Okej, to wszystko jest przydatne, praktyczne, srututu ale nie mierzcie wszystkich swoją miarą. To jest kompletnie bez sensu. Mogę dźwignąć 50 kg, umazać się w błocie po pachy, kurna nie wiem, zrobić coś innego ale nie wymagam tego samego od kogoś innego na zasadzie 'bo ja mogę to Ty też'.
Podobne tematy
Ale przecież to nie jest żadne wydziwiane wymaganie, tylko niemalże rzecz podstawowej potrzeby. Jak ktoś nie chce robić, to niech nie robi. Niektóre kobiety nie chcą się uczyć JAKOŚ gotować dla zasady, bo tłumaczą, że im to niepotrzebne, że im to wręcz uwłacza. Nie przekonuje mnie to tłumaczenie, tak samo jak tłumaczenia o braku prawka. Wiadomo, że to jest wydatek, więc nie każdego stać, by zrobić od razu. Jednak jeśli 30latek przez 10 lat pracy nie był w stanie uzbierać na kurs, to też świadczy o nim. No taka prawda. I dokładnie to samo myślę o dorosłych kobietach nie mających prawa jazdy, żeby nie było. Podobnie jest z językiem angielskim wśród młodych osób. Jeśli osoba w wieku <30 lat nie zna choćby podstaw i nie chce się uczyć, to moim zdaniem jest niezaradna i nieogarnięta. Już nie mówiąc o tym, że gdzie ona chce dobrą pracę znaleźć. Takie rzeczy to nie jest nic niezwykłego i to nie są żadne dziwne "wymagania".
Zapomniałaś dodać - dla Ciebie.
69 2015-11-02 19:22:03 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-02 19:22:37)
Dla mnie i dla mnóstwa innych osób. Gdyby mój facet nie chciał zrobić prawa jazdy dla zasady, to zastanowiłabym się nad nim. Chociaż mówię to z perspektywy wieloletniej znajomości, bo dopiero teraz widzę w jak wielu sytuacjach przydało się jego lub moje prawko. Np. z takich przyjemniejszych rzeczy - jeżdżenie samochodem po Europie. Z mniej przyjemnych rzeczy - zawożenie i odbieranie ze szpitala. No przykro mi, chciałam życiowego faceta. ![]()
A sobie chciejcie kogo chcecie. Tylko mierzi mnie dorabianie - w tym przypadku, facetowi bez prawka odgórnie miliona rzeczy 'bo tak'.
Zapomniałaś dodać - dla Ciebie.
Dla mnie też ![]()
Osoba bez prawka, tak jak osoba nieumiejąca gotować - jest dla mnie w jakiś sposób "ułomna". Nie, nie skreśla jej to w moich oczach, ale jest dowodem na to, że, z jakiś względów, nie posiadła którejś z powszechnych i potrzebnych umiejętności współczesnego swiata. To dla mnie trochę dziwne.
To trochę jak z maturą - w sumie to cieżko powiedzieć, żeby była niezbędna a jednak jej posiadanie często się przydatne. I jakoś nie trafia do mnie tłumaczenie, że: "maturę zrobię jak okaże sie potrzebna". Prawko to jeden z papierków, które najłatwiej dorzucić do swojej teczuszki "osiągnięć" w młodym wieku - a potem sobie już jest i czeka na moment, kiedy okaże się przydatne.
72 2015-11-03 00:14:24 Ostatnio edytowany przez Lwica_ (2015-11-03 00:26:00)
Dokładnie. Zrobienie prawka to żadna sztuka, a życie pokazuje, że w dzisiejszych czasach bywa ono cholernie potrzebne. Zupełnie jak umiejętność przygotowania jedzonka. Albo przyszycia guzika.
Metyl, Ty możesz sie paprać w błocie, ok, ale ta umiejętność nie jest specjalnie przydatna w zyciu codziennym. Kobiety nie stawiają wyżej facetów z prawkiem od tych bez prawka z powodu widzimisiow, tylko dlatego, ze tacy faceci sa bardziej ogarnięci pod kątem podejmowania wyzwań (jazda samochodem) i o wiele bardziej zaradni w kryzysowych sytuacjach takich jak przewiezienie walizek, zawiezienie zwierzaka do weta albo dziecka do przedszkola/szpitala. To jest element zycia, coraz bardziej niezbędny. Nie wspominam nawet o tym, ze kobieta wożona przez swojego mena czuje sie kobieco i bezpiecznie, a on sam urasta do roli bohatera dnia, skoro tak dzielnie radzi sobie na drodze i opanowuje sytuacje. Poza tym fajnie, jak Misiek czasem zgarnie mnie z uczelni, gdy paskudnie leje deszcz, albo z imprezy, bym nie wracała po nocach sama. Zreszta ja tez często odbieram go po spotkaniach z kumplami, bo po co ma bez sensu przepłacać na taxi? Prawko to element wygodniejszego życia, dlatego warto je zrobić. Niezależnie od płci.
A może być kobieta bez prawa jazdy? A co jeśli ma ona ponad 30 lat i do tad nie nauczyła się jeździć samochodem?
Dołączam do pytań powyżej . A Kobieta bez prawka jest mniej kobieca? Brakuje jej czegoś? Traci na atrakcyjności? Bo jakiegoś papiera nie ma ?. Pewnie Ci którzy prawko mają będą mieli najwięcej do powiedzenia...
75 2015-11-03 01:10:25 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-11-03 01:12:35)
Akurat gotowanie też jest dla mnie podstawową umiejętnością, którą obie strony powinny posiadać, by nie być życiowymi kalekami. I nie chodzi tu o gotowanie czegoś wyszukanego, tylko nawet o zrobienie zwykłego kurczaka z kaszą/ryżem i warzywami. Tak samo nikt chyba nie wymaga, by facet jeździł jak kierowca rajdowy, ale taka podstawowa umiejętność prowadzenia samochodu no to raczej nie jest nie wiadomo co. Ja tam wymagam od mężczyzny tego samego, co i ja mogę zaoferować. Niczego więcej, ani niczego mniej.
Z tym, że ktoś jak nic nie ugotuje, nawet najprostszej rzeczy to tak, jest to jakieś kalectwo, ale niejeżdżenie samochodem akurat dla mnie nim nie jest. Też mam w sumie podobne zdanie co Metyl. Możecie wymagać prawka, ale żeby pisać, że ktoś jest dziwny, bo np ma 30 lat i nie ma prawka? Tak niżej jeszcze piszesz. No dla mnie to przesada, kiedyś prawko nie było uważane, że jest takie konieczne, jest ułatwieniem, ale i nie każdemu musi się przydać. To kiepsko kalectwo oceniać po tej jednej rzeczy jak dla mnie, bez której można żyć. Dla mnie akurat nieposiadanie czy posiadanie prawka to indywidualna sprawa i znam osoby, co nigdy nie miały albo np długo po 30 stce zrobiły lub później, bo wcześniej im się nie przydawałoby albo nie miały ochoty wcześniej i żadne u nich kalectwo, zaradne osoby w życiu i na innych polach to było widać, więc tym bardziej ja wcale nie myślę o nich gorzej.
76 2015-11-03 01:45:26 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-11-03 01:53:46)
Z tym, że ktoś jak nic nie ugotuje, nawet najprostszej rzeczy to tak, jest to jakieś kalectwo, ale niejeżdżenie samochodem akurat dla mnie nim nie jest. Też mam w sumie podobne zdanie co Metyl. Możecie wymagać prawka, ale żeby pisać, że ktoś jest dziwny, bo np ma 30 lat i nie ma prawka? Tak niżej jeszcze piszesz. No dla mnie to przesada, kiedyś prawko nie było uważane, że jest takie konieczne, jest ułatwieniem, ale i nie każdemu musi się przydać. To kiepsko kalectwo oceniać po tej jednej rzeczy jak dla mnie, bez której można żyć. Dla mnie akurat nieposiadanie czy posiadanie prawka to indywidualna sprawa i znam osoby, co nigdy nie miały albo np długo po 30 stce zrobiły lub później, bo wcześniej im się nie przydawałoby albo nie miały ochoty wcześniej i żadne u nich kalectwo, zaradne osoby w życiu i na innych polach to było widać, więc tym bardziej ja wcale nie myślę o nich gorzej.
truskaweczka, masz racje, prawko, wielkie mi mecyje! pfffff! ;-)
Skoro kazdy powinien miec to ja czuje sie wyjatkowa, bo nie mam :-D
W dobie swietnej komunikacji miejskiej i taksowek (oraz zmotoryzowanego meza, ha, ha) mozna naprawde zyc bez prawa jazdy, podobnie jak bez umiejetnosci gotowania. Na kazdym kroku pyszne zarelko, dowoza bez problemu, wiec naprawde nie widze problemu, gdy ktos nie umie i nie chce gotowac. Czubaszek z Karolakiem zyja bez gotowania tyle, ze zycze wszystkim, aby ich zwiazki byly tak dlugoterminowe i udane.
Ja, poniewaz umiem gotowac, to musze, ale bez fanatyzmu ;-)
Umiejetnosc gotowania i umiejetnosc kierowania to dla jednych koniecznosc, dla innych przyjemnosc, a jeszcze dla innych wygoda, nic wiecej.
