Zwróciłem tylko uwagę na zdanie "chcę być mężem, nie terapeutą". Na stwierdzenie o latach starań i tłumaczeń. Ma kobieta problem z domu rodzinnego ewidentny. Niezależnie czy oni się rozejdą, czy nie problem zostanie. Nie jest rolą autora bycie terapeutą własnej żony!
Czy Nautilus potrzebuje terapii? Pewnie tak, bo już dość długo miota się bezskutecznie, ale on też musi sam zobaczyć swój problem i zdecydować się co z tym zrobić. Nikt go nie zmusi.
Tyle razy słyszałem zdanie " tam nie pójdę , bo " ,że mam swoje wyrobione zdanie na temat. Widocznie czyjś świat nie runął jeszcze z wystarczającym hukiem. Zwykła ucieczka i minimalizacja swojej winy.
197 2015-11-08 13:16:30 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-11-08 13:18:32)
Zwykła ucieczka i minimalizacja swojej winy.
Zgadza się. Minimalizacja winy ze strony Autora. Przerzucanie całej odpowiedzialności na żonę.
Został dwukrotnie przyłapany na flircie... ale... to wiadomo, normalka, skoro było mu tak źle...
Do tego ta postawa roszczeniowa.
Autorze, odejdź, póki nie macie dziecka. Nie masz najmniejszych szans wtedy tego wytrzymać. Bo dopiero wtedy świat przestanie kręcić się wokół Ciebie i trzeba się też będzie zająć / zainteresować / poświęcić komuś innemu...
A ile dodatkowych powodów do narzekań wówczas się znajdzie! Zamęczysz tu wszystkich na tym forum ![]()
Poza kapciami, sikaniem i zmywaniem naczyń --> dojdą jeszcze wrzaski dzieciaka, konieczność usypiania, przewijania, kupy, ulewania... no i poświęcanie mu całego czasu...
A Tobą kto się wtedy zajmie??
Minimalizacja przez oboje. Każdy odpowiada za swoją część "wkładu w małżeństwo. Oboje na swój sposób uciekają od problemów. Jedno za swój skomplikowany charakter ,prawdopodobnie DDA, drugie za flirty.
Nie wiem czy im się uda. Jeśli ma coś z tego być każde niech się zajmie swoimi grzeszkami, nie ciągłym rozliczaniem drugiego.
Chciałbym widzieć też za zasłoną braku seksu i bliskości widzieć zwykłą troskę o żonę. Może ta troska jest tylko niewyrażona, może jej nie ma.
Najkrócej można napisać tak:
W tym najgorszy jest ambaras, aby dwoje chciało na raz
A jej podejście:jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma...
Ot, takie dwie myśli mi się nasuneły..
Przepraszam, ale jak słyszę słowa walka o związek to dostaję furii.
To równie idiotycznie brzmi jak slawetne komunistyczne hasło :wojna o pokój..
O ZWIĄZEK, UCZUCIE WSPÓLNIE SIĘ DBA , a nie o niego walczy..
A kryzysy, które w każdym związku były, są i będą... wspólnie się rozwiązuje...
To po pierwsze,
Po drugie,
Nautilius, sam nie zrobisz nic!
I jesteś tak jak napisałem, jedyną osobą zdolną do podjęcia decyzji... Za siebie, za Was. Ona tego nie zrobi, bo jej już tak naprawdę wszystko wisi, co daje do zrozumienia w każdym zdaniu adresowanym w Twoją stronę..
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, która tutaj w tym ferworze dyskusji chyba wszystkim umknęła uwadze.
To nie tylko Nautilius miał z nią problem.
Jak on napisał, wcześniej to samo dotykało każdego poprzedniego faceta!
To, że ona jest dysfunkcyjna, to wiemy. Problem z dda polega na tym, że oni w swoisty sposób pojmują miłość..
1. Problem z zaufaniem.
Trudno zaufać komuś, gdy się zawiodło wielokrotnie na bliskich osobach, doświadczając zranienia czy zawodu. Nie można jednak stworzyć dobrego związku bez przełamania tego lękowego nastawienia. I choć to trudne, DDA zwykle są tego świadome. Zwykle jednak nie myślą o tym, że powinni budować zaufanie, pokazując prawdziwego siebie. Zaufanie w relacji zaczyna się od dzielenia się sobą.
2. Problem z intymnością.
Bliskość może być trudna, niekiedy DDA stają się mistrzami w jej unikaniu i udaje im się żyć bez przyjaźni i miłości. Utrzymywanie dystansu, brak zaangażowania emocjonalnego służy temu, by czuć się bezpiecznie. Nie grozi wówczas opuszczenie, ani odpowiedzialność za problemy w związku. Większość DDA nie zdaje sobie sprawy, że branie na siebie odpowiedzialności za problem z bliskością, jaki ma partner, jest czymś niewłaściwym. I że w relacji możemy wziąć odpowiedzialność jedynie za siebie, swoje zaufanie, własną otwartość czy dążenie do realnej bliskości.
3. Problem z poczuciem własnej wartości.
Poczucie wartości u DDA często zależy od tego, jak się czuje ich partner. Wynika to z wielu sytuacji w ich dzieciństwie, kiedy DDA były dobrymi (a to oznacza: wartościowymi) dziećmi, jeśli potrafiły sprawić, by tatuś czy mamusia poczuli się dobrze. Akceptacja, jaką uzyskiwały w domu rodzinnym była uwarunkowana tym, na ile udawało im się zadbać o rodziców, zatem powstało skojarzenie typu „ to jak się czuję, zależy od tego, w jakiej jestem relacji z bliską mi osobą”. Czyli jestem osobą wartościową, jeśli tworzę relację, z której mój partner jest zadowolony. Często oznacza to, iż zmieniam swoje zachowanie, gdy partner jest obok mnie. Jestem wartościową osobą, jeśli potrafię zadbać o samopoczucie moich bliskich.
4. Problem z odpowiedzialnością w relacji.
DDA zwykle przyjmują skrajne postawy: albo biorą cała odpowiedzialność na siebie albo całkowicie obarczają nią partnera. A bywa, że dokonują swoistego podziału tej odpowiedzialności, przypisując sobie odpowiedzialność za sukces związku, zaś partnerowi za porażki i kryzysy. Żadne z tych rozwiązań nie rokuje dobrze dla związku, gdyż stabilna relacja wymaga podziału odpowiedzialności, uznania własnej, pozostawienia partnerowi jego części.
5. Problem z wybieraniem niewłaściwych/ nieodpowiednich partnerów.
Często DDA nie potrafią odpowiedzieć na pytania: Jakich partnerów przyciągasz? Jacy wydają ci się atrakcyjni? Związki jakby zdarzały się im, bez ich udziału. Często tzw. niewłaściwy związek oznacza przeżycie czegoś ekscytującego, w czym nie sposób się nudzić. Można też w nim czuć się wyjątkową osobą, kiedy „nikt go nie zna tak dobrze jak ja”. Póki wybieramy niewłaściwych partnerów, unikamy stałego związku, zaangażowania, odsłaniania się, czyli prawdziwej bliskości.
