czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 300 z 300 ]

261 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-13 21:27:08)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Ja wiem że swoje sprawy przeżywa się inaczej.

Ale zestaw ją ze swoją historią i zobacz kaliber.
Porównania z innymi czasami pomagają.

ps. nie o to byś się zdołowała mi chodziło.

Zobacz podobne tematy :

262

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Elle - z tym lustrem podoba mi się. Coś w tym jest. A nawet bardzo coś w tym jest.

263 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-13 21:40:44)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Elle, ja rozumiem założenie, ale zaplątałam się w Twoich wyjaśnieniach.
Możesz podać przykład?

ps.
hm...czyli całe te nasze rozpacze, że ktoś nas nie chce, że sobie poszedł świadczyłyby o naszej niepewności własnej wartości?
bo jeśli ta pewność byłaby 100% to byśmy się tak nie poczuły? może i tak...
Może i przy pełnej samoświadomości byśmy wyciągnęły co najlepsze i poszły dziarsko dalej bez żalu.

Nie do końca to kupuję, może na za drobnych elementach rozważam.
Jedno jest pewne- emocjonalne relacje z ludźmi wiele uczą.

264 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-13 21:47:31)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
ad rem napisał/a:

Elle, ja rozumiem założenie, ale zaplątałam się w Twoich wyjaśnieniach.
Możesz podać przykład?


Przykład pierwszy z brzegu - autorka spotyka gł. bohatera tego wątku. Spotykając go ma w sobie określone wzorce (niskie poczucie wartości, współzależność) - on odpowiada na jej potrzeby idealnie - ma osobowość, która gwarantuje, że zostanie wykorzystana i wypluta, więc na poziomie podświadomości chemia jest odczuwalna praktycznie natychmiast -to jest moment 'dogrania się wzorców'. 
Tu warto zrobić przerywnik i podkreślić, że wiele osób bierze tą chemię za potencjał miłosny, tymczasem jak w każdym przypadku, gdy spotykają się 2 osoby o niskiej świadomości, działa zasada przycięgnia na zasadzie dopełniania wzajemnych braków, czyli przeciwieństwo i przeciwwskazanie do tego by relacja była rozwojowa.

I teraz - on jest dla niej lustrem. Pokazuje jej to co w niej siedzi: wszystkie niepewności, niskie poczucie wartości, itd. - widać po jej reakcjach.
ale to co on jej pokazuje nie jest niczym, czego ona w sobie nie miała zanim spotkała jego. On był tylko 'katalizatorem', dzięki któremu mogła to wszystko w świetle dziennym zobaczyć, wyjąć z przepastnej "szafy" podświadomości.

Ale ponieważ autorka nie ma wysokiego poziomu samoświadomości, nie potrafi tej sytuacji zobaczyć w szerszej perspektywie -ona patrzy na to "z nosem przyklejonym do szyby", więc widzi tylko swoje, powierzchowne zresztą, emocje, które same w sobie są sygnałem, że coś ją mocno uwiera i jest do zmiany.
Ale dla niej na tym etapie ta sytuacja jest osobistą tragedią i rozpadem jej świata.

Taka jest własnie róznica w postrzeganiu tego typu sytuacji przez kogoś o wysokiej świadomości, a kogoś kto żyje trochę w półśnie, w nieświadomości.
Pierwsza osoba widzi Programy, które nią sterowały z poziomu podświadomści i się od nich uwalnia - podnosi świadomość, druga działa jak maszyna - zgodnie z instrukcja Programu, jak po sznurku wink

265

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Elle88 napisał/a:
ad rem napisał/a:

Elle, ja rozumiem założenie, ale zaplątałam się w Twoich wyjaśnieniach.
Możesz podać przykład?


Przykład pierwszy z brzegu - autorka spotyka gł. bohatera tego wątku. Spotykając go ma w sobie określone wzorce (niskie poczucie wartości, współzależność) - on odpowiada na jej potrzeby idealnie - ma osobowość, która gwarantuje, że zostanie wykorzystana i wypluta, więc na poziomie podświadomości chemia jest odczuwalna praktycznie natychmiast -to jest moment 'dogrania się wzorców'. 
Tu warto zrobić przerywnik i podkreślić, że wiele osób bierze tą chemię za potencjał miłosny, tymczasem jak w każdym przypadku, gdy spotykają się 2 osoby o niskiej świadomości, działa zasada przycięgnia na zasadzie dopełniania wzajemnych braków, czyli przeciwieństwo i przeciwwskazanie do tego by relacja była rozwojowa.

I teraz - on jest dla niej lustrem. Pokazuje jej to co w niej siedzi: wszystkie niepewności, niskie poczucie wartości, itd. - widać po jej reakcjach.
ale to co on jej pokazuje nie jest niczym, czego ona w sobie nie miała zanim spotkała jego. On był tylko 'katalizatorem', dzięki któremu mogła to wszystko w świetle dziennym zobaczyć, wyjąć z przepastnej "szafy" podświadomości.

