chciała. Ale razem to my już żyć nie możemy. Jeśli los ukaże mnie samotnością trudno, zaakceptowałem już to.
Jeśli dane mi będzie poznać kogoś przedstawię sprawę jasno - kobieto nie ufaj mi "z góry" bo zrobiłem to i to, pozwól mi na swoje zaufanie zapracować. Wiem że drugi raz nie zawiodę. Jeśli to ja się zawiodę - wybaczę bo nie mam powodu aby chować urazę. Ale nie zaakceptuję i nie zapomnę. Może ja jestem nieciekawy człowiek ale próbuję sobie jakoś to wszystko poukładać. Czuję że dla niektórych religia stanowi tutaj problem. Wybaczcie, ja w kościół nie wierzę. W boga jak najbardziej. Jedni ludzie rodzą się z sumieniem i kręgosłupem moralnym, inni nabywają go z czasem. Widać w tym przypadku należ do drugiej grupy.
U mnie nie nie jest ważne czy chodzisz do kościoła czy nie. Sama do kościoła chodzę tylko od wielkiego święta. Dla mnie ważne jest żyć tak aby nie krzywdzić innych, a jeżeli już nie da się inaczej to trzeba zminimalizować stratę czy ból tej drugiej osoby, choćby kosztem własnej osoby (oczywiście w pewnych granicach), dlatego tu namawiałam cie do załatwienia sprawy tak aby twoja żona miała komfort życia niewgrzechu, bo z twoich wpisów zrozumiałam, że jest to ważne dla niej i jej rodziny. Nie oceniam wartości człowieka tym czy jest wierzący czy nie, wartość człowieka oceniam po jego podejściu do drugiego człowieka.
Nie jesteś podłym człowiekiem, popełniłeś błąd z racji młodości czy braku doświadczenia, masz prawo wyprostować swoje życie ale rób to tak aby osoba druga jak najmniej ucierpiała.
Pisałeś, że możesz kupić jej mieszkanie, to kup niech ma coś swojego i niech nie wyjdzie z tego z poczuciem całkowitej porażki. Nie piszesz czy żona ma pracę, która pozwoli jej skupić się na niej i oderwać myśli , bo może źle zrozumiałam, ale zrozumiałam ze ona pracuje chyba u ciebie w twojej firmie, jeżeli tak to utrata pracy będzie dla niej dodatkowym ciosem.
124 2016-01-10 22:48:49 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-10 22:50:18)
Pracuje u mnie - nie zamierzam jej tej pracy pozbawiać i jeśli będzie chciała ją kontynuować to jest jej wybór. Nie musimy się codziennie widywać więc nie powinno to stanowić problemu. Przynajmniej dla mnie. Jeśli będzie chciała odejść - zgodzę się na to bez wahania. Jeśli poprosi o pomoc w znalezieniu innej - mam trochę znajomych i na pewno coś ciekawego się dla niej znajdzie. Mieszkanie też dostanie - mamy trochę oszczędności, na połowę wystarczy, na resztę wezmę kredyt i jakoś to powoli spłacę i zamknę ten rozdział w życiu. Jest tylko jeden warunek - ona musi w końcu zrozumieć co się dzieje, że ja nie chce jej zniszczyć i dalej jest dla mnie ważną osobą w moim życiu. Po prostu nie możemy być razem.
nowyrok i jak się sprawy toczą? Rozmawiałeś z żoną?
126 2016-01-11 19:52:10 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-11 22:37:53)
Na razie cisza w eterze - chyba postanowiła przeczekać temat licząc że sam ucichnie. Raz już tak było parę lat temu i nie ma na to co liczyć. Byłem dzisiaj u rodziców zakomunikować im co się będzie działo w najbliższym czasie i poprosić żeby się w to w miarę możliwości nie mieszali. Zadowoleni nie byli ale tragedii wielkiej też nie było. Matkę trochę niepotrzebnie zirytowałem bo zapytała jak ja teraz do kościoła będę chodził. I mi się wypsneło że jakoś to przeżyję bo w ostatnim roku to byłem parę razy ale w sumie to mogę i wcale nie chodzić jak mam komuś tam przeszkadzać. Mogłem poczekać w sumie z tym informowaniem rodziców ale obawiam się że żona w tą stronę też uderzyć może. Lepiej niech wiedzą odemnie. Aktualnie smażę jajecznicę
pierwszy raz w życiu. Zastanawiam się jak to teraz dalej ruszyć z miejsca, na pewno chodził za nią teraz nie będę - jeszcze sobie znów coś sama dopowie i tak od nowa. Za daleko to już zaszło.