Ja sie ciesze akurat, ze moj malz ma prawko, bo zyje mi sie wygodniej. Przyjemniej tez w sumie :-) Gdyby nie mial, byloby mniej wygodniej i mniej przyjemniej, i tyle. Ale zeby zaraz z tego powodu robic niedorajde z kogos?
Znam takie egzemplarze, ze slowo, lepiej dla wszystkich, aby za kolko nie wsiadali. Ale prawko maja...
Ja powiedzialam, ze w tym kraju nie bede jezdzic, nie ma mowy. Samochody za szerokie a ulice za waskie :-D
Trochę mnie nie było i widzę że mam sporo do nadrobienia ![]()
Przede wszystkim chęć zrobienia prawa jazdy powinno być zależne od naszych własnych chęci i tego czy w ogóle widzimy siebie jako kierowcę, nie wyobrażam sobie za to robić to prawko tylko dlatego że ewentualna przyszła dziewczyna będzie dziwnie się patrzeć z racji braku tego papierku.
U mnie sprawa ma się tak że nawet jak ktoś z rodziny odpukać będzie mieć wypadek to i tak ma przy sobie drugą połówkę co te prawo jazdy posiada, więc nie jest źle.
Sam natomiast w przypadku jakiegoś zdarzenia, sam siebie i tak bym nie zawiózł i w takich wypadkach idealnie się sprawują taksówki, niestety często muszę je zamawiać ![]()
Ktoś wspominał że to może być kwestią lęku lub jakiegoś urazu z przeszłości że nie chcę prowadzić auta.
Być może jest w tym trochę racji ponieważ jak byłem małym dzieckiem to miałem tę nieprzyjemność uczestniczyć w wypadku samochodowym w wyniku czego z rozwaloną głową przeleżałem trochę czasu w szpitalu.
Może to gdzieś leży zakorzenione w mojej psychice? Ciężko to stwierdzić.
Jakiegoś lęku nie czuję jak wsiadam za kierownicę ale po prostu jakby to określić, zwyczajnie męczy mnie fakt że zaraz będę jechać, wole jednak siedzieć jako pasażer.
Jeszcze na zakończenie, piszecie że facet bez prawka jest w pewien sposób "ułomny", do tego niezaradny, trzeba je mieć i koniec bo inaczej jesteś dupą wołową a nie facetem.
Powiem tak, zakładając że nawet miałbym te prawko i dziewczynę to jakbym się dowiedział że ma takie poglądy to szybko by została moją ex ![]()
Dla mnie to jest chore że przez pryzmat głupiego kawałka papieru tak się ocenia drugiego człowieka, no po prostu chore.
A może być kobieta bez prawa jazdy? A co jeśli ma ona ponad 30 lat i do tad nie nauczyła się jeździć samochodem?
Akurat moje wypowiedzi dotyczą obu płci
Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że dla kobiet jestem w tej kwestii nawet bardziej brutalna - już lepszy facet bez prawka z powodem "bo mu się nie chce" niż kobieta z argumentacją "przecież facet ma". Może nie jest to racjonalne myślenie, ale dla mnie to strasznie słabe: nie posiądę jakiejś (prostej, powszechnej) umiejętności, bo wystarczy, ze partner/partnerka ją posiadła. No i znowu narzuca się p0orównanie z gotowaniem - nie muszę umieć nic gotowac, bo żona umie.
Jeśli kobieta ma ponad 30 lat i nie zrobiła prawka to...nic. Tak samo jak w przypadku mężczyzny. Jakoś żyje. Ale dostaje ode mnie łatkę niezaradności. Tylko tyle. A co komu przeszkadza, że ja, w swojej głowie, przez chwilę uznam tę osobę za pierdołowatą? Bo przecież nie koduję sobie tej informacji na wieki wieków i nie przypominam jej sobie za każdym razem kiedy widzę tę osobę bez prawka
I nie jest to rzecz priorytetowa w ocenianiu drugiego człowieka.
Tom, nie twierdzę, ze brak pewnego papierka czyni z kogoś część wołową
Twierdzę, że ten ktoś nie posiadł po prostu ważnej umiejętności. O ile nie jest moim facetem - lata mi to i powiewa. Ale chciałąbym, zeby mój mężczyzna miał prawko. I gdyby nie miał to bym go namawiała na zrobienie. Nawet posuwając się do zrzędzenia
Chiałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: zupełnie inaczej tę kwestię rozpatruje się w kontekście 20-kilkulatków, inaczej w kategorii 30+. To są po prostu inne światy. Tak gdzieś do 26 r.ż. zupełnie nie widziałam potrzeby posiadania prawka, a tym bardziej auta. Wtedy to było takie oczywiste, że wszędzie można się przecież dostać transportem publicznym. W nieco starszym wieku dużo bardziej zaczyna się cenić oszczędność czasu i minimalizowanie wysiłku. Po co gdzieś jechać 1,5 godziny komunikacją miejską, skoro można się tam dostać w pół godziny samochodem? A kiedy pojawiają się dzieci - perspektywa jeszcze bardziej się zmienia. I nie chodzi nawet o nagłe wypadki - na co dzień jest milion sytuacji kiedy łatwiej, szybciej i wygodniej (często też taniej...) jest przemieścić się autem.
79 2015-11-03 11:33:30 Ostatnio edytowany przez On-WuWuA-83 (2015-11-03 11:36:06)
W nieco starszym wieku dużo bardziej zaczyna się cenić oszczędność czasu i minimalizowanie wysiłku. Po co gdzieś jechać 1,5 godziny komunikacją miejską, skoro można się tam dostać w pół godziny samochodem?
Ja o tym też właśnie pisałem i tutaj zgadzam się w całej rozciągłości xD
Ale z tym gotowaniem to niestety trzeba powiedzieć, że przywaliłaś jak - łysy grzywką o kant kuli
![]()
Osoba bez prawka, tak jak osoba nieumiejąca gotować - jest dla mnie w jakiś sposób "ułomna"
Nie no ludzie, nie porównujcie gotowania czy przyszywania guzików do prowadzenia samochodu. Tak samo jak np. z umiejętnością pływania, ktoś powie "a po co mi to", "niepotrzebne" ale to jest taka umiejętność która może uratować życie (tak samo jak jazda autem). Bo jak Ci się dziecko topi to będziesz stać na brzegu i dzwonić po pomoc? Czy przez całe życie będziesz unikać wody?
81 2015-11-03 14:23:28 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2015-11-03 14:28:08)
Tak jak pisala Vinnga i inne osoby - z mojej strony to ze miec prawko w dzisiejszych czsach to 'norma' tyczy sie obu plci. Dla mnie facet po prostu nie bedzie w ogole brany pod yuwage jako potencjalny moj facet (choc moze byc fajnym cxlowiekiem i kumplem, nie twierdze zejest gorszym czlowiekiem, ale nie spelnia jakis tam moich wlasnych kyteriow osoby na meza/ojca - jak ktos pisal wczesniej - zeby mi facet nie mogl po dziecko pojechac do przedszkola to sobie nie wyobrazam
bo w moim rozumieniu to albo mialoby dzieck ozasuwac z tata na nogach np jak zimno czy deszcz, albo to ja musialabym zawsze dziecko odbierac. Zadna z opcji mi nie pasuje ![]()
Ale tak samo tyczy sie to kobiet/ dziewczyn - moge miec kolezanki ktore nie maja prawka bo to jakby mnie w sumie 'rybka' jak ona sie porusza. ALE osobiscie rowniez w przypadku dziewczyn uznam to za 'dla mnie nierzrozumiale' ze ona np pojedzie tylko na zakupy jak 'misiu jest w domu' no bo nie bedzie przeciez dzwigac (mowie o duzych zakupach w supermarkecie). Nie pojedzie po dziecko do szkoly bo czeka na meza itd itd.
Dla mnie sa rzeczy jakby 'oczywiste', potrzebne do zycia na dobrym standardzie, normalne dla osob inteligentnych i zaradnych zyciowo. Rzeczy ktore tycza sie obu plci i naleza do nich m.in: posiadanie prawa jazdy, znanie jakiegos jezyka na podstawowym chociaz poziomie, umiejetnosc ugotowania normalnego obiadu, uzycie pralki.
Dalej: sa rzeczy bardzo przyadatne typu : umiejetnosc plywania - moze zawazyc na uratowaniu czyjegos zycia lub zdrowia, natomiast nie mozna tego porwnywac do praktycznosci posiadania prawa jazdy. Ilu z Was bylo w sytuacji ze ratowalo lub ratowaloby zycie komus tonacemu???? Ja nie. (Mysle ze gora kilka osob). A ile osob z Was i jak czesto uzywa prawka lub mogloby go uzyc gdyby je mialo??? (Kazdy i to kilka razy dziennie lub kilka razy w tygodniu). I to jest ta roznica miedzy plywaniem a prawem jazdy. Tak samo ugotowanie obiadu - oczywiscir ze mozna wychodzic na miasto, zamawiac, ale nie wyobrazam sobei zeby nie meic tego wyboru: gotuje dzis czy zamawiam? I zeby raz na jakis czas nie potrafic ugotowac sobie obiadu w niedziele np (obie plci).