Ale ponieważ autorka nie ma wysokiego poziomu samoświadomości, nie potrafi tej sytuacji zobaczyć w szerszej perspektywie -ona patrzy na to "z nosem przyklejonym do szyby", więc widzi tylko swoje, powierzchowne zresztą, emocje, które same w sobie są sygnałem, że coś ją mocno uwiera i jest do zmiany.
Ale dla niej na tym etapie ta sytuacja jest osobistą tragedią i rozpadem jej świata.

Taka jest własnie róznica w postrzeganiu tego typu sytuacji przez kogoś o wysokiej świadomości, a kogoś kto żyje trochę w półśnie, w nieświadomości.
Pierwsza osoba widzi Programy, które nią sterowały z poziomu podświadomści i się od nich uwalnia - podnosi świadomość, druga działa jak maszyna - zgodnie z instrukcja Programu, jak po sznurku wink

To coś jakby ten związek (w uproszczeniu)wydobył z niej wszystkie najgorsze cechy?
Podczas gdy dobry związek, w ktorym sa "dwie poukladane osoby"wydobedzie z nich co najlepsze?

266

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

To coś jakby ten związek (w uproszczeniu)wydobył z niej wszystkie najgorsze cechy?

Ten związek pokazał jej co musi w sobie przepracowac, żeby w przyszłości uniknąć relacji w identycznym kształcie. A dopóki tego nie przerobi, będzie miała tylko takie i dziwiła się dlaczego tak jest.

Podczas gdy dobry związek, w ktorym sa "dwie poukladane osoby"wydobedzie z nich co najlepsze?

Tak, z tymże dobry związek nie robi się sam wink Potrzebne sa 2 osoby, które przepracowały sporo swoich problemów, a przynajmniej te, które by relację od początku sabotowały.

267

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Elle88 napisał/a:

To coś jakby ten związek (w uproszczeniu)wydobył z niej wszystkie najgorsze cechy?

Ten związek pokazał jej co musi w sobie przepracowac, żeby w przyszłości uniknąć relacji w identycznym kształcie. A dopóki tego nie przerobi, będzie miała tylko takie i dziwiła się dlaczego tak jest.

Podczas gdy dobry związek, w ktorym sa "dwie poukladane osoby"wydobedzie z nich co najlepsze?

Tak, z tymże dobry związek nie robi się sam wink Potrzebne sa 2 osoby, które przepracowały sporo swoich problemów, a przynajmniej te, które by relację od początku sabotowały.

I generalnie dotyczy to ogółu relacji międzyludzkich, nie tylko damsko- męskich.

268

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Elle88 napisał/a:

To coś jakby ten związek (w uproszczeniu)wydobył z niej wszystkie najgorsze cechy?

Ten związek pokazał jej co musi w sobie przepracowac, żeby w przyszłości uniknąć relacji w identycznym kształcie. A dopóki tego nie przerobi, będzie miała tylko takie i dziwiła się dlaczego tak jest.

Podczas gdy dobry związek, w ktorym sa "dwie poukladane osoby"wydobedzie z nich co najlepsze?

Tak, z tymże dobry związek nie robi się sam wink Potrzebne sa 2 osoby, które przepracowały sporo swoich problemów, a przynajmniej te, które by relację od początku sabotowały.

O to mi chodziło. Dwie osoby musza byc jak to mowie kompletne i wewnetrznie poukladane. Samo się nie zdobi (tzn ten związek. Z drugiej jednak strony powinien on iść w większości z automatu, bo jak tak ciągle będzie się nad nim pracować ,na każdym kroku to będzie taki wymeczony i na siłę zwiazek).
Przeżyłam kiedyś coś takiego(tzn wyszły jak najgorsze cechy ) i nie wiedziałam co się dzieje. A to był efekt lustra. Mam nadzieję tego błędu już nie popełnić.

269

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Jasne, dotyczy wszystkich relacji międzyludzkich. Ale zawsze najintensywniej i najszybciej mamy szansę rozwinąć się, gdy jesteśmy w coś zaangażowani emocjonalnie, co wiąże się z bólem, który motywuje do rozwoju.

270

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Elle88 napisał/a:

Jasne, dotyczy wszystkich relacji międzyludzkich. Ale zawsze najintensywniej i najszybciej mamy szansę rozwinąć się, gdy jesteśmy w coś zaangażowani emocjonalnie, co wiąże się z bólem, który motywuje do rozwoju.

Właśnie. Pocieszające jest to, że  zawsze można coś poprawić jeżeli się chce. I czlowiek się zmienia. A skąd ci przyszlo na mysl porównanie z tym lustrem? To jest zadziwiająco trafne.

