Nautilius
Jeśli ją kochasz.
Dajcie sobie jeszcze tę ostatnią szansę. Ty Jej a Ona Tobie. I tak Jej to właśnie powiedz.
Tą ostatnią dla Was szansą jest terapia, ale nie tylko dla Niej, dla Ciebie również, bo Ty też nie grałeś fer i Ty to wiesz.
I tak to Jej musisz przedstawić: wiem, że ja tez zawaliłem, chcę pomóc i sobie i Tobie i nam.
Bo jeżeli Jej powiesz coś w stylu terapia albo rozwód, to będzie po zawodach. To jest szantaż. To nie przejdzie.
Powiedz to w ten sposób, że kocham Cię bardzo i chcę z Tobą być. Nie jestem jednak w stanie znieść sytuacji braku bliskości między nami, bo przez to czuję się odrzucony przez Ciebie i niekochany. Nie chcę tak żyć, jeśli to się nie zmieni to będziemy musieli się rozstać.
Pamiętaj, że to co piszę ma sens tylko i wyłącznie w sytuacji gdy jest między wami miłość.
Ja myślę, że jest, z jakiegoś powodu przysięgaliście sobie miłość, nawet przed Bogiem, i z tego co piszesz był to świadomy i dobrowolny wybór.
Pamiętaj jednak że miłość to nie motylki w brzuchu, a chęć czynienia dobra drugiej osobie (a nie dbanie tylko o siebie, to egoizm). To coś na zasadzie ja troszczę się o Ciebie, a Ty o mnie. Miłość jest wtedy gdy nie chcesz i nie możesz żyć bez tej drugiej osoby.
Nautilius
Dlaczego pozwalasz forumowiczom tak jeździć po Twojej żonie. Dlaczego pozwalasz nazywać ją modliszką i hieną.
Można wyrażać swoje zdanie, ale nie w taki sposób. Popatrz nie znają jej, ale ktoś przeczytał książkę, więc uznaje bez żadnych wątpliwości, że Twoja żona to hiena. A może ktoś tak pisze bo sam jest hieną? Ja nie piszę z pozycji hieny, bo nią nie jestem i nie mam nawet hien wśród znajomych.
Czym sobie Twoja zona zasłużyła na to że pozwalasz tak o niej pisać. Co, puszczała się, piła, ćpała, poniżała Cię, wyśmiewała, znęcał się nad Tobą. Nie sądzę. Ma tylko problem, z którym sama sobie nie poradzi, problem do którego i Ty przyłożyłeś rękę. I co czy ucieczka rozwiąże ten problem.
Pomyśl jak by się poczuła gdyby przeczytała to co o niej wypisują?
Nawet jeśli jej nie kochasz, to powinieneś być wobec niej lojalny tzn. nie pozwalam jej obrażać, nie knuje za jej plecami, że ją oskubię i zostawię na lodzie. Tylko mówię, ja nie chce tak żyć, więc poszukaj sobie pracy, bo musimy się rozstać. I dzielimy wszystko sprawiedliwie.
Piszą, że poleciała na Twoja kasę, a co Porsche po nią podjeżdżałeś, miałeś willę czy jak. Czy Twoja żona to zwykła dziewczyna czy to galerianka co leci na kasę.
I to że jak piszesz jesteś weekendowym mężem tez ma znaczenie. Jest sama długi czas, może czuje się samotna. Gdyby miała dziecko, miała by jakiś cel a tak, nie dałeś jej dziecka. A może go bardzo pragnie. W końcu jak jest małżeństwo to są i dzieci (patrz przysięga małżeńska). Ja to wiem że nie można mieć dzieci kiedy są takie problemy jak u Was. Ale to nie zmienia faktu, że ją to boli.
Piszą, że jest Jej tak dobrze z Tobą. A Ty widzisz ze jest? Widzisz w Jej oczach szczęście, szczebioce ci do ucha, ciszy się tym życiem z Tobą?
Wiesz ja nie sądzę, żeby pieniądze dawały ludziom szczęście. Gdyby tak było to nie było by tyle nieszczęść, alkoholizmu, samobójstw i rozwodów.
Ja myślę, że człowiek ma w sobie ogromną potrzebę miłości. Zastanów się czy brakuje Ci sexu jako wyrazu miłości, wzajemnej akceptacji czy tylko ruchów posuwisto-zwrotnych.
Nautilius, ja życzę dobrze i Tobie i jej, niezależnie od tego czy będziecie razem.
Ja Ci Nautilius nie napiszę że Ona jest be a Ty cacy. Bo to nic nie da. Oboje macie nad czym pracować. Tylko że Ona jest teraz w takim stanie, że może nie chcieć.
Ale jak jedno nie daje rady to drugie walczy. Teraz jest Twoja kolej.
Nie odpuszczaj terapii.
Dopiero jak ona nie wypali możesz powiedzieć zrobiłem wszystko i mogę odejść z czystym sumieniem, nie przestając jednocześnie szanować kobiety która była Twoją żoną.
Weź też pod uwagę to co pisze Nektarynka.