Hm... W takim razie ja nie wiem co napisać. Mam trochę inne doświadczenia, na pewno krótsze i takie ktore nauczyly mnie czegoś innego. Wiem że bede w przyszłości szukała w zwiazku przede wszystkim spokoju, pewności, stabilizacji - nawet kosztem takich czynników jak namiętnośc czy pożądanie. Dla mnie milosc to bezpieczeństwo i przede wszystkim pewnosc - ale to ja tak czuję, kazdy ma inne potrzeby. Wiem ze nigdy nie wiadomo na kogo się trafi i osobiscie boję się kolejnego zranienia, dlatego wybrałabym bezpieczne znane zycie od niepewnej ryzykownej przyszłości. Ale to moja opinia. Tobie Autorze życzę jak najlepiej, wierze ze podejmiesz słuszna decyzje i mam nadzieje Ze oboje - zarowno Ty jak i zona - odnajdziecie w zyciu swoje szczescie. Kazdy na nie zasługuje. Trzymam kciuki
Czyli na rzecz stabilizacji moglabys calkowicie zrezygnowac z pozadania? Z uczucia rowniez?
128 2016-01-11 23:52:38 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-12 00:09:56)
Czuję że ktoś tu kiedyś w przyszłości popełni podobny błąd co ja całkiem niedawno. Też niby było dobrze, niby wszystko grało a później okazuje się że życie z człowiekiem bez miłości jest bardzo trudne. Jak dla mnie na dzień dzisiejszy niemożliwe. Z takiego związku jest się ciężko wyplątać bo tak naprawdę nie ma negatywnych uczuć w stosunku do drugiej osoby. Trudno jest więc powiedzieć sobie że to koniec, ze to "nie to" a z drugiej strony bycie razem strasznie "uwiera".
Krotko i na temat:
"zycie zaczyna sie po 40
130 2016-01-12 01:06:27 Ostatnio edytowany przez nowyrok (2016-01-12 01:12:07)
Siedzę sobie tak sam dzisiaj i myślę (ostatnio w sumie nic innego nie robię wieczorami) - przecież reakcje mojej żony nie są normalne, ona na samym początku taka nie była. Gdzieś coś musiało pójść nie tak skoro ona nie przyjmuje do siebie niczego co nie pasuje do jej wizji. I doszedłem do wniosku że skoro bezpośrednia rozmowa o tym co się aktualnie dzieje jest dla niej nie do przyjęcia to może zmienię taktykę. Zamiast mówić o tym o jest teraz i to uzasadniać (czyli jakby od końca) spróbuję z nią porozmawiać od początku jak to z nami było. Przedstawię jej nasz związek moimi oczami od chwili gdy się poznaliśmy aż do dnia dzisiejszego, chcę też poznać jej obraz, być może wtedy zrozumiem skąd ten paniczny lęk przed rozmową (jak tak to sobie próbuję przypomnieć to jej zachowanie zmieniło się mniej więcej po naszym pierwszej rozmowie o rozstaniu, jakieś cztery lata temu, nie spotykaliśmy się później przez jakiś czas). Mi taka "analiza" pomogła zrozumieć co do niej czuję i co należy z tym zrobić żebyśmy mogli sobie oboje poukładać życie tak żeby nie czuć się źle we własnej skórze. Taki pat jak teraz trwać nie może - do niczego to nie prowadzi. Być może w ten sposób coś do niej dotrze. Myślicie że to może coś pomóc? Już nie mam pomysłów jak dotrzeć do tej kobiety. Przecież nie będę się na nią darł czy tam stawiał przed faktami dokonanymi. Nie o to przecież chodzi żeby się jej "pozbyć" tylko żeby mogła to sobie w głowie sama poukładać.
Mam nadzieję że nie będę musiał czekać na to "prawdziwe życie" do 40tki:)