271

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Gdzieś musiałam usłyszeć, przeczytać.. Nie jestem taka mądra wink Choć czasem uda mi się coś wymyślić tongue

To porównanie to nie jest nic nowego w 'środowiskach rozwojowych' czy dla zwolenników fizyki kwantowej, do których tez się zaliczam.

272

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Ooooo...zobaczcie!
To ciagle jak z moim milonem $

Milion, jak milion. A jedna osoba widzi w nim domek z ogrodkiem, innawycieczke, a jeszcze inna lokate.

Jedna osoba go skitra, i sie nie przyzna, inna podzieli sie z przyjaciolmi i rodzina

Jeszcze inny ktos rozwali to na glupoty, a inny stanie sie jeszcze wiekszym sknera....


Milion pozostaje milionem, to my na niego reagujemy rozmaicie.
Jesli umiemy sobie z tym radzic, z milionem( miloscia), to pomnozymy te pieniazki, i podzielimy sie nimi.
Jesli nie umiemy sobie z tym radzic, to zachowamy sie glupio.

W sumie- pieniadze to tylko pwpierki- nic zlego zrobic nam nie moga.
Ale emocje zwiazane z posiadaniem/mozliwosciami moga wyzwolic w nas negatywne zachowania.

Przypomina mi sie powiedzenie:
- to nie przez niego!
- on by w zyciu nic zlego nie zrobil!
-to taki dobry chlopak
.....to przez alkohol!!!!


Tu jest podobnie- facet, jak facet.
Kazda z nas zareagowalaby na niego inaczej, i mysle, ze tylko iga w ten sposob.
Bo to w idze byly te wszystkie reakcje- nie w nim.
On to tylko " obiekt", kolo ktorego mozna przejsc obojetnie, albo go olac, albo zachowac dystans- zrobic z nim cokolwiek...

273

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Tu jest podobnie- facet, jak facet.
Kazda z nas zareagowalaby na niego inaczej, i mysle, ze tylko iga w ten sposob.
Bo to w idze byly te wszystkie reakcje- nie w nim.
On to tylko " obiekt", kolo ktorego mozna przejsc obojetnie, albo go olac, albo zachowac dystans- zrobic z nim cokolwiek...

Dokładnie.
Reakcja jest zawsze zależna od tego, jaki mamy Program. Jeśli jest zdrowy to i my podczas interakcji nie zrobimy sobie 'kuku' wink
Jeśli nie, to będziemy musieli go przeinstalować.
No, chyba że ktoś jest oporny na rozwój i uprze się, żeby gloryfikować cierpienie. Ale to już kolejny wzorzec i tacy też są i do czegoś im to potrzebne wink

274

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Lustro, milion- może za dużo tutaj rozkminiamy a to jest o wiele prostsze?
A gdyby tak iść na żywioł?

275 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-13 22:25:38)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
rossanka napisał/a:

Lustro, milion- może za dużo tutaj rozkminiamy a to jest o wiele prostsze?
A gdyby tak iść na żywioł?


Autorka poszła na żywioł..

To typowe myślenie, gdy trzeba się troche wysilic i przyjrzeć temu, co mamy w głowie- "a pierdo..ć to, za dużo roboty, idę "za głosem serca", na żywioł!" wink


Jedni lubia dostać 10 razy młotkiem w głowę i nie wyciągną żadnych wniosków, inni lubią wiedzieć z którego kierunku ten młotek nadleciał i się uchylić wink

No jak kto lubi i co komu sie lepiej sprawdza. wink

276 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-13 22:28:20)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Nie do końca kupuję te rozkminy.

Wiecie co, ja też poszłam na żywioł.
Z myśleniem tak głupim, że ręce by mi opadły gdybym usłyszała od kogoś innego.
I sama widzę, że nic tu nie pasi.
Ale jestem tak rozkręcona, że musza się wypykać emocje.

I w sumie, co przeżyłam fajnego- to moje.
A co niefajnego- to pouczające. I to niefajne zaczęło się, jak przestałam podchodzić na luzie, a 'chcieć', i to ja sobie sama to niefajne robiłam...

277

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Elle88 napisał/a:


Autorka poszła na żywioł..

to typowe myślenie, gdy trzeba się troche wysilic i przyjrzeć temu, co mamy w głowie- "a pierdo..ć to, za dużo roboty, idę "za głosem serca", na żywioł!" wink

No jak kto lubi i co komu sie lepiej sprawdza smile

Nie nie:O
Chodziło mi o to, aby iść na żywioł mając już pewna wiedzę i przerobione pewne tematy. Żeby przy kolejnym zwiazku nie analizować każdego kroku.
.

278

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Alez to JEST PROSTE- dziecinnie wrecz!!!

Sprowadza sie do tego, zeby reagowac pozytywnie na doznania pozytywne,
Asertywnie na te watpliwe
Byc w porzadku wobec siebie
I obserwowac, co ktos robi.

Tylko taka postawa wyklucza zachemizowanie, oczadzenie miloscia, rozowe okulary, amok.