Tak jak już wcześniej pisałem -
Jeśli masz siłę za Was dwoje i sadzisz, że podołasz próbie czasu, ale nie mając żadnej gwarancji, można spróbować.
Jeśli jednak cierpliwości Ci nie starczy, a musisz mieć świadomość, że ta terapia dda tak naprawdę nigdy się nie kończy, lepiej rozejdzcie się teraz...
200 2015-11-08 15:10:20 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-11-08 16:39:10)
Secondo, straciłem siły, nie czuje się. Jak pisze xymena, chce być mężem nie psychoterapeuta. Ja po prostu nie mam już siły na tłumaczenie relacji z innymi Ludźmi, pomiędzy nimi prostowania złego patrzenia na życie
Wiesz mi do psychoterapeutki daleko. Chyba niektórzy ludzie mają takie podejście, że mimowolnie chcą wiedzieć co w głowie drugiego człowieka "siedzi" oraz go niszczy i chcą pomóc. Tworzą psychoanalizę.
Moim zdaniem powinieneś Sobie (nie Jej) zadać pytanie czego chcesz. Walki, która ze sobą będzie niosła wiele nieprzyjemności i będzie wymagała niestety analizowania Jej podejścia. Odpuszczenia wszystkiego, które będzie niosło ze sobą być może w późniejszym czasie poczucie winy i depresję, bo Ją kochasz.
Dlatego od początku pytam się CZEGO CHCESZ - nie patrz na to co ktoś wymaga. Ty masz podejście: jeśli coś robię to muszę szybko widzieć już wyniki, aby się nie zdemotywować. Identycznie jak w przypadku osób odchudzających się i koncentrujących uwagę tylko na tym aspekcie, nie dostrzegając reszty świata. Nie widzisz drugiego dna. Każda sytuacja ma swoje plusy i minusy, bo będzie kształtowała Twój charakter. Od Ciebie tylko zależy czy wyniesiesz z tej sytuacji jakieś pozytywne wnioski, które pomogą Ci w życiu. Na spektakularne efekty w życiu zawsze trzeba długo poczekać równocześnie dając z siebie wszystko. Pytanie czy Twój charakter jest na tyle silny, aby temu podołać?
Dasz radę
.
nektarynko, nautilius na szczęście nie ma dzieci z tą kobietą.
Na szczęście dlatego, że on w każdej chwili może się spakować i odejść albo pokazać drzwi wyjściowe swojej żonie. gdyby było dziecko sprawa wyglądałaby znacznie gorzej.
Ja uważam, że to małżeństwo praktycznie skazane jest na rozwałkę, chociaż jakaś tam szansa dla tych ludzi jest. cienko to jednak widze, bo oni są bardzo sobą zmęczeni i rozczarowani.
To wszystko za daleko już zaszło i jest naprawdę chore i nienormalne.
Pisałam juz wcześniej o tym, że autor nie jest pierwszym facetem tej kobiety, który miałby tgo rodzaju z nią problemy- to mocno daje do myslenia.
wątpię, by autor miał jeszcze na tyle sił, chęci, motywacji, by za wszelka cenę ratować to małżeństwo. I dlaczego on miałby walczyć? Też na samym początku pisałam, że walczyć to można i nawet trzeba, ale raczej tylko na wojnie albo z chorobą. Jednak czy trzeba walczyć w małżeństwie i to o tak podstawow e sprawy, jakimi sa sprawy seksu? No bez przesady.
Autor musi usiąść i na spokojnie zastanowić się, co dalej. Czas na dyskusje i przelewanie z pustego w próżne już się zakończył- teraz przyszedł czas działania.
Być może i jego zona też potrzebuje mocniejszego impulsu?
Oboje od lat zyją w jakims dziwnym układzie i oboje są dość pasywni- to chory związek i albo uda się nim wstrząsnąć i uzdrowić, albo trzeba będzie się pożegnać.
nie ma sensu namawiać autora do tego, by kolejne lata on poświęcał się dla tego małżeństwa. jego zona też nie musi i nawet nie powinna się poświęcać, bo niby dlaczego miałaby to robić?
tu trzeba działać
No cóż chciałam dopisać "możesz" zamiast "masz", ale już wolałam usunąć ostatnie zdanie
.
Masz rację oliwia, że być może to wszystko pogłębia tylko toksyczność tego związku. Jednak najważniejsze co On chce przez Swoje zachowanie pokazać i osiągnąć, bo to co teraz robi będzie miało wpływ na to jak Siebie będzie postrzegał po tym wszystkim. Jeśli dla Niego lepszym rozwiązaniem jest walka - niech to zrobi, jeśli ma dość i chce rozwodu - niech to zrobi. My tutaj piszemy pod Siebie i własne charaktery
. Dla jednego warunki w których się znalazł dają szansę, dla innych byłoby to za wiele. Dlatego bardzo ważne jest co On chce. Niejednokrotnie jest tak w życiu, że ludzie mówią "zobacz już 5 raz zdajesz na prawo jazdy, odpuść", a tu proszę za 6 razem ktoś zdaje
. Ale równie dobrze mógł nie zdać. Nie wierzę, że są ludzie którzy nie mając "pomocy" z pewnych źródeł np. rodziny nie ponosili w kilku aspektach życia porażek, a dzięki próbom i samozaparciu dali radę.
Aby nie było ja nie namawiam nautiliusa do niczego. To On ma spojrzeć w lustro oszacować chęci i siły, aby wybrać i nie żałować.
Zastanawiam się po co właściwie oni mieliby się ze sobą tak męczyć i walczyć, jeśli może się okazać, że w innych związkach oboje będą dużo szczęśliwsi.
Bez walki.
Po prostu.
204 2015-11-08 21:03:27 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-11-08 21:23:20)
Nautilius - masz rację, nie czytaj nawet postów tych hejterów.
Pamiętaj, nie ma takiego wagonika którego nie da się odczepić!
Skoro to zmierza do the endu to szykuj się na to. Ludzi nie zmiemienisz a życie masz jedno i nie zmarnuj go chłopie, szkoda by było.
Mówisz jak kochanka mojego znajomego z pracy. Może jestes jego kochanką ....
Nautiliusie napisz wszystkie twoim zdaniem jej najgorsze przewinienia i swoje a jednak najlepiej by było gdyby twoja żona tez tu pisała ale z komórki by nie był ten sam adres IP bo to łamanie regulaminu.
Dzięki mojej (a właściwie też dzięki pośrednio memu znajomego) sprawa innego gościa została automatycznie pokazana w innym świetle.
http://www.netkobiety.pl/p2663712.html#p2663712
205 2015-11-09 10:24:47 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2015-11-09 17:26:18)
Nautilius,
Osoby której "zbiornik miłości " nie został napelniony w dzieciństwie.
Taka osoba potrzebuje ogromnych pokładów miłości, akceptacji od partnera.
To nie jest łatwa droga, nie może być też bezkrytyczna.
Jednak partner musi mieć świadomość ogromnej wrażliwości takiej osoby, przeraźliwie nią na krytykę. Krytyka zachowania odbierana jest jako dezauwowani całej osoby.Potrzebna jest rozmowa, rozmowa i akceptacja i mądra miłość.
Bingo Secondo!
Oto ja.
