Ja autorkę bardzo dobrze rozumiem. Ona wcale nie chce rycerza na białym koniu, jak to usilnie co poniektórzy próbują jej wmówić. Ona oczekuje zwykłego związku, w którym obie strony wzajemnie się wspierają, szanują, snują wspólne plany na przyszłość, spędzają ze sobą wolny czas i są szczerzy wobec siebie. Próbujecie jej wmówić, że to ona zachowywała się nieodpowiednio (obrażanie się, zrywanie przez fb), jednak jej nieodpowiednie zachowanie było KONSEKWENCJĄ JEGO działań. To on sam zadecydował, że nie chce jej widzieć u siebie w domu (pomimo wcześniejszych uzgodnień) oraz nie chce z nią wspólnie wyjść. Zaznaczam – ta sytuacja miała miejsce jeszcze przed jej wybuchem.
Przekonujecie, że powinna zrozumieć, iż on jest w trudnej, stresującej sytuacji, może stracić ukochanego syna. Rozumiem z pewnością jest to traumatyczne przeżycie. Ale w normalnym związku powinien jej to powiedzieć, wyjaśnić całą sytuację. Ja gdybym potrzebowała pomocy, choćby słownego wsparcia, od razu zwróciłabym się do partnera po pomoc. On natomiast zataił to przed nią. Wydaje mi się, że w Polsce na sprawy sądowe czeka się długo. Facet powiedział jej o tym na tydzień przez rozprawą i to tylko dlatego, że ona mocno nalegała na wyjaśnienia. Wcześniej się nie martwił, że może stracić syna? Teraz to sobie uświadomił i w tej sytuacji kobieta won! bo będzie mi tylko przeszkadzać? Wcześniej mu nie przeszkadzała? Mam wrażenie, że ta sprawa z synem to tylko wymówka.
Nie wmawiajcie kobiecie, że ona ma się przed nim płaszczyć, dostosowywać do jego złego samopoczucia, trudności życiowych, milion razy przepraszać za to samo i usuwać się w cień kiedy staje się zbędna. Gdyby był z nią szczery ona z pewnością zrobiłaby wszystko żeby mu w tych trudnościach pomóc i wspólnie pokonaliby najgorsze. On jednak woli sprawę załatwić w pojedynkę.
Przecież ona też ma swoje uczucia, a dodatkowo ma syna. Zupełnie nie pomyślał, że jej syn się do niego przywiązał, traktował jak swego rodzaju namiastkę ojca. Facet myśli tylko o sobie i swoim synu, nieważne że rani innych. Dla mnie to nie facet, skoro zawodzi w pierwszej kryzysowej sytuacji. Przecież autorka nie wymaga od niego nie wiadomo jakiego adorowania czy poświęcania jej specjalnego czasu. Wystarczały jej weekendowe spotkania w czwórkę. Dostosowała się do niego.
Ponadto autorka też musi chronić swoje dziecko, a pan tak naprawdę nie wiadomo jakie ma plany życiowe, skoro zarzekał się wcześniej że udowodni że kocha i może brać ślub, a później insynuuje że jej nie da tego czego ona chce. Nie traktuje jej poważnie..