I to jest ten moj sposob na milosc-

Poznaje
Obserwuje
Jestem asertywna
Odpowiadam za siebie

I jesli mimo to kogos akceptuje( z wadami), jest mi dobrze w jego towarzystwie, przywiazuje sie, tesknie....
To.....ech.....zawsze brakuje chemii, iskrzen, itd.



I w takim " obserwowaniu z dystansu" tez sie mozna wiele od ludzi nauczyc.
Moze nawet wiecej, i mniej sie cierpi...

279

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Oldo - co własne doświadczenie to własne doświadczenie.
Każdy ma jednak trochę inaczej.

280

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
oldorando napisał/a:

I to jest ten moj sposob na milosc-

Poznaje
Obserwuje
Jestem asertywna
Odpowiadam za siebie

I jesli mimo to kogos akceptuje( z wadami), jest mi dobrze w jego towarzystwie, przywiazuje sie, tesknie....
To.....ech.....zawsze brakuje chemii, iskrzen, itd.

A mi w tym momencie, eh, zawsze ten ktoś ucieka...
I? Jaki wniosek?

281

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
ad rem napisał/a:
oldorando napisał/a:

I to jest ten moj sposob na milosc-

Poznaje
Obserwuje
Jestem asertywna
Odpowiadam za siebie

I jesli mimo to kogos akceptuje( z wadami), jest mi dobrze w jego towarzystwie, przywiazuje sie, tesknie....
To.....ech.....zawsze brakuje chemii, iskrzen, itd.

A mi w tym momencie, eh, zawsze ten ktoś ucieka...
I? Jaki wniosek?

Ze mna sie zaprzyjaznia.
Jaki wniosek?
Taki, ze ja tej chemii nie wywoluje.....

No, wiesz, fajna kobitka, solidna, mozna na mnie liczyc bla bla bla....
Ale brakuje wooow...

282

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
oldorando napisał/a:

Ale brakuje wooow...

No to kaplica.

283

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
oldorando napisał/a:
ad rem napisał/a:
oldorando napisał/a:

I to jest ten moj sposob na milosc-

Poznaje
Obserwuje
Jestem asertywna
Odpowiadam za siebie

I jesli mimo to kogos akceptuje( z wadami), jest mi dobrze w jego towarzystwie, przywiazuje sie, tesknie....
To.....ech.....zawsze brakuje chemii, iskrzen, itd.

A mi w tym momencie, eh, zawsze ten ktoś ucieka...
I? Jaki wniosek?

Ze mna sie zaprzyjaznia.
Jaki wniosek?
Taki, ze ja tej chemii nie wywoluje.....

No, wiesz, fajna kobitka, solidna, mozna na mnie liczyc bla bla bla....
Ale brakuje wooow...

Oldo, toć już ustaliłyśmy że ja to samo.
I koleżeństwo. albo zwiew.
Inna sprawa, że nieodmiennie wychodzi, że jedno panowie mówili, a drugie myślą.
Jak trafiam na hipokrytów bawiących się moim zaangażowaniem, to o czym to świadczy?

284

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
ad rem napisał/a:
oldorando napisał/a:
ad rem napisał/a:

A mi w tym momencie, eh, zawsze ten ktoś ucieka...
I? Jaki wniosek?

Ze mna sie zaprzyjaznia.
Jaki wniosek?
Taki, ze ja tej chemii nie wywoluje.....

No, wiesz, fajna kobitka, solidna, mozna na mnie liczyc bla bla bla....
Ale brakuje wooow...

Oldo, toć już ustaliłyśmy że ja to samo.
I koleżeństwo. albo zwiew.
Inna sprawa, że nieodmiennie wychodzi, że jedno panowie mówili, a drugie myślą.
Jak trafiam na hipokrytów bawiących się moim zaangażowaniem, to o czym to świadczy?

Kochana- jestes bystra dziewczynka.
Z glabem kapuscianym nie pogadasz...
A ci, bystrzy szukaja woow, bo cokolwiek, to im nie wystarcza.

Swiata nie zmienisz, nie dopasujesz do swoich wymagan.
Mozesz tylko dopasowac siebie do swiata, zeby dostawac to, czego chcesz.

Wniosek:
Nie wchodzisz w przyjazn...
Wywolujesz to woow na poczatku, a dopiero potem patrzysz, kto on zacz.
Tak ja to widze u siebie. Od poczatku ma byc bardzo, albo wcale( z jego strony)
Ja swoje przywiazanie buduje powolutku.
Ale, on nie musi wiedziec o moim dystansie.

Popatrz- zamieniam sie miejscami z bochaterem tego watku...
Od poczatku partner ma byc zachemizowany- a potem sie zobaczy...