I na joncu sa rzeczy typu PASJE, hobby, roznice miedzy ludzmi. Ktos umie tanczyc, ktos inny umie KArate, ktos piecze ciasta aktos umie dobrze szyc, a jeszcze ktos inny umie nosic 10kg worki z blotem (o czym ktorys Pan pisal, ze potrafi)
) Sa to sytuacje opcjonalne lub takie, ktore zdarzaja sie rzadko. Guzik sobie przyszyje, ale jak juz cos wiekszego c ozdarza sie raz na kilka lat, zaniose to do krawca.
Prawka uzywam codziennie - dojazd do pracy, do kolezanki, na silownie, do supermarketu na duze zakupy, jak chce sobie rame na zdjecia duza kupic to nie czekam i nei prosze sie nikogo tylko jade do sklepu i ja pakuje w samochod ![]()
82 2015-11-03 15:26:19 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-03 15:27:34)
Nie no ludzie, nie porównujcie gotowania czy przyszywania guzików do prowadzenia samochodu.
A dlaczego nie? Przykład z gotowaniem jest dla mnie nawet jeszcze bardziej oczywisty niż ten z prawem jazdy. O ile rozumiem, że komuś do pewnego momentu życia nie było potrzebne prawko, bo mieszkał w centrum miasta, to nie rozumiem jak można przeżyć te 30 lat i nadal nie umieć sobie czegoś ugotować. No bo na myśl nasuwa się kilka opcji: 1) facetowi gotuje mamusia, która go przyzwyczaiła do takiego stylu życia, 2) facet byle jak się odżywia, 3) zamawia dobrej jakości jedzenie w restauracjach (ta opcja dla nielicznych, bo wymaga sporych nakładów finansowych). Uwielbiam, gdy partner mi coś ugotuje, ale fakt jest taki, że nie musi tego robić. Natomiast jeśli on chce mieć ze mną dziecko, to oczekuję od niego, że będzie umiał się tym dzieckiem zająć na takim elementarnym poziomie, czyli da radę je zawieźć gdzie trzeba i da radę ugotować mu wartościowy posiłek, jeśli mnie akurat nie będzie. Gdyby chciał wszędzie wozić dziecko taksówką albo zamawiać obiady w restauracji, to musiałby mieć naprawdę dużo pieniędzy, a u takich mężczyzn raczej się nie zdarza, by nie mieli prawka, bo cenią sobie niezależność i swobodę.
am0k napisał/a:Nie no ludzie, nie porównujcie gotowania czy przyszywania guzików do prowadzenia samochodu.
A dlaczego nie? Przykład z gotowaniem jest dla mnie nawet jeszcze bardziej oczywisty niż ten z prawem jazdy. O ile rozumiem, że komuś do pewnego momentu życia nie było potrzebne prawko, bo mieszkał w centrum miasta, to nie rozumiem jak można przeżyć te 30 lat i nadal nie umieć sobie czegoś ugotować. No bo na myśl nasuwa się kilka opcji: 1) facetowi gotuje mamusia, która go przyzwyczaiła do takiego stylu życia, 2) facet byle jak się odżywia, 3) zamawia dobrej jakości jedzenie w restauracjach (ta opcja dla nielicznych, bo wymaga sporych nakładów finansowych). Uwielbiam, gdy partner mi coś ugotuje, ale fakt jest taki, że nie musi tego robić. Natomiast jeśli on chce mieć ze mną dziecko, to oczekuję od niego, że będzie umiał się tym dzieckiem zająć na takim elementarnym poziomie, czyli da radę je zawieźć gdzie trzeba i da radę ugotować mu wartościowy posiłek, jeśli mnie akurat nie będzie. Gdyby chciał wszędzie wozić dziecko taksówką albo zamawiać obiady w restauracji, to musiałby mieć naprawdę dużo pieniędzy, a u takich mężczyzn raczej się nie zdarza, by nie mieli prawka, bo cenią sobie niezależność i swobodę.
Exactly. Kobieta ocenia mężczyznę pod kątem życiowego partnera - czy będzie mogła na niego liczyć, czy on będzie potrafił zaopiekować się nią i dzieckiem. Tak jest od zarania dziejów, nie ma się co oszukiwać.
Oczywiście nie chodzi tutaj o podejście: "skoro on ma o mnie dbać, to ja nie muszę niczego umieć, on mnie wyręczy", bo to wręcz życiowe kalectwo. Prawko jest potrzebne niezależnie od płci. Umiejętność ugotowania podstawowych posiłków również. No chyba że zarabia się krocie i jazda taksówkami/zamawianie żarcia w restauracjach stają się normalnym elementem życia i nie wpływają negatywnie na budżet domowy.
Każdy ma podejście, jakie ma, ale dla mnie żałosne byłoby nagminne zamawianie dla mnie przez chłopaka taksówki (zamiast mnie gdzieś odwieźć albo podrzucić do lekarza), tak samo jak nagminne zamawianie jedzenia dla swojego faceta przez kobietę, która nie potrafi przyrządzić głupiej zupy czy kotleta z ziemniorami i surówką.
Po co wydawać bez sensu kasę, skoro można nabyć pewne umiejętności i zaoszczędzić również czas? ![]()
am0k napisał/a:Nie no ludzie, nie porównujcie gotowania czy przyszywania guzików do prowadzenia samochodu.
A dlaczego nie? Przykład z gotowaniem jest dla mnie nawet jeszcze bardziej oczywisty niż ten z prawem jazdy. O ile rozumiem, że komuś do pewnego momentu życia nie było potrzebne prawko, bo mieszkał w centrum miasta, to nie rozumiem jak można przeżyć te 30 lat i nadal nie umieć sobie czegoś ugotować. No bo na myśl nasuwa się kilka opcji: 1) facetowi gotuje mamusia, która go przyzwyczaiła do takiego stylu życia, 2) facet byle jak się odżywia, 3) zamawia dobrej jakości jedzenie w restauracjach (ta opcja dla nielicznych, bo wymaga sporych nakładów finansowych). Uwielbiam, gdy partner mi coś ugotuje, ale fakt jest taki, że nie musi tego robić. Natomiast jeśli on chce mieć ze mną dziecko, to oczekuję od niego, że będzie umiał się tym dzieckiem zająć na takim elementarnym poziomie, czyli da radę je zawieźć gdzie trzeba i da radę ugotować mu wartościowy posiłek, jeśli mnie akurat nie będzie. Gdyby chciał wszędzie wozić dziecko taksówką albo zamawiać obiady w restauracji, to musiałby mieć naprawdę dużo pieniędzy, a u takich mężczyzn raczej się nie zdarza, by nie mieli prawka, bo cenią sobie niezależność i swobodę.
Pamiętaj, taki styl który prezentujesz działa w dwie strony.
Mam nadzieje, że jak się popsuje tobie w domu ten przysłowiowy kran ^^ to nie będziesz wołać faceta, bo będziesz wiedziała doskonale jak to zrobić aby znowu działał jak potrzeba. Albo koło w samochodzie wysiądzie. Hmmmm, Twój tata uczył jak zmieniać?
![]()
nie no umowmy sie - sa czynnosci bardziej meskie i bardziej kobiece, nie bedziemy sie licytowac ktora jest bardziej lub mniej meska. Zreszta, moj facet nie chcialby zebym to JA naprawiala kran czy zmieniala kolo w samochodzie bo nie i tyle. Gdybym go nie miala - tak, robilabym to sama lub musialabym poprosic kogos o pomoc. Ale znow - to sa rzeczy ktore dzieja sie 'raz na jakis czas' !!! Natomiast zawiezienie dziecka do szkoly, na angielski, odebranie kogos ze szpitala i ugotowanie obiadu sa czynnosciami wykonywanymi codziennie !!! i dlatego obie 'plcie'
powinny potrafic je wykonywac - dla samych siebie jak i dla dzieci wlasnie. i to jest ta roznica.
Codziennie kogoś ze szpitala lub przychodni odbierasz?
87 2015-11-03 16:00:59 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2015-11-03 16:16:23)
Martainn - byl okres w moim zyciu kiedy codziennie jezdzilam z mama na zabiegi i zmiany opatrunkow, a co kilka tyg na chemie, kiedy chorowala.
A tak ogolnie to codziennie robie mininimum jedna z tych rzeczy - zawiezienie gdzies dziecka lub siebie samej. Przychodnia i angielski to tylko przyklad. I tak ktoras z tych rzeczy robie codziennie.
Podsumowujac - czy facet bez prawka jest dla MNIE mniej meski? - TAK.
Kazdy ma swoje kryteria. Ja nie wyobrazam sobie byc z facetem ktory nie ma prawa jazdy bo po prostu nie pasowaloby to do moejgo stylu zycia i mojej rodziny (dzieci ,rodzicie, znajomi). Nie wyobrazam sobei rozwniez byc z facetem tkory nie potrafi zrobic prania czy ugotowac obiadu jesli zaistenieje taka potrzeba.
Tak samo rozumiem faceta ktory powiedzialby: nie wyobrazam sobie bycia z kobieta w pelni zalezna ode mnie, ktora nie ma prawa jazdy i nie bedzie mogla poruszac sie samodzielnie z dziecmi, ktora nie umie ugotowac dzieciom czegos smacznego i zdrowego, zadbac o dom czy wlac plynu do spryskiwaczy lub zatankowac sobie auta.