Oto Twoja żona Nautilius (nawiasem mówiąc łagodna wersja mnie).
Nie pomyliłam się sądzą po Twoich wpisach, że Twoja żona jest podobna do mnie.
I coś Wam powiem, terapeuta jest potrzebny Tylko do tego, żeby ona dostrzegła problem, ale on go nie wyleczy.
Lekarstwem jest tylko i wyłącznie BEZWARUNKOWA miłość drugiego człowieka.
Ja nie potrzebowałam terapeuty, bo znałam swój problem. Jestem egzemplarzem, który od młodzieńczych lat zastanawiał się co i jak, dlaczego, analizował przyczyny i skutki zdarzeń i wyciągał wnioski.
I dlatego ja wiedziałam co mi dolega.
Tylko mój mąż też wiedział i kochał mnie taką jaką byłam. Mało tego on mnie wyleczył, choć w połowie nie jest takim myślicielem jak ja.
Recepta jest bardzo prosta i skuteczna, ktoś musi ją po prostu pokochać Taką jak jest. Dopiero jak jest wzajemna miłość i akceptacja, człowiek zaczyna myśleć w ten sposób: aha mój partner nie lubi gdy tak robię, dobrze postaram się to zmienić, wiem przecież że cokolwiek zrobię i tak nie przestanie mnie kochać (tylko to odnosi się do nawyków i do tak zwanej prozy życia , a nie do filozofii życia).
Gdy ja miałam doła w stylu "nikt mnie nie kocha" on mi nie musiał tłumaczyć mi relacji międzyludzkich. Podchodził po prostu i mówił dlaczego się martwisz przecież ja cię kocham. To wystarczy.
Gdy się kłóciliśmy, podchodził przytulał i mówił: możesz sobie mówić i robić co chcesz ja i tak będę cię kochał i wiem, że ty mnie też kochasz, albo jeseś dla mnie wszystkim, niech się dziej co chce ja i tak nigdy cię nie zostawię.
I wiesz co kobita po takich słowach wymięka. Bo argumentu brak.
Ale mój mąż nie skupiał się na moich wadach, widział też zalety. Dostrzegał, że ma piękna, inteligentną , wykształconą żonę, która ma własne zdanie i nie rozmienia się na drobne, nigdy się nie poddaje i wiele w życiu osiągnęła. On jest ze mnie dumy. Do dziś wszyscy koledzy mu mnie zazdroszczą.
No i co że miałam taki defekt, czy to znaczy ze nie zasługuję na miłość. To jak mnie nikt w dzieciństwie nie kochał, to trzeba mi jeszcze dołożyć?
Ludzie ja się cenię za to że mimo takiego beznadziejnego startu doszłam tak wysoko. I za to ceni mnie mój mąż.
Muszę kończyć Nautilius
Nie skreślaj swojej żony, dasz radę jeśli ją kochasz, no chyba że nie kochasz, wtedy nie ma o czym dyskutować.
A jej podejście:jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma...
Jeśli masz siłę za Was dwoje i sadzisz, że podołasz próbie czasu, ale nie mając żadnej gwarancji, można spróbować.
Jeśli jednak cierpliwości Ci nie starczy, a musisz mieć świadomość, że ta terapia dda tak naprawdę nigdy się nie kończy, lepiej rozejdzcie się teraz...
After
Żona Nautiliusa to nie ten typ.
Co do terapii nie prawda.
Ja byłam dużo cięższym przypadkiem i dałam radę bez terapii, mój mąż też nie filozof, ale kochać umiał.
Jeśli jednak Nautilius jej nie kocha powinien odpuścić temat, bo wtedy jego działania nie mają sensu.
Pozdro
Secondo1 napisał/a:Nautilius,
Osoby której "zbiornik miłości " nie został napelniony w dzieciństwie.
Taka osoba potrzebuje ogromnych pokładów miłości, akceptacji od partnera.
To nie jest łatwa droga, nie może być też bezkrytyczna.
Jednak partner musi mieć świadomość ogromnej wrażliwości takiej osoby, przeraźliwie nią na krytykę. Krytyka zachowania odbierana jest jako dezauwowani całej osoby.Potrzebna jest rozmowa, rozmowa i akceptacja i mądra miłość.
Bingo Secondo!
Oto ja.
Oto Twoja żona Nautilius (nawiasem mówiąc łagodna wersja mnie).
Nie pomyliłam się sądzą po Twoich wpisach, że Twoja żona jest podobna do mnie.
I coś Wam powiem, terapeuta jest potrzebny Tylko do tego, żeby ona dostrzegła problem, ale on go nie wyleczy.
Lekarstwem jest tylko i wyłącznie BEZWARUNKOWA miłość drugiego człowieka.
Ja nie potrzebowałam terapeuty, bo znałam swój problem. Jestem egzemplarzem, który od młodzieńczych lat zastanawiał się co i jak, dlaczego, analizował przyczyny i skutki zdarzeń i wyciągał wnioski.
I dlatego ja wiedziałam co mi dolega.Tylko mój mąż też wiedział i kochał mnie taką jaką byłam. Mało tego on mnie wyleczył, choć w połowie nie jest takim myślicielem jak ja.
Recepta jest bardzo prosta i skuteczna, ktoś musi ją po prostu pokochać Taką jak jest. Dopiero jak jest wzajemna miłość i akceptacja, człowiek zaczyna myśleć w ten sposób: aha mój partner nie lubi gdy tak robię, dobrze postaram się to zmienić, wiem przecież że cokolwiek zrobię i tak nie przestanie mnie kochać (tylko to odnosi się do nawyków i do tak zwanej prozy życia , a nie do filozofii życia).
Gdy ja miałam doła w stylu "nikt mnie nie kocha" on mi nie musiał tłumaczyć mi relacji międzyludzkich. Podchodził po prostu i mówił dlaczego się martwisz przecież ja cię kocham. To wystarczy.
Gdy się kłóciliśmy, podchodził przytulał i mówił: możesz sobie mówić i robić co chcesz ja i tak będę cię kochał i wiem, że ty mnie też kochasz, albo jeseś dla mnie wszystkim, niech się dziej co chce ja i tak nigdy cię nie zostawię.
I wiesz co kobita po takich słowach wymięka. Bo argumentu brak.
Ale mój mąż nie skupiał się na moich wadach, widział też zalety. Dostrzegał, że ma piękna, inteligentną , wykształconą żonę, która ma własne zdanie i nie rozmienia się na drobne, nigdy się nie poddaje i wiele w życiu osiągnęła. On jest ze mnie dumy. Do dziś wszyscy koledzy mu mnie zazdroszczą.
No i co że miałam taki defekt, czy to znaczy ze nie zasługuję na miłość. To jak mnie nikt w dzieciństwie nie kochał, to trzeba mi jeszcze dołożyć?Ludzie ja się cenię za to że mimo takiego beznadziejnego startu doszłam tak wysoko. I co to ceni mnie mój mąż.
Muszę kończyć Nautilius
Nie skreślaj swojej żony, dasz radę jeśli ją kochasz, no chyba że nie kochasz, wtedy nie ma o czym dyskutować.