Czy kogos krzywdze??
Nie
1 nie odpowiadam za czyjes chemie, ostatecznie moze kogos trafic w tramwaju, bez mojego udzialu.
2 poznaje go z pozycji priorytetu, a nie kumpeli
3 faceci tego chca!!
Zawsze omowia ze oczekuja tego czegos, tego iskrzenia, tej podniety....
( przynajmniej ci, ktorymi bywalam zainteresowana)

A zaprzyjaznic, to sie zdarze, jak juz bedziemy wic wspolne gniazdko.




Popatrz- to jest po prostu to samo, tylko ja podchodze od d. strony.
Najpierw sie zaprzyjazniam, potem oczekuje love.
A trzeba odwrotnie.
Mniej sie traci czasu, przyjemniej, i fz sie nie wpadnie....

285

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

No Oldo, nie ulega wątpliwości, ze facet to nie ma być psiapsióła do pogadania wink Musi być jakiś seksualny kontekst od początku, bo potem ciężko się przestawić.

Faceci to lubią, jasne. Ale my tez to lubimy, patrz autorka wink
I nie ma w tym nic złego, dopóki ktoś nie cierpi. A cierpi z 2 powodów:

1. Nie ma dopasowania. Tak po prostu..
2. Sa problemy ze sobą, natury różnorakiej - w tym emocjonalnej najczęściej. Wtedy się po prostu posypie wcześniej czy później z każdym.

No ale jak ma dojść do seksu z "przyjacielem"? smile come on..
Próbowałam tak raz i to była katastrofa.
a próbowaliśmy nie raz.. ufff

286 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-13 23:47:46)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Wiecie co jest najśmieszniejsze?

Że mnie facet w którym się zadurzyłam ani nie pociąga seksualnie, ani nie podoba mi się z wyglądu, ani nam się temperamenty nie zgadzają, ani nie mamy wspólnych dążeń życiowych, nawet hobby nie mamy wspólnego...
Po prostu świetnie nam się gada(ło) i potrafił mnie rozśmieszyć. I lubiłam z nim przebywać, co nie jest u mnie częste.

I z tego dramat by był, nie związek. I ja to wiem.
A jednak tak się jakoś na niego uparłam, że nijak nie mogę się odczepić...Noż...
Swego czasu zatęskniłam za bliskim człowiekiem i poznałam jego- no i jak w mordę strzelił- prezent od losu..
I do tej wizji kogoś dla mnie w końcu się chyba przywiązałam, na niego ją po prostu rzucając..

Jak się u licha odkleić??

287

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Tu nawet nie chodzi o kontekst seksualny( co wy wszyscy z tym seksem), tylko o podejscie...

Ja moge sypiac z przyjacielem, i nadal byc...tylko kumpela.
To zazwyczaj kobiety sie przywiazuja przez seks- faceci nie.

Tu chodzi o to, zebys go intrygowala/podniecala/ekscytowala/prowokowala..

Przy okazji pokazujac mu swoja wrazliwa strone, a zacznie myslec o tobie:
Wrazliwa, wyjatkowa, niebanalna, cenna( trzeba sie starac zeby nie stracic)

Podam przyklad:
Sa tu tacy faceci, ktorzy sie skarza, ze nigdy nie mieli dziewczyny, a zawsze " ladowali w przegrodce przyjaciel"
( jak to brzmi!  Jak : " lecialam podloge na mokro"hahaha)

No, i warto ich poczytac, tak tych prawiczkow 20 letnich plujacych jadem.
Bo oni w sposob karykaturalny pokazuja, jakie my jestesmy( ja, ad rem..)
Wlasnie przez ten jad, mlody wiek, i to wyzalanie sie - widac to wyraznie!!!

288

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
ad rem napisał/a:

Wiecie co jest najśmieszniejsze?

Że mnie facet w którym się zadurzyłam ani nie pociąga seksualnie, ani nie podoba mi się z wyglądu, ani nam się temperamenty nie zgadzają, ani nie mamy wspólnych dążeń życiowych, nawet hobby nie mamy wspólnego...
Po prostu świetnie nam się gada(ło) i potrafił mnie rozśmieszyć.

I z tego dramat by był, nie związek. I ja to wiem.
A jednak tak się jakoś na niego uparłam, że nijak nie mogę się odczepić...Noż...


Haha.
To ja miałam tak samo smile

Tzn. ja nie czuje , że byłam "zadurzona", co prostu przywiązana do jego towarzystwa.
To ten, z którym seks nijak nie wychodził, bo nie było relacji typowo k-m, także niezłe cyrki były big_smile


Ale ja wiem, że na tamtym etapie bardziej szukałam właśnie takiej psiapsiółki, ale  z penisem,  niż faceta.
Nie ma przypadków wink

289

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
oldorando napisał/a:

Wniosek:
Nie wchodzisz w przyjazn...
Wywolujesz to woow na poczatku, a dopiero potem patrzysz, kto on zacz.

A zaprzyjaznic, to sie zdarze, jak juz bedziemy wic wspolne gniazdko.