Nie rozumialabym ( i raczej nie spotkalam) natomiast faceta ktory powiedzialby: nie wyobrazam sobie bycia z kobieta ktora nie potrafi naprawic kranu, zmienic kola w aucie lub pomalowac sobie pokoju (choc osobiscie potrafilabym zrobic te rzeczy) - ale jesli tacy sa - w porzadku, maja prawo miec takie oczekiwaniai swoje zdanie.
Pamiętaj, taki styl który prezentujesz działa w dwie strony.
Mam nadzieje, że jak się popsuje tobie w domu ten przysłowiowy kran ^^ to nie będziesz wołać faceta, bo będziesz wiedziała doskonale jak to zrobić aby znowu działał jak potrzeba. Albo koło w samochodzie wysiądzie. Hmmmm, Twój tata uczył jak zmieniać?![]()
Ale co ma piernik do wiatraka? Jeszcze w życiu mi się kran nie zepsuł, jedynie odpływ się zapchał kilka razy w studenckim mieszkaniu, a wtedy sobie poradziłam. Także nie wiem czy umiem naprawić kran, bo nie było okazji. Mój facet też nie miał okazji, żeby kiedyś naprawić, więc jak przyjdzie co do czego, to albo sobie sami poradzimy albo zadzwonimy po kogoś. Kran nie jest podstawową potrzebą i nawet jeśli mi się zepsuje raz na kilka lat, to jest to zupełnie coś innego niż codzienne jedzenie i dojeżdżanie gdziekolwiek. A co do koła w samochodzie, to tata mi niczego nie pokazywał. Kiedyś złapałam gumę, więc zadzwoniłam do faceta, żeby mnie poinstruował, no i od tej pory już sama wiem co i jak. Oponę musiałam zmienić raz w życiu, naprawiać kranu - nigdy. Natomiast o gotowaniu i jeżdżeniu mogę podać multum przykładów, które mi się przydarzyły.
nie no umowmy sie - sa czynnosci bardziej meskie i bardziej kobiece,
I właśnie o to mi chodzi. Ja nie twierdzę że facet nie może czasami czegoś ugotować, pewnie nawet powinien umieć coś tam przyrządzić ale odrazu twierdzić, że jak nie umie, to pierdoła itp?
A co do koła w samochodzie, to tata mi niczego nie pokazywał. Kiedyś złapałam gumę, więc zadzwoniłam do faceta, żeby mnie poinstruował, no i od tej pory już sama wiem co i jak. Oponę musiałam zmienić raz w życiu, naprawiać kranu - nigdy. Natomiast o gotowaniu i jeżdżeniu mogę podać multum przykładów, które mi się przydarzyły.
Faaajnie, że jesteś taka ogarnięta i masz szczęście xD
Ps. Ja coś tam umiem ugotować ^^ ale wachlarz raczej jest krótki. Tak tylko wspominam żeby nie było... ![]()
Ja za to nie chwaląc się gotuję bardzo dobrze:D Ale ja lubię dobrze zjeść to i dobrze gotować muszę umieć:D Tym bardziej, że często lubię eksperymentować i próbować różne "dziwne" składniki:D
No to albo umie albo nie? No jak nie potrafi NIC ugotowac - w sensie nie potrafi w ogole gotowac czyli jakiegos normalnego obiadu/ sniadania zrobic dla siebie, dla mnie czy dla dzieci no to bylby dla mnie mniej atrakcyjny/ meski - zwal jak zwal, po prostu bylabym na NIE
))
Dokładnie. Zrobienie prawka to żadna sztuka, a życie pokazuje, że w dzisiejszych czasach bywa ono cholernie potrzebne
Jakby to 'nie było sztuką' to prawko mieliby wszyscy albo zdecydowana większość. A to nie jest to samo co przyszycie wspomnianego wcześniej guzika którego można nauczyć się 5 minut.
Ale nikt tu nie kwestionuje tego że to BYWA potrzebne, że ułatwia życia i tak dalej. Tylko chodzi mi o to by niektórzy przestali dorabiać teorie jaki to facet 'z' jest och i ach a jaki to facet 'bez' jest ble. No kurna. Jakby to była priorytetowa rzecz przy tworzeniu z kimś relacji albo jakby od tego zależało czy brać/zrywać czy nie.
W sumie to zastanawiajace, ze jak facet napisze na forum, ze ocenia kobiete przez pryzmat blony, to jest wielkie oburzenie i wysyla sie go na terapie.
A jak kobieta pisze, ze ocenia mezczyzne przez pryzmat prawa jazdy, to juz jest wg nich w porzadku.
Kobiety oceniane byc nie lubia, ale do oceniania innych to sa pierwsze.
I na joncu sa rzeczy typu PASJE, hobby, roznice miedzy ludzmi. Ktos umie tanczyc, ktos inny umie KArate, ktos piecze ciasta aktos umie dobrze szyc, a jeszcze ktos inny umie nosic 10kg worki z blotem (o czym ktorys Pan pisal, ze potrafi)
) Sa to sytuacje opcjonalne lub takie, ktore zdarzaja sie rzadko. Guzik sobie przyszyje, ale jak juz cos wiekszego c ozdarza sie raz na kilka lat, zaniose to do krawca.
Po pierwsze to były przykłady. A przykłady opierają się na analogiach. A po drugie jak już chcesz się na coś powoływać to czytaj w całości i ze zrozumieniem a nie po łebkach tak jak teraz.
czyli jakiegos normalnego sniadania zrobic dla siebie, dla mnie czy dla dzieci no to bylby dla mnie mniej atrakcyjny/ meski - zwal jak zwal, po prostu bylabym na NIE
))
Nie no, te przykłady które tutaj dajesz to są coraz to na hmmm niższym poziomie. Ooo to jak ten z pralką, przecież to wystarczy "nacisnąć" z dwa przyciski i gotowe . Normalne śniadanie to jakie w Twoim przypadku?
Ja mam pytanie - czy do umiejętności gotowania zalicza się wrzucenie do gara obranych umytych ziemniaków i postawienie na gaz, ewentualnie ryżu czy też makaronu i zdjęcie tego po określonym czasie? Ugotowanie jajek lub usmażenie kotletów z piersi albo naleśników ^^?
Dla mnie to są czynności na takim samym poziomie jak sprawdzenie oleju w silniku, wymiana jego lub tarcz/klocków itp. jeżeli mówimy o samochodach, ale czy można powiedzieć, że dzięki temu znam się na serwisowaniu samochodów albo gotowaniu?
96 2015-11-03 16:45:31 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-03 16:46:46)
W sumie to zastanawiajace, ze jak facet napisze na forum, ze ocenia kobiete przez pryzmat blony, to jest wielkie oburzenie i wysyla sie go na terapie.
A jak kobieta pisze, ze ocenia mezczyzne przez pryzmat prawa jazdy, to juz jest wg nich w porzadku.
Kobiety oceniane byc nie lubia, ale do oceniania innych to sa pierwsze.
Dla mnie to są różne sprawy. Co innego typowo praktyczne umiejętności, a co innego wydumane wydziwianie. Gdyby kobieta założyła, że facet musi być prawiczkiem albo mieć x partnerek, to opinie byłyby te same. Zresztą były już takie wątki. A mnie po prawdzie nie przeszkadza czy ktoś mnie będzie oceniał przez pryzmat błony, bo to jego sprawa i problem. Nie przeszkadza mi, jeśli facet wymaga ode mnie znajomości "kobiecych" czynności plus ogarnięcia na tyle, by wymienić sobie koło albo nie dopuścić do zalania domu. To są przydatne UMIEJĘTNOŚCI. Natomiast moja błona lub jej brak jest faktem dokonanym, a nie umiejętnością, która świadczy o ogarnięciu.
Poza tym w wątkach o błonie raczej było oburzenie, że facet nie jest prawiczkiem, a wymaga dziewictwa od kobiety. Nie pamiętam oburzenia, że prawiczek szuka dziewicy. My tutaj też oceniamy mężczyznę pod kątem prawa jazdy, ale jednocześnie same je mamy, więc nie oczekujemy, że znajdziemy sobie darmowego szofera. Także porównanie tych dwóch tematów jest absurdalnie nielogiczne.
Nie pamiętam oburzenia, że prawiczek szuka dziewicy.
Oburzenie jeżeli to tak nazwać to było, pewnych osób gdy leciały teksty o tym, że jak ktoś lubi seks poza związkiem (no takie coś np: jak fuckfriends) to jest niegodziwcem, jest brudny, obrzydliwy, grzeszny i inne takie koszmarki. Albo jak śmiał być w związku z kimś i sypiać z tą osobą.
W dzisiejszych czasach można nie mieć samochodu ale nie prawa jazdy bo to powinno już być oczywistością. Inną kwestią jest fakt umiejętności sporej rzeszy prowadzących, który pozostawia wiele do życzenia.
"W dzisiejszych czasach" można nie mieć ani samochodu, ani prawa jazdy. Brak jednego lub drugiego nie kwalifikuje do tłumaczenia się przed sądem. Umiejętność prowadzenia samochodu (prawnym tego poświadczeniem jest "prawo jazdy") jest przydatna w życiu. Słowo "przydatna" nie jest tożsame ze słowem "niezbędna".