Lilka, kolejny Twój piękny wpis... szkoda, że poprzedni wykasowałaś ![]()
Tak, to właśnie o to chodzi...
Zamiast przychodzić i płakać tu na forum o gary i papucie - trzeba być prawdziwym mężczyzną, kochać, kochać, kochać... i dać od siebie maksa...
albo odejść
samo płakanie i użalanie nic nie da... poza poczuciem (wzmacnianym przez wielu z tego forum, może nieświadomie), że jestem taki pokrzywdzony i nieszczęśliwy...
Dzięki Zorija; teraz żałuję że wykasowałam, ale poczułam że odsłoniłam się za bardzo.
Widzę, że my doskonale się rozumiemy.
Napisałam na tym wątku, bo nie chciałam, żeby żona Nautiliusa, stała się jeszcze jedną "kobietą na zakręcie", ale widzę, że będzie ciężko, bo mi chyba zależy bardziej niż autorowi.
Oj, Endi i Mussu będą miały co robić.
Lilka to ze lubisz robić z siebie ofiarę a twój mąż lubi się bawić w terapeutę ofiary nie znaczy ze normalny chłop chce marnować życie na takie zabawy. A bym takiej jak ty zamknęła drzwi przed nosem. Pomyliłam się w moim poprzednim poście do ciebie. Ty nie jesteś taka przez choroby dziecka, ty jesteś taka bo lubisz jak się nad tobą litują i płaczą... dla mnie to żenujące.
210 2015-11-09 21:26:00 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-11-09 21:30:16)
Lilka to ze lubisz robić z siebie ofiarę a twój mąż lubi się bawić w terapeutę ofiary nie znaczy ze normalny chłop chce marnować życie na takie zabawy. A bym takiej jak ty zamknęła drzwi przed nosem. Pomyliłam się w moim poprzednim poście do ciebie. Ty nie jesteś taka przez choroby dziecka, ty jesteś taka bo lubisz jak się nad tobą litują i płaczą... dla mnie to żenujące.
Pannapanna, Lilka jest miłą osobą, która stara się coś doradzić, pisze z własnego punktu widzenia, nikogo się przy tym nie czepia i nie obraża, a już najmniej Ciebie...
Opisała swój związek, w którym jest dużo zrozumienia, ciepła i miłości.
Nie wiem natomiast skąd rościsz sobie prawo do jakiejkolwiek oceny jej osoby, a już zwłaszcza z użyciem takich epitetów jak "ja bym takiej jak ty..."... "robisz z siebie ofiarę"...
Tym bardziej nie rozumiem Twojej krytyki postępowania Lilki, że sama założyłaś na forum kilka własnych tematów, które w zasadzie kręcą się wokół tego samego: nie potrafisz utrzymać żadnego związku.
Ot, pierwszy lepszy cytat:
Sama siebie nie rozumiem. Spotykam fajnego faceta, jest mi dobrze i po kilku miesiacach zaczynam wszystko psuć swoim zachowaniem.... Mam żale, pretensje, zrywam, wściekam się, a pokrótkim czasie żałuję. Tak jest od zawsze, od 20 lat. Nawet jak mi bardzo zależy, to znajdę problem....
Zaczynam myśleć, że zostanę sama, bo żaden facet tego nie wytrzyma.
takich Twoich wątków jest kilka
na Ciebie też żadnej normalny chłop nie chciał marnować życia?
a chłop Lilki widocznie jest nienormalny, bo chciał swoje życie dla niej zmarnować a jej związek ma się całkiem dobrze
211 2015-11-09 21:43:08 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-09 21:52:00)
Zorka
To, że pannapanna ma swoje problemy to jedno, i też mi się nie podobają pewne zwroty i określenia.
Nie wydaje się tobie jednak, że Lilka trochę przegina?
Wskazuje nautiliusowi, aby kochał swoją żonę bezwarunkowo, jak dziecko, a to jest dorosła kobieta, z którą autor wątku związał się, aby tworzyć związek partnerski a nie dziecko-rodzic. Chyba ![]()
na Ciebie też żadnej normalny chłop nie chciał marnować życia?
a chłop Lilki widocznie jest nienormalny, bo chciał swoje życie dla niej zmarnować a jej związek ma się całkiem dobrze
Ależ chciał. Ja ich nie chciałam.
Jeśli jej chłop chciał się zmarnować to jego sprawa.
Nautilius nie musi przegrać życia jako cierpiętnik.
Zorka
To, że pannapanna ma swoje problemy to jedno, i też mi się nie podobają pewne zwroty i określenia.
Nie wydaje się tobie jednak, że Lilka trochę przegina?
Wskazuje nautiliusowi, aby kochał swoją żonę bezwarunkowo, jak dziecko, a to jest dorosła kobieta, z którą autor wątku związał się, aby tworzyć związek partnerski a nie dziecko-rodzic. Chyba
Zmierzch
swoje zdanie na temat Nautiliusa wyraziłam już wcześniej.
Pannapanna
czy Ty naprawdę wierzysz, że z niego taki "cierpiętnik"?
Zorija napisał/a:na Ciebie też żadnej normalny chłop nie chciał marnować życia?
a chłop Lilki widocznie jest nienormalny, bo chciał swoje życie dla niej zmarnować a jej związek ma się całkiem dobrzeAleż chciał. Ja ich nie chciałam.
Jeśli jej chłop chciał się zmarnować to jego sprawa.
Nautilius nie musi przegrać życia jako cierpiętnik.
ehhh, Pannapanna, chyba za łatwo przychodzi Ci ocenianie innych...
215 2015-11-09 22:29:28 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-09 22:31:15)
zmierzch napisał/a:Zorka
To, że pannapanna ma swoje problemy to jedno, i też mi się nie podobają pewne zwroty i określenia.
Nie wydaje się tobie jednak, że Lilka trochę przegina?
Wskazuje nautiliusowi, aby kochał swoją żonę bezwarunkowo, jak dziecko, a to jest dorosła kobieta, z którą autor wątku związał się, aby tworzyć związek partnerski a nie dziecko-rodzic. ChybaZmierzch
swoje zdanie na temat Nautiliusa wyraziłam już wcześniej.
Ale tu nie chodzi o nautiliusa, ale o model związku.
Niezbyt trafiają do mnie rady w stylu: "zapomnij o swoich potrzebach i spełniaj się w opiekowaniu się żoną, która z pewnością ma powody, żeby nie przejmować się tym, czego potrzebujesz. A wówczas wszystko samo się ułoży"
No co ty Zorka, nie widzisz , że to szit?
tylko, że te zachowania żony opisał nam tu Autor...
a ja mu zwyczajnie nie wierzę...
o tym pisałam wcześniej...
przestałam mu wierzyć po tych tekstach o myciu naczyń, gotowaniu obiadków, sikaniu na siedząco... itd.itp.
to mają być poważne zarzuty??
z którymi lata się na forum?
cała teoria o dda i złej teściowej (po której żona odziedziczyła zachowania) jest już dorobiona później...
poczekajmy jeszcze, może Autor coś kolejnego odgrzebie...
217 2015-11-09 22:47:47 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-11-09 23:08:40)
I myślę, że o to chodziło Lilce...
żeby przestał tak tu biadolić...
a zajął się zwyczajnie swoją żoną...
jak prawdziwy facet...
i zaczął od siebie... od zweryfikowania własnych zachowań i uczuć...
a jak się nie da, to niech się zwija, ale już tak nie płacze, bo aż żałość bierze...
edit: wyjaśnię na przykładzie tego sikania o co mi dokładnie chodzi ![]()
no więc
- ja miałam męża ponad 20 lat i do dziś nie wiem, jak on tam sobie sikał
na stojąco... czy na siedząco...
takich rzeczy się nie wie "bezpośrednio", no chyba, że Nautilius nie zamykał drzwi do toalety, albo żona je śrubokrętem otwierała...
więc...
skoro owa żona czepiała się Nautiliusa, że "jak sika na siedząco to musi potem po sobie sprzątać"
to wniosek nasunął mi się taki, że Nautilius musiał obsikiwać podłogę... lub deskę...
oraz to tak zostawiać, nie widząc w tym problemu...
I sorki
ale późniejsze oburzenie reszty forum "och, ta Twoja żona to pedantka... z problemami ewidentnie".... do mnie już nijak nie przemawiało
Bo w sumie, popieram tu Lilkę, mógłby zadbać o zostawienie po sobie porządku, skoro żonie tak to przeszkadzało... i być może wcale nie musiałby się potem rozwodzić ![]()
A w ogóle, pisanie o takich, raczej dość małostkowych i intymnych sprawach na forum... no nieeeee
Jeśli Lilka chciała zwrócić autorowi uwagę na to, aby jako pierwszy odpuścił przeciąganie liny, jak ktoś tu napisał - TO SUPER ![]()
Nie zgadzam się, że
Lekarstwem jest tylko i wyłącznie BEZWARUNKOWA miłość drugiego człowieka.
dopisałam "edit" do poprzedniego swojego wpisu ![]()
220 2015-11-09 23:13:24 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-09 23:13:44)
dopisałam "edit" do poprzedniego swojego wpisu
OK. oni oboje mają problem i nie potrafią z sobą rozmawiać.
Muszą przestać myśleć każde o sobie, o swoich urazach a zacząć rozmawiać i dbać o związek.
Lilka "przerysowała"... przesadziła...
ale ja wyczułam w jej wpisach troskę...
o ten związek... o tą kobietę... o miłość...
pisała jako opozycja do całej reszty piszących tu osób, które przekonują Autora wyłącznie do tego, by się rozstał...
222 2015-11-09 23:15:43 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-09 23:16:02)
Lilka "przerysowała"... przesadziła...
ale ja wyczułam w jej wpisach troskę...
o ten związek... o tą kobietę... o miłość...
pisała jako opozycja do całej reszty piszących tu osób, które przekonują Autora wyłącznie do tego, by się rozstał...
Nie da się ukryć, że co niektórzy w tymże wątku pałałają zemsta do niemal każdej kobiety ![]()
Lilka "przerysowała"... przesadziła...
ale ja wyczułam w jej wpisach troskę...
o ten związek... o tą kobietę... o miłość...
pisała jako opozycja do całej reszty piszących tu osób, które przekonują Autora wyłącznie do tego, by się rozstał...
nic nie przerysowała.
W małżeństwie ślubuje się nie tylko na "dobre" nie tylko na to co mi odpowiada.
Bierze się również odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Żona Nautiliusa ma prawdopodobnie problem który można wyleczyć miłością.
chociaż Nautilius wolałby "kochaniem się".
Jej trzeba większej dawki akceptacji, miłości niż innej osobie.
Trzeba ją przekonać, że miłości nie otrzymuje się, ani nie daje komuś za coś, ale pomimo czemuś.
Że miłość to nie jest towar wymienny na inne dobra.
Ona ma z tym problem,
nie doświadczyła do tej pory takiej dawki uczucia, która jest udziałem większości.
Nie miala jej w domu rodzinnym, teraz też przekonuje się że coś-za-coś.
Nautiliue wpada do domu na łyk-end i chciałby widzieć w nim uśmiechnięta od ucha do ucha frywolną kochankę.
Wróżby Aftera o kochanku w szafie, raczej się nie spełnia.
Takie osoby są raczej nieufne na nowe bliższe relacje.
Stwierdzenia, że to partnerstwo, mąż a nie teraputa czy filozof.
No fajnie, czyli jak druga strona zaczyna mieć problemy to co ?
- podmienić, oddać do przytułku na przechowanie, może wychowanie, albo co innego, zwrócić, przegonić ?
224 2015-11-09 23:47:48 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-09 23:57:10)
Stwierdzenia, że to partnerstwo, mąż a nie teraputa czy filozof.
No fajnie, czyli jak druga strona zaczyna mieć problemy to co ?
- podmienić, oddać do przytułku na przechowanie, może wychowanie, albo co innego, zwrócić, przegonić ?
Nie wpadaj w przesadę Secondo,
Po co robić to dodatkowe przedstawienie z przytułkiem...?
Gdy pojawiają się problemy, to się je wspólnie rozwiązuje.
Trzeba rozmawiać, uzmysławiać, że jest problem, a gdy to nie przynosi zmiany a życie z druga osobą staje się udręką, to odejść, nie robić z siebie ani męczennika, ani terapeuty.
225 2015-11-09 23:58:14 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-11-09 23:58:39)
Po co robić to dodatkowe przedstawienie z przytułkiem...?
Wystarczy rozmawiać, uzmysławiać, że jest problem, a gdy to nie przynosi zmiany a życie z druga osobą staje się udręką to odejść, nie robić z siebie ani męczennika, ani terapeuty.
rzeczywiście, przytułki nie są passe.
Cóż, ja mam nadzieję, że kiedy dopadną mnie problemy, mój mąż zajmie się mną aż do skutku,
nie tylko dopóki mu starczy ochoty....
I vice versa, ja tak samo.
226 2015-11-10 00:03:52 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-10 00:04:12)
Cóż, ja mam nadzieję, że kiedy dopadną mnie problemy, mój mąż zajmie się mną aż do skutku,
nie tylko dopóki mu starczy ochoty....
I vice versa, ja tak samo.
Wiesz, że nie mówimy tutaj o ciężkiej chorobie albo problemach niezależnych od którejkolwiek ze stron?
Nie masz wrażenia, że w tym przypadku narosła między nautiliusem i jego żoną taka góra śmieci, że już siebie zza niej nie dostrzegają?
Nie masz wrażenia, że w tym przypadku narosła między nautiliusem i jego żoną taka góra śmieci, że już siebie zza niej nie dostrzegają?
Tak, obydwoje widzą swoje rany i dokładnie je pielęgnują, żeby ciągle ropiały.
Żona nie jest łatwym przypadkiem, a na dodatek trafiła na Nautiliusa, który woli użalać się nad sobą i szukać pocieszenia we flirtach,
niż adorować żonę i dać jej tego co potrzebuje, nie oczekując niczego w zamian.
Teraz żona okopała się taką górką nieszczęśliwości własnej, że trudno jej pozbyć się ulubionej pozycji ofiary, skrzywdzonej, odrzuconej.
a może żona zwyczajnie go nie lubi...
może on ją irytuje...
może ma go dość...
229 2015-11-10 09:50:00 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-11-10 09:50:26)
a może żona zwyczajnie go nie lubi...
może on ją irytuje...
może ma go dość...
Tylko dlaczego teraz? Do tego byłoby dobrze dojść
.
Wy co robić nie macie..kazdy z Was musiał przeżyć coś niemilego, skoro jesteście tak bardzo podejrzliwi i cyniczni. Mnie też nastraszyliście, a prawda okazała się inna.
Jestem młoda, mój związek też nie trwa super długo, bo coś około półtorej roku. Ja wiecznie napalona - on zero, nawet problemy z dojściem miał. Straszyli mnie na forum niesamowicie, a co się okazało? On był zestresowany tym, że jestem jego pierwszą, ze stresu nie doszedł za pierwszym razem, co stresowało go jeszcze bardziej. Seks raz na miesiąc, o ile nie rzadziej. Prośby, groźby. Okazuje się, że on faktycznie nir ma takiego temperamentu jak ja. Woli spełniać się w związku inaczej. Pracujemy nad tym, jest lepiej, oby było cudownie. Kocham, dlatego pewnie niewygody traktuje jako wyzwania. Nie można seksu stawiać na pierwszym miejscu, bo fizycznosc nie jest najważniejsza.
Może Twoja żona czuję się przez to osaczona? Ciągle chcesz seksu, a ona nie ma ochoty zwyczajnie i faktycznie przestaje Ci udaci, bo ma Cię za, przepraszam, zwierza? Pisałeś, że jest niezadowolona z pracy, z kontaktów z koleżankami. U kobiet to bardzo ciężkie przeżycia. Wydaje mi się, że może mieć jakąś chandre, o ile nie depresję.
Zanim będziesz się zastanawiać nad rozwodem, spróbuj dawnych sztuczek
ale nie odstawiaj ich, bo są potrzebne całe życie.
Zavznij od wspierania, wez ją na spontaniczną wycieczkę, albo kup jakiś prezent. Nie wiem, może marzy o czymś, na co nie może sobie pozwolić. Buduj jej zaufanie. Troszcz się, zapraszaj na randki - pamiętaj, że nir każda kończy się seksem. Daj jej się cieszyć samym byciem z Tobą, Ty też naucz się z tego cieszyć. Tak, jak to było na samym początku. Z czasem, ale nie po dwóch, trzech randkach, kup jej może..bieliznę? Niekoniecznie kończ to seksem, powiedz, że bardzo Chciałbyś ją kiedyś w tym zobaczyć, bo jest piękna i seksowna, że nie znasz cudowniejszej od niej. Ostatnio moja znajoma pochwaliła mi się, co zrobił jej ukochany, myślę, że mogę Ci polecić jego pomysł - ona wróciła zmęczona do domu, nic jej się nie chciało. Otwiera drzwi, a tam na podłodze droga z płatków róż i rozstawionych świeczek. Więc idzie, na ścianach strzałki, gdzie ma się kierować, stapa po tych różyczkach..to wszystko doprowadziło ją do kominka (może to być równie dobrze inne miejsce), pod którym był rozstawiony piknik. Dobre wino, przygotowane przez niego jedzenie. Wspaniały wieczór, większość kobiet marzy o czymś takim.
Jeżeli ją kochasz, postaraj się o nią. Jeżeli się nie uda, trudno, ale nigdy nir będziesz pluć sobie w brodę, że nic z siebie nie dales, że nie zroviles wszystkiego
Lilka to ze lubisz robić z siebie ofiarę a twój mąż lubi się bawić w terapeutę ofiary nie znaczy ze normalny chłop chce marnować życie na takie zabawy. A bym takiej jak ty zamknęła drzwi przed nosem. Pomyliłam się w moim poprzednim poście do ciebie. Ty nie jesteś taka przez choroby dziecka, ty jesteś taka bo lubisz jak się nad tobą litują i płaczą... dla mnie to żenujące.
Pomyliłaś się wtedy i mylisz się teraz. Tak to jest jak ktoś ocenia ludzi po kilku postach. Ja nie oceniam ludzi nawet w realu. Po co miałabym to robić? Umysł ludziki jest zbyt skomplikowany i niedościgniony w ocenach. Owszem analizuję zachowania ludzkie, czytam historie związków, poszerzam w ten sposób swoje horyzonty, bo mam świadomość że mój punkt widzenia nie jest jedynym słusznym. Ale przy tym nie obrażam innych. Wiem że każdy ma prawo mieć swoje zdanie (pomyśl jak wyglądałby świat gdyby wszyscy mieli jednakowe), tylko wyrażać je trzeba w odpowiedniej formie.
Niebezpiecznie jest oceniać innych. Można komuś wielką krzywdę tym zrobić.
Gdybym ja chciała Cię ocenić po Twoich postach na tym forum, to musiałabym stwierdzić, że Ty to jedna z tych co wiele wagoników odpięła, może nawet nie tylko swoich, i może dlatego nie chce, żeby się innym udało, bo sama jest nieszczęśliwa.
No i widzisz do jakich głupich wniosków dochodzę.
Dlatego nie oceniam.
I nie robię z siebie ofiary. Mojej historii nie zna nikt w realnym świecie, nawet mój mąż wiedział tylko tylko, że miałam trudne dzieciństwo. Tylko tyle.
Dopiero ostatnio zdobyłam się na to, aby przedstawić mu jedną jedyną scenę z mojego dawnego życia. Było to koniczne, żeby rozwikłać problem rodzinny.
I wierz mi, że długo musiałam ze sobą walczyć, żeby wydobyć tych parę słów. Na co mój mąż oniemiał i zapytał: dlaczego mi nie powiedziałąś przez tyle lat? (19 dokładnie), a ja na to bo nie potrafiłam, zwyczajnie to nie przechodzi przez gardło, bo się wstydziłam, bo nie chciałam Twojej litości, bo nie chciałam być postrzegana przez pryzma ofiary.
Ja dla ludzi jestem zawsze pogodna, życzliwa, dowcipna, słuchająca historii innych, ale nigdy nie opowiadająca swojej. Forum jest jedynym miejscem gdzie pokazałam maleńki fragment siebie i to tylko dlatego, że Nautilius poprosił o pomoc, a ja wyczułam, że jego żona jest bardzo do mnie podobna. Ponieważ on kompletnie jej nie rozumie chciałam mu wyjaśnić co ona myśli i czuje, bo jej słowa i zachowanie są jak kiedyś moje. A że robię to na przykładach? No cóż inaczej nie umiem.
Pannapanna
Ja nie robię z siebie ofiary, mimo że nią jestem.
Dziękuję wszystkim za wsparcie. To dla mnie naprawdę ważne.
Większość tu piszących daje naprawdę dobre, mądre rady Nautiliusowi.
Żeby tylko zechciał z nich skorzystać.
To cieszy, że ludzie chcą sobie pomagać nawzajem.
232 2015-11-10 14:48:42 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2015-11-10 14:51:51)
Jeśli Lilka chciała zwrócić autorowi uwagę na to, aby jako pierwszy odpuścił przeciąganie liny, jak ktoś tu napisał - TO SUPER
Nie zgadzam się, że
Lekarstwem jest tylko i wyłącznie BEZWARUNKOWA miłość drugiego człowieka.