Popatrz- to jest po prostu to samo, tylko ja podchodze od d. strony.
Najpierw sie zaprzyjazniam, potem oczekuje love.
A trzeba odwrotnie.
Mniej sie traci czasu, przyjemniej, i fz sie nie wpadnie....

Oldo, będę się starać zmienić podejście.
I kieca, make-up i na ryby.:))

A poważnie- jest takie zdanie, które bardzo lubię- "Jeśli coś działa- rób tego więcej. Jeśli nie działa- zmień to."

290

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

A ja mam w tyle przeszlosc!
Nie zamierzam sie ogladac za siebie, co bylo, to bylo, to sie nie odbedzie.

To dzis jest pierwszy dzien reszty mojego zycia, i zamierzam bawic sie dobrze.
Tak, wiec- zaczynam zmiany od siebie( nie wiem, na ile sie uda:-\ )
Ale przestane sie:
Zaprzyjazniac
Wycofywac
Rozkladac goowno na atomy
Udowadniac sobie cokolwiek/brac do siebie
Przezywac

Bede flirtowac, prowokowac, zwodzic, bajerowac, olewac,
I nawet jak nikogo nie bede miala- to przynajmniej bedzie zabawnie.

Na prawde- nie musze byc idealna, zeby byc fajna
Nie musze nikomu udowadniac, ze jestem " w porzadku", bo to oczywiste, ze jestem.
Nie musze sie przejmowac tym, ze ktos tam ma wlasne zaburzenia
( niech sie tym terapeuta zajmuje, nie ja)

291 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-08-13 23:58:43)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Na razie pracuje nad tym, zeby miec wiecej okazji do wprowadzania zmian.
Praktyka to podstawa.
I dumam sobie nad " stwarzaniem sobie okazji"
Forma wyjscia do ludzi z nowa twarza....

Wiem, jak wam to wytlumaczyc!!!!!

Moim celem nie jest znalezienie faceta, moim celem jest poczuc sie atrakcyjna.

292

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Elle88 napisał/a:

A jednak tak się jakoś na niego uparłam, że nijak nie mogę się odczepić...Noż...

Haha.
To ja miałam tak samo smile

Tzn. ja nie czuje , że byłam "zadurzona", co prostu przywiązana do jego towarzystwa.
To ten, z którym seks nijak nie wychodził, bo nie było relacji typowo k-m, także niezłe cyrki były big_smile


Ale ja wiem, że na tamtym etapie bardziej szukałam właśnie takiej psiapsiółki, ale  z penisem,  niż faceta.
Nie ma przypadków wink

Oldo kiedyś o tym pisała, i to tu też pasuje...
Gdyby on mnie rwał, ciągnął do łóżka, obłapiał- ja bym zwiała z predkością światła- przynajmniej na początku.
Nie robił tego, to ja się zakolegowałam, oswoiłam, przywiązałam, uzależniłam. I miałam na myśli związek, mimo że podświadomie wiedziałam wszystko to, co wymieniłam (starałam się to wytrwale ignorować- z powodzeniem, i okazywałam bezbrzeżną cierpliwość dla tych jego cech, które wkurzają mnie z marszu u każdego.. tłumacząc sobie że to akceptacja:DDD)
Na każdym spotkaniu się zastanawiałam czy go pocałować...ale chyba nie do końca sobie to potrafiłam wyobrazić...
A teraz on zwiał, myślę że skutecznie, bo się za poważnie zrobiło. A mi brakuje. Dostawę prochów odcięłam sobie...

I przy całym tym kuriozum nie mam bladego pojęcia jak się odplątać z tych własnych emocji:)

293

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
oldorando napisał/a:

A ja mam w tyle przeszlosc!
Nie zamierzam sie ogladac za siebie, co bylo, to bylo, to sie nie odbedzie.

To dzis jest pierwszy dzien reszty mojego zycia, i zamierzam bawic sie dobrze.
Tak, wiec- zaczynam zmiany od siebie( nie wiem, na ile sie uda:-\ )
Ale przestane sie:
Zaprzyjazniac
Wycofywac
Rozkladac goowno na atomy
Udowadniac sobie cokolwiek/brac do siebie
Przezywac

Bede flirtowac, prowokowac, zwodzic, bajerowac, olewac,
I nawet jak nikogo nie bede miala- to przynajmniej bedzie zabawnie.

Na prawde- nie musze byc idealna, zeby byc fajna
Nie musze nikomu udowadniac, ze jestem " w porzadku", bo to oczywiste, ze jestem.
Nie musze sie przejmowac tym, ze ktos tam ma wlasne zaburzenia
( niech sie tym terapeuta zajmuje, nie ja)

Yeahh!! Jestem na tak! Like it!:D
Też tak zrobię jak się już odplączę:D

Kolega mi kiedyś powiedział: "Odpicuj się, zakręć jakimś kolesiem i złam mu serce. To Ci dobrze zrobi":D

294 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-08-14 00:13:22)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Zapewne znacie takie kobiety:
Zachowuja sie, jak idiotki, nie biora nic na serio, takie puste , rozchichrane...
Czesto udaja, ze do nich problem nie dociera...
Ale jak je przycisnac do sciany, to one sa doskonale swiadome sytuacji, swiadome siebie, tylko sie z tym nie obnosza...
Zapytane czemu, mowia, ze nie sa od tego, zeby kogos nawracac, zbawiac swiat, i polemizowac...
To, co wiedza, rozumieja, widza, jest ich, i ma im sluzyc...