Czy mężczyzna nie mający tegoż dokumentu jest mniej męski od tego, który je posiada? Wolne żarty.
100 2015-11-03 17:29:56 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2015-11-03 17:37:32)
Panowie nie mam zamiaru nikogo do niczego przekonywac bo nie taka jest tresc tematu. Nie uwazam tez ze osoby bez prawa jazdy sa jakkolwiek gorsze. To jest tylko i wylacznie MOJE zdanie - po raz ostatni - w odpowiedzi na pytanie w teamcie - tak, dla mnie facet bez prawa jazdy jest po prostu nie spelniajacym moich oczekwian wobec zycia i mam prawo miec takie zdanie.
Dla mnie zdac prawo jazdy nie bylo wielka sztuka - po prostu idziesz na kurs, uczysz sie jezdzic, potem uczysz sie teorii i za 1,2 lub 3 razem zdajesz egzamin. Niektorym sie po prostu nie chce, lub tego nie potrzebuja - ok. W kazdym razie wielka sztuka dla mnei to nie jest. i Facet 'z' prawkiem nie jest dal mnie 'ohh' jak jeden pan napisal
) Dla mnie jest to oczywiste i normalne ze moj maz/ojciec moich dzieci ma prawo jazdy.
A co do 'normalnego' sniadania - mysle ze osoby myslace podobnie do mnie, beda wiedzialy co mam na mysli. Normalne sniadanie/ obiad u mnie w domu to nie byly tylko ugotowane ziemaniki lub makaron ale np zupa plus ziemniaki/ makaron/ ryz plus jakies mieso plus jakas salata/ surowka. I dla mnie te umiejetnosci - zeby zrobic pranie np - tak, owszem, sa proste i oczywiste jak sam piszesz, ale jest to wlasnie normalne dla mnie zeby kazdy dorosly czlowiek potrafil je zrobic. Mozna tez wlaczyc pralke jak piszesz i zafarbowac ciuchy lub sprawic ze sie skurcza, jesli wiesz o czym mowie? Takze jest to czynnosc jak wiele, ktorej trzeba sie na danym etapie swojego zycia NAUCZYC - mi np mama kiedys pokazala jak sie to robi, wytlumaczyla co i jak i od tamtej pory potrafie zrobic pranie.
Dla mnie, takie czynnosci 'zyciowe' i umiejetnosci u faceta sa wazniejsze niz to zeby mial super bryke czy 2 firmy. Chcialabym byc spokojna ze moge zsotawic go z 2 dzieci damego na kilka dni i nie tylko 'przetrwaja' ale ze bedzie rownoznacznie dobrym rodzicem jak ja, w kwestii podstawowych kwestii zyciowych.
Aha, Matwiej, nie oceniam nikogo, naprawde
JEsli nie potrzebujesz prawka - to jest twoja sprawa. Odpowiadam tylko na pytanie watku, ze dla mnie, osobiscie jest to istotna sprawa a nie bzdura i w moim zyciu jest to koniecznosc zarowno u mnie jak i u mojego partnera.
matwiej napisał/a:W sumie to zastanawiajace, ze jak facet napisze na forum, ze ocenia kobiete przez pryzmat blony, to jest wielkie oburzenie i wysyla sie go na terapie.
A jak kobieta pisze, ze ocenia mezczyzne przez pryzmat prawa jazdy, to juz jest wg nich w porzadku.
Kobiety oceniane byc nie lubia, ale do oceniania innych to sa pierwsze.Dla mnie to są różne sprawy. Co innego typowo praktyczne umiejętności, a co innego wydumane wydziwianie. Gdyby kobieta założyła, że facet musi być prawiczkiem albo mieć x partnerek, to opinie byłyby te same. Zresztą były już takie wątki. A mnie po prawdzie nie przeszkadza czy ktoś mnie będzie oceniał przez pryzmat błony, bo to jego sprawa i problem. Nie przeszkadza mi, jeśli facet wymaga ode mnie znajomości "kobiecych" czynności plus ogarnięcia na tyle, by wymienić sobie koło albo nie dopuścić do zalania domu. To są przydatne UMIEJĘTNOŚCI. Natomiast moja błona lub jej brak jest faktem dokonanym, a nie umiejętnością, która świadczy o ogarnięciu.
Poza tym w wątkach o błonie raczej było oburzenie, że facet nie jest prawiczkiem, a wymaga dziewictwa od kobiety. Nie pamiętam oburzenia, że prawiczek szuka dziewicy. My tutaj też oceniamy mężczyznę pod kątem prawa jazdy, ale jednocześnie same je mamy, więc nie oczekujemy, że znajdziemy sobie darmowego szofera. Także porównanie tych dwóch tematów jest absurdalnie nielogiczne.
Tu nie chodzi o wydumane wydziwianie, tylko o ocenianie czlowieka na podstawie jakiejs bzdury.
Bo mozna byc czlowiekiem ogarnietym, a prawa jazdy nie miec. Swiat nie jest czarno-bialy.
Poza tym niech kazdy sam decyduje o tym jakie chce miec umiejetnosci.
Ma do tego prawo, a przypisywanie mu jakichs okreslen na podstawie jednej rzeczy jest po prostu smieszne.
A jeszcze rzeklbym, ze bez samochodu czlowiek musi byc znacznie lepiej zorganizowany, bo musi sobie radzic inaczej.
W dzisiejszych czasach można nie mieć samochodu ale nie prawa jazdy bo to powinno już być oczywistością. Inną kwestią jest fakt umiejętności sporej rzeszy prowadzących, który pozostawia wiele do życzenia.
Tym bardziej nalezy cenic osoby, ktore z pokora i samokrytyka decyduja sie nie robic prawa jazdy, bo wiedza, ze to nie dla nich.
To jest przejaw odpowiedzialnosci za siebie i innych.
Wymaganie robienia prawa jazdy od wszystkich, to wymaganie go robienia rowniez od tych, ktorzy miec go nie powinni.
Nie wymagam zeby ktos kto nie umie jezdzic, robil prawo jazdy. Wrecz przeciwnie, fakt, moze lepiej niech jezdzi autobusem. Odpowiadam tylko i wyrazam swoje zdanie ze takiej osoby za partnera miec bym nie chciala.
"W dzisiejszych czasach" można nie mieć ani samochodu, ani prawa jazdy. Brak jednego lub drugiego nie kwalifikuje do tłumaczenia się przed sądem. Umiejętność prowadzenia samochodu (prawnym tego poświadczeniem jest "prawo jazdy") jest przydatna w życiu. Słowo "przydatna" nie jest tożsame ze słowem "niezbędna".
Czy mężczyzna nie mający tegoż dokumentu jest mniej męski od tego, który je posiada? Wolne żarty.
Oczywiście, że przydatna to nie to samo co niezbędna. Do wegetacji potrzeba tylko rzeczy i umiejętności przydatnych. Do tego aby cokolwiek w życiu osiągnąć potrzeba być niezbędnie wyposażonym w wiedzę i umiejętności. Wolny wybór.
Poza tym na jakiej podstawie wysnułaś wniosek, że stawiam znak równości pomiędzy posiadaniem prawa jazdy a męskością?
104 2015-11-03 17:56:13 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-03 17:58:12)
Nie wymagam zeby ktos kto nie umie jezdzic, robil prawo jazdy. Wrecz przeciwnie, fakt, moze lepiej niech jezdzi autobusem. Odpowiadam tylko i wyrazam swoje zdanie ze takiej osoby za partnera miec bym nie chciala.
Też tak sądzę. Ja tam nikogo nie namawiam do zrobienia prawa jazdy, nikogo nawet o to nie pytam, bo i po co? Nie interesuje mnie czy moi koledzy posiadają kawałek plastiku i nie oceniam ich męskości. Pisałam o męskości tylko i wyłącznie w kontekście potencjalnego partnera. Gdybym miała szukać kochanka, to też by mnie nie obchodziło czy ma prawo jazdy. A w przypadku mężczyzny z którym wiążę przyszłość, takie rzeczy nie są bzdurami, tylko jednym z ważniejszych elementów, bo bezpośrednio przekładają się na moje życie codzienne. Na początku może być wielka miłość i może mi to nie przeszkadzać, ale potem zaczęłoby mnie to zwyczajnie irytować. I nie uważam, że to kosmiczne wymagania. A czy prawo jazdy bezpośrednio przekłada się na męskość? Dla mnie bardzo męska jest zaradność, a prawo jazdy traktuję jako jeden z elementów tej zaradności, dlatego jego brak znacznie osłabia męskość w moich oczach. Nie twierdzę, że ogólnie.
Tak samo niektórzy powiedzą, że bzdurą jest wymagać od mężczyzny znajomości choć jednego języka na poziomie podstawowym. No trudno, ja nie rozumiem jak można nie znać. Angielski jest już dla mnie praktycznie drugim językiem, bo bez niego nawet głupiej branżowej książki bym nie przeczytała. Brak języków jeszcze bardziej utrudnia znalezienie dobrej pracy niż brak prawa jazdy. Do tego lubię sobie jeździć po Europie i szczerze mówiąc wolałabym jeździć sama niż zabierać ze sobą faceta, który nawet zdania po angielsku nie wyduka, ani nie zmieni mnie za kółkiem. No bo to jak zabieranie ze sobą dziecka, a ja nie chcę patrzeć na mężczyznę jak na dziecko.