Napisz dlaczego się nie zgadzasz.
Ja widzę to tak: nie da się zapracować na miłość, zasłużyć na nią.
Ja się starałam przez wiele wiele lat zasłużyć na miłość matki. Dziś wiem że to niemożliwe.
Albo się kogoś kocha albo nie. Po prostu.
A co warta jest taka miłość na którą zasłużyć sobie trzeba? Dla mnie nic. Bo to nie jest miłość.
Jeśli się kogoś kocha to nie ma takiej rzeczy, której by się dla niego nie zrobiło.
I robi się to z ochotą.
Są też ludzie którzy kochać nie potrafią, są tacy co kochają tylko siebie.
Dla takich, to co ja pisze to abstrakcja.
No bo jak można rozumieć coś czego się nigdy nie przeżyło.
Co to za miłość typu " jeśli nie będziesz taki czy siaki to nie będę cię kochał". Dla mnie niepojęte.
Odnoszę wrażenie, że np. Nautilius chce ukształtować żonę na swój obraz i podobieństwo.
Tylko po co. Po co mi kopia siebie.
Ja np. nie umiałbym zakochać się w człowieku, który nie ma własnego zdania, a tylko mi przytakuje.
Ja i mój mąż to ogień i woda. Ja ogień, on woda. Różnimy się we wszystkim od poglądów politycznych zaczynając a na jedzeniu kończąc; i chwała mu za to bo bym z nudów umarła.
Wydaje mi się też, że Nautilius nie zdaje sobie sprawy, że kobiety zupełnie inaczej postrzegają świat niż mężczyźni. Są po prostu zupełnie inne.
Z tego co pisze Nautilius odnoszę wrażenie, że On chciałby żeby Jego żona rozumowała i zachowywała się jak on, ale to nie możliwe bo ona jest kobietą, a on mężczyzną.
233 2015-11-10 15:00:04 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2015-11-10 15:01:17)
Niezbyt trafiają do mnie rady w stylu: "zapomnij o swoich potrzebach i spełniaj się w opiekowaniu się żoną, która z pewnością ma powody, żeby nie przejmować się tym, czego potrzebujesz. A wówczas wszystko samo się ułoży"
No co ty Zorka, nie widzisz , że to szit?
Do mnie też nie trafiają. Tak to szit.
Teraz myślę, że brak sexu jest tylko skutkiem nierozwiązanych problemów.
Myślę, że oboje potrzebują terapii w równym stopniu. I dlatego też sami sobie nie pomogą. Bo oboje są "chorzy".
Samo tylko rozstanie nic nie da, bo w następnych związkach sytuacja się powtórzy.
Wy co robić nie macie..kazdy z Was musiał przeżyć coś niemilego, skoro jesteście tak bardzo podejrzliwi i cyniczni. Mnie też nastraszyliście, a prawda okazała się inna.
Jestem młoda, mój związek też nie trwa super długo, bo coś około półtorej roku. Ja wiecznie napalona - on zero, nawet problemy z dojściem miał. Straszyli mnie na forum niesamowicie, a co się okazało? On był zestresowany tym, że jestem jego pierwszą, ze stresu nie doszedł za pierwszym razem, co stresowało go jeszcze bardziej. Seks raz na miesiąc, o ile nie rzadziej. Prośby, groźby. Okazuje się, że on faktycznie nir ma takiego temperamentu jak ja. Woli spełniać się w związku inaczej. Pracujemy nad tym, jest lepiej, oby było cudownie. Kocham, dlatego pewnie niewygody traktuje jako wyzwania. Nie można seksu stawiać na pierwszym miejscu, bo fizycznosc nie jest najważniejsza.
Może Twoja żona czuję się przez to osaczona? Ciągle chcesz seksu, a ona nie ma ochoty zwyczajnie i faktycznie przestaje Ci udaci, bo ma Cię za, przepraszam, zwierza? Pisałeś, że jest niezadowolona z pracy, z kontaktów z koleżankami. U kobiet to bardzo ciężkie przeżycia. Wydaje mi się, że może mieć jakąś chandre, o ile nie depresję.
Zanim będziesz się zastanawiać nad rozwodem, spróbuj dawnych sztuczekale nie odstawiaj ich, bo są potrzebne całe życie.
Zavznij od wspierania, wez ją na spontaniczną wycieczkę, albo kup jakiś prezent. Nie wiem, może marzy o czymś, na co nie może sobie pozwolić. Buduj jej zaufanie. Troszcz się, zapraszaj na randki - pamiętaj, że nir każda kończy się seksem. Daj jej się cieszyć samym byciem z Tobą, Ty też naucz się z tego cieszyć. Tak, jak to było na samym początku. Z czasem, ale nie po dwóch, trzech randkach, kup jej może..bieliznę? Niekoniecznie kończ to seksem, powiedz, że bardzo Chciałbyś ją kiedyś w tym zobaczyć, bo jest piękna i seksowna, że nie znasz cudowniejszej od niej. Ostatnio moja znajoma pochwaliła mi się, co zrobił jej ukochany, myślę, że mogę Ci polecić jego pomysł - ona wróciła zmęczona do domu, nic jej się nie chciało. Otwiera drzwi, a tam na podłodze droga z płatków róż i rozstawionych świeczek. Więc idzie, na ścianach strzałki, gdzie ma się kierować, stapa po tych różyczkach..to wszystko doprowadziło ją do kominka (może to być równie dobrze inne miejsce), pod którym był rozstawiony piknik. Dobre wino, przygotowane przez niego jedzenie. Wspaniały wieczór, większość kobiet marzy o czymś takim.
Jeżeli ją kochasz, postaraj się o nią. Jeżeli się nie uda, trudno, ale nigdy nir będziesz pluć sobie w brodę, że nic z siebie nie dales, że nie zroviles wszystkiego
Dobrze piszesz Alaska i tego się trzymaj. Wybrałaś najlepsze z możliwych rozwiązań Waszego problemu.
Jesteście na początku drogi i najlepsze etapy życia intymnego są przed Wami.
A mówić Ci to starsza koleżanka, która przez te 19 lat przerabiała różne etapy w seksie. I powiem Ci więcej, niczego nie żałuję, bo gdyby nie te niepowodzenia w seksie nigdy nie dotarłabym do tego zajebi.tego wymiaru w którym teraz jestem (pewnie rutyna by nas wypaliła).
Ludzie, którym na sobie zależy potrafią przeskoczyć wszystkie problemy nawet i te w seksie.
A co to szkodzi podszkolić się, poeksperymentować, "zbadać co lubi mój facet, a co ja". I przyjemnie i pożytecznie.
Więcej nawet ja myślę, że problemy w seksie dotkną wcześniej czy później każdą parę, tylko nie wszyscy o tym mówią i nie wszyscy sobie potrafią z tym poradzić.
Ja nie rozumiem np. takiej gatki: "ona jest zimna", dlatego nie jest jej dobrze i wcześniej też nie było. Gdyby facet rzeczywiście był dobry w te klocki to by wiedział jak rozpalić dziewczynę. No, ale jak ktoś jest egoistą to i w seksie myśli tylko o sobie.
Nie zawracaj z obranej ścieżki, a zobaczysz ze tak rozpalisz swojego faceta, że będzie mu się chciało i wieczorem i rano.
Lilka napisałaś:
Ludzie, którym na sobie zależy potrafią przeskoczyć wszystkie problemy nawet i te w seksie.
Chodzi o to, że nie zawsze ludziom na sobie zależy.
Zgadza się Xymena.
Ja uważam, że jeżeli nie zależy to nie powinni się nawzajem męczyć, bo życie ma się jedno i każdy ma prawo do szczęścia.
Uważam też, że jeżeli ktoś składa przysięgę małżeńską, to nie powinien robić tego bo wszyscy tak robią, tylko wtedy gdy się identyfikuje z treścią przysięgi i naprawdę tego chce, a wtedy przysięga zobowiązuje. Ja mam tu na myśli przysięgę składaną sobie przez małżonków w obecności Boga, w którego oboje wierzą.
Lilka
To nie jest forum religijne.
Rozwody są w naszym kraju legalne.
Wiem o tym.
Zauważ jednak, że autor wziął ślub kościelny po dość długim namyśle, więc chyba wiedział co robi. Jeżeli jego żona też jest wierząca to dla nich rozstanie jest jeszcze trudniejsze niż w przypadku zwykłego rozwodu. Bo tacy ludzie co naprawdę wierzą w Boga też są.
239 2015-12-13 10:40:32 Ostatnio edytowany przez nautilius (2015-12-13 10:42:07)
Aktualizacja tak pokrótce, żona trafiła na terapię. Ma zaburzenia osobowości i stany lękowe.
Zaczynam się zastanawiać czy nie robi też tego specjalnie tylko po to aby zrobić ze mnie tyrana i że to przeze mnie wszystko...ciężka sprawa.
Aktualizacja tak pokrótce, żona trafiła na terapię. Ma zaburzenia osobowości i stany lękowe.
Zaczynam się zastanawiać czy nie robi też tego specjalnie tylko po to aby zrobić ze mnie tyrana i że to przeze mnie wszystko...ciężka sprawa.
Uff. W końcu konkretna diagnoza. Poczytaj o zaburzeniach (dali jej już jakąś klasyfikację?), to zrozumiesz w końcu dlaczego żona tak, a nie inaczej się zachowuje. I na pewno nie robi ci tym na złość.
Tylko ogólna diagnoza jak dotąd. Teraz trwa analiza. Jednakże ja trochę jestem zdezorientowany.
Dlaczego?
243 2015-12-18 09:55:17 Ostatnio edytowany przez Lilka787 (2015-12-18 09:56:04)
Nautilius
Smutne to w jaki sposób piszesz o swojej żonie. Tak chłodno, jak o kimś obcym.
Czy Ty piszesz na forum bo chcesz uleczyć co chore między Wami, czy szukasz usprawiedliwienie na swoje odejście?
Zajrzyj wgłąb siebie.
Cokolwiek zrobisz pamiętaj, żeby żonę potraktować z szacunkiem, tyle przynajmniej jesteś winien kobiecie której przysięgałeś miłość.
Nautilius
Życzę Tobie i Twojej żonie, abyście w ten świąteczny czas odnaleźli siebie na nowo,
żebyś mógł Jej powtórzyć słowa piosenki
:
"I jeszcze miejsca trochę mam
Na wybuchy, słowa skruchy
Na ten niepokoju stan
I jeszcze znajdę więcej sił
Będę walczył, będę kochał
Będę się o ciebie bił"
Dla wszystkich życzenia rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, pełnych miłości i pokoju.
Ja bym radził tak: wyjdź z izolacji (w pewnym sensie robisz już to na tym forum)
Z tego, co piszesz, żona chętnie przyjmuje rolę strony i sędziego we własnej sprawie.
Ewidetnie ignoruje Twoje potrzeby. Nie wykluczone, że odwdzięczaj się jej tym samym - ale trudniej Ci jest to dostrzec.
Gdybym był na Twoim miejscu, mój plan były następujący:
-> Kochanie, idziemy na terapię małżeńską.
-> Nie chce? Masz rozwiązanie - separacja, być może rozwód.
-> Chce? Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Mądry terapeuta/ terapeutka przedrze się przez wszelkie sofizmaty, pseudo-mądrości każdej ze stron i pozwoli Tobie i Twojej żonie spojrzeć na wasze małżeństwo tak, czym ono w rzeczywistości jest.
No i wszystko jasne.
Jestem po rozwodzie. Szpital był to to by wciągnąć ode mnie alimenty. Ja chciałem rozwodu bez orzekania o winie. Ona wyciągnęła same brudy do tego podkoloryzowane okropnie i kłamliwie. W dodatku kłamała w zeznaniach po czym sama się do tego przyznałą pisząć mi smsa po rozwodzie!!!
Udało mi się tylko tyle, że miałem dowody na nią że spotyka się z kim innym!!!! i co teraz drogie panie???? jednak z dowodów nie wynikało jednoznacznie że to partner ale uwaga!!! przestraszyła się! poszliśmy na ugodę. Ze względu na moje wysokie zarobki niestety tak czy siak musze jej płacić (sic!) ale nie 1000 złotych do końca życia jak chciała, ale 600 przez pięć lat! chore bo małżeństwo trwało krócej! ale machnąłem ręką bo po prostu chciałem mieć spokój od tej bardzo złej osoby!
Do tego dodam, że podział majątku też miał być niby na moją korzyść, bo tak obiecała!! anie NIE!!! wyciąga łapy !! chce skroić ile się da!! mimo że nic praktycznie się nie dokładała. TRAGEDIA!!
Dodam że jej diagnoza w szpitalu to osobowość histrioniczna!!!
Teraz słucham pań które tak bardzo jej broniły?? Bo mi po prostu chce się wymiotować( i wymiotowałem ) na myśl że byłem z kimś takim przez tyle lat i chciałem być z materialistką do końca życia... Współczuję następnemu który kiedykolwiek ją spotka.
ń które tak bardzo jej broniły?? Bo mi po prostu chce się wymiotować( i wymiotowałem ) na myśl że byłem z kimś takim przez tyle lat i chciałem być z materialistką do końca życia... Współczuję następnemu który kiedykolwiek ją spotka.
Skoro Ty się na żonie nie poznałeś żyjąc z Nią to jak ja się miałam poznać opierając się jedynie na Twoich subiektywnych informacjach.
Jak dla mnie zawsze warto dać sobie tę JEDNĄ szansę, żeby potem nie żałować, oczywiście oceniwszy wcześniej realnie sytuację czy warto, czy ta szansa nas zbuduje czy raczej zrujnuje psychicznie.
Moim zdaniem oboje przestaliście siebie kochać i zdradzaliście siebie emocjonalnie. Dla mnie jest 1:1
Jak było i jest naprawdę wiesz tylko Ty i Twoja była żona.
Z perspektywy czasu Twoja decyzja o braku dziecka w takiej sytuacji była bardzo dobra.
Dzięki, że napisałeś zakończenie.