Ja sie zaprzyjaznialam z leku.
To byla taka forma posrednia- jest facet, ale bez zwiazku
Nie jestem samotna, ale tez niezobowiazana.

A to goowno prawda!!!
Bo przy takiej postawie- ten facet dobrze mnie zna, wiele o mnie wie( pokazuje cale mietkie), i jesli chce mnie zranic, bez trudu trafi w slabizne. A i nie przejmie sie zbytnio, bo on nie jest zaangazowany.

Bardziej bezpieczna jest ta pierwsza postawa.

A ja jestem jak ta matka tereska( tfuuu)
Ostatnio kumpela opowiadala mi, ze musi sobie uszyc obicia na krzeselka turystyczne, i ze poprosila o przysluge kuzynke.
Jeszcze pare miesiecy temu powiedzialabym sama z siebie" no, daj spokoj, ja ci to zrobie, zaden klopot"
A czy mnie ktos prosil o wychodzenie przed szereg???
( jestem dumna z poprawy nastawienia)
Nie musze biegac za kims ze sfeterkiem, bo moze mu zimno, nie musze czuc sie zobowiazana, nie musze sie opiekowac, troszczyc, zabiegac...
Nosz, qrwa- mam siebie, mam dzieciaka- wystarczy!

A faceci wyczuwaja postawe matki tereski bezblednie....i raczej z taka postawa nie doczekam sie, ze ktos bedzie sie troszczyl o mnie.
Po prostu sama biore te role na siebie.

295

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Oldorado - ostatni post se weź wydrukuj i wężykiem! Nad łózko smile

296

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Elle88 napisał/a:

Oldorado - ostatni post se weź wydrukuj i wężykiem! Nad łózko smile

Zrozumiec to jedno, a jak mi sie w praktyce uda, to sie okaze...

Ale musze znalezc duzo okazji, zebybto przerobic w praktyce, bo to wymaga cwiczen.
( dla mnie to bardzo duza zmiana)

297 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-14 00:19:10)

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Elle88 napisał/a:

Oldorado - ostatni post se weź wydrukuj i wężykiem! Nad łózko smile

Ja też! Ja też!
Zawsze daję- nieproszona- wywalę wszystko co mam. Inni biorą, no bo skoro na tacy podane..
I jednocześnie nic nie wymagam. A jak (b. rzadko, bo ja siama) potrzebuję i o to poproszę, to zdziwienie ' jak to'?
To sobie- notabene- zdiagnozowałam podczas konwersacji z Panem byłym-niedoszłym...

298

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

witam,
to ja - po bardzo długiej nieobecności. Postanowiłam skrótowo opowiedzieć, jak dalej potoczyło się życie od tamtego okropnego sierpnia.
bardzo długo jeszcze cierpiałam. Byłam u dwóch psychologów, ale nic mi to nie dało. Pierwsza babka jakaś niepoważna, umawiała się ze mną na termin, a potem odwoływała lub nie odbierała telefonów. Druga odmawiała rozmowy o nim, a w zamian serwowała jakieś sesje relaksacyjne, gdzie tematem było odrzucanie trosk, a ja gdy leżałam w ciemności słuchając tego co tam gada myślałam tylko WTF. Psychologowie są do bani.

Pomogło mi chyba jedynie to, że słyszałam naokoło o nim same złe rzeczy. Jaki to on niedojrzały, jaki cham, jak wszystkim obrabia tyłki, jak ciągle się upija. Dziewczyna jego najlepszego kumpla zabroniła mu wręcz wstępu do jej mieszkania, bo jak się napił to nie chciał wychodzić. Więc ten kumpel wychodził do niego i pili na klatce albo w piaskownicy (na osiedlu strzeżonym!). Pili oczywiscie dużo.
Już najbardziej trafiło do mnie, gdy ten właśnie kumpel wolał kiedys wyjść z nami, niż z nim. Powiedział, że ma go dosyć, bo znowu zrobi wiochę w knajpie i jeszcze przez niego wpie*** dostaną. A on kręcił się w pobliżu, przyczepil się do nas. Nie podchodził, bo ja stałam w kółeczku. W końcu zabrał się z innym kolegą którego plan był taki, że odprowadzi go, powie że idzie do domu, a sam wróci do nas po cichu - tylko po to, by się go pozbyć. I tak dokładnie zrobił.