A jeśli facet ma prawo jazdy ale w ogóle nie jeźdxi, nie ma własnego samochodu a ostatnio za kółkiem siedział dziesięć lat temu? To liczy sie jako kto? jako ten co ma prawo jazdy?Pod jaką kategorię podpada?
(...) Oczywiście, że przydatna to nie to samo co niezbędna. Do wegetacji potrzeba tylko rzeczy i umiejętności przydatnych. Do tego aby cokolwiek w życiu osiągnąć potrzeba być niezbędnie wyposażonym w wiedzę i umiejętności. Wolny wybór.
Poza tym na jakiej podstawie wysnułaś wniosek, że stawiam znak równości pomiędzy posiadaniem prawa jazdy a męskością?
Życie bez prawa jazdy to wegetacja?! Zapewniam, że w życiu można mnóstwo osiągnąć bez umiejętności prowadzenia samochodu. Prawda jest jednak to, że wykonywanie niektórych zawodów bez tej umiejętności (i dokumentu) jest niemożliwe.
Tytuł wątku jest jasny: "Czy facet bez prawa jazdy jest dla was mniej męski?". To do niego odniosłam moje ostatnie zdanie z poprzedniego posta.
107 2015-11-03 18:13:27 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-03 18:14:32)
A jeśli facet ma prawo jazdy ale w ogóle nie jeźdxi, nie ma własnego samochodu a ostatnio za kółkiem siedział dziesięć lat temu? To liczy sie jako kto? jako ten co ma prawo jazdy?Pod jaką kategorię podpada?
No to zależy. Jeśli ma prawo jazdy, ale nie jeździ, bo nie musi/ woli rower/ nie chce wydawać pieniędzy na samochód, to jak dla mnie jak najbardziej rozsądne i uzasadnione argumenty. No ale jeśli zrobił, byle zrobić, a nigdy nie zamierza jeździć, bo np. się boi, to na jedno wychodzi, bo pożytku i tak z tego nie będzie. A co do osób, które długo nie jeździły, to przecież jeśli zajdzie potrzeba (np. urodzi się dziecko) można odświeżyć umiejętności i kupić sobie kilka godzin nauki jazdy. Zresztą dla mnie to czyste dywagacje, bo tak naprawdę nie znam mężczyzny, który nie miałby prawa jazdy. To chyba jakieś wyjątkowe przypadki. Za to znam kobiety, które robiły kursy, a potem wszystko rzucały, gdy nie zdały za drugim albo trzecim razem. Dla mnie to głupota i wyrzucenie pieniędzy, no ale jak kto uważa. Ja jestem za pokonywaniem własnych słabości i takie osoby cenię.
Zresztą dla mnie to czyste dywagacje, bo tak naprawdę nie znam mężczyzny, który nie miałby prawa jazdy. To chyba jakieś wyjątkowe przypadki.
Taa, na pewno. A ilu znasz co mają?
Taa, na pewno. A ilu znasz co mają?
Mnóstwo, bo mówię o ludziach, których faktycznie jakoś znam, czyli znajomi, rodzina, klienci, ludzie z pracy, nawet moi dawni wykładowcy, koledzy z liceum itp. Trudno ich wszystkich policzyć, no bo ile Ty znasz kobiet w swoim życiu? Oczywiście nie pytam ich o prawo jazdy, to samo wychodzi, no bo przecież przychodząc na uczelnię, do szkoły, pracy, jadąc do rodziny, na imprezę widzę kto bywa samochodem. Zresztą na imprezach ze znajomymi zawsze pada pytanie kto jest kierowcą i może dziś ludzi pozabierać, jeśli jedzie w tę samą stronę. To jakoś naturalnie wychodzi, nigdy nawet się nad tym nie zastanawiałam. Oczywiście znam też facetów, co do których nie jestem pewna czy mają prawo jazdy, bo nigdy nie było okazji, żeby poruszyć taki temat (no bo w sumie po co?). Chodziło mi tylko o to, że nie znam ani jednego mężczyzny, gdzie byłabym pewna, że nie posiada prawa jazdy.
Martainn - byl okres w moim zyciu kiedy codziennie jezdzilam z mama na zabiegi i zmiany opatrunkow, a co kilka tyg na chemie
To jeden z dwóch argumentów dla których zrobie sobie prawko .
Kazdy ma swoje kryteria. Ja nie wyobrazam sobie byc z facetem ktory nie ma prawa jazdy bo po prostu nie pasowaloby to do moejgo stylu zycia.
Tak samo rozumiem faceta ktory powiedzialby: nie wyobrazam sobie bycia z kobieta w pelni zalezna ode mnie, ktora nie ma prawa jazdy i nie bedzie mogla poruszac sie samodzielnie z dziecmi, ktora nie umie ugotowac dzieciom czegos smacznego i zdrowego
Całe szczęście że faceci nie myśLą tak jak Ty i nie kalkulują!
111 2015-11-03 23:25:08 Ostatnio edytowany przez Mishia (2015-11-03 23:26:38)
,,
Mnie tam prawo jazdy zupelnie nie obchodzi.
Mozna tez wlaczyc pralke jak piszesz i zafarbowac ciuchy lub sprawic ze sie skurcza, jesli wiesz o czym mowie?
Właśnie miałem o tym wcześniej napisać ale powstrzymałem się abyś mogła sama to zrobić i wykazać się wiedzą
Przecież nikt normalny nie pierze koloru z białymi. W "karierze" jeszcze nie udało mi się czegoś zafarbować lub zmniejszyć po praniu o dwa rozmiary ![]()
Mnie tam prawo jazdy zupelnie nie obchodzi.
Mnie 2 lata wstecz też nie obchodziło zupełnie. Ale teraz mam ochotę na to ze względu na realizacje własnych celów a nie bo zaplusuje u faceta który jeszcze mi powie że to normalna sprawa jak obsługa pralki czy smażenie jajecznicy dla dzieci ..hahahah ![]()
115 2015-11-04 01:39:37 Ostatnio edytowany przez Lwica_ (2015-11-04 01:48:43)
Pamiętaj, taki styl który prezentujesz działa w dwie strony.
Mam nadzieje, że jak się popsuje tobie w domu ten przysłowiowy kran ^^ to nie będziesz wołać faceta, bo będziesz wiedziała doskonale jak to zrobić aby znowu działał jak potrzeba. Albo koło w samochodzie wysiądzie. Hmmmm, Twój tata uczył jak zmieniać?![]()
Zdarzyło mi się kilka razy wymienić uszczelki na niewadliwe, zdarzało się czasem przeczyszczać rury czy zatkany syfon, ogarnąć korki czy zepsuty junkers. Jak dla mnie to nic nadzwyczajnego. Raz nawet zdarzyło mi się wymieniać w centrum miasta koło w samochodzie, bo znienacka złapałam flaka - i wiesz co? Dosłownie po kilku minutach od rozpoczęcia przeze mnie tej akcji było przy mnie kilku facetów oferujących pomoc. Nawet nie musiałam się prosić, a umiejętność tę posiadłam dużo wcześniej, ćwicząc na podwórku ^.^ Właśnie po to, by tak prozaiczna sytuacja nie spowodowała u mnie ataku paniki i bym nie musiała wzywać pomocy.
Natomiast zawiezienie dziecka do szkoly, na angielski, odebranie kogos ze szpitala i ugotowanie obiadu sa czynnosciami wykonywanymi codziennie !!! i dlatego obie 'plcie'
powinny potrafic je wykonywac - dla samych siebie jak i dla dzieci wlasnie. i to jest ta roznica.
Dokładnie.
Codziennie kogoś ze szpitala lub przychodni odbierasz?
Zdarzyło mi się jeździć z mamą przez kilka dni do szpitala i z powrotem. Zdarzyło się również jeździć do weta z kotem przez dwa miesiące dzień w dzień, bo rozorał sobie poważnie łapkę. Dodam, że przez pierwszy tydzień byłam bez samochodu i musiałam ratować się taksą (poszło mnóstwo kasy, w błoto, no i zmarnowałam sporo czasu), więc gdy "odzyskałam" wóz, byłam w siódmym niebie. Moja kieszeń, czas i kot również.
Ja za to nie chwaląc się gotuję bardzo dobrze:D Ale ja lubię dobrze zjeść to i dobrze gotować muszę umieć:D Tym bardziej, że często lubię eksperymentować i próbować różne "dziwne" składniki:D
Każda umiejętność jest punktowana - w szczególności tak apetyczna ![]()
Jakby to 'nie było sztuką' to prawko mieliby wszyscy albo zdecydowana większość. A to nie jest to samo co przyszycie wspomnianego wcześniej guzika którego można nauczyć się 5 minut.
Jasne, że zajmuje więcej czasu niż 5 min., ale nie znam osoby, która ZAPARŁA SIĘ, że zdobędzie prawko i jej się to nie udało. Ludzie za szybko się poddają i tyle. Nie ma nic od razu.
Ale nikt tu nie kwestionuje tego że to BYWA potrzebne, że ułatwia życia i tak dalej. Tylko chodzi mi o to by niektórzy przestali dorabiać teorie jaki to facet 'z' jest och i ach a jaki to facet 'bez' jest ble. No kurna. Jakby to była priorytetowa rzecz przy tworzeniu z kimś relacji albo jakby od tego zależało czy brać/zrywać czy nie.
Po 1 - facet z prawkiem nie jest "ach", tylko jest facetem z prawkiem, normalna, naturalna, pożądana rzecz,
po 2 - facet bez prawka nie jest "ble", tylko postrzegany bywa jako mniej zaradny i odważny,
po 3 - jak dla mnie to jest to powód do "brać/nie brać", bo nie mogłabym być z mężczyzną, który nie ma zamiaru zrobić prawka - mój tryb życia tego po prostu wymaga.
W sumie to zastanawiajace, ze jak facet napisze na forum, ze ocenia kobiete przez pryzmat blony, to jest wielkie oburzenie i wysyla sie go na terapie.
A jak kobieta pisze, ze ocenia mezczyzne przez pryzmat prawa jazdy, to juz jest wg nich w porzadku.
Kobiety oceniane byc nie lubia, ale do oceniania innych to sa pierwsze.
Nikt nikogo nie ocenia. Skoro facet nie chce laski bez błony - niech szuka dziewicy i tyle w temacie. Akurat tamten post był napisany w charakterze szukania pomocy, bo autor pyta wyraźnie: "JAK NIE OCENIAĆ kobiety przez pryzmat błony", co wskazuje na to, że ma z tym pewien problem i mu to doskwiera. Czyli gdyby miał wybór: oceniać przez pryzmat błony czy nie, wybrałby drugą opcję.
Natomiast w kwestii prawa jazdy sprawa wygląda tak:
po 1 - kobiety w tym temacie żadnego problemu nie mają, bo nie są w sytuacji, gdy pragną faceta z prawkiem, a spotykają na swojej drodze tych bez prawka,
po 2 - zostało zadane pytanie, więc kobiety odpowiadają na nie zgodnie z własnymi poglądami - nie chcą mieć kolesia bez prawka, więc się takimi nie interesują. Ja tu nie widzę podwójnych standardów ani nawet analogii obu tematów.
Wymaganie robienia prawa jazdy od wszystkich, to wymaganie go robienia rowniez od tych, ktorzy miec go nie powinni.
Hah, ja tu nie zauważyłam ani jednego tekstu dotyczącego WYMAGANIA zrobienia prawka. To jest wolny wybór każdego z nas. Tak samo jak każdy z nas ma prawo wybrać, czy chce partnera z prawkiem, czy bez. Niestety lub stety, ten "pojedynek" wygrywają panowie z prawkiem. Zresztą nie tylko panowie. Takie są fakty i nie ma się co obrażać, tylko albo to olać, albo zrobić uprawnienia.
Nie wymagam zeby ktos kto nie umie jezdzic, robil prawo jazdy. Wrecz przeciwnie, fakt, moze lepiej niech jezdzi autobusem. Odpowiadam tylko i wyrazam swoje zdanie ze takiej osoby za partnera miec bym nie chciala.
I tyle w temacie ![]()
A jeśli facet ma prawo jazdy ale w ogóle nie jeźdxi, nie ma własnego samochodu a ostatnio za kółkiem siedział dziesięć lat temu? To liczy sie jako kto? jako ten co ma prawo jazdy?Pod jaką kategorię podpada?
Jak dla mnie podpada pod kategorię faceta, który w każdej chwili może mi pomóc, wsiadając za kółko i wioząc np. do szpitala. Albo odebrać mnie skądś, gdy zajdzie taka istotna potrzeba. Najważniejsze, że ma uprawnienia i w każdym momencie może z nich skorzystać. Nawet jeśli będzie jechał 30km/h jak ostatnia łajza. A jeśli nie jeździł tyle czasu... cóż, chętnie pomogę mu przypomnieć sobie jazdę samochodem
Bo doskonale wiem, z doświadczenia - nie tylko swojego zresztą - że w jeździe najważniejsza jest praktyka. Ale nie ma praktyki bez uprawnień.
cslady napisał/a:Zresztą dla mnie to czyste dywagacje, bo tak naprawdę nie znam mężczyzny, który nie miałby prawa jazdy. To chyba jakieś wyjątkowe przypadki.
Taa, na pewno. A ilu znasz co mają?
Ja pomimo ogromu znajomości z płcią przeciwną znam tylko jednego faceta bez prawka. Sęk w tym, że on bardzo chce je zrobić, ale jest wciąż na etapie zbierania na kurs.
Dosłownie po kilku minutach od rozpoczęcia przeze mnie tej akcji było przy mnie kilku facetów oferujących pomoc.
Bo jesteś dziewczyną.
Po 1 - facet z prawkiem nie jest "ach", tylko jest facetem z prawkiem, normalna, naturalna, pożądana rzecz,
po 2 - facet bez prawka nie jest "ble", tylko postrzegany bywa jako mniej zaradny i odważny,
po 3 - jak dla mnie to jest to powód do "brać/nie brać", bo nie mogłabym być z mężczyzną, który nie ma zamiaru zrobić prawka - mój tryb życia tego po prostu wymaga.
Dla mnie to jedno i to samo tyle że skrócone.
Poza tym powtarzam, normalne, typowe czy jak to tam zostało wcześniej nazwane bodaj 'żadną sztuką' by było jakby je mieli wszyscy lub prawie wszyscy.
po 1 - kobiety w tym temacie żadnego problemu nie mają, bo nie są w sytuacji, gdy pragną faceta z prawkiem, a spotykają na swojej drodze tych bez prawka,
Pewnie dlatego że już są zajęte więc nie szukają. Tzn te które prawka oczekują.
Metyl - a tak z ciekawosci - jest jakaas zaleznosc miedzy tymi kobietami ktore jak piszesz 'prawka oczekuja' a tym, ze 'sa juz zajete'? ![]()
odpowiadając na temat krótko i zwięźle - tak, facet bez prawka jest mniej męski.
odpowiadając na temat krótko i zwięźle - tak, facet bez prawka jest mniej męski.
Miło by było jakbyś rozwinęła swą myśl, dlaczego jest mniej męski? ![]()
Ps: Doszły mnie słuchy że podobno aby zdawać egzamin praktyczny to trzeba wykupić kurs, to prawda?
Nie siedzę w temacie więc nie wiem jak coś ![]()
też mi się nie chciało zrobić prawa jazdy ale zrobiłem, zdałem za pierwszym razem ale jeździć nadal nie potrafię. Tak czy inaczej kiedyś mi wujek powiedział, że rozmawiał ze swoją sąsiadką, która ma coś koło 20 lat i ona mu powiedziała że co jak co ale prawo jazdy u faceta być powinno.
Ale nie martw się bo znam 2 związki, w których facet nie ma ani prawka ani auta, i to nie dlatego że ich nie stać. Jeden jest zbyt leniwy, żeby się nauczyć do egzaminu a drugi to taka trochę sierotka marysia.
No tak. Musisz wyjeździć określoną ilość godzin. Ale na kursie się nie nauczysz jeździć. Na kursie uczą jak zdać prawo jazdy i tyle. A nie jest łatwo. U nas w Pile mało kto zdaje za 1 razem, co więcej mało kto zdaje za 2. To jest kwitnący biznes oblewania za byle co, byleby tylko kasa płynęła. Ja zdałem za 2, żona za 3. To i tak jesteśmy w czołówce, bo są tacy co zdawali po 10 razy i nie zdali.
No to teraz na bank nie będę robić prawa jazdy, tak to jeszcze miałem małe chwile zwątpienia czy aby nie zrobić i żeby rodzina mi dała z tym tematem spokój.
Już na tych trzech lekcjach instruktor mi powiedział wiele przydatnych rzeczy i myślę że max jedna albo dwie lekcje i mógłbym zdawać ale żeby specjalnie wykupywać kurs za ponad 1tys zł to jednak spasuje.
Cóż, co do samych egzaminów to niestety racja, znajomych oblewali za byle co, za zwykłe pierdoły, tylko aby kasa się zgadzała i nic więcej.
Nom musisz wykupić kurs. Bez zaświadczenia o kursie nie dopuszczą Ciebie do egzaminu. Niektórzy jeżdżą robić za granicę prawo jazdy, bo tam faktycznie sprawdzają Twoje umiejętności i oblewają za naprawdę poważne błędy. U nas poza poważnymi wystarczy, że dwa razy zrobisz ten sam mało znaczący błąd to też jest egzamin przerwany. Ja nie zdałem, bo zza autobusu wybiegła mi kobieta i ja gwałtownie zahamowałem. Za mną jechały inne samochody. Egzaminator powiedział, że spowodowałem niebezpieczną sytuację na drodze ostro hamując. To ja go zapytałem, czy miałem tę babkę pierd*****. Nie odpowiedział, tylko powiedział, że egzamin niezdany. Za drugim razem trafiłem na najgorszą kosę w mieście. Woził mnie przez 2 godziny po mieście. Wtedy jeszcze nie było określonego czasu, a ja tam czekałem od 8 do 16 bo było alfabetycznie. Najpierw wszyscy plac manewrowy, potem dopiero znów wszyscy po kolei miasto. Teraz jest inaczej. Ja tam kwitnąłem cały dzień i się denerwowałem. Ale w końcu zdałem.
124 2015-11-05 09:01:02 Ostatnio edytowany przez MyNombress (2015-11-05 09:04:56)
kolega mój na przykład na początku egzaminu zapomniał zapiąć pas na praktycznym (przed jazdą po placu) i nie zdał. wtedy egzamin coś koło 100 zł kosztował, ja miałem o tyle łatwiej że za dzieciaka dużo jeździłem maluchem a potem takim starym volkswagenem, również po drogach publicznych bo mieszkam w małej wiosce i policja tutaj zaglądała dwa razy w roku
Także musiałem się martwić tylko o przepisy i szczerze mówiąc nadal czasem mam moment zawahania na drogach bo nie jestem pewien kto ma pierwszeństwo.
Kurs zawsze kosztował więcej niż 1000zł, ja płaciłem 1100, moja 3 lata młodsza siostra już 1300 a koleżanka niedawno 1450. dobrze, że egzaminy rozdzielili na dwie części i teoria chyba 30zł a praktyka 130. Także trochę szczęścia i jak zdasz za 1szym razem wyrobisz się w 1600 zł, ale jak Cię nie ciągnie do jeżdżenia to na 100% uwalisz chociaż raz, na wszelki wypadek miej naszykowane 2 koła bo wiesz jak jest, lepiej wolno jeździć niż szybko chodzić
i jeszcze dodam, że mi osobiście bardzo imponuje, jak dziewczyna potrafi dobrze jeździć
więc może to działa w obie strony
125 2015-11-05 09:07:53 Ostatnio edytowany przez Tom94 (2015-11-05 09:08:35)
Heh, twoja historia jest dla mnie niczym małe deja vu ![]()
Mam znajomego który przejeździł prawie godzinę po mieście i wszystko szło śpiewająco, bardzo dobrze parkował itp.
Wracając do Wordu na czerwonym świetle dla pieszych jakaś baba wybiegła mu tuż przed maskę samochodu, no siłą rzeczy gwałtownie zahamował z piskiem opon i zamiast dostać pochwalę za dobry refleks to jeszcze egzaminator ośmielił się powiedzieć że spowodował właśnie zagrożenie dla innych pojazdów i uwaga, uwaga dla pieszej chcącej przejść przez ulicę, a to że na czerwonym przechodziła to już pal licho.
No ale w końcu za drugim razem zdał tak jak i ty ale jednak ponad stówę był w plecy.
Ja znając swój charakter to po takiej sytuacji chyba umyślnie pier..... w jakiś inny samochód i powiedział Panu egzaminatorowi że teraz dla odmiany ma mnie za co oblać ![]()
No to teraz na bank nie będę robić prawa jazdy, tak to jeszcze miałem małe chwile zwątpienia czy aby nie zrobić i żeby rodzina mi dała z tym tematem spokój.
Już na tych trzech lekcjach instruktor mi powiedział wiele przydatnych rzeczy i myślę że max jedna albo dwie lekcje i mógłbym zdawać ale żeby specjalnie wykupywać kurs za ponad 1tys zł to jednak spasuje.
Cóż, co do samych egzaminów to niestety racja, znajomych oblewali za byle co, za zwykłe pierdoły, tylko aby kasa się zgadzała i nic więcej.
Człowieniu, o czym ty wgl. mówisz? Nie rób z siebie alfy i omegi. Nigdzie tak nie ma, że 1h jakiegoś kursu i już na egzaminy. Teoria teorią ale te 20h czy 30h (nie wiem jak teraz jest) trzeba wyjeździć w szkółce i naprawdę dobrze że tak jest. Jeżeli nie było by takich zasad przystępowania do egzaminu to normalnie strach by było wyjechać z garażu swoim samochodem.
U nas w Pile mało kto zdaje za 1 razem, co więcej mało kto zdaje za 2. To jest kwitnący biznes oblewania za byle co, byleby tylko kasa płynęła. Ja zdałem za 2, żona za 3. To i tak jesteśmy w czołówce, bo są tacy co zdawali po 10 razy i nie zdali.
Nom musisz wykupić kurs. Bez zaświadczenia o kursie nie dopuszczą Ciebie do egzaminu. Niektórzy jeżdżą robić za granicę prawo jazdy, bo tam faktycznie sprawdzają Twoje umiejętności i oblewają za naprawdę poważne błędy. U nas poza poważnymi wystarczy, że dwa razy zrobisz ten sam mało znaczący błąd to też jest egzamin przerwany. Ja nie zdałem, bo zza autobusu wybiegła mi kobieta i ja gwałtownie zahamowałem. Za mną jechały inne samochody. Egzaminator powiedział, że spowodowałem niebezpieczną sytuację na drodze ostro hamując. To ja go zapytałem, czy miałem tę babkę pierd*****. Nie odpowiedział, tylko powiedział, że egzamin niezdany. Za drugim razem trafiłem na najgorszą kosę w mieście. Woził mnie przez 2 godziny po mieście. Wtedy jeszcze nie było określonego czasu, a ja tam czekałem od 8 do 16 bo było alfabetycznie. Najpierw wszyscy plac manewrowy, potem dopiero znów wszyscy po kolei miasto. Teraz jest inaczej. Ja tam kwitnąłem cały dzień i się denerwowałem. Ale w końcu zdałem.
Nie no, jakaś masakra. Żeby w takim miasteczku (powierzchnia i liczba ludności podobna jak mojej dzielnicy) zdawać po tyle razy
. Ci mniej gramotni
odemnie z miasta jeżdżą do Ostrołęki albo do Siedlec zdawać bo tam jest łatwiej. Ja zdałem za drugim razem w miejscowym ośrodku - jazdę po mieście bo teorię i placyk za pierwszym w każdym przypadku. Pamiętam jak dziś, że jak pierwszy raz podchodziłem do egzaminu to niestety ale przypadła mi babka egzaminator która większosć ludzi uwalała, no i mnie też hehehe.
Za drugim podejściem los przydzielił mi dziadka z czapka z daszkiem i jakoś poszło.
Martainn, trochę dziwie się temu hamowaniu awaryjnemu które miałeś bo ja to miałem na tym drugim egzaminie. Tzn. egzaminator wcześniej mówił że jak powie stop to mam sie bezwzględnie zatrzymać i na drodze mi tak zrobił - tak się zatrzymałem, że notes,długopis który sobie położył na desce pod szybą zaczął latać ^^
. Co ciekawe bezpośrednio przed egzaminem wziąłem sobie w szkółce która znajdowała się vissavi ośrodka, 2h dodatkowych jazd, tak dla przypomnienia (przed pierwszym nie brałem i to był błąd) i też tam facet z którym jeździłem zrobił takie hamowanie, pewnie wiedzieli co niektórzy wymagają od ludzi na egzaminie.
Człowieniu, o czym ty wgl. mówisz? Nie rób z siebie alfy i omegi. Nigdzie tak nie ma, że 1h jakiegoś kursu i już na egzaminy. Teoria teorią ale te 20h czy 30h (nie wiem jak teraz jest) trzeba wyjeździć w szkółce i naprawdę dobrze że tak jest. Jeżeli nie było by takich zasad przystępowania do egzaminu to normalnie strach by było wyjechać z garażu swoim samochodem..
Gdzie ja niby robię z siebie alfę i omegę?
W moim przypadku dosyć szybko bo po paru godzinach połapałem się o co biega i dla mnie jazda to nie jest nic takiego, co prawda te jedną lub dwie lekcje i tak musiałbym wziąć w razie co aby nie wypaść z rytmu jazdy.
Załóżmy że jest taka osoba która jeździła sobie bez prawka i jazdę ma w małym palcu, to na cholerę ma wykupywać kurs i uczyć się tego samego co już wie?
O to mi chodziło, to dla mnie jest bez sensu.
On_WuWuA niestety Piła jest z tego znana, że lubią oblewać.
129 2015-11-05 12:50:59 Ostatnio edytowany przez On-WuWuA-83 (2015-11-05 12:52:58)
Załóżmy że jest taka osoba która jeździła sobie bez prawka i jazdę ma w małym palcu, to na cholerę ma wykupywać kurs i uczyć się tego samego co już wie?
O to mi chodziło, to dla mnie jest bez sensu.
Powiedz to panu policjantowi ^^ gdy zatrzyma cię do kontroli
Chcesz aby część obowiązywały pewne zasady a druga była z nich zwolniona, podwójne standardy?
Nie zrobienie prawka ze względu na to, że trzeba zapłacić na kurs to raczej marna wymówka. No chyba że ktoś mieszka w slamsach to może występuje tutaj taryfa ulgowa.
130 2015-11-05 13:17:52 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-05 13:18:45)
To, że ktoś umie samochód odpalić, bieg zmienić i płynnie włączyć się do ruchu nie oznacza, że kurs nie jest mu potrzebny. Tak samo jeśli przejedzie ze wsi A do wsi B albo pojedzie sobie do osiedlowego supermarketu po zakupy. A jeśli ktoś jeździ normalnie po mieście bez prawa jazdy, no to sorry, że przepisy nie uwzględniają takich delikwentów i nie zwalniają z kursu.
Śmiechu warte.