Widzę że jego koledzy - ma ich kilku - nie traktują go z wielkim szacunkiem. Owszem lubią go "na swój sposób" (ich slowa), no bo zawsze jest z kim poimprezować, no ale normalny to on nie jest.

On dalej gra przed innymi i przed samym sobą króla świata.
Tylko czuję, że ten świat się prędzej niż później zawali.

Nadal dziwnie mi, kiedy koło niego jestem, ale nie mogłabym z nim być po czymś takim. Ostatnio bariery się przełamały i we 4 osoby z nim łącznie byliśmy w nocy w parku.... tak, pić. Byłam w takim szoku, że z nim gadam, że upiłam się strasznie i spóźniłam do pracy na następny dzień. Wtedy właśnie w parku powiedział mi takie zdanie: "Przyznaję, byłem chujem".

Pisał potem parę razy z pytaniami np jakie mam plany na weekend. Gdy zobaczyłam jego wiadomosc, wylogowałam się z FB na kilka dni, bo bałam się ją przeczytać. Potem podjęłam rozmowę. Po kilku dniach znów zapytał, co u mnie słychać. Odpowiedziałam mu dopiero na następny dzień. Sądzę, że wtedy zrozumiał, bo już więcej nie pisze. 

Nadal nie wiem, co on ma w tej łepetynie. Grunt, ze zrozumiałam, ze i tak się nie dowiem, że czasem coś nie zależy od nas i nie należy na siłę walczyć. Niestety uwierzyłam też, że miłość nie istnieje, a na facetów nigdy nie można liczyć. Ze coś im się zdaje, a potem zdaje się inaczej. Ze potrafią zostawić dziewczyny, żony w ciązy, chore partnerki. Że liczy się tylko ich dobre samopoczucie i rozrywka, nowe impulsy.

Jestem teraz z kimś, na kim się jeszcze nie przejechałam, i wyczuwam, ze jest dobry, ale zakochać się nie mogę. Funkcjonuję w tym związku bardzo dobrze, nie mam żadnych zahamowan, jestem radosna, w ogóle się nie kłócimy, on mi imponuje. Ale zakochać się nie potrafię, i powiem że dobrze. Bo dobrze jest tak, jak jest, a jak mu się coś odwidzi, to będę zawsze o krok do przodu smile

Ta lekcja zyciowa bardzo w ogole zmienila moj charakter. Jestem 100 razy spokojniejsza.

299

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
iggam1000 napisał/a:

no ja mam 29, on 26 hmm
wiedziałam, wiedziałam... potrafię się bawić, nie powinnam się była tak angażować sad
tylko on dawał zupełnie sprzeczne sygnały
- raz mówił że chce dziewczyny z pazurem
- drugi raz, że nie ma być zaborcza
- podobno podniosłam na niego kilka razy głos (czy ja wiem? to było raczej emocjonowanie się czy lekka irytacja)
- jedna była pozwalała mu na wszystkie wyjścia z kolegami, więc uznał, że jest zdesperowana
- a jednak stawał okoniem gdy mu się sugerowało że ma czegoś nie robić
- gdy stwierdził, że chcę go kontrolować, powiedział, że mu się odechciało, bo lubię się rządzić a to on lubi się rządzić
- powiedział wtedy (mojej koleżance), że szuka miłej i spokojnej, zrównoważonej dziewczyny
- gdy stałam się potulna i milutka i delikatna, wtedy chwilę się odzywał, ale...
- potem powiedział że jest niezdecydowany jak baba i nie wie czego chce

Ja już nie wiem...

Zawsze bądź sobą a nie taka jaką każe ci być facet, szczególnie taki dupek jakiego opisujesz. Jak on ma ciebie szanować jeśli ty nie jesteś wogole sobą i czekasz na instrukcje jaką masz być?

300

Odp: czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

wiem, wiem. To było straszne doświadczenie.
To nie było wtedy tak, że zupełnie się zmieniłam i przybrałam sztuczną osobowość. Raczej bylam wcześnie rozchwiana, rozdrażniona, niepewna, miałam lekką nerwicę.
Przy nim się uspokoiłam, bo to niejako wymusił. Ale odkryłam, że tak naprawdę, jeśli odciąć moją nerwowość, taka właśnie jestem - spokojna, miła, opanowana. I pomimo tego, że mnie zostawił, taka zostałam. Najpierw nie miałam po prostu siły na tą moją nerwicę, bo chodziłam jak żywy trup, a potem tak się jakoś uleżało i powiem, że teraz o wiele bardziej nad sobą panuję we wszelkich życiowych sytuacjach. Koniec końców, bardziej podoba mi się jaka teraz jestem, niż jaka wtedy byłam. Relacje z ludźmi zresztą poprawiły mi się na całej linii.
Ciężko to zrozumieć, ale chyba rzeczywiście wszystko dzieje się po coś.

Posty [ 261 do 300 z